Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z niedocenieniem?

Jak radzić sobie z niedocenieniem?

User Forum

Piotr

9 miesięcy temu
Bartłomiej Borys

Bartłomiej Borys

Hej Piotr! Niedocenianie boli, zwłaszcza gdy wkładamy serce w to, co robimy. Warto jednak na chwilę spojrzeć w lustro i zadać sobie pytanie: czy ja sam widzę w sobie wartość? Zacznij od docenienia własnych małych sukcesów – to buduje odporność na zewnętrzne opinie.

Drugi krok to rozmowa. Bliscy często nie mają świadomości, że nam czegoś brakuje, dopóki o tym nie powiemy. Postaraj się spokojnie powiedzieć o swoich uczuciach i potrzebach, bez wyrzutów, raczej z perspektywy „ja”.

Jeśli jednak czujesz, że brak uznania jest chroniczny i wpływa na Twoje samopoczucie, warto porozmawiać z terapeutą – wspólnie można poszukać korzeni tego poczucia i sposobów radzenia sobie.

I na koniec: dbaj o siebie. Czasem najlepsze docenienie to chwila dla siebie – kawa z przyjacielem, ulubiony serial czy spacer. Doceniaj się codziennie, a zewnętrzne pochwały przestaną być takim must-have.

9 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Panie Piotrze,

 

Poczucie niedocenienia bywa trudne, bo wpływa na nasze poczucie własnej wartości i relacje z innymi. Warto zacząć od uświadomienia sobie, czego naprawdę potrzebujemy i czego oczekujemy od otoczenia. Ważne jest, by umieć wyrazić swoje uczucia i potrzeby w sposób spokojny i asertywny. Często pomaga też skupienie się na własnych osiągnięciach i wartościach, zamiast polegać wyłącznie na zewnętrznym potwierdzeniu. Jeśli uczucie niedocenienia jest silne i trwałe, warto poszukać wsparcia u psychologa lub psychoterapeuty, by lepiej zrozumieć swoje emocje i nauczyć się budować zdrową relację z samym sobą.

 

Z pozdrowieniami,

Justyna Bejmert 

Psycholog 

9 miesięcy temu
Anna Tecław

Anna Tecław

To, że brak docenienia tak bardzo boli, jest zupełnie naturalne. Dotyka on jednej z naszych podstawowych potrzeb: bycia zauważonym i uznanym przez innych.

Czasem niedocenienie dotyczy konkretnej sfery życia (pracy, rodziny, relacji), a czasem jest odczuwane „wszędzie”, co może dodatkowo osłabiać poczucie własnej wartości.

 

W takich sytuacjach można działać na dwóch poziomach:

1) Poziom relacyjny - rozmowa z osobami, od których oczekujemy uznania, jasne zakomunikowanie, co dla nas ważne, w jakiej formie chcielibyśmy otrzymywać informacje zwrotne. 

2) Poziom wewnętrzny - praca nad tym, by poczucie własnej wartości opierało się nie tylko na ocenie innych. Pomaga tu np. prowadzenie dziennika własnych osiągnięć, przypominanie sobie sytuacji, w których poradziliśmy sobie dobrze, nawet jeśli nikt tego nie pochwalił.

 

Jeśli Pan chce, może Pan napisać, w jakim obszarze życia szczególnie czuje się niedoceniany - wtedy łatwiej będzie dobrać konkretne strategie radzenia sobie.


Pozdrawiam serdecznie, 

Anna Tecław

Psycholog

9 miesięcy temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry Piotrze,

 

ktoś Cię nie docenia czy Ty sam siebie nie doceniasz? Proszę, opisz szerzej, zgłaszaną przez Ciebie trudność. 

 

Pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

9 miesięcy temu
Piotr Karpiński

Piotr Karpiński

Z Twojego pytania nie wynika, czy mówisz o niedocenieniu ze strony innych, czy o tym, że sam siebie nie doceniasz. To ważne, bo jeśli to Ty sam odbierasz sobie uznanie, nawet setki pochwał z zewnątrz nie zrobią różnicy. Jeśli jednak naprawdę jesteś wśród ludzi, którzy nie widzą Twojej wartości, warto zapytać, dlaczego tam zostajesz. Czy w grę wchodzi lęk przed zmianą? Obawa przed tym, że jeśli zawalczysz o siebie, coś stracisz? Czasem łatwiej jest czekać na uznanie od innych, niż samemu stanąć po swojej stronie. Spróbuj sprawdzić, co jest w Twoim przypadku prawdą — czy problem jest na zewnątrz, w otoczeniu, czy w środku, w Tobie.

