Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego młodzi zakochani pokazują swoją relację w social mediach? Perspektywa psychologiczna

Dzień dobry. Co myślicie jako psycholodzy terapeuci o wystawianiu dużej ilości wspólnych zdjęć zakochanych nastolatków....ona 19 lat on 20 lat. Pokazywanie relacji miłości w social mediach.....o czym to świadczy? Przecież to może być nie ten jedyny, jedyna......nie dojrzałość ? Czemu młodzi to robią......
Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Witaj Magdaleno,

 

W dobie dzisiejszych czasów normą stało sie umieszczanie wielu zdjęć czy filmów w popularnych portalach społecznościowych, natomiast odpowiedź na to dlaczego znajduje sie w szerokim spektrum. Potrzeba umieszczania zdjęć w internecie i dzielenia sie z obserwującymi fragmentami ze swojego życia jest bardzo jednostkowa. Może zależeć od wielu czynników, np. chęć zaistnienia w internecie, pochwalanie się, zarobek, pozyskanie uwagi, poinformowanie innych co sie dzieje w życiu danej osoby. Czy jest to złe, niedojrzale? Zapewne to zależy. Ważne jest żeby na umieszczenie zdjęć w internecie wyraziły zgodę obie osoby, inaczej jest to bezprawne wykorzystanie wizerunku drugiej osoby. Jeśli obie strony relacji romantycznej chcą sie nią pochwalić na popularnych mediach społecznościowych, to jest to ok. Miłości nie można definiować wiekiem. Uczucie łączące młodych ludzi może byc tak samo trwałe i wartościowe jak milość łącząca osoby starsze. Wszystko zależy od osób tworzących relacje, od ich zaangażowania, dojrzałości, otwartości, chęci budowania trwalej relacji. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Natalia Krawiec-Jokiel 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Magdo,

 

Moim zdaniem samo publikowanie wielu wspólnych zdjęć nie świadczy automatycznie ani o niedojrzałości, ani o „prawdziwej” miłości. U młodych ludzi social media są naturalnym miejscem pokazywania życia, więc relacja też tam trafia.Czasem stoi za tym radość i chęć dzielenia się szczęściem, czasem potrzeba potwierdzenia, czasem budowanie tożsamości jako pary a czasem zwykła moda. Motywacje bywają różne.

Według mojej opinii ważniejsze od liczby zdjęć jest to, jak wygląda relacja poza internetem: czy jest szacunek, bezpieczeństwo, komunikacja i swoboda bycia sobą.Do refleksji dla Pani kilka pytań:

Co najbardziej Panią w tym zjawisku porusza lub drażni? Czy chodzi o ich zachowanie, czy o zmianę pokoleniową?

Po czym poznałaby Pani dojrzałą miłość niezależnie od social mediów?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry Pani Magdaleno

 

 Wstawianie dużej ilości zdjęć nie musi być niczym niepokojącym i wynika to raczej  z tego, że manifestują swoje uczucia, a w dzisiejszej erze cyfryzacji jest to komunikat w stylu...zobaczcie, jak się kochamy. W wieku ok. 19–20 lat tożsamość miłości i relacji jest jeszcze w budowie. Publikowanie dużo wspólnych zdjęć i opisów może być wtedy „próbą noszenia” nowej roli: „jesteśmy parą”, „jesteśmy z kimś”, „jesteśmy szczęśliwi”. Młodzi w ten sposób biorą „zewnętrzny feedback”  zbierając lajki i  komentarze), który im pomagają poczuć się ważnymi, widzianymi i akceptowanymi.

