Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Konflikt z siostrą męża niszczy małżeństwo – brak wsparcia i napięcia rodzinne

Mam problem z siostrą męża. Odkąd jesteśmy razem, dziewczyna nie potrafiła nawiązać żadnego kontaktu ze mną. Próbowałam rozmawiać, zadawałam pytania, zawsze wychodziłam z inicjatywą, ale kończyło się to tylko pustymi odpowiedziami. Przy stole rodzinnym było mi po prostu przykro, że jestem w stanie zadać pytanie i otrzymać odpowiedź, ale w drugą stronę to nie działa… Nigdy nie zainteresowała się moją osobą. Zastanawiałam się czy to nie była zazdrość, bo mój mąż zanim byliśmy razem zawsze robił za nią wiele rzeczy, woził ją wszędzie, odbierał paczki, itp. W końcu stwierdziłam, że odpuszczam, prosiłam też męża (wtedy partnera) o wyjaśnienie sytuacji, w czym tkwi problem. Stwierdziła, że jest introwertykiem i dlatego ze mną nie rozmawia i że nie ma nic do mnie... Problem w tym, że z innymi potrafi rozmawiać. Temat nie został wyjaśniony i się ciągnie latami… Spotkania rodzinne były dla mnie najcięższą rzeczą jaką musiałam znosić, jeździłam tam zestresowana i z bólem brzucha. Z czasem przestałam się odzywać przy stole, co dla mnie jest bardzo trudne, bo jestem osobą bardzo otwartą i towarzyską. Czułam się w tym wszystkim po prostu fatalnie, ale starałam się zadowolić męża i jego rodziców, bo „rodzinka jest w komplecie”. Przyszedł czas naszego wesela. Wszystko było dobrze, do czasu. W pewnym momencie jego siostra wyszła na środek sali by przy wszystkich złożyć życzenia urodzinowe swojej koleżance (tak się złożyło, że sąsiadka miała w dniu naszego wesela urodziny). Nic o tym nie wiedziałam i nie wyraziłam na to zgody. Potem wyszedł mąż i złożył mi życzenia z okazji zbliżających się moich urodzin… Byłam po prostu wściekła, zawsze powtarzałam, że wesele to nie jest miejsce na składanie komuś innemu życzeń, oświadczyny lub inne wydarzenia… Dziewczyna, która twierdzi że jest introwertykiem wychodzi nagle przy wielu osobach na środek sali i wygłasza przemówienie… Ja od niej nigdy żadnych życzeń nie dostałam, mimo że ja pierwsza jej kiedyś złożyłam życzenia i kupiliśmy z mojej inicjatywy prezent. To dla mnie już było za wiele… Wiem, że mąż chciał dobrze ale fakt, że pozwolił jej wystąpić na tej sali mimo że do mnie się nie odzywa to dla mnie w pewnym sensie zdrada emocjonalna. Wiele razy mu podkreślałam, jak bardzo boli mnie to zachowanie i chciałam żeby to wyjaśnił. Potem w podróży poślubnej nie mogłam sobie poradzić z emocjami i w sumie do tej pory nie mogę. Zamiast korzystać i się cieszyć ze wspólnych chwil to ja byłam smutna, rozdrażniona… Jestem cały czas zła na męża za to co zrobił. Są momenty, że się do niego nie odzywam. Stałam się wycofana, obojętna, nie potrafię mu okazywać uczuć, czuję się wypalona, mam co do niego bardzo mieszane uczucia za to, że nigdy nie stanął po mojej stronie… Sama już nie wiem co do niego czuje, jesteśmy świeżo po ślubie a ja mam czasem myśli czy tego po prostu nie zakończyć… Za kilka miesięcy wesele ma jego siostra. Nie chcę tam iść i mu o tym powiedziałam. Jednakże on chyba tego nie rozumie i boli go to, że nie chce przy nim być w tym dniu. Zakładam też, że boi się reakcji całej rodziny na to, że może nas tam nie być. Mam dość udawania przed wszystkimi, że jest OK, z wyjątkiem rodziców to nikt z jego rodziny nie wie o tym konflikcie. Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ciągle tylko wszystko analizuje. Mój związek się po prostu rozpada, bo zaczynam czuć coraz więcej negatywnych emocji w stosunku do męża przez jego siostrę i przez to że nie potrafi(ł) podejmować odpowiednich działań. Wiem, że każdy będzie żył swoim życiem, ale chcę się od wszystkich odciąć i nie mam zamiaru brać udziału w rodzinnych spotkaniach. Nie ważne jaką decyzję podejmę w sprawie ich wesela, czy wspólnego przyszłego życia z mężem, zawsze któraś ze stron będzie pokrzywdzona… Wszyscy moi bliscy wiedzą o tym konflikcie i tylko przejmują się tym, że mężowi jest ciężko w tym wszystkim bo jest między młotem a kowadłem. Uważają, że powinnam wspierać męża ale gdzie w tym wszystkim jest wsparcie dla mnie? Mną nikt się nie przejmuje, nikt nie wie co ja tak naprawdę czuję i ile mnie to wszystko kosztuje… Straciłam motywację do wszystkiego.
Dorota Żurek

