
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, rozwój i praca
- Dorosłe siostry...
Dorosłe siostry unikają pracy i żyją na utrzymaniu mamy – jak je zmotywować i zadbać o przyszłość rodziny?
Piotr
Patrycja Wójcik
Dzień dobry,
Sytuacja, którą Pan opisuje, jest niezwykle na pewno trudna i obciążająca dla całej rodziny, a Pana obawy o przyszłość są w pełni uzasadnione. Z perspektywy psychoterapeutycznej to, co dzieje się z Pana siostrami, nie wygląda na zwykłe „lenistwo”, lecz na głęboki i złożony mechanizm psychologiczny, który prawdopodobnie karmi się obecnym układem rodzinnym.
Reakcja sióstr na pytania o pracę – płacz lub całkowite wycofanie (milczenie) – sugeruje, że temat ten wiąże się u nich z ogromnym lękiem, poczuciem wstydu lub całkowitą bezradnością.
W psychologii mówimy czasem o paraliżu decyzyjnym lub lęku przed dorosłością.
Smartfony i telewizja pełnią tu rolę „znieczulaczy”. Pozwalają im uciec od bolesnej rzeczywistości i poczucia, że ich życie stoi w miejscu. Im dłużej ten stan trwa, tym trudniejszy wydaje się powrót do społeczeństwa, co tworzy błędne koło unikania.
To, że mama oraz środki ze spadku zapewniają im byt, jest kluczowym elementem tej układanki. Z perspektywy systemowej mama, chcąc pomóc córkom, nieświadomie odbiera im motywację do zmiany.
Jeśli podstawowe potrzeby (jedzenie, dach nad głową) są zaspokojone bez wysiłku, lęk przed porażką w pracy zawsze wygra z potrzebą usamodzielnienia się.
Pana siostry mogą tkwić w stanie tzw. wyuczonej bezradności – przestały wierzyć, że ich działania mogą przynieść jakąkolwiek zmianę, więc przestały próbować.
Pisze Pan jasno: „nie zamierzam ich utrzymywać”. To bardzo ważna i zdrowa deklaracja. Często w takich rodzinach pojawia się presja, by „zaopiekować się” słabszymi członkami rodziny, co prowadzi do przejęcia odpowiedzialności za dorosłe osoby.
Pana lęk o to, „co będzie, jak mamy zabraknie”, jest realny. Jednak dopóki mama finansuje ich styl życia, Pan ma bardzo ograniczone możliwości wpłynięcia na siostry. One nie czują konsekwencji swoich decyzji, bo są przed nimi chronione.
Co Pan może zrobić w tej sytuacji?
Rozmowa z mamą, nie z siostrami: To mama jest obecnie „głównym sponsorem” tego stanu. Ważne jest uświadomienie jej, że chroniąc córki przed trudami życia teraz, czyni je całkowicie bezbronnymi na przyszłość. Można zasugerować mamie wspólne postawienie warunków (np. opłacanie tylko części rachunków).
Komunikowanie własnych granic: Może Pan wprost (ale bez agresji) powiedzieć siostrom i mamie: „Kocham was, ale w przyszłości nie będę przejmował roli finansowego opiekuna. Chcę, żebyście o tym wiedziały teraz, żebyście miały czas się przygotować”.
Zasugerowanie pomocy specjalisty: Zamiast naciskać na „pójście do pracy”, lepiej zasugerować wizytę u psychoterapeuty i psychiatry. Jeśli reakcją na temat pracy jest płacz, to sygnał, że ich mechanizmy obronne są bardzo kruche i zwykła motywacja tu nie zadziała. Potrzebna jest pomoc w dotarciu do źródła tego paraliżu.
Proszę pamiętać, że nie może Pan zmusić dwóch 33-letnich kobiet do zmiany, jeśli one same (lub system rodzinny, który je utrzymuje) nie poczują takiej konieczności. Pana najważniejszym zadaniem jest ochrona własnego spokoju i niepozwalanie, by ich stagnacja stała się Pana życiowym ciężarem.
Dużo dobrego!
Patrycja Wójcik
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Panie Piotrze
Pan nie może brać na siebie odpowiedzialności za zachowania sióstr takie a nie inne. Jestem w stanie zrozumieć Wasze relacje rodzinne, ale zachowanie bliźniaczek nie powinno wpływać na Pana zamawianie się. Jedyne co może Pan zrobić, to porozmawiać z nimi, szukając odpowiedzi na nurtujące pytania. Według mnie stosują względem Pana szantaż emocjonalny. Proszę postawić grancie oraz zmienić podejście, gdyż problem tkwi w ich zachowaniu, a Pan za nie nie odpowiada.
Bożena Nagórska
Panie Piotrze,
sytuacja, którą Pan opisuje, sugeruje problem, który wykracza poza zwykłe lenistwo – reakcje w postaci milczenia lub płaczu przy pytaniach o pracę mogą świadczyć o silnych lękach, depresji lub całkowitym braku kompetencji społecznych, co u 33-letnich osób jest sygnałem alarmowym. Problem polega na tym, że siostry funkcjonują w systemie, który im na to pozwala; dopóki mają zapewnione podstawowe potrzeby dzięki mamie i spadkowi, nie czują realnej presji, by zmierzyć się ze swoim lękiem przed dorosłością.