Psycholodzy mówią o „miłosnym ekshibicjonizmie” będącą chęcią pokazywania relacji tak, jak pokazujemy ubrania czy wakacje. To nie zawsze oznacza, że relacja jest „nieprawdziwa”, ale że jest ważna nie tylko jako coś do przeżywania, ale i do „pokazywania”. Często mieszają się tu motywacje jak prawdziwa radość z siebie z presją, że „tak się robi”, że „musi być widać, że się kocham”. Kilka badań sugeruje, że im bardziej ktoś udowadnia związek na zewnątrz (zdjęcia, statusy, lajki), tym bardziej może czuć niepewność w środku. Gdy ktoś ma niską samoocenę albo obawia się porzucenia, media społecznościowe mogą stać się „wirtualnym dowodem”: „widzisz, jestem kochana czy kochany, mamy status, zdjęcia, komentarze”. Niedojrzałość emocjonalna nie zawsze oznacza „zabawa”, ale często trudność z oceną, co jest „publiczne”, a co „intymne”.

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Samo publikowanie wielu wspólnych zdjęć przez młodych ludzi nie musi świadczyć o niedojrzałości ani o tym, że relacja jest „nieprawdziwa”. W wieku 19-20 lat naturalna jest potrzeba pokazywania emocji, budowania tożsamości i dzielenia się ważnymi wydarzeniami z otoczeniem, a dziś media społecznościowe są po prostu jednym z głównych sposobów wyrażania uczuć.

Pozdrawiam,
Karolina Grabka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Magdaleno,

z perspektywy psychologicznej intensywne publikowanie wspólnych zdjęć przez osoby w wieku 19–20 lat wynika przede wszystkim ze specyfiki ich etapu rozwojowego, na którym budowanie tożsamości odbywa się poprzez relacje i ich społeczną akceptację. Dla młodych dorosłych media społecznościowe są naturalnym narzędziem do szukania walidacji – każde polubienie pod zdjęciem z partnerem wzmacnia ich poczucie atrakcyjności i przynależności, co w tym wieku jest niezwykle istotne. Często im większa jest wewnętrzna niepewność co do trwałości związku lub własnej wartości, tym silniejsza staje się potrzeba „dokumentowania” szczęścia, co ma służyć jako dowód dla otoczenia i dla nich samych. Młody mózg koncentruje się na intensywnym przeżywaniu chwili obecnej, dlatego argumenty o tym, że to może nie być „ten jedyny”, nie mają dla nich znaczenia, bo liczy się tylko aktualna emocja. To, co z boku może wydawać się niedojrzałością, jest w rzeczywistości współczesną formą rzeźbienia inicjałów na drzewie, tyle że w wersji cyfrowej, która daje im natychmiastowe poczucie bezpieczeństwa i statusu w grupie rówieśniczej. Dopiero ewentualna konieczność usunięcia tych śladów po rozstaniu staje się dla nich twardą lekcją na temat granic między prywatnością a wizerunkiem publicznym.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Wiktoria Rybak

Wiktoria Rybak

Dzień dobry! 

 

To ciekawe pytanie, które dotyka tematu emocji i sposobów ich wyrażania, czy dana ilość/natężenie ich jest normalna, czy też nie. Ta wartość też dla każdego będzie inna. Przeżywanie pierwszych miłości w sposób ekspresyjny jest zupełnie naturalne i często wiąże się z intensywnymi emocjami oraz pozytywną energią, którą młodzi ludzie chcieliby dzielić się z innymi. W ich pokoleniu (ok. 20 lat), dzielenie się doświadczeniami na social media stało się normą, sposobem na budowanie relacji i wsparcia ze strony innych osób. Jest to dla nich takie same otoczenie jak to "na żywo".

 

Warto zauważyć, że dla wielu nastolatków publikowanie zdjęć i dzielenie się momentami z życia to nie tylko sposób na wyrażenie uczuć, ale także wyrażanie swojej tożsamości i poszukiwanie akceptacji społecznej. Jest to też ich indywidualny styl funkcjonowania w świecie społecznym, jeśli też zahaczamy o perspektywę typowo socjologiczną i psychologiczną. Są osoby bardziej i mniej obecne na social media i to też jest ok :) 

 

