Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z odrzuceniem społecznym i wypaleniem w wieku 16 lat?

Dzień dobry. Zmagam się z wieloma problemami społecznymi . M.in. zmagam się z odrzuceniem społecznym , alienacja , ostracyzmem oraz brakiem dopasowania i poczucia niższości wobec społeczeństwa. Ogólnie jestem 16 letnim chłopcem uczęszczającym do I LO w Lesznie na profil biologiczno matematyczny . W tym roku kończę I klasę. Jednak czuje się skrajnie wypalony . praktycznie nie jestem w stanie normalnie funkcjonować i się na niczym skupić . Przyczyną tego jest depresja oraz chroniczne poczucie samotności . Mój psychiatra wypisał mi zwolnienie lekarskie do końca roku ponieważ uznał że uczęszczanie do szkoły może być zbyt autodestrukcyjne jednakże nawet będąc w domu czuje się ciągle zmęczony osaczony i przegrany. Często wracam nostalgicznie do czasów podstawówki kiedy byłem jednym z najlepszych uczniów rozwijałem swoje zamiłowanie do nauk przyrodniczych i matematyki oraz wygrywałem konkursy ( np. byłem laureatem konkursu wojewódzkiego z geografii i biologii ) . Po roku w tej szkole straciłem nie tylko wiarę w ludzi i nasze społeczeństwo ale w ogóle system szkolny . Moim zdaniem choć może być ono niepoprawne czy subiektywny sądzę że system szkolny nie został skonstruowany po to żeby rozwijać inteligencje lecz po to żeby ją wręcz przeciwnie tłumić przez konformizm sztuczne sztywne reguły i tresurę społeczną. Ale to nie jest aż tak ważne . Jednakże najbardziej obawiam się że przegrałem życie . Nie dosyć że zmagam się z poważnym uszkodzeniem generycznym w formie zespołu klinfertera co doprowadziło do szyderstw i obelg ze strony nie tylko rówieśnikow lecz także wuefistów to mam też zdiagnozowany wysoko funkcjonujący autyzm . Sądzę również że przegrałem życie . Kiedy patrzę na rówieśników widzę jak uczestniczą w życia społecznym szkoły w lokalnym życiu politycznym oraz jak zawierają pierwsze związki . Ja w porównaniu do nich jestem o lata świetlne do tyłu . Jedyne co mi dawało satysfakcję i poczucie protekcji to były książki zagadki logiczne i gdy ale nawet to już nie cieszy.
User Forum

Atypowy Benio

6 dni temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Przeżywanie tak głębokiego kryzysu, poczucia samotności i wypalenia w wieku 16 lat jest niezwykle trudnym i obciążającym doświadczeniem, jednak zmaganie się z depresją, zespołem Klinefeltera oraz autyzmem w niesprzyjającym środowisku szkolnym miało pełne prawo doprowadzić Cię do tego miejsca. Decyzja psychiatry o zwolnieniu lekarskim była ważnym krokiem ochronnym, dającym Ci czas na zatrzymanie tej autodestrukcyjnej spirali i regenerację, a nie dowodem na „przegranie życia”. Twoje wysokie zaangażowanie w naukę w podstawówce oraz trafne, dojrzałe przemyślenia na temat systemu szkolnego pokazują, że nadal masz w sobie ogromny potencjał i intelekt, który depresja chwilowo jedynie przysłoniła. Porównywanie się z rówieśnikami, którzy rozwijają się w innych obszarach, pogłębia tylko poczucie winy – pamiętaj, że idziesz własną, unikalną ścieżką i masz prawo potrzebować więcej czasu na budowanie relacji. Kluczowe jest teraz, abyś oprócz farmakoterapii u psychiatry podjął regularną psychoterapię (najlepiej u specjalisty pracującego z osobami w spektrum autyzmu), która pomoże Ci odbudować poczucie własnej wartości, przepracować doświadczenia rówieśniczego ostracyzmu oraz na nowo odnaleźć sens w Twoich pasjach.

