
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Ukrywanie choroby w...
Ukrywanie choroby w związku - dlaczego?
Anonimowo
Marta Knapik
Trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Pracując na takim poziomie ogólności- można powiedzieć, że osoby z zaburzeniami psychicznymi doznają bardzo dużego cierpienia i poczucia wstydu. Domyślam się, że został zastosowany skrót myślowy, ale to nie ChAD jest w związku, a osoba doświadczająca zaburzenia nastroju. Warto spojrzeć na nią nie przez pryzmat diagnozy, tylko zobaczyć człowieka, który cierpi chorując na zaburzenie, które wpływa na niemal wszystkie obszary życia.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Michał Kłak
Dzień dobry,
Pytanie jest zbyt ogólne. Ludzie ukrwają różne rzeczy z różnych powodów. Zapewne osoba, o której jest mowa miała swoje powody, ale o to należałoby zapytać ją bezpośrednio. Nie ma uniwersalnych powodów i nie jest to cechą ChAD w jakimkolwiek stopniu.
Iwona Lassota
Dzień dobry, powodów ukrywania choroby w związku może być wiele, począwszy od starania się o partnera i pokazania od jak najlepszej strony przez lęk, że partner nie zaakceptuje faktu choroby lub się jej przestraszy.
Pomyślałam o tym, że potrzebna jest bardzo bezpieczna przestrzeń w związku do tego żeby móc się pokazać w związku ze swoimi słabościami.
Usunięty Specjalista_tka
Nie ma jednej prostej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ osoby cierpiące na chorobę afektywną dwubiegunową (ChAD) mogą mieć różne powody i motywacje do ukrywania swojej choroby w związku. Niektóre z nich mogą być następujące:
- Wstyd i lęk przed odrzuceniem. Osoby z ChAD mogą obawiać się, że ich partnerzy nie będą ich akceptować lub zrozumieć, jeśli dowiedzą się o ich chorobie. Mogą też czuć się winne lub gorsze z powodu swoich objawów i zachowań, które mogą być trudne do wyjaśnienia lub usprawiedliwienia. Dlatego mogą próbować ukrywać swoją chorobę, aby uniknąć konfrontacji, krytyki lub zerwania związku.
- Brak świadomości lub zaprzeczenie. Osoby z ChAD mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że mają chorobę lub nie chcieć się z nią pogodzić. Mogą bagatelizować lub ignorować swoje objawy, uważając je za normalne wahania nastroju lub przejawy osobowości. Mogą też unikać szukania pomocy profesjonalnej lub lekceważyć zalecenia lekarzy. Dlatego mogą nie informować swoich partnerów o swojej chorobie, ponieważ sami nie uznają jej za problem.
- Ochrona partnera lub związku. Osoby z ChAD mogą kochać swoich partnerów i chcieć im zapewnić szczęście i spokój. Mogą obawiać się, że ich choroba będzie dla nich obciążeniem lub źródłem cierpienia. Mogą też chcieć utrzymać pozory normalności i harmonii w związku. Dlatego mogą ukrywać swoją chorobę, aby nie martwić ani nie denerwować swoich partnerów, a także aby uniknąć konfliktów lub napięcia w relacji.
Ukrywanie choroby w związku może być dla osoby z ChAD sposobem radzenia sobie ze stresem i lękiem, ale może mieć też negatywne konsekwencje. Ukrywanie choroby może utrudniać komunikację i zaufanie w związku, a także pogarszać stan zdrowia psychicznego osoby chorej. Dlatego ważne jest, aby osoby z ChAD szukały pomocy i wsparcia, zarówno dla siebie, jak i dla swoich partnerów. Terapia indywidualna lub parowa może pomóc w lepszym zrozumieniu i akceptacji choroby, a także w poprawie jakości życia i relacji.
Usunięty Specjalista_tka

Zobacz podobne
TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa.
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń.
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał.
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej.
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności.
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego.
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.
Jak leczy się nerwicę natręctw i czy gdy leki antydepresyjne słabo pomagają, trzeba włączyć psychoterapię?
Czy ciągle pojawiają się nowe rodzaje terapii psychologicznych? Jakie są nowe rodzaje terapii powstałych w ostatnim czasie?

