
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, zaburzenia lękowe
- Jak pomóc synowi z...
Jak pomóc synowi z lękami i problemami z lekami po urazie głowy?
Bożena Nagórska
Pani AnnNo
Sytuacja Pani syna jest niezwykle trudna, ponieważ jego organizm stał się poligonem doświadczalnym dla gwałtownych zmian w farmakoterapii, co przy wrażliwym układzie nerwowym 18-latka wywołuje silne reakcje somatyczne. Ciągłe odstawianie i wprowadzanie leków takich jak neuroleptyki czy antydepresanty w krótkich odstępach czasu może powodować tzw. zespoły odstawienne i potęgować lęk, który syn opisuje jako „wirowanie w środku” czy drżenia. Kluczowe jest teraz przeprowadzenie rzetelnej diagnostyki u neuropsychologa, który obiektywnie oceni, czy problemy z pamięcią i koncentracją są wynikiem lęku, czy też echem urazu głowy sprzed dwóch lat. Jeśli obecny lekarz bagatelizuje fatalne samopoczucie syna i każe „czekać” mimo nasilającej się paniki, warto poszukać konsultacji w ośrodku specjalizującym się w psychiatrii młodzieżowej, gdzie lekarze mają większe doświadczenie w stabilizacji pacjentów po tak chaotycznym leczeniu. Syn potrzebuje teraz przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i jasnego planu wyjścia z tego błędnego koła lekowego, a nie kolejnych eksperymentów tuż przed maturą.
Wszystkiego dobrego.
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Pani Anno,
Dziękujemy za kontakt.
Z Pani treści widać, że od dwóch lat bardzo konsekwentnie szuka Pani pomocy dla syna, reaguje na objawy, konsultuje specjalistów, obserwuje działanie leków i dba o jego bezpieczeństwo. Są to moim zdaniem ogromne zasoby czyli uważność, szybka reakcja na myśli samobójcze, kontakt z lekarzami i realna obecność przy synu.Kilka faktów, które są ważne i wspierające:
po odstawieniu leków nasilających objawy myśli samobójcze ustępowały, to pokazuje, że syn reaguje na zmiany farmakologiczne i że objawy nie są stałym stanem,
Syn potrafi mówić o tym, co czuje i prosić o pilnowanie: to bardzo duży czynnik chroniący,
mimo trudności On nadal funkcjonuje w szkole i jest w relacji czylu nie wycofał się całkowicie z życia.
Obecnie wygląda to na mieszankę: silnego lęku, nadwrażliwości na zmiany leków oraz możliwych objawów odstawiennych po częstych modyfikacjach. Przy takiej historii kluczowa jest stabilizacja, jak najmniej nagłych zmian i jeden prowadzący specjalista, który spokojnie ustali plan na kilka tygodni.Równolegle do farmakoterapii bardzo potrzebna jest regularna psychoterapia ukierunkowana na lęk i regulację objawów z ciała, bo same leki nie uczą radzenia sobie z napadami napięcia i katastroficznymi myślami.
Na teraz, praktycznie co warto robić:
Skupić się na bezpieczeństwie tj. skoro syn mówi o nasilonym lęku i bezradności, warto, by nie zostawał długo sam i miał z Panią jasny plan „co robimy, gdy jest gorzej”.
Ustabilizować rytm dnia: sen, jedzenie, lekką aktywność fizyczną to realnie zmniejsza objawy somatyczne.
Ograniczyć analizowanie każdego objawu ; im bardziej się na nich koncentruje, tym silniejsze się stają. Pomagają krótkie, powtarzalne czynności odciągające uwagę (spacer, prysznic, proste zadanie).
Rozważyć jedną konsultację u psychiatry z doświadczeniem w pracy z młodzieżą i zaburzeniami lękowymi w celu spokojnego planu stabilizacji, bez częstych zmian.
