Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego tracę zainteresowanie w związkach i odpycham partnerów?

Witam Odkąd pamiętam moje relacje romantyczne zawsze wyglądały tak samo. Byłam w związku z chłopakiem/dziewczyną przez okres kilku miesięcy, a później traciłam zainteresowanie do mojego/mojej partnerki/partnera. Traciłam zainteresowanie osobą, emocjami i współżyciem. Po prostu przestawało obchodzić mnie wszystko o moich partnerach. Po jakimś czasie zaczęłam odpychać ich od siebie, a później zrywałam. Zawsze na początku nie wyobrażałam sobie być singielką, ale po jakimś czasie traciłam zainteresowanie bycia w związku i zrywałam. Od zawsze uważam, że nie nadaje się aby być z kimś w związku bo nie jestem typowo osobą stabilną emocjonalnie jeżeli chodzi o związki. Problem w tym, że nie wiem czemu po jakimś czasie zaczęłam odpychać moich partnerów od siebie i traciłam nimi zainteresowanie. Przestawało obchodzić mnie to co czują, ale z drugiej strony czułam, że jednak powinnam przy nich być. Być może to dlatego, że z każdym partnerem/partnerką z jaką byłam to były to osoby nie zbytnio stabilne emocjonalnie i psychicznie. Zawsze ich wspierałam mimo, że nie odczuwałam współczucia ani empatii bo nigdy tego nie odczuwałam. Ale czułam że muszę im pomóc i doradzić im, być przy nich, żeby nic sobie poważnego nie zrobili. Nie wiem z czego to może wynikać.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, w której relacje kończą się po kilku miesiącach utratą zainteresowania, może być sygnałem, że Pani umysł wykształcił specyficzny mechanizm obronny, chroniący przed zbyt dużą bliskością. Częste wchodzenie w relacje z osobami niestabilnymi emocjonalnie, którym czuje Pani potrzebę pomagania mimo braku empatii, sugeruje, że nie szuka Pani partnerstwa, lecz pewnego rodzaju misji. W momencie, gdy poczucie obowiązku wspierania kogoś, by "nic sobie nie zrobił", staje się zbyt obciążające, Pani organizm reaguje odcięciem emocji i fizycznym odpychaniem drugiej osoby, co jest naturalnym sposobem na odzyskanie kontroli i wolności.

Warto zastanowić się, czy ta początkowa niechęć do bycia singlem nie wynika z lęku przed pustką, którą wypełnia Pani intensywnością cudzych problemów. Fakt, że jako psycholog zajmuje się Pani terapią CBT, może pomóc w chłodnej analizie tych wzorców i zrozumieniu, że pomaganie innym nie musi odbywać się kosztem Pani własnej stabilności emocjonalnej. To, co nazywa Pani "nienadawaniem się do związku", jest prawdopodobnie jedynie skutkiem wybierania osób wymagających ratunku, co na dłuższą metę wypala każdą fascynację.

Jest Pani wystarczająca bez konieczności bycia stałym oparciem dla osób w kryzysie i ma Pani prawo do relacji, która opiera się na wymianie, a nie tylko na doradzaniu i wspieraniu. Zrozumienie, że relacja nie musi być ciężarem ani misją ratunkową, może być kluczem do poczucia stabilizacji, której Pani szuka.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Drabik

Katarzyna Drabik

To, co Pani opisuje, nie musi oznaczać, że „nie nadaje się” Pani do relacji. Warto jednak zwrócić uwagę na pewien powtarzający się schemat: początkowo silna potrzeba bliskości i związku, a następnie stopniowe wycofywanie się emocjonalne, utrata zainteresowania i dystansowanie się od partnera.

Takie mechanizmy mogą mieć różne podłoże m.in. trudność z utrzymywaniem bliskości emocjonalnej, potrzebę autonomii, sposób regulowania emocji wyuczony w wcześniejszych relacjach czy wchodzenie w relacje bardziej z poczucia odpowiedzialności niż rzeczywistej więzi emocjonalnej. Zwraca uwagę także to, że często wybierała Pani osoby wymagające wsparcia, a relacja częściowo opierała się na pomaganiu i opiece.

