Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z ukrywaniem związku jednopłciowego przed rodziną i potrzebą publicznego afektu?

Dzień dobry, Sytuacja wygląda następująco: jestem w związku jednopłciowym z drugą kobietą. Oboje mamy po 23/4 lata. Problem pojawia się w perspektywie mojej dziewczyny, która boi się publicznie okazywać mi afekt (np. złapać za rękę) - czemu się nie dziwię, w końcu taki klimat. Podczas rozmów w tym temacie rozumiem ją, jednak mam po prostu taką potrzebę i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Zawsze jak widzę inne pary lgbt mam zazdrość w środku, że "to nigdy nie bede ja". U mojej dziewczyny dochodzą dodatkowo rzeczy wyniesione z domu: wiara i przekonanie że "lgbt to zło". Jesteśmy w związku już prawie 4 lata, jej rodzina nadal nie wie że jesteśmy razem, a wszelkie insynuacje na temat naszego związku w jej rodzinie kończą się tym, że ona panikuje. Nie wiem jak mam jej z tym pomóc. Nie wiem jak mam poradzić sobie z moją potrzeba publicznego afektu i tego, że powoli czuję że chce żeby powiedziała swojej rodzinie o nas, bo za każdym razem jak znowu temat wraca i panikuje to czuję zmęczenie i przewracam oczami. Wiem, że mnie Kocha i że jej zależy na mnie, ale wiem też, jak mocno związana jest ze swoją rodziną, z którą ma bardzo toksyczne relacje (zasada: każdego obgadać za jego plecami) i czasami po prostu mam wrażenie że zasługuje na kogoś kto będzie spełniał te moje potrzeby, przez co źle się czuje, bo mi też bardzo na niej zależy 😐
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Dziękuję, że tak szczerze opisuje Pani sytuację. To, co czujesz, jest w pełni zrozumiałe, kiedy z jednej strony rozumie Pani lęki swojej dziewczyny, z drugiej ma własne, zupełnie naturalne potrzeby bliskości i uznania związku na zewnątrz. Pani potrzeba publicznego afektu  nie jest zbyt wygórowana. To normalne, że po 4 latach związku chcesz móc złapać ukochaną osobę za rękę na spacerze, przytulić się w kinie czy powiedzieć znajomym „to moja dziewczyna”. To nie „wymaganie”, tylko potrzeba autentyczności i więzi. Pani zazdrość wobec innych par LGBT też jest zrozumiała  gdy  widzi Pani coś, czego sama nie masz, i to boli.

Jej perspektywa to lęk wyuczony i wewnętrzny konflikt. Pani dziewczyna nie nie chce Pani kochać publicznie bo się zwyczajnie boi. 

  Strach ma trzy źródła tego lęku:
Pierwszy to zagrożenie fizyczne i psychiczne, gdyż w wielu miejscach publiczny afekt jednopłciowy wciąż może spotkać się z agresją.
Drugi aspekt to wychowanie i wiara, kiedy od dziecka słyszała od dziecka, że „LGBT to zło”, to nawet jeśli świadomie odrzuca tę narrację, emocje (wstyd, lęk przed odrzuceniem przez rodzinę) mogą być głęboko zakorzenione.
Trzecim powodem są  toksyczne relacje w rodzinie. Skoro jej rodzice obgadują wszystkich za plecami, ona wie, że ujawnienie się spotka z falą krytyki, plotek i prawdopodobnie odrzuceniem. Dla osoby silnie związanej z rodziną (nawet toksyczną) to perspektywa utraty całego systemu wsparcia.
Wszystko trwa 4 lata, a temat stoi w miejscu. Panie zmęczenie nie oznacza, że nie kocha jej, ale oznacza, że ludzkie zasoby cierpliwości i rezygnacji z własnych potrzeb mają granice. Przewracanie oczami to sygnał, że Pani potrzeby są systematycznie odkładane na później.
Proszę oddzielić potrzebę od strategii.  Potrzeba: „chcę czuć się kochana i widziana jako para”. Strategia: „publiczne trzymanie za rękę”. Czy są inne strategie zaspokajające tę samą potrzebę? Np.:  wyznaczone „bezpieczne przestrzenie” (spacery w dzielnicy LGBT+, dom przyjaciół, wydarzenia dla par jednopłciowych), codzienny rytuał intymności w domu (przytulenie, trzymanie za ręce na kanapie), symboliczny przedmiot (pierścionek, bransoletka) oznaczający waszą więź.

