Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z FOMO i poczuciem niedosytu w codziennym życiu?

Nie wiem jak poradzić sobie z ciągłym niedosytem co do spędzania czasu, w zasadzie ciężko mnie zaspokoić bo odczuwam ciągłe FOMO i po prostu chcę dla siebie jak najlepiej. Chcę podkreślić, że to nie jest zarzut do mnie, tylko po prostu mam takie potrzeby i ciężko je zaspokoić bo... jest tyle czynników niezależnych od nas i nigdy nie wiadomo, jakich ludzi napotkamy, jakie warunki. Skąd mam wiedzieć, gdzie być, o któej godzinie, żeby spotkać akurat takich ludzi, takie okoliczności? Męczy mnie już ta niepewność. Uważam, że zasługuję na więcej i tego nie dostaję. Że powinnam mieć więcej dobrych doświadczeń, budujących, więcej wzajemności od ludzi itp. A nie da się tak ciągle iść pod wiatr. Ciężko mi się pożegnać z odchodzącym dniem, często chcę wycisnąć jak najwięcej i być ciągle poza domem, chociaż męczy mnie to fizycznie. Ale jak jestem w domu to mam wrażenie, że mnie coś omija. Ale mam też coś takiego, że jak już wyjdę, to nieraz chcę wracać, czuję spadek energii, bo nie wiem na co się zdecydować, gdzie iść, mam wrażenie, że ciągle spotyka mnie to samo, coraz ciężej mi zebrać skupienie i skoncentrować na tym - co ja właściwie chcę osiągnąć? Nie chcę siedzieć w domu, ale nie chcę ciągle za czymś biec. Zauważyłam też, że jak stanie się jedna rzecz w ciągu dnia która mnie ucieszy, podniesie moją wibrację energetyczną, to od razu zaczyna się cały ciąg - ale mogłoby być tak częściej, zasługuję na częstsze szczęście, co mogę zrobić, żeby się do tego przyczynić - i tu się zaczyna cały proces, który niesie za sobą zmęczenie, frustrację, napięcie.
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


opisuje Pani silne napięcie między potrzebą pełniejszego życia a realnymi ograniczeniami, co naturalnie prowadzi do frustracji i zmęczenia. 

 

Doświadczenie FOMO może sprawiać, że trudno jest poczuć satysfakcję z chwili obecnej, bo uwaga wciąż kieruje się ku temu, co mogłoby wydarzyć się gdzie indziej. 

 

W pracy terapeutycznej warto byłoby przyjrzeć się źródłom tego niedosytu, nauczyć się regulować oczekiwania oraz budować poczucie „wystarczająco dobrego” doświadczenia, które nie wymaga ciągłego biegu. Warto zadbać o siebie i skontaktować się z psychologiem, terapeutą lub osobą zaufaną (np. członek rodziny, koleżanka). Osoby te mogą mogą zobaczyć tą sytację z boku. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Rozumiem że uczucie FOMO i ciągłego niedosytu potrafi być wyczerpujące, zwłaszcza kiedy masz wysokie oczekiwania wobec życia i czujesz, że zasługujesz na więcej radości i wzajemności. Nie jesteś w tym sam(a); wiele osób zmaga się z presją "optymalnego" spędzania czasu w świecie pełnym niepewności. Klucz to przerwać ten cykl frustracji, budując równowagę między eksploracją a odpoczynkiem, bez gonitwy za ideałem. Twoje odczucia brzmią jak mieszanka lęku przed przegapieniem (FOMO), perfekcjonizmu i nadmiernej stymulacji. Chcesz maksymalizować każdy dzień, ale czynniki zewnętrzne (ludzie, okoliczności) są nieprzewidywalne, co rodzi napięcie. Fizyczne zmęczenie i wahania energii to sygnał, że ciało mówi "stop". Jedna pozytywna rzecz uruchamia lawinę oczekiwań, bo podświadomie porównujesz rzeczywistość z wizją "lepszego życia". To nie jest Twoja wina,  to ludzka natura w erze social mediów i nieskończonych opcji, a przed tym jest trudno się uchronić..