To, że nie odczuwa Pani emocji czy empatii w taki sposób, jakiego się Pani spodziewa, również nie musi oznaczać „braku uczuć” bo ludzie bardzo różnie przeżywają i okazują emocjonalność.

Myślę, że byłby to wartościowy temat do spokojnego przyjrzenia się w terapii, szczególnie pod kątem schematów relacyjnych, sposobu budowania bliskości i własnych potrzeb w związku.

Gabriela Strzelec

Gabriela Strzelec

Dzień dobry Pani Martyno. Napisała Pani o bardzo ważnej sferze ludzkiego życia dotyczącej bliskości, relacji i poczucia bezpieczeństwa / stabilności. Czytając odniosłam wrażenie, że budzi ona w Pani różne trudne uczucia i myśli. Z tego czym się Pani podzieliła widać, że przejawia Pani ambiwalentny stosunek do potrzeby bliskości, pragnie jej i jednocześnie odrzuca.  Tak się często dzieje, gdy nasze doświadczenia związane z bliskością i relacjami były w jakiś stopniu dla nas niesatysfakcjonujące lub raniące. To może wywoływać u nas róże sprzeczne uczucia i pragnienia.  W takich sytuacjach pomocne bywa przyjrzenie się swoim pierwszym relacjom (z bliskimi czy pierwszym zauroczeniom) oraz aktualnym potrzebom kierującym ku wchodzeniu w relacje. 

Z treści Pani wpisu uderzyły mnie również negatywne przekonania na swój temat, potrzeba opieki nad innymi dochodząca do poziomu brania za nich odpowiedzialności (jeśli dobrze zrozumiałam Pani sława). To może utrudniać Pani codzienne funkcjonowanie i dostrzeganie swoich pragnień czy emocji. Pomocne może być zrozumienie jak powstały takie negatywne przekonania czy automatyzmy i jak sobie z nimi radzić. Pozdrawiam.

 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Martyno,

 

Czytając Pani wiadomość mam poczucie, że jest w Pani jednocześnie potrzeba bliskości i silna potrzeba dystansu. Na początku relacji pojawia się zaangażowanie, ciekawość i lęk przed samotnością, ale kiedy więź staje się bardziej emocjonalna i trwała: zaczyna Pani tracić zainteresowanie, wycofywać się i odcinać od uczuć i to często nie dzieje się „z braku serca” ale bywa sposobem psychiki na ochronę przed czymś trudnym.

Zwróciłam też uwagę, że pisze Pani o partnerach wymagających wsparcia emocjonalnego oraz o poczuciu odpowiedzialności za nich. Czasem człowiek wchodzi w relacje bardziej z pozycji „opieki” niż prawdziwej bliskości. Wtedy łatwo być potrzebnym, pomagać, doradzać ale trudniej naprawdę czuć więź, własną wrażliwość i emocjonalne zaangażowanie. Z czasem może pojawiać się zmęczenie, odcięcie i chęć ucieczki a to, że nie doświadcza Pani spontanicznie empatii czy współczucia, nie musi oznaczać, że jest Pani „zimna” czy niezdolna do relacji. Bardziej widzę trudność w głębszym kontakcie emocjonalnym: zarówno z innymi, jak i prawdopodobnie z samą sobą. Często ma to związek z wcześniejszymi doświadczeniami emocjonalnymi, stylem przywiązania albo tym, jak wyglądały relacje i bezpieczeństwo emocjonalne w domu rodzinnym. Myślę, że warto potraktować to nie jako „jest ze mną coś nie tak” ale jako sygnał, że pewne mechanizmy relacyjne powtarzają się i warto je lepiej zrozumieć. Terapia mogłaby pomóc Pani zobaczyć, czego naprawdę szuka Pani w bliskości, czego się obawia i dlaczego relacje po pewnym czasie zaczynają Panią emocjonalnie wyłączać.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień  dobry

 

 Doskonale opisała Pani wzorzec i chętnie pomogę zrozumieć możliwe przyczyny i co możesz zrobić dalej. Krótkie podsumowanie: Twoje relacje zaczynają się intensywnie, potem pojawia się utrata zainteresowania, obojętność wobec emocji partnera, odpychanie i rozstanie mimo że rozumowo czuje Pani, iż „powinna” być przy tej osobie. Poniżej wyjaśnienia najprawdopodobniejszych mechanizmów i praktyczne kroki do pracy nad tym (świadome, psychologiczne i terapeutyczne).