Najważniejsze: to, że syn teraz mówi „nie wierzę, że będzie lepiej”, jest typowe dla silnego lęku: to objaw, nie prognoza. Już były okresy poprawy, co oznacza, że jego układ nerwowy potrafi wracać do równowagi.Pani największym zasobem jest to, że syn ma przy sobie zaangażowanego, reagującego rodzica, moim zdaniem to jeden z najsilniejszych czynników ochronnych w takich sytuacjach.
Z pozdrowieniami,
Agmieszka Włoszycka
Katarzyna Marzęda
Pani Anno,
Podstawą efektywnego leczenia jest współpraca na linii lekarz- Pacjent. Wszystkie wątpliwości warto poruszać z lekarzem prowadzącym, który dysponuje większą ilością wiedzy (wywiad, obserwacja, ewentualne badania dodatkowe), które są podstawą do wybrania właściwej ścieżki leczenia. Jakiekolwiek udzielanie porad co do ścieżki leczenia bez tych informacji byłoby nadużyciem i mogłoby spowodować więcej szkód niż pożytku dla zdrowia Pani syna.
W Pani wiadomości słyszę dużo troski i lęku o zdrowie syna. Jest to w pełni zrozumiałe, że szuka Pani wsparcia dla dziecka. Rozumiem również, że syn po tylu próbach dobrania typu i dawek leków może czuć się zniechęcony i rozczarowany zaproponowanym leczeniem. Proces doboru leków i ich dawek jest nierzadko karkołomny dla Pacjenta, co może wywoływać frustrację - to naturalne i dla mnie zrozumiałe. Jednak proszę pamiętać, że przy doborze leczenia farmakologicznego nierzadko pojawiają się nieudane próby, zanim nastąpi ten trafny, odpowiedni dla danej Osoby, który pozwala na uzyskanie optymalnych efektów leczenia. Warto wziąć pod uwagę, że syn jako osoba pełnoletnia warto, aby samodzielnie w ramach jego indywidualnych możliwości podejmował kroki i działania mające usprawnić jego proces leczenia i komunikację z lekarzem - oczywiście ze wsparciem Pani i rodziny. Pisze Pani również o wielu trudnych emocjach, które towarzyszą Pani synowi. Być może pomysłem wartym rozważenia jest wsparcie syna poprzez profesjonalną psychoterapię.
W kwestii leków - warto pamiętać, że przy stosowaniu leków stabilizujących nastrój łączenie ich z alkoholem jest ogólnie niewskazane i ryzykowne. Alkohol może osłabiać działanie leków, nasilać ich skutki uboczne.
Ze swojej strony jeszcze raz zachęcam do kontaktu z prowadzącym lekarzem psychiatrą w celu omówienia wątpliwości.
Pozdrawiam serdecznie.

Zobacz podobne
Przez ostatnie 5 lat pracowałam w bardzo stresującej pracy.
Tak naprawdę przez 7 dni w tygodniu był nacisk ze strony szefa, również wieczorami, bo to była praca na wyższym stanowisku, pod ogromną presją. Zauważyłam, że wykreowały się u mnie nawyki lękowe. To znaczy, teraz mam inną pracę, z tamtą nie mam kontaktu - de facto nie mam wiele stresu w życiu, a codziennie rano budzę się maksymalnie zestresowana, przebudzam się już od 6 godzinę przed budzikiem i jestem w półśnie, przez co potem jestem wymęczona w ciągu dnia. Mam huśtawki nastroju, ale najczęściej wieczorem pojawia się u mnie jakiś stan niepokoju. Dodam, że na sen popalam zioło przepisane normalnie przez lekarza, które mnie uspokaja z reguły, ale czasami jak pokryje mi się to z napadem myśli stresowych, to nagle mam wysoki puls i dość źle się czuje. Pytanie, jak sobie z tym poradzić?
Trudno mi się cieszyć z życia, gdy czuję, że mój organizm musi się cały czas bać i stresować, co jest nawykiem w pracy, którą skończyłam w wakacje 2024.
