
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z atakującym mnie byłym mężem?
Jesteśmy po rozwodzie, on szybko założył sobie nową rodzinę. A i tak mnie dręczy, jest złośliwy dla mnie, zachowuje się tak, jakbym to ja go porzuciła i zdradziła. Cały czas zarzuca mi kłamstwa i manipulacje dzieckiem, co jest nieprawdą. Próbowałam mu wyjaśnić, że córka mówi, że jego nowa żona ją źle traktuje i jest świadkiem ich kłótni i dlatego nie chce do niego chodzić, ale on i tak twierdzi, że nastawiam córkę przeciwko niemu. On dopytuje się wszystkich czy mam kogoś, a mi dalej zarzuca, że kazałam mu się wyprowadzić zaraz po złożeniu przez niego pozwu o rozwód.
Mam go dosyć i unikam go jak mogę, jak musimy mieć kontakt to próbuje mnie sprowokować do kłótni, denerwuje go, że nie reaguję na jego zaczepki. Nie zamierzam wchodzić w nowy związek, dobrze mi samej i odkrywam siebie, zaczynam kochać swoje życie, siebie. Ale on cały czas niszczy mnie, docinkami i wydaje mi się, że czerpie z tego jakiegoś rodzaju chorą satysfakcję. Jego rodzina mi mówi, że nie wygląda na szczęśliwego i zakochanego. Że cały czas niszczy jakiekolwiek więzy, nawet rodzinne, nawet rodzinę atakuje.
Z całych sił próbuje nie analizować, ale niestety mi się nie udaje. Cały czas się zastanawiam, jak z kogoś tak rodzinnego, empatycznego i uśmiechniętego człowieka, mógł się zrobić taki człowiek. Znałam go kilkanaście lat, a teraz boję się człowieka, którym się stał. Co mam robić?
Malwina
Karolina Walczyk
Rozumiem, jak bardzo to dla Ciebie trudne. Zauważ jednak, że nie masz jednak wpływu na to, jak on się zachowuje, ale masz wpływ na to, jak chronisz siebie i córkę. Najważniejsze teraz to wyznaczać jasne granice (np: kontakt w sprawach dziecka), nie wdawać się w jego prowokacje i dbać o własne poczucie bezpieczeństwa. To normalne, że trudno Ci pogodzić dawny obraz partnera z tym, jak się teraz zachowuje — ale pamiętaj, to on ponosi odpowiedzialność za swoje postawy. Jeśli czujesz, że ta sytuacja Cię przerasta, może warto rozważyć wsparcie terapeutyczne lub grupy wsparcia dla osób po rozwodzie. To mogłoby być pomocne, aby Ci nie dać się wciągnąć w jego gry i dalej budować spokojne życie dla siebie i córki.
Serdecznie pozdrawiam,
Karolina Walczyk
Psycholog, Psychoterapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Adam Gruźlewski
Pani Malwino,
dziękuję za podzielenie się tą historią. Mam wrażenie, że w opisanej sytuacji może dochodzić do zachowań przemocowych ze strony byłego partnera. Stąd bardzo ważną kwestią staje się zadbanie o własne (i córki) bezpieczeństwo, nie tylko fizyczne, ale też psychiczne. Być może jakiekolwiek próby wyjaśniania Pani zachowań i postaw, w tym związanych z waszym wspólnym dzieckiem, są całkowicie bezskuteczne. Słusznie Pani postępuje, unikając kontaktów z osobą, która Panią krzywdzi emocjonalnie. Jednocześnie sugerowałbym rozpoczęcie terapii w kierunku wzmocnienia własnych zasobów tak, aby były mąż nie miał do Pani emocjonalnego "dostępu". Natomiast w przypadku zagrożenia fizycznego lub udokumentowanych (lub takich, które słyszała inna osoba) gróźb, należałoby powiadomić Policję.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Gruźlewski
psycholog, psychotraumatolog
Elżbieta Byzdra-Rafa
Dzień dobry 🙂
Zacznę od końca 🙂
Mąż przez lata był Pani zdaniem ciepłym, empatycznym i rodzinnym człowiekiem...
Coś musiało spowodować, że się rozstaliście. Czy możliwe jest, aby już przed złożeniem przez męża pozwu rozwodowego coś się zaczęło u niego zmieniać... Może jakieś trudności emocjonalne? Choroba? Uzależnienia?...
To byłby sygnał do rozpoczęcia przez niego terapii...
Ale niezależnie od wszystkiego stan obecny jest taki, że jesteście rozwiedzeni, macie wspólną córkę i trudności w relacjach...