Możliwe przyczyny

Wzorzec przywiązania (unikający , lękowo-unikający) to taki, kiedy osoby z unikającym stylem przywiązania często idealizują początek związku, a gdy relacja staje się bliska i wymaga emocjonalnej intymności, odczuwają dyskomfort i oddalają się, tracąc zainteresowanie. Zmęczenie emocjonalne czy wypalenie relacyjne to takie, kiedy intensywne angażowanie się i jednoczesny brak odwzajemnionego bezpieczeństwa (lub partnerzy również emocjonalnie niestabilni) może prowadzić do wypalenia i znieczulenia emocjonalnego.

Brak empatii albo trudność w odczuwaniu empatii (aleksytymia, zaburzenia empatii)  opisuje Pani , że „nie odczuwała współczucia ani empatii”, ale jednocześnie czuła, że musi  pomagać, a to może wskazywać na rozdzielenie racjonalnej troski od rzeczywistego przeżywania uczuć. To zjawisko pojawia się u niektórych osób z problemami w rozpoznawaniu i przetwarzaniu własnych uczuć.  Utrata zainteresowania jako mechanizm obronny gdy odpychanie partnera może chronić przed zranieniem, zależnością albo powtarzającymi się wzorcami partnerów, którzy są emocjonalnie niestabilni; oddalenie zmniejsza ryzyko „wejścia w czyjeś dramaty”.

Na początku jest intensywna fascynacja, potrzeba bliskości i bycia potrzebną. Potem pojawiają się wymagania emocjonalne, partner ujawnia trudności, Pani zaczyna odczuwać dyskomfort i znużenie, bo bliskość wymaga od Pani czegoś, czego trudno jest dawać (emocjonalnego zaangażowania).

Na koniec Pani  odpycha, obniża się zainteresowanie, następuje rozstanie które  przynosi ulgę, ale też potwierdza przekonanie, że „nie nadaję  się do związku”.

Co możesz zrobić teraz ? 

Mapę wzorców czyli  zapisz przebieg kilku ostatnich związków  co się działo na początku, kiedy pojawiał się spadek zainteresowania, jakie były cechy partnerów. To ułatwi zauważenie powtarzających się wyzwalaczy.

Warto pracować nad rozpoznawaniem emocji (psychoterapia / terapia schematów / terapia EMDR jeśli jest trauma), sama terapia pomoże rozróżnić, czy przyczyną jest styl przywiązania, wypalenie, trauma z dzieciństwa czy inne zaburzenia emocjonalne.  Ćwiczenia zwiększające empatię i uważność: krótkie praktyki uważności i trening rozpoznawania uczuć (np. na poziomie ciała i myśli) pomagają zamienić „racjonalne pomaganie” w autentyczne współodczuwanie. Granice i tempo w relacjach: ćwicz powolne budowanie intymności (wolniej ujawniać siebie, obserwować reakcje), ustalanie granic i mówienie o swoich potrzebach zanim pojawi się znużenie. To zmniejsza ryzyko nagłego odpychania.  Jeśli partnerzy byli „niestabilni emocjonalnie”, zastanów się nad wzorcem wyboru partnerów wtedy terapia lub coaching może pomóc w wyborze osób bardziej bezpiecznych emocjonalnie.

Jeśli odczuwasz chroniczną obojętność, trudność w odczuwaniu emocji lub to wpływa znacząco na jakość życia i relacje wtedy  warto spotkać się z psychoterapeutą (najlepiej z doświadczeniem w terapiach przywiązania, terapii schematów lub terapii traumy). 

