Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dyskomfort w związku i obsesyjne myśli dotyczące wyglądu partnerki

Od prawie początku związku mierzę się z dyskomfortem z nim związanym, w poprzednich relacjach miałem podobne objawy, głównie objawiające się tym, że czułem nie zawsze irracjonalne uczucie, ze "to nie to". Obecną relację mam z wieloletnią przyjaciółką, która zawsze mi się podobała, w końcu zostaliśmy parą. Wcześniej nie proponowałem jej relacji bo bałem się, że jeśli się znamy tak długo to nic z tego nie będzie, jednak finalnie samo wyszło. Przez wzgląd na poprzednie relacje oraz łączącą nas przyjaźń bardzo mi zależało, żeby związek był jak najlepszy i żeby nie dopadły mnie takie wątpliwości jak w poprzednich związkach. Początkowo były motyle w brzuchu, które szybko zniknęły, gdy zdałem sobie sprawę że będzie z tego związek. Minęła ekscytacja ze wspólnych rozmów telefonicznych czy pisania na czacie, dosłownie z dnia na dzień co wzbudziło mój lęk. Miałem obawy, czy partnerka będzie miała "to coś", czy nie znudzę się nią, czy będziemy mieć o czym rozmawiać. Z dnia na dzień robiło się to coraz bardziej obsesyjne i myślenie o tym zajmowało większość mojego czasu. Obawy dotyczące wspólnych tematów szybko się rozwiały, a dziewczyna zyskiwała wraz z czasem trwania związku - to dobra, inteligentna osoba, której mogę bezgranicznie zaufać i przy której się nie nudzę. Pojawiły się natomiast obiekcje dotyczące jej wyglądu - mimo że dotychczas mi się podobała i obiektywnie niczego jej nie brakuje, zacząłem dostrzegać wady, które zaczęły się wyolbrzymiać z czasem. Doszło do sytuacji, gdy patrzenie na dziewczynę pod określonym kątem czy w niepełnym oświetleniu potęgowało te uczucia, byłem wtedy bliski ataku paniki. Innym razem nie dostrzegam tych wad i jestem mocno zdziwiony tą nagłą odmianą. Początkowo w momentach, gdy nie dostrzegałem tych wad byłem szczęśliwy, jednak teraz wiem, że za jakiś czas znowu mi zaczną przeszkadzać i koło się zamyka. Obsesyjnie wręcz porównuję ją do innych kobiet, czy to mijanych na ulicy czy na zdjęciach w internecie i zastanawiam się czy z kimś bardziej "w moim typie" byłbym szczęśliwy. W momentach kryzysu mam nawet duże opory przed bliskością fizyczną jak pocałunki czy przytulenie, mam wrażenie, że wtedy dziewczyna to zauważa i jest dla mnie jeszcze bardziej czuła i chce mnie całować co tylko powoduje moją irytację i jestem bliski by niegrzecznie ja odsunąć. Z samym seksem nie ma większych problemów, choć przy nasileniu obaw również nie mam na niego ochotę. Z jednej strony tęsknię gdy nie jesteśmy razem, planuję jak będzie wyglądać nasze wspólne życie, z drugiej - nie jestem w stanie nawet zaplanować wspólnych wakacji, bo boję się, że do czasu wyjazdu już nie wytrzymam tego dyskomfortu i już nie będziemy razem. Awersja do jej wyglądu nasila się w czasie podejmowania ważniejszych decyzji np. o wspólnym zamieszkaniu albo podczas okazji typu urodziny, walentynki. W przeszłości miewałem liczne zaburzenia obsesyjno-kompulsywne oraz objawy hipochondrii. Jakiś czas temu zacząłem zażywać SSRI, co przyniosło mi pewne zmniejszenie nasilenia lęku i dyskomfortu, jednak odczuwam go dalej głównie w związku z wyglądem. Nie wiem dlaczego tak to mi zaczęło przeszkadzać, choć znam ją tyle lat i widziałem ją w różnych sytuacjach i wygląd absolutnie nie miał dla mnie znaczenia. Wiele czasu poświęcam na oglądanie jej zdjęć, na których dokładnie się jej przyglądam i oceniam czy defekty jej wyglądu są na nich widoczne. Bardzo zazdroszczę znajomym, którzy tworzą szczęśliwe związki, a partnerzy/partnerki są w ich oczach coraz bardziej atrakcyjni z czasem. Dobija mnie to jeszcze bardziej, że ja nie jestem w stanie stworzyć takiej relacji. Boję się, że to może znak, że jej nie kocham i należy dać jej szansę poznać kogoś lepszego. Jednak obawiam się, że rozstaniem odrzucę miłość swojego życia i bardzo ją zranię. Z drugiej strony mam wrażenie, że jest to jakaś forma lęku przed przywiązaniem i celowe szukanie dziury w całym. Nie wiem jednak co mogę zrobić by zwalczyć te natrętne myśli i jak przestać przejmować się wadami w wyglądzie partnerki.
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

