Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego tracę zainteresowanie w związkach i odpycham partnerów?

Witam Odkąd pamiętam moje relacje romantyczne zawsze wyglądały tak samo. Byłam w związku z chłopakiem/dziewczyną przez okres kilku miesięcy, a później traciłam zainteresowanie do mojego/mojej partnerki/partnera. Traciłam zainteresowanie osobą, emocjami i współżyciem. Po prostu przestawało obchodzić mnie wszystko o moich partnerach. Po jakimś czasie zaczęłam odpychać ich od siebie, a później zrywałam. Zawsze na początku nie wyobrażałam sobie być singielką, ale po jakimś czasie traciłam zainteresowanie bycia w związku i zrywałam. Od zawsze uważam, że nie nadaje się aby być z kimś w związku bo nie jestem typowo osobą stabilną emocjonalnie jeżeli chodzi o związki. Problem w tym, że nie wiem czemu po jakimś czasie zaczęłam odpychać moich partnerów od siebie i traciłam nimi zainteresowanie. Przestawało obchodzić mnie to co czują, ale z drugiej strony czułam, że jednak powinnam przy nich być. Być może to dlatego, że z każdym partnerem/partnerką z jaką byłam to były to osoby nie zbytnio stabilne emocjonalnie i psychicznie. Zawsze ich wspierałam mimo, że nie odczuwałam współczucia ani empatii bo nigdy tego nie odczuwałam. Ale czułam że muszę im pomóc i doradzić im, być przy nich, żeby nic sobie poważnego nie zrobili. Nie wiem z czego to może wynikać.
User Forum

Martyna

18 godzin temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, w której relacje kończą się po kilku miesiącach utratą zainteresowania, może być sygnałem, że Pani umysł wykształcił specyficzny mechanizm obronny, chroniący przed zbyt dużą bliskością. Częste wchodzenie w relacje z osobami niestabilnymi emocjonalnie, którym czuje Pani potrzebę pomagania mimo braku empatii, sugeruje, że nie szuka Pani partnerstwa, lecz pewnego rodzaju misji. W momencie, gdy poczucie obowiązku wspierania kogoś, by "nic sobie nie zrobił", staje się zbyt obciążające, Pani organizm reaguje odcięciem emocji i fizycznym odpychaniem drugiej osoby, co jest naturalnym sposobem na odzyskanie kontroli i wolności.

Warto zastanowić się, czy ta początkowa niechęć do bycia singlem nie wynika z lęku przed pustką, którą wypełnia Pani intensywnością cudzych problemów. Fakt, że jako psycholog zajmuje się Pani terapią CBT, może pomóc w chłodnej analizie tych wzorców i zrozumieniu, że pomaganie innym nie musi odbywać się kosztem Pani własnej stabilności emocjonalnej. To, co nazywa Pani "nienadawaniem się do związku", jest prawdopodobnie jedynie skutkiem wybierania osób wymagających ratunku, co na dłuższą metę wypala każdą fascynację.

Jest Pani wystarczająca bez konieczności bycia stałym oparciem dla osób w kryzysie i ma Pani prawo do relacji, która opiera się na wymianie, a nie tylko na doradzaniu i wspieraniu. Zrozumienie, że relacja nie musi być ciężarem ani misją ratunkową, może być kluczem do poczucia stabilizacji, której Pani szuka.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

3 godziny temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Drabik

Katarzyna Drabik

To, co Pani opisuje, nie musi oznaczać, że „nie nadaje się” Pani do relacji. Warto jednak zwrócić uwagę na pewien powtarzający się schemat: początkowo silna potrzeba bliskości i związku, a następnie stopniowe wycofywanie się emocjonalne, utrata zainteresowania i dystansowanie się od partnera.

Takie mechanizmy mogą mieć różne podłoże m.in. trudność z utrzymywaniem bliskości emocjonalnej, potrzebę autonomii, sposób regulowania emocji wyuczony w wcześniejszych relacjach czy wchodzenie w relacje bardziej z poczucia odpowiedzialności niż rzeczywistej więzi emocjonalnej. Zwraca uwagę także to, że często wybierała Pani osoby wymagające wsparcia, a relacja częściowo opierała się na pomaganiu i opiece.

To, że nie odczuwa Pani emocji czy empatii w taki sposób, jakiego się Pani spodziewa, również nie musi oznaczać „braku uczuć” bo ludzie bardzo różnie przeżywają i okazują emocjonalność.

Myślę, że byłby to wartościowy temat do spokojnego przyjrzenia się w terapii, szczególnie pod kątem schematów relacyjnych, sposobu budowania bliskości i własnych potrzeb w związku.

