
- Strona główna
- Forum
- LGBTQIA+, związki i relacje
- Mam 37 lat i nie...
Mam 37 lat i nie umiem wejść w nową relację romantyczną, po śmierci partnera. Jako starsza osoba o orientacji homoseksualnej, czuję, że nie mam, gdzie szukać.
Przemek
Anna Martyniuk-Białecka
Przemku,
Wiele w Twoim wpisie wątków. Piszesz o bardzo trudnych życiowych doświadczeniach jak zdrada, strata po śmierci ukochanego, trudności z zaufaniem innym i tym, że w potencjalnych partnerach zauważasz zdrajców. Mam wrażenie, że dobrze byłoby nad tym popracować przed wejściem w nowy związek. 37 lat to okres dojrzałości, pełni życia, myślę, że masz wiele do zaoferowania innym. Rozumiem, że kiedy wchodziłeś w związek 12 lat temu to właśnie młodość i cute hot young boy się liczył najbardziej, może teraz coś się zmieniło, również w Tobie? Na pewno istnieją sposoby na poznanie innych osób, które są otwarte na związek. Wspominasz też w swojej wypowiedzi, że Twoja rodzina być może się domyśla, choć nie masz pewności czy wie więcej o Tobie. Czy dobrze rozumiem, że pojawia się w Tobie chęć opowiedzenia im o sobie?
Pozdrawiam,
Psycholog Anna Martyniuk-Białecka

Zobacz podobne
Dzień dobry. Piszę, ponieważ mam problem z nadmiernym przeklinaniem. Nie robię tego przy obcych ani kolegach. Jednak problem się pojawia, gdy jestem z rodziną. Głownie mama i babcia. Wtedy, w co drugim słowie mówię słowo na k. I jeszcze nie jest to żartobliwe tylko z agresją. Problem zaczął się ok. dwa miesiące temu. Wcześniej też występował, ale nie aż tak. Zaczynając od początku, to chciałam być chłopakiem, czyli przejść zmianę płci. Już miałam zapisywać się na operację. Innymi słowy, zachowywałam się i czułam jak chłopak. Wszystko zmieniło się, odkąd obejrzałam serial. Nie wiem, co w nim zobaczyłam, ale już w trakcie poszłam do łazienki i ogoliłam całe ciało, aby nie było włosów i ubrałam się w damską piżamę. Normalnie magia jakaś. Czyli da się wyleczyć z tego dziadostwa zwanego transpłciowością. Poczułam wielką ulgę i od tej pory zabieram ubrania mamy, bo przecież ja mam same męskie. Ale wracając do tematu, zaczęłam tak przeklinać i tyle jest we mnie agresji, że potrafię wyzwać makaron w kuchni różnymi przekleństwami, bo mi się rozsypie. Podejrzewam, że gdy odkąd zaczęłam być kobietą, tak jak bóg przykazał, to zaczęłam dostrzegać, jak mama o siebie nie dba. Tak mnie denerwuje, że bym ją rozszarpała. Byłyśmy zgrane, jak chciałam być chłopcem, a się oddalam jako dziewczyna. Może jest coś, co mogę z tym zrobić?

