Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z depresją, izolacją i traumą z przeszłości?

Właściwie to nie mam pytania bo nie ma żadnej odpowiedzi na moje bezsensowne życie. Zaraz będę mieć trzydzieści lat. Jestem DDA. Rodzice alkoholicy. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Przez ostatnie pięć lat jestem na bezrobociu, mieszkam z rodzicami. Nie utrzymuje żadnych relacji. Tylko z kuzynką sporadycznie, ale rodzina chyba się nie liczy. Byłam ostatnio w psychiatryku, ale wszyscy wiemy jak działają takie instytucje albo i nie. Kiedyś byłam jedenaście lat temu w psychiatryku jako 19latka po próbie samobójczej. Nic szczególnego. Jestem taka żałosna, że zabić się nie umiem. Z tego co pamiętam to całe życie cierpiałam. Oprócz życia, które było piekłem, libacji alkoholowych, bicia przez matkę, czy molestowania przez wujka, psychiatryk był poważną traumą. Lekarze beznadziejni, nie podobało im się, że leki nie działają, dawali mi takie dawki, że ledwo stałam na nogach. Wiedziałam, że żeby wyjść musiałam wszystko stłumić cały ból. Potworne to było mam nadzieje, że nigdy już tego nie doświadczę. Ostatnio też byłam w psychiatryku, bałam się, ale skierował mnie lekarz przez myśli samobójcze, no i cóż... Lekarze byli mili, ale dosłownie testują na Tobie leki to jest jak rulettka co Ci wpakują. Cierpiałam trzy tygodnie, obiecałam, że jak wyjdę to się zabije, pomijając to, że mam zaburzenia osobowości schizoidalne to ludzie, szpitale mnie stresują no było ciężko. To długa historia wcześniej miałam ataki paniki. No nie ja pierwsza i nie ja ostatnia ma beznadziejne życie i tylko cierpi. Nauczyłam się, że lepiej tłumić wszystko w sobie w szpitalu jak miałam 19 lat ukarali mnie za płacz. Od tamtej pory nie umiem płakać. Rodzice też tak reagowali na moje emocje czy odczucia. Nie jestem w stanie okazać łez przy kimś obcym, boje się lekarzy itd... Doświadczyłam też tam molestowania. No nie ważne nie będę wszystkiego opowiadać. Drugi raz hospitalizowana no cóż... nie pomogli mi. Znowu kłamałam bo widziałam, że nie ma wyjścia. Mówiłam im, że się źle czuje, ledwo mogłam mówić, a oni napisali, że byłam bierno-agresywna, wpierw wstępnie chcieli mi przypisać osobowość schizotypową, a faszerowali mnie takimi silnymi lekami. Źle mnie zdiagnozowali i zepsuli moje leczenie tak powiedział mój psychiatra, który mnie tam wysłał. Chodzi o to, że mam depresje, a nie nerwicowe zaburzenia depresyjne i lękowe. Zresztą za to nie ma renty, o którą muszę się starać bo nie mam żadnych pieniędzy na leki. Oczywiście mama mi pomaga, ale... Zawsze mnie nienawidziła, zwłaszcza była szczera kiedy piła. Moi bracia mieli lepiej z nią, chociaż nie powiem jesteśmy patologiczną rodziną, a jeden z moich braci obecnie siedzi w więzieniu. Mieszkam na wsi, nie mam kasy ciężko jest o leczenie czy dojazdy dokądś. W pobliżu znalazła się psycholog na nfz (tam gdzie psychiatra w poradni), wizyty są raz w tygodniu i nie zawsze. Psycholog jest starsza ode mnie o rok, ale czuje się przy niej jak dziecko. Jestem dużym dzieckiem. Jakieś relacje bliskie z ludźmi nie wchodzą w grę ostatnio nie mogłam opanować ataku paniki przy ginekologu bo musiałam iść w sprawię anemii po prostu trzęsło się całe moje ciało i nie mogłam złapać tchu. Przy leczeniu doświadczyłam stanu takich, że... Uważałam, że nie pasuje do tej rzeczywistości i powinnam się zabić. Ogólnie mój psychiatra skierował mnie na swój oddział na psychosomatykę ale wpisał mi depresja umiarkowana i musiałam na izbie skłamać, że nie chce się zabić bo by