 Zacznij od małych, świadomych zmian, które dadzą ci poczucie kontroli bez presji "wyciskania maksimum":

Na początku ustal priorytety na dzień. Co to oznacza dla Ciebie? Każdego ranka wybierz 1-2 aktywności, które naprawdę cię cieszą (np. spacer w ulubionym miejscu o konkretnej godzinie, spotkanie z jedną osobą). Użyj reguły "dwoje wystarczy",  a cała reszta to bonus. To redukuje paraliż decyzyjny.

Kiedy czujesz FOMO, zrób pauzę, zapisz 3 rzeczy, za które jesteś wdzięczny(a) z ostatniego dnia. Aplikacje jak Day One lub prosta notatka w telefonie pomagają. Powtarzaj: "Nie wszystko musi być idealne, by było dobre". Niech to będzie Twoja mantra.  Wprowadź "okno regeneracji" czyli dla przykładu 1-2 godziny wieczorem bez planów, tylko relaks (książka, ciepła kąpiel). Jeśli w domu czujesz niedosyt, ustaw timer na 20-minutowy "impuls wyjścia" i w tym czasie wyjdź na krótki spacer, bez oczekiwań. Jeśli energia spada poza domem, to znak, by wrócić i nie zmuszać się.

Zamiast czekać na "tych ludzi", zainicjuj małe interakcje. Dołącz do lokalnej grupy zgodnej z Twoimi zainteresowaniami. Wybieraj wydarzenia o stałych dniach i  godzinach (wtorki 18:00?), by zmniejszyć niepewność.

Zamiast gonić szczęście, stwórz warunki dla niego. W jaki sposób?

Przez tydzień zapisuj, co podnosi twoją energię (np. kawa z przyjaciółką o 10:00). Powtarzaj to celowo 2-3 razy w tygodniu. Ogranicz social media do 30 min/dzień ). To zmniejszy porównywanie się z "idealnymi" dniami innych.

Znajdź aktywności, gdzie czas leci (hobby jak rysowanie, joga czy gotowanie). One dają satysfakcję bez FOMO, bo skupiają na tu i teraz. Sen 7-8h, lekkie posiłki i ruch (np. 10k kroków) stabilizują energię. Zmęczenie fizyczne potęguje frustrację. Jeśli to trwa długo i męczy, rozważ rozmowę z terapeutą, techniki jak mindfulness  czy terapia poznawczo-behawioralna świetnie radzą sobie z FOMO.  Życzę serdecznie powrotu do pełnej równowagi psychicznej. 

Weronika Babiec

Weronika Babiec

Dzień dobry,


 

FOMO w tak intensywnej formie często kryje głębsze przekonanie, że wartość dnia lub nasza wartość zależy od tego, ile "ekscytujących" rzeczy się wydarzy. Problem polega na tym, że to przekonanie sprawia, iż nawet dobre momenty tracą swoją wartość - pojawia się natychmiast myśl "mogło być lepiej" albo "co jeszcze mogę wycisnąć". Jest to niestety paradoks, bo im bardziej próbujemy "wycisnąć" z życia więcej, tym mniej potrafimy się cieszyć tym, co mamy. Ciągła gonitwa za "czymś lepszym" odbiera możliwość pełnego przeżywania tego, co dzieje się teraz.

Z tego miejsca bardzo łatwo wpaść w błędne koło niepewności i napięcia. Umysł próbuje znaleźć idealny moment, idealne miejsce i idealnych ludzi, ale życie nie działa według takiego scenariusza. Nie da się przewidzieć, gdzie i kiedy wydarzy się coś wartościowego, a ciągłe próby kontrolowania tego tylko zwiększają frustrację. W efekcie nawet wyjścia z domu, które miały przynieść ulgę lub radość, zaczynają być obciążone presją i rozczarowaniem.

To, że czuje Pani zmęczenie fizyczne, a jednocześnie lęk przed tym, że „coś Panią omija”, jest bardzo zrozumiałe w tym kontekście. Ciało sygnalizuje potrzebę odpoczynku, a umysł podsuwa narrację, że odpoczynek równa się strata. Ten konflikt sprawia, że trudno jest być naprawdę w jakimkolwiek miejscu – ani w domu, ani na zewnątrz. Pojawia się poczucie utknięcia i chaosu, a koncentracja na tym, czego tak naprawdę chcesz, staje się coraz trudniejsza.

