
- Strona główna
- Forum
- traumy, zaburzenia nastroju
- Dlaczego czasami...
Dlaczego czasami mam chęć doprowadzenia siebie do złego stanu psychicznego i chce się czuć źle?
A.K
TwójPsycholog
Dzień dobry,
czasem zdarza się, że na tyle długo czujemy się źle, że odnajdujemy w tym komfort. Dzieje się tak, ponieważ to złe samopoczucie znamy najlepiej, a więc czujemy się w nim przewidywalnie. Gdy po długim okresie trudnego stanu psychicznego zaczynamy czuć się lepiej, dla naszego mózgu jest to poniekąd nowość, sytuacja rzadka, a więc nie wiemy, jak się zachować, nie czujemy codziennych trudnych emocji. Mózg z natury jest leniwy- woli to, co dobrze zna. Może też to być forma zachowań autodestrukcyjnych. By móc się temu przyjrzeć, zachęcam do konsultacji z psychologiem_żką lub psychoterapeutą_ką.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Martyniuk-Białecka
WitajA.K.,
Chęć doprowadzenia siebie do złego stanu psychicznego może wynikać z różnych przyczyn, a indywidualne doświadczenia są zazwyczaj bardzo złożone. Poniżej proponuję kilka możliwych wyjaśnień, jednak ważne jest zauważenie, że jest to ogólna analiza, a Twój przypadek z pewnością zawiera pewne unikalne aspekty. Jeśli masz wrażenie, że to stanowi dla ciebie problem, warto skonsultować się z profesjonalistą, takim jak psycholog czy terapeuta, aby uzyskać bardziej spersonalizowaną pomoc.
Zachowania autosabotujące: czasami ludzie, z różnych powodów, mogą czuć, że nie zasługują na dobre samopoczucie czy sukces, co może prowadzić do zachowań autodestrukcyjnych.
Poszukiwanie uwagi czy wsparcia: w sytuacjach, gdy ktoś odczuwa brak uwagi lub wsparcia, może występować tendencja do szukania tych rzeczy w sposób nie bezpośredni, zwracając na siebie/swój zły stan uwagę otoczenia, nawet jeśli jest to szkodliwe dla zdrowia psychicznego.
Zaburzenia psychiczne: objawy pewnych zaburzeń psychicznych, jak np. depresja, mogą skutkować pragnieniem negatywnych uczuć lub działaniami autodestrukcyjnymi.
Niskie poczucie własnej wartości: osoby z niskim poczuciem własnej wartości mogą być bardziej podatne na autodestrukcyjne zachowania, ponieważ trudno im uwierzyć, że zasługują na dobre samopoczucie.
Przemoc psychiczna: osoby doświadczające przemocy psychicznej mogą internalizować negatywne przekonania o sobie, co może prowadzić do zachowań autodestrukcyjnych.
Brak umiejętności radzenia sobie z emocjami: niektórzy ludzie nie nauczyli się skutecznych strategii radzenia sobie z emocjami, co może prowadzić do uciekania się do zachowań autodestrukcyjnych.
Paulina Szerszeńska
Chęć doprowadzenia siebie do złego stanu psychicznego może być związana z trudnościami w radzeniu sobie z emocjami. Radzenie sobie z emocjami pomaga utrzymać zdrowie psychiczne, dlatego warto skorzystać z pomocy specjalisty, takiego jak psycholog czy terapeuta, którzy mogą pomóc w efektywnym zarządzaniu emocjami. Specjaliści posiadają odpowiednie narzędzia i doświadczenie, by pomóc w zidentyfikowaniu i przepracowaniu trudnych emocji, co przyczynia się do poprawy ogólnej kondycji psychicznej.
Beata Molska
Taka strategia (najczęściej nieświadoma) czasami pojawia się, kiedy widzimy pewne korzyści w stanie “bycia chorym”. Dla każdego te pozorne korzyści mogą być różne. Zdarza się, że otoczenie czy rodzina w takiej sytuacji zapewnia większą uwagę niż na co dzień i otacza opieką, czasami jest to chęć ucieczki od toksycznego środowiska pracy i dana osoba chce mieć wytchnienie podczas takiego stanu na zwolnieniu lekarskim, a czasami jesteśmy przemęczeni i nasz organizm podświadomie wybiera odpoczynek. Może być tak, że w rodzinach wielodzietnych, w których na jednym z rodziców leży obowiązek opieki nad kilkorgiem dzieci - pobyt na oddziale w szpitalu przy zdiagnozowanej depresji jest jedyną możliwością odpoczynku…
Warto się zastanowić dlaczego jest to dla mnie ważne. Sam fakt, że Pan/Pani zadaje sobie takie pytanie, to oznacza, że jest już pewna świadomość i zatrzymanie nad tą problematyką może być początkiem ważnego wglądu… Dlatego zachęcam, aby ten temat zgłębić podczas sesji terapeutycznej.