3 godziny temu
Gabriela Strzelec

Gabriela Strzelec

Dzień dobry Pani Martyno. Napisała Pani o bardzo ważnej sferze ludzkiego życia dotyczącej bliskości, relacji i poczucia bezpieczeństwa / stabilności. Czytając odniosłam wrażenie, że budzi ona w Pani różne trudne uczucia i myśli. Z tego czym się Pani podzieliła widać, że przejawia Pani ambiwalentny stosunek do potrzeby bliskości, pragnie jej i jednocześnie odrzuca.  Tak się często dzieje, gdy nasze doświadczenia związane z bliskością i relacjami były w jakiś stopniu dla nas niesatysfakcjonujące lub raniące. To może wywoływać u nas róże sprzeczne uczucia i pragnienia.  W takich sytuacjach pomocne bywa przyjrzenie się swoim pierwszym relacjom (z bliskimi czy pierwszym zauroczeniom) oraz aktualnym potrzebom kierującym ku wchodzeniu w relacje. 

Z treści Pani wpisu uderzyły mnie również negatywne przekonania na swój temat, potrzeba opieki nad innymi dochodząca do poziomu brania za nich odpowiedzialności (jeśli dobrze zrozumiałam Pani sława). To może utrudniać Pani codzienne funkcjonowanie i dostrzeganie swoich pragnień czy emocji. Pomocne może być zrozumienie jak powstały takie negatywne przekonania czy automatyzmy i jak sobie z nimi radzić. Pozdrawiam.

 

6 godzin temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Martyno,

 

Czytając Pani wiadomość mam poczucie, że jest w Pani jednocześnie potrzeba bliskości i silna potrzeba dystansu. Na początku relacji pojawia się zaangażowanie, ciekawość i lęk przed samotnością, ale kiedy więź staje się bardziej emocjonalna i trwała: zaczyna Pani tracić zainteresowanie, wycofywać się i odcinać od uczuć i to często nie dzieje się „z braku serca” ale bywa sposobem psychiki na ochronę przed czymś trudnym.

Zwróciłam też uwagę, że pisze Pani o partnerach wymagających wsparcia emocjonalnego oraz o poczuciu odpowiedzialności za nich. Czasem człowiek wchodzi w relacje bardziej z pozycji „opieki” niż prawdziwej bliskości. Wtedy łatwo być potrzebnym, pomagać, doradzać ale trudniej naprawdę czuć więź, własną wrażliwość i emocjonalne zaangażowanie. Z czasem może pojawiać się zmęczenie, odcięcie i chęć ucieczki a to, że nie doświadcza Pani spontanicznie empatii czy współczucia, nie musi oznaczać, że jest Pani „zimna” czy niezdolna do relacji. Bardziej widzę trudność w głębszym kontakcie emocjonalnym: zarówno z innymi, jak i prawdopodobnie z samą sobą. Często ma to związek z wcześniejszymi doświadczeniami emocjonalnymi, stylem przywiązania albo tym, jak wyglądały relacje i bezpieczeństwo emocjonalne w domu rodzinnym. Myślę, że warto potraktować to nie jako „jest ze mną coś nie tak” ale jako sygnał, że pewne mechanizmy relacyjne powtarzają się i warto je lepiej zrozumieć. Terapia mogłaby pomóc Pani zobaczyć, czego naprawdę szuka Pani w bliskości, czego się obawia i dlaczego relacje po pewnym czasie zaczynają Panią emocjonalnie wyłączać.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

