Left ArrowWstecz

Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku

Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
User Forum

Annna_98

3 miesiące temu
Tomasz Pastok

Tomasz Pastok

Dzień dobry,

rozumiem Pani zagubienie. Po 8 latach dylemat o wspólnym zamieszkaniu to ogromny krok. Z Pani wiadomości wynika jednak, że wybór miasta to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe wyzwania, z którymi się mierzycie, dotyczą komunikacji, granic i prawa do niezależności.

 

Zanim zapadnie decyzja o przeprowadzce, warto przyjrzeć się trzem kwestiom:

- Bierze Pani na siebie mnóstwo winy (np. za trening). Tymczasem Pani pasje i znajomi to zdrowe elementy dorosłego życia. Oczekiwanie, by codziennie o 20:00 była Pani wyłącznie do dyspozycji partnera, narusza Pani prawo do swobody.

- 28-letni partner unika rozmów przez telefon z obawy przed rodzicami za ścianą. To sygnał braku wyraźnych granic z rodziną. Przeprowadzka na jego teren i wejście w jego utarte schematy może sprawić, że poczuje się Pani osamotniona i zależna.

- Kiedy stawia Pani mądrą granicę w kłótni („porozmawiamy, jak się uspokoisz”), partner zarzuca Pani ucieczkę i zrzuca na Panią odpowiedzialność za swoje wybuchy.

 

Co z przeprowadzką? Uleganie i przeprowadzka w poczuciu rezygnacji ze swojego życia to obecnie bardzo ryzykowne wyjście. Zmiana adresu nie rozwiąże tych problemów. Zamiast tego polecam podjęcie terapii dla par. Jeśli partner odmówi, bardzo zachęcam do wsparcia indywidualnego dla Pani, by wzmocnić poczucie własnej wartości i przestać przepraszać za to, że ma Pani własne życie.

 

Wszystkiego dobrego

Tomasz Pastok

Centrum Wsparcia Mentaly

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Pani Anno,

taki impas relacyjny na pewno nie jest łatwy dla Pani i może odbierać radość, budować poczucie osamotnienia i niezrozumienia. Gdybym rozpoczęła z Państwem pracę w gabinecie, zdecydowanie starałabym się ustalić co może być pod Państwa racjonalnymi argumentami związanymi z przewagą mieszkania w mieście o innej wielkości. Ile jest tam lęku i obaw, ile żalu a ile przekonań i powinności - które pojawiły się w trakcie związku i dlaczego, a które wnieśliście "w wianie" z przeszłych doświadczeń. A może różnicie się pod względem wyznawanych wartości, gdzie dla Pani Partnera ważniejsze jest bezpieczeństwo finansowe i spokój a dla Pani kontakty społeczne i samorealizacja. Dopiero wtedy można zająć się pracą już z konkretnymi problemami w relacji.

 

Chcąc być zgodna z etyką i odpowiedzialnością zawodową nie mogę Państwu "doradzić" takiego czy innego rozwiązania. Zachęcam jednak do poprzyglądania się Pańtwa trudnościom w obecności terapeutki/ty par. W innym wypadku możecie dojść do momentu, w którym ktoś pod naciskiem drugiej osoby, będzie musiał ulec - a wtedy ten impas relacyjny może się jedynie pogłębić i ugruntować a w relacji może być wtedy więcej żalu niż miłości, czułości i poczucia bezpieczeństwa.

 

Wszystkiego dobrego!

Patrycja Wójcik

3 miesiące temu
Alicja Niewęgłowska

Alicja Niewęgłowska

Dzień dobry Pani Anno,

dziękuję za podzielenie się swoją historią. Z tego, co Pani opisuje, widać, że przeżywa Pani duży dylemat dotyczący przyszłości związku i wspólnego miejsca do życia.

Patrząc z boku, można zauważyć, że zarówno Pani, jak i partner macie ważne argumenty przemawiające za pozostaniem w swoich obecnych miejscach. 

Wyobrażam sobie, że podjęcie decyzji jest trudne – szczególnie po tylu latach relacji, kiedy każde z Was zdążyło już w pewnym stopniu ułożyć swoje życie tam, gdzie mieszka.