Dorota Żurek

Dzień dobry, 

widzę, że ta sytuacja bardzo wiele Panią kosztuje, jednak proszę pamiętać, że nie ma Pani wpływu na zachowanie siostry męża i on też. Proszę się zastanowić, dlaczego tak bardzo zależy Pani na jej aprobacie i budowaniu relacji z osobą, która najwyraźniej tego nie chce. Dlaczego przerzuca Pani winę na męża? On nie może zmusić swojej siostry do rozmowy z Panią. W takiej sytuacji warto odpuścić i skupić się na swoich emocjach, pracy nad sobą, budowaniem własnej wartości. Ta sytuacja nie powinna aż tak wpływać na Wasze małżeństwo, lepiej skupić się relacji z mężem, bliskości i radości ze wspólnego życia. Może z czasem uda się Pani nawiązać więź ze szwagierką, a teraz jest czas, by skupić się na sobie i swoich potrzebach, a nie przejmować się tym, na co Pani zupełnie nie ma wpływu. Proszę pomyśleć o konsultacji ze specjalistą, psychologiem, terapeutą, by omówić swoje emocje i zrozumieć, z czego mogą wynikać. 

 

Pozdrawiam,

Dorota Żurek - psycholog. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Rydel

Aleksandra Rydel

To, co opisujesz, nie dotyczy wyłącznie trudnej relacji z siostrą męża – to znacznie szerszy problem, związany z brakiem wzajemności, lojalności w relacji partnerskiej i poczuciem osamotnienia. Wielokrotnie próbowałaś nawiązać kontakt, rozmawiać, wyjaśniać. Z Twojej strony było zaangażowanie, inicjatywa, gotowość do budowania relacji – i to wszystko trafiało w mur. To wyczerpujące i frustrujące.

Sytuacja z weselem stała się punktem kulminacyjnym, ale nie była źródłem problemu – raczej konsekwencją długo ignorowanego napięcia. W relacji, która miała dawać wsparcie, znalazłaś się w roli osoby pomijanej. To zrozumiałe, że pojawił się gniew, żal i wycofanie. Utrata zaufania do partnera nie bierze się znikąd – to efekt powtarzających się sytuacji, w których Twoje potrzeby i granice były lekceważone lub niezauważane.

Z opisu wynika też coś bardzo ważnego: długo brałaś na siebie odpowiedzialność za „dobrą atmosferę” i relacje rodzinne, kosztem samej siebie. I to właśnie teraz się kończy – nie masz już siły udawać. To nie jest egoizm. To zdrowy mechanizm obronny.

Złość, którą teraz czujesz – do siostry, do męża, do całej sytuacji – jest sygnałem, że Twoje granice były zbyt długo przekraczane. I nie musisz ich już dalej przesuwać. Masz prawo nie chcieć uczestniczyć w weselu. Masz prawo być w tym wszystkim lojalna przede wszystkim wobec siebie.

Nie podejmuj teraz decyzji pod presją. To moment, który warto zatrzymać i przeanalizować – najlepiej z profesjonalnym wsparciem. Psychoterapia może pomóc Ci uporządkować emocje, przyjrzeć się, co w tym wszystkim jest Twoje, a co nie – i wrócić do kontaktu ze sobą.

Twoje emocje są ważne, nawet jeśli inni ich nie rozumieją. I nie musisz już niczego „udowadniać”. Wystarczy, że zadbasz o siebie.