Warto też zauważyć, że myśl „zasługuję na więcej” sama w sobie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się ona źródłem ciągłej presji i niezadowolenia z tego, co jest. Im częściej próbujemy „produkować” szczęście i dobre doświadczenia, tym szybciej zamienia się to w zadanie do wykonania, a nie coś, co może się wydarzyć naturalnie.

Zachęcam Panią do wizyty u psychologa, który pomoże przyjrzeć się temu mechanizmowi i poszukać sposobów na zmniejszenie napięcia oraz odzyskanie większej swobody w przeżywaniu codzienności.

Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Babiec

Psycholożka, Terapeutka ACT

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

FOMO w takim wydaniu niekiedy nie dotyczy konkretnych wydarzeń, tylko lęku, że sens, relacje i dobre doświadczenia są gdzieś indziej niż tam, gdzie Pani akurat jest. Organizm jest zmęczony, a umysł wciąż skanuje: „czy to wystarczy?”, „czy to najlepsza opcja?”. To bardzo utrudnia realne doświadczanie chwili i paradoksalnie oddala od poczucia spełnienia.

 

Ważne jest też to zdanie, że „zasługuje Pani na więcej”. Ono brzmi jak wewnętrzny standard bardzo wysoko postawiony wobec życia i siebie. Problem pojawia się wtedy, gdy umysł zaczyna traktować szczęście jako coś, co powinno zdarzać się często, intensywnie i w określonej jakości, zamiast jako doświadczenie, które pojawia się falami i bywa krótkie. Wtedy każda neutralna lub zwyczajna chwila zaczyna być odbierana jako strata.

 

Pomocne bywa ograniczenie liczby decyzji dotyczących spędzania czasu, np. z góry wyznaczając sobie kilka „stałych” form wyjścia lub aktywności, zamiast codziennego szukania najlepszego możliwego scenariusza. Warto świadomie rozróżniać: czy w danym momencie Pani ma potrzebę stymulacji, czy raczej regulacji i odpoczynku, nawet jeśli umysł podpowiada, że „odpoczynek to strata”. To, co Pani zauważa, że jedna dobra rzecz potrafi uruchomić całą spiralę gonienia za kolejnymi jest ważną wskazówką. To moment, w którym warto się zatrzymać i zamiast iść dalej „za ciosem”, spróbować wydłużyć jedno doświadczenie, wrócić do niego myślami, zapisać je, nazwać, co dokładnie było w nim dobre. 

 

Jeśli to napięcie, zmęczenie i poczucie niedosytu utrzymują się dłużej, bardzo sensowna byłaby praca z psychologiem, np. w nurcie poznawczo-behawioralnym, nad przekonaniami typu „powinno być lepiej”, „gdzieś indziej jest więcej”, oraz nad tolerowaniem niepewności. Nie po to, by rezygnować z ambicji czy pragnień, ale by nie płacić za nie ciągłym wyczerpaniem.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani.