Każda relacja, niezależnie od jej przyszłości, wnosi coś wartościowego w życie człowieka, bez względu na wiek, i jest częścią naszego rozwoju. Właściwie nigdy nie ma 100% pewności, czy z kimś będziemy całe życie, czy nie, ale działa to też w drugą stronę -a cieszenie się tym, co jest tu i teraz jest jak najbardziej wartościowe i sprawia, że lepiej się czujemy :) 

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani,
Takie zachowanie może być podyktowane potrzebą zewnętrznej aprobaty dla kształtującej się tożsamości młodych dorosłych. W tym wieku poczucie własnej wartości bywa silnie uzależnione od społecznej akceptacji, a wspólne zdjęcia służą jako dowód sukcesu relacyjnego. Dla ich systemu poznawczego natychmiastowa nagroda w postaci aprobaty otoczenia może jawić się jako ważniejsza niż odroczone w czasie ryzyko ewentualnego rozstania.

Pozdrawiam

Marcelina Lipa

Marcelina Lipa

W obecnych czasach dzielenie się swoim życiem w mediach społecznościowych - także relacjami - jest bardzo powszechne, zwłaszcza wśród młodych osób. Dla wielu z nich to naturalny sposób wyrażania emocji i ważnych doświadczeń.

Samo publikowanie zdjęć z partnerem nie musi świadczyć ani o niedojrzałości, ani o „prawdziwości” czy „nieprawdziwości” relacji. Może mieć różne znaczenia. Na przykład chęć dzielenia się radością, potrzebę bliskości, potwierdzenia relacji, a czasem też potrzebę uzyskania akceptacji czy zauważenia przez innych.

 

W wieku 19–20 lat wiele osób intensywnie przeżywa emocje i relacje. To etap eksplorowania, uczenia się siebie i związków. To, że relacja jest pokazywana publicznie, nie oznacza automatycznie, że jest mniej lub bardziej trwała.

Bardziej niż sama liczba zdjęć, znaczenie ma to, co dzieje się w relacji poza mediami społecznościowymi. Czy jest w niej wzajemny szacunek, bezpieczeństwo i możliwość bycia sobą.

 

Można więc powiedzieć, że publikowanie takich treści samo w sobie niewiele mówi o dojrzałości. Dużo zależy od motywacji i funkcji, jaką to pełni dla danej osoby.

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Marcelina Lipa, psycholog 

Piotr Kochowicz

Piotr Kochowicz

Dzień dobry,


to, co Pani opisuje, da się zrozumieć na kilka sposobów i nie ma jednej „psychologicznej diagnozy”, która pasuje do wszystkich takich par.

Dla osób w wieku 19–20 lat relacje romantyczne często są bardzo intensywne. To etap życia, w którym dopiero buduje się tożsamość, także w obszarze miłości. W ramach rozwoju psychospołecznego młodzi dorośli wchodzą w fazę „intymność vs izolacja” (E. Erikson), gdzie naturalna jest potrzeba bliskości, bycia widzianym i potwierdzenia relacji.

Publikowanie wielu wspólnych zdjęć może mieć różne znaczenia. Dla części osób to po prostu komunikat „jestem szczęśliwy/szczęśliwa i chcę się tym podzielić”. Media społecznościowe (np. Ig, FB, TikTok) są miejscem, gdzie młodzi tworzą narrację o tym, kim są, a związek staje się częścią tej tożsamości. Czasem częste publikowanie może wiązać się z potrzebą uzyskania aprobaty: lajków, komentarzy, zazdrości innych; w psychologii mówi się tu o walidacji społecznej (to naturalne, a u niektórych osób może być bardziej nasilone). Bywa też tak, że im więcej ktoś pokazuje, tym bardziej potrzebuje upewnienia się, że relacja jest „prawdziwa” albo „dobra” - wtedy publikacje pełnią funkcję regulowania emocji, a nie tylko dzielenia się nimi. Dla młodszych pokoleń obecność relacji w sieci jest czymś oczywistym. To niekoniecznie oznacza niedojrzałość, raczej jest to zmiana kulturowa.

