Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z nieposłuszeństwem 11-letniej córki i problemami w komunikacji?

Dzień dobry.

Mamy 11-letnią córkę. Od pewnego czasu w ogóle nas nie słucha, spóźnia się, pyskuje, obraża, pokazuje język, krzyczy, a w ataku złości uderza, w co popadnie. Jako rodzice jesteśmy już wykończeni. Mamy ustalone zasady, ale córka wcale się do nich nie stosuje. Internet i telefon zostały jej zabrane.

Możemy prosić o radę, jak rozmawiać z nastolatką? Dodam, że czasami jestem niekonsekwentna, ponieważ bardzo kocham córkę i zdarzają się momenty, kiedy wszystko jest w porządku. Ona jednak wygaduje bzdury, że nie mamy dla niej czasu. Pracujemy, a każdą wolną chwilę staramy się jej poświęcać. Dużo czasu spędza na dworze z koleżankami. Kiedy mówię jej, że tęsknimy za wspólnymi chwilami, reaguje tylko głupim uśmiechem.

Nie chce się pakować do szkoły, brakuje mi już słów. Jestem psychicznie wykończona.

User Forum

Malutka

9 miesięcy temu
Aleksandra Żochowska

Aleksandra Żochowska

Dzień dobry,

 

bardzo doceniam, że szuka Pani wsparcia. Rozumiem, że przy takich zachowaniach dziecka rodzic może czuć się bezsilny, zmęczony, zrezygnowany. Państwa córka powoli wchodzi w okres dojrzewania i warto pamiętać, że ten czas często wiąże się z buntem, testowaniem granic i silnymi emocjami - to nie znaczy, że robicie Państwo coś źle jako rodzice. W Pani wiadomości zatrzymał mnie fragment o tym, że córka komunikuje w pewien sposób, że brakuje jej wspólnego czasu. Myślę, że można spróbować wziąć to jako sygnał - czasem nastolatki potrzebują innego rodzaju uwagi, niż nam się wydaje. Można dopytać się córki, co dokładnie ma przez to na myśli, czego jej brakuje, czego by potrzebowała, a następnie zastanowić się wspólnie, jak można o te potrzeby wspólnie zadbać. Czasami jest tak, że duże zmiany w zachowaniu dziecka wobec rodziców mogą być oznaką, że w jakiś innych obszarach jego życia dzieje się coś niepokojącego - można delikatnie (na pewno nie w czasie kłótni) zapytać o to, jak się jej układa w szkole, z rówieśnikami, z przyjaciółmi itd. Czy ma jakieś problemy, z którymi jest jej ciężko albo czy jest coś, o czym boi się powiedzieć, a jednak jest to dla niej źródłem nieprzyjemnych emocji? Warto być delikatnym, wspierającym, podkreślić, że jesteśmy dla niej, a także zadbać o to, aby córka czuła się bezpiecznie w rozmowie, nieoceniana i aby mogła wyrazić wszystko, co leży jej na sercu. I może na koniec jeszcze trzecia rzecz - proszę pamiętać o chwaleniu córki za jej mocne strony i pozytywne zachowania. Jest to bardzo podbudowujące dla dziecka. Czasami proste zdania typu "super sobie poradziłaś, jestem z Ciebie dumna/y" są dla dziecka na wagę złota.

 

Pozdrawiam ciepło,

Aleksandra Żochowska

9 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Łucka

Joanna Łucka

Dzień dobry, 

Szanowna Pani, rozumiem, że to, przez co obecnie przechodzicie, jako rodzice jest dla Państwa niezwykle trudne. Okres pokwitania jest szczególnym czasem w rozwoju. Wiąże się z wieloma napięciami i kryzysami w życiu rodzinnym. Zmienia się także nieco hierarchia w życiu rodzinnym - niekiedy już w tym okresie rodzice schodzą na dalszy plan w sferze relacji. Co jest bolesne i niezrozumiałe - jeszcze tak niedawno byli przecież całym światem i niezbędnym warunkiem do dobrego samopoczucia i bezpieczeństwa. 