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Z przedstawionego przez Panią opisu jasno wynika, że sytuacja od długiego czasu jest dla Pani bardzo obciążająca emocjonalnie. Mimo prób budowania relacji z siostrą męża, Pani zaangażowanie spotykało się z obojętnością. Poczucie wykluczenia, brak wsparcia ze strony męża i ignorowanie Pani granic wpłynęły na Pani samopoczucie i zaufanie w relacji.

 

Pani emocje są zrozumiałe. Czuje się Pani osamotniona, rozczarowana i pozbawiona głosu. Wesele tylko to pogłębiło. Decyzje były podejmowane bez Pani zgody, a mąż nie zareagował w sposób, który dawałby Pani poczucie bezpieczeństwa.

 

Proszę rozważyć rozmowę z psychologiem, by odzyskać przestrzeń dla siebie, uporządkować myśli i emocje. Warto też szczerze powiedzieć mężowi, że nie chodzi już tylko o siostrę, ale o brak jego wsparcia wobec Pani potrzeb i uczuć.

Ma Pani prawo nie iść na wesele, jeśli obecność tam wiąże się z cierpieniem. Ma Pani prawo przestać się poświęcać. I ma Pani prawo postawić granice, niezależnie od tego, co myśli rodzina męża.

 

Serdecznie pozdrawiam, 

Justyna Bejmert

Psycholog

Natalia Bajkowska-Hajdziony

Natalia Bajkowska-Hajdziony

Dzień dobry, 

zmaga się Pani z bardzo bolesnym tematem relacji i rodzinnej lojalności. Spróbuję to wytłumaczyć krok po kroku. 

Kiedy jesteśmy dziećmi, pozostajemy zależni od rodziców i rodziny pochodzenia. Jest to naturalny proces lojalności wskazujący na to, że rodzice, decydując się na dziecko/dzieci biorą na siebie odpowiedzialność za ich życie. W bliskich relacjach pozostaje również rodzeństwo oraz czasem dalsza część rodziny. 

Kiedy stajemy się dorosłymi i podejmujemy decyzję o wejściu w relacje z drugą dorosłą osobą, zawiązuje się nowa lojalność, wobec najbliższego mi człowieka męża/żony/partnera/partnerki. 

Jeśli w rodzinie pochodzenia (rodzice, rodzeństwo) jest emocjonalna zgoda na fizyczną, emocjonalną niezależność i autonomię jednego z jej członków, nie prowadzi to zwykle do konfliktów między rodziną partnera/partnerki a wybrankiem/wybranką. Decyzje podjęte przez parę są przyjmowane bez konfliktów, nawet jeśli nie do końca są zgodne z wartościami rodziny. 

Inaczej, kiedy osoba dorosła (i tu można podać przykład męża) oraz jego rodzina pochodzenia (siostra) nie przeszli procesu separacji w kierunku bycia indywidualnym, niezależnym dorosłym. Wtedy, kiedy opinie, charaktery, wartości rodziny i wybranki (w tym momencie Pani), są odmienne, dochodzi do tak zwanego konfliktu lojalności. 

W dorosłej relacji, kiedy partner jest stawiany pośrodku dwóch odmiennych głosów, ważne, żeby wybrał Panią. Pozostanie "pomiędzy" jest niemożliwe w dłuższej perspektywie oraz niszczy obie relacje,  nie pozwalając  na "pójście dalej" w związku. Opowiedzenie się po Pani stronie jest odpowiedzialnością męża, nie Pani. 

W takich sytuacjach (to częsty temat na terapii par, z którym się spotykam) zachęcam do rozmowy z kimś niezależnym, np. terapeutą par. 

Jeśli chodzi o nurt terapii indywidualnej, to polecam dowolny, ze szczególnym przyjrzeniem się bliżej nurtowi systemowemu (odnoszącym się do relacji rodzinnych, przekazów rodzinnych)

 

Życzę wszystkiego dobrego!

NBH

Adela Szemczak

Adela Szemczak

Dzień dobry,

 

dziękuję, że zdecydowała się Pani podzielić swoją historią. Zapoznałam się z nią uważnie i kilka obszarów w sposób szczególny zwraca moją uwagę.