To, co Pani opisuje, bardzo jasno układa się w obraz lęku napędzanego FOMO i wysokich oczekiwań wobec życia, a nie w „rozkapryszenie” czy niewdzięczność. Pani potrzeby są realne, tylko sposób, w jaki próbuje je Pani zaspokoić, zaczyna Panią wyczerpywać. Sednem problemu jest ciągłe napięcie między dwoma stanami. Z jednej strony silna potrzeba sensownych, dobrych doświadczeń i ludzi, z drugiej świadomość, że nie da się tego zaplanować ani wymusić. Umysł próbuje więc kontrolować niekontrolowalne. Pojawia się pytanie: gdzie być, kiedy, z kim, żeby „wreszcie było dobrze”. Ta niepewność męczy, bo żadna decyzja nie daje ulgi, tylko kolejne wątpliwości. FOMO działa jak wewnętrzny przymus. Kiedy Pani jest w domu, pojawia się myśl, że coś Panią omija. Kiedy Pani wychodzi, spada energia i pojawia się frustracja, bo rzeczywistość nie spełnia obietnicy, jaką złożyła nadzieja. To nie jest brak wdzięczności, tylko ciągłe bycie w trybie „jeszcze nie dość”, który nigdy nie pozwala osiąść w chwili. Bardzo ważne jest to zdanie, które Pani napisała: „zasługuję na więcej”. Ono brzmi jak potrzeba, ale w tle ma też wewnętrzną presję, że szczęście powinno być częste, intensywne i powtarzalne. Tymczasem dobre doświadczenia są z natury falowe. Kiedy pojawia się jedno miłe wydarzenie, umysł chce je natychmiast powielić, zamiast pozwolić mu wybrzmieć. I właśnie wtedy zaczyna się gonitwa, która kończy się zmęczeniem. Pomocne bywa przesunięcie celu. Nie „jak mieć więcej szczęścia”, tylko „jak przestać je ścigać”. Szczęście nie pojawia się wtedy, gdy jesteśmy ciągle w ruchu, tylko wtedy, gdy organizm ma choć chwilę poczucia wystarczalności. To oznacza uczenie się kończenia dnia bez żalu, nawet jeśli nie był „maksymalnie wykorzystany”. To trudne, bo lęk krzyczy, że coś tracimy, ale to właśnie ten lęk jest źródłem napięcia. Pani nie musi wybierać między siedzeniem w domu a ciągłym biegiem. Problemem nie jest ilość bodźców, tylko brak zgody na niedosyt. A niedosyt jest nieunikniony w życiu społecznym. Im szybciej przestanie być traktowany jak porażka, tym mniej będzie Panią męczył. Z tego, co Pani pisze, bardzo wyraźnie wynika, że warto byłoby popracować z kimś nad lękiem egzystencjalnym, FOMO i regulacją potrzeb, najlepiej w psychoterapii. Nie dlatego, że coś z Panią jest nie tak, tylko dlatego, że sama próbuje Pani dźwigać napięcie, którego nie da się „rozmyśleć”.

Pani nie jest nienasycona. Pani jest zmęczona ciągłym oczekiwaniem, że życie powinno dawać więcej, szybciej i częściej. I z tym naprawdę da się coś zrobić. 

 

Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

fobia

Darmowy test na fobię społeczną (Skala lęku społecznego Leibowitza)