 

Piotr Karpiński

Psychoterapeuta

mniej niż godzinę temu
Maria Sobol

Maria Sobol

Panie Piotrze,

to bardzo trudne, kiedy daje się z siebie dużo, a inni tego nie widzą albo nie doceniają. Człowiek wtedy zaczyna wątpić w siebie, w to, czy to, co robi, ma sens. Warto pamiętać, że Pana wartość nie zależy od tego, ile razy ktoś powie „dziękuję” czy pochwali. Ona jest w Panu – w tym, kim Pan jest, w Pana wrażliwości, uczciwości i codziennym wysiłku.

Z doświadczenia wiem, że pomocne bywa wyznaczanie granic i dbanie o siebie tak, jakby było się dla siebie najlepszym przyjacielem. I żeby to łatwiej było wprowadzić w życie, przygotowałam darmowy poradnik z ćwiczeniami, które pomagają wzmocnić poczucie własnej wartości. Można go pobrać tutaj:
Poradnik – Poczucie własnej wartości

Proszę nie zapominać – to, że ktoś Pana nie docenia, nie znaczy, że Pan jest mniej wart.

 

Pozdrawiam ciepło,
Psychoterapeutka integracyjna

Maria Sobol 

9 miesięcy temu
Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry, 

 

Zadaje Pan pytanie bardzo ogólnie, więc odpowiedź też będzie ogólna :). Zacząć od docenienia siebie. Proszę sobie wypisać na kartce, za co ceni Pan siebie - wszystko co Panu przychodzi do głowy. Taką kartkę proszę czytać codziennie, aż "wryje się" do pamięci. 

Niektórzy nie potrafią doceniać innych z bardzo wielu powodów - bo na przykład sami nigdy nie byli doceniani i po prostu nie są tego nauczeni. Dlatego jest ważne, aby komunikować otoczeniu czego Pan potrzebuje - w formie dosadnych komunikatów, np. "Pracowałem nad tym projektem bardzo ciężko, chciałbym usłyszeć, że zrobiłem go dobrze, co utrzymałoby moją motywację". Albo: "Wysprzątałem dzisiaj cały dom, byłoby miło usłyszeć od ciebie, że to doceniasz". 

 

Pozdrawiam,

Paulina Habuda

Psycholog

9 miesięcy temu
Olga Żuk

Olga Żuk

Poczucie niedocenienia często rodzi frustrację, smutek czy zniechęcenie, dlatego warto działać na kilku poziomach:

1. Przyjrzyj się źródłu tego uczucia

Czy chodzi o brak uznania w pracy, w relacji, w rodzinie – czy o wewnętrzne przekonanie, że „robię za mało”?

Oddziel fakty (np. brak informacji zwrotnej) od interpretacji (np. „to znaczy, że nic nie jestem wart/a”).

2. Komunikuj swoje potrzeby

Inni nie zawsze zauważają nasz wysiłek, niekoniecznie z braku szacunku – czasem po prostu nie wiedzą, że to dla nas ważne.

Powiedz wprost: „Kiedy wkładam w coś dużo pracy, miło mi, gdy to zauważasz.”

3. Doceniaj siebie

Zapisuj własne osiągnięcia, nawet te drobne.

Celebruj je – to buduje wewnętrzne poczucie wartości, niezależne od opinii innych.

4. Poszukaj źródeł wsparcia

Otaczaj się ludźmi, którzy potrafią okazywać wdzięczność i docenienie.

Jeśli to możliwe, szukaj środowisk, w których Twoje zaangażowanie jest zauważane.

5. Pracuj nad odpornością psychiczną

Ćwiczenia uważności, praca z przekonaniami, terapia – pomagają mniej uzależniać poczucie własnej wartości od zewnętrznej oceny.

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Olga Żuk

9 miesięcy temu
Barbara Wróbel

Barbara Wróbel

Dzień dobry Panie Piotrze. 

Czytając Pana pytanie, zastanawiam się, czy doświadcza Pan niedocenienia w relacji z innymi osobami, czy niedoceniania siebie. Być może wspierające byłoby dla Pana przyjrzenie się szerzej temu, jak przeżywa Pan poczucie niedocenienia oraz jakie emocje, myśli i odczucia temu towarzyszą, a także, w jakich sytuacjach pojawia się to poczucie. Jeśli czułby Pan taką potrzebę, może Pan rozważyć rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą.