przede wszystkim bardzo uderza mnie to, jak dużo ma Pan świadomości siebie i tego, co się w Panu dzieje. Potrafi Pan zauważyć swoje mechanizmy, połączyć je z wcześniejszymi relacjami, zobaczyć momenty nasilenia lęku, obsesyjności, wycofania. To naprawdę nie jest oczywiste i mam poczucie, że to bardzo ważny punkt wyjścia do pracy nad sobą.

Czytając to wszystko, mam też wrażenie, że obok tematu atrakcyjności czy wyglądu jest tu coś dużo głębszego – bardzo silny lęk przed bliskością i przed tym, co się dzieje, kiedy relacja staje się naprawdę realna. Jakby początek znajomości, ekscytacja, lekkość były jeszcze bezpieczne, ale moment, w którym pojawia się prawdziwe przywiązanie, uruchamiał ogromne napięcie i potrzebę znalezienia „powodu”, żeby się oddalić.

I mam poczucie, że właśnie dlatego te myśli tak nasilają się przy ważniejszych krokach – wspólnym życiu, planach, większej bliskości. Jakby coś w Panu bardzo się tego bało.

To, co Pan opisuje wokół wyglądu partnerki, brzmi bardziej jak miejsce, w które „wchodzi” lęk i obsesyjność niż realna ocena jej atrakcyjności. Zwłaszcza że sam Pan pisze, że zna ją od lat, podobała się Panu i nadal widzi Pan, jak wartościową, dobrą i bliską osobą jest.

I mam też takie poczucie, że spotkał Pan kogoś naprawdę empatycznego i czułego. Kogoś, kto zamiast się odsuwać, próbuje być bliżej, kiedy czuje Pana trudność. Tylko że właśnie ta bliskość zaczyna uruchamiać w Panu jeszcze większe napięcie.

W terapii pewnie bardzo ważna byłaby nauka kontaktu z własnymi emocjami i lękiem – nie tylko analizowania ich „z głowy”, ale rzeczywistego zauważania, co się z Panem dzieje w tych momentach. Co pojawia się w ciele, czego Pan się boi, co właściwie oznacza dla Pana bliskość i bycie naprawdę zobaczonym przez drugą osobę.

Mam też poczucie, że ważnym elementem byłaby nauka komunikowania tego, co się dzieje – swoich wątpliwości, lęku, cierpienia – bez poczucia, że od razu zrani Pan drugą osobę albo że musi Pan wszystko rozwiązać sam ze sobą, zanim coś powie.

I mam wrażenie, że to, co Pan opisuje, nie wygląda na brak miłości. Bardziej na bardzo trudny sposób przeżywania bliskości i ogromny lęk przed tym, co może się wydarzyć, kiedy naprawdę się Pan z kimś zwiąże.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

Z opisu nie wygląda to po prostu na „brak miłości” albo zwykłe wątpliwości w związku. Bardziej brzmi to jak mechanizm lękowo-obsesyjny, który przykleił się do relacji i wyglądu partnerki. Nie stawiam diagnozy przez internet, ale to, co Pan opisuje: natrętne analizowanie, porównywanie, sprawdzanie zdjęć, szukanie „pewności”, nagłe fale obrzydzenia lub lęku, a potem chwilowa ulga, bardzo przypomina sposób działania natrętnych myśli.