Powodzenia

Bożena Nagórska

5 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 

  Przede wszystkim chcę, żebyś wiedział, że to, co czujesz i przez co przechodzisz, jest ogromnie trudne, i nie ma w tym Twojej winy. Masz prawo czuć się zmęczony, rozczarowany i zagubiony, zwłaszcza gdy na Twoich barkach leży jednocześnie depresja, zespół Klinefeltera, wysoko funkcjonujący autyzm i trauma odrzucenia przez rówieśników, a nawet nauczycieli. To, że psychiatra wystawił Ci zwolnienie do końca roku, to nie jest znak, że „przegrałeś” , ale jest to to znak, że system wreszcie uznał, że potrzebujesz ochrony. W domu też nie czujesz się dobrze, bo depresja zmienia sposób, w jaki mózg przetwarza nagrodę, motywację i nadzieję. To nie jest Twój charakter ani lenistwo a to biochemia i przeciążenie. Nie przegrałeś życia. Masz 16 lat. To, że dziś nie możesz uczestniczyć w życiu społecznym, politycznym czy związkach tak jak rówieśnicy, nie znaczy, że nigdy nie będziesz. Porównujesz się do ludzi, którzy nie mają Twoich przeszkód. Gdyby ktoś miał złamaną nogę, nie mówilibyśmy, że „przegrał wyścig” przez to, że nie biega. Twój wpis jest bardzo dojrzały, analityczny i świadomy i to zdradza inteligencję, której system szkolny faktycznie często nie nagradza, bo ceni konformizm. Ale to nie znaczy, że ta inteligencja jest bezwartościowa. Ona po prostu potrzebuje innego środowiska. Powiedz swojemu psychiatrze wprost: „Leki i zwolnienie to za mało. Czuję, że przegrałem życie. Mam myśli, że nic już nie ma sensu.” To ważne, bo być może potrzebujesz zmiany leczenia, terapii lub innej formy wsparcia (np. dziennego oddziału dla młodzieży).  Skontaktuj się z pedagogiem szkolnym lub szkolnym psychologiem ,  nawet jeśli nie chodzisz na lekcje, możesz poprosić o rozmowę. Mają obowiązek zapewnić Ci wsparcie. W I LO w Lesznie powinien być taki specjalista.

Poszukaj grupy wsparcia dla nastolatków w spektrum autyzmu online lub stacjonarnie. Poczucie alienacji jest w spektrum bardzo częste, ale w grupie podobnych osób ono maleje. Rozważ zmianę szkoły po wakacjach nie dlatego, że jesteś gorszy, ale dlatego, że ta konkretna szkoła (i konkretni nauczyciele) okazali się toksyczni dla Ciebie. Są szkoły bardziej przyjazne osobom neuroatypowym, np. niektóre klasy integracyjne lub szkoły z mniejszym naciskiem na „życie społeczne”.

Na dziś wieczór: Spróbuj oddzielić fakt od katastroficznej myśli. Depresja kłamie. Kiedyś lubiłeś łamigłówki, to znaczy, że Twój mózg potrafi czerpać radość. Tylko teraz jest w stanie choroby. Nie jesteś sam, nawet jeśli czujesz się osaczony. Ludzie tacy jak Ty - wrażliwi, analityczni, inaczej myślący i często są najbardziej wartościowymi naukowcami, pisarzami, twórcami. Ale żeby to rozwinąć, musisz najpierw przeżyć ten kryzys. A to wymaga pomocy, nie walki w pojedynkę.

5 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Cześć,

 

Czytając Twoją wiadomość, pomyślałam, że niesiesz na swoich barkach naprawdę dużo. Depresja, poczucie odrzucenia, trudne doświadczenia związane ze zdrowiem, rozczarowanie szkołą i samotność, to bardzo duże obciążenie dla jednej osoby, szczególnie w wieku 16 lat.Zwróciłam też uwagę na coś jeszcze. Piszesz o sobie tak, jakby całe Twoje życie było już ocenione i zakończone, podczas gdy jesteś dopiero na początku swojej drogi. Wiem, że gdy człowiek jest w depresji, przyszłość często wygląda jak zamknięte drzwi, ale depresja nie jest obiektywnym sędzią rzeczywistości.Czy możliwe jest, że nie przegrałeś życia ale obecnie przechodzisz przez jeden z najtrudniejszych jego etapów? Piszesz o swoich dawnych osiągnięciach, ciekawości świata i pasji do nauki. To wszystko nie zniknęło, być może teraz jest po prostu przykryte przez zmęczenie i ból.Dobrze, że jesteś pod opieką psychiatry. Chciałabym Cię też zapytać: czy poza lekarzem masz obecnie choć jedną osobę, przy której możesz szczerze powiedzieć, jak bardzo jest Ci ciężko?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