 

Pozdrawiam serdecznie

Barbara Wróbel, psychoterapeutka Gestalt w trakcie szkolenia

9 miesięcy temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Mam obecnie problem w związku.
Dzień dobry. Zwracam się z prośbą o pomoc, a mianowicie też o jakieś wyjaśnienie, podpowiedź. Mam obecnie problem w związku. Od niecałych dwóch lat jestem związany z partnerką, z którą jest mi cudownie, nadmienię tylko, iż zawodowo jest psychologiem, psychoterapeutą (leczenie zaburzeń osobowości, zaburzenia lękowe, Borderline, Depresja) pracuje metodą psychoterapii psychodynamicznej. Oboje mamy po 40 lat także doświadczona moja Kochana Terapeutka. Jak się poznaliśmy to zaiskrzyło na momencie, od razu wyczułem, gdzie pracuje (psycholodzy nie są mi obcy, mam siostrę też psycholog). Ale wiadomo nie może być za łatwo w życiu to i tym razem też tak jest, mieszkamy od siebie 180 kilometrów. Jak się poznaliśmy, ja byłem świeżo po rozstaniu (około 6 miesięcy) z żoną, która mnie zostawiła. Ona również jest po przejściach tylko już jakiś czas temu. Oboje mamy dzieci i wszystko i niby ok. Od samego początku czułem się przy niej tak, jakbym znał ją od dawna i Ona również ze mną czuła podobnie. Problemy zaczęły się w momencie, jak moja była żona zmieniła się nie do poznania (chodzi o zachowanie, zmiana osobowości). Dzieci mieszkały z nią, bo wydawało mi się to po prostu normalne, jak człowiek się rozwodzi (nadmienię tylko, że nie z mojej winy pojawił się po prostu ktoś inny na jej drodze). Kontakt z dziećmi miałem cały czas, przychodziły do mnie, jak remontowałem nowe mieszkanie. Nie będę opowiadał dokładnie, co było dalej, powiem tylko tyle, iż dzieci mieszkają ze mną. Zmiana osobowości ich mamy była tak drastyczna, iż zaczęło dochodzić w starym domu do znęcania psychicznego nad starszym synem. Zabrałem go do siebie, a tak naprawdę to On sam prosił, żebym mu pomógł i zabrał stamtąd. Młodszy z kolei deklarował już wcześniej, że chce mieszkać ze mną. Ja nie miałem pojęcia, że przechodzą tam piekło, bo bali mi się powiedzieć, a widywaliśmy się praktycznie w tygodniu codziennie. Mam takie osobiste spostrzeżenie, że wszystko zaczęło między nami się delikatnie nie tyle, co psuć, ale paskudzić jak starszy syn się do mnie wprowadził. Już nie mogłem być na zawołanie, a z kolei Ona zaczęła nazywać to tak, że potrzebuje oparcia, stabilizacji, bo tak wygląda normalny związek, częste kłótnie właśnie przez to. No i dobrze wiemy, że wykład od psychologa to nie jest łatwa sprawa, bo to jest cała analiza sytuacji, problemów itd. Mi osobiście to w ogóle nie przeszkadza, ale wiadomo, że zaczęło się, że widzę tylko siebie, jestem skupiony na sobie, dzieciach i nie ma przestrzeni na związek. Mamy wspólny jakiś pomysł na życie, przeprowadzkę do niej, tylko na razie muszę zakończyć stary etap i Ona niestety nie wytrzymuje ciśnienia. Wiele mi pokazała, że czasami ma racje, bardzo często zarzuca mi, że nie czuje we mnie wsparcia, choć ja uważam inaczej. Robię, co mogę i jestem przy niej, jeśli tylko mogę. Staram się pomagać w każdej dziedzinie, w jakiej ma problem na tyle ile można. Tylko dla niej to za mało. W trakcie tych wszystkich kłopotów i żeby ratować swoje dzieci odpuściłem trochę firmę, co oczywiście się odbiło. Wiadomo wszystko, co przeszedłem do tej pory ze swoim