 

Wydaje się, że zadaje sobie Pani pytania o to, jak dbać o potrzeby innych, nie opuszczając jednocześnie siebie i które z tych potrzeb są najważniejsze. Czy uczestniczyć w rodzinnych spotkaniach pomimo swojej niechęci i napięcia, wycofując swoje potrzeby i uczucia, ale zaspokajając potrzeby i oczekiwania innych? Czy odpuścić podobne uroczystości będąc blisko tego, czego Pani chce i co Pani czuje, narażając się tym samym na złość lub rozczarowanie ze strony otoczenia? Formuje się z tego pewnego rodzaju konflikt i przeciwstawne potrzeby i wyobrażam sobie, że może to rodzić napięcie.

 

Mam także wrażenie, że pisze Pani o temacie związanym ze stawianiem siebie na pierwszym miejscu oraz obdarzaniu swoich potrzeb należyta uwagą. Wydaje się, że doświadcza Pani jakiegoś rodzaju unieważniania swoich potrzeb ze strony rodzinnym i męża i że sama poszukuje Pani sposobu, aby o swoje potrzeby zadbać - co wiąże się z tym, co napisałam powyżej.

 

Czytam także o problemie relacyjnym pomiędzy Panią, a Pani mężem i jakiegoś rodzaju niejasnością co do uczuć, jakie Was łączą oraz przyszłości tego związku.

 

Nie napisała Pani, z jaką intencją podzieliła się Pani swoją historią tutaj i w jaki sposób eksperci na portalu mogliby na tu i teraz udzielić wsparcia. Z mojej perspektywy, warto rozważyć spotkania ze specjalistą, który może Pani towarzyszyć w układaniu i poszerzaniu świadomości związanej z ważnymi dla Pani sprawami. Jeśli jednak nie rozważa Pani takiego wsparcia, być może jest w Pani otoczeniu ktoś, kto w sposób życzliwy i otwarty będzie gotów Pani wysłuchać i zobaczyć w tym Pani perspektywę? Być może pomocnym będzie także rozmowa z mężem i podzielenie się tym, czego Pani doświadcza i czego Pani od niego potrzebuje? A może to właśnie zidentyfikowanie Pani potrzeb byłoby tutaj kluczowe?

 

Ponieważ sytuacja jest złożona, a ja mam do dyspozycji tylko to, co Pani opisała (a z pewnością jest to jedynie element rzeczywistości i całości), bardzo proszę sprawdzić, czy to, co napisałam, w jakimś stopniu odzwierciedla Pani sytuację. 

 

Mam nadzieję, że znajdzie Pani dla siebie wsparcie, które pozwoli lepiej zrozumieć tę sytuację i znaleźć ukojenie.

 

Pozdrawiam ciepło,

Adela Szemczak

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Anonimko,

 

sytuacja, którą opisujesz jest bardziej złożona tj. nie dotyczy tylko zachowania siostry męża, bo pojawiają się tu też inne aspekty, takie jak poczucie utraty zaufania względem męża, oczekiwanie lojalności ("powinien stanąć w mojej obronie"), ale też być może masz w sobie lęk przed odrzuceniem, który może świadczyć o tym, że wciąż starasz się o to, aby szwagierka Cię polubiła nawet jeśli otrzymujesz od niej brak zainteresowania i należytego szacunku. Nie da się tu jednoznacznie na forum rozwiązać tego wszystkiego, zdecydowanie pomyśl o konsultacjach psychologicznych. Czas, aby zadbać o siebie i nauczyć się stawiać granice względem zachowań, które sprawiają że czujesz się źle. 

 