Wspomina Pani o zachowaniach córki, które wskazują, że przeżywa ona obecnie dużo złości. Z pewnością ma ona swoje źródło w jakichś doświadczeniach córki. To bardzo ważne, by podjąć próbę dowiedzenia się, co obecnie może przeżywać w takich sferach jak - dojrzewanie płciowe (zmieniające się ciało, jego kształt, a nawet zapach, być może pojawiająca się menstruacja, zmiany dermatologiczne), a w związku z tym także samoocena, relacje z przyjaciółmi oraz w klasie (czy nie dochodzi do niepokojących konfliktów, nękania, wykluczenia, poczucia osamotnienia), relacje z nauczycielami i nauką oraz w zakresie trybu życia (snu, odpoczynku, apetytu). Wymienione powyżej sfery to zaledwie element całości wyzwań, z jakimi obecnie mierzy się córka. Choć nam dorosłym wydają się one naturalne i oczywiste - dla dziecka stanowią niepokojącą nowość, nawet, wtedy gdy owego niepokoju nie werbalizuje wprost. 

Zachęcam do potraktowania alarmujących zachowań córki jako tzw. czerwonej flagi oraz wglądu w jej sytuację poza domem, a także tą związaną bezpośrednio z dojrzewaniem. Dobrym pomysłem może być rozmowa z wychowawcą oraz nauczycielami - jak widzą córkę w czasie lekcji, a także w relacjach z innymi uczniami, znajomymi, czy zauważają jakieś zmiany w zachowaniu, podejściu, słownictwie, ubiorze. Jeśli córka spędza czas w domach znajomych, być może warto porozmawiać także z rodzicami rówieśników, czy zauważają podobne zmiany i zachowania u swoich dzieci lub spostrzegli jakieś zmiany w relacjach Państwa dzieci. 

Wspomniała Pani o zasadach - córka obecnie wchodzi w okres nastoletni, co naturalnie wiąże z podważaniem dotychczasowego porządku oraz panujących zasad. Jest to niezwykle frustrujące dla rodziców - co oczywiście nie jest zaskakujące. Wspominam o tym także dlatego, by uspokoić Panią co do niektórych zachowań córki - ich pojawienie się jest nieodłącznym elementem tego etapu rozwojowego. Natomiast nadal niepokojące pozostają agresywne zachowania w postaci np. uderzenia w co popadnie. Drażliwość, jest niekiedy jednym z pierwszych nieoczywistych sygnałów w diagnostyce m.in. depresji.

Myślę, że przyjrzenia się wymaga  także kwestia komunikatu, że nie mają Państwo czasu dla córki - tymczasem wspomina Pani o poświęcaniu jej wolnych momentów poza pracą. Jak rozumiem, nawet gdy one występują, córka nie zawsze jest zainteresowana ich wykorzystaniem (pisze Pani o reakcji w postaci prowokacyjnego uśmiechu). Ta rozbieżność jest zastanawiająca i mówi o jakiejś potrzebie, której być może córka sama nie ma sprecyzowanej. Rozmowa na zasadzie nazwania tego dysonansu i dopytaniu: “mówisz, że nie mamy dla ciebie czasu, co dokładnie masz na myśli?”, “po czym poznałabyś,  że mamy dla ciebie czas?”, “jak chciałabyś spędzać razem czas, jak sobie to wyobrażasz?” może być pierwszym korkiem do zrozumienia się. Z moich doświadczeń z pracy z rodzicami i nastolatkami wynika, że dzieci potrafią w takiej sytuacji nie udzielić żadnej konkretnej odpowiedzi, zirytować się, powiedzieć “nie wiem” i dążyć do zakończenia rozmowy. Pozostawienie im wówczas możliwości zastanowienia się, może być czymś w rodzaju uchylonych drzwi - zasiewają Państwo ziarno “Ok, teraz nie wiesz, tak może być. To dla mnie ważne, żeby wiedzieć, czego potrzebujesz. Daj mi znać, jak się namyślisz”. Ta strategia pozostawia także decyzje i autonomię po stronie nastolatka, a to bardzo ważne, aby adolescent czuł dostępność i sprawczość w wykorzystywaniu swojego zdania w podejmowaniu decyzji. 