  Należy zadać sobie pytanie czy bez publicznego afektu jest Pani w stanie być szczęśliwa w tym związku na dłuższą metę? Jeśli nie, to nie jest Pani „wina”, po prostu macie niespójne potrzeby. Warto czynić małe, ale bezpieczne kroki. Nie od razu trzymanie za rękę w centrum miasta, ale np.: spacer o zmroku w parku, wyjazd na weekend do większego miasta, gdzie jest więcej par LGBT , najpierw trzymanie się za ręce pod  w kinie. Rozmawiajcie o lęku, nie o winie.  Zamiast „dlaczego nie możesz?” można spróbować: „Co czujesz w ciele, gdy wyobrażasz sobie, że bierzesz mnie za rękę na przystanku?”. Proszę pomóc jej nazwać lęk i go nazwać (wstyd? strach przed krzykiem? że ktoś doniesie rodzinie?). Warto zasugerować terapię dla niej lub dla was obu. Jeśli w głowie partnerki wciąż walczą dwa programy: „kocham ją” i „homoseksualizm to grzech w wychowaniu”, to potrzebne jest neutralne wsparcie psychologiczne (najlepiej ktoś kompetentny w temacie LGBT i lęków społecznych).

 Na razie radzę odpuścić sobie jej rodzinę Jeśli ona panikuje przy samych insynuacjach, to nacisk na „wyoutowanie się” wobec nich pogłębi jej lęk i może zniszczyć związek. Ona musi najpierw przepracować własny wstyd i lęk przed odrzuceniem. Można zapytać ją wprost , ale bez wyrzutów: „Czy wyobrażasz sobie, że kiedykolwiek powiesz rodzicom o nas? Jeśli tak to w jakiej sytuacji i za ile lat? Jeśli nie, czy ja mam o tym wiedzieć i podjąć decyzję, czy chcę być w związku, który zawsze będzie tajemnicą przed twoją rodziną?” Porozmawiajcie o swoich granicach. Coś w stylu „Kocham cię, ale nie mogę być w związku, w którym przez następne 5 lat nikt poza nami nie będzie wiedział, że istnieję jako twoja partnerka”. To nie tak, że ty „za dużo oczekujesz”, a ona  za mało daje. Macie po prostu różne bagaże i różne prędkości wychodzenia z szafy. Ale jeśli wasze prędkości są tak różne, że Pani czuje, że stoisz w miejscu,  ma Pani prawo to powiedzieć. Głośno. Bez poczucia winy.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Ewelina Frankiewicz

Ewelina Frankiewicz

Dzień dobry! 

Jesteście razem już całkiem długi czas, a okazywanie sobie uczuć publicznie to naturalna potrzeba. To zrozumiałe że czuje sie Pani sfrustrowana że partnerka nie jest gotowa na taką otwartość. Ma Pani rację, że zasługuje Pani na kogoś kto będzie te potrzeby spełniał. Myślę że warto jest w takiej sytuacji porozmawiać z partnerką na poważnie, opisać jej swoje potrzeby, powiedzieć jak Pani się czuje z tą sytuacją oraz podkreślić też jak bardzo Pani na tym zależy. 

Ciekawi mnie jakie jest wyobrażenie partnerki na temat tego co by się stało gdyby rodzina się dowiedziała. Czy jest od niej zależna w jakiś sposób, np finansowo? Czy obawia się odrzucenia, czy utraty wsparcia? Myślę że to są ważne tematy do rozmowy, a ukrywanie związku przed bliskimi tak długi czas musi być dla niej również męczące. Zastanówcie się co musiałoby się wydarzyć, żeby partnerka mogła powiedzieć o was rodzicom lub trzymać się za rękę na ulicy. 