To, co Pani może zrobić, to zadbać o siebie i o swoje granice. Obecnie dla siebie jesteście tylko rodzicami wspólnego dziecka i tylko na tej płaszczyźnie musicie się kontaktować. Jeśli córka twierdzi, że nie chce jeździć do taty, bo on kłóci się z aktualną partnerką (stąd moje wcześniejsze dywagacje o jego trudnościach emocjonalnych), to trzeba z nim na spokojnie porozmawiać i ustalić nowe zasady kontaktu córki z ojcem. Najlepiej, aby ta rozmowa i zasady zostały zapisane lub nagrane, aby można się było do nich odnieść później...
To też ważne dla podejmowanych przez Panią kolejnych kroków. Jeśli mąż nie zgodzi się na taką rozmowę i ustalenia, to pozostaje kontakt z prawnikiem i skierowanie sprawy do sądu. Jest to w jak najlepiej pojętym interesie Państwa córki. Ona ma prawo do kontaktu z ojcem (i ojciec z nią) i na też prawo do bezpieczeństwa i komfortu w tych kontaktach 🙂
Inne tematy poruszane przez Pani byłego męża warto ignorować i nie wchodzić w jakiekolwiek dyskusje. Najwyżej można stosować zasadę "zdartej płyty" powtarzając z uporem: " To, czy kogoś mam, czy nie, to są moje sprawy i nie mam obowiązku cię o tym informować".
Zachęcam Panią do podjęcia terapii dla siebie, aby nauczyła się Pani skutecznego stawiania i obrony swoich granic.
Pozdrawiam
Elżbieta Byzdra -Rafa
Terapeutka Gestalt
Sylwia Harbacz-Mbengue
Witaj Malwina,
rozumiem, że przeżywasz trudny czas. Zadbaj przede wszystkim o siebie. Ogranicz komunikację do absolutnego minimum, czyli do spraw dotyczących dziecka Zadbaj o własną relację z.córką, wzmacniaj jej poczucie bezpieczeństwa. Przestań też analizować jego zmianę zachowania, to bardzo, wyczerpujące, a niestety możesz nigdy nie poznać odpowiedzi na to pytanie. Jeśli jego zachowanie eskaluje i czujesz, że przekracza granice, porozmawiaj z prawnikiem. Może on pomóc w formalnym uregulowaniu zasad kontaktu z dzieckiem. Zdecydowanie zalecam też, abyś sama poszukała wsparcia u psychologa lub terapeuty.
Wszystkiego dobrego
Sylwia Harbacz-Mbengue
Psycholog
Elza Grabińska
Pani Malwino,
w tej sytuacji najważniejsze jest zadbanie o siebie i swoje granice. Jeśli w grę wchodzą nieprzyjemnie dla Pani docinki czy prowokacje, warto zatrzymać się i przypomnieć sobie, że nie ma Pani obowiązku reagować.
To, co robi partner, mówi o nim, a nie o Pani. Pani nie ponosi odpowiedzialności za jego zachowanie i nie może Pani na niego wpłynąć. Pani odpowiedzialność dotyczy siebie i córki. Reszta, choć z pewnością trudna dla Pani do zniesienia, jest poza Pani zasięgiem.
Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.
Martyna Jarosz
Dzień dobry,
Masz pełne prawo do ochrony swojej granic i spokoju. Twój były partner może przeżywać własne frustracje, ale to nie usprawiedliwia jego zachowań wobec Ciebie ani wobec dziecka. To, że nie reagujesz na prowokacje, to oznaka siły, nie słabości. Najważniejsze teraz to zadbać o siebie i o córkę. Jeśli jego zachowanie przekracza granice, warto rozważyć wsparcie prawne lub psychologiczne, np. mediacje rodzinne albo kontakt z terapeutą.
Trzymam kciuki!
Martyna Jarosz
psycholog
Lucio Pileggi
Myślę, że bardzo trudno jest nie wracać do analizy tak złożonej sytuacji – długiej relacji, która zaowocowała narodzinami dziecka i stała się ważną częścią Pani historii.
Jednym z kluczowych aspektów jest zrozumienie, jak chronić swoją córkę i czy istnieją podstawy do podjęcia kroków prawnych w tym zakresie.
Jeżeli natomiast ma Pani powody, by obawiać się, że były mąż może wyrządzić Pani krzywdę, warto zadbać o swoje bezpieczeństwo – zarówno przy wsparciu bliskich, jak i poprzez działania prawne.
Bardzo ważne jest stawianie granic i ograniczanie kontaktu z byłym mężem, aby nie ulegać prowokacjom ani rozmowom, które do niczego nie prowadzą.
Mogę jedynie spróbować odczytać sens pytania „Co mam robić?”.
Być może chodzi w nim o to, jak poradzić sobie z tą sytuacją tak, by nie zniszczyła pozytywnej zmiany, którą udało się Pani wprowadzić w życie.
