
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia osobowości, związki i relacje
- Dlaczego dorosły...
Dlaczego dorosły syn atakuje rodziców, oskarżając ich bezpodstawnie?
Ķris
Joanna Michałek
Witaj,
jaka jest przyczyna? Oto trzeba by zapytać syna, tylko on to wie.
Co się takiego u niego dzieje, z czym nie może sobie poradzić?
Być może stan kawalerski jest dla niego bardzo trudny?
Być może przyjaciele założyli rodziny i nie mają już tyle czasu na spotkania?
Być może jest coś co go bardzo frustruje?
Być może - może być wiele...
Jeśli nie ma możliwości porozmawiania, jak to robią dorośli i zapytania jak można jemu pomóc teraz, dzisiaj - może trzeba zająć się sobą i swoimi emocjami zawiązanymi z tą sytuacją, tym jak rani zachowanie syna.
Ja bym zaczęła od siebie.
Powodzenia!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dominika Winciorek
To, że dorosły syn oskarża rodziców i mocno ich rani, nie musi oznaczać, że rzeczywiście został skrzywdzony przez nich. Czasami za taką postawą stoją własne trudności emocjonalne, frustracja, poczucie niespełnienia, samotność lub potrzeba znalezienia winnych swoich problemów.
Warto jednak pamiętać, że każdy człowiek może inaczej postrzegać swoje doświadczenia z dzieciństwa. To, co rodzice uważają za prawidłowe wychowanie, dziecko mogło przeżyć w inny sposób.
Niezależnie od przyczyn, zrozumienie jego emocji nie oznacza zgody na raniące zachowanie. Rodzice mają prawo stawiać granice i oczekiwać szacunku w relacji. Jeśli sytuacja trwa długo i powoduje dużo cierpienia, pomocna może być rozmowa z psychologiem lub terapia rodzinna.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, w której dorosły, samotny syn bez wyraźnego, obiektywnego powodu rani i atakuje swoich rodziców, jest dla bliskich niezwykle bolesna i dezorientująca. Psychologia wskazuje, że podłoże takich bezpodstawnych oskarżeń rzadko wynika z rzeczywistych win rodziców, a znacznie częściej wiąże się z wewnętrznymi problemami samego syna.
Najczęstszą przyczyną bywa mechanizm projekcji – syn, będąc osobą samotną, może odczuwać głęboką frustrację, poczucie życiowej porażki lub niespełnienia. Nie potrafiąc poradzić sobie z tymi trudnymi emocjami i brakiem własnej rodziny, nieświadomie przerzuca złość na najbliższe, bezpieczne i bezwarunkowo kochające go osoby, czyli rodziców, czyniąc z nich winnych swojego obecnego stanu. Agresja i oskarżenia mogą być również objawem rozwijających się zaburzeń osobowości, depresji, a nawet problemów z uzależnieniami czy ukrywanych trudności psychicznych. W takich momentach atak staje się dla niego destrukcyjnym sposobem na rozładowanie wewnętrznego napięcia.
Dla rodziców kluczowe jest zrozumienie, że nie muszą przyjmować na siebie nieuzasadnionego poczucia winy ani cierpliwie znosić ranienia. Najlepsze, co mogą w tej sytuacji zrobić, to postawić twarde i wyraźne granice, komunikując synowi, że choć go kochają, nie wyrażają zgody na agresywne traktowanie i niesprawiedliwe zarzuty. Warto zachęcić go do szczerej rozmowy lub konsultacji ze specjalistą, jednak jeśli syn odrzuca pomoc, rodzice powinni w pierwszej kolejności zadbać o własny spokój i bezpieczeństwo emocjonalne, nie dając się wciągać w jego toksyczne monologi.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ za takim zachowaniem mogą kryć się bardzo różne przyczyny. Czasami źródłem jest nagromadzona złość, nierozwiązane konflikty, poczucie niezrozumienia, problemy emocjonalne lub trudności, o których rodzice mogą nawet nie wiedzieć.Jednocześnie fakt, że rodzice nie dostrzegają krzywdy czy odrzucenia, nie zawsze oznacza, że syn nie przeżywał pewnych sytuacji w bolesny sposób. Każdy człowiek interpretuje swoje doświadczenia przez własną wrażliwość i historię.
Najbardziej poruszyło mnie jednak to, że czuje się Pan raniony tymi oskarżeniami. Może warto zastanowić się nie tylko nad tym, dlaczego syn tak mówi, ale także czy kiedykolwiek udało się spokojnie porozmawiać o tym, co konkretnie ma na myśli, gdy ocenia Państwa w tak surowy sposób.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Marcin Brodowski
Dzień dobry,
Dziękuję za tę wiadomość. Kiedy jesteśmy świadkami takiej sytuacji, gdy ktoś krytykuje i przypisuje rodzicom złe intencje, naturalne jest, że budzi to, poczucie niesprawiedliwości i wiele pytań o przyczyny takiego zachowania.
