
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z porównywaniem się do innych i budowaniem nowych relacji?
Julia
Elza Grabińska
Pani Julio,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo wyczerpujące wewnętrzne porównywanie się i ciągłe mierzenie własnego życia cudzą historią. W takich sytuacjach łatwo stracić z oczu siebie, swoje tempo i swoje realne osiągnięcia.
Warto zauważyć, że widzi Pani efekty, a niekoniecznie koszty, samotność, lęki czy momenty zwątpienia, które mogły jej towarzyszyć. Porównywanie się w ten sposób bardzo często prowadzi do poczucia, że „jestem w tyle”, nawet jeśli obiektywnie robi się ważne, rozwojowe rzeczy. Wyjazd na Erasmusa, samodzielne mieszkanie za granicą, ukończenie studiów to nie drobiazgi, tylko konkretne doświadczenia, które budują dorosłość i niezależność.
Trudność, którą Pani teraz przeżywa po powrocie, jest bardzo częsta po intensywnych doświadczeniach rozwojowych. Powrót do „starego świata” bywa bolesny, bo już nie jest się tą samą osobą, a otoczenie często pozostało niezmienne. To nie znaczy, że coś z Panią jest nie tak ale, że jest Pani w momencie przejścia i szukania nowego miejsca dla siebie. Może warto spróbować na chwilę przesunąć uwagę z pytania „dlaczego jej się udało, a mnie nie” na „jakie życie ja chcę teraz budować, realnie, w moich warunkach”. Nie musi ono wyglądać tak samo. Budowanie relacji, środowiska, pracy czy pasji to proces, który u różnych osób zaczyna się w różnym momencie życia i w różnych okolicznościach. To, że Pani szuka, wychodzi do ludzi, próbuje to znak dużej sprawczości.
Jeśli porównywanie się bardzo Panią zalewa i odbiera radość z własnych kroków, warto też rozważyć rozmowę z psychologiem. Praca nad poczuciem własnej wartości, nad oddzieleniem swojej drogi od cudzych historii i nad łagodniejszym spojrzeniem na siebie może przynieść dużą ulgę.
Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Jadwiga Lewińska
Pani Julio,
Zazdrość może być wyśmienitym materiałem do pracy :) Bazowanie na tym, co nas pociąga w zachowaniu innych, odpowiednio ukierunkowane, dostarcza motywacji i kieruje w stronę naszych ambicji i pragnień.
Warto też zauważyć, co my JUŻ mamy, czym dysponujemy, co zrobiliśmy czy jakie mamy wartości. To nasz potencjał.
Oba kierunki można wykorzystać w pracy terapeutycznej, aby frustracja została zastąpiona przez skupienie na tym, na czym nam naprawdę zależy.
Powodzenia!
Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna J. Lewińska
psychoterapeutka i processworkerka
Maria Sobol
Pani Julio,
to, co Pani przeżywa, jest bardzo ludzkie. Porównania często pojawiają się automatycznie, niemal bezwiednie, i mają ogromny wpływ na nastrój oraz poczucie własnej wartości. To nie jest coś, co robi Pani „celowo” czy z własnej woli – to raczej nawyk umysłu, który uruchamia się szczególnie wtedy, gdy czujemy się niepewnie albo stoimy w miejscu przejściowym.
W takich porównaniach bardzo łatwo zapomnieć, że nie widzimy całego życia drugiej osoby. Widzimy głównie fasadę: osiągnięcia, zdjęcia, sukcesy, ruch do przodu. Nie widzimy samotności, lęków, kryzysów ani tego, ile kosztowało ją to, co dziś wygląda „lekko”. Tymczasem swoje życie zna Pani od środka – razem z wątpliwościami, zmęczeniem i poczuciem, że coś umyka. To zawsze będzie nierówne porównanie.
Te trudne uczucia, choć bolesne, mogą być też ważną informacją. Często sygnalizują, że coś w Pani domaga się zmiany albo większej uważności. Warto na chwilę się zatrzymać i zapytać siebie nie: „dlaczego moje życie nie jest takie jak jej?”, ale „czego ja naprawdę chcę jako człowiek?”, „jakich zmian potrzebuję, niezależnie od tego, jak żyją inni?”. Pani doświadczenia, w tym Erasmus i próby wychodzenia do ludzi, pokazują, że ma Pani w sobie odwagę i gotowość do ruchu – być może teraz czas, by ten ruch był bardziej w zgodzie z Pani potrzebami, a nie w cieniu cudzych historii.
Z wyrazami szacunku,
Maria Sobol
Psychoterapeutka integracyjna
Kamil Gołuszka
Julio!