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
Doprowadzanie do złego samopoczucia może być wynikiem różnych trudności psychologicznych, np. braku zdolności do radzenia sobie, różnych zaburzeń psychicznych, czy też myśli autodestrukcyjnych.
Opisane trudności mogą być wynikiem wielu różnych czynników dlatego też warto będzie udać się do psychoterapeuty w celu dokładnej analizy.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta

Zobacz podobne
Rozstanie po ciężkim związku… Miłość, gdzie myślałem, że na całe życie. Ja i ona, 40-latkowie po rozwodach, z dziećmi. Ja mam córeczkę 7 lat. Ona dwóch chłopców, 12 i 9 lat. Ja bardzo dobrze dogaduję się z byłą partnerką w sprawie dziecka. Ona nie dogaduje się wcale z ojcem chłopców. Ciągle sobie dogryzają, nie rozmawiają ze sobą, ciągle się wyzywają i ciągle chce jeden od drugiego pieniędzy. Ona zdradziła męża (z szefem, u którego dalej pracuje), była z nim 1,5 roku, po czym ją zostawił. Chciała wrócić do męża. Przeżyła to bardzo, zarówno rozwód (straciła mieszkanie na rzecz męża), została z niczym, wynajmuje mieszkanie, samochód i telefon służbowy. Kochanek ją zostawił i także to mocno przeżyła. Po dwóch latach samej poznała mnie. Ja własne mieszkanie, samochód, praca, praca z dziećmi. Uwielbiam dzieciaki. Pierwsze 7 miesięcy super, spotkania, kiedy mieliśmy czas, wówczas nakładały się nam weekendy z dziećmi. Potem poznaliśmy swoje dzieciaki i wówczas zrobiło się poważnie. Super święta, czas po świętach aż do czerwca, gdzie zabrałem ją na wakacje. Po wakacjach rozmowa o kupnie domu. Ja nie mogę sprzedać mieszkania ani wynająć, bo mam córeczkę blisko szkoły, plus była partnerka jest w dokumentach mieszkania. Do siebie mamy odległość ok. 30 km. Ona oddała mężowi mieszkanie, jest w kredycie tego mieszkania, plus opieka naprzemienna dzieciaków. Nie stać jej na duży kredyt. Wówczas po tej rozmowie pierwszy raz słyszę „brak chemii”, nic z tego nie będzie. Porozmawialiśmy na ten temat, że warto walczyć, i od września razem zamieszkaliśmy. Koniec listopada i koniec związku. Znowu „brak chemii”, nie mogę dać Ci miłości takiej, co Ty mi dajesz, nie umiem tak kochać, bo kiedyś zostałam zraniona i nie jestem w stanie się mocniej zaangażować. Warto tutaj dodać sytuację z jej dziećmi. Kiedy mieliśmy wspólne weekendy, raz dzieci, a raz wspólny wolny czas, wówczas było fajnie. Ten rok już taki nie był i już problem, bo nie ma wolnego czasu dla siebie. Ja lubię spędzać czas z jej dziećmi, ona z moją córką też, ale nie ostatnie tygodnie. Co do dzieci: jej chłopcy są dla niej straszni. Przeklinają, biją się ciągle, popychają ją, słyszałem, jak starszy powiedział do niej „suko”. Nie sprzątają po sobie, rozwalają ubrania, nie chcą się kąpać, myć zębów. Starszy uzależniony od telefonu, zabrać mu telefon – to się wścieka. Ona nie ma czasu dla nich, aby przeleciał tydzień i koniec. Widać, że nie wychowuje dzieci, a je chowa. Relacja między matką a dzieckiem jest słaba. Ja złapałem super relację z młodszym. Spędzał ze mną dużo czasu, wspólne chwile, wyjazdy, dużo się przytulał, widział we mnie oparcie. Ona, ładna, wysportowana, pasja – siłownia, lubi dobrze wyglądać (botoks w twarz co jakiś czas, zrobione piersi kilka lat temu), widać, że ma na swoim punkcie manię, aby dobrze wyglądać. Markowe ciuchy, perfumy, dużo zakupów… Dba o dzieci w ten sam sposób, ale materialnie; jeżeli chodzi o wychowanie, to jest problem. Nie mają szacunku do matki. Rozstaliśmy się w zgodzie. Ona ciągle powtarzała, że nie ma chemii, zaangażowania. Ciągle ja dawałem z siebie wszystko, a ona prawie nic. Relacja z jej szefem bardziej otwarta. Uważam, że ciągle coś do niego czuje i ma nadzieję, że będą znowu razem. On ma dzieci i partnerkę. Ona zawdzięcza mu pracę i stanowisko, ale chyba zapomniała, że on ją skrzywdził, ale dalej w to brnie… Dawałem miłość, zaangażowanie, bezpieczeństwo, opiekę nad dziećmi, a dostałem kopa w tyłek, bo brakuje chemii… która, uważam, przeniosła na szefa, który nie tak dawno ją skrzywdził… Czemu tak to wygląda, dobra materialne są ważniejsze od miłości… Mam mega ciężki okres, od paru dni mało śpię, mało jem. Ciągle o niej myślę i na odchodne mówiłem, że zawsze jej pomogę i cokolwiek się wydarzy – ja będę… W każdej chwili jestem w stanie, jeżeli coś się stanie, nawet w środku nocy jechać do niej…
Witam.