7 godzin temu

Zobacz podobne

Ojciec ma bardzo trudny charakter. Nie pije, ale stosował przemoc fizyczną oraz psychiczną wobec mamy, mnie i brata
Witam, postaram się najkrócej i najzwięźlej, jak to będzie możliwe. Ojciec ma bardzo trudny charakter. Nie pije, ale stosował przemoc fizyczną oraz psychiczną wobec mamy, mnie i brata, jest bardzo mściwy, jest straszliwym skąpcem i dusigroszem - główną wartością w jego życiu są pieniądze. W sumie to od niedawna mam świadomość, że była to przemoc psychiczna. Kiedy ktoś z rodziny robi nie po jego myśli, wtedy karze go nieodzywaniem i tak mu utrudnia życie, że w końcu ktoś musi wyjść z inicjatywą, żeby się pogodzić. On co najwyżej jedynie przemówi do osoby, którą wcześniej zmieszał z błotem, jeśli czegoś potrzebuje - i to tylko w zakresie tej potrzeby, po czym zwykle kontynuuje nieodzywanie. Nigdy nie wychodzi z inicjatywą pójścia na zgodę, nawet jeśli zwyzywa kogoś, zmiesza z błotem. Na dłuższą metę takie ciągłe płaszczenie się przed kimś, kto tak daje popalić, jest nie do zniesienia. Odkąd pamiętam, twierdzi, że ma depresję i nikt go nie rozumie, wszyscy go zostawiają samego. Bywało, że mama bała się spać w domu - groził śmiercią, czasem dawał do zrozumienia, a zdarzało się, że otwarcie mówił o wysadzeniu domu w powietrze z użyciem gazu z butli. Od dłuższego czasu nie mieszkam już z ojcem, więc mogłoby się wydawać, że problemu nie ma. Ciągle z nim żyje jednak moja mama, która jest dobrą kobietą, ale mam wrażenie, że właśnie przez to cierpi, bo pozwoliła mu na zbyt wiele. Bała się odejść od niego z uwagi na obawę o swoje życie - to człowiek nieobliczalny i strasznie mściwy, a w tej chwili, na stare lata twierdzi, że nie ma już sensu. Obecnie jest śmiertelnie wściekły na mnie, bo odmówiłem mu zainstalowania paneli fotowoltaicznych na przyczepce kampingowej, którą kupił, aby samemu jeździć nad morze, które uwielbia, a mama pilnuje domu, zresztą mają już po ok. 70 lat, mama choruje na przewlekłą białaczkę i nie chce z nim gdziekolwiek iść/jechać. Mówi, że najlepiej odpoczywa, kiedy go nie ma w domu. Sam od kilku lat buduję dom, gdzie większą część prac wykonuję własnoręcznie, a w przeciągu tych 10 lat był u mnie może z 5 razy, nigdy po to, żeby zwyczajnie odwiedzić. Mam wrażenie, że przez tą moją odmowę życzy mi wszystkiego, co najgorsze i ma mnie za najgorszego wroga. Do tego swojej siostrze (mojej cioci) opowiada ubarwione historie o tym, jakie to ma niedobre dzieci i żonę. Nie rozmawialiśmy z nikim o tych problemach w domu. Nadmienię, że w domu zawsze ma posprzątane (mama sprząta również w pokoju, w którym głównie przebywa - on nigdy nie pomaga), ugotowane (mama codziennie gotuje obiady i szykuje mu śniadania). Od dziesięcioleci skłócony był z moim bratem, nieustannie wyzywając go i szkalując do mnie i do mamy. Obecnie, po tym, jak odmówiłem mu wykonania pracy (fanaberii - ogniwa na przyczepie kampingowej), pogodził się z moim bratem i gwarantuję, że wyzywa mnie do brata od najgorszych. A odmówiłem z uwagi na to, jak zachował się po innej mojej przysłudze, bez której spokojnie mógł się obejść, ale pomagałem, a po której zwyzywał mnie od najgorszych, bo kiedy pomagałem mu w pracy na dachu, narzekał, że go kolana bolą, a ja się nic nie odezwałem - że mu nie współczuję - do mamy: "niech was piekło pochłonie"). Z bratem nie mam dobrego kontaktu - są do siebie bardzo podobni. Zresztą z żoną też mu się nie układa. Męczy mnie ta sytuacja strasznie. Z jednej strony bardzo źle się czuję, wiedząc, że tak niesprawiedliwie i kłamliwie upadla mnie do innych, co rodzi złość, jak również to, że jest to mój bądź co bądź ojciec i nie chciałbym mu tej starości uprzykrzać, jednocześnie chciałbym czuć odrobinę szacunku z jego strony... Kiedy próbowałem z nim jeszcze kilka lat temu rozmawiać, wyjaśnieć, to zawsze takie rozmowy kończyły się krzykiem z jego strony. Powiedział również otwarcie, że jest ojcem, więc kiedy ojciec stwierdzi, że czarne jest białe, to kiedy nie potwierdzę tego, to znak, że nie mam do ojca szacunku. Zupełnie nie wiem, jak postąpić dalej, nie mam pomysłu... Będę bardzo wdzięczny za fachową, merytoryczną pomoc...
Od paru dni mam straszną chwiejność emocjonalną, raz jest dobrze, a raz jestem zbyt bardzo przetłoczona,