Na pierwszy rzut oka, widać, że potrzebujesz się "odseparować" emocjonalnie od swojej przyjaciółki i zacząć myśleć i funkcjonować samodzielnie. Dobrze, byś przyjrzała się innym swoim relacjom i zobaczyła, czy w nich nie dostrzegasz podobnych schematów.
Można mieć poczucie, że czujesz się gorsza i potrzebujesz kogoś, kto staje się lustrem dla ciebie, żeby móc się w nim przeglądać. Warto byś pomyślała o psychoterapii, by móc lepiej zrozumieć działanie tego mechanizmu.
Justyna Bejmert
Cześć Julio :) Zatrzymał mnie Twój wpis, bo mam wrażenie, że utknęłaś w pewnej pułapce porównań, przez co może umykać Ci to co rzeczywiście dobre i wartościowe w Twoim życiu. Napisałaś, ze masz wrażenie, że Twoje życie nigdy nie będzie wyglądało w podobny sposób do życia byłej przyjaciółki. I być może nie będzie. Ale czy naprawdę musi? Pamiętaj, że obserwując życie jakiejkolwiek osoby, widzisz jedynie fragment, urywek. Często też to, co te osoby chcą pokazać np. w social mediach. Często nie widzisz trudów, porażek, potknięć, zwątpień. I nawet jeśli wydaje Ci się, że ktoś ma lepsze życie to nie oznacza, ze ty jesteś gorsza lub osiągasz mniej. Możesz po prostu żyć inaczej. Z tego co opisujesz jesteś bardzo odważną osobą. Zdecydowałaś się na wyjazd na Erasmusa, a nie każdy ma w sobie tyle motywacji i odwagi. Po powrocie możesz czuć sie zagubiona, to normalne. Zamiast nieustannie próbować gonić byłą przyjaciółkę zatrzymaj się dziś i zadaj sobie pytanie: czego ja naprawdę bym chciała? Co dla mnie jest ważne? Życzę Ci powodzenia w odkrywaniu swojej własnej drogi :)
Justyna Bejmert
psycholog
Karolina Rak
Cześć,
Słyszę, że twój umysł wciąga Cię w porównywanie się do byłej przyjaciółki i jeśli dobrze rozumiem zajmuje Cię to na tyle, że trudno Ci cieszyć się własnymi osiągnięciami (wyjazd na Erasmusa!), doceniać Twoją drogę i rozwijać w tym co jest ważne dla Ciebie. Warto pamiętać, że obraz ludzi, z którymi nie utrzymujemy stałeho kontaktu, a jedynie widzimy ich życie za pośrednictwem tego co prezentują w social mediach, czy czym dzielą się z naszymi wspólnymi znajomymi jest bardzo wybiórczy. Dostajemy zestaw informacji wyjętych z kontakstu, nie widzimy trudu dnia codziennego, czy innych, ważnych, jednak mniej przyjemnych elementów życia. W takiej sytuacji bardzo łatwo o idealizację, która wynika z tendencji naszego umysły do upraszczania - widzimy idealne życie i nie dostrzegamy, że ta osoba dalej jest człowiekeim ze wszystkimi tego konsekwencjami i nieidealnościami. Kiedy Twój umysł opowiada Ci tą historię słyszę, że zaczynasz się w to zagłębiać i wierzyć w porównania, które Ci podsuwa. Myślę, że warto zrozumiec z czego to wynika, czemu pomimo zakończenia przyjaźni jest ona dla Ciebie tak ważnym punktem odniesienia, dlaczego wywołuje to tak wiele emocji? Czy może w jakiś sposób wyobrażenie, które masz o niej nie jest bardziej o Tobie i o tym czego Ty byś pragnęła dla siebie w swoim życiu? Jeśli tak to co możesz robić, żeby się do tego zbliżyć? Słyszę, że już zaczęłaś wychodzić, spotykać się z ludźmi - to świetny krok. Kolejny krok, który może być skuteczny, to próba skupienia się na tu i teraz, na wyjściach, na codzienności, na rzeczach w które się angażujesz bez porównywania, po prostu ciesząc się miejscem w którym jesteś.
Oczywiście to co napisałam może nie pokrywać wszystkich ważnych aspektów tej sytuacji, jest to oparte tylko na podanych informacjach, a nie na całości Twojego funkcjonowania. Jeśli potzrbujesz bardziej indywidualnego podejścia zalecam spotkanie konsultacyjne ze specjalistą zdrowia psychicznego. Przepracowanie tej trudności moze być bardzo pomocne.
