
- Strona główna
- Forum
- traumy, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Czy treści o...
Czy treści o zdrowiu psychicznym mogą wpływać na intesyfikację myśli samobójczych?
Julia
Krystian Michalak
Witaj Julio,
Zadałaś bardzo ciekawe pytanie. Jeśli chodzi o intensywność myśli samobójczych to niektóre treści o zdrowiu psychicznym mogą zwiększać intensywność myśli, lecz w większości przypadków są tworzone aby uświadamiać o konsekwencjach takowych myśli, co za takimi myślami może się kryć, czym w zasadzie one są i czemu służą.
Trzeba jednak zwrócić uwagę, że interesują panią „ciężkie przypadki”, jeśli pani sama mierzy się z jakimiś trudnościami i posiłkuje się pani informacjami, że inni mają np. Gorzej, to może prowadzić do umniejszania własnej sytuacji, która jest prawdopodobnie dla pani nie łatwa. Porównywanie się, nawet nieświadome może pogarszać nasz dotychczasowy stan zdrowia.
Zachęcam do skorzystania z usług specjalisty aby na pani sytuację szerzej i dokładniej spojrzał specjalista, same w sobie pojawienie się myśli samobójczych informuje nas, że jest nam ciężko i chcemy z czymś skończyć, bądź w jakiś sposób chcemy aby nam ulżyło, bo np. Dotychczasowa sytuacja/sytuacje nas przygniata/tają.
W razie jakichkolwiek dodatkowych pytań, przemyśleń niech pani pisze, jesteśmy tu po to aby pomóc. :)
Pozdrawiam i życzę wielu pozytywnych myśli!
Krystian Michalak
Psycholog

Zobacz podobne
Witam, mam 22 lata i od zawsze mierzę się z uczuciem bezsensu w życiu, apatią i problemami społecznymi. Chodzę do psychiatry ma NFZ co kilka miesięcy, mam leki antydepresyjne, przeciwlękowe, na adhd (na to też cierpię), od dwóch lat się leczę, ale czuję, że to nie ma sensu. Nic mi nie pomaga. Mam ogromne problemy z ludźmi, niby czuję potrzebę przynależności, ale gdy ktoś się zbliża, to mam ochotę uciec, wyizolować się. Nie czuję, że należe do tego świata. Mam też okropne wahania nastroju. Ostatnio w czerwcu miałam dobry miesiąc, zapisałam się na praktyki studenckie, jako wolontariusz do schroniska, do tatuatorki, zaczęłam zarabiać na rysunkach i chcieć spotykać się z ludźmi (co jest dziwne, bo mam fobie społeczną i jestem silnym odludkiem), potem nastąpił spadek i zaniedbałam zlecenia, wypisałam się ze schroniska i nie wychodziłam z domu. Zawaliłam studia przez prokastrynacje, walczę z uzależnieniem od żyletki, ale niezbyt wychodzi. Jestem tępa i jedyne czego chce to, żeby te stany, w których mam więcej energii i motywacji wróciły. Leki, jakie biorę to Dulsevia 60 mg na depresję, medikinet 30mg na ADHD, estazolam 2mg ostatnio na sen (doświadczałam paraliżów sennych, oraz krzyczałam przez sen, szeptałam o zjawach) i Perazin 100mg też na uspokojenie. Raz w życiu przeżyłam stan, w którym miałam halucynacje ze zjawą. Do teraz boję się wyprowadzić z domu i sama mieszkać. Miałam też pare lat temu paranoje na punkcie duchów, słyszałam trzask mebli i widziałam cienie. Często śnią mi się krwawe rzeczy. Mam dosyć tego, że nic się nie zmienia, że nie mogę nawet nawiązać stabilnej relacji przyjacielskiej, bo od razu mój organizm odmawia radości ze spotykania się z ludźmi. Trochę dryfuję. Nie wiem, od czego to. Tak mam zawsze. Czy jest jakiś lek, jakaś szansa, by chociaż uciszyć te wahania nastroju? :(
Proszę o odpowiedź, bo nie wiem co myśleć. . z racji mojego stanu ciężkiej depresji i nerwicy z traumami nie potrafię określać granic, w związku z tym pozwalam siebie ranić .. jestem w związku, partner ma dziecko, z którym początkowo nie miał kontaktu w ogóle tak naprawdę, widują się od czasu do czasu od dwóch lat, córka ma lat 17 .. dodam, że nie znam jej, ona żyje z matką ,która ma nowego partnera i dwójkę dzieci z nim, natomiast mój partner ciągle uważa, że córka może się czuć przeze mnie nieswojo, co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe .. i teraz sytuacja wygląda tak, że 21 stycznia tj czwartek wyjeżdżają oboje na koncert, a że to jest w Gdańsku, czyli 800 km od nas, zatrzymują się u rodziny i tam chce z nią zostać od czwartku do niedzieli, żeby sobie porozmawiać. Dodam, że jest to rodzina, którą ja znam i akurat mam dobre bardzo relacje ... I wraz tak partner stwierdził, że ja nie jadę, bo on chce jechać sam z córką i żadne tłumaczenia nie dają rezultatu, bo mówię, że to nie jest wyjazd sam z córką to jest kilka dni u rodziny po prostu beze mnie czuję się pominięta, jak już nie pierwszy raz w tym związku ,no to skończyło się awanturą, bo on uważa, że to ja nie ma racji - on z córką sam i koniec ..