Z Pani opisu wynika też, że temat wspólnego zamieszkania stał się źródłem dużego napięcia między Wami. Pojawiają się kłótnie, poczucie zmęczenia sytuacją, a także trudności w komunikacji. Jednocześnie pisze Pani o samotności i o tym, że zaczyna Pani budować swoje życie również poza relacją – poprzez aktywności, dbanie o siebie czy szukanie nowych znajomości.

To wszystko może być dla Pani bardzo obciążające emocjonalnie.

To, co przychodzi mi do głowy, to próba spokojnej, szczerej rozmowy o tym, czego każde z Was naprawdę potrzebuje w tej relacji i jak wyobraża sobie wspólną przyszłość. Czasem pomocna bywa rozmowa w obecności terapeuty par, który pomaga usłyszeć się nawzajem i uporządkować trudne tematy.

Mam też wrażenie, że w tej sytuacji ważne może być przyjrzenie się temu, co jest dla Pani najważniejsze: czego potrzebuje Pani od związku, jak chce Pani żyć na co dzień i na jakie kompromisy jest Pani gotowa, a na jakie nie.

Jeśli czuje Pani, że jest w tym dużo emocji i niepewności, rozmowa z psychoterapeutą indywidualnie również może być pomocna. Nie po to, by ktoś powiedział Pani, co powinna zrobić, ale by mogła Pani lepiej zrozumieć swoje uczucia i potrzeby oraz zobaczyć, co w tej sytuacji jest dla Pani najbardziej ważne.

Trzymam kciuki za Panią

Pozdrawiam serdecznie

Alicja Niewęgłowska

3 miesiące temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Opisuje Pani sytuację, w której narasta wiele napięć jednocześnie - związanych zarówno z odległością, codziennym funkcjonowaniem w dwóch różnych miejscach, jak i z trudnościami w komunikacji. Długotrwałe funkcjonowanie w relacji na odległość może sprzyjać frustracji, poczuciu samotności czy narastaniu drobnych konfliktów, które z czasem zaczynają mieć większą wagę. W takiej sytuacji pomocne bywa spokojne przyglądanie się potrzebom obojga partnerów i próba rozmowy o nich w sposób możliwie bezpieczny - skoncentrowany na własnych odczuciach i potrzebach, a nie na wzajemnych zarzutach (np. Ja czuje x, gdy ty robisz y, bo potrzebuje z). Taki sposób komunikacji sprzyja temu, aby obie strony mogły poczuć się wysłuchane i mniej uruchamiał mechanizmy obronne, które często pojawiają się podczas napiętych rozmów.
 

Z Pani opisu wynika również, że temat miejsca zamieszkania stał się źródłem większych różnic dotyczących stylu życia, poczucia bezpieczeństwa czy ważnych aktywności w codzienności. Warto dać sobie przestrzeń na spokojne omówienie tych kwestii oraz zastanowienie się, jakie rozwiązania byłyby możliwe do sprawdzenia w praktyce, bez konieczności podejmowania natychmiastowej, ostatecznej decyzji. Jednocześnie ważne jest zadbanie o własne potrzeby, relacje społeczne i aktywności, które pomagają utrzymać dobrostan. Związek powinien mieć w życiu istotne miejsce, ale nie musi oznaczać rezygnacji z innych ważnych obszarów funkcjonowania.


Jeśli rozmowy między Państwem często kończą się napięciem lub poczuciem niezrozumienia, czasami pomocna bywa także rozmowa przy wsparciu specjalisty, np. w ramach konsultacji dla par. Taka przestrzeń pozwala uporządkować wątki, które w codziennych rozmowach łatwo przeradzają się w konflikt.

Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

3 miesiące temu
Dominika Pasterczyk

Dominika Pasterczyk

Dzień dobry,

dziękuję za tak otwarte i szczegółowe opisanie swojej sytuacji. Z Pani wiadomości widać, że jest Pani w bardzo trudnym i emocjonalnie obciążającym momencie. Po ośmiu latach związku naturalne jest, że pojawia się potrzeba wspólnej codzienności i podjęcia decyzji dotyczącej przyszłości. Brak porozumienia w tej sprawie może budzić dużo frustracji, napięcia i poczucia utknięcia w miejscu.