Jeżeli tak, to warto pamiętać, że naturalne jest odczuwanie zaskoczenia, gdy dostrzegamy zmianę w drugiej osobie lub ujawniają się jej bardziej destrukcyjne strony. Równie normalne jest to, że nasze myśli wciąż wracają do analizy zdarzeń, które wciąż realnie wpływają na codzienność. Każdy w podobnej sytuacji reagowałby w ten sposób.
Możliwe też, że pojawia się w Pani poczucie winy – np. myśl: „Jak mogłam wcześniej nie zauważyć tych jego destrukcyjnych cech?”. Takie wątpliwości również są naturalne.
Nasz umysł zadaje sobie pytania o to, co można było zrobić lepiej – w ten sposób próbuje uczyć się z przeszłości i chronić nas w przyszłości. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie hipotezy, które tworzy nasz mózg, są sensowne czy prawdziwe.
Być może to jeden z tych powodów – lub zupełnie inny rodzaj zmartwienia (to oczywiście tylko moje przypuszczenia 😊).
Czasem takie myśli stają się na tyle dominujące, że odbierają nam energię i utrudniają działanie czy skupienie się na tym, co naprawdę ważne – na życiu zgodnym z własnymi celami i wartościami. Wtedy warto rozważyć rozmowę ze specjalistą, który pomoże uporządkować emocje i myśli oraz odbudować poczucie równowagi i sprawczości.
Pozdrawiam serdecznie i życzę Pani dużo siły w tym czasie.
Lucio Pileggi, Psycholog

Zobacz podobne
Dzień dobry! Chciałabym zapytać o Państwa perspektywę, aby zrozumieć, co się ze mną dzieje, czy jest to normalne, czy powinnam coś z tym zrobić. Ale od początku. Jestem kobietą ze zdiagnozowanym ADHD (typ mieszany o natężeniu umiarkowanym) oraz CPTSD. Uczęszczam na terapię do kobiety, pracującej w nurcie CBT i czerpiącej z innych nurtów tzw. trzeciej fali - pracujemy w trakcie sesji nad moim ADHD i jeśli chcę poruszyć jakiś temat (np. koszmarów sennych), zajmujemy się też tym. Jest pewna kwestia, która dotąd, jak myślałam, nie przeszkadzała mi, ale ostatnimi czasy zaczyna to trochę wpływać na moje funkcjonowanie, ale nie poruszyłam tego nigdy z nikim, wiem o tym tylko ja. Będzie trochę chaotycznie, przepraszam. Nigdy nie narzekałam na swoje libido. Odkąd weszłam w okres dojrzewania (11 lat), hormony buzowały. Odkryłam masturbację, zaczęłam odkrywać swoje preferencje, a przede wszystkim poznawać swoje ciało i potrzeby. Nie wpadłam w uzależnienie od masturbacji, natomiast lubiłam od czasu do czasu zapewnić sobie w taki sposób relaks. Pierwszy kontakt seksualny miałam w wieku 17 lat. Ponieważ jestem lesbijką, kontakt ten nastąpił z inicjatywy drugiej kobiety, wówczas miała ona 22 lata. To była przelotna znajomość, ze względu na borderline, którego nie chciała leczyć, odpuściła sobie terapię i leki, a na mnie się to bardzo mocno odbiło. Osiągnęłam wiek pełnoletniości, wówczas poznałam pierwszą swoją poważną dziewczynę. Związek rozpadł się po wspólnym zamieszkaniu (ja wówczas lat 19, ona 25), głównie ze względu na jej chorobliwą, bezpodstawną zazdrość, ale też ze względu na moje libido. Narzekała, że chcę za dużo, że powinnam się leczyć, że nie jestem normalna. Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, gdy mam 23 lata, byłam z wieloma kobietami (zawsze pierwsza inicjatywa współżycia wychodziła od nich, dopiero po pierwszym zbliżeniu mam śmiałość, by inicjować kolejne), były to zarówno związki (choć krótkie, zazwyczaj druga strona je kończyła - trafiałam na osoby toksyczne), jak i przelotne romanse, gdzie od początku obie strony zgadzały się co do charakteru naszej znajomości i nie oczekiwały niczego poza tym. Nigdy nie kryłam, że kocham seks i jest dla mnie bardzo ważny. Za każdym razem jak okazywało się, że jednym z powodów rozstania w związku było moje libido, uznawałam, że to po prostu kolejne niedopasowanie się z partnerką. Zawsze miałam bardzo wysokie libido, co było wręcz moją "dumą". Traktowałam to jako przejaw zdrowia po prostu. Z roku na rok libido miałam coraz wyższe, rosło razem ze mną. Przez ADHD często działam impulsywnie i tak też impulsywnie wchodziłam w różne relacje. Codziennie od przebudzenia do