Zobacz podobne

Dzień dobry. Mam 13 lat oraz mam problem z atakami paniki.
Dzień dobry. Mam 13 lat oraz mam problem z atakami paniki. Od ponad roku doświadczam silnych napadów paniki. Wszystko zaczęło się w marcu 2022 roku. Pamiętam, że był to poniedziałek a na następny dzień bardzo nie chciało mi się iść do szkoły. Nagle zaczęło mi bardzo szybko bić serce. Zacząłem się denerwować, tętno było nadmiernie wysokie i nie wiedziałem, jak to opanować. Na myśl przychodziły mi dziesiątki złych myśli. Był to mój pierwszy atak paniki, więc był on o wyjątkowym nasileniu. Moja mama z bezradności zawiozła mnie do szpitala, było już późno, więc się trochę uspokoiłem i spędziłem noc w szpitalu. Mimo to, na następny dzień wciąż towarzyszyło mi poddenerwowanie. Następnie systematycznie co dwa/trzy tygodnie, regularnie występowały u mnie podobne ataki. W końcu postanowiłem pójść do psychologa, który nieco mnie uspokoił. Niestety około trzech miesięcy później (w lato) zaczęły mi dokuczać różne natręctwa myśli. (Miałem już podobne wcześniej ale nie o takich nasileniu). Były one różne, najwcześniej pojawiały się takie, aby wziąć nóż i zrobić sobie coś złego lub komuś innemu. Występowały takie, które kazały mi przestać oddychać. Moje natręctwa oraz stany lękowe lekko się uspokoiły mniej/więcej w listopadzie zeszłego roku, ale mimo to wciąż się pojawiały (lecz w mniejszym nasileniu). Przestałem wtedy również chodzić do psychologa, bo zacząłem czuć, że Pani psycholog pawała do mnie toksycznością i nie czułem się dobrze na jej wizytach. Wszystko było w miarę dobrze, aż do teraz. Moje stany lękowe oraz natręctwa powróciły. Pojawiły się też nowe, które ciężko mi wytłumaczyć. Na przykład czuję, że mam zatkaną jedną dziurkę w nosie lub w uchu i mnie to drażni mimo to, że robiłem różne badania, które nic nie wykazały. Ponownie zapisałem się do psychologa, ale innego. Ta Pani jest bardzo miła, ale nie czuję zmiany po wizytach z nią. Bardzo się boje i nie wiem co zrobić, czuje, że nikt nie jest w stanie mi pomóc i niebawem stanie się najgorsze. Wczoraj i przedwczoraj miałem napady paniki, dzisiaj również. Nie mam pojęcia, jak to opanować, w internecie nigdzie nie jest napisane o podobnych natręctwach, jakie ja mam. Boje się, że to nigdy nie przejdzie i będę tak miał do końca życia. Może mieć wpływ na to moja choroba. Kiedyś, jak miałem 5 lat, leżałem dwa lata w szpitalu, gdyż miałem guza mózgu. W tym czasie nie przejmowałem się tym bardzo, ale z perspektywy czasu, bardzo bym nie chciał do tego wrócić. Próbowałem różnych medytacji, głębokich oddechów lub relaksujących piosenek, aczkolwiek pomagają mi one tylko na chwilę, a później dalej się denerwuje. Czasem moje napady mają tak wielkie nasilenie, że muszę brać tabletki uspokajające (wiem, że nie powinienem, ale inaczej nie mogę wytrzymać). Bardzo proszę o szybką pomoc, ponieważ boje się o moje zdrowie psychiczne. Jestem młody, powinienem się rozwijać i cieszyć z życia, a nie ciągle zamartwiać, ale nie wiem jak to opanować. Bardzo, bardzo proszę o pomoc, nie wiem co zrobić, aby raz na zawsze pozbyć się moich lęków oraz natręctw.
Nawroty derealizacji i niepokój w czasie wolnym po terapii OCD i planowanej odstawce leków
Dzień dobry, od kilku miesięcy uznaje się jako wolną od lęku przy OCD, nawet mam w planach odstawkę leków ale ostatnie kilka tygodni sieje u mnie w tej sprawie coraz więcej wątpliwości… W tygodniu funkcjonuje normalnie i chodze wszędzie gdzie mam ochotę albo potrzebę (wcześniej miałam z tym ogromne problemy ze względu na lęk przed wychodzeniem i derealizacje), natomiast w weekendy coraz częściej widzę u mnie jakiś niepokój gdy nie mam czym się stresować, w tygodniu zajmują mnie codzienne obowiązki a gdy mogę wreszcie odetchnąć to czuję się jakoś niespokojnie, gorzej… Mam pojedyncze epizody derealizacji których dawno nie miałam i mimo znania schematu nie wiem czemu akurat pojawia się w momencie gdy np jadę w znajome miejsca albo robię coś co jest dla mnie codziennością… nie