Z Pani opisu wynika, że mierzycie się właściwie z dwoma ważnymi obszarami trudności. Pierwszy dotyczy bardzo konkretnej decyzji życiowej – miejsca zamieszkania, pracy i stylu życia. Każde z Państwa ma w tej kwestii racjonalne argumenty i potrzeby, które są dla Was ważne. W takich sytuacjach często nie chodzi o znalezienie „obiektywnie najlepszego” rozwiązania, ale o sprawdzenie, czy w relacji jest przestrzeń na kompromis, elastyczność i wspólne szukanie rozwiązań.

Drugi obszar, który pojawia się w Pani opisie, dotyczy sposobu komunikacji między Państwem. Pisze Pani o kłótniach, emocjonalnych reakcjach partnera, poczuciu presji związanej z poświęcaniem czasu oraz o tym, że często kończy się to wycofaniem z rozmowy lub poczuciem niezrozumienia. W wielu związkach to właśnie trudności w komunikacji sprawiają, że nawet możliwe do rozwiązania problemy zaczynają narastać i powodować coraz większy dystans między partnerami.

Zwraca uwagę również to, że zaczęła Pani bardziej dbać o swoje potrzeby – zdrowie, aktywność fizyczną czy relacje społeczne – a jednocześnie spotyka się to z krytyką ze strony partnera. W zdrowej relacji ważne jest, aby obie osoby miały przestrzeń zarówno na budowanie związku, jak i na własny rozwój, zainteresowania i kontakty z innymi ludźmi.

Nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie, kto powinien się przeprowadzić ani które rozwiązanie byłoby „właściwe”. Czasami pomocne bywa potraktowanie zmiany jako rozwiązania próbnego (np. zamieszkanie w jednym miejscu na określony czas i sprawdzenie, jak w tym funkcjonujecie). Jednak zanim zapadną konkretne decyzje, często warto przyjrzeć się temu, czy w relacji jest poczucie wzajemnego słuchania, szacunku dla potrzeb drugiej osoby i gotowość do wspólnego szukania rozwiązań.

Z Pani wiadomości wyraźnie przebija także poczucie zmęczenia i samotności w tej relacji. To ważne sygnały emocjonalne, którym warto się przyjrzeć spokojniej i głębiej.

Jeśli czuje Pani, że trudno jest samodzielnie uporządkować te kwestie lub że rozmowy z partnerem kończą się napięciem, pomocna może być rozmowa z psychologiem – indywidualnie lub w formie konsultacji dla par.

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Anno,

 

Czytając Pani historię mam wrażenie, że od dłuższego czasu próbują Państwo rozwiązać problem, który tak naprawdę nie dotyczy miasta, tylko gotowości do wspólnego życia.

Gdy dwie osoby naprawdę podejmują decyzję, że chcą budować codzienność razem, zwykle zaczynają szukać rozwiązań. U Państwa natomiast od 8 lat trwa raczej negocjowanie, kto będzie musiał z czego zrezygnować.

Dlatego być może ważniejsze pytanie brzmi nie „gdzie zamieszkać”, ale:
czy oboje jesteście w tym samym miejscu gotowości do zmiany swojego życia.

Z Pani opisu pojawia się też coś jeszcze , kiedy zaczęła Pani bardziej zadbać o siebie, o zdrowie, ruch, znajomości, partner reaguje na to złością lub zarzutem, że związek przestaje być na pierwszym miejscu a zdrowa relacja zwykle działa odwrotnie: dwie osoby mają swoje życie i spotykają się w nim – nie rezygnując z siebie nawzajem.

Czasem w takich momentach warto zatrzymać się i zadać sobie bardzo uczciwe pytanie:
czy my naprawdę idziemy w stronę wspólnego życia… czy raczej od lat krążymy wokół decyzji, której nikt z nas nie chce wziąć na siebie.

To trudne pytanie, ale często właśnie ono porządkuje najwięcej.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Anno, 

Opisuje Pani sytuację, w której problem z miejscem zamieszkania wydaje się być jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Po 8 latach związku na odległość, Państwa relacja utknęła w martwym punkcie, ponieważ opiera się na dwóch zupełnie różnych wizjach życia i – co niepokojące – na braku równowagi w szacunku do wzajemnych potrzeb.