 

Problem polega na tym, że im bardziej próbuje Pan uzyskać stuprocentową pewność, że „to ta osoba”, „kocham ją”, „wygląd mi nie przeszkadza”, tym bardziej umysł będzie produkował kolejne wątpliwości. Sprawdzanie jej zdjęć, ocenianie twarzy pod różnym kątem, porównywanie jej do innych kobiet czy analizowanie swoich emocji podczas pocałunku może dawać chwilową ulgę, ale długofalowo podtrzymuje cały problem.

 

Warto też pamiętać, że w związku nie ma stałego uczucia zachwytu i pewności. Czasem partner bardzo się podoba, czasem mniej, czasem jest bliskość, czasem napięcie, czasem nuda, czasem irytacja. U osoby z wysokim lękiem te normalne zmiany mogą być odczytywane jako katastrofa: „skoro teraz nie czuję zachwytu, to znaczy, że jej nie kocham” albo „skoro zauważyłem wadę, to znaczy, że nie powinienem z nią być”.

 

Na ten moment nie podejmowałbym decyzji o rozstaniu w stanie silnego lęku. Decyzje w takim stanie często są próbą natychmiastowego pozbycia się napięcia, a nie spokojną oceną relacji. Lepiej potraktować to jako temat do pracy terapeutycznej, szczególnie u osoby, która ma doświadczenie w pracy z natrętnymi myślami, OCD albo lękiem w relacjach.

 

Pomocne może być ograniczenie zachowań, które karmią lęk: oglądania zdjęć w celu sprawdzania, porównywania partnerki do innych kobiet, testowania swoich uczuć, analizowania każdego gestu i szukania w internecie potwierdzenia, czy to „miłość czy nie miłość”. To trudne, bo lęk będzie domagał się sprawdzania, ale właśnie rezygnacja ze sprawdzania jest często ważnym elementem wychodzenia z tego koła.

 

Warto też porozmawiać z psychiatrą o tym, że mimo SSRI nadal utrzymują się natrętne myśli związane z relacją i wyglądem partnerki. Czasem potrzebna jest korekta leczenia, ale sam lek zwykle nie zastępuje terapii ukierunkowanej na mechanizmy lękowe.

 

Nie musi Pan teraz rozstrzygać raz na zawsze, czy to „miłość życia”, czy „błąd”. Na początek ważniejsze jest nauczyć się nie traktować każdej natrętnej myśli jak prawdy i nie podejmować decyzji pod dyktando lęku. Z opisu wynika, że partnerka jest dla Pana ważna, tęskni Pan za nią, widzi Pan jej dobro i myśli o wspólnym życiu. To nie znaczy, że na pewno musicie być razem, ale znaczy, że warto najpierw zająć się mechanizmem lęku, zanim uzna Pan, że problemem jest sama relacja albo jej wygląd.

Łukasz Dyłka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  To, co opisujesz, bardzo mocno pasuje do schematu lękowo‑obsesyjnego w relacjach (często nazywanego potocznie OCD). I ważna rzecz na start: to nie wygląda jak „obiektywny brak miłości” ani „ona nie jest tą właściwą”, tylko jak Twój umysł, który wpada w pętlę wątpliwości i próbuje znaleźć „dowód”, że coś jest nie tak.

Widać tu kilka charakterystycznych elementów jak  natrętna myśl: „czy to na pewno ta osoba?” „czy ona jest wystarczająco atrakcyjna?” Następnie kompulsje (czyli zachowania podtrzymujące problem) czyli analizowanie, porównywanie z innymi, sprawdzanie zdjęć, „testowanie” swoich uczuć.  Chwilowa ulga (np. gdy znów wydaje Ci się atrakcyjna), po której wraca lęk i często jeszcze silniejszy. Nasilenie przy ważnych decyzjach (wspólne mieszkanie, przyszłość)  bo rośnie stawka. 

To, że kiedyś bardzo Ci się podobała, nadal widzisz jej wartości, masz momenty, gdzie znów ją widzisz „normalnie”,

a problem skupia się obsesyjnie na jednym obszarze (wygląd),to wszystko bardziej wskazuje na mechanizm lękowy niż realny brak dopasowania.

Twój mózg próbuje uzyskać 100% pewności „Czy na pewno wybrałem dobrze? Czy nie ma lepszej opcji?”

