Piotr Ziomber
Dzień dobry
Dziękuję, że tak szczerze opisuje Pani sytuację. To, co czujesz, jest w pełni zrozumiałe, kiedy z jednej strony rozumie Pani lęki swojej dziewczyny, z drugiej ma własne, zupełnie naturalne potrzeby bliskości i uznania związku na zewnątrz. Pani potrzeba publicznego afektu nie jest zbyt wygórowana. To normalne, że po 4 latach związku chcesz móc złapać ukochaną osobę za rękę na spacerze, przytulić się w kinie czy powiedzieć znajomym „to moja dziewczyna”. To nie „wymaganie”, tylko potrzeba autentyczności i więzi. Pani zazdrość wobec innych par LGBT też jest zrozumiała gdy widzi Pani coś, czego sama nie masz, i to boli.
Jej perspektywa to lęk wyuczony i wewnętrzny konflikt. Pani dziewczyna nie nie chce Pani kochać publicznie bo się zwyczajnie boi.
Strach ma trzy źródła tego lęku:
Pierwszy to zagrożenie fizyczne i psychiczne, gdyż w wielu miejscach publiczny afekt jednopłciowy wciąż może spotkać się z agresją.
Drugi aspekt to wychowanie i wiara, kiedy od dziecka słyszała od dziecka, że „LGBT to zło”, to nawet jeśli świadomie odrzuca tę narrację, emocje (wstyd, lęk przed odrzuceniem przez rodzinę) mogą być głęboko zakorzenione.
Trzecim powodem są toksyczne relacje w rodzinie. Skoro jej rodzice obgadują wszystkich za plecami, ona wie, że ujawnienie się spotka z falą krytyki, plotek i prawdopodobnie odrzuceniem. Dla osoby silnie związanej z rodziną (nawet toksyczną) to perspektywa utraty całego systemu wsparcia.
Wszystko trwa 4 lata, a temat stoi w miejscu. Panie zmęczenie nie oznacza, że nie kocha jej, ale oznacza, że ludzkie zasoby cierpliwości i rezygnacji z własnych potrzeb mają granice. Przewracanie oczami to sygnał, że Pani potrzeby są systematycznie odkładane na później.
Proszę oddzielić potrzebę od strategii. Potrzeba: „chcę czuć się kochana i widziana jako para”. Strategia: „publiczne trzymanie za rękę”. Czy są inne strategie zaspokajające tę samą potrzebę? Np.: wyznaczone „bezpieczne przestrzenie” (spacery w dzielnicy LGBT+, dom przyjaciół, wydarzenia dla par jednopłciowych), codzienny rytuał intymności w domu (przytulenie, trzymanie za ręce na kanapie), symboliczny przedmiot (pierścionek, bransoletka) oznaczający waszą więź.
Należy zadać sobie pytanie czy bez publicznego afektu jest Pani w stanie być szczęśliwa w tym związku na dłuższą metę? Jeśli nie, to nie jest Pani „wina”, po prostu macie niespójne potrzeby. Warto czynić małe, ale bezpieczne kroki. Nie od razu trzymanie za rękę w centrum miasta, ale np.: spacer o zmroku w parku, wyjazd na weekend do większego miasta, gdzie jest więcej par LGBT , najpierw trzymanie się za ręce pod w kinie. Rozmawiajcie o lęku, nie o winie. Zamiast „dlaczego nie możesz?” można spróbować: „Co czujesz w ciele, gdy wyobrażasz sobie, że bierzesz mnie za rękę na przystanku?”. Proszę pomóc jej nazwać lęk i go nazwać (wstyd? strach przed krzykiem? że ktoś doniesie rodzinie?). Warto zasugerować terapię dla niej lub dla was obu. Jeśli w głowie partnerki wciąż walczą dwa programy: „kocham ją” i „homoseksualizm to grzech w wychowaniu”, to potrzebne jest neutralne wsparcie psychologiczne (najlepiej ktoś kompetentny w temacie LGBT i lęków społecznych).
Na razie radzę odpuścić sobie jej rodzinę Jeśli ona panikuje przy samych insynuacjach, to nacisk na „wyoutowanie się” wobec nich pogłębi jej lęk i może zniszczyć związek. Ona musi najpierw przepracować własny wstyd i lęk przed odrzuceniem. Można zapytać ją wprost , ale bez wyrzutów: „Czy wyobrażasz sobie, że kiedykolwiek powiesz rodzicom o nas? Jeśli tak to w jakiej sytuacji i za ile lat? Jeśli nie, czy ja mam o tym wiedzieć i podjąć decyzję, czy chcę być w związku, który zawsze będzie tajemnicą przed twoją rodziną?” Porozmawiajcie o swoich granicach. Coś w stylu „Kocham cię, ale nie mogę być w związku, w którym przez następne 5 lat nikt poza nami nie będzie wiedział, że istnieję jako twoja partnerka”. To nie tak, że ty „za dużo oczekujesz”, a ona za mało daje. Macie po prostu różne bagaże i różne prędkości wychodzenia z szafy. Ale jeśli wasze prędkości są tak różne, że Pani czuje, że stoisz w miejscu, ma Pani prawo to powiedzieć. Głośno. Bez poczucia winy.
















