
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z różnicami w podejściu do chorób dzieci w związku?
Usunięty Specjalista_tka
Dzień dobry.
Widzę, że obecna sytuacja jest dla Pana ciężka i że opisuje Pan problem ze zrozumieniem reakcji partnerki, który z tego co zauważyłam jest wzajemny. Wyraźnie widać Pana chęci i dobrą wolę w sugerowaniu rozwiązań i w próbach wsparcia poprzez rady. Mogę oczywiście się mylić, ale wydaje mi się, że to jest główne miejsce, w którym zachodzi nieporozumienie (!opieram się tylko i wyłącznie na Pańskim opisie nie znając całości sytuacji!). Różnica w rozumieniu skupia się tutaj na interpretacji tych samych zwrotów. Dla Pana nie jest nic nadzwyczajnego, każdy czasem łapie przeziębienie, proponuje Pan herbatę oraz odradza stosowanie w Pana opinii zbędnych leków, jako formę wsparcia i próbę pomocy, rozwiązania problemu. Z drugiej strony jest Pańska partnerka, która prawdopodobnie jest silnie obciążona emocjonalnie, jako że dla niej owe przeziębienie to poważna sprawa. Pańskie rady, mimo że wynikającej z dobrych intencji mogą być źle zinterpretowane w kontekście bagatelizowania sytuacji. Nie wiem też czy dobrze rozumiem kwestie dzieci, ale napisał Pan, że są to dzieci partnerki, więc wnioskuję, że nie są one Pana dziećmi? Jeśli dobrze rozumiem to wydaje mi się, że może się to łączyć. Partnerka w takiej sytuacji będzie mocniej przywiązana do swoich dzieci i z tego powodu będzie znacznie bardziej przejmować się lekkimi stanami chorobowymi niż Pan, co jest też naturalne. Rodzic instynktownie dba o dzieci i podchodzi do wszelkich "zagrożeń" bardziej ostrożnie, stąd też stany, które są dla Pana zwyczajne, w sytuacji, w której pojawiają się matczyne emocje mogą być przez Pana partnerkę odczuwane, jak to też Pan określił, jakby "świat się walił". Konflikty wynikające z nieporozumień najłatwiej pokonać za pomocą komunikacji. Jeśli nie rozumiemy czyjegoś zachowania, emocji...zawsze warto o to zapytać w sposób spokojny i dający przestrzeń na wypowiedź. Mam nadzieję, że moja wypowiedź jest wyczerpująca i zrozumiała. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Usunięty Specjalista_tka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Bardzo dziękuję, za przesłaną wiadomość/pytanie. Z tego co Pan pisze, rozumiem, że trudno jest Panu zrozumieć postawę partnerki w momencie choroby/kwestii zdrowotnych związanych z jej dziećmi. Z tego co Pan pisze rozumiem, też,że gdy Pan reaguje po swojemu - partnerka wpada w złość.
Wspomnial Pan o blokadzie..co dokładnie ma Pan na myśli ? Czy chodzi o niemożność mowienia swojego zdania/reagowania przy partnerce w zgodzie ze sobą...?
Dobrze, że Pan widzi i nie chce aby Wasza komunikacja wyglądala za każdym razem podobnie.
Ja chcialam z kolei dopytać: Na czym Panu najbardziej zależy, co jest dla Pana ważne w tej sytuacji między Wami?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Wasza sytuacja pokazuje, że inaczej odbieracie pewne rzeczy, jak np. choroby czy niedomaganie u dzieci - i to jest jak najbardziej w porządku. Problemem jest to, że partnerka najwyraźniej oczekuje innego rodzaju wsparcia lub sytuacja jest dla niej dużo bardziej obciążająca, niż dla Ciebie. W takiej sytuacji warto porozmawiać o tym, co dla niej oznacza choroba u dziecka, czego wtedy potrzebuje, co pomaga, a co nie. Czasem komunikat, który według Ciebie jest zwyczajny i jak najbardziej na miejscu może zostać odebrany jako nadużycie. I tu właśnie warto się zatrzymać i to omówić : co mogę zrobić lub może czego nie robić / nie mówić w danej sytuacji? Myślę, że taka szczera, otwarta rozmowa o tym, jak Ty postrzegasz daną sytuację i jak to widzi partnerka, pomoże lepiej się porozumieć. Tego Wam życzę!
