
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Dylemat w związku...
Dylemat w związku na odległość i decyzje o przyszłości
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.
Wygląda to na bardzo naturalny dylemat wewnętrzny. Z jednej strony jest relacja i uczucia, z drugiej realne pytania o przyszłość: miejsce życia, dzieci, stabilność finansową. Sam fakt, że Pan się nad tym zatrzymuje i zastanawia, świadczy raczej o odpowiedzialności, a nie o „oszukiwaniu”.
Różnimy się też sposobem przeżywania rozstań, dla jednych zakończenie relacji jest bardzo bolesnym procesem, dla innych: decyzją bardziej zadaniową, to nie znaczy, że jedna z tych postaw jest „zbyt emocjonalna” a druga właściwa, to po prostu różne style radzenia sobie z relacjami i stratą.Może pomocne byłoby zatrzymanie się przy kilku pytaniach:
czy gdy myśli Pan o wspólnej przyszłości, pojawia się w Panu raczej spokój czy napięcie?
czy obawy dotyczą głównie warunków zewnętrznych (kraj, finanse), czy także samej relacji?
jak Pan się czuł po tych wcześniejszych rozstaniach inicjowanych przez partnerkę czy pojawiało się poczucie bezpieczeństwa w tej relacji, czy raczej niepewność?
Czasem największą uczciwością wobec drugiej osoby nie jest szybka decyzja ale szczera rozmowa o swoich wątpliwościach i realnych możliwościach na przyszłość. Relacja może wtedy oprzeć się na prawdzie a nie na domysłach czy presji, by już wszystko wiedzieć.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Pana dylemat pokazuje dużą wrażliwość i szacunek do drugiego człowieka, co jest wartością, ale w tym przypadku staje się dla Pana źródłem cierpienia. Lęk przed wyrządzeniem komuś krzywdy często paraliżuje nas przed podejmowaniem decyzji, które są niezbędne dla naszego dobrostanu. Warto jednak pamiętać, że pozostawanie w relacji, w której nie widzi Pan wspólnej przyszłości - kwestie finansowe, dzieci, odległość, jest na dłuższą metę bardziej krzywdzące dla obu stron niż szczere rozstanie. To, że Pana partnerka potrafiła już kilkakrotnie kończyć relację, może sugerować inną dynamikę przeżywania rozstań po jej stronie. Zachęcam do przyjrzenia się temu, czy Pana zbyt emocjonalne podejście nie wynika z lęku przed odrzuceniem lub nadmiernego brania na siebie odpowiedzialności za szczęście partnerki – praca nad tymi przekonaniami w procesie terapeutycznym pozwoli Panu odzyskać spokój i podjąć decyzję w zgodzie ze sobą.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Bożena Nagórska
Rozstanie to dla wielu osób jedno z najtrudniejszych doświadczeń emocjonalnych, ponieważ wiąże się z poczuciem straty i lękiem przed zranieniem drugiej osoby. Warto jednak pamiętać, że szacunek w relacji to przede wszystkim uczciwość.
Jeśli czujemy, że nasze wizje przyszłości np. miejsce zamieszkania czy kwestie finansowe stają się rozbieżne, milczenie o tym nie chroni partnera, lecz odbiera obu stronom czas na budowanie życia w zgodzie z własnymi potrzebami. Trudność w zakończeniu relacji często wynika z wysokiej empatii, ale warto zadać sobie pytanie: Co jest większą krzywdą – trudna rozmowa dzisiaj, czy dawanie nadziei na przyszłość, której nie potrafimy zbudować? Rady typu po prostu to zakończ, rzadko oddają ciężar emocjonalny takiej decyzji. Każdy ma prawo przeżywać to po swojemu, ważne jednak, by lęk przed cudzym bólem nie stał się jedynym powodem, dla którego zostajemy w relacji, która przestała nam dawać spełnienie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Szanowny Panie
Nie jest Pan „zbyt emocjonalny”, tylko po prostu bardzo wrażliwy i odpowiedzialny wobec relacji i obcych uczuć. Pana problemy nie leżą w samym tym, że „źle” postrzega rozstanie, tylko w tym, że żyjesz w sytuacji bardzo niepewnej, przeciążonej decyzją o przyszłości, a dodatkowo z historią, w której ona kilkakrotnie kończyła związek, a Pan przeżywasz to jako głęboką krzywdę.
Dylemat w stylu „nie wrócę do kraju”, „ja chcę dzieci, a finansowo źle to widzę” to nie jest tylko „łatwość w związku”, tylko realna sprzeczność życiowych planów a to budzi w Panu lęk, że ciągnie ją za sobą, choć sam nie wie, co zrobi,
wyrzuty, że „związek dla niej jest łatwy do zerwania”, a Pan już wcześniej zakłada, że to jej zrani.
Trzy razy „zakończyła z Panem relację jak zwykłą czynność” a to buduje określone wrażenie w stylu: ja jestem ważniejszy w tej relacji, ja bardziej cierpię,
Przykładowa figura w znaczeniu kiedy ktoś, kto często rozrywa, rehabilituje i znów przywraca relację, może nieświadomie utrzymywać schemat „ciepło-zimno”, który u Pana partnerki wygląda jak łatwe rozstanie, a u Pana jak systematyczna krzywda.
Dlaczego więc Pan „przegrywasz” w ten sposób?
Pan ma wysoką „koszty krzywdy” w głowie kiedy fora, psychologia, własne wartości mówią że rozstać się z kimś to ogromna krzywda, trzeba to zrobić z szacunkiem, z restauracją itd. a to Twoja „etyczna mapa” związku.