mnie skierowali na psychiatryk. No i termin mam na luty, ale pewnie zadzwonią wcześniej. Ogólnie gdyby po wyjściu z psychiatryka od razu mnie nie przejrzał bo zobaczył mnie jak ze mną jest źle to bym spróbowała w końcu się normalnie zabić. Po prostu skoczyłabym z mostu, specjalnie pojechałabym do stolicy i to zrobiła. No, ale jestem, nie chce mu problemów robić czy coś. Nie pracuje bo w jedynej pracy do której chodziłam zaczęłam mieć przez nią myśli samobójcze, czasami jak się coś dzieje w domu mam taki impuls, i myśli "zabij się". Szukałam kiedyś pomocy, miałam oszczędności ale już nie mam ani ich, ani nadziei ani niczego. Stresuje się tym szpitalem, ale będzie od doświadczeniem "przetrwania" w nowym miejscu, a kiedy wyjdę znowu będzie to samo. Lekarz myśli, że mi da tabletki i mi minie. Co minie? Traumy, lęki, chęć zabicia się, zmęczenie, bezsens mojej egzystencji. Nie mam żadnego celu tylko zostało mi przetrwać. Wszyscy i tak kiedyś umrzemy może musze poczekać, ale czy dam radę? Nie wiem. Zawsze postrzegałam świat w dziwny sposób, wszystko było zbyt intensywne, bolesne, rozrywające od środka i musiałam to tłumić. Nie chce istnieć. Doświadczać tego podłego życia, jestem zbyt wrażliwa, zbyt pokręcona, chciałabym, żeby to się skończyło, ale trwam w tym stanie zawieszenia. Nie ma tabletek na sens, cel, czy na cierpienie. Nie mogę nic z tym zrobić. Wszystko kosztuje mnie tyle energii, że wolałabym się zabić. Dlatego lepiej nic nie robić. W końcu nie można odebrać sobie życie bo wtedy uważają, że jesteś chory i wsadzą Cię do psychiatryka, gdzie będą eksperymentować na Tobie. Żeby nie było jestem pod opieką psychiatry, mam ten termin do szpitala, ale nic to nie zmieni w moim życiu. Może mam depresje lekodporną. Może potrzebuje terapii. Może potrzebuje więcej rozmów z psychologiem niż raz na tydzień. No, ale jestem biedna, nie mam jak dojeżdżać, nie mam żadnych perspektyw. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia, prawda? Dla systemu tacy jak ja jesteśmy zwykłymi śmieciami, tego dowiedziałam się w psychiatryku jako 19 latka, gdzie lekarze, którzy mieli leczyć znęcali się psychicznie nade mną, bo oni mieli władzę, tak jak byłam mała władzę mieli nade mną alkoholicy i nie można było się sprzeciwić bo zostanie się ukaranym. Słabo sobie radzę z życiem. Często się porównywałam do innych kiedyś. Nie będę nigdy mieć domu, męża, dzieci, prawo jazdy, nie wiem czego jeszcze pracy. Pewnie skończę jako bezdomna jak rodzice umrą, albo się zabije. Nie wiem czy chciałabym mieć męża i dzieci, ale fajnie było by umieć jeździć autem, albo mieć kogoś z kim można byłoby stworzyć dobrą relacje i mieć swój własny kąt, ale to marzenia dziecka, którym jestem. Nie mam już siły do niczego. Patrzę na zegar jak jestem coraz starsza, patrzę jak upływają minuta za minutą, czasami nie mogę tego znieść ile jeszcze? Jak długo będę tkwić w tym cierpieniu... Jestem zepsuta, niedostosowana, zapomniałam dodać, że mam nie wiem jak to się nazywa, ale jak ktoś mówi o smutnych rzeczach, albo ja opowiadam o swoim gównianym życiu to się śmieje, afekt niedostosowania chyba. I jakieś zaburzenia emocjonalno- decyzyjne. To tyle, przepraszam za chaotyczny tekst, ale nie chciało mi się go układać w jakimś porządku. Jest jak moje życie, nie chce mi się tego składać. Już dość. Nie wiem czy jest sens, żeby ktokolwiek mi na ten tekst odpowiedział. W końcu nie zadałam żadnego pytania. Tylko w skrócie opowiedziałam jak jest beznadziejnie być mną.
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry.