Pisze Pani o poczuciu wykończenia. Wyobrażam sobie, że narastająca frustracja i bezradność nie znajdują ujścia w żadnych dotychczas przyjętych działaniach i rozwiązaniach, więc jedynie się piętrzą i utrudniają porozumienie. Proszę pamiętać, że istnieje możliwość umówienia się na konsultacje rodzicielskie z psychologiem, które pozwalają na otrzymanie zrozumienia, wypracowanie indywidualnych rozwiązań, w dostosowaniu do potrzeb rodziny i dziecka. 



Życzę Pani i Pani rodzinie wszystkiego dobrego! 
Pozdrawiam serdecznie 

Joanna Łucka 

Psycholożka i Psychoterapeutka w trakcie certyfikacji 

9 miesięcy temu
Adam Gruźlewski

Adam Gruźlewski

Szanowna Pani,

 

Pani frustracja jest całkowicie zrozumiała. Jest Pani w trudnym momencie, a zachowanie córki choć bolesne, jest typowe dla dzieci wkraczających w okres dojrzewania. Córka "testując" granice próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie. Może też próbować na nowo zdefiniować waszą relację. To, że Pani sama bywa niekonsekwentna, jest naturalne. Miłość do dziecka często każe nam łagodzić, a nawet łamać własne zasady. Jednakże z perspektywy psychologii, konsekwencja to klucz do poczucia bezpieczeństwa u dziecka. Zamiast karania zachęcam do porozmawiania z córką właśnie o konsekwencjach. Niech córka doświadczy naturalnych następstw swoich działań, na przykład, jeśli nie spakuje się na czas do szkoły, to sama będzie musiała zmierzyć się z tym, co ją spotka.

Ważne jest, aby spędzać z nią czas bez osądzania. Nawet jeśli to tylko chwila, kiedy nie rozmawiacie o szkole czy zasadach, ale po prostu jesteście razem. Pokazanie, że zależy wam na jej obecności, a nie tylko na jej zachowaniu, może stopniowo zburzyć mur, który zdaje się, że właśnie buduje.

Zachęcam do szczerej rozmowy, gdzie powie jej Pani, co czuje – że jest pani zmęczona i że tęskni Pani za wspólnymi, spokojnymi chwilami. To pomoże jej zrozumieć, że jej zachowanie ma wpływ na wasze uczucia. Być może warto pomyśleć o wsparciu psychologa, aby zyskać nowe narzędzia do radzenia sobie z tym trudnym etapem w rozwoju dziecka.

 

Pozdrawiam serdecznie

Adam Gruźlewski

psycholog, psychotraumatolog

9 miesięcy temu
Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Dzień dobry, 

dorastanie dzieci bywa trudne dla rodziców. Zwłaszcza, że dzieci właśnie na nich testują granice. Robią tak, ponieważ czują, że to bezpieczna przestrzeń.

Zamiast kar zachęcam do rozmowy i tłumaczenia konsekwencji, zapraszania do wyrażania uczuć i potrzeb.

Ważne, żeby córka zawsze wiedziała, że dom to bezpieczna przystań, do której może wrócić nawet gdy popełni błąd.