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

To może być trudne i budzić niepokój, szczególnie jeśli ten schemat powtarza się w kolejnych relacjach. Warto jednak zauważyć, że sam fakt utraty zainteresowania po czasie nie oznacza automatycznie, że „nie nadaje się Pani do związku”. Często większe znaczenie ma to, co dzieje się w relacji po etapie początkowego zaangażowania i intensywnych emocji. Wygląda na to, że w Pani relacjach wchodziła Pani w rolę osoby wspierającej, opiekującej się drugą osobą i biorącej odpowiedzialność za jej samopoczucie psychiczne. Być może relacja bardziej opierała się na poczuciu obowiązku czy potrzebie „ratowania” partnera/partnerki niż na bliskości emocjonalnej i wzajemności. W takich sytuacjach po czasie może pojawiać się zmęczenie lub wycofanie emocjonalne. To, że nie odczuwała Pani empatii w taki sposób, jak Pani oczekiwała nie oznacza automatycznie, że jej Pani nie ma. Samo pozostawanie przy kimś, wspieranie go i troska o jego bezpieczeństwo również są pewną formą reagowania na drugiego człowieka. Myślę, że pomocne mogłoby być przyjrzenie się ze specjalistą temu, jak wyglądały Pani wcześniejsze doświadczenia relacyjne i czego właściwie szuka Pani w bliskości z drugą osobą.

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

Zobacz podobne

Regresja wieku u młodej dorosłej z autyzmem i borderline - czy to normalne?

Chciałabym się podzielić czymś, co rzekomo jest "dziwne" I "odrażające" co dla mnie jest niczym złym, a wręcz mi pomaga. Za niedługo kończę 18 lat, szykuje osiemnastkę, wielkimi krokami wkraczam w dorosłość i jest mi to mówione, żebym się nauczyła samodzielności. Ogólnie zanim zacznę, chce tylko wspomnieć, że jestem na leczeniu farmakologicznym i mam zdiagnozowany autyzm I Osobowość borderline. Głównie chodzi o to, że już od naprawdę długiego czasu mam regresje wieku, czyli mentalnie się cofam do wieku małego dziecka. Z tego, co czytałam, jest to pewien sposób na odreagowanie i tak w sumie to stosuje, a raczej nie stosuje, tylko automatycznie wpadam w ten stan regresji. Gdy jestem w swoim pokoju (sama), biorę smoczka i leżę w łóżku, oglądając jakieś kreskówki, czy inne tego typu rzeczy, staje się mniej komunikatywna i używam zdrobnień. Natomiast jak dostaje regresji w miejscu publicznym to się nie "obnoszę" takim zachowaniem. Jedynie wtedy jestem mniej komunikatywna, ale tak to nic poza tym zewnętrznie. Wiem, ze to może spowodować odrazę. W końcu po paru latach odważyłam się powiedzieć rodzicom o tym i mają mieszane uczucia. Ja nie wiem, czy mama żartuje, czy serio jest sfrustrowana, że mówi mi o spaleniu smoczka. Ja rozumiem, jakbym jeszcze chodziła i się tym chwaliła, ale nawet moi przyjaciele o tym nie wiedzą i nie było ani jednego momentu gdzie bym się tym obnosiła. W pełną regresję wchodzę tylko i wyłącznie w swoim pokoju, jeszcze w godzinach wieczornych, biorę do buzi swojego smoczka. Bardzo mi to pomagało i dalej pomaga, myślałam, ze jak powiem rodzicom, jeszcze jak mam już od dawna te diagnozy, to zrozumieją, ale tata czuje zakłopotanie, ale jeszcze to akceptuje, to mama jest wściekła. Bardzo mnie to smuci. Czy ten mój "przypadek" jest naprawdę nienormalny? Regresja wieku wcale mi nie szkodzi życiu, a wręcz pomaga, bo wtedy wchodzę mentalnie w takie dziecko, które żyje beztrosko. Jedynie kto to rozumie to mój chłopak (jesteśmy już razem 3 lata) on mnie akceptuje, jaka jestem, mimo moich przypadłości i zaburzeń.