Wszystkiego dobrego,
Anna Kapelska
Psycholog
Marta Osińska-Białczyk
Dobry wieczór,
Wygląda na to, że Pana interwencje uruchamiają w partnerce jakieś dawne sytuacje, które były dla niej trudne i wiązały się z silnymi nieprzyjemnymi emocjami i wywołuje reakcje obronne. Proponuję zacząć od rozmowy z partnerką na chłodno (poza sytuacją) o tym, jak odbiera tego typu pytania z Pana strony.
Pozdrawiam
Daria Składanowska
Dzień dobry,
opisuje Pan sytuację, w której zderzają się dwa różne sposoby reagowania na stres.
Dla Pana choroba dziecka jest czymś powszednim i możliwym do opanowania, dla Pana partnerki – źródłem silnego lęku i napięcia. Pana racjonalne podejście może być przez nią odbierane jako brak wsparcia, nawet jeśli intencje są dobre, a z Pana strony rodzi się frustracja i poczucie, że musi Pan się blokować, by uniknąć konfliktu.
W takich momentach często pomaga najpierw nazwanie emocji („widzę, że bardzo się martwisz”), a dopiero później proponowanie rozwiązań. Jednocześnie ma Pan prawo do swoich granic i do bycia sobą w relacji.
Jeśli te sytuacje powtarzają się i stają się coraz bardziej obciążające, warto rozważyć kontakt ze specjalistą – psychologiem lub terapeutą (indywidualnie albo w formie konsultacji partnerskiej). Taka rozmowa może pomóc lepiej zrozumieć wzajemne reakcje, nauczyć się komunikacji w sytuacjach stresu i zapobiegać narastaniu konfliktów.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Witam, zwracam się o poradę, gdyż nie daje już rady psychicznie. Chodzi o moją mamę. Od zawsze moi rodzice byli nadopiekuńczy i chcieli kontrolować mnie na każdym kroku. Mój ojciec pozwalał mi co prawda na większość rzeczy, ale moja mama była inna.
Odkąd pamiętam, zmuszała mnie do bycia najlepszą, co za tym idzie, kazała mi mieć najlepsze oceny w klasie.
Tak więc po szkole nie miałam czasu na wychodzenie ze znajomymi ani na nic innego, tylko się uczyłam, nawet po nocach. Od 1 klasy podstawówki do 1 klasy liceum miałam świadectwo z paskiem i wspaniałe wyniki, chociaż wiem, że w dalszym życiu mi to nic nie dało i tak. Jeżeli dostawałam ocenę poniżej 4, (w większości 3) to wyzywała mnie itp. Kiedyś jak dostałam 3 z jakiegoś przedmiotu ze sprawdzianu, to rozpłakałam się przy nauczycielce i powiedziałam, że dostanie mi się za tą ocenę. Dodając jeszcze, że w tym czasie mój ojciec był alkoholikiem i sam robił awantury codziennie i nie mogłam się w spokoju uczyć. Tak więc od początku byłam skazana na przemoc psychiczną z obu stron. Mój brat nie wytrzymał i jak tylko nadarzyła mu się okazja, to wyprowadził się do moich dziadków i żyje spokojnie. Dopiero w liceum zaczęłam się jakoś buntować i miałam i dobre oceny i miałam czas na jakieś przyjemności.
Co prawda dostawało mi się za złe oceny, ale chyba rodzice zaczęli akceptować to, że nie chce zmarnować sobie części życia na naukę. Problem z moim ojcem alkoholikiem skończył się dopiero przed moimi 18 urodzinami, bo ma założoną niebieską kartę, ale i tak zdarzały się sytuację, w których łamał zasadę i wypił, ale moja mama nie chciała tego zgłaszać.
Relacja moich rodziców jest skomplikowana, gdyż co chwilę albo się kłócą, nienawidzą i grożą sobie rozwodem i wyprowadzką, albo się kochają i udają, że wszystko jest okej. Od prawie 2 lat jestem w związku i tutaj też moja matka musiała wejść.
Z chłopakiem mieliśmy i mamy podobną sytuację w domu z rodzicami, ale moja mama się zachowuje, jakby u nas było dobrze. Przez jej zachowanie, czyli zabranianie mi wyjazdów do niego (mieszka ok. 30-40min od mojego miasta) mój chłopak zostawał u nas cały czas, na każdą okazję, np. on był na moich urodzinach (był na 18), a mi nie pozwoliła jechać na jego urodziny (co do dzisiaj mój chłopak ma mi za złe), tylko na ten dzień znalazła mi pracę u niej w sklepie i potem kazała mówić, że jestem zajęta.