Bardzo często to po prostu etap, styl komunikacji i sposób przeżywania pierwszych (lub jednych z pierwszych) ważnych związków, publikowanie takich zdjęć nie musi oznaczać niedojrzałości.

Relacje w młodości często są „na teraz”, ale to nie znaczy, że są mniej ważne czy mniej autentyczne. One też uczą - o sobie, o bliskości, o granicach.

Podsumowując "o czym to świadczy?": komunikacja emocji, chęć bycia zauważonym/widzianym, podkreślenie ważności relacji, czasem potrzebę potwierdzenia tej ważności.

Mam nadzieję, że pomogłem.
 

Pozdrawiam,
Piotr Kochowicz

Zobacz podobne

Problemy z traktowaniem córki z poprzedniego małżeństwa przez męża po narodzinach wspólnych dzieci

Witam, od 9 lat jest w związku małżeńskim. Wychowujemy wspólnie 3 dzieci . Ojciec mojej Pierwszej 14 letni córki już nie żyje. Mój mąż na początku dobrze traktował moją córkę. Jednak gdy pojawiły sie wspólne dzieci wszystko sie zmieniło. Najstarsza córka jest traktowana jak kopciuszek. Przynieś wyniesie pozamiataj. Mąż jej ubliża i ciągle zarzuca jej kłamstwa. Ona dobrze sie uczy, chętnie pomaga przy rodzeństwie. Musi chodzić o 20 godzinie spać. Kiedy zwracam mężowi uwagę, że tego nie akceptuje to on mówi że jego zdanie sie nie liczy i on to juz nic w tym domu nie ma do powiedzenia. Co robić? Rozmowy nie pomagaja

Jak poradzić sobie z obsesją na temat przeszłości seksualnej partnerki?