wywołuje to już u mnie lęku ale bardziej martwi mnie czemu się znowu pojawia :( Jest na to jakieś wytłumaczenie patrząc na to ze pojawia się właśnie w sytuacjach spokoju i gdy nie mam nic na głowie?? Mam wrażenie że źle funkcjonuje bez stresu a jednak tak być nie powinno, mimowolnie chyba zamieniłam sobie lęk na codzienny stres, który też zajmuje dużo przestrzeni w głowie… jak mogę sobie z tym poradzić?? Na prawdę nie podoba mi się taki nawrót bez żadnych konkretnych powodów, w zasadzie zakończyłam terapię na tym tle i nawet jakbym chciała wrócić z taką mało pilną sprawą to realnie nie mam dla siebie czasu w ciągu tygodnia plus chciałabym zobaczyć czy umiem to załatwić sama bez powrotu do starych tematów tak na żywo…
Mam żonę i wieloletni romans – czy to miłość, zazdrość i lęk przed stratą? Zostać z żoną czy odejść do kochanki
Cześć wszystkim, w życiu bym nie pomyślał, że kiedykolwiek będę szukał pomocy na tego typu forum, ale cóż... Dopadło i mnie. Na forum trafiłem przypadkowo szukając artykułów w sieci. Potrzebuję pomocy, wskazania jakiegoś kierunku, bo jestem w takim momencie życia, że kompletnie nie wiem co zrobić. Mam nadzieję, że są tu osoby które pomogą mi zrozumieć o co mi w życiu chodzi. Poniżej moja historia, najważniejsze fakty i pytanie: Co mam zrobić, która decyzja będzie najlepsza? Od 2007 roku mam żonę. Moje małżeństwo jest chyba dobre. Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, robimy wspólnie dużo rzeczy razem, sporo podróżujemy, jeździmy razem na rowerach, biegamy, chodzimy w góry, w weekendy prawie zawsze coś robimy, nie mamy dzieci, potrafimy się dogadać, mamy wspólne tematy, ale jak to w długim małżeństwie bywa, nie ma już ekscytacji drugą osobą, wielkiego pożądania i przysłowiowych motylków w brzuchu. Jest poprawnie, ale jest rutyna. Nikt nie ma żadnych nałogów, nie ma patologii, nie wyzywamy się, nie ma żadnej przemocy, nie ma problemów finansowych. Jest znudzenie, wieczorami każdy siedzi w swoim telefonie/laptopie, czasem rozmawiamy, często planujemy jakieś kolejne wypady, itp. Po 2 latach od ślubu poznałem dziewczynę, z którą spotykam się do dziś. To moja kochanka. Poczułem coś do niej od razu jak ją zobaczyłem. To było około 14-15 lat temu. Chemia robiła swoje. Razem mieliśmy te same objawy zakochania, lub zauroczenia, nie potrafię tego odróżnić. Ona wiedziała że mam żonę, ale mimo to w końcu poszliśmy do łóżka. Seks był niesamowity, namiętny, intensywny. Pasowaliśmy do siebie idealnie. Spotykaliśmy się czasem 2 razy w miesiącu, czasem kilka razy na pół roku. Bywało różnie. Po pewnym czasie zauważyłem, że po seksie z kochanką, myślami wracałem do żony. Seks nadal był super, ale czułem że chcę wracać do domu. Trwało to kilka lat, nawet sam chciałem to kilka razy zakończyć, ale ona mówiła że mnie potrzebuje, że nie chce nikogo na stałe i że taka forma romansu jej pasuje, aż w końcu moja kochanka poznała kogoś 5 lat temu i chciała zakończyć nasz romans. Spanikowałem. Obudziła się we mnie okropnie wielka i silna zazdrość. Nie mogłem spać, jeść. Nie mogłem pogodzić się z myślą, że ją stracę, ponieważ odeszłaby ode mnie z innym mężczyzną i przestałaby się ze mną spotykać. Pojechałem do niej, obiecałem że się rozwiodę, bo naprawdę czułem że nie chcę jej stracić. Ona w to uwierzyła, a ja się nie rozwiodłem. Za brakło mi czegoś, nie wiem czego, być może odwagi, być może podświadomie tego nie chciałem. Przez kolejne kilka lat spotykaliśmy się tak jak wcześniej. Seks był super, ale po spotkaniach chętnie wracałem do domu. Byłem spokojny, że ona nikogo nie ma, że jest tylko moja, mimo że wiedziałem że jest nieszczęśliwa, bo nie wziąłem rozwodu. Tydzień temu dowiedziałem się, że znowu kogoś poznała i chce z nim spróbować. Uderzyła mnie zazdrość. Wielka, niezrozumiała dla mnie zazdrość. Szaleję z zazdrości ale nie potrafię jej sobie wytłumaczyć. Znowu nie jem, nie śpię, nie mogę się skupić na pracy, myślę tylko o niej i o jej nowym znajomym. Boję się okropnie, że stracę ją