Problem w tym, że  w relacjach taka pewność nie istnieje, a im bardziej próbujesz ją uzyskać, tym bardziej mózg produkuje wątpliwości.

To działa jak z hipochondrią więc im więcej sprawdzasz objawy tym,  bardziej jesteś przekonany, że coś jest nie tak.

U Ciebie  im więcej analizujesz jej wygląd tym więcej „wad” widzisz.

Umysł wybiera coś „mierzalnego”, żeby uzasadnić lęk. Wygląd jest idealny gdyż  łatwo go porównywać, można go „sprawdzać” w nieskończoność, nigdy nie będzie perfekcyjny  więc zawsze znajdzie się haczyk.

To nie znaczy, że naprawdę o wygląd chodzi. To raczej „nośnik” lęku co niestety  pogarsza sytuację. 

SSRI to dobry kierunek skoro już widzisz częściową poprawę, to znaczy, że jesteś na właściwej ścieżce biologicznie.

Drugi filar (bardzo ważny) to psychoterapia, najlepiej  CBT z elementami ERP (ekspozycja + powstrzymanie reakcji)

W praktyce oznacza to np. zauważasz myśl: „ona nie jest wystarczająco atrakcyjna” NIE analizujesz jej dalej, NIE sprawdzasz zdjęć, NIE porównujesz, ale pozwalasz, żeby dyskomfort był przez chwilę

Brzmi prosto, ale jest trudne i właśnie to „rozbraja” OCD.

To, że  nie czujesz „motyli”, masz momenty awersji, Twoje emocje są niestabilne nie jest wiarygodnym wskaźnikiem miłości w takim stanie. Przy wysokim lęku  system „oceny” partnera jest zaburzony, percepcja atrakcyjności dosłownie się zmienia (to nie metafora).

  Czy powinieneś z nią być? Nie podejmuj tej decyzji w trakcie nasilonego lęku i obsesji. To trochę jak  podejmowanie decyzji o operacji, gdy masz atak paniki a percepcja jest zniekształcona. Najpierw  ustabilizuj objawy, ogranicz kompulsje, zobacz, jak wygląda Twoje odczuwanie bez tej „nakładki lękowej”. Ogranicz sprawdzanie (zdjęcia, lustro, porównania) to kluczowe. Zauważaj myśli zamiast je analizować („mam myśl, że…”). Nie podejmuj dużych decyzji pod wpływem tych stanów. Rozważ terapię ukierunkowaną na OCD, jeśli jeszcze jej nie masz. Daj sobie zgodę na niepewność gdyż to centralny element leczenia. To, że boisz się ją zranić i ją stracić, jednocześnie mając takie myśli, jest wręcz typowe dla tego mechanizmu. Gdyby to była czysta „obojętność”, nie byłoby w tym tyle lęku, analizy i cierpienia. Nie wygląda na to, że problemem jest ona. Bardziej to, że Twój umysł próbuje wymusić absolutną pewność tam, gdzie jej nie da się mieć.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Pawle, 

nieustanne analizowanie wyglądu partnerki, lęk narastający przy zbliżaniu się i nasilanie się wątpliwości w momentach ważnych decyzji – wskazują na silny lęk przed bliskością i zaangażowaniem. Pańska przeszłość związana z natrętnymi myślami i hipochondrią sugeruje, że ma Pan tendencję do przenoszenia wewnętrznego napięcia na zewnątrz, a umysł wybrał wygląd partnerki jako bezpieczny cel, by odciągnąć Pana od lęku przed wejściem w stałą relację. Kompulsywne sprawdzanie zdjęć i porównywanie jej z innymi kobietami to próby kontrolowania sytuacji, które tylko napędzają niepokój. Najważniejsze to zrozumieć, że te myśli nie są prawdą o Pana uczuciach, lecz próbą ucieczki przed odpowiedzialnością i bliskością. Najlepszym rozwiązaniem będzie psychoterapia poznawczo-behawioralna, która pomoże Panu zaakceptować niepewność i powstrzymać się od ciągłego testowania relacji, co jest kluczem do zbudowania stabilnego związku.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Natretne mysli i silny lek przed spotkaniem kogos w miejscach zwiazanych z urazem - czy przestac tam jezdzic?
Mam natrętne myśli, pojawiają się np. jak mam jechać w miejsce, które znajduje się niedaleko miejsca, do którego mam uraz. Bałam się, że spotkam kogoś, kogo raczej tam nie będzie, ale ten lęk był tak intensywny, że rozlał się na inne sfery i teraz moja głowa wyciągnęła sytuacje z przeszłości dotyczące innej zupełnie osoby i mam dosłowną myśl "chcę spotkać Xyz". Oczywiście tego bardzo nie chcę ale taka myśl się pojawia i boję sie, że tak się stanie. I dlaczego w ogóle mam myśl, że tego chcę? Albo nieraz mam myśli "niech mnie spotka to i to" a są to paskudne rzeczy. Nie chcę ich absolutnie. Niestety, natrętne myśli tego typu pojawiają się albo jak robię coś wbrew sobie albo lęk jest na tyle ogromny i pozostawiony sam sobie. Czy to da się rozpracować czy mam się zupełnego zaprzestania jeżdzenia w tamte tereny? to mi utrudni funkcjonowanie
Jak radzić sobie z depresją i lękiem, gdy psychoterapia nie przynosi efektów?