Mam cudowną narzeczoną, za którą bym oddał życie, ale nie potrafię sobie poradzić z jej przeszłością. Wyznała, że sypiała z dziesiątkami facetów, a i tak czuję, że nie wiem jeszcze wszystkiego. Zakładam, że można ich liczyć w setkach. Mam na tym punkcie obsesję. Kiedy o tym myślę, czuję zazdrość i mam wrażenie, że jestem niewystarczający, porównując się do całej reszty facetów, z którymi była. Albo że będzie jej czego brakowało. Projektuję w swojej głowie filmy z tych wydarzeń, wyobrażając sobie, co mogli z nią robić. Mam też żal o to, że innym pozwalała na wszystko (choć pewnie nie zawsze), a mi stawia granice. Przykładowo, nie chcę, żebym kończył w jej ustach, a ja od razu myślę, że dla innego to pewnie łykała z przyjemnością. Nigdy nie próbowałem pozycji 69 i gdy zapytałem, czy to ze mną zrobi, to powiedziała, że tego nie lubi. Ale skoro to wie, to znaczy, że tego próbowała i inny dostał od niej więcej niż ja, pomimo tego, że nikt wcześniej jej tak nie traktował i się nie starał (co sama stwierdza), jak ja. Jest to dla mnie niesprawiedliwe, że nie chce spełniać moich fantazji, bo sama wie, co lubi, a czego nie, przez to, co sama zdążyła już spróbować. Wiem, że nie powinienem tak myśleć, ale to silniejsze od rozsądku. Kiedyś przyśniło mi się, jak ktoś do mnie powiedział - patrz, jak to się z Patrycją robi… nie chcę nawet przytaczać tego, co zobaczyłem... W pewnym momencie obudziłem się i chciałem umrzeć. Co ona biedna ma zrobić w takiej sytuacji? Kocham ją nad życie, ale nie potrafię przestać o tym myśleć. O sen nie mogę jej obwiniać, ale to, jak sobie wyobrażam jej wcześniejsze stosunki, odzwierciedliło się właśnie w tym śnie. Po naszej przerwie w relacji, która trwała półtorej roku, z każdym razem, kiedy ze sobą spaliśmy, dostawałem wysypki na kutasie, czemu też towarzyszył specyficzny zapach - ten sam, który czułem nieraz z jej ust. Wtedy też twierdziła, że z nikim nie spała od czasu, kiedy przestaliśmy rozmawiać. W ogóle, kiedy jej o tym powiedziałem, do ostatniego momentu wpierała mi się, że na pewno mnie niczym nie mogła zarazić, bo nie miała żadnych kontaktów seksualnych, więc może to brudne zabawki. W ten sam dzień, w którym ja pytałem o ten okres, mi się oświadczyła. Później to okazało się być kłamstwem. Rozumiem, że mnie kochała i chciała ze mną być, wiedząc, że przez to może mnie stracić. W zasadzie to, gdy ją poznałem, miałem wrażenie, że się szanuje, ale to wynika z tego, że nigdy nie miałem styczności z taką kobietą, która by oddawała się z taką łatwością dla co chwila innych facetów. Zawsze chciałem mieć kogoś na wyłączność, ale zdążyłem ją pokochać zanim się o tym dowiedziałem. Serce mi pękło, bo było to dla mnie nie wyobrażalne i niedopuszczalne. Zacząłem analizować jej każdą znajomość i każdą rzecz, którą nawiązywała do innych mężczyzn. Zastanawiałem się, ile osób z naszego wspólnego kręgu znajomych ją miało i ilu będzie mi patrzeć w oczy z tą specyficzną satysfakcją. Ten wzrok mówiący: „Ty latasz za nią zakochany i robisz dla niej wszystko, a ja wziąłem ją sobie tylko na jedną noc i zrobiłem, co chciałem. Fajnie ci się teraz z nią całuję, przytulasz i wyznajasz miłość? Ja wziąłem od niej to, co najcenniejsze, z łatwością, a ty, będąc gorszym ode mnie, dajesz się jej kontrolować - ty zwykły frajerze". Zacząłem więc ją wypytywać, żeby wiedzieć, z czym mi się przyjdzie mierzyć, a ona, znając mnie i moje reakcje, nie mówiła mi prawdy. To nie pozwoliło mi zbudować zaufania, co znacznie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Mamy razem