Ściskam Cię serdecznie,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne

Nie potrafię poradzić sobie ze zdradą emocjonalnej żony.
Witam, żona dokonała zdrady emocjonalnej, pech chciał, że ją złapałem i nie mogę tego udźwignąć.
Źle mieszka mi się z partnerką, chciałbym się wyprowadzić. Przechodzę kryzys, mam myśli samobójcze.
Mam problem, mieszkam z dziewczyną od 4 lat w jednym pokoju , tłumie w sobie to w jakim bałaganie żyjemy i raz na jakiś czas wybucham z tego powodu, bałagan jest głównie jej . Po takim wybuchu po znowu jakimś czasie wybucham z powodu finansów , zarabiam 2 razy więcej od niej , dostaję więc na życie i mieszkanie , tylko ja nic z tego nie mam i żyję w tym bajzlu, chce się uwolnić i wyprowadzić, ale od 2 lat mi to się nie udało, czuję, że stosuje jakieś psychologiczne triki, przez które rezygnuje, i ostatnimi czasy siada mi psychika, mam myśli samobójcze, w których nie czuję zawahania, gdybym miał to zrobić Co ja moge zrobić dalej ze swoim życiem, nie mam rodziny ani znajomych, moje życie to głównie praca.
Czy warto ponownie nawiązać kontakt po trudnym rozstaniu?
Jakiś czas temu zaczęłam na nowo spotykać się z mężczyzną. Na ostatnim spotkaniu pokazałam mu zdj. z Baby Shower na którym byłam ze znajomymi z pracy. Zwrócił uwagę na jedną ładną dziewczynę. Spytał o Nią (ile lat, czy wolna). Stwierdziałm, że wiem, że nie jestem tak ładna jak ona, na co usłyszałam w odpowiedzi: może Ty taka jesteś, tylko nie wierzysz w siebie (tak - mam niskie poczucie wł. wart). Potem zaczął, niby żartem, prosić żebym dała mu jej numer. Powtórzył to kilkakrotnie, zapewniając zarazem, że nie mam być o co zazdrosna, bo gdyby chciał to już by sobie znalazł kogoś innego: "mało tu jest takich?". Rozstaliśmy się jak zawsze. Po powrocie do domu otrzymałam sms: dziękuję za miło spędzony wieczór. Pamiętaj załatwić mi nr do tej Pani". Zdenerwowałam się, jednak zaczęłam żartować pisząc: "jak ci będzie lepiej to idź; może pokażę jej twoje zdj jak będę pytać o ten nr", itp. Na końcu spytałam, czy na prawdę uważa, że jest ładniejsza ode mnie. W odpowiedzi (odczytanej następnego ranka) otrzymałam: "Co do Was to musiałbym ją zobaczyć na żywo". Wściekłam się - poczułam się brzydsza, gorsza i że na prawdę wolałby kogoś innego. W odpowiedzi napisałam, że ja nigdy nie będę jak ta laska, więc albo bierze co jest, albo niech spada na drzewo. Jeśli nie chce ze mną być to niech mi to powie wprost. Wieczorem zadzwoniłam i przeprosiłam, bo poczułam, że moja reakcja była jednak przesadzona. Najpierw usłyszałam w słuchawce” kazałaś mi spadać na drzewo, więc spadam”. „Obrażony” – pomyślałam. Zadzwoniłam znowu – rozpoczynając od słów: dobra ale nie obrażaj się, zapomnijmy o tym. Przeprosiłam, wytłumaczyłam, że nie zrozumiałam żartu; Z drugiej strony usłyszałam że: sama Go kusiłam, po co mu to zdjęcie pokazywałam; że nie szanuję Go, bo użyłam „spadaj na drzewo”, co to w ogóle jest; że myślał nad tym cały dzień i stwierdził, że to nie ma sensu, rozstańmy się w zgodzie; że nie pasujemy do siebie, że nie będzie się z dzieckiem bawił (bo jestem nerwowa, znowu przyjdę obrażona, a potem go zostawię bo posłucham innych), po co mu to itp. Tłumaczyłam, że ja mogę jedynie przeprosić i jeśli tak uważa jak uważa to zostańmy przyjaciółmi; że ja TYM razem zadzwoniłam i przepraszam, nie uciekam, nie słucham się nikogo; że z każdej trudności która jest między nami wynoszę jakąś lekcję dla siebie. Jeszcze raz przeprosiłam ze łzami w oczach i powiedziałam, że możemy być przyjaciółmi. 8 marca dostałam życzenia na Dzień Kobiet. Nie powiem, że się nie ucieszyłam. Podziękowałam. Za jakiś czas wysłałam mu sms że polecam wyjść z psem bo piękna pogoda. Pod wieczór napisał, że był i spytał jak mi minął dzień. Odpisałam za 3 godz. Za chwilę przesłał do mnie sms, który nie miał trafić do mnie, a zapewne do jego siostry. Stoczyliśmy krótką rozmowę, w której wyjaśnił, że to nie była wiadomość do mnie, spytał ponownie jak mi minął dzień i spytał, czy wpadnę. Odparłam: ooo, no teraz i tak nie przyjadę (było dość późno). Odpowiedział, że wie i że no on chciał tylko życzenia złożyć bo się znamy. Twierdził, że nie jest obrażony, no ale… Życzył mi dobrego wieczoru. Odpisałam, że ja zawsze na kawę wpaść mogę, ale już raczej nie jako jego dziewczyna, ale koleżanka. W odpowiedzi dostałam kilka smsów w stylu: czy chciałabym się przytulać do kolegi, że ma na mnie ochotę etc. jednocześnie deklarował, że wiem, że czuje cos więcej do mnie, zawsze myśli o mnie i jest ze mną. Zaproponowałam szczerą rozmowę, a On się przeraził? i odpisał: „ nie dziękuję nie spotykamy się”. W następnym sms dałam mu do zrozumienia ze z mojej strony nic się nie zmieniło, że chciałabym żeby było jak 2 tyg temu, ale jeśli mamy być znajomymi to proszę aby nie pisał mi o tuleniu. Dwa dni później złożyłam mu życzenia na dzień mężczyzny oraz raz spytałam, czy to nie go mijałam w przejeżdżającym samochodzie. Odpisał: „dziękuję” , „tak, tobie również miłego dnia” (normalnie). Z mojego punktu widzenia przyczyna rozstania ze mną jest głupia ( z 2 strony rozumiem, że może się bać, że znowu odejdę - bo faktycznie obraziłam się i pierwszy raz odeszłam mimo, że nie chciałam, bo posłuchałam innych - natomiast podczas mojej 3 dniowego pobytu w domu rodzinnym nawet się do mnie nie odezwał). Nie wiem, czy mówił poważnie o zerwaniu, czy pod wpływem emocji. Może to głupie, ale brakuje mi Go, był mi bardzo bliski, być może zbyt wiele sobie wyobraziłam, ale dawał mi do zrozumienia, że chce próbować. Popadam w paranoję, za dużo analizuję.. Chciałabym z Nim jeszcze raz porozmawiać, ale nie wiem, czy ma to sens. Czy może czekać na jego ruch, bo właściwie jeśli żywi prawdziwe uczucie to się odezwie… Bardzo proszę o poradę w tej kwestii – odezwać się, spytać o pewność jego decyzji i ewentualnie się pożegnać, czy zostawić sprawę samej sobie?
TW. Myśli samobójcze, alkohol i lęk przed samym dokonaniem. Terapeuci mnie obwiniają.