Z perspektywy psychologicznej warto zwrócić uwagę na kilka sygnałów ostrzegawczych.

Partner krytykuje Pani chęć rozwoju, nazywając to „przedkładaniem innych rzeczy nad związek”. W zdrowej relacji pasje partnera są powodem do dumy, a nie zarzutów.

Propozycja, by to Pani zrezygnowała z pracy i przeprowadziła się „na próbę”, obarcza Panią całym ryzykiem życiowym. Jednocześnie partner nie chce rozmawiać przez telefon przy rodzinie, co sugeruje, że mimo 28 lat, mentalnie wciąż jest bardzo silnie związany z domem rodzinnym.

Stosowanie ironii, podnoszenie głosu i przerzucanie winy „zapominasz przez siłownię” to formy manipulacji, które mają wywołać w Pani poczucie winy.

Rozwiązanie techniczne jest racjonalne, ale nie naprawi problemu, jeśli partner nie akceptuje Pani stylu życia. Mieszkanie w małym mieście, gdy kocha Pani dynamikę metropolii, przy partnerze, który izoluje Panią od nowych znajomości, może prowadzić do szybkiego poczucia nieszczęścia i osamotnienia. Zanim podejmie Pani decyzję o przeprowadzce, warto zadać sobie pytanie: czy chce Pani dzielić życie z osobą, przy której czuje się Pani winna za to, że dba o siebie?

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

3 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, to nie tylko kwestia miejsca zamieszkania, ale szerszy kryzys – dotyczący codzienności, komunikacji i tego, jak wygląda Wasza relacja na co dzień.

Z jednej strony oboje chcecie być razem, z drugiej widać, że Wasze potrzeby i wizje życia są dość różne. I to napięcie zaczyna być coraz bardziej odczuwalne – w kłótniach, frustracji, poczuciu samotności.

Wybrzmiewa też, że jest Pani już zmęczona funkcjonowaniem „od weekendu do weekendu” i brakiem realnej bliskości. Do tego dochodzi poczucie, że ważne dla Pani rzeczy (aktywności, znajomości) stają się źródłem napięć zamiast być czymś naturalnym.

To, co może być teraz kluczowe, to nie tylko pytanie „gdzie zamieszkać”, ale:

czy i na ile Wasze style życia, potrzeby i sposób bycia w relacji są do pogodzenia w dłuższej perspektywie.

To, że nie ma tu jednej prostej decyzji, jest zrozumiałe.