 

Pani nie jest zepsuta. Z ogromnym smutkiem czytam, jak wiele doświadczyła Pani w życiu ogromnego cierpienia, samotności, nadużyć, przemocy i braku bezpieczeństwa. Już jako dziecko nie doświadczyła Pani zaspokojenia podstawowych potrzeb i właśnie przez to musiała Pani przetrwać. To przetrwanie, ten tryb zamrożenia czy odrętwienia objawia się w atakach paniki, lęku, somatyzacji. Jednocześnie przez traumatyczne doświadczenia nauczyła się Pani zaciskać zęby, udawać, tłumić emocje, płacz. Ciało znajduje sposoby ujścia na całe cierpienie, jakiego Pani doświadczyła. 

Doświadczenia z pobytów w placówkach medycznych nie dają Pani nadziei na poprawę, ma Pani ogromny lęk i obawy - co by było gdyby tym razem było inaczej? Gdyby jednak pojawiła się na Pani drodze osoba, która da światełko nadziei, wesprze Panią? 

Być może mogłaby Pani skorzystać z darmowych konsultacji psychologicznych lub wsparcia kryzysowego?

Jest Pani obciążana traumą i cierpieniem, ale to nie oznacza, że nie jest Pani zdolna do stworzenia innego, lepszego życia, tylko że nie miała na to Pani warunków. 

 

Serdeczności,

Psycholog Anna Kapelska

 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Natalia Legarska

Natalia Legarska

Dzień dobry, po pierwsze chciałam powiedzieć, że niesamowicie Pani współczuję, że spotkały Panią te wszystkie rzeczy, które pani opisuje, a także te, które pewnie się tu nie zmieściły. Niestety nie wszyscy startujemy z takiej samej pozycji w tym życiowym "wyścigu" wbrew temu, co niektórzy próbują nam wmówić.

 

Jednak pisze Pani o tym wszystkim i odczytuję to jako znak, że jeszcze nie wszystko stracone, że chce Pani poprawy i lepszego życia. Jest Pani świadoma własnych potrzeb, ma Pani dobry kontakt z psychiatrą, więc nie wszyscy specjaliści są tacy jak osoby, które wcześniej panią skrzywdziły. Ma pani umiejętność wyrażenia, przez co Pani przechodziła, szuka Pani pomocy - psycholog przez NFZ, leczenie psychiatryczne i następne skierowanie do szpitala, a także wiadomość tutaj. To wszystko są mocne strony, które może Pani wykorzystać do poprawy swojej sytuacji. Mogę Pani powiedzieć ze zajmie to sporo czasu, ale warto starać się o lepsze życie dla siebie. Nie ma Pani pojęcia, do czego może Pani dojść w perspektywie 10 czy 20 lat. To będzie wymagało czasu i wsparcia, ale zachęcam do skupienia się na tu i teraz, może na dotrwaniu do następnego spotkania z psychiatrą?

 

Na koniec chciałabym podesłać kilka kontaktów - bezpłatne, działają 24/7:

- 800 70 22 22 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym
- 116 123 - Poradnia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym (Kryzysowy Telefon Zaufania) prowadzony przez Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
- pogotowie ratunkowe 999/112
- psychiatra, który Panią prowadzi

 

Proszę z nich skorzystać, jeśli myśli samobójcze będą nie do wytrzymania.

 

Pozdrawiam i trzymam za Panią kciuki!

Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Witaj, 


Twoja historia bardzo porusza, skłania do refleksji nad sobą, swoim funkcjonowaniem czy posiadaniem. Bardzo mi przykro, że tak wiele okropnych sytuacji wydarzyło się w Twoim życiu, to bardzo niesprawiedliwe. Wiem, że w tym momencie jesteś przekonana o swojej beznadziejności i że jesteś skazana na takie życie, ale przekonania tego typu mają to do siebie, że nie są prawdą. To, co Cię spotkało nie definiuje tego, jaką jesteś osobą. Myślę, że jeszcze wiele może się zmienić w Twoim życiu i wprowadzić w nie zupełnie nową jakość. Rozejrzyj się wokół siebie i zastanów się, co oferuje Ci otoczenie. Może w Twoim mieście istnieją grupy wsparcia, może w jakiejś poradni, może przy kościele, w które mogłabyś się zaangażować. Nawet z największego kryzysu można wyjść, jeśli tylko wykorzystamy te ostatnie  procenty własnej energii. Pozwól sobie na to, przecież zasługujesz na to, co najlepsze. Nawet jeśli Twoi rodzice pogubili się w życiu i znaleźli ukojenie w alkoholu, Ty nie musisz ponosić tego konsekwencji i cierpieć za ich niewłaściwe wybory. Pozwól sobie pomóc. Może kuzynka pomogłaby Ci rozpędzić się w tej zmianie. Warto mieć taki „żagiel” w płynięciu do dobrego. 


Trzymam za Ciebie mocno kciuki! 

Pozdrawiam Cię serdecznie

Natalia Krawiec-Jokiel

Patrycja Stajer

Patrycja Stajer

Dzień dobry,

 

Wydaje mi się, że ten post jest przejawem Pani walki z różnymi trudnościami, jakie Panią spotkały. 

Czytam, że ma Pani złe doświadczenia z leczeniem w szpitalu psychiatrycznym i niedosyt leczenia psychoterapeutycznego / psychologicznego. I paradoksalnie, zaproponuje Pani leczenie na oddziale - ale innym, niż dotychczasowe Pani doświadczenia. Jest to oddział, w którym podstawowy nacisk kładziony jest na psychoterapię, a nie farmakoterapię. Pobyt trwa tam 6 miesięcy i myślę, że warto spróbować. 

Jest to szpital Babińskiego w Krakowie, oddział Leczenia Zaburzeń Osobowości i Nerwic 7f. https://babinski.pl/oddzialy/oddzialy-stacjonarne/oddzial-leczenia-zaburzen-osobowosci-i-nerwic-olzon/ 