Na podstawie tej wiadomości trudno jednoznacznie określić, skąd bierze się postawa syna. Takie zachowania nie zawsze są bezpośrednio związane z rzeczywistym skrzywdzeniem czy odrzuceniem. Czasami źródłem mogą być jego własne trudności emocjonalne, niezaspokojone potrzeby, poczucie frustracji, rozczarowania życiem, samotność lub sposób, w jaki interpretuje różne wydarzenia i relacje.
Jednocześnie warto pamiętać, że niezależnie od przyczyn, jego rodzice mają prawo do ochrony siebie przed słowami i zachowaniami, które ranią.
Na ten moment zachęcałbym przede wszystkim do zadbania o siebie i przyjrzenia się temu, czego potrzebują rodzice w tej trudnej sytuacji. Pomocne bywa także oddzielenie tego, za co rzeczywiście ponosimy odpowiedzialność jako rodzice, od tego, co należy już do dorosłego dziecka i jego własnych wyborów.
Dobrym pierwszym krokiem może być również rozmowa o tej sytuacji z kimś życzliwym i zaufanym, kto pomoże rodzicom spojrzeć na nią z pewnego dystansu i nie pozostawać z tym ciężarem w samotności. Czasem już samo uporządkowanie własnych myśli i uczuć w bezpiecznej rozmowie pozwala odzyskać nieco więcej spokoju i lepiej zadbać o siebie.
Pozdrawiam serdecznie,
Marcin Brodowski
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Syn atakuje i oskarża rodziców, mimo że miał dobre dzieciństwo ? Taki przypadek nie należy do rzadkości. Być może wydarzyło się coś, co ukształtowało jego przekonania z dzieciństwa, a one są połączone z poczuciem krzywdy. Sam jest kawalerem, czyli nie związał się emocjonalnie z nikim. Tutaj można też brać pod uwagę ewentualnie zaburzenia syna, które nie są zdiagnozowane. Przyczyn może być wiele. Możemy tylko gdybać. Warto jednak samemu zadbać o swój dobrostan.

Zobacz podobne
Dzień dobry jestem w związku z partnerką prawie 21 lat a 16 po ślubie, mamy dwójkę dzieci 9 i 15 lat.
Przechodzimy przez kryzys w związku, jakiego nigdy jeszcze nie było. Zaczne od początku w skrócie,mam 39 lat żona 46 lat ,ona jest spokojna wycofana ,wstydliwa ,ma problem z otwartą rozmową i mówieniem o uczuciach a ja jestem osobą bardziej energiczną, pewną siebie i bezpośrednią oraz szczerą . Czasami przy kłótniach potrafiłem jak to żona mowi wbić szpile ,nie mogła mnie przegadać itd.
Od 5 lat leczę się na depresje ,nie podjąłem terapii, tylko byłem na tabletkach ,miałem duży mobbing w pracy ,w końcu stamtąd odeszłem, zacząłem pracę w nowym zawodzie i wszystko zaczęło się układać, niestety między nami zaczął się chłód, przestaliśmy ze sobą spędzać czas ,włączyła się rutyna ,dzieci itd ,coraz mniej seksu ,bliskości, wychodzenia razem.
Ostatnie 3 lata skupiliśmy się na wykończeniu domu, więc żadnych urlopów za granicą, bo każdy grosz szedł w dom . Niestety przez moją depresje zmieniłem się z zachowania, zacząłem się wycofywać z życia rodzinnego ,czułem się odrzucony przez moją żonę i dzieci ,szły do kina ja byłem sam ze sobą i nawet juz nie pytała czy chce iść z nimi ,próbowałem rozmawiać z żoną co się dzieje, ale zawsze mówiła, że to moje wymysły i że jest wszystko ok .
Niestety ostatnio miesiąc temu doszło do dużej kłótni między nami ,ja z tej irytacji i przez tą sytuację w domu dużo rzeczy powiedziałem żonie, ale nigdy jej nie wyzwałem itp ,bardziej, że się spakuje i zabiorę w pi.... bardzo to wszystko ją zraniło, na drugi dzień żona pierwszy raz w życiu zaczęła na mnie krzyczeć, też wygarnęła mi dużo rzeczy m.in, że nie wie co do mnie czuje , nie widzi przyszłości ze mną itp ,po czym zakończyła rozmowę i przez dwa tygodnie trzymała mnie za murem bez jakiejkolwiek możliwości komunikacji, co strasznie wykończyło mnie psychicznie ,w tym czasie miałem dużo czasu na przemyślenie swojej sytuacji i zachowania.