rozwodem, też zostawiło ślad, psychicznie mnie to wykańcza, a problemów zaczęło przybywać. Pojawiły się długi w firmie i zacząłem mieć załamkę. Oczywiście mój osobisty psycholog wysłał mnie na terapie i do psychiatry, bo zaczęły się stany lękowo depresyjne. Impulsywność, jaką posiada, zaczęła doprowadzać do tego, że co jakiś czas rozstawaliśmy się (no może nie za moją zgodą) tylko po prostu cały czas jest brak stabilności w związku, Ona potrzebuje oparcia na co dzień. Wzajemna miłość nas utrzymuje w tych kłótniach. Ja po drodze miałem parę razy tzw. zjazd depresyjny (spałem 2-3 dni). Problemy, jakie mi się pojawiły, zaczęły mnie dobijać i zacząłem być nerwowy, czasami nieprzyjemny. Najbardziej dotknęły mnie problemy finansowe, o których nie chciałem z Nią rozmawiać, bo sprawiało mi to wielką trudność i taki wstyd, brak poczucia męskości, czego nie może zrozumieć. Bo podejście psychologa rozmowa jest najważniejsza w związku, zgodzę się, ale dla mnie to było takie upokarzające, że mam kłopoty finansowe i ma jeszcze opowiadać o nich swojej Kochanej Kobiecie. Może tak trzeba było zrobić, ale nie umiałem. Kłótnie, jakie powstawały były zarzucane w moją stronę, bo najładniejszy psychologiczny zwrot mój ulubiony "to jak się wczoraj zachowałem i co Ci powiedziałam w złości, to jest reakcja na to, jak się ostatnio zachowujesz w stosunku do mnie i taki ma na mnie wpływ". I to też wiem, jak nazwać, bo żyje z psychologiem "Projekcja". Ale to nie działa tak, jak mi się wydaje, ponieważ ja robię coś źle i jest wykład jak w gabinecie, a Ona jak to zrobi to samo, po jakimś czasie to nie przyzna mi racji, tylko skuteczna technika wyszkolona przez wiele lat "to nie jest to samo bo...." Proszę, aby nikt nie zrozumiał mnie źle, że pokazuje obraz psychologa w jakimś złym świetle. Moja siostra psycholog robi to samo, nie dać dojść do słowa, a gadać. Wszystkich psychologów, jakich znam są gadułami, z ADHD, nie usiedzą na miejscu, w towarzystwie lubiani, ale życie prywatne niestety rozwalone. Pomagają innym, tylko nie wiem, czemu nie chcą widzieć swoich błędów, że też popełniają przecież to normalne, bo są tylko ludźmi. Ja oczywiście nie jestem święty, przyznaje, że często widzi to, czego nie widzą inni i ma racje. Potrafi na momencie po rozmowie z nową osobą zanalizować ja i się praktycznie nie myli. Psychologiem nie zostaje byle kto, to tego trzeba się nadawać i trochę tych szkół skończyć. Ja również chodziłem na terapię, po jakimś czasie przerwałem, ale nie dlatego, że stwierdziłem, że już ok. Absolutnie widzę, że mam problem, bo tak się nie zachowywałem, często mam kryzysy, bo tych kłopotów zebrało się masę. Przerwałem, bo nie miałem za co chodzić po prostu, a Jej wstydziłem się do tego przyznać. Facet traci poczucie męskości, jak ma takie problemy, że czasami musiałem coś wymyślić, bo nie miałem za co do niej jechać i to mnie dobijało. Walczy ze mną o te rozmowy, a ja z kolei nie jestem w tym łatwy, bo uważam, że nie chcę jej martwić swoimi problemami, i słyszę, że nie nadaje się do związku, bo w byciu razem o problemach się rozmawia. Proszę ją często, żeby z nas nie rezygnowała i wytrzymała jeszcze trochę, co prawda do tej jej złości czasami dokładam, ja jak potrafię właśnie położyć się i przespać dwa dni, bo to jest taka ucieczka od problemów