Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Konflikt z siostrą męża niszczy małżeństwo – brak wsparcia i napięcia rodzinne

Mam problem z siostrą męża. Odkąd jesteśmy razem, dziewczyna nie potrafiła nawiązać żadnego kontaktu ze mną. Próbowałam rozmawiać, zadawałam pytania, zawsze wychodziłam z inicjatywą, ale kończyło się to tylko pustymi odpowiedziami. Przy stole rodzinnym było mi po prostu przykro, że jestem w stanie zadać pytanie i otrzymać odpowiedź, ale w drugą stronę to nie działa… Nigdy nie zainteresowała się moją osobą. Zastanawiałam się czy to nie była zazdrość, bo mój mąż zanim byliśmy razem zawsze robił za nią wiele rzeczy, woził ją wszędzie, odbierał paczki, itp. W końcu stwierdziłam, że odpuszczam, prosiłam też męża (wtedy partnera) o wyjaśnienie sytuacji, w czym tkwi problem. Stwierdziła, że jest introwertykiem i dlatego ze mną nie rozmawia i że nie ma nic do mnie... Problem w tym, że z innymi potrafi rozmawiać. Temat nie został wyjaśniony i się ciągnie latami… Spotkania rodzinne były dla mnie najcięższą rzeczą jaką musiałam znosić, jeździłam tam zestresowana i z bólem brzucha. Z czasem przestałam się odzywać przy stole, co dla mnie jest bardzo trudne, bo jestem osobą bardzo otwartą i towarzyską. Czułam się w tym wszystkim po prostu fatalnie, ale starałam się zadowolić męża i jego rodziców, bo „rodzinka jest w komplecie”. Przyszedł czas naszego wesela. Wszystko było dobrze, do czasu. W pewnym momencie jego siostra wyszła na środek sali by przy wszystkich złożyć życzenia urodzinowe swojej koleżance (tak się złożyło, że sąsiadka miała w dniu naszego wesela urodziny). Nic o tym nie wiedziałam i nie wyraziłam na to zgody. Potem wyszedł mąż i złożył mi życzenia z okazji zbliżających się moich urodzin… Byłam po prostu wściekła, zawsze powtarzałam, że wesele to nie jest miejsce na składanie komuś innemu życzeń, oświadczyny lub inne wydarzenia… Dziewczyna, która twierdzi że jest introwertykiem wychodzi nagle przy wielu osobach na środek sali i wygłasza przemówienie… Ja od niej nigdy żadnych życzeń nie dostałam, mimo że ja pierwsza jej kiedyś złożyłam życzenia i kupiliśmy z mojej inicjatywy prezent. To dla mnie już było za wiele… Wiem, że mąż chciał dobrze ale fakt, że pozwolił jej wystąpić na tej sali mimo że do mnie się nie odzywa to dla mnie w pewnym sensie zdrada emocjonalna. Wiele razy mu podkreślałam, jak bardzo boli mnie to zachowanie i chciałam żeby to wyjaśnił. Potem w podróży poślubnej nie mogłam sobie poradzić z emocjami i w sumie do tej pory nie mogę. Zamiast korzystać i się cieszyć ze wspólnych chwil to ja byłam smutna, rozdrażniona… Jestem cały czas zła na męża za to co zrobił. Są momenty, że się do niego nie odzywam. Stałam się wycofana, obojętna, nie potrafię mu okazywać uczuć, czuję się wypalona, mam co do niego bardzo mieszane uczucia za to, że nigdy nie stanął po mojej stronie… Sama już nie wiem co do niego czuje, jesteśmy świeżo po ślubie a ja mam czasem myśli czy tego po prostu nie zakończyć… Za kilka miesięcy wesele ma jego siostra. Nie chcę tam iść i mu o tym powiedziałam. Jednakże on chyba tego nie rozumie i boli go to, że nie chce przy nim być w tym dniu. Zakładam też, że boi się reakcji całej rodziny na to, że może nas tam nie być. Mam dość udawania przed wszystkimi, że jest OK, z wyjątkiem rodziców to nikt z jego rodziny nie wie o tym konflikcie. Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ciągle tylko wszystko analizuje. Mój związek się po prostu rozpada, bo zaczynam czuć coraz więcej negatywnych emocji w stosunku do męża przez jego siostrę i przez to że nie potrafi(ł) podejmować odpowiednich działań. Wiem, że każdy będzie żył swoim życiem, ale chcę się od wszystkich odciąć i nie mam zamiaru brać udziału w rodzinnych spotkaniach. Nie ważne jaką decyzję podejmę w sprawie ich wesela, czy wspólnego przyszłego życia z mężem, zawsze któraś ze stron będzie pokrzywdzona… Wszyscy moi bliscy wiedzą o tym konflikcie i tylko przejmują się tym, że mężowi jest ciężko w tym wszystkim bo jest między młotem a kowadłem. Uważają, że powinnam wspierać męża ale gdzie w tym wszystkim jest wsparcie dla mnie? Mną nikt się nie przejmuje, nikt nie wie co ja tak naprawdę czuję i ile mnie to wszystko kosztuje… Straciłam motywację do wszystkiego.
Dorota Żurek