Zobacz podobne

Kryzys psychiczny całkowicie zaburza moje funkcjonowanie i zdrowie fizyczne. Natrętne myśli, bezsenność, chroniczne zmęczenie. Co mógłbym zrobić?
Dzień dobry, mam 32 lata i przechodzę przez kryzys psychiczny od jakiś 3 miesięcy. Poradziłem sobie z uzależnieniem od narkotyków ze wsparciem rodziny oraz mojej żony, ale to już było jakieś 3 lata temu i byłem normalnym mężczyzną cieszącym się z życia. Miałem w październiku stresową sytuację w pracy i konflikt z przełożonym, sytuacja wyszła na moje, że tak powiem, ale niesmak pozostał u kierownika oraz innych współpracowników- nie ma ku temu konkretnych przykładów, ale ja mam takie subiektywne odczucie. Nie umiem się pozbierać, nie śpię po nocach, byłem u psychologa- Pani psycholog stwierdziła, że jestem na tyle silny, że powinienem sobie z tym wszystkim samemu poradzić. Dodam, że staramy się z żoną o dziecko i też nam to nie wychodzi, podjęliśmy leczenie w klinice niepłodności, jest nadzieja, że będzie poprawa. Mój stan psychiczny przytłacza mnie, nie jestem tym samym człowiekiem, najprostsze rzeczy przynoszą mi trudność, które kiedyś robiłem od tak bez zastanawiania się i analizy i było to dla mnie jak małe piwo przed śniadaniem. Nie wiem co się ze mną dzieje, mam natrętne myśli, bezsenność oraz kołatanie serca, śpię po 4-5 godzin. Przestało mnie interesować cokolwiek i stałem się taki otępiały, jakbym się cofnął w rozwoju, takie mam odczucia. A przecież zawsze miałem dobre oceny w szkole i na studiach. Co w takiej sytuacji robić? Nie chciałem iść do psychiatry, ponieważ leki antydepresyjne leczą tylko objawy a nie przyczynę tych stanów. Zawsze byłem wrażliwym dzieckiem czy da się to jakoś wypracować, żeby natrętne myśli opuściły mnie i żebym wrócił do tego, co było przed pojawieniem się tych dolegliwości?
Straciłam zaufanie do chłopaka, ponieważ oszukał mnie co do kontaktu i spotkań ze swoją byłą partnerką. Jak odbudować zaufanie?
Z chłopakiem jesteśmy razem ok. dwóch lat. Niestety ostatnio mieliśmy swój największy kryzys, kiedy to wyszło na jaw, że oszukiwał mnie przez pół roku co do kontaktu z byłą dziewczyną. Wcześniej mieliśmy rozmowy na temat jego kontaktu z ex, obiecał, że jeżeli ta podejmie z nim kontakt to da mi znać, żebym wiedziała co się dzieje, nic nie będzie ukrywał. Uwierzyłam mu, niestety po pół roku okazało się, że od tego czasu pisali ze sobą regularnie, umówili się również dwa razy na spotkanie - o żadnym z nich oczywiście nie wiedziałam. Po wyjściu na jaw, że ich kontakt jest na bieżąco podtrzymywany, poczułam się bardzo zraniona i w jakiś sposób zdradzona. Już wcześniej oszukał mnie co do osoby swojej byłej i kontaktu z nią. Po tym kłamstwie obiecał być szczerym, co niestety się nie udało. Postanowiłam dać mu ostatnią szansę, niestety zauważam, że mam ogromny problem z zaufaniem mu, triggeruje mnie, gdy wychodzi na spotkania sam beze mnie lub pisze z kimś na telefonie. Nie wiem jak możemy odbudować zaufanie, czy jest to w ogóle możliwe. Bardzo długo rozmawialiśmy na ten temat, starał się wytłumaczyć mi dlaczego tak robił, przyznał się że, kłamał i mnie przeprosił oraz że on o niej myśli wyłącznie jak o znajomej i do niczego nie doszło. Chciałabym w to uwierzyć, ale niestety na razie nie jestem w stanie. Czy terapia byłaby dobrym rozwiązaniem? Jak możemy naprawić zaufanie w naszej relacji?
Związek z dużo starszym partnerem z dziećmi – brak akceptacji rodziny, zazdrość o czas i obawy o przyszłość
Hej! Mam takie ważne pytanie i do końca nie wiem jak sobie z tym poradzić! Mam partnera o 25 lat starszego ode mnie i nasza relacja jest cudowna, kochamy się jesteśmy bardzo za sobą! Ale z mojej strony czasami przychodzą takie chwile zwątpienia - z jednej strony moja najbliższa rodzina bardzo nie akceptuje tego związku, a z drugiej strony on ma dwójkę dzieci (11-letnich bliźniaków). Pomimo tego że nie daje mi odczuć że dzieci są najważniejsze, że jakby nie muszę konkurować o czas z nimi.. Ale mimo wszystko czasem czuję że nigdy nie będę miała go w 100% dla siebie, bo a to tutaj jeździ z nimi na angielski, a to na judo; i przez to bardzo też odwlekam nasze wspólne zamieszkanie a bo boję się że on będzie na przykład trzy razy w tygodniu jeździł z nimi a ja się w domu będę nudziła. Jak się uwolnić od tych myśli bo my się naprawdę kochamy? A przez to że ja czasami myślę, że ja nigdy nie będę dla niego najważniejsza bo on ma dzieci to bardzo to we mnie jakby powoduje takie negatywne nastawienie i przez to że rodzina też nie akceptuje tego związku? Co powinnam sobie poukładać w mojej głowie jakie pytania po zadawać, co przemyśleć? Czy taki związek na dłuższą metę gdzie mężczyzna jest starszy ode mnie o 25 lat ma sens? Pozdrawiam i dziękuję za wszelkie odpowiedzi!
Niskie poczucie własnej wartości i problemy z wyglądem - jak sobie poradzić?
Mam trądzik i bardzo niskie poczucie własnej wartości. Dodatkowo z każda porażka w pracy czy w życiu codziennym jest poniżej zera. Potęguje. Nie mam nikogo, jestem z tym sama. Jak mam z tego wyjść? Nie mam kontaktu z rodzina, nie mam za bardzo znajomych, nie umiem wyjść do ludzi ani tym bardziej znaleźć sobie chłopaka. Dopada mnie prawie 30. Jestem bezradna. Byłam u wszystkich specjalistów, mam dobrane leki, chodzę do kosmetologa staram się robić co mogę ze swoją twarzą. Niestety jest to walka z wiatrakami. Mój wygląd bardzo mocno przekłada się na moja psychikę. Błędne koło. Nie daje sobie z tym rady, nie umiem tego opanować..
Manipulacja i przemoc emocjonalna w związku po separacji