Zamiast naciskać wyłącznie na znalezienie pracy, warto zacząć od szczerej rozmowy z mamą, ponieważ to ona jest obecnie głównym "bezpiecznikiem" podtrzymującym ten stan. Wspólne ustalenie jasnych granic – np. stopniowe ograniczanie wsparcia finansowego przy jednoczesnym zaoferowaniu pomocy w pójściu do psychologa lub doradcy zawodowego – może być jedynym sposobem na przerwanie tego impasu. Musi Pan jasno i stanowczo zakomunikować zarówno siostrom, jak i mamie, że w przyszłości nie przejmie Pan roli żywiciela, a obecny model życia prowadzi je prosto ku katastrofie bytowej po śmierci rodzica. Bez odcięcia "kroplówki" finansowej i zdiagnozowania źródła ich paraliżu, zmiana zachowania sióstr jest mało prawdopodobna.
Pomyślności
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Dzień dobry, Mąż do córki niespełna 6-letniej, powiedział, że „śmieje się jak głupi do sera”. Powiedział to w sytuacji, gdy śmiała się wg niego w ramach głupawki. Powiedziałam mu później sam na sam, że takie słowa są upokarzające i absolutnie nie powinien tak mówić do swojego dziecka. On się nie zgadza ze mną i twierdzi, że zrobił to z troski, aby w przyszłości inne dzieci się z niej nie śmiały. Uważa, że takie słowa ojca do dziecka są ok. Ja uważam, że dziecko ma prawo śmiać się jak chce, a jeśli chciałby zmodyfikować zachowanie dziecka, to powinien zrobić to w inny sposób.
Czy mogłabym prosić przede wszystkim o opinię, czy takie słowa ojca do dziecka są w porządku oraz ewentualnie o komentarz, czy ma sens w ogóle modyfikowanie śmiechu dziecka, które jest małe i ciągle się zmienia? Dziękuję!
Witam, Od dłuższego czasu męczy mnie pewien problem i chciałabym prosić o radę. Chodzi o moich rodziców.
Od zawsze byli nadopiekuńczy i chcieli kontrolować wszystko, co robię. Pomimo to, że mam już prawie 20 lat, to sytuacja nie uległa zmianie. Mój ojciec pozwala mi na większość rzeczy, jednak moja mama przesadza. Nigdy mi nie pozwala jeździć do mojego chłopaka, który mieszka ok. 30 minut od mojego miasta, a jeżeli tam już jeździłam, to za zgodą ojca, a potem mama była na mnie obrażona. Mam dosyć tego, że chce za mnie decydować w każdej kwestii, bo mimo tego, że z nimi mieszkam, to powinnam mieć jakieś swoje zdanie. Takich sytuacji było dużo, ale szkoda o nich pisać. Chciałabym jedynie napomknąć o najnowszej, ponieważ zachowanie mojej matki mnie bardzo wkurzyło.
Uparłam się, że na sylwestra pojadę do swojego chłopaka, gdyż przez moją matkę on cały czas musiał do mnie przyjeżdżać, a nie ja do niego i u nas był już chyba z 30 razy a ja u niego z 5.
Miałam zostać na 4 dni, ale zdecydowałam i zostałam na 2 tygodnie. Chciałam w końcu mieć swój wybór, dlatego postanowiłam dłużej zostać. Moja mama zaczęła mi robić o to problemy, mówić, że kobiecie nie przystaje siedzieć u obcych ludzi tyle czasu (chociaż mama chłopaka sama mnie przekonała, żebym została) i no moja zrobiła z tego aferę.
Obraziła się na mnie i przestała do mnie pisać i się odzywać.
Jak zadzwoniłam do ojca, żeby powiedzieć, kiedy wrócę, to on po prostu powiedział, że okej i tyle, ale moja mama przesadziła. Następnego dnia ojciec zadzwonił do mnie i się drze, że przeze mnie mama płacze i że nie je. Sam potem powiedział, że wzięła go na litość i się okropnie zachowała. Jak tylko wróciłam do domu, to dalej miała focha, a potem skarżyła się ojcu, że to ja mam ją w dupie. Nie wiem, czy to przez to, że mnie nie było 2 tygodnie w domu, ale odkąd tu jestem, to czuje się nieswojo i smutno.
U chłopaka miałam z kim porozmawiać i miło spędzałam czas, a u mnie jest po prostu chłodno. Myślałam nad znalezieniem pracy lub stażu gdzieś obok niego i żeby się do niego wprowadzić (to nie byłby problem), bo po prostu u siebie czuje się fatalnie, jakbym była gościem. Nie wiem, co robić, bo mogę przez to stracić kontakt z rodzicami, ale z drugiej strony nie wyrabiam w domu i cały czas marzę, żeby wrócić do domu chłopaka, bo było mi tam lepiej. Powiem jeszcze, że mój brat wyprowadził się w bardzo młodym wieku, bo też miał dosyć rodziców.
Czy wyprowadzka do chłopaka to dobry pomysł, czy mam poczekać?