Mój chłopak był u mnie z dobre 30 razy, nawet wolał do mnie przyjeżdżać niż jechać do szkoły, a ja miałam zakaz i łącznie byłam może z 7 razy. Za każdym razem jak tam byłam, to moja mama była dla mnie chamska i się obrażała. Jeździłam za zgodą ojca, bo on akurat mi pozwalał. Moja mama nie raz robiła mi wstyd i wkurzała mnie swoim zachowaniem. Jak tylko ukończyłam 18 lat, to trąbi mi o znalezieniu pracy i samodzielności, mimo, że sama mi jej nie daje, bo najchętniej to by ułożyła mi życie po swojemu i tyle. W sylwestra uparłam się i nie patrząc na matkę, pojechałam do chłopaka (początkowo na 4 dni, ale zostałam 2 tygodnie) i za to mi się dostało. Moja mama się rozpłakała przy ojcu i niby przestała jeść, bo zostałam u chłopaka dłużej (chociaż nie dzieje mi się tam żadna krzywda, a nawet jest mi tam lepiej niż we własnym domu). Jak tylko wróciłam do domu, to była na mnie obrażona (do teraz jest) i ojcu i innym mówi, że to ja jestem obrażona i mam ją gdzieś. Mój ojciec dostał bezdechu nocnego (może od palenia papierosów lub czegoś innego), a mama mnie za to obwinia (twierdzi, że stan zdrowia ojca się pogorszył przez moje zachowanie). Co prawda nie mam ochoty gadać z moją mamą, bo zawiodło mnie jej zachowanie z tym płaczem itp., ale według niej wszystko jest moją winą. Nazywa mnie rozkapryszonym gówniarzem, który nie dostaje tego, czego chce i mówi, że jak mi się nie podoba to mam iść do chłopaka, bo tam "będę miała lepiej" (nie patrzę na jego rodziców, ale na to, że u niego mam przynajmniej z kim porozmawiać i naprawdę dobrze się tam czuję). W jej oczach jestem najwidoczniej najgorsza, a jej akcje i kontrolowanie mnie od małego są dla niej chyba normalne. Nie rozumie swoich błędów, a długie i wielokrotne rozmowy na ten temat nic nie dają, bo w ogóle się po nich nie zmieniła.
Nie raz prosiłam o swobodę (chociażby z wyjazdami do chłopaka), ale zawsze mnie potem wyzywała i kazała wyprowadzić. Stwierdziła, że skoro mieszkam u nich, to nie mam nic do gadania i ona za mnie decyduje, chociaż mam już prawie 20 lat.
Cały czas szukam pracy w swoim mieście, ale staje to na niczym, ponieważ nikt nie chce przyjąć studentki i osoby, która nie ma doświadczenia w danej branży (pracowałam już u mamy w sklepie, ale nikt na to nie patrzy), a moja mama tego nie rozumie i uważa mnie za leniwą. Chciałabym coś znaleźć i się wyprowadzić, bo naprawdę mam już dosyć tej toksyczności. Mój chłopak ma się zapytać u siebie o jakiś staż w przedszkolu lub pracę i myślę, czy to nie czas na wyprowadzkę do niego. Wiem, że powinnam najpierw zarobić, a potem uciec, ale ja już nie daje rady.
Odkąd wróciłam od chłopaka (3 dni jestem w domu), to cały czas czuję pustkę w sercu i chce mi się płakać. Mój brat sam się śmieje z zachowania mamy, a kiedyś nawet ją za nie opieprzył (byłam u chłopaka na próbach do poloneza i zrobiła mi aferę, bo mojemu bratu nie pasowało mnie odebrać o takiej godzinie, o której ona chciała (był ze swoją dziewczyną i napisał, że będzie wieczorem, to matka mi zrobiła awanturę i kazała się kłócić z bratem, żeby zostawił dziewczynę dla mnie). U chłopaka i w drodze do domu płakałam i byłam cała roztrzęsiona, a jak wróciłam, to jakby nigdy nic. Dodam jeszcze, że od małego byłam narażona na duży stres (sytuacja w domu, nagonki ze strony mamy i szkoła) i od 1 klasy podstawówki mam niedowagę i ogromne problemy ze stresem. Miałam też myśli i kilak prób samobójczych, ale jak to kiedyś powiedziałam mamie (że chce się zabić), to nic z tym zbytnio nie zrobiła. Co powinnam zrobić?