Dorota Żurek

Dzień dobry, 

widzę, że ta sytuacja bardzo wiele Panią kosztuje, jednak proszę pamiętać, że nie ma Pani wpływu na zachowanie siostry męża i on też. Proszę się zastanowić, dlaczego tak bardzo zależy Pani na jej aprobacie i budowaniu relacji z osobą, która najwyraźniej tego nie chce. Dlaczego przerzuca Pani winę na męża? On nie może zmusić swojej siostry do rozmowy z Panią. W takiej sytuacji warto odpuścić i skupić się na swoich emocjach, pracy nad sobą, budowaniem własnej wartości. Ta sytuacja nie powinna aż tak wpływać na Wasze małżeństwo, lepiej skupić się relacji z mężem, bliskości i radości ze wspólnego życia. Może z czasem uda się Pani nawiązać więź ze szwagierką, a teraz jest czas, by skupić się na sobie i swoich potrzebach, a nie przejmować się tym, na co Pani zupełnie nie ma wpływu. Proszę pomyśleć o konsultacji ze specjalistą, psychologiem, terapeutą, by omówić swoje emocje i zrozumieć, z czego mogą wynikać. 

 

Pozdrawiam,

Dorota Żurek - psycholog. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Rydel

Aleksandra Rydel

To, co opisujesz, nie dotyczy wyłącznie trudnej relacji z siostrą męża – to znacznie szerszy problem, związany z brakiem wzajemności, lojalności w relacji partnerskiej i poczuciem osamotnienia. Wielokrotnie próbowałaś nawiązać kontakt, rozmawiać, wyjaśniać. Z Twojej strony było zaangażowanie, inicjatywa, gotowość do budowania relacji – i to wszystko trafiało w mur. To wyczerpujące i frustrujące.

Sytuacja z weselem stała się punktem kulminacyjnym, ale nie była źródłem problemu – raczej konsekwencją długo ignorowanego napięcia. W relacji, która miała dawać wsparcie, znalazłaś się w roli osoby pomijanej. To zrozumiałe, że pojawił się gniew, żal i wycofanie. Utrata zaufania do partnera nie bierze się znikąd – to efekt powtarzających się sytuacji, w których Twoje potrzeby i granice były lekceważone lub niezauważane.

Z opisu wynika też coś bardzo ważnego: długo brałaś na siebie odpowiedzialność za „dobrą atmosferę” i relacje rodzinne, kosztem samej siebie. I to właśnie teraz się kończy – nie masz już siły udawać. To nie jest egoizm. To zdrowy mechanizm obronny.

Złość, którą teraz czujesz – do siostry, do męża, do całej sytuacji – jest sygnałem, że Twoje granice były zbyt długo przekraczane. I nie musisz ich już dalej przesuwać. Masz prawo nie chcieć uczestniczyć w weselu. Masz prawo być w tym wszystkim lojalna przede wszystkim wobec siebie.

Nie podejmuj teraz decyzji pod presją. To moment, który warto zatrzymać i przeanalizować – najlepiej z profesjonalnym wsparciem. Psychoterapia może pomóc Ci uporządkować emocje, przyjrzeć się, co w tym wszystkim jest Twoje, a co nie – i wrócić do kontaktu ze sobą.