zaśnięcia, czuję napięcie (niebolesne po przebudzeniu, lekki ból pojawia się w ciągu dnia, gdy podniecanie podbija ktoś lub coś, co zobaczę, o czym mimowolnie pomyślę i wtedy właśnie odczuwam silną potrzebę rozładowania tego) w całym kroczu, szczególnie w łechtaczce, ale też w podbrzuszu. Od miesiąca masturbuję się codziennie, czasem więcej niż 3 razy dziennie, ponieważ odczuwam tak silne podniecenie, że aż zaczyna lekko boleć, na skutek mocnych skurczy mięśni. Masturbuję się, by po pierwsze, rozładować to napięcie, a po drugie nie szukać przygodnych znajomości, aby inna kobieta rozładowywała moje napięcie. Seks i fantazje zajmują dziennie sporą część moich myśli, a napięcie dolnych sfer nigdy mnie nie opuszcza. Są takie dni, kiedy masturbuję się kilka razy z rzędu, aż do bólu z przedobrzenia, ponieważ gdy osiągam orgazm, napięcie odchodzi i czuję blogość, ale za kilka sekund wraca ze zdwojoną siłą. Chodzę po prostu permanentnie podniecona i staje się to dla mnie uciążliwe, bo jeszcze bardziej zaburza mi to koncentrację, a po drugie, bardzo niezręcznie jest siedzieć z koleżanką, czy terapeutką (od ADHD), czując jak robię się mokra, łechtaczka aż pulsuje nabrzmiała od krwi, a ja muszę zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Co więcej, moja łechtaczka jest chyba nadwrażliwa i wydaje mi się, że nieznacznie powiększona. Owszem, zwiększa to doznania, natomiast bywa też zgubne. Co z tego, że obiecuję sobie po raz kolejny, że nie zacznę nowej relacji od łóżka i grzecznie powiem tej Pani, że chcę to rozwijać stopniowo, skoro wystarczy, że ona odpowiednio na mnie spojrzy, w odpowiednie miejsce pocałuje i w bardzo konkretnym miejscu dotknie i ja idę w to jak w dym, na przekór swoim postanowieniom. Mam duże powodzenie, dużo dziewczyn dostało też ode mnie kosza, ale gdy pojawia się kobieta, która mnie pociąga intelektualnie oraz fizycznie i sama zaczyna, nie potrafię w to nie iść. A doznania w dolnych regionach nie pomagają, a nawet przypuszczam, że są tego przyczyną w mniejszym lub większym stopniu. Gdy jestem w związku, nie interesuje mnie nikt poza moją partnerką i tylko za nią się oglądam, inne mogłyby wtedy nie istnieć. Jednakże chyba nie znalazłam takiej, którą moje libido by cieszyło, a nie odstraszało. Była tylko jedna taka, potrafiłam się z nią kochać codziennie godzinami, mój rekord to 8h, ale w innych kwestiach się rozbiegałyśmy za bardzo, więc zakończyłam tamtą relację. Zaczynam się obawiać, że to nie kwestia niedopasowania, a problem we mnie. Ból, który odczuwam, nie jest silny, to nie jest taki ból, co przy uderzeniu itp. To po prostu takie uczucie "ciągnięcia", "przepływającego lekko prądu", ciężko to wytłumaczyć. Coś na samej granicy przyjemności, łaskotek i lekkiego bólu. A moje podniecanie kompletnie nie zależy od tego, co robię, z kim jestem i gdzie. Nawet gdy myślę i skupiam się w 100% na czymś zupełnie innym, niezwiązanym z seksem i złapię na to hiperfocus, nagle czuję jak podniecanie przypływa mocniej, pojawiają się lekko bolesne skurcze mięśni i czuję, że muszę sobie ulżyć. Siedzę w pomieszczeniu z terapeutą lub koleżanką, których nie postrzegam i nigdy nie postrzegałam w seksualny sposób, jest w porządku i nagle pulsowanie przybiera na sile i ciężko mi trzymać się w ryzach. A gdy już to pulsowanie i skurcze się pojawiają, zaczynają się fantazje w głowie i spirala się nakręca. Nie chciałabym pójść do seksuologa, jest to dla mnie cholernie krępujące, by z kimkolwiek o tym rozmawiać. Nawet moi przyjaciele o tym nie wiedzą, tylko ja. Nawet myśl o poruszeniu tego tematu z moją terapeutką sprawia, że płonie mi twarz ze wstydu, nie przeszłoby mi to na pewno przez gardło. A lekarz.. Lekarz pewnie by przepisał mi leki, a ja boję się, że przez nie całkiem stracę libido i to permanentnie. Jaka jest Państwa perspektywa na tę sytuację? Czy to hiperseksualność, czy po prostu zdrowe, wysokie libido? Czuję się zagubiona w tym wszystkim. Z góry dziękuję za wszelkie opinie i podpowiedzi. Pozdrawiam, Roksana