Proszę o pomoc
Obawiam się, że pech mnie dosięgnie także w nowym miejscu zamieszkania. Boję się powtórki - 3 lata temu byłam na 3-miesięcznym stażu w ukochanych Włoszech i miałam pecha - olewała mnie moja przełożona, byla oschła i nie dopuszczała do obowiązków, kłamała, że jej nie będzie dzisiaj, a potem ją widziałam na mieście, nie odpisywała. Mężczyzna, który mi się spodobał udawał, że mnie nie pamięta po czasie, nie nawiązałam koleżeństwa, dostałam mandat. Pod koniec chciałam już wracać. Naoglądałam się pięknych widoków - wszędzie sama.
Tutaj, gdzie mieszkam w Polsce jestem sama od kilku lat, bez przyjaciół, bez partnera. Mam się wyprowadzać do Holandii do prestiżowej uczelni, mam jednak problem ze znalezieniem mieszkania - w Holandii jest niedobór mieszkań. Są oferty typu mieszkania z kilkoma ludźmi i jedna łazienka - nie wiem, jak miałabym rano zdążyć się wyszykować na uczelnię. Obawiam się bardzo samotności - nie znam holenderskiego, oczywiście jest tam sporo emigrantów, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć znajomych, przyjaciół.
Do tej pory mam pecha i nie wiem dlaczego, jestem bardzo dobrą osobą i to nieraz ja wychodzę z inicjatywą, a po drugiej stronie nie widzę zainteresowania. Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej, że czasami poznaję koleżanki, z którymi się dobrze dogaduję, jednak po czasie po drugiej stronie widzę spadek zainteresowania albo zaprzestanie kontaktu, pomimo braku jakichkolwiek kłótni, spięć.
Dzisiaj leżałam i myślałam o tym wszystkim, czy znowu będzie nie tak, że się umęczę i będę żyć tylko studiami, tak jak było w Polsce. Czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, czy wykorzystałam wszystkie szanse na poznanie ludzi. I tutaj stało sie coś niepokojącego - zaczęłam czuć dyskomfort, a po chwili panikę. Zaczęłam czuć jakąś wręcz złą obecność. Jakby we mnie "weszło" coś, albo ktoś. Bałam się być sama ze sobą, wyszłam z domu na spacer. Wiedziałam, że ten stan paniki może się skończyć w moment, jednak ja bałam się przestać zadawać sobie pytanie, czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by poznać nowych ludzi w obecnym mieście. Potem stwierdziłam, że muszę przerwać ten proces myślowy, że muszę odpuścić, bo chyba poszłam za daleko i to chyba o tym świadczy ta panika.
Byłam w tym roku na kilku sesjach i Pani powiedziała, że rzeczywiście widzi jakiś pech i to musi być uciążliwe. Zaniepokoiła mnie jednak ta panika, ponieważ doznałam jej w tym roku zimą, gdy z tej desperacji i samotności, zaczął mi się podobać mężczyzna, który wiedziałam, że nie powinien mi się podobać - intuicja we mnie krzyczała, że to nie jest dobra osoba dla mnie. I się to potwierdziło - ukrywał, że z kimś mieszka, brał używki, miał długi i w zasadzie to nie zaangażował się w relację ze mną, więc był to taki falstart. Ale z mojej strony było uwikłanie emocjonalne, i kiedy doszłam do tego, że on musi mi się przestać podobać, bo z tej relacji nic nie będzie - pojawiły się natrętne myśli - wulgarne, wrogie do mnie. Poczułam wtedy panikę, jakby "coś"" mnie atakowało, że chcę się wydostać, nie wiedziałam, o co chodzi. Odpuściłam więc i tkwiłam w tym zauroczeniu. Tylko że akurat wtedy nie powinnam była odpuszczać, bo trop był dobry - on nie powinien mi się był podobać. Więc skąd te natrętne myśli? Wiele jest tutaj obecnych wątków, które się na siebie nakładają i nie sposób ich od siebie oddzielić.