Twoje emocje są ważne, nawet jeśli inni ich nie rozumieją. I nie musisz już niczego „udowadniać”. Wystarczy, że zadbasz o siebie.

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Z przedstawionego przez Panią opisu jasno wynika, że sytuacja od długiego czasu jest dla Pani bardzo obciążająca emocjonalnie. Mimo prób budowania relacji z siostrą męża, Pani zaangażowanie spotykało się z obojętnością. Poczucie wykluczenia, brak wsparcia ze strony męża i ignorowanie Pani granic wpłynęły na Pani samopoczucie i zaufanie w relacji.

 

Pani emocje są zrozumiałe. Czuje się Pani osamotniona, rozczarowana i pozbawiona głosu. Wesele tylko to pogłębiło. Decyzje były podejmowane bez Pani zgody, a mąż nie zareagował w sposób, który dawałby Pani poczucie bezpieczeństwa.

 

Proszę rozważyć rozmowę z psychologiem, by odzyskać przestrzeń dla siebie, uporządkować myśli i emocje. Warto też szczerze powiedzieć mężowi, że nie chodzi już tylko o siostrę, ale o brak jego wsparcia wobec Pani potrzeb i uczuć.

Ma Pani prawo nie iść na wesele, jeśli obecność tam wiąże się z cierpieniem. Ma Pani prawo przestać się poświęcać. I ma Pani prawo postawić granice, niezależnie od tego, co myśli rodzina męża.

 

Serdecznie pozdrawiam, 

Justyna Bejmert

Psycholog

Natalia Bajkowska-Hajdziony

Natalia Bajkowska-Hajdziony

Dzień dobry, 

zmaga się Pani z bardzo bolesnym tematem relacji i rodzinnej lojalności. Spróbuję to wytłumaczyć krok po kroku. 

Kiedy jesteśmy dziećmi, pozostajemy zależni od rodziców i rodziny pochodzenia. Jest to naturalny proces lojalności wskazujący na to, że rodzice, decydując się na dziecko/dzieci biorą na siebie odpowiedzialność za ich życie. W bliskich relacjach pozostaje również rodzeństwo oraz czasem dalsza część rodziny. 

Kiedy stajemy się dorosłymi i podejmujemy decyzję o wejściu w relacje z drugą dorosłą osobą, zawiązuje się nowa lojalność, wobec najbliższego mi człowieka męża/żony/partnera/partnerki. 

Jeśli w rodzinie pochodzenia (rodzice, rodzeństwo) jest emocjonalna zgoda na fizyczną, emocjonalną niezależność i autonomię jednego z jej członków, nie prowadzi to zwykle do konfliktów między rodziną partnera/partnerki a wybrankiem/wybranką. Decyzje podjęte przez parę są przyjmowane bez konfliktów, nawet jeśli nie do końca są zgodne z wartościami rodziny. 

Inaczej, kiedy osoba dorosła (i tu można podać przykład męża) oraz jego rodzina pochodzenia (siostra) nie przeszli procesu separacji w kierunku bycia indywidualnym, niezależnym dorosłym. Wtedy, kiedy opinie, charaktery, wartości rodziny i wybranki (w tym momencie Pani), są odmienne, dochodzi do tak zwanego konfliktu lojalności. 

W dorosłej relacji, kiedy partner jest stawiany pośrodku dwóch odmiennych głosów, ważne, żeby wybrał Panią. Pozostanie "pomiędzy" jest niemożliwe w dłuższej perspektywie oraz niszczy obie relacje,  nie pozwalając  na "pójście dalej" w związku. Opowiedzenie się po Pani stronie jest odpowiedzialnością męża, nie Pani. 

W takich sytuacjach (to częsty temat na terapii par, z którym się spotykam) zachęcam do rozmowy z kimś niezależnym, np. terapeutą par. 

Jeśli chodzi o nurt terapii indywidualnej, to polecam dowolny, ze szczególnym przyjrzeniem się bliżej nurtowi systemowemu (odnoszącym się do relacji rodzinnych, przekazów rodzinnych)

 

Życzę wszystkiego dobrego!