dziecko, co jest największym szczęściem, jakie doświadczyłem. Z czasem myślałem o jej przeszłości coraz mniej i doceniałem każdy dzień, który mogliśmy spędzić razem, ale po ciąży wiele się zmieniło. Wszystko było dobrze do momentu, gdy częstotliwość stosunków się zmniejszyła. O ile to naturalne dla kobiet, to ja osobiście ciężko to znoszę. Czuję się traktowany niesprawiedliwie i uderza to w moje poczucie własnej wartości. Mam myśli typu „Dlaczego każdy inny facet mógł ją rżnąć bez jakiegokolwiek starania się czy też dbania o nią, a mi potrafi powiedzieć »nie«? Czy to cena za wyrozumiałość i komfort, który jej zapewniam?" Wiadomo, nie jest robotem ani prostytutka. Też musi czuć ochotę. Z tego powodu bywam dla niej oschły i ciężko mi się nią opiekować. Jak mam zaakceptować fakt, że ona nie ma teraz takiego popędu, żeby sprostać moim potrzebom? Czemu tak ciężko jest mi również zrozumieć, że to prawdopodobnie nic osobistego i też nie ma nic wspólnego z tym, czy w przeszłości ją ktoś bardziej zadowalał? Wiem, że powinienem ją wspierać, ale sam potrzebuję pomocy, żeby uporać się z własnymi emocjami. Uciekam w alkohol, marnując dni, które mogłyby być piękne. Czasami nie umiem na nią patrzeć jak na pełnowartościowego człowieka, bo patrząc na nią i chcąc coś dla niej zrobić, wpada mi do głowy myśl, że dawała się jebać, oddając swoją wartość każdemu po drodze, a dla mnie nic nie zostawiła. Wtedy też zaczynam sobie tłumaczyć, że prawdopodobnie jest powód dla tej dysfunkcji i że też ma z tym ciężko, a ja nie powinienem tak na to patrzeć, bo to wcale nie określa wartości człowieka. Kiedy o tym rozmawiamy, sprawia wrażenie, że żałuje tego, jak się pozwala traktować, ale gdy zapytałem, czy gdyby miała świadomość tego, jak ciężko to będzie zaakceptować komuś, kto odda jej serce i pokocha z wzajemniością, to czy by postępowała inaczej, chciałem sprawdzić, co jest dla niej więcej warte. Jednak w odpowiedzi tylko się roześmiała. To, że mamy inne stosunki co do seksualności, to oczywista sprawa, ale jak znaleźć środek na to, żebym przestał o tym myśleć i żeby nie miało to wpływu na nasze obecne życie? Co mam zrobić, żeby w pełni jej zaufać, wiedząc, że stare schematy ciężko umierają i z łatwością mnie okłamuje? Nie potrafimy o tym rozmawiać, bo kierują mną emocje i często uderzam w jej poczucie własnej wartości, czego bardzo żałuję. Nie chcę jej krzywdzić. Zaczęła mówić, że zrobiłem sobie dziecko z dziwką. Może i większość ludzi też by tak stwierdziła, ale nie przeszkadza mi to wszystko do momentu, kiedy „dziwka" tylko ze mną nie chce sypiać. Prawda jest taka, że pewnie teraz z nikim by nie chciała. Brzmi brutalnie, ale to tylko szczerość związana z moimi myślami. Mam zamiar walczyć do końca, ale ona wydaje się być już zmęczona moim ciągłym powracaniem do tego. Czuję, że nie rozumie, że jej kłamstwa są również powodem tego, dlaczego mnie to tak męczy. Chciałbym umieć dać sobie za nią rękę obciąć i mam wrażenie, że to byłaby właściwa decyzja, chociaż strach przed rozczarowaniem jest na tyle silny, że zaczynam wszystko kwestionować. Żyję w ciągłej paranoii i zabiera mi to całą radość z życia, choć bywają okresy, gdzie zapominam o tym wszystkim i czuję się, jakbym złapał pana Boga za nogi. Chcę się z tym uporać i kochać ją całe życie. Dbać i chronić, a nie być kolejnym obciążeniem. Wiem, że jest tego warta i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem przepełniony sprzecznościami; niby mam zdolność zrozumieć wszystko, ale emocje odbierają mi rozum. Jak mam sobie z tym poradzić?