bezpowrotnie. Powiedziałem jej że ją kocham, ale sam nie wiem czy uczucie miłości nie miesza się z zazdrością. Ona cały czas mnie kocha, mówi żebym zostawił żonę i był z nią skoro tak za nią szaleję z zazdrości. Ona cały czas mnie kocha odkąd się poznaliśmy. Jednak ja nie wiem co będzie dla mnie najlepsze. Dodam jeszcze, że żona nie wie o moim romansie. Ponieważ miałem kochankę, zacząłem zaniedbywać żonę. Przestaliśmy uprawiać seks, nawet przez kilka tygodni do niczego nie dochodziło. Około 5 lat temu przypadkowo odkryłem że żona też mnie zdradzała przez kilka miesięcy, nie wiedząc o moim romansie. Zrobiła to bo czuła się zaniedbana. Bo nie patrzyłem na nią z pożądaniem. Nie chodzi o to że ją usprawiedliwiam, ale trochę to rozumiem. Całkowicie obiektywnie, mogę powiedzieć, że gdybym poświęcał jej więcej uwagi, być może nigdy by tego nie zrobiła. Być może. Rozmawiałem o tym z żoną, powiedziałem jej że wiem. Wybaczyłem jej, tak przynajmniej czuję, i nadal jesteśmy razem, ale w sferze seksu niewiele się zmieniło. Ja nie czuję do niej takiego pożądania jak do kochanki, a ona to zaakceptowała, bo przypuszczam że docenia to że jej wybaczyłem. Nigdy też nie czułem do żony tego co czuję teraz do kochanki, nigdy też nie byłem o nią jakoś szczególnie zazdrosny. Nawet gdy dowiedziałem się o jej zdradzie, oczywiście było to bolesne i było dużym szokiem, ale szybko to sobie ułożyłem w głowie, i dalej sobie żyliśmy, bez jakiejś panicznej zazdrości z mojej strony i zainteresowania czy znowu mnie nie zdradza. Aktualnie nie wiem co mam zrobić. Czy zostawić żonę i iść do kochanki, czy zostać z żoną? Nie potrafię sobie wytłumaczyć co się ze mną dzieje i dlaczego w obliczu straty kochanki budzi się we mnie szaleńcza zazdrość i chyba uczucie miłości, chociaż tego drugiego nie jestem pewny. Dodam, że przez większą część roku nie czułem do kochanki takiej zazdrości, ale to zapewne z powodu że nie było zagrożenia straty. To uczucie pojawia się wyłącznie gdy ona chce odejść. Jeżeli jest ktoś, kto przeszedł podobną drogę i może podzielić się doświadczeniem, lub ktoś kto rozumie mechanizmy działające w mojej historii i będzie w stanie mi je wytłumaczyć to będę niezmiernie wdzięczny. Nie potrafię podjąć decyzji czy zostać z żoną, czy odejść. Boję się tej decyzji. Boję się, że jak odejdę, będę tego żałował, bo codzienne życie z kochanką będzie zupełnie inne niż sobie wyobrażam, ale z drugiej strony od wielu lat czeka na mnie zakochana po uszy kobieta, która właśnie ma dość czekania, a ja boję się że stracę kogoś wyjątkowego bezpowrotnie.
Strach przed wyjściem na zewnątrz i lęk przed oceną - jak sobie radzić?
Odczuwam strach przed wyjściem na zewnątrz bo czuję się śledzony siedzę cały czas w domu praktycznie nigdzie nie wychodzę wyjście do sklepu to jest dla mnie duże wyzwanie czy gdziekolwiek i boję się ludzi (staram się zachowywać normalnie ale ludzie patrzą na mnie jak na dziwaka) jak są ludzie w jakimś miejscu gdzie muszę czekać i mam z nimi kontakt wzrokowy to ja potrafię dostać ataku paniki i strachu trzęsę się zalewa mnie pot i ostatnio nawet nie wsiadłem do busa bo było za dużo osób i bałbym się stać bo czułbym się osądzany i obserwowany boję się praktycznie każdej osoby ludzi w moim wieku (mam 31 lat) zwłaszcza dziewczyn no i również nawet mojego ojca się boję nie wiem dlaczego tak jest to jest tak jakby czuł się od nich gorszy
Od czasu do czasu zdarzają mi się "epizody", kiedy zdaje się, że wszystko jest w przyspieszonym tempie.
Od czasu do czasu zdarzają mi się "epizody", kiedy zdaje się, że wszystko jest w przyspieszonym tempie. Jestem też trochę przewrażliwiony na dźwięki. Mam 13 lat i nie wiem, co to jest. I czy mam się do kogoś zwrócić?
GAD

GAD – co to jest? Objawy, przyczyny, metody leczenia

GAD charakteryzuje się nadmiernym, trudnym do kontrolowania niepokojem. Zaburzenie dotyka miliony ludzi na całym świecie, znacząco wpływając na codzienne funkcjonowanie. Właściwa diagnoza i terapia pozwalają skutecznie kontrolować objawy GAD.