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina Rak
Psycholożka i psychoterapeutka in spe
Jolanta Ronowska
Pani Julio,
z Pani wypowiedzi wnioskuję, że porównuje się pani z byłą przyjaciółką, bo pragnęłaby Pani takiego życia jak ona. To zrozumiałe, że wkraczając w dorosłość wciąż szuka Pani swojego miejsca w świecie i przygląda się Pani, jak inni je sobie urządzają, może nawet im zazdroszcząc. Zazdrość nie musi być niszczącym uczuciem, może być wskaźnikiem tego, czego Pani chce.
I widzę po Pani wiadomości, że podejmuje Pani te próby - jedne z nich, jak Erasmus, się udają, a inne są trudniejsze. Niestety życie nie jest sprawiedliwe i nie daje każdemu po równo. I tak, na razie Pani życie nie wygląda jak życie przyjaciółki i nie wiadomo czy kiedyś będzie je przypominało. Ale to nie znaczy, że jest ono mniej wartościowe czy że jest w nim mniej potencjału na spełnienie.
Proszę też pamiętać, że ludzie są jak kwiaty, które zakwitają o różnych porach roku. Ale żeby zakwitnąć, kwiat musi być pielęgnowany w warunkach dostosowanych do jego potrzeb. Czego Pani potrzebuje, żeby zakwitnąć? Nie w porównaniu z byłą przyjaciółką, bo ona jest innym gatunkiem rośliny. Czego potrzebuje właśnie Pani?

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem na rozdrożu.
Związałem się przed 6 laty z kobietą, która ma dziecko, obecnie 10-letnią dziewczynkę. Jesteśmy taką trochę patchworkową rodziną. Ja mam 40 lat, partnerka 35. Mieszkamy razem, kochamy się. Mała ma kontakt z ojcem, mnie traktuje bardzo dobrze. Ponieważ partnerka pracuje w korporacji, gdzie bardzo dobrze zarabia, ale też i długo pracuje, to ja odbieram jej córkę ze szkoły, gotuję obiady, pomagam w lekcjach. Z biologicznym ojcem też nie ma problemu, jest on obecny w życiu dziewczynki, chociaż założył nową rodzinę i ma kolejne dzieci.
Ja mam więcej czasu, bo wykonuję wolny zawód, ale też finansowo jestem niezależny. Jest jednak inny problem, bo zawsze marzyłem o rodzinie tzn. żonie i własnym dziecku i czuję, że zbliżam się nieuchronnie do momentu, gdy będę zmuszony podjąć trudną decyzję. Z partnerką ten temat był obecny od dawna. Na początkach naszej znajomości twierdziła, że bardzo chce mieć kolejne dziecko, bo sami byliśmy jedynakami i wiemy, że jak to było smutne. Chciała jednak chwilę poczekać, jak się nasza znajomość rozwinie, co dla mnie zrozumiałe.
Ja zresztą też nie chciałbym tak od razu. Nasz związek jest bardzo dobry, kochamy się, okazujemy dużo czułości i wsparcia, jesteśmy pokrewnymi duszami. Już od dłuższego czasu rozmawiamy o przyszłości, budowie domu, wzięciu ślubu. Partnerka zaczęła jednak odwlekać temat dziecka i jestem mocno tym wszystkim podłamany. Na początku twierdziła, że chce skupić się na pracy, gdzie idzie jej bardzo dobrze, jest jeszcze młoda i szkoda jej zostawić to, co osiągnęła, więc dziecko jeszcze chwilę może poczekać. Przed Świętami Bożego Narodzenia przeprosiła mnie i wyznała mi jednak szczerze, że nie chce już mieć więcej dzieci. Długo jej to zajęło i po prostu doszła do momentu, w którym jest w 100% przekonana, że więcej dzieci nie chce mieć. Jestem tym załamany, coś we mnie pękło, czuję się oszukany. W Sylwestra mieliśmy wielką kłótnię, do dzisiaj mamy ciche dni. Zaczyna we mnie też dojrzewać myśl o zakończeniu tej znajomości, bo widzę siebie za 20 lat jako całkowicie samotnego starego faceta. Życie jest nieprzewidywalne, możemy się za kilka lat rozstać, rodzice odejdą, partnerka może umrzeć, cokolwiek się może zdarzyć, a ja zostanę jak palec, bez rodziny.
Nie mam pojęcia jak to wszystko poukładać. Jeśli dojdzie do rozstania, co wydaje mi się dzisiaj nieuchronne, to jak małą do tego przygotować? Ta cała sytuacja mnie niszczy, nie mogę się skupić na niczym innym jak buszowaniu w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi, przeglądam też ogłoszenia z mieszkaniami. Może jednak zostać i spróbować popracować na partnerką, aby zmieniła zdanie w tej kwestii, co wydaje mi się nierealne?