 

Serdeczności

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog

9 miesięcy temu
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Bardzo rozumiem Pani zmęczenie. Okres dojrzewania potrafi być dla rodziców ogromnym wyzwaniem. To, co Pani opisuje, brzmi jak typowe zachowania nastolatków wchodzących w okres silnego buntu i testowania granic. Córka sprawdza, na ile może sobie pozwolić, jednocześnie sama zmagając się z burzą emocji, których jeszcze nie potrafi dobrze kontrolować. 

To nie znaczy, że córka nie potrzebuje Waszej bliskości. Spróbujcie połączyć konsekwencję z ciepłem: jasne zasady + spokojne rozmowy o uczuciach („widzę, że jesteś zła…”, zamiast od razu oceniać zachowanie). Dobrze też zaplanować regularny, choćby krótki czas tylko dla niej, bez telefonów i pośpiechu. Jeśli napięcie w domu nadal będzie bardzo duże, warto rozważyć wsparcie psychologa rodzinnego.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

9 miesięcy temu
Karolina Walczyk

Karolina Walczyk

Rozumiem, że jesteście bardzo zmęczeni, czas wchodzenia w okres nastoletni bywa trudny zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Wiele zachowań, które opisujesz: pyskowanie, bunt, sprawdzanie granic, to część rozwoju: córka testuje swoją niezależność i w ten sposób pokazuje emocje, z którymi sama nie umie sobie jeszcze poradzić.

Co może być pomocne:

Konsekwencja:nawet jeśli to trudne, warto trzymać się ustalonych zasad, bo wtedy córka widzi jasne granice.

Rozmowa w spokojnym momencie: nie wtedy, gdy jest awantura, tylko kiedy emocje opadną. Warto wtedy też nazwać to, co widzicie („widzę, że się złościsz…”) i powiedzieć, co czujecie.

Docenianie dobrych zachowań: nastolatki często słyszą głównie krytykę, a zauważenie drobiazgów na plus może działać wzmacniająco.

Czas razem-nawet krótki, ale regularny- nie zawsze chodzi o ilość, a o jakość.

Jeśli poczucie wyczerpania będzie narastać, warto rozważyć konsultację rodzinną u psychologa, czasem wspólna rozmowa w obecności specjalisty pomaga znaleźć inne sposoby reagowania.

Serdecznie pozdrawiam,

Karolina Walczyk

Psycholog, Psychoterapeuta

9 miesięcy temu
Magdalena Nowakowska

Magdalena Nowakowska

Dzień dobry,

 

Córka  emocjonalnie i hormonalnie wchodzi powoli w okres dojrzewania. To czas ogromnych zmian na różnych obszarach: biologicznych, psychicznych oraz społecznych. Dzieci w tym wieku testują granice rodziców, próbują zaznaczyć niezależność, a jednocześnie mają trudność ze zrozumieniem swoich emocji co może skutkować wybuchami złości, krzykiem, buntem i skrajnymi reakcjami.

Zachowania opisywane przez Państwa (krzyk, impulsywność) mogą być sposobem na regulację napięcia emocjonalneg, które są trudne do zaakceptowania, niekoniecznie wynikają ze złej woli.

Dziecko może odczuwać wewnętrzne rozterki i chaos, którego nie potrafi w inny sposób wyrazić niż przez opór czy agresję.

Ważna jest zmiana postawy i przekonania: chcę wygrać z córką -> zależy mi na odbudowaniu relacji.

Dbajcie o codzienność, nawet 15 minut dziennie sam na sam (bez telefonu, bez oceniania, po prostu „bycie obok”). Dzieci, które są zauważone, czują się zaopiekowane i wysłuchane w momentach niekonflktowych, mniej walczą o uwagę przez „złe zachowania”.

 

Pozdrawiam serdecznie

psycholog Magdalena Nowakowska

9 miesięcy temu
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Dzień dobry,

to, co Państwo opisują, wskazuje na silne napięcia w relacji z córką i duże wyczerpanie emocjonalne z Państwa strony, to całkowicie zrozumiałe. Córka ma 11 lat, a to trudny okres rozwojowy tzw. preadolescencja. Zachowania buntownicze, wybuchy złości czy testowanie granic są częste. Często stoją za nimi silne emocje, których dziecko nie umie jeszcze nazwać ani wyrazić inaczej niż przez zachowanie. 