Podejrzewam u męża ChAD. Psychiatra dał leki, ale nie postawił diagnozy - mąż ma napady lęku i poczucie beznadziei. Czy tak może być?
Od kilku dziesięciu lat podejrzewam że maz ma chad.Po rozmowie z psychiatra przekazałam informacje oczywiscie maz to potwierdził.. Nie chcial wcześniej iść do psychiatry.Do dnia jak dostal okropnego napadu leku paniki był nie do życia to była katastrofa.Wiedzialam jak postepowac bo od 5 lat czytam o xhad.Lekarz przepisał silny środek uspakajajacy i kwetiapune .Leki zaczęły dzialac po miesiącu.Maz wcześniej przed rozmową z psychiatra nie spał 6 dni.Po kwetiap7nie przespal 5 godz to był sukces.Nurt7je mnie pytanie dlaczego kekarz nie dał diagnozy mimo że pi rozmowie z nami odpowiedzi na zadawane pytania i opowiedzeniu przez nas jakie objawy od kilkunastu lat występowały nie odpowiedział k9nktetnie mimo że wszystko wskazuje na chad.Jeszcze pytanie mimo że jest dużo lepiej przeważnie rano ma napady leku i beznadziei czy to tak ma byc i czy to wkoncu ustąpi?
Jak diagnozuje się chorobę afektywną dwubiegunową? Czy opis przeżyć i brak skuteczności leków wystarczy?
W jaki sposób diagnozuje się dwubiegunowkę? Czy to prawda, ze do diagnozy wystarczy opis przeżyć pacjenta oraz brak dobrego działania antydepresantów?
11-letni syn partnerki trafił do MOS-u. Jest agresywny, musi dostać to, czego chce, manipuluje. W domu jest tragiczna atmosfera.

Syn mojej partnerki ma 11 lat. Problemy z jego zachowaniem zaczęły się jakieś 5 lat temu. Drugi rok się zaczął jak został umieszczony w MOS-ie. Przedtem próbowaliśmy wszystkiego. Najpierw w domu rozmów, dopytywania, obserwacji, pracy z jego emocjami, tłumaczeniem itd. Nic nie skutkowało. Zaczęły się wizyty w szkole, praktycznie nie było dnia, żeby nie było skarg, bo się pobił, bo zaczepia, bo przeszkadza na lekcjach. Najpierw wizyty u psychologa i pedagoga szkolnego. Oczywiście w międzyczasie cały czas próby dotarcia do dziecka i powodów jego zachowania. Zajęcia dodatkowe z psychologiem. Potem wizyty u psychologów zewnętrznych, jeden drugi, potem psychoterapeuta, następnie nawet psychiatra. Próbowaliśmy terapii i farmakologii. I nic. Cały czas jest coraz gorzej. 

W końcu trafił do ośrodka. Tam oczywiście poza zajęciami, które ma sam i z grupą, my również regularnie jeździliśmy na spotkania z tamtejszym psychologiem i oczywiście z dzieckiem. On w teorii wszystko wie. Książkowo przedstawi wzorce zachowań. Zdąży się odwrócić i teoria idzie w las. Agresja na każdym kroku, wszyscy są winni tylko nie on. Egocentryzm, narcyzm, nadmierna fascynacja agresywnymi i niebezpiecznymi rzeczami. Potrafi przylecieć z podwórka tylko po to, żeby się pochwalić, że "kolega mu pokazał, że jak się zrobi komuś tak i tak to można komuś skręcić kark". Przekleństwa takie, że niejeden "dres spod klatki" by się nie powstydził. Zero szacunku do kogokolwiek czy respektowania podstawowych zasad i norm. Póki coś jest po jego myśli jest ok. Czyli najlepiej dać mu telefon, tv z konsolą i dostęp do karty, żeby mógł się żywić w fast foodach non stop. Palenie papierosów do jakichś 3 lat. Zdarzały się też kradzieże. 