5 dni temu

Zobacz podobne

od ok. roku miewam jakby epizody maniakalne. Głównie trwają około tygodnia, towarzyszą im różne silne emocje
Witam, od ok. roku miewam jakby epizody maniakalne. Głównie trwają około tygodnia, towarzyszą im różne silne emocje, czuję, że mogę przekroczyć wszystkie swoje granice i lęki, jestem wtedy bardzo pomysłowa, rozgadana, pewna siebie oraz w bardzo pozytywny nastroju. Po mniej więcej tygodniu to mija, a wtedy zaczynam czuć się wycofana społecznie, ciężko mi cokolwiek zrobić czy się przełamać, wtedy jestem bardzo niepewna siebie. Zbieram się, by iść do psychologa, ponieważ te stany są już męczące dla mnie i boję się, że w przypływie emocji mogłabym zrobić coś, czego bym żałowała. A to wszystko zaczęło się, gdy wyszłam z bardzo toksycznego związku. Przez długi czas po rozstaniu miałam ataki paniki.
Trauma z dzieciństwa powoduje u mnie ciągłe obawy, poczucie zagrożenia, odrzucenia w związku. Psychoterapia pomogła mi jedynie na jakąś chwilę. Jak sobie pomóc?
Dzień dobry. Od dziecka byłam kontrolowana przez matkę, nie było żadnych uczuć w domu. Byłam porównywana, krytykowana, sprawdzana. Teraz jako dorosła kobieta mam problemy w związku. Nie ufam, wszędzie widzę zagrożenie, w każdym słowie, czynie partnera doszukuję się złych rzeczy. Ciągle boję się, że nie jestem wystarczająca, każdy człowiek w jego towarzystwie to dla mnie jakieś zagrożenie. Nie sprawdzam, nie kontroluję go. Ale trzymam to w sobie, myśli o złych rzeczach ciągle krążą mi w głowie. Przez tę sytuację mam załamania nerwowe i depresję. Byłam na terapii u psychoterapeuty, jednak pomogła mi na trochę. Cała ta sytuacja podczas załamań doprowadza do tego, że nie chcę żyć, mam myśli samobójcze, nie radzę sobie ze sobą, czuje się bezradna, bezwartościowa. Nie wiem czy da się wyjść z takich stanów lękowych, czy da się pozbyć tych złych myśli. Czy jedynym rozwiązaniem jest życie w samotności. Proszę o rady, gdzie szukać pomocy, w jaki sposób przepracować trudne dzieciństwo?
Jak powiedzieć mamie o tym jak się czuję?
Jak powiedzieć mamie o tym jak się czuję? Witam, mam 25 lat i nawet nie wiem jak mogłabym zacząć. Od naprawdę wielu lat, moje życie straciło jakikolwiek sens i smak. Jest po prostu codzienną egzystencja i katorgą walki z dnia na dzień. W tym czasie nazbierało się w nim na tyle problemów, że zaczęłam mieć z tego powodu problemy zdrowotne. Bóle głowy czy serca są u mnie na porządku dziennym. Oczywiście wszystko na bieżąco badane u lekarzy, którzy rozkładają ręce bo nie widzą żadnych problemów i wskazują zawsze na to samo - stres i nerwy. Towarzyszą mi one praktycznie na codzień i nagromadziło ich się na tyle dużo, że mam już dość. Natłok myśli jest już na tyle silny i męczący, że momentami w ogóle nie wstaje z łóżka i przesypiam całe dnie. Z perspektywy moich rodziców, z którymi mieszkam, zapewne wygląda to jak zwykłe lenistwo, może mają rację. Codzienne życie z natłokiem myśli stało się na tyle uciążliwe, że mam już tego dość i chciałabym w końcu poczuć jak to jest czuć szczęście i spokój w życiu. Tutaj pojawia się problem - strach. Nie wiem co robić, zbyt się boję podjąć jakieś działania. Mam już dość tego, że moi najbliżsi jak chłopak czy przyjaciółka, muszą mierzyć się z moimi codziennymi napadami gigantycznej agresji, furii, histerii i podobnych. Czuję, że w końcu będą mieli mnie dość i odejdą, chociaż nie będę się im dziwić. Chciałabym o wszystkim powiedzieć mamie, przestać ją okłamywać, że jest u mnie w porządku i nic się nie dzieje. Chciałabym, żeby mnie przytuliła, porozmawiała ze mną, spędziła czas. Czuję, że powinna wiedzieć. Wiem, że powinnam być już samodzielna ale nie potrafię. Czuję się jak dziecko we mgle potrzebujące kogoś, kto złapie je za rękę i poprowadzi. Nie wiem co robić. Boję się tego, że zacznie we mnie widzieć kogoś innego, może mnie znienawidzi. Boję się, że powie, że inni maja gorzej albo ze moje problemy to tak naprawdę nie są problemy. Jak mam jej o wszystkim powiedzieć? Co mam robić? Może nic jej nie mówić i wziąć się w garść, zacząć dorosłość. Tylko nie wiem jak..