Ona przez wiele powodów jak inna osobowość, historia, lęk, schronienie się w „zimnym” sposobie może mieć „koszty krzywdy” wciśnięte w głęboką ciszę. To, że dla Pana rozstanie jest traumatyczne, a dla niej „normalną czynnością”, nie znaczy, że masz nadwrażliwość. Oznacza, że Wasze systemy emocjonalne są bardzo różne zarówno w odczuwaniu, jak i w stylu kończenia i nie jest to nic złego.
Związki na odległość są szczególnie wrażliwe na niepewność przyszłości, brak stabilności finansowej, różnicę w stylu emocjonalnym.
Jeśli Pan chce dzieci, boi się finansowo, wie, że prawdopodobnie nie wróci,
kiedy partnerka już kilkakrotnie kończyła związek, to tworzycie schemat, w którym Pan cały czas przybliża się i zakłada odpowiedzialność, a ta odbija lub zamienia swobodę w neutralną logikę, coś w stylu to przecież normalna decyzja. To buduje w Tobie duży, nieuznany ból kiedy krzywda, która jest „niewidoczna” dla niej, a Pan ciągle ma wrażenie, że musi działać zgodnie z jej wygodnym schematem kończenia.
Sama sytuacja jest trudna i nie ma tutaj gotowego rozwiązania, ale życzę Panu aby postąpił pan zgodnie z własnym sumieniem i odpowiedzialnością. Życzę powodzenia.
Robert Kasperczyk
Dzień dobry.
Czytając Pana wpis, mam poczucie dużego napięcia w tej relacji i niepewności, co do jej charakteru, przyszłości, Pana roli... Jednocześnie zastanawiam się, co byłoby dla Pana wsparciem w tej sytuacji, czego by Pan dla siebie potrzebował? Być może określenie właśnie tego, czego Pan potrzebuje, aby w tej relacji (a może szerzej - w całym swoim życiu) poczuć się lepiej? To najczęściej jest pierwszym krokiem, choć nie musi być takie oczywiste na początku. Zachęcam, aby skierował Pan uwagę na siebie i popatrzył na siebie z troską oraz pytaniem: "A czego ja w tej sytuacji / relacji potrzebuję?"
Pozdrawiam,
Robert Kasperczyk
psychoterapeuta, coach, trener

Zobacz podobne
Moja mama bije mnie i mówi mi bardzo przykre rzeczy. Kiedy miałam 19 lat, tuż po zakończeniu liceum rozpoczęłam związek, który trwa do tej pory. Moi rodzice bardzo go polubili, jednak przeszkadzało im to, ile czasu z nim spędzam. Mimo tego, że lubię spędzać czas z nim i jego rodziną (brak awantur, wytykiwania palcami, poniżania) w odpowiedzi na niezadowolenia rodziców przestałam spędzać z nimi tyle czasu. W tym momencie (mam 21 lat) studiuję dziennie, więc w tygodniu śpię w domu rodzinnym, w soboty pracuję cały dzień i wieczorem o 21 jadę do domu chłopaka, aby spędzić z nim całą niedzielę. W niedzielę wracam na noc do domu rodzinnego. Dzisiaj wracając z pracy (niedziela handlowa), zadzwoniłam do mamy z pytaniem, to czy mamy w domu jedzenie abun w razie potrzeby zdążyła kupić sobie coś. Mama twierdząco odpowiedziała, że jedzenie jest w domu. Po powrocie jednak okazało się, że jedzenia nie ma. Powiedziałam jej, że mogła chociaż sprawdzić, po czym dostałam klapsa (mam 21 lat) po licznych prośbach a zaprzestanie uderzania mnie zostałam popchnięta kolejne parę razy i zwyzywana. Stresują mnie bardzo takie sytuacje, bo gdy byłam mała, tata mnie bardzo bił, więc teraz nawet mały klaps przenosi mnie wspomnieniami do tego czasu. Zawsze staram się zapytać mamy, czemu tak reaguje. Główne argumenty mamy to, że wiecznie nie ma mnie w domu, mam wyjebane w rodzinę i jestem nienormalna. Zaczynam jej czasami wierzyć. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy to moja mam jest w błędzie? Co mam robić w takiej sytuacji?
Witam, jestem mamą 2,5 l chłopca i aktualnie jestem w 6 miesiącu ciąży. Z synem zaczęliśmy odpieluchowanie, ale niestety nie idzie nam, to jak trzeba, próbujemy drugi tydzień i syn zamiast do nocnika to zrobi siusiu i kupkę w spodnie, a następnie chce siadać na nocnik, jak jest już po fakcie i nie wiem, co mam dalej z tym zrobić czy po prostu przez cały dzień nie naciskać, żeby usiadł wcześniej, tylko poczekać aż sam zrozumie czy jakoś go inaczej zachęcać, już brakuje mi cierpliwości i siły.
Drugie pytanie, jakie mam, to czy nieleczona depresja i stany lękowe wpływają jakoś na dziecko, które noszę pod sercem?
Czy lepiej może uda się po leki do specjalisty?
Dziękuję za odpowiedź pozdrawiam
Hej, mój ojciec bił mamę cały życie, rozwiodła się z nim.
Ojciec ma nową rodzinę i staram się go odwiedzać, lecz za każdym razem jak go widzę, czuje wstręt i nienawiść.
Ojciec chciał się pozbyć młodszej siostry z domu w wieku 12 lat, a teraz jak jest dorosła i wyszła za bogatego chłopaka, to odwiedza ją i udaje super dziadka.
Mam ochotę go zabić za ból, jaki sprawił mojej mamie, pomóżcie mi, bo stanie coś złego.
Siedzi to we mnie i nie umiem z tym dalej żyć.
Daro z Wałbrzycha