Czy praca i wyprowadzka do chłopaka to dobry pomysł patrząc na to, że rozmowy ani nic innego nie działa?
Witam, chciałabym prosić o poradę. Mam 20 lat i nadal mieszkam z rodzicami, studiuję zaocznie w Poznaniu. W przyszłym tygodniu mam finałowe egzaminy, jednak sytuacja w domu nie pozwala mi na naukę. Moi rodzice cały czas się kłócą albo nie odzywają się do siebie. Zazwyczaj problemem są pieniądze albo ja. Od 2 lat jestem w związku, jednak przez jego większość to mój chłopak musiał przyjeżdżać do mnie do domu, a nie ja do niego, ponieważ moja mama miała z tym problem. Za każdym razem zabraniała mi do niego jeździć, a jeżeli próbowałam się jakkolwiek buntować, to kazała mi się pakować i się do niego wyprowadzić. Wcześniej tyle wystarczyło, żebym po prostu odpuszcza i płakała mojego chłopaka, żeby to on po raz kolejny do mnie przyjechał. Był taki moment, kiedy chciał ze mną zerwać, ponieważ miał dosyć tego, że cały czas nie mogę przyjechać do niego. Od początku tego roku zaczęłam się buntować i byłam u niego w Sylwestra, na 2 tygodnie stycznia, w lutym, w marcu i w maju. Jak wcześniej wspomniałam, W przyszłym tygodniu mam egzaminy i chciałam teraz do niego pojechać nie tylko spędzić z nim, ale też żeby się pouczyć i nieco zrelaksować. Mój chłopak mieszka na wsi, przebywanie tam bardzo mnie uspokaja patrząc na to, że sama mieszkam w mieście. Zawsze w domu Byłam narażona na stres przez to że mój ojciec był alkoholikiem przez 17 lat mojego życia, a moja mama szantażuje mnie emocjonalnie praktycznie każdej okazji i płakała z byle jakiego powodu, kiedy tylko nie chciałam jej słuchać. Ostatnio przy nerwowej sytuacji zaczęło boleć mnie serce, zacząłem źle się czuć oraz dostałam palpitacje serca, co może być spowodowane przez wieczny stres. Dzisiaj Powiedziałam moim rodzicom, że może pojadę do chłopaka, aby się u niego pouczyć, mój ojciec zaakceptował ten fakt, ponieważ twierdzi, że jestem dorosła i wiem, co robię i nie będzie mi nic zabraniał. Moja matka zrobiła mi awanturę. Nasze i tak za często tam jeżdżę, że siedzę tam za darmo, że się do niczego nie dokładam, że mnie tam nie chcą i zapytała się, czy nie jest mi wstyd, że dziewczyna cały czas siedzi u chłopaka. Powiedziała też, że wie, że nie będę się tam uczyć, chociaż jest to częściowy powód, dla którego chce tam jechać. Odpowiedziałam jej, że gdyby mnie tam nie chcieli to by nie proponowali mi, żebym do nich przyjeżdżała mówili, by mi wprost, że mnie nie chcą. A po drugie w zeszłym roku przed maturą zmuszona jechać z nią na wieś do mojego dziadka gdzie również był mój brat i jego dziewczyna oraz jej syn, kiedy tylko się chciałam pouczyć do matury, to wszędzie biegał, hałasował i trzaskał, przez co nauka nie była możliwa. Moja mama zapytała, kiedy jadę, jakiej odpowiedziałam, że nie wiem to stwierdziła, że mam się porządnie spakować, a najlepiej wyprowadzić. Potem zaczęła mówić, że najlepiej jakby ona się wyprowadziła to bylibyśmy z moim ojcem szczęśliwi i tak dalej. Przykro mi, że moja własna mama tak mnie stresuje przed egzaminami, ale nic z tym nie mogę zrobić. Nie wiem, co mam zrobić. I tak raczej pojadę do chłopaka, ale czy to będzie moment, w którym się naprawdę do niego wyprowadzę, bo moja mama mnie wyrzuci z domu nie wiem. Co mam zrobić?