dla mnie, a wiem, że mam problem i jestem chory. Chodzę również do psychiatry, bo mój osobisty terapeuta mi nie odpuszcza i może dobrze czasami przeciągam wizyty, bo nie mam kasy. Walczymy ze sobą o to ostatnio strasznie, Ona chce, żebym regularnie się leczył (ja o tym wiem, ale za co?) i powstają kłótnie. Złości się często przeze mnie, bo mam jeszcze niezamkniętą przeszłość. Co chwilę słyszę, że jej nie wspieram w trudnych dla niej chwilach (co uważam, że przesadza), bo gdy miała badanie rezonansem głowy i było podejrzenie, byłem ciągle z nią i wspierałem, w tygodniu telefonicznie, w weekendy przy niej, czy jak dzieci chorowały, tylko Ona na momencie zapomina i widzi tylko tę chwilę, o którą się kłócimy i tamtych nie pamięta. Też ją proszę, żeby mi pomogła swoją obecnością przy moim problemie to słyszę, że nie może mnie niańczyć, co mnie boli. Wiele we mnie na pewno wyćwiczyła i pokazała, że można inaczej. Ostatnio wróciłem na terapie (nie koniecznie finansowo jest już ok, ale już niedługo) zrobiłem to Dla niej, bo ja Kocham i nie chce, żeby przeze mnie cierpiała. Z terapeutką oczywiście doszedłem do decyzji jednej, że ma racje co do bycia w związku i rozmowy o problemach a dokładnie moich długach (bo nie chciałem powiedzieć dokładnie ile). Przełamałem się i w ten weekend powiedziałem wszystko, bo wiem, że tego oczekiwała i wiele mnie to kosztowało wewnętrznie, żeby powiedzieć kobiecie, z którą się jest, ile ma się długu przez ostatnie sytuacje. Wszystko było ok, ale w poniedziałek miałem swoje dwa dni. Rozmowa była ciężka, przeprosiłem, nie wiem, czemu tak wyszło, bo nic na to nie wskazywało w ostatnich dniach, że może mi się przytrafić, próbowałem załagodzić. Na drugi dzień oznajmiła, że mam się ogarnąć, uporządkować swoje życie i zdrowie i wtedy do niej się odezwać, bo ona na tym etapie nie chce tego kontynuować. Prosiłem, żeby mi pomogła, bo wiem, że mam problem, to usłyszałem, że Ona więcej pomóc mi nie może i mam się wyleczyć i dopiero skontaktować. Na sam koniec powiem tak nie gadamy około trzech dni, a ja czuje się strasznie, jeszcze nikt mnie tak nie potraktował zimno, jeśli chodzi o osoby, które się Kocha, jest mi bardzo przykro, jak mnie potraktowała na koniec, bo nie byłem w barze z kolegami, tylko ona wie, z czym jest problem i mnie zostawi w chorobie. Ja jak miała gorączkę i nie przyjechałem w sobotę tylko w niedziele, musiałem słuchać, że nie dbam o nią, bo jest sama w takim stanie. A najbardziej czuje się zdeptany, że parę dni wcześniej przełamałem wszystko w sobie i powiedziałem o szczegółach swoich problemów finansowych i nie wiem czemu, mam jakieś przeczucie, że to mogło być główną przyczyną jej decyzji, bankrut u boku. Zastanawiam się tylko właśnie nad jednym, że osoba, którą Kocham, prowadzi terapię, pomaga ludziom, zostawia mnie w chorobie i problemach i każę zadzwonić, jak się z tym uporam. O co tu chodzi??? To jakaś nowa technika w psychologii???? Proszę przeczytajcie to chociaż i spójrzcie na to jakoś i pomóżcie. Ja nie chcę, żeby ktoś myślał, że oczekuje, że macie zjechać psychoterapeutkę, nie, pomóżcie mi zrozumieć, co ja robię aż tak źle, że Kochająca osoba opuszcza Cię w momencie, gdzie jej potrzebujesz. Dziękuję.
Brak poczucia dojrzałości i sensu życia w obliczu zbliżających się 24 urodzin

Mam takie różne egzystencjalne rozkminy. Martwi mnie to, że za niedługo skończę 24 lata, a nie jestem jeszcze dojrzała, nie czuję się tak. Oczywiście żyję sobie jak zwykły człowiek, studiuję i dorywczo pracuję, nie mam też ambicji, żeby coś wielkiego osiągnąć w życiu, więc akurat fakt braku większych osiągnięć mi nie przeszkadza. Niby wiem, że moja osobowość się kształtuje, ale jak sobie przypominam 18letnią siebie, to ja mam wrażenie, że niewiele się zmieniłam osobowościowo. W tym pędzie życia czas trochę przecieka mi przez palce, ale nie jestem w stanie go zatrzymać, no i żyć wolniej też ciężko z racji obowiązków. Czasami się zastanawiam, czy życie ma sens, skoro się umiera, a wszystko tak szybko leci. Nie wiem dokładnie, jakie chcę zadać pytanie, ale chciałam się tym podzielić.

TW! Zauważam, że nie radzę sobie, jestem przeciążona. Zmagam się z zaburzeniami, przeszłam niedokonane samobójstwo, nie mam dobrych relacji z siostrą.
Witam, jestem osobą, która rok temu w szpitalu psychiatrycznym się powiesiła, ale mnie odratowali, ciężko mi było dojść do siebie a pod koniec wakacji mój kuzyn dokonał samobójstwa i nie dość, że mam problemy z moją siostrą to nie potrafię sobie tego wszystkiego poukładać. Miałam już parę sytuacji, co chyba tylko ktoś z góry mnie chroni, ale nawet, kiedy doszło do rękoczynu pomiędzy mną a moją siostrą, to czuję, że niekiedy tracę kontrolę. Nawet na ostatnim spotkaniu z panią psycholog nową to wyszłam w trakcie wizyty, a psychoterapii jeszcze od pewnego czasu nie miałam regularnej. Ale czuję, że są dni, gdzie zaczynam się gubić, ale to nie wszystko, mimo że biorę leki to niekiedy muszę zmieniać pory leków, bo pracuję na zmiany, a na chwilę obecną nie mogę zmienić pracy ze względu na kredyt i nieopłacone rzeczy, jakie zostały po ostatnim pobycie rok temu. A drugiej narazie tak dobrze płatnej pracy nie znajdę . I tu właśnie w takiej sytuacji jestem i sygnały (moje zachowania) już mi pokazują, że nie daję rady.
Witam, jak stwierdzić u siebie nerwicę
Witam, jak stwierdzić u siebie nerwicę, żadne badania nie potwierdziły kłucia w prawym dolnym kwadracie oraz czasem przy sercu.
Czuję wstyd i lęk przed odsłonięciem się z pomysłem, dobrym planem. Również tam, gdzie mózg blokuje dostęp do ciężkich emocji, nie jestem w stanie być kreatywna.
Mam problem z odsłonięciem swoich pomysłów i inicjatyw. Nie wiem dlaczego, ale czułam do tej pory wielki wstyd z tym związany. Przyszedł mi do głowy pomysł na ciekawy biznes, związany z wydarzeniami. Wymagałby on ode mnie jednak przekonania ludzi, by podjęli ze mną współpracę, a nie mam jeszcze doświadczenia w tym i po prostu sama ta świadomość, że musiałabym odsłonić swoje pomysły, zaprezentować też siebie, aby przekonać ich do siebie, wywołał we mnie duży wstyd, ale w sumie nie wiem dlaczego. Miałam zawsze taki problem, że nie lubiłam nikogo przekonywać, chyba, że czułam się z czymś naprawdę pewnie. Boję się krytyki w tym kontekście, wiem jednak, że to jest nieunikniona część świata zawodowego. Jedna część mnie jest naprawdę pewna siebie, druga nie. Natomiast teraz, gdy piszę właśnie o swoim problemie, ten wstyd ustąpił w jakimś stopniu i dotarło do mnie, że nie ma w sumie powodu do odczuwania tego wstydu. Jak przestać wstydzić się wyrażać swoje pomysły? Jakie kroki poczynić, by sobie pomóc? Kolejnym problemem jest to, że nieraz przy myśleniu kreatywnym następuje blokada, zauważyłam, że tam gdzie moja głowa jest otwarta, tam ma dostęp do kreatywności, ale też do wielu negatywnych emocji, które się tam kryją. Wiele razy próbowałam je oswajać, jest to jednak trudne i jeszcze mi się nie udało tego przemóc. Wiem, że ta blokada występuje, by mnie chronić przed ich odczuwaniem. Przysłania mi niestety jasność umysłu. Podobno dobrze jest się wyeksponować na bodziec stresowy, jednak przy wielu próbach, czuję ścisk w gardle, kołatanie serca.
aspołeczność

Aspołeczność – przyczyny, objawy i sposoby leczenia

Aspołeczność objawia się trudnościami w nawiązywaniu kontaktów, unikaniem interakcji społecznych, brakiem empatii czy lekceważeniem norm. Zrozumienie jej przyczyn pomaga znaleźć odpowiednie wsparcie i poprawić jakość życia.