NBH

Adela Szemczak

Adela Szemczak

Dzień dobry,

 

dziękuję, że zdecydowała się Pani podzielić swoją historią. Zapoznałam się z nią uważnie i kilka obszarów w sposób szczególny zwraca moją uwagę.

 

Wydaje się, że zadaje sobie Pani pytania o to, jak dbać o potrzeby innych, nie opuszczając jednocześnie siebie i które z tych potrzeb są najważniejsze. Czy uczestniczyć w rodzinnych spotkaniach pomimo swojej niechęci i napięcia, wycofując swoje potrzeby i uczucia, ale zaspokajając potrzeby i oczekiwania innych? Czy odpuścić podobne uroczystości będąc blisko tego, czego Pani chce i co Pani czuje, narażając się tym samym na złość lub rozczarowanie ze strony otoczenia? Formuje się z tego pewnego rodzaju konflikt i przeciwstawne potrzeby i wyobrażam sobie, że może to rodzić napięcie.

 

Mam także wrażenie, że pisze Pani o temacie związanym ze stawianiem siebie na pierwszym miejscu oraz obdarzaniu swoich potrzeb należyta uwagą. Wydaje się, że doświadcza Pani jakiegoś rodzaju unieważniania swoich potrzeb ze strony rodzinnym i męża i że sama poszukuje Pani sposobu, aby o swoje potrzeby zadbać - co wiąże się z tym, co napisałam powyżej.

 

Czytam także o problemie relacyjnym pomiędzy Panią, a Pani mężem i jakiegoś rodzaju niejasnością co do uczuć, jakie Was łączą oraz przyszłości tego związku.

 

Nie napisała Pani, z jaką intencją podzieliła się Pani swoją historią tutaj i w jaki sposób eksperci na portalu mogliby na tu i teraz udzielić wsparcia. Z mojej perspektywy, warto rozważyć spotkania ze specjalistą, który może Pani towarzyszyć w układaniu i poszerzaniu świadomości związanej z ważnymi dla Pani sprawami. Jeśli jednak nie rozważa Pani takiego wsparcia, być może jest w Pani otoczeniu ktoś, kto w sposób życzliwy i otwarty będzie gotów Pani wysłuchać i zobaczyć w tym Pani perspektywę? Być może pomocnym będzie także rozmowa z mężem i podzielenie się tym, czego Pani doświadcza i czego Pani od niego potrzebuje? A może to właśnie zidentyfikowanie Pani potrzeb byłoby tutaj kluczowe?

 

Ponieważ sytuacja jest złożona, a ja mam do dyspozycji tylko to, co Pani opisała (a z pewnością jest to jedynie element rzeczywistości i całości), bardzo proszę sprawdzić, czy to, co napisałam, w jakimś stopniu odzwierciedla Pani sytuację. 

 

Mam nadzieję, że znajdzie Pani dla siebie wsparcie, które pozwoli lepiej zrozumieć tę sytuację i znaleźć ukojenie.

 

Pozdrawiam ciepło,

Adela Szemczak

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Anonimko,

 

sytuacja, którą opisujesz jest bardziej złożona tj. nie dotyczy tylko zachowania siostry męża, bo pojawiają się tu też inne aspekty, takie jak poczucie utraty zaufania względem męża, oczekiwanie lojalności ("powinien stanąć w mojej obronie"), ale też być może masz w sobie lęk przed odrzuceniem, który może świadczyć o tym, że wciąż starasz się o to, aby szwagierka Cię polubiła nawet jeśli otrzymujesz od niej brak zainteresowania i należytego szacunku. Nie da się tu jednoznacznie na forum rozwiązać tego wszystkiego, zdecydowanie pomyśl o konsultacjach psychologicznych. Czas, aby zadbać o siebie i nauczyć się stawiać granice względem zachowań, które sprawiają że czujesz się źle. 