Jak radzić sobie z depresją i ciągłym zamartwianiem się, kiedy terapia nie pomaga? Próbowałam już kilka razy uczestniczyć w psychoterapii, jednak za każdym razem kończyło się tak samo - po kilku, bądź kilkunastu spotkaniach rezygnowałam. Nie potrafię rozmawiać o problemach, wiele porad odnośnie do opisywania swoich przemyśleń, prowadzenia dziennika itp. było dla mnie bezcelowa, bo kompletnie nic nie zmieniało w moim życiu. Dość szybko się poddaję, a towarzysząca mi depresja, brak jakiegokolwiek sensu życia czy celu oraz ciągłe lęki przed codziennymi obowiązkami, typu praca, studia czy nawet rozmowa ze znajomymi sprawiają, że utwierdzam się w przekonaniu, iż nie ma dla mnie ratunku. Czy istnieje jakiś inny sposób wyjścia z tego poza psychoterapią, nie licząc farmakoterapii, którą stale stosuję?

Dlaczego muszę zwijać się w kulkę podczas snu? Czy ma to podłoże psychologiczne?
Dlaczego kulę się podczas snu? Od zawsze lubiłam spać w pozycji embrionalnej, jednak wyglądało to dość normalnie, tak jak robią to ludzie. Od jakiegoś czasu (ok. 2 miesiace) ja sama lub też inni przyłapują mnie na zwijaniu się całkiem w kłębek jak kot, dosłownie z głową przy kolanach, często wręcz wchodząc pod kołdrę. Wydaje mi się, że może mieć to podłoże psychologiczne, ale nie wiem skąd się to wzięło. To dość dziwne, bo wygląda to bardzo nienaturalnie i nie wiem jak pozbyć się tego dziwnego nawyku, bo śpiąc w czyjejś obecności czuję się głupio potem słysząc, jak ktoś się śmieje, że w życiu nie widzieli, żeby ktoś tak się kulił podczas snu. Nawet gdy usypiam, zdarza mi się będąc jeszcze świadomą, zwinąć się w taką całkowitą kulkę, po prostu czuję, że mam taką niepohamowaną potrzebę, odruch, któremu nie jestem w stanie zapobiec i prostuję się, czując się z tym dziwnie, ale i tak potrafię obudzić się w takiej pozycji. Co mam z tym zrobić?
Czy zaburzenia lękowe mogą powodować chroniczne zmęczenie i poczucie nóg jak z waty, utraty równowagi?
Dzień dobry, czy przy zaburzeniach lękowych może występować uczucie mocnego zmęczenia oraz "nóg jak z waty"? Przez moje lęki wielokrotnie bałam się wyjść z domu a jak już z niego wyjdę, co jakiś czas muszę usiąść, bo mam wrażenie, że zaraz stracę równowagę i po prostu się przewrócę. Przebadałam się pod niektórymi względami, więc nie wiem czy to niedobór witamin czy skutek zaburzeń lękowych. Planuję pójść niedługo na badania krwi i sprawdzić czy mam wystarczająco witamin oraz innych rzeczy, które mogą wpływać na takie samopoczucie, ale nie jestem pewna czy to wina jakiś niedoborów. Czy takie objawy przy zaburzeniach lękowych mogą występować i jak je leczyć? Czy psychoterapia wystarczy, czy warto pójść też do jakiegoś psychiatry? Nie mam tych objawów bez przerwy, ale występują częściej niż powinny według mnie, dlatego chciałam się dopytać czy może to mieć jakiś związek z moim lękiem. Z góry dziękuję za pomoc. :)
Jest mi ciężko- zmarła babcia, moje święta zapowiadają się bardzo niekomfortowo dla mnie, walczę z lękami i napadami paniki. Co mam robić, jak sobie pomóc?