Od lat borykam się z apatią. Nie mam planów na siebie. Na swoje życie. Na jutrzejszy dzień. Nawet na dzisiejszy. Stałą pracę zaczęłam na początku stycznia - od tego czasu miałam tylko 1 dzień "wolny" - ze względu na przeprowadzkę do kawalerki. Nie umiem przestać pracować. Mam wtedy poczucie straty pieniędzy, czasu. Liceum skończyłam w kwietniu ubiegłego roku. W tym czasie mieszkałam u rodziców. Od maja aż do września wyszłam z domu - dosłownie z domu, choćby do psa - jakieś 3 razy. Nigdzie indziej. Potrafiłam całymi dniami spać, marnować czas. Nie mam ambicji, planów na siebie, a mój stan apatii utrzymuje się ze mną aż od czasów gimnazjalnych. Do tego chroniczny smutek i żal wynikający właśnie z tego braku pomysłu, planu. Nie mam znajomych, przyjaciół, kolegów nawet. Nie przesadzam. Mój Messenger jest używany tylko do komunikacji z mamą, a aplikacja od SMS tylko do zaoytan do klientów. Nikogo z rodziny nie kojarzę. Sióstr, kuzynów, wujków, dziadków nie mam. Jestem adoptowana, może dlatego nie znam nikogo. Nigdzie nie wychodzę. Nie chcę. Nie czuję potrzeby. Nie umiem. A jednocześnie przygnębia mnie to, że nie chcę i nie czuję potrzeby. Jestem aseksualna. Chyba. I aromatyczna. Chyba. Te samodiagnozy nie są najlepsze. Ale tak czuję od lat. I to też mnie boli. Czuję się wybrakowana. Chciałabym czuć cokolwiek. A jedyne co czuję, to wypalenie, smutek i bezsens wszystkiego. Nie mam celu. Najchętniej skinczylabym to wszystko. Ale w sumie po co? Nikomu nie wadzę w życiu, bo nikogo nie mam. Dużo razy w poprzednich latach pisałam długie wypociny na temat tego, co jest nie tak. Kilka razy dłuższe niż ten wpis, który obecnie czytasz. Wszyscy kierują do psychologów, psychiatrów, seksuologów. A mnie na to nie stać. Nie stać mnie, żeby odłożyć sobie chociaż 200 zł na poczet mojego zdrowia psychicznego. Czuję się żałośnie. Nie lubię się użalać. Nie robię tego. Mam nadzieję. Po prostu wiem, że nikt by nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Że zniknęłam. Z rodzicami też nie mam super więzi, tolerujemy się. Cóż. Niby umrzeć byłoby szybciej, ale skoro moje życie to nędzna wegetacja, wychodzę z założenia, że mogę się przemęczyć jeszcze trochę. Ale z drugiej strony... Po co? Jestem zmęczona tą nicością.
Od długiego czasu czuję w sobie straszny lęk, brak chęci do spotkań z ludźmi, brak radości z czegokolwiek.
Dzień dobry. Od długiego czasu czuję w sobie straszny lęk, brak chęci do spotkań z ludźmi, brak radości z czegokolwiek. Przeszkadza mi wszystko najbardziej hałas, nawet bawiące się dzieci są wielkim problemem, gdy się bawią głośno, bardzo mocno się denerwuje. Jakiś czas temu miałam myśli samobójcze, na tę chwilę ich nie mam. W pracy staram się być kontaktowa (3gdz dziennie) po powrocie do domu wszystko się zmienia. Mam problem ze sprzątaniem, robieniem posiłków z prawie każdą codzienną czynnością, nic mnie nie cieszy. Trwa to bardzo długo, nie byłam nigdy na żadnej poradzie, mam problem, żeby rozmawiać na ciężkie tematy. Bardzo proszę o poradę.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.