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne

Moja rodzina jest bardzo zżyta ze sobą, ale wystarczy nie mieć ochoty na ich kontakt, by zostawili mnie w najtrudniejszej dla mnie sytuacji emocjonalnej.
Dzień dobry. Piszę tutaj, bo może przekonam się by pójść do psychologa. Zacznę od początku, ale w skrócie. Mam nadzieję, że będzie to miało ręce i nogi. A więc... Z moją rodziną jestem dość zrzyta. Z mamą i resztą zawsze jedziemy na urlop lub po prostu do rodzinnego domu. Ale, że mieszkam za granicą to dzwonimy do siebie dość często. Z bratem rozmawiam nawet 4 razy na dzień, bo ciągle do mnie dzwoni. Moja Mama jest gospodynią domową i mieszkają razem z bratem i babcią w domu rodzinnym, tata również jest za granicą. Babcia przebywa obecnie w domu opieki po operacji, ale muszę też wspomnieć, że babcia jest dość toksyczną osobą, która niszczy psychicznie i fizycznie mamę moją. Ale niestety mama nie daje sobie nic powiedzieć. Moja rodzina ma też tendencje do obrażania się. No po prostu nie można nic powiedzieć i musi być tak, jak oni chcą (ja tak to widzę). Ale do sedna... Urlop zaplanowaliśmy w Polsce nad morzem i oczywiście nie mogło zabraknąć mamy, by do nas dojechała pociągiem. Tak też się stało. Była z nami prawie cały tydzień. Był też z nami nasz prawdziwy skarb, nasze oczko w głowie - nasz 4-nożny przyjaciel od 10 lat. Mama też ją kochała. Zawsze mówiła, że boi się o Mnie, jak coś jej się stanie (tak ją kochałam). Niestety na tym urlopie 28 września musieliśmy podjąć najgorszą decyzję w naszym życiu. Musiała zostać uśpiona ;((( i tak urlop zamienił się w koszmar. Płakałam do poduszki każdego wieczoru i każdego dnia przy mamie. W niedziele 1 października mama wróciła pociągiem do domu, choć błagałam ją, żeby z nami jechała, bo ja nie chcę i boję się być sama w domu (wszystko przypominało mi naszą Majli a problemem było pozostanie z tym samą przez 10 godz dziennie) oczywiście powiedziała, że musi wracać do babci, choć tak naprawdę nie musiała. Więc my znów wróciliśmy za granicę. W poniedziałek miałam wracać do pracy, ale nie byłam w stanie. Dzwonił do mnie 2 razy brat, ale nie odebrałam. W końcu zadzwoniła mama, odebrałam i chwilę depresyjnym głosem pogadałyśmy. Mówiła, że przyleci samolotem, jak bardzo potrzebuję, ale wiedziałam, że zamierzała, ale nie chciała wcale przyjeżdżać (nawet sama mówiła, że mam nie mieć żalu) Zadzwoniła też w środę, kiedy byłam w pracy, i jak zawsze opowiadała mi z płaczem o swoich problemach z babcią itd... Wtedy powiedziała mi pod koniec rozmowy "czemu też sama nie zadzwonię" " że czas zleciałby mi" odparłam, że nie chce mi się gadać, bo mam myśli gdzie indziej i nie umiem się skupić. Pożegnałyśmy się i od tamtej pory cisza. Nikt do mnie nawet nie zadzwonił, nikt z rodziny nie napisał. Zostawili mnie bez wsparcia, bez słowa otuchy. Pewnie znów się obrazili, że od brata nie odebrałam a mamie powiedziałam, że nie chce mi się gadać. W tej całej żałobie naszej, myślę też o tym, czym sobie zasłużyłam. Ja cały czas wysłuchiwałam ich problemów, a teraz kiedy ja popadam w depresję ich nie ma. Gdyby nie moja partnerka, która też przeżywa odejście naszej przyjaciółki, pewnie już by mnie nie było, bo bym sobie z tym nie poradziła. Dręczy mnie to bardzo czy ja coś źle zrobiłam? Czy ja nie mam prawa do bólu i cierpienia. Czy to ja powinnam do nich dzwonić? Z perspektywy czasu sobie myślę, że tylko jak były jakieś korzyści z naszej strony to było fajnie przyjechać i dzwonić. Co ja mam teraz zrobić? Jak mam się tym nie dręczyć i co najgorsze, jak nie mieć poczucia winy, że się nie odzywają. Cierpię i płaczę w każdej chwili. Proszę o pomoc i radę. Pozdrawiam Kasia