Choć ustalanie zasad i konsekwencji jest ważne, równie istotna jest próba zrozumienia, co stoi za jej zachowaniem. Kiedy mówi, że „nie macie dla niej czasu”, być może chodzi nie o ilość czasu, a o jakość kontaktu: czy czuje się wysłuchana, ważna, zauważona.

Co możecie Państwo spróbować:

Rozmawiać poza konfliktem, spokojnie, z ciekawością, np.:
„Widzę, że często się kłócimy. Chciałabym Cię zrozumieć. Co się dzieje?”

Wprowadzić drobne rytuały, np. wieczorne rozmowy, wspólny spacer raz w tygodniu, chwila bez telefonu tylko dla niej.

Zastanowić się nad konsultacją z psychologiem dziecięcym, jeśli zachowania są bardzo nasilone i trudne do opanowania, warto skorzystać ze wsparcia specjalisty.

Dla Pani:

Proszę pamiętać, że Pani stan psychiczny też się liczy. Warto pomyśleć o rozmowie z psychologiem, by odzyskać siłę i perspektywę, nie musi Pani dźwigać tego sama.

Z wyrazami szacunku,
Weronika Berdel (Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli)

8 miesięcy temu
Helena Rychel

Helena Rychel

To, co Państwo opisują, brzmi bardzo obciążająco - bycie rodzicem nastolatki to naprawdę trudne zadanie. Córka wchodzi w okres dorastania, a więc naturalnego buntu i testowania granic. To w gruncie rzeczy dobra wiadomość, fakt, że dziecko w tym wieku przeżywa silne emocje, oznacza prawidłowy rozwój.

Okres nastoletni to czas szczególny: pojawiają się nowe potrzeby, rośnie presja rówieśnicza, a potrzeba zaistnienia w grupie staje się dominująca. Dzieci w tym wieku odkrywają swoją autonomię, a jednocześnie nadal potrzebują wsparcia i bliskości rodziców, stąd sprzeczne komunikaty: z jednej strony „nie chcę spędzać z Wami czasu”, z drugiej „brakuje jej Waszej obecności”. Stawanie się dorosłym to naprawdę bardzo trudny czas,stąd pod złością często kryje się lęk.

Dla Państwa to również trudny etap, dlatego warto pamiętać o zadbaniu o siebie. Zrozumiałe, że towarzyszy Państwu lęk i poczucie bezradności, w takich sytuacjach pomocna bywa rozmowa z przyjaciółmi lub grupa wsparcia dla rodziców. Dobrym punktem wyjścia może być też lektura książki „Emocjonalne potrzeby dziecka”. Lepsze rozumienie reakcji córki może zmniejszyć Państwa poczucie bezradności i pomóc w odzyskaniu poczucia sprawczości. 

8 miesięcy temu
terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Boję się poruszyć tematu dzieci z partnerem
Boję się poruszyć tematu dzieci z partnerem. Sama nie jestem do końca zdecydowana, ale raczej chciałabym zostać kiedyś mamą. Co, jeśli partner kategorycznie nie chce mieć dzieci? Czy to oznacza koniec związku? Jesteśmy ze sobą dwa lata, ale nie poruszaliśmy jeszcze tego tematu na poważnie.
Przedszkolak zawsze chce mieć rację – jak reagować na upór i brak przyznania się do błędu?
Jak wpłynąć na przedszkolaka które chce mieć zawsze rację? To co ono mówimy jest prawdą, ono ma rację. Wyklóca się. Nawet jak kilka osób mówi - nie przyzna się, że się pomyliło lub zrobiło coś źle...
Jak podjąć decyzję o przyszłości związku, gdy partnerka rezygnuje z planów na dziecko?