Witam, mam silne myśli samobójcze, ale przed podjęciem próby samobójczej blokuje mnie lęk. Sięgam czasami po alkohol. Nikt mi nie pomógł. Jestem sama. Byłam u wielu specjalistów i jedyne, co od nich dostaje, to obwinianie mnie. Skąd sie bierze taka ignorancja terapeutów? Nie dziwię się, że tyle osób robi sobie krzywdę, skoro terapeuci ich nie rozumieją i obwiniają.

Jestem oceniany, czuję się inny - ludzie tworzą okropne plotki.

Ludzie uważają, że jestem ćpunem. Jako nastolatek miałem typową nastoletnią depresję, byłem przybity i roztargniony. Słyszałem jak się ze mnie śmiali, że jestem " naćpany". Możliwe, że mam jakieś dziwne ruchy ciała, które się ludziom nie podobają, bo nawet rodzice i brat mówili mi, że dziwnie chodzę. 

Po latach pracy nad sobą w końcu zacząłem żyć radością i dostrzegać śmieszność we wszystkich rzeczach. Poszedłem do pracy z uśmiechem do ludzi a oni uznali, że "na pewno ćpam, bo szczerzę się jak głupi do sera". Są plotki na mój temat, że ciągle się uśmiecham, bo biorę narkotyki. Nie wiem jak mam żyć. Wszystko co robię to źle, jestem smutny źle, uśmiecham się też źle. Może ja po prostu jestem "jakiś inny" i nie pasuję do społeczeństwa. Raczej stronię od ludzi, bo zawsze spotyka mnie fala krytyki. Czy coś rzeczywiście jest ze mną nie tak?

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.