Odczuwam lęki i zmęczenie po tym, jak straciłam babcię, a teraz ukochanego zwierzaka. Boję się iść do szkoły, nie chcę zmian, ponieważ jest ich już tak dużo w moim życiu.
Dzień dobry, jak mogę poradzić sobie z ogromnym smutkiem? Moja świnka morska, którą miałam 8 lat zachorowała podczas mojego wyjazdu i niestety zmarła. Od tego czasu nie mogę przestać być smutna i najgorsze jest to, że gdy zaczynam się czuć lepiej to ktoś z mojej rodziny musi mnie dobić. Nie wchodzę do pokoju, w którym była i w sumie ze swojego pokoju też praktycznie nie wychodzę. Nie mam siły iść do szkoły a za niedługo kończą się ferie i nie mogę zostać w domu, bo mam już sporo nieobecności. Jest to dla mnie podwójnie ciężkie, bo w zeszłym roku zmarła moja babcia i gdy myślałam już, że z tym smutkiem nie dam sobie rady to przyszedł kolejny. Dodatkowo walczę z dość ciężkim lękiem o charakterze napadowym i teraz jestem dodatkowo zmęczona, nie tylko lękiem, ale i smutkiem. Mam wrażenie, że od ponad pół roku wszystko jest przeciwko mnie. Mam również inny problem- ciągle patrzę w przeszłość i nie umiem skupić się na tym co jest i na tym co będzie. Wiem, że sporo osób tak ma, ale u mnie jest to już dość uciążliwe. Ciągle myślę o tym co było i jak wtedy było dobrze, bo w przyszłości nie widzę nic dla mnie dobrego. Próbuję już parę miesięcy walczyć o powrót do dawnej kondycji psychicznej, ale kompletnie mi to nie wychodzi. :( Czuję się taka bezsilna, bo przez te ostatnie miesiące straciłam babcię, przyjaciół, świnkę, zdrowie oraz część wesołej mnie. Bardzo chciałabym cofnąć czas do kwietnia zeszłego roku, bo wtedy mam wrażenie, że wszystko się zaczęło. Albo chociaż do wakacji. Przytłacza mnie presja szkoły, którą kończę za rok i to również mnie dobija. Gdy tylko myślę o liceum od razu zalewam się łzami i cała panikuję. Nie chcę kończyć szkoły, do której się przyzwyczaiłam. Nienawidzę w życiu zmian, dlatego pewnie też ciężej mi z tymi smutkami czy lękiem. Od zawsze byłam dość lękliwa, najpierw były to rzeczy typu wysokie drabinki czy zasypianie przy zgaszonym świetle a teraz jest to lęk o wyjście z domu, przyszłość i o wiele innych rzeczy. Ja chciałabym żyć jak dawniej, bo mam wrażenie, że niedługo nie dam rady. Mimo, że uwielbiam życie to ostatnio coraz bardziej mnie załamuje, nie pamiętam kiedy miałam dzień, by nie spanikować czy nie być smutną. Byłam zapisana do psycholożki, która jest również psychoterapeutką, ale ciągle a to ja byłam chora a to pani psycholog nie mogła i tak się to ciągnie około miesiąc. :( Staram się mimo lęków wychodzić do szkoły czy na spacery, ale wiąże się to nie raz z mocnym zmęczeniem po tym wszystkim. Mam wrażenie, że ten lęk mocno osłabił mi mięśnie, bo po prostu nie raz nie mam siły, a nie się boję a nogi bolą mnie już po dwóch kilometrach, podczas gdy w wakacje bez problemu chodziłam nawet 15. :( Co mogłabym zrobić, by pomóc sobie z tymi problemami? Nie wiem czy będę teraz w stanie wyjść do psychologa a bardzo już potrzebuję sobie pomóc. Chciałam zapisać się na konsultację online, ale moi rodzice twierdzą, że to nie jest skuteczne i muszę zobaczyć kogoś na żywo. Przez dłuższy czas uważali też, że udaję, bo chcę się wymigać od szkoły, co sprawiło mi dużą przykrość, bo ja naprawdę się bardzo boję. :( Przecież nie trzęsę się cała i czuję się źle, bo nie chcę iść do szkoły. Mój organizm po prostu robi to, bo czuje zagrożenie. Liczę na jakieś rady co robić by było lepiej, bo było już lepiej z tymi lękami no, ale teraz to ze świnką znowu je spotęgowało. :( Z góry dziękuję za pomoc i serdecznie pozdrawiam. :)
Jak poradzić sobie z utratą przyjaciół i konfliktami z rodziną po terapii