Dzień dobry, Jestem na rozdrożu. 

Związałem się przed 6 laty z kobietą, która ma dziecko, obecnie 10-letnią dziewczynkę. Jesteśmy taką trochę patchworkową rodziną. Ja mam 40 lat, partnerka 35. Mieszkamy razem, kochamy się. Mała ma kontakt z ojcem, mnie traktuje bardzo dobrze. Ponieważ partnerka pracuje w korporacji, gdzie bardzo dobrze zarabia, ale też i długo pracuje, to ja odbieram jej córkę ze szkoły, gotuję obiady, pomagam w lekcjach. Z biologicznym ojcem też nie ma problemu, jest on obecny w życiu dziewczynki, chociaż założył nową rodzinę i ma kolejne dzieci. 

Ja mam więcej czasu, bo wykonuję wolny zawód, ale też finansowo jestem niezależny. Jest jednak inny problem, bo zawsze marzyłem o rodzinie tzn. żonie i własnym dziecku i czuję, że zbliżam się nieuchronnie do momentu, gdy będę zmuszony podjąć trudną decyzję. Z partnerką ten temat był obecny od dawna. Na początkach naszej znajomości twierdziła, że bardzo chce mieć kolejne dziecko, bo sami byliśmy jedynakami i wiemy, że jak to było smutne. Chciała jednak chwilę poczekać, jak się nasza znajomość rozwinie, co dla mnie zrozumiałe. 

Ja zresztą też nie chciałbym tak od razu. Nasz związek jest bardzo dobry, kochamy się, okazujemy dużo czułości i wsparcia, jesteśmy pokrewnymi duszami. Już od dłuższego czasu rozmawiamy o przyszłości, budowie domu, wzięciu ślubu. Partnerka zaczęła jednak odwlekać temat dziecka i jestem mocno tym wszystkim podłamany. Na początku twierdziła, że chce skupić się na pracy, gdzie idzie jej bardzo dobrze, jest jeszcze młoda i szkoda jej zostawić to, co osiągnęła, więc dziecko jeszcze chwilę może poczekać. Przed Świętami Bożego Narodzenia przeprosiła mnie i wyznała mi jednak szczerze, że nie chce już mieć więcej dzieci. Długo jej to zajęło i po prostu doszła do momentu, w którym jest w 100% przekonana, że więcej dzieci nie chce mieć. Jestem tym załamany, coś we mnie pękło, czuję się oszukany. W Sylwestra mieliśmy wielką kłótnię, do dzisiaj mamy ciche dni. Zaczyna we mnie też dojrzewać myśl o zakończeniu tej znajomości, bo widzę siebie za 20 lat jako całkowicie samotnego starego faceta. Życie jest nieprzewidywalne, możemy się za kilka lat rozstać, rodzice odejdą, partnerka może umrzeć, cokolwiek się może zdarzyć, a ja zostanę jak palec, bez rodziny. 

Nie mam pojęcia jak to wszystko poukładać. Jeśli dojdzie do rozstania, co wydaje mi się dzisiaj nieuchronne, to jak małą do tego przygotować? Ta cała sytuacja mnie niszczy, nie mogę się skupić na niczym innym jak buszowaniu w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi, przeglądam też ogłoszenia z mieszkaniami. Może jednak zostać i spróbować popracować na partnerką, aby zmieniła zdanie w tej kwestii, co wydaje mi się nierealne?

Mąż kradnie pieniądze, kłamie i unika rozmów - co zrobić?
Dzień dobry. Od jakiegoś czasu mąż mnie okłamuje i kradnie pieniądze. Każde z nas pracuje, mamy dziecko. Mąż znika na całe dnie i noce, nie odbiera telefonów, kłamie, kręci, a dziś zauważyłam że zniknęło mi 700 euro z pieniędzy schowanych przed nim w moich ubraniach. Czyli tam też grzebał. Wyparl się, wmawiam że zgubiłam, że jestem roztargniona dopiero jak chwyciłam za telefon i chciałam zgłosić sprawę kradzieży na policji to się przyznal...Wcześniej ukradł 250 euro i wymuszał też przelewy na różne rzeczy: a to na buty, a to na kurtkę, a to szef zapomniał zapłacić za coś i trzeba wylożyć i nic nie kupił. Łącznie ukradł i wymusił ponad 2000 euro w tym miesiącu, a były to pieniądze przeznaczone na cztery miesiące wynajmu mieszkania. Mąż nie chce rozmawiać, każda próba rozmowy kończy się wrzaskiem z jego strony. Wstyd mi się przyznać, że własny mąż kradnie pieniądze przeznaczone na życie i na dziecko i wydaje je na coś o czym pojęcia nie mam. Straciłam zaufanie do niego, ciągle mam wrażenie, że kłamie i mnie oszukuje. Proponowałam mu wizytę u specjalisty, to mi powiedział, że mogę się spakować i odejść w każdej chwili, jak mi się nie podoba. Mam wrażenie, że przez to jak mnie oszukuje i okrada, wszystkie uczucia z mojej strony do niego wyparowały. Jest jeszcze synek, mieszkamy za granicą, ojciec jest obcokrajowcem. I w zasadzie nie mam nikogo bliskiego, komu mogłabym się zwierzyć. Co zrobić w takiej sytuacji?
Rodzice wymagają pełnej opieki i odpowiedzialności za nich, w zamian nie dając wsparcia.
Dzień dobry. Sprawa jest złożona, ale postaram się opisać jak najbardziej konkretnie. Jestem przed 40. Mam męża i 2 dzieci. Zawsze byłam przywiązana do mojej rodziny. Mama była jedynaczką i mieszkała ze swoimi rodzicami. Ja mam jedną siostrę. Siostra po ślubie wybudowała dom zaraz obok rodzinnego, w jednym ogrodzeniu. Wszyscy myśleli, że jakoś się dogadamy. Mój mąż pracuje za granicą. W mojej rodzinie od zawsze nie mówiło się, co komu leży na duszy, ale po prostu przychodził czas boczenia się i nieodzywania i trzeba się było domyślić, za co tym razem te fochy. Ja, głupia ja, namówiłam męża, abyśmy zostali w domu rodzinnym...no przecież dom miał być dla nas, skoro siostra się wybudowała. No ale mimo, że chcielibyśmy wyremontować konkretnie ten dom (choć i tak włożyliśmy już w niego z 80 tys) to wszelkie pytania o zapis są zbywane. Najpierw mama musiała przejść na emeryturę, potem covid a na końcu dowiedziałam się, że najpewniej od razu oddałabym ich do domu starców... To, że ja chcę żyć po swojemu odbierane jest jako policzek, że nie robię tak jak oni by chcieli. Moja babcia jeszcze żyje i ona dużo złego zrobiła w relacjach między nami. Z siostrą nie rozmawiam. Obraziła się, bo powiedziałam jej, że wszystko dostała (rodzice i dziadkowie pomogli im wybudować dom, brali kredyty, które później spłacali...urządzili wesele, wspomagali finansowo) a ja nawet nie mogę mieć zapisanego obiecanego domu. Mama mówi, że nam tylko na zapisach zależy. Nie. Chcielibyśmy remontować na swoim, a nie, że po paru latach okaże się, że połowę domu jednak zapiszą mojej siostrze. Mój mąż mówi, że od początku czuje się nieakceptowany (bo nie daje sobą sterować) i kilka lat temu myśleliśmy o pójściu na swoje. Mnie powstrzymywała myśl, że rodzice się starzeją, że będą potrzebowali pomocy, też tej finansowej, no ale starsza córka jest lepsza, bardzo im się przymila i podejrzewam, że dużo też mąci. Konflikty z siostrą ( a raczej nieodzywanie się) wynika z tego, iż jej najmłodsza córka (obecnie 10 lat) od kilku lat jest wobec moich dzieci złośliwa, namawia ich do głupich rzeczy, pokazuje im swoje miejsca intymne, a mój młodszy syn ma zaledwie 5 lat..miałam wiele razy o to pretensje. Dodatkowo a propos tego mieszkania w jednym ogrodzeniu, córka jak i starsi synowie bez problemu przychodzą do "naszego" domu, a moje dzieci nie mogą tam ( do domu siostry) chodzić, bo albo drzwi zamkniete albo zwyczajnie przyjmą ich na progu i powiedzą, że nie mają czasu. Moim dzieciom bardzo smutno z tego powodu, a nikt nie widzi w tym problemu. Nie wiem co robić, z jednej strony czuję się zobowiązana pomagać rodzicom, ale ewidentnie nie chcą nam tego domu zapisać, a wiedzą , że zrobilibyśmy generalny remont i im też żyłoby się wygodniej. Dom jest z lat 60 i wiele technologii też z tego czasu. Z drugiej strony jest mąż i dzieci, dzieci którym ciasno, które chciałyby mieć osobny pokój, które chciałyby wziąć prysznic....takie prozaiczne sprawy. I rodzice nie myślą o tym, że nam ciasno....każdy myśli o sobie. Teraz mąż mówi, żeby jakoś przecierpieć i że rodzice się starzeją i w końcu może zmiękną, a rodzice tak się dumą unieśli, że gdybym zostawiła na stole kubek na tydzień to stałby w tym samym miejscu. Kiedy bylismy na 2 tyg wakacjach to dom był tak zapuszczony po powrocie, ze pierwsze co musiałam czyścić toalety, do tego nikt się nie poczuwa. Ja w tym domu nie mam prawa głosu (choć jak już się postawię to są pretensje i obraza). Mąż mówi, że ....to nie są normalne relacje i że powinnam się od rodziny odciąć. Mnie samej jest bardzo źle, stałam się nerwowa, pesymistyczna, wszystko widzę w czarnych barwach i najgorszych możliwych scenariuszach, jeżdżę na masaże lecznicze, bo od napięcia zaczęłam mieć bóle i zawroty głowy. Na dodatek jestem z tym sama, bo mąż przyjeżdża co miesiąc na 3-4 dni i później ze wszystkim jestem sama, a mam tego pecha, że wszystko biorę do siebie. Teraz żałuję, że nie posłuchałam go te 8 czy 10 lat temu, że postawiłam na rodziców a nie na męża :( Nie widzę teraz żadnego wyjścia z sytuacji. P.S. Podczas jednej z "rozmów" mama niemalże chciała mi wmówić, że ojciec miał 2 zawały serca przeze mnie. Rozumiem, że on nie może się denerwować, ale palić i pić może i reagować na mój widok soczystą "kur*ą" mówioną pod nosem... Jak mogło do tego dojść, że choć ja miałam dobre intencje teraz w domu jest nie do wytrzymania dla wszystkich. I że moi rodzice aż tak mnie ..nie lubią? Nie odżegnuję się, bo mam swoje za uszami, ale w mojej rodzinie wszyscy są pamiętliwi i po kilku latach potrafią wyjąć (poważnie!) z pudełeczka karteczkę, gdzie jest napisane co i kiedy złego zrobiłam, czy powiedziałam. Żyję w ciągłym poczuciu winy względem męża, dzieci, że to ja zdecydowałam o naszym losie, że mimo lat pracy za granicą nie dorobiliśmy się niczego, bo ja naiwnie wierzyłam w zapewnienia "będzie wasza". Przepraszam za ten elaborat, szukam pomocy u kogoś, kto być może spojrzy na ten problem na zimno i powie, że może przesadzam...?
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.