Mam pytanie: po ponad 20 latach razem, będę się rozwodziła z mężem. Mąż ma depresję, stwierdzona przez lekarza przed chyba 5laty. Nie leczył się. Tabletki miał od lekarza przepisane, ale brał, jak chciał. Jak wspominałam o terapii, był zaraz na mnie zły, że on nie będzie tego robił, bo raz był u pani psycholog i nic mu to nie dało. Przez te lata byłam przy nim, chociaż nie powiem, czasem było ciężko. Mąż w domu nie robił całkowicie nic, starałam się go wyręczać, ile mogłam, pracując na cały etat, starałam się też być cały czas dla naszych dzieci (16 i 9 lat), starałam się też ogarniać dom. Z biegiem czasu słyszałam coraz częściej, że to moja wina, że on ma depresję, bo chodził do pracy, gdzie się jej nabawił przeze mnie i dzieci, że jest w miejscu, w którym nie chce być (mieszkamy w Niemczech) też przeze mnie i dzieci.
Z biegiem czasu doszły brak szacunku i chamskie dogadywanie i oczywiście coraz częściej wypominanie wszystkich moich błędów i tego, że nie mam chęci na seks. W sumie w domu bałagan więc i tego nie robiłam, za mało zarabiałam (pracowałam, odkąd przyjechałam do Niemiec, zawsze na cały etat - 41,5 godzin tygodniowo) I czasem tylko jak powiedziałam, że żal mi, że z dziećmi nie spędzam tyle czasu, ile bym chciała (on nie robił z nimi nic), to i tak zaraz był zły, bo dużo ludzi tak robi i dzieciom nic się nie dzieje. 23.09 (nigdy nie zapomnę) mój mąż (pracuje jako kierowca ciężarówki, codziennie w domu) zadzwonił w trakcie pracy, a akurat miałam wolne i jak zwykle (nie pierwszy raz) nasza rozmowa toczyła się tak już po chwili (w sumie to był jego monolog), jaką to ja jestem zła żona, że nie ma seksu, że jestem do niczego (nie wyzywał ani nie bil), ale wtedy coś we mnie pękło. Po tym jeden dzień nie rozmawialiśmy i nie spal w domu, a potem zaczęło się piekło przez 2 miesiące.
Nie chce do tego wracać, ale nurtuje mnie jedno pytanie, bo "naturalnie" całej sytuacji jestem winna ja, bo po tym powiedziałam, że nie chce z nim być, a on się przez te 2 miesiące pierwsze starał i albo mnie kochał i naprawiał, albo nienawidził. Prosiłam, żeby mi dał święty spokój, ale nie docierało.
Teraz jak oboje się chcemy rozwieść, ale non stop słyszę, że to moja wina, bo go w chorobie zostawić chce (ja twierdzę, że to nas obu wina). Czy to normalnie, że ja tak zareagowałam?
Ranił mnie bardzo przez przynajmniej półtora roku, starałam się być silna i tłumaczyłam go depresja, ale coś we mnie pękło.
Czy takie odzywanie się do drugiej osoby mogę ta depresja tłumaczyć, bo on się tak tłumaczy cały czas.
Czy to ja powinnam go na siłę zaciągnąć na terapię (teraz w końcu po kłótni robi)? Czy ja musiałam i muszę przy nim być, bo ma depresję? Cały czas mam wrażenie, że on chce na mnie wymusić poczucie winy. On niby wie, co złe robił, ale jak rozmawiamy, to próbuje i tak się wybielić i na mnie winę zrzucić.
Ja wiem, że moja wina jest taka, że mu nie mówiłam, że mnie to rani, co mówi. W sumie próbowałam, ale było zaraz, co się czepiasz (tylko bardziej chamsko).
Ja chce już normalnie żyć, chce się skupić na dzieciach, a potem być może i dla mnie poszukać terapeuty.
Nie wiem, czy będę chciała jeszcze z kimś być, czy będę umiała, ale nurtują mnie te pytania i będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam

