Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku

Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
User Forum

Annna_98

1 miesiąc temu
Tomasz Pastok

Tomasz Pastok

Dzień dobry,

rozumiem Pani zagubienie. Po 8 latach dylemat o wspólnym zamieszkaniu to ogromny krok. Z Pani wiadomości wynika jednak, że wybór miasta to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe wyzwania, z którymi się mierzycie, dotyczą komunikacji, granic i prawa do niezależności.

 

Zanim zapadnie decyzja o przeprowadzce, warto przyjrzeć się trzem kwestiom:

- Bierze Pani na siebie mnóstwo winy (np. za trening). Tymczasem Pani pasje i znajomi to zdrowe elementy dorosłego życia. Oczekiwanie, by codziennie o 20:00 była Pani wyłącznie do dyspozycji partnera, narusza Pani prawo do swobody.

- 28-letni partner unika rozmów przez telefon z obawy przed rodzicami za ścianą. To sygnał braku wyraźnych granic z rodziną. Przeprowadzka na jego teren i wejście w jego utarte schematy może sprawić, że poczuje się Pani osamotniona i zależna.

- Kiedy stawia Pani mądrą granicę w kłótni („porozmawiamy, jak się uspokoisz”), partner zarzuca Pani ucieczkę i zrzuca na Panią odpowiedzialność za swoje wybuchy.

 

Co z przeprowadzką? Uleganie i przeprowadzka w poczuciu rezygnacji ze swojego życia to obecnie bardzo ryzykowne wyjście. Zmiana adresu nie rozwiąże tych problemów. Zamiast tego polecam podjęcie terapii dla par. Jeśli partner odmówi, bardzo zachęcam do wsparcia indywidualnego dla Pani, by wzmocnić poczucie własnej wartości i przestać przepraszać za to, że ma Pani własne życie.

 

Wszystkiego dobrego

Tomasz Pastok

Centrum Wsparcia Mentaly

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Pani Anno,

taki impas relacyjny na pewno nie jest łatwy dla Pani i może odbierać radość, budować poczucie osamotnienia i niezrozumienia. Gdybym rozpoczęła z Państwem pracę w gabinecie, zdecydowanie starałabym się ustalić co może być pod Państwa racjonalnymi argumentami związanymi z przewagą mieszkania w mieście o innej wielkości. Ile jest tam lęku i obaw, ile żalu a ile przekonań i powinności - które pojawiły się w trakcie związku i dlaczego, a które wnieśliście "w wianie" z przeszłych doświadczeń. A może różnicie się pod względem wyznawanych wartości, gdzie dla Pani Partnera ważniejsze jest bezpieczeństwo finansowe i spokój a dla Pani kontakty społeczne i samorealizacja. Dopiero wtedy można zająć się pracą już z konkretnymi problemami w relacji.

 

Chcąc być zgodna z etyką i odpowiedzialnością zawodową nie mogę Państwu "doradzić" takiego czy innego rozwiązania. Zachęcam jednak do poprzyglądania się Pańtwa trudnościom w obecności terapeutki/ty par. W innym wypadku możecie dojść do momentu, w którym ktoś pod naciskiem drugiej osoby, będzie musiał ulec - a wtedy ten impas relacyjny może się jedynie pogłębić i ugruntować a w relacji może być wtedy więcej żalu niż miłości, czułości i poczucia bezpieczeństwa.

 

Wszystkiego dobrego!

Patrycja Wójcik

1 miesiąc temu
Alicja Niewęgłowska

Alicja Niewęgłowska

Dzień dobry Pani Anno,

dziękuję za podzielenie się swoją historią. Z tego, co Pani opisuje, widać, że przeżywa Pani duży dylemat dotyczący przyszłości związku i wspólnego miejsca do życia.

Patrząc z boku, można zauważyć, że zarówno Pani, jak i partner macie ważne argumenty przemawiające za pozostaniem w swoich obecnych miejscach. 

Wyobrażam sobie, że podjęcie decyzji jest trudne – szczególnie po tylu latach relacji, kiedy każde z Was zdążyło już w pewnym stopniu ułożyć swoje życie tam, gdzie mieszka.

Z Pani opisu wynika też, że temat wspólnego zamieszkania stał się źródłem dużego napięcia między Wami. Pojawiają się kłótnie, poczucie zmęczenia sytuacją, a także trudności w komunikacji. Jednocześnie pisze Pani o samotności i o tym, że zaczyna Pani budować swoje życie również poza relacją – poprzez aktywności, dbanie o siebie czy szukanie nowych znajomości.

To wszystko może być dla Pani bardzo obciążające emocjonalnie.

To, co przychodzi mi do głowy, to próba spokojnej, szczerej rozmowy o tym, czego każde z Was naprawdę potrzebuje w tej relacji i jak wyobraża sobie wspólną przyszłość. Czasem pomocna bywa rozmowa w obecności terapeuty par, który pomaga usłyszeć się nawzajem i uporządkować trudne tematy.

Mam też wrażenie, że w tej sytuacji ważne może być przyjrzenie się temu, co jest dla Pani najważniejsze: czego potrzebuje Pani od związku, jak chce Pani żyć na co dzień i na jakie kompromisy jest Pani gotowa, a na jakie nie.

Jeśli czuje Pani, że jest w tym dużo emocji i niepewności, rozmowa z psychoterapeutą indywidualnie również może być pomocna. Nie po to, by ktoś powiedział Pani, co powinna zrobić, ale by mogła Pani lepiej zrozumieć swoje uczucia i potrzeby oraz zobaczyć, co w tej sytuacji jest dla Pani najbardziej ważne.

Trzymam kciuki za Panią

Pozdrawiam serdecznie

Alicja Niewęgłowska

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Opisuje Pani sytuację, w której narasta wiele napięć jednocześnie - związanych zarówno z odległością, codziennym funkcjonowaniem w dwóch różnych miejscach, jak i z trudnościami w komunikacji. Długotrwałe funkcjonowanie w relacji na odległość może sprzyjać frustracji, poczuciu samotności czy narastaniu drobnych konfliktów, które z czasem zaczynają mieć większą wagę. W takiej sytuacji pomocne bywa spokojne przyglądanie się potrzebom obojga partnerów i próba rozmowy o nich w sposób możliwie bezpieczny - skoncentrowany na własnych odczuciach i potrzebach, a nie na wzajemnych zarzutach (np. Ja czuje x, gdy ty robisz y, bo potrzebuje z). Taki sposób komunikacji sprzyja temu, aby obie strony mogły poczuć się wysłuchane i mniej uruchamiał mechanizmy obronne, które często pojawiają się podczas napiętych rozmów.
 

Z Pani opisu wynika również, że temat miejsca zamieszkania stał się źródłem większych różnic dotyczących stylu życia, poczucia bezpieczeństwa czy ważnych aktywności w codzienności. Warto dać sobie przestrzeń na spokojne omówienie tych kwestii oraz zastanowienie się, jakie rozwiązania byłyby możliwe do sprawdzenia w praktyce, bez konieczności podejmowania natychmiastowej, ostatecznej decyzji. Jednocześnie ważne jest zadbanie o własne potrzeby, relacje społeczne i aktywności, które pomagają utrzymać dobrostan. Związek powinien mieć w życiu istotne miejsce, ale nie musi oznaczać rezygnacji z innych ważnych obszarów funkcjonowania.


Jeśli rozmowy między Państwem często kończą się napięciem lub poczuciem niezrozumienia, czasami pomocna bywa także rozmowa przy wsparciu specjalisty, np. w ramach konsultacji dla par. Taka przestrzeń pozwala uporządkować wątki, które w codziennych rozmowach łatwo przeradzają się w konflikt.

Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

1 miesiąc temu
Dominika Pasterczyk

Dominika Pasterczyk

Dzień dobry,

dziękuję za tak otwarte i szczegółowe opisanie swojej sytuacji. Z Pani wiadomości widać, że jest Pani w bardzo trudnym i emocjonalnie obciążającym momencie. Po ośmiu latach związku naturalne jest, że pojawia się potrzeba wspólnej codzienności i podjęcia decyzji dotyczącej przyszłości. Brak porozumienia w tej sprawie może budzić dużo frustracji, napięcia i poczucia utknięcia w miejscu.

Z Pani opisu wynika, że mierzycie się właściwie z dwoma ważnymi obszarami trudności. Pierwszy dotyczy bardzo konkretnej decyzji życiowej – miejsca zamieszkania, pracy i stylu życia. Każde z Państwa ma w tej kwestii racjonalne argumenty i potrzeby, które są dla Was ważne. W takich sytuacjach często nie chodzi o znalezienie „obiektywnie najlepszego” rozwiązania, ale o sprawdzenie, czy w relacji jest przestrzeń na kompromis, elastyczność i wspólne szukanie rozwiązań.

Drugi obszar, który pojawia się w Pani opisie, dotyczy sposobu komunikacji między Państwem. Pisze Pani o kłótniach, emocjonalnych reakcjach partnera, poczuciu presji związanej z poświęcaniem czasu oraz o tym, że często kończy się to wycofaniem z rozmowy lub poczuciem niezrozumienia. W wielu związkach to właśnie trudności w komunikacji sprawiają, że nawet możliwe do rozwiązania problemy zaczynają narastać i powodować coraz większy dystans między partnerami.

Zwraca uwagę również to, że zaczęła Pani bardziej dbać o swoje potrzeby – zdrowie, aktywność fizyczną czy relacje społeczne – a jednocześnie spotyka się to z krytyką ze strony partnera. W zdrowej relacji ważne jest, aby obie osoby miały przestrzeń zarówno na budowanie związku, jak i na własny rozwój, zainteresowania i kontakty z innymi ludźmi.

Nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie, kto powinien się przeprowadzić ani które rozwiązanie byłoby „właściwe”. Czasami pomocne bywa potraktowanie zmiany jako rozwiązania próbnego (np. zamieszkanie w jednym miejscu na określony czas i sprawdzenie, jak w tym funkcjonujecie). Jednak zanim zapadną konkretne decyzje, często warto przyjrzeć się temu, czy w relacji jest poczucie wzajemnego słuchania, szacunku dla potrzeb drugiej osoby i gotowość do wspólnego szukania rozwiązań.

Z Pani wiadomości wyraźnie przebija także poczucie zmęczenia i samotności w tej relacji. To ważne sygnały emocjonalne, którym warto się przyjrzeć spokojniej i głębiej.

Jeśli czuje Pani, że trudno jest samodzielnie uporządkować te kwestie lub że rozmowy z partnerem kończą się napięciem, pomocna może być rozmowa z psychologiem – indywidualnie lub w formie konsultacji dla par.

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Anno,

 

Czytając Pani historię mam wrażenie, że od dłuższego czasu próbują Państwo rozwiązać problem, który tak naprawdę nie dotyczy miasta, tylko gotowości do wspólnego życia.

Gdy dwie osoby naprawdę podejmują decyzję, że chcą budować codzienność razem, zwykle zaczynają szukać rozwiązań. U Państwa natomiast od 8 lat trwa raczej negocjowanie, kto będzie musiał z czego zrezygnować.

Dlatego być może ważniejsze pytanie brzmi nie „gdzie zamieszkać”, ale:
czy oboje jesteście w tym samym miejscu gotowości do zmiany swojego życia.

Z Pani opisu pojawia się też coś jeszcze , kiedy zaczęła Pani bardziej zadbać o siebie, o zdrowie, ruch, znajomości, partner reaguje na to złością lub zarzutem, że związek przestaje być na pierwszym miejscu a zdrowa relacja zwykle działa odwrotnie: dwie osoby mają swoje życie i spotykają się w nim – nie rezygnując z siebie nawzajem.

Czasem w takich momentach warto zatrzymać się i zadać sobie bardzo uczciwe pytanie:
czy my naprawdę idziemy w stronę wspólnego życia… czy raczej od lat krążymy wokół decyzji, której nikt z nas nie chce wziąć na siebie.

To trudne pytanie, ale często właśnie ono porządkuje najwięcej.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Anno, 

Opisuje Pani sytuację, w której problem z miejscem zamieszkania wydaje się być jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Po 8 latach związku na odległość, Państwa relacja utknęła w martwym punkcie, ponieważ opiera się na dwóch zupełnie różnych wizjach życia i – co niepokojące – na braku równowagi w szacunku do wzajemnych potrzeb.

Z perspektywy psychologicznej warto zwrócić uwagę na kilka sygnałów ostrzegawczych.

Partner krytykuje Pani chęć rozwoju, nazywając to „przedkładaniem innych rzeczy nad związek”. W zdrowej relacji pasje partnera są powodem do dumy, a nie zarzutów.

Propozycja, by to Pani zrezygnowała z pracy i przeprowadziła się „na próbę”, obarcza Panią całym ryzykiem życiowym. Jednocześnie partner nie chce rozmawiać przez telefon przy rodzinie, co sugeruje, że mimo 28 lat, mentalnie wciąż jest bardzo silnie związany z domem rodzinnym.

Stosowanie ironii, podnoszenie głosu i przerzucanie winy „zapominasz przez siłownię” to formy manipulacji, które mają wywołać w Pani poczucie winy.

Rozwiązanie techniczne jest racjonalne, ale nie naprawi problemu, jeśli partner nie akceptuje Pani stylu życia. Mieszkanie w małym mieście, gdy kocha Pani dynamikę metropolii, przy partnerze, który izoluje Panią od nowych znajomości, może prowadzić do szybkiego poczucia nieszczęścia i osamotnienia. Zanim podejmie Pani decyzję o przeprowadzce, warto zadać sobie pytanie: czy chce Pani dzielić życie z osobą, przy której czuje się Pani winna za to, że dba o siebie?

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

1 miesiąc temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, to nie tylko kwestia miejsca zamieszkania, ale szerszy kryzys – dotyczący codzienności, komunikacji i tego, jak wygląda Wasza relacja na co dzień.

Z jednej strony oboje chcecie być razem, z drugiej widać, że Wasze potrzeby i wizje życia są dość różne. I to napięcie zaczyna być coraz bardziej odczuwalne – w kłótniach, frustracji, poczuciu samotności.

Wybrzmiewa też, że jest Pani już zmęczona funkcjonowaniem „od weekendu do weekendu” i brakiem realnej bliskości. Do tego dochodzi poczucie, że ważne dla Pani rzeczy (aktywności, znajomości) stają się źródłem napięć zamiast być czymś naturalnym.

To, co może być teraz kluczowe, to nie tylko pytanie „gdzie zamieszkać”, ale:

czy i na ile Wasze style życia, potrzeby i sposób bycia w relacji są do pogodzenia w dłuższej perspektywie.

To, że nie ma tu jednej prostej decyzji, jest zrozumiałe.

Ale to, jak Pani się w tym wszystkim czuje – też jest ważnym sygnałem.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

29 dni temu

Zobacz podobne

Chłopak okazał się gejem. Bardzo go kocham... Nie umiem sobie z tym poradzić.
Chłopak okazał się gejem. Bardzo go kocham... Nie umiem sobie z tym poradzić.
Chciałbym wiedzieć dlaczego dziewczyna się na mnie denerwuje wtedy kiedy ja się na cokolwiek złoszczę np. coś mi się nie uda i jestem zły i to pokazuje to ona odrazu ma problem i jest na mnie zła za to że się zdenerwowałem i w dodatku nie na nią czuję się jakbym nie mógł przy niej pokazywać że coś mi się nie podoba
Brak wsparcia w małżeństwie, zmęczenie i presja na urozmaicenie życia intymnego

Witam, mąż ciągle ma do mnie pretensje, że się nim nie zajmuje (nie przytulam, nie inicjuje sexu, nie zajmuje się nim wieczorami). Mamy 3 dzieci, w tym najmłodsze 2-letnie. Jestem w domu, nie pracuje, zajmuje się domem, wszystko jest na mojej głowie. 

Mąż wraca z pracy, dostaje obiad i cały wieczór spędza na kanapie, nic go nie interesuje, nawet nie poświęci trochę czasu dzieciakom. Potem ma ciągle pretensje, że ja się nim nie zajmuje, że tylko śpię. Kładę najmłodsze dziecko spać, to po prostu usypiam ze zmęczenia. Na mojej głowie są wszystkie zajęcia dodatkowe, zakupy. Jak wyjdę od czasu do czasu z koleżankami na spacer to wielkie pretensje o to. 

Według niego powinnam siedzieć w domu i jak położę dziecko spać to się nim zajmować. On wcale nie pomaga mi w niczym. 

Ja po prostu nie mam siły chyba psychicznie już z nim spędzać czasu, bo ciągle mówi to samo. A jeszcze najgorsze, że chce urozmaicić nasz sex, żebyśmy poszli na sex w trójkącie, bo to go podnieca. I chce urozmaicić sex, bo za niedługo już mu nie będzie się chciało, a ja nie zgadzam się na to. 

Już sama nie wiem, co myśleć o naszym związku. Jesteśmy ze sobą 20 lat i nie wiem, co może mnie czekać później.

Partner wyjeżdża do rodziny, a ja czuję zazdrość i odrzucenie – jak sobie z tym poradzić?
Mieszkam z moim partnerem dość daleko od miejsca zamieszkania jego rodziny. Mój partner kilka razy w roku wyjeżdża do swojej rodziny na tydzień lub dwa. Ja nie jadę z nim, bo nie odczuwam takiej potrzeby i wolę ten czas spędzić w inny sposób. Jestem trochę zazdrosna o te wyjazdy. Z jednej strony rozumiem jego potrzebę kontaktu z rodziną. Z drugiej czuję się trochę samotna i odrzucona gdy on jedzie. Mam niby świadomość, że jego wyjazdy wynikają z chęci kontaktu z rodziną, a nie z jakiegoś urazu względem mnie. Ale mimo tego jestem smutna i zła gdy on jedzie. Mam też czasem wrażenie, że on tam jedzie aby zrobić mi na złość. Czasem się o to kłócimy. Zastanawiam się jak rozwiązać ten problem i co mogę zrobić po swojej stronie, aby lepiej przeżywać ten czas oraz lepiej się dogadywać z partnerem w tej kwestii.
Problemy w związku po diagnozie autyzmu
Nie wiem co dalej zrobić ze związkiem. Uderzyło mnie to dzisiaj. Mam jutro urodziny. Mój narzeczony kupił mi książkę o autyzmie i grę planszowa, którą sam chciał dostać (sama się domyśliłam i on potwierdził, że to jest to). Jest mi okropnie źle i nie umiem już podjąć rozmowy. Zostałam niedawno zdiagnozowana jako osoba autystyczna, stąd ta książka, ale po prostu boli mnie ta sytuacja. Od zawsze byłam osobą, która kupowała prezenty z wyprzedzeniem. Starannie je wybierałam i zbierałam informacje, jaki prezent kto chciałby dostać. Jako dziecko zawsze irytowało mnie jak dostawałam pieniądze lub słodycze i niewiele się to zmieniło jak już jestem dorosła. Zrozumiałam jednak, że nie każdy ma czas i chęci, więc przestałam zwracać na to uwagę, liczył się gest. Nie chcę brzmieć jak egoistka. Po prostu jest wiele rzeczy, które się na siebie nakładają. Kiedy ja szukałam przez pół roku planszowki na święta dla niego, on mi dał bluzę i ozdobny widelec. Wtedy cieszyłam się bardzo, bo liczył się dla mnie gest. Tak samo z innych okazji. Vouchery, łańcuszek, kino. Z mojej strony było to wyjście do teatru, kilka planszowek pod rząd, aparat fotograficzny. Po prostu chciałam żeby on się poczuł dobrze, nie oczekiwałam od niego niczego takiego wzamian. Zawsze praca, później wraca do domu i gra na konsoli- to jest jego każdy dzień. Ma problem z obejrzeniem filmików, które wysyłam mu w ciągu dniach na mediach, ok. Chciałabym żeby robił zdjęcia mi, a nie tylko otoczeniu,ok. Będąc na zwolnieniu codziennie sprzątam i gotuję, a on pyta się "gdzie są moje skarpetki?", " czy jedzenie jest już gotowe?" (Bez pretensji w głosie), " czy mam się najpierw umyć czy nałożysz jeść?" ,ok. Ale to się piętrzy i dzisiaj mam wrażenie, że coś we mnie pękło. Nadal uważam, że go kocham i życzę mu dobrze, ale nie wiem co dalej. Kupiliśmy planem do planowania pieniędzy,a jedynie co się z nim stało to się kurzy. Jest tak z wieloma rzeczami. Moją codzienność to gotowanie i czekanie na niego, aż wróci z pracy. Jest jedyną osobą, która wie o mnie WSZYSTKO. Opowiedziałam o sobie każdą możliwą historię i traumę, ale łapię go na tym, że nie zawsze słucha. Bo to wygląda tak, że mam zrywy, kiedy zaczynam mówić I mówię tak np. godzinę na temat, który mnie interesuję. On w tym czasie gra na konsoli i mówi, że słucha. Gdy zadaję mu jakieś pytanie, okazuje się że wcale nie słuchał. To naprawdę mnie boli. Z góry też chcę uprzedzić, że nie mam ochoty wychodzić z domu, mieć nowe znajomości. Zawsze był on i kropka, to odpowiadało mi i jemu. Są jacyś znajomi z którymi widzimy się ra zna miesiąc lub dwa, ale spędzamy czas tylko że sobą. Na rodzinę nie mogę niestety liczyć. Każda moją znajomość kończyła się wykorzystaniem mnie, np. zazwyczaj finansowym lub seksualnym. Czasami muszę powtarzać wiele razy "nie", ale w końcu on odwraca się i odpuszcza, chociaż jest obrażony. Na poprzednie urodziny dostałam łańcuszek i ciasto, które dostałam tylko dlatego, że zaczęłam płakać (na każde urodziny dostaję tort, chociażby ciastko że świeczką). U mojego narzeczonego nie obchodziło się urodzin z tortem, wręczało się tylko pieniądze, alkohol, tyle. Rozumiem jego sytuację, ale nie wiem czy będę kiedykolwiek szczęśliwa. Zabrzmię bardzo narcystycznie, ale w tym momencie nie miałabym jak i gdzie mieszkać, jeśli się z nim rozstanę. Emocjonalnie wiem, że nie dam rady. Wiem, że każdy tak mówi, ale ja naprawdę bardzo poważnie traktuję relacje z drugim człowiekiem. Ja mojego partnera naprawdę kocham, ale nie potrafię już dlaje z nim rozmawiać, podejmować się dyskusji - każda próba rozmowy kończy się kłótnią. Do tego dochodzi moją myśl, że on może mieć ADHD, ale on nie chce nic z tym robić. To bardzo trudne kiedy wszystko mu wypada z rąk i zapomina co sam przed chwilą mówił. Chciałabym radę, analizę sytuacji z perspektywy trzeciej osoby, specjalisty. Bardzo tego potrzebuję.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!