Dzień dobry, na wstępie zaznaczę, że będzie to dosyć długa wiadomość, ale chce się z kimś podzielić tym, co mnie męczy. Od zawsze byłam bardzo wesołą osobą i patrzyłam na życie z dobrej strony (chociaż miałam pojedynczy okres zagubienia, ale to było głównie z tego, co sobie sama wmówiłam i nie przemyślałam tego). Gdy myślałam, że moje życie naprawdę staje się idealne, bo miałam wokół siebie dużo wspierających ludzi a tu nagle pod koniec maja zmarła moja kochana babcia. :( Po raz pierwszy coś aż tak we mnie uderzyło, że kompletnie pękłam. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego, że osoba, którą odwiedzałam przez całe moje życie praktycznie co tydzień już nigdy tam nie będzie. Wcześniej już zmarł mi dziadek, ale to było gdy miałam tylko 3 lata i nie rozumiałam co się stało. Teraz, gdy już to wszystko doskonale rozumiem to ból jest ogromny. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć, dzień po pogrzebie wróciłam do szkoły i spędziłam czas z koleżankami. Pomogło mi to, więc uznałam, że kompletnie będę udawać, że nic się nie stało i zawsze gdy moi rodzice chcieli rozmawiać o mojej babci to po prostu zamykałam się w pokoju i próbowałam nie płakać. Po tym czasie wiem, że takie wmawianie sobie, że nic się nie stało pogorszyło mój stan. Bo się stało i to dużo. Mimo tego po jakimś czasie w miarę się podniosłam i w czasie wakacji już coraz łatwiej mi się o tym rozmawiało, a na wspomnienia z nią patrzyłam pozytywnie, ciesząc się tym ile z nią przeżyłam a łzy przychodziły już tylko w pojedyncze dni wakacji. Niestety, ale na początku lata musiałam pojechać do szpitala i wtedy po raz pierwszy doświadczyłam lęku paraliżującego do tego stopnia, że przez pół godziny pierwszego dnia po przyjeździe siedziałam i płakałam w łazience cała roztrzęsiona z kołatającym sercem. Bałam się szpitala a przede wszystkim snu w nim, bo moja babcia zmarła w szpitalu właśnie przez sen. :( Gdy się uspokoiłam to pobyt minął mi w miarę szybko, zdiagnozowali u mnie insulinooporność i przepisali leki. Nie przejęłam się tym jakoś przesadnie, mimo początkowych obaw, ponieważ to zaburzenie może prowadzić do cukrzycy, którą miała moja babcia. Na szczęście lekarze wytłumaczyli mi, że przy ciężkiej pracy i lekach będzie mi coraz lepiej (i tak jest!:)) Wakacje minęły mi bardzo dobrze, o wiele więcej wychodziłam ze znajomymi i smutek był już tylko sporadyczny. Tak samo, gdy we wrześniu wróciłam do szkoły, mimo tego, że nadal tęskniłam za babcią, czułam jak moje życie znowu wraca na lepszą drogę. Niestety nic nie może być idealne i na początku października zaczęło się: zasłabłam po raz pierwszy w życiu, nie zemdlałam, ale było blisko. Gdy siedziałam w karetce to myślałam, że zaraz umrę i bałam się jak nigdy. Od tego czasu byłam zmęczona, spanikowana i myślałam, że jestem co najmniej w jakimś śnie. Minęło trochę czasu i względnie wróciłam do normalności, niestety lęki nawracały w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam (prawdopodobnie) ataki paniki czy to na spacerze, czy w szkole a nawet w domu. Potrafiłam wpaść w ogromną panikę nawet dwa razy w ciągu paru godzin. Zaczęłam latać po lekarzach, myślałam, że to coś z moim ciałem się dzieje, bałam się czy to nie cukrzyca albo coś innego, miałam wiele scenariuszy. Oczywiście po dłużej analizie wiem, że to wszystko było w mojej głowie i to moja psychika to powodowała. Oczywiście, nie