Ale to, jak Pani się w tym wszystkim czuje – też jest ważnym sygnałem.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Brak wiary w siebie, lęk przed kobietami i samotnością – jak zaakceptować życie w pojedynkę?
Chciałbym wreszcie zaakceptować samotność i realia życia. Odkąd byłem młodszy zawsze wiedziałem że o związkach kobietach mogę zapomnieć mam 23 lata i będzie tylko gorzej bez dobrej pracy pensji samochodu doświadczeń o kobietach mogę zapomnieć. Online naczytałem się dużo na temat tego co chcą i tylko bardziej mnie to dobija ale takie są realia życia kobiety chcą po prostu dużo pieniędzy dobrego wyglądu statusu ja tego nie mam i nie będę mieć a jest mi to bardzo ciężko zaakceptować. Zawsze byłem naiwny że jakaś szansę mam a już w szkole się ze mnie wyśmiewały i przygotowały do tego że nie mam. Internet bardzo dużo pomógł mi otworzyć oczy na temat kobiet ich natury i jest to przykra ale potrzebna prawda że bez statusu dużych pieniędzy super wyglądu tak naprawdę jesteś na dole samej hierarchi. Ja od zawsze byłem głupi brzydki wycofany boje się np do tej pory dalej jeździć spróbować prawa jazdy jeszcze raz nie mam tego czego chcą kobiety a żyjemy w czasach gdzie jako facet mam być coraz lepszy bogatszy itp. Czytam codziennie na ten temat i daję mi to ulgę ale jednocześnie ból bo wiem że jako facet tylko mój wygląd status pieniądze się liczą bo tego chcą kobiety taka jest ich natura. Dlatego chciałbym się przygotować do całego życia samemu jako prawiczek i po prostu zwykły szary nic nie warty człowiek tak naprawdę po tych wszystkich postach jeszcze bardziej boje się kobiet są po prostu straszne i dla nich liczy się tylko topka mężczyzn a ja do tej topki się nie zaliczam. Bo z moją pracą czy nawet mieszkaniem z rodzicami i już po prostu wolę omijać dziewczyny bo nie mam nic do zaoferowania i to robię bo czuję tylko strach i wstyd przed nimi. Już raz byłem wyśmiany za bycie prawiczkiem i nie chcę tego przechodzić jeszcze raz a bardzo ciężko jest mi zaakceptować to jakie są kobiety naprawdę. Staram się również zapomnieć o miłości bo wiem że to nie istnieje jest to brutalna prawda dlatego chciałbym znaleźć sposób jak ją wreszcie zaakceptować i żyć spokojnie bez tego wstydu że jestem i tak szarym zwykłym prawiczkiem i nic nie wartym śmieciem bez statusu. Codziennie widzę te dziewczyny studiujące lepsze czy czytam posty na temat że mężczyźni są nic nie warci bez statusu że nie zasługują na nic bez dobrego auta pieniędzy to dało mi do zrozumienia o brutalnej prawdzie o kobietach. Zawsze od dziecka bałem się dziewczyn byłem wyśmiewany nigdy nie były mną zainteresowane wtedy mi to nie przeszkadzało ale teraz wiem że takie jest moje życie prawiczek samotny i nic nie warty śmieć.
Czy samotność może wpływać na zdrowie psychiczne?
Czy samotność może wpływać na zdrowie psychiczne?
Utrudniająca mi życie zazdrość o partnerkę. Nie potrafię się uspokoić, przez wcześniejsze doświadczenia.
Witam. Mam pewien problem. Otóż jestem w relacji z pewną kobietą. Jestem strasznie o nią zazdrosny, boję się, że ktoś mi ją zabierze , że może pisać z innym facetem itd . Pomimo tego, że mówi, że nie mam się czego bać, bo mnie kocha, ciągle się tego boję. W życiu wielokrotnie tak miałem , że byłem z kobieta, a ona niby pisze z kolegą, a później okazywało się, że zostawiła mnie dla niego. Jak sie tego pozbyć? Ciągle myślę o tym, że może mnie zdradzić , zostawić, mam ciągle natłok złych myśli, a jak już się nakręcę to się nie da cofnąć. Mam ataki złości, potrafię z byle czego się zdenerwować i zrobić awanturę o nic ;/ Nie chce jej stracić , ale nie potrafię cieszyć się tym co mam i ciągle mam złe myśli. Co mogę zrobić?
Kiedy wiadomo że osoba w związku jest toksyczna?
Kocham przyjaciółkę, chciałbym z nią być. Boję się jednak odejść od obecnej partnerki. Czy naprawdę kocham przyjaciółkę, czy to skutek przemijającego braku kontaktu?
Mam poważny problem. Jestem w długoletnim związku. Ostatnio zacząłem kręcić ze swoją najlepsza przyjaciółką i wyznałem jej uczucia, że skrycie się w niej kocham. Po czasie odwzajemniła uczucie i zostawiła swojego partnera. (Było to około 4 miesiące temu). Na tą chwilę z przyjaciółką nie mam kontaktu, bo nie potrafię odejść od obecnej partnerki. Strach przed złamaniem jej serca jest bardzo silny i nawet jak sobie wymyślę przez cały dzień jak to rozegrać to finalnie jak się zobaczymy w domu to nie jestem w stanie nic wydusić. Naprawdę jestem zakochamy w przyjaciółce i nie chce jej stracić na zawsze, ale nie umiem podjąć tego istotnego kroku. Dodatkowo przez okres, który nie rozmawiamy (kilka dni) zacząłem się zastanawiać czy tak bardzo brakuje mi jej tylko ze względu na przyjaźń i rozmowy codzienne, czy z samych uczuć. Pomocy
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.