Jestem z narzeczoną, która, uważam, że jest ofiarą parentyfikacji.
Jestem z narzeczoną, która, uważam, że jest ofiarą parentyfikacji. Mieszka osobno, ale jest emocjonalnie uwiązana z rodziną, szczególnie mamą, która mąż zostawił, gdy moja partnerka była nastolatką. Kupiłem dom, proponowałem oglądanie poprzednich, ale nie była zainteresowana. Ona nie dokłada się, nie musi dać nawet złotówki na zakup i remont. Nie bierze też w tym fizycznego udziału. Ale wymyśla wiele pomysłów niepraktycznych i znów nie słucha argumentów. Pokazuje tak, jak powiedziała, że nie pasuje jej ten dom już ze względu na to, że znajduje się on w moich stronach. Od tamtej pory zaczęło się wszystko sypać. Dziś nie rozmawiamy już 15dni. Przed milczeniem zaczęło się negowanie wszystkiego, bunt, walka i odrzucenie. Nie dało się rozmawiać, argumenty nie trafiały. Do tego urąganie zasłaniane, że to żart. Ostatecznie zaproponowana terapia skutkowała obrazą majestatu i ciszą. Partnerka mówi, że nie chce dzieci i jest to jej świadoma decyzja, ale ewidentnie widzę po niej panikę, wiele leków o których nie możemy porozmawiać, bo ona nie chce. Mieszka sama w wynajmowanym mieszkaniu i pracuje, a proponowała zamieszkanie na próbę. Ja chcę ją ściągnąć na stałe do siebie, szczególnie, że mam dużo lepsze warunki mieszkalne i zarobkowe. Jak to naprawić czy w ogóle się da, i czy jest sens. Jak powrócić do rozmów, by nie dać złudnego poczucia wygranej. I jak namówić taką osobę na terapię. Nie widzę innej opcji, by cokolwiek się zmieniło i nie mam już pomysłów.
Jak poradzić sobie z tęsknotą i zapomnieć o zakończonym związku?
Tęsknota.. Dwa lata razem. I koniec. Tęsknota w sercu. Nie umiem sobie z tym poradzić. Ponad dwa tygodnie bez pisania. Ponad trzy tygodnie bez jeżdżenia do niej. Zero kontaktów. Czasami chce już napisać ale to będzie zebranie o miłość. Mówiła że nie umie kochać, nie ma chemii i boi się zaufać. Jest osobą niedojrzała emocjonalnie. Zakupy, wygląd(siłownia miejsce odcięcia, piersi po operacji, botoks w twarz, markowe ciuchy, markowe perfumy)-jest bardzo atrakcyjna kobieta po 40, słabe wychowywanie dzieci(rozwód), zdrada. Związek nasz był fajny ale to ja dawałem więcej, a ona brala. Nic sama nie inicjowała - nawet seksu, tylko ja, Chciałem przytulić, pocałować - odsuwała się już całkiem pod sam koniec, Dowiedzialem się że znowu po latach pisze z byłym kochankiem, dość dwuznaczne wiadomości, chemię która miała dla mnie przezucila na niego. Dawałem miłość, bezpieczeństwo, uczucia, siebie. Jej dzieciaki mnie bardzo polubiły(są trudne w wychowaniu - nie mają do niej szacunku, słabe wzorce zarówno matki jak i ojca, prsezuzcaja tylko w tydzień w tydzień miedzy sobą dzieciaki i aby tydzień przeleciał) Myślałem, że każda kobieta potrzebuje miłości, czułości, bezpieczeństwa, zaangażowanie mężczyzny, plus takiego co polubi także dzieci. Będzie pomocny. Ale nie ona. Dla niej liczy się tu i teraz. Żyje dniem dzisiejszym. Zrezygnowała z nas bez walki. Tak bez uczucia. "serce nie sługa" tak pisała i "że to jej wina wyłącznie, bo zawaliła nasz związek". Uczucie znowu przekierowała na osobę przez którą straciła małżeństwo i zoatala mocno zraniona, ale jednak zmowu wraca do tego wzorca. Jedyne co to facet ma kasę, ale tez dzieci i narzeczona z którą za chwile będzie się żenił. Nie wiem. Widocznie ona nie potrzebuje miłości i zobowiązań bo się tego boi. Potrzbuje chyba faceta aby był kiedy będzie jej potrzebny, aby spędzić miłość czas a o zobowiązaniach niech zapomni, bo jak zechce coś więcej to "tam są drzwi". Wygląda to nie wszystko, a liczy się to co możemy dać drugiej osobie i od niej dostać. Tutaj tego przez ostatnie trzy miesiące nie było. Szkoda bo strasznie boli. Jest mi mega ciężko. Mało jem, Nie mogę spać, Nie umiem poszukać miejsca dla siebie, Samotne dni i wieczory, Pierwszy od ponad roku samotny weekend, Boli klatka jak się budzę, Ciągle ja widzę wszędzie i brakuje mi jej i dzieciakow, Macie radę aby po malu zapomnieć, nie wiem czy miec jeszcze nadzieję na to że napiszę, że zechce porozmawiac, czy jednak nie ludzic się i dać sobie spokój. Próbować zapomnieć chociaż to mega ciężkie....
Problemy w sferze intymnej po 30 latach małżeństwa: jak je rozwiązać?
Z żoną jestem 30 lat dogadujemy sie dobrze mamy 2 dorosłych dzieci ale ostnich parę lat w strefie intymnej niejest najlepiej kochamy sie średnio raz dwa razy w roku
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.