cały czas czułam lęk, ale w 90% minął on dopiero niedawno. Od kiedy wróciłam po chorobie do szkoły (która niestety zostawiła za sobą kolejne lęki) to potrzebowałam chwili by wrócić do normalnego życia. Lęki znacznie zniknęły (co w pewnym momencie nawet zaczęło mnie niepokoić, że jak tak szybko już się nie boję...) i mimo zmęczenia po wirusie zaczęłam żyć w miarę spokojnie. Mimo tych sukcesów, które osiągnęłam w opanowywaniu się dalej nie jest do końca okej. Czasami nadal szybko zabije mi serce. Warto wspomnieć, że wcześniej już miałam spore tendencje do panikowania, nawet jako 10 latka miałam bardzo katastroficzne myśli i bałam się, że coś się komuś stanie np. moim rodzicom czy znajomym. Mam też tendencje do zamartwiania się i wmawiania sobie różnych rzeczy. W tym roku straciłam nie tylko babcię, ale również bliskie mi przyjaciółki- mimo, że nadal mam dwie cudowne najlepsze przyjaciółki to nie zastąpią mi one tamtych. Moje obecne przyjaciółki przyjaźnią się ze mną o wiele dłużej, bo 8 lat, tamte chodziły ze mną tylko do klasy, ale dopiero w zeszłym roku szkolnym bardziej z nimi rozmawiałam. Wiem, że to nie moja wina, że nasze drogi się rozeszły, ale gdy widzę je na korytarzu dobrze bawiące się w towarzystwie jednej bardzo niemiłej dziewczyny to chce mi się płakać. Co ona ma, czego ja nie mam? Na dodatek niedługo święta i moja rodzina zamiast w tym roku spędzić je jakoś spokojnie, zabiera się za to bardziej niż w zeszłym roku. Wiem, że im też jest ciężko w pierwsze święta bez babci, ale to nie powód by tak przesadzać. Zawsze spędzałam wigilię z rodzicami, wujkiem i babcią (i jeszcze raz z dziadkiem zanim zmarł) i w tym roku również, no tylko niestety już bez babci (i dziadka, mimo, że słabo go pamiętam to na pewno był bardzo kochany, tak jak pozostali moi dziadkowie ♡). Liczyłam, że spędzimy wigilię u nas w domu a następnego dnia pojedziemy do wujka, ale musimy jechać do domu babci, bo tak chce wujek. On mieszka tam na codzień, więc może dla niego to nie jest takie smutne, ale mi bez babci tam będzie smutno, wystarczy, że często jeździmy tam na obiad i już takie dwie godziny w domu bez babci mnie smucą. :( W tym roku wyjątkowo mamy zaprosić na drugi dzień świąt mojego drugiego wujka, ciocię i kuzynki. To nie tak, że ich nie lubię, ale nie podoba mi się takie zapełnianie świąt na siłę by się nie smucić. Zawsze było tak, że w wigilię byliśmy u nas a potem w Boże Narodzenie u babci albo na odwrót, a 2 dnia świąt odpoczywaliśmy oddzielnie w domu. Teraz jest więcej roboty i więcej stresu, mimo że uwielbiam święta to w tym roku w ogóle ich nie czuję i nie cieszę się jakoś bardzo na nie, nie chcę prezentów czy jedzenia, chcę by ludzie, za którymi tęsknię wrócili. :(( Jest to bardzo długie, ale chciałam opisać wszystko w jednej wiadomości. Nie wiem co robić ze smutkiem, lękami czy paniką i poczuciem jak we śnie (czasami, gdy wpadam w panikę albo mam za dużo myśli w głowie) i liczę na jakieś porady, czy iść porozmawiać np. z psychoterapeutą czy samodzielnie to zwalczać. Z góry dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam (oraz ze względu na obecny miesiąc życzę wesołych świąt :))
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!