Od 2 lat jestem w separacji z mężem i poznałam nowego partnera. Na początku było ok ,ale mój nowy partner zadal ode mnie żebym rozwiodła się jak najszybciej. Podejrzewam ze chodziło mu o pieniądze której miała dostać od byłego męża ,w momencie rozwodu, które jak sadze pomogły by mu, bo jego firma prawie bankrutowała. Były tez inne sytuacje które mnie niepokoiły. Po kłótni z była zona o alimenty, pod wpływem alkoholu partner zaczął mi wysyłać okropne meile, wyzywać, życzyć śmierci. Kiedy pierwszy raz otrzymałam od niego te wiadomość, byłam w takim szoku ,ze zabrało mi kilka dni żeby przyjść do siebie. Przeprosił wybaczyłam, ale sytuacje się powtarzały, kłótnie, karanie cichymi dnia za brak zgody na intymność. Raz nagle napisał mi ze chce umrzeć, ze ma bardzo poważne problemy finansowe i emocjonalne i nie chce mnie w to wciągać, kazał żebym go zostawiła. Prawie wezwałam policje bo obawiałam się ze targnie na własne życie. Po rozmowie okazało się ,ze była zona nie zgodziła się wysyłać syna bo córki doniosły matce ,ze był pisany cały weekend. Ten związek zaczął przypominać moje małżeństwo, nigdy nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja. Raz wszystko było dobrze, za chwile drama, nie wiadomo z jakiego powodu. Każde spotkanie kończyło się przesłuchaniem, jakie są postępy w sprawie rozwodu. To sprawiło ze przestalam spieszyć się z rozwodem, pomimo ze nowy partner naciskał na to i postanowiłam nie iść z byłym mężem na ugodę, na tylko zabezpieczyć swoje sprawy dla przyszłości siebie i dziecka, bo zaczęłam mieć przeczucie ze na nowego partnera nie mogę liczyć. Potem stało się cos, co przelało czarę. Byłam w domu z dzieckiem, a mój partner zazadam żeby nagralam film erotyczny. Oczywiście się nie zgodziłam i powiedziałam ze wszystko skończone. Zerwałam kontakt. Po 2 miesiącach przyslam mi zaproszenie na ślub. Pogratulowałam i myślałam ze sprawa załatwiona, ale się myliłam. Napisał mi ze skoro ja nadal jestem mężatka ,to teraz i on będzie żonaty i chce żebyśmy kontynuowali nasze spotkanie. On twierdzi ze mówił mi ze nie mogl być sam, podejrzewam ze trudno było mu poradzić bez kobiety w domu i finansowo, a mój rozwód się przedłuża wiec on się ożeni i będziemy będziemy kontynuować nasza znajomość jak dawnie. Nęka mnie meila. Pisze ze zawsze będę jego ku××a, ze nic mi nie pomoże. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić? Boje się ze on jest niezrównoważony? czy w przypadku jeśli się nie uspokoi powinnam zgłosić się na policje? proszę o pomoc bo jestem z tym wszystkim sama.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!