Podjąłem terapię u Psychologa i do teraz kontynuuję, zacząłem biegać ,schudłem 10 kg zacząłem walczyć o siebie . Z żoną rozmawialiśmy później na spokojnie na spacerze ,popłakała się i stwierdziła, że mnie nie kocha i że to koniec ,miałem się wyprowadzić, ale zdecydowałem, że tego nie zrobię ,bo też mam prawo być z dziećmi. Minęło 4 tygodnie , pogodziłem się po części sytuacją i skupiałem się dalej na sobie ,przestałem szukać kontaktu z żoną, nie rozmawiałem na nasz temat , poukładałem sobie dużo w głowie, stwierdziłem, że zaczynam życie układać pod siebie jako singiel .
Nagle żona zaczęła robić podchody, być miła ,szukała kontaktu ,pisała , doszło do tego, że mogliśmy normalnie i na spokojnie rozmawiać, podczas rozmowy telefonicznej zaczęła mnie przepraszać,mówić, że dużo błędów sama popełniła i dużo rzeczy powiedziała, żeby mnie zranić, między innymi to, że mnie nie kocha ,(powiedziała to, żebym dał jej spokój.) Wykazałem się empatią i wyciągnąłem rękę, liczyłem, że jest szansa dla nas ,po przemyśleniu stwierdziłem, że chce jeszcze o to zawalczyć, umówiliśmy się na rozmowę po pracy ,żona przyszła już na luzie pewna siebie ,rozmowa wyglądała całkiem inaczej, aniżeli przez telefon ,już stawiała warunki itp ,powiedziałem, że przez te 4 tygodnie miałem dużo czasu aby sobie w głowie poukładać i że widzę w końcu, że mogę żyć sobie sam ,wcześniej nie wyobrażałem sobie tego ,że mam plany, zmiana pracy itp ,ale żonie się chyba to nie spodobało ,na drugi dzień już się zmieniła o 180 stopni ,przestała się starać, powiedziała, że nic ode mnie nie oczekiwała i od tamtej pory nic się nie zmieniła, znów jest zimna obojętna, bez uczuć , nie zależy jej na kontakcie ze mną.
Wyjechałem teraz w poniedziałek do Polski na kilka dni ,przed wyjazdem w niedziele w nocy przyszedłem do niej, obudziłem ją, powiedziałem, że chce porozmawiać ,przyszliśmy do drugiego pokoju ,chciałem jej pokazać, że ją nadal kocham ,zagrałem vabanque,kochaliśmy się i nie odrzuciła mnie, podczas zbliżenia na początku czułe, że też tego chciała ,później bylo to juz jednostronne :( Spaliśmy razem kilka godzin i rozmawialiśmy do rana ,po czym uciekła do drugiego pokoju .
Ja się spakowałem i tego dnia wyjechałem, podczas podróży zapytałem czy tego żałuje, powiedziała, że nie, ale ze za szybko się to potoczyło. Przez tydzień do wczoraj się nie kontaktowaliśmy, wróciłem do domu, miała czas, żeby sobie przemyśleć, niestety nic się nie zmieniło, dalej twierdzi, że jest na początku tej sytuacji, że nie wie co do mnie czuje itp ,ale nie jest tak, że mnie nie kocha ,dalej jest zimna ,obojętna, nie szuka kontaktu.
Ja już mam dosyć tej całej sytuacji i nie daje więcej rady , mimo że ją kocham i chciałem się starać, nie potrafię więcej tego znieść, tej zabawy moimi uczuciami , mam wrażenie, że momentami się już poniżam, okazuje znów uczucia i jest to jednostronne. Chcę się wyprowadzić i rozwieść, było mi łatwiej jak powiedziała, że nie kocha ,teraz znów daje nadzieję, a jednocześnie ją odbiera ,nie wiem co się z moją żoną dzieje ,że się zamknęła tak w sobie, nie wie czy chce się starać o nasz związek ,nie wie czy będzie potrafiła itp., tak mi powiedziała ... a ja już jestem tym zmęczony, trwa to już drugi miesiąc, już nie daje rady ,ostatnie co mi zostało to zrobienie terminu na rozmowę wspólną z psychologiem i zrobiłem termin ,nie widzę już nadziei.
Czy może mi ktoś wytłumaczyć czy żona przez te kłótnie ostatnio mogła faktycznie tak się zamknąć sama w sobie ? i z dnia na dzień stać się taka niedostępna? czy przyczyna leży w osobie trzeciej, bo już jest zaangażowana uczuciami gdzieś indziej .... choć uważa, że nigdy by mnie nie zdradziła. Co mogę jeszcze zrobić, aby do niej dotrzeć? Czy po prostu mam zakończyć nasze małżeństwo i 20 wspólnych lat . Dziekuje za Odpowiedź pozdrawiam.