Po terapii straciłam przyjaciół, tracę znajomych, nie lubi mnie rodzina. Gdy im przytakiwałam, to byłam ok. A teraz jestem wyzywana za własne zdanie. Ojciec się gotuje, że mogę lubić inną partię polityczną (od razu nazywa mnie debilem), matka całe życie drze się, że ona ma gorzej, ona ma tak samo, że ja nic nie rozumiem, ona wie najlepiej... A jest tak tępa osoba, że nie potrafi zmienić baterii w budziku. Pół dnia ogląda filmy i gra w pasjansa. Znajomi przestali się odzywać, a jak mnie oszukują i mówię o tym wzrost, to wzbudza się w nich agresja. Z jednej strony czuje się dobrze. Z drugiej samotnie. Nie chcę być samotna, ale trudno mi po terapii zaufać komuś i mam niechęć do poznawania kolejnych fałszywych ludzi.

Kryzys psychiczny całkowicie zaburza moje funkcjonowanie i zdrowie fizyczne. Natrętne myśli, bezsenność, chroniczne zmęczenie. Co mógłbym zrobić?
Dzień dobry, mam 32 lata i przechodzę przez kryzys psychiczny od jakiś 3 miesięcy. Poradziłem sobie z uzależnieniem od narkotyków ze wsparciem rodziny oraz mojej żony, ale to już było jakieś 3 lata temu i byłem normalnym mężczyzną cieszącym się z życia. Miałem w październiku stresową sytuację w pracy i konflikt z przełożonym, sytuacja wyszła na moje, że tak powiem, ale niesmak pozostał u kierownika oraz innych współpracowników- nie ma ku temu konkretnych przykładów, ale ja mam takie subiektywne odczucie. Nie umiem się pozbierać, nie śpię po nocach, byłem u psychologa- Pani psycholog stwierdziła, że jestem na tyle silny, że powinienem sobie z tym wszystkim samemu poradzić. Dodam, że staramy się z żoną o dziecko i też nam to nie wychodzi, podjęliśmy leczenie w klinice niepłodności, jest nadzieja, że będzie poprawa. Mój stan psychiczny przytłacza mnie, nie jestem tym samym człowiekiem, najprostsze rzeczy przynoszą mi trudność, które kiedyś robiłem od tak bez zastanawiania się i analizy i było to dla mnie jak małe piwo przed śniadaniem. Nie wiem co się ze mną dzieje, mam natrętne myśli, bezsenność oraz kołatanie serca, śpię po 4-5 godzin. Przestało mnie interesować cokolwiek i stałem się taki otępiały, jakbym się cofnął w rozwoju, takie mam odczucia. A przecież zawsze miałem dobre oceny w szkole i na studiach. Co w takiej sytuacji robić? Nie chciałem iść do psychiatry, ponieważ leki antydepresyjne leczą tylko objawy a nie przyczynę tych stanów. Zawsze byłem wrażliwym dzieckiem czy da się to jakoś wypracować, żeby natrętne myśli opuściły mnie i żebym wrócił do tego, co było przed pojawieniem się tych dolegliwości?
Samotność i ucieczka w wyobraźnię jako formy radzenia sobie ze stresem
Nie szukam pomocy bo wiem że jej nie znajdę, nie przychodzę tutaj także robić z siebie ofiary, lecz jestem tak bardzo samotna, mam tylko dwójkę niestabilnych rodziców i kota. To może być jednym z głównych powodów dla których uciekłam w swój świat i w swoją głowę, leżę godzinami w łóżku, codziennie rano i codziennie wieczorem, wyobrażając sobie świat w którym żyje mi się lepiej, mogłabym napisać o tym na forum dla osób z nałogiem bo robięnie tego od 6 roku życia to poważny temat. Chciałabym tylko mieć z kim porozmawiać chociaż przez 15minut mieć towarzyszą w swoim życiu, porozmawiać chociażby o pogodzie.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!