Od paru dni mam straszną chwiejność emocjonalną, raz jest dobrze, a raz jestem zbyt bardzo przytłoczona, oraz od momentu jak raz pogotowie przyjechało po 21 do domu, żeby zmierzyć mi puls, bo dostali wezwanie to od tamtej pory mam straszne lęki i nie mogę normalnie zasypiać, bo co zamknę oczy, to się boję, że zaraz pogotowie albo policja zadzwoni do domofonu. Mam problemy z jedzeniem. Strasznie dużo piję, ale jem raz dziennie góra dwa razy. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Do szpitala psychiatrycznego nie mam potrzeby jechać, wyszłam z niego miesiąc temu. Do psychologa ani psychiatry nie chodzę ( nie jestem zapisana) a jak się zapiszę, to będę czekać miesiącami. Czy to może być z powodu, że leki na mnie nie działają z powodu małych dawek ? Biorę leki: Pralex, Lamilept ,Trittico W czerwcu byłam pierwszy raz w szpitalu psychiatrycznym. W czerwcu wylądowałam w szpitalu, wyszłam z niego 29 sierpnia. W domu byłam prawie 3 miesiące i znów wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym na 3 tygodnie, wypisali mnie z niepełną poprawą ( uwzględnili to nawet w wypisie ), po 5 dniach od wypisu znów powróciłam do szpitala psychiatrycznego na 2 tygodnie ( leków mi nie zmienili w dzień, tylko na noc z Peraziny na trittico ). Wyszłam ze szpitala 28 grudnia. W szpitalu niezbyt chcieli mnie trzymać, ordynatorka oraz zastępczyni ordynatorki przez moje 2 tygodnie przez 2 razy w tygodniu (wtedy był obchód 2 razy w tygodniu), za każdym razem mówiła mi, że raczej pora żebym już wyszła, że nie chcą mnie trzymać. Nieważne było dla nich to, jak ja się czuję. 21 grudnia w szpitalu pocięłam sobie ręce aż do kałuży krwi , a na następny dzień był obchód gdzie ordynatorki również powiedziała mi , że chcą mnie wypisać do domu mimo, że wtedy miałam ogromne myśli samobójcze. Przetrzymali mnie parę dni, wtedy miałam tylko 1 raz rozmowę z psychologiem po pocięciu się. Przetrzymali mnie na świętach, żeby trochę rany się zagoiły a po świętach już się mnie pozbyli. Wyszłam ze szpitala mimo wszystko w lepszym stanie bez myśli samobójczych, które nie mam w ogóle do dziś, z czego się bardzo cieszę, bo chociaż nie męczy mnie to. Ale właśnie nie wiem jak sobie poradzić z chwiejnością emocjonalną, z lękami, zaburzeniem odżywiania ...
Jaka sobie poradzić z zaburzeniami osobowości nieokreślone?
Jaka sobie poradzić z zaburzeniami osobowości nieokreślone? Tabletki mała deska nie pomaga przez psychiatrę...
Różnice między osobowością unikającą a schizoidalną - jak je rozróżnić?
Witam. Jaka jest różnica między osobowością unikającą a schizoidalną? Jeden specjalista zasugerował, że mogę mieć to pierwsze zaburzenie osobowości, a drugi - że to drugie.
Witam, chciałbym prosić o diagnoęe, wiadomo, niedokładną w sprawie moich zachowań.
Witam, chciałbym prosić o diagnoęe, wiadomo, niedokładną w sprawie moich zachowań... Mam straszne wahania nastrojów, bardzo łatwo mnie wyprowadzić z równowagi i ciężko mnie uspokoić chyba, że szybko uda się rozwiązać powód, przez który się zdenerwowałem, potrafię szukać jednej rzeczy w domu i zaczynam się denerwować, na tyle okropnie, że domownicy niestety muszą przyjąć ode mnie niemiłe słowa w krzyku, jak się uspokoję, żałuję całej kłótni lub mojego ataku rozwalania rzeczy i często po kłótni od razu przepraszam, potrafię z dobrego humoru przejść nagle w smutek, w kłótni z mojego powodu potrafię wykrzyczeć się lub coś powiedzieć i zaraz po tym przepraszać lub zachowywać się, jakby nic się nie stało... Kolejną rzeczą męczącą w moim zachowaniu jest ciągłe wymyślanie, że dziewczyna mnie zdradza, oszukuje, chce mnie zostawić, każda rozmowa z nią wygląda tak, że jej wypomnę coś albo jak o kimś wspomni, to od razu myślę, że mnie z nim zdradzi, ciągła nieufność i spisek, częste kłótnie przeze mnie, bo wypominam ciągle jakieś rzeczy. Moja dziewczyna ma już mnie dość a bardzo się boję, że mnie zostawi i robię wszystko tylko, żeby mnie nie zostawiła, bo tylko przy niej czuję, że mnie rozumie. Najgorsze, co może być z tego wszystkiego, to jak zobaczę osobę jakąś, która mi kiedykolwiek groziła czy wydaje mi się, że może mi coś zrobić taka osoba, zaczynam panikować i dziwne zachowanie prowadzi do czynności jak: namawianie znajomych, żeby szybko opuścić teren, ogromne nerwy, jąkanie się, pocenie, trzęsienie się ogromne, przerażenie lub agresja słowna wobec osób mi towarzyszących, aby uciec z tego miejsca. Do psychologa się trochę boję zapisać i do tego czeka się długo, żeby się dostać na nfz a jestem osobą młodą i nie mam pieniędzy na prywatnego psychologa. Proszę, po prostu, jakoś napisać mi chociaż przypuszczenie, co mogę mieć z głową :((
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.