W momencie kiedy coś zaczyna być nie po jego myśli, zaczyna być agresywny, krzyczy, pyskuje (delikatnie mówiąc), nie docierają do niego argumenty i próby wyjaśnienia dlaczego postępuje się tak czy inaczej. Kiedy już nie ma pomysłów jak być w centrum zainteresowania, potrafi manipulować własnymi emocjami, żeby grać na czyichś uczuciach. Na zawołanie w ciągu sekundy potrafi się rozpłakać. Kiedy widzę, że to jest na pokaz i wprost mu to komunikuję, w ułamku sekundy jego wzrok zmienia się na "morderczy". 

Teraz jest jeszcze za mały, ale nie wiem co będzie za kilka lat. Nie wiem czy nie zacznie wynosić z domu rzeczy, albo czy nie pobije kogoś, żeby otrzymać to czego chce. Póki nie ma go w domu jest względy spokój, kiedy przyjeżdża wszyscy chodzą w nerwach, bo ciągle są awantury. Przez tą nerwową atmosferę cierpi również nasz związek. Raz, że nie możemy się skoncentrować na sobie, bo w kółko na tapecie jest jeden temat. Dwa, że odreagowywanie nerwów przekłada się na nasze sprzeczki o głupoty czasami. 

Nie wiem co mam robić. Kocham moją partnerkę, chcę z nią być. Z drugiej strony chciałbym bardziej spokojnego życia. Nie bez problemów, bo zawsze jakieś będą, ale można sobie z nimi poradzić. A tu cały dom jest sterroryzowany przez jedno dziecko. Nasze plany z partnerką zeszły na dalszy plan. Nie mamy głowy i czasu, żeby podyskutować czy zaplanować ślub, nie wspominając o staraniach o wspólne dziecko, którego oboje chcemy. 

Tylko ja się boję. Bo nie wiem czy w tych nerwach udałoby jej się urodzić zdrowe dziecko, albo czy w ogóle ciąża by przeszła bez komplikacji. Nie darowałbym sobie ani jemu, gdyby jej albo dziecku coś się stało przez to, że przysparza tylu problemów. I wiecznie robi z siebie ofiarę. W szkole każdy się na niego uwziął, to każdy jego zaczepiał, jego tylko bili. Problem w tym, że nie zawsze tak było, bo niejednokrotnie dochodziły do nas informacje, że to on jest prowodyrem. Na podwórku też oczywiście on jako jedyny niewinny, każdy się na niego uwziął. Teraz w MOS-ie jest dokładnie to samo. To jego zaczepiają, on nic nie robi. Tylko to on dostaje kary dyscyplinujące "za niewinność". 

Nie mam pojęcia co robić. Chcę, żeby było dobrze, ale nie mam już cierpliwości. Każda jego wizyta w domu to niekończące się nerwy. Mogę jeszcze dużo wytrzymać. Wiem i znam siebie. Zniosę jeszcze bardzo dużo. Tylko, że co to za życie. Partnerka się męczy, jest zmęczona psychicznie i fizycznie, boli mnie, że nie wiem jak jej pomóc. 

Moja relacja z młodym jest aktualnie żadna. Najchętniej w ogóle bym nie miał z nim styczności. Tzn. chciałbym i są momenty, że podejmuję starania, ale zaraz on znowu odwala coś "patologicznego" i mi się odechciewa. Partnerka ma mi za złe czasami, że ja się z nim nie dogaduję. Nie dziwię się jej z jednej strony, bo to jej dziecko i chciałaby, żeby było dobrze, żeby on był inny i żebym miał z nim dobre relacje. Ale nie da się budować żadnej relacji bez obustronnego zaangażowania. A nie będę się przecież kajał przed dzieckiem tylko po to, żeby mógł mną rządzić i wtedy odwalimy teatrzyk "jest super".

Kontynuacja pytania udawania ciąży.
Nie chodzi o to, że ja się tym zachwycam, po prostu podoba mi się wizualny wygląd ciąży, śledzę też często w internecie takie treści, jak mężczyźni i kobiety również robią sobie brzuchy, jak w ciąży.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.