Być może pomógłby wam lub partnerce udział w jakiejś grupie wsparcia i poznanie innych osób LGBT, posłuchanie jak oni sobie radzili z takimi problemami, jakie mają rozwiązania, jakie były reakcje rodziców itp, słuchanie takich historii niejako unormalnia te problemy, a partnerka mogłaby się „nastawić” na to co ją czeka i uodpornić na nieprzyjemne reakcje ze strony otoczenia, przedyskutować też swoje problemy. Często udział w takich grupach jest darmowy, trzeba poszukać dostępnych opcji w swoim mieście ☺️ 


Natomiast Pani potrzeba jest jak najbardziej w porządku i jeśli partnerka nie będzie w stanie nic poruszyć/zmienić lub będzie zamknięta na rozmowę to warto zastanowić się czy ta relacja jest dla Pani odpowiednia- relacja powinna rozwijać i ciągnąć ku górze, a nie odwrotnie. Być może partnerka potrzebuje fachowego wsparcia żeby przepracować swoje lęki. 

Pozdrawiam serdecznie! 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Zmaganie się z odmiennymi potrzebami w kwestii jawności relacji oraz ciągłe ukrywanie miłości przed bliskimi to niezwykle wyczerpujący proces, który po 4 latach związku ma prawo wywoływać w Pani poczucie zmęczenia i frustracji. Pani potrzeba publicznego okazywania afektu oraz pragnienie wyjścia z cienia są całkowicie naturalne, tak samo jak lęk Pani partnerki, uwarunkowany toksyczną relacją z rodziną i głęboko zakorzenionym poczuciem winy na tle religijnym. W tej sytuacji kluczowe jest zrozumienie, że nie zmieni Pani dynamiki rodziny partnerki ani nie przyspieszy jej gotowości do coming outu – to proces, przez który ona musi przejść samodzielnie, najlepiej przy wsparciu psychoterapeuty. Z kolei Pani staje przed trudnym pytaniem o własne granice i kompromisy - warto wspólnie, być może podczas terapii par, porozmawiać o bezpiecznych dla Was obu formach bliskości w przestrzeni publicznej oraz o realnym planie na przyszłość relacji. Jeśli jednak koszty emocjonalne i rezygnacja z własnych podstawowych potrzeb staną się dla Pani zbyt duże, ma Pani prawo czuć, że zasługuje na relację, w której nie musi Pani ukrywać swojego szczęścia.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Proszę Pani,

 

W tej relacji jest trochę tak, jakby miłość była „pełna” ale tylko w bezpiecznych warunkach: w domu, na osobności, bez świata zewnętrznego i Pani coraz bardziej nie chce już tylko bycia „w związku”, tylko bycia widzialną w tym związku. Tak to rozumiem z Pani opisu...i to napięcie między „kochamy się” a „musimy się ukrywać” potrafi z czasem bardziej męczyć niż sam lęk partnerki.Warto też uczciwie sprawdzić, czy Pani bardziej boli sam brak gestów w przestrzeni publicznej, czy poczucie, że przez ten lęk partnerki Pani związek nie ma prawa w pełni zaistnieć na zewnątrz.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Partner w czasie dwuletniego związku ze mną wypisywał na jakichś portalach wyznania miłosne do byłej dziewczyny
Partner w czasie dwuletniego związku ze mną wypisywał na jakichś portalach wyznania miłosne do byłej dziewczyny; pisał o niej, że to była ta jedyna, miłość życia. O mnie pisał jedynie w kontekście używania, tj. w kontekście seksualnym. Mieliśmy kilka rozmów na ten temat. Na początku się wypierał, znajdował wiele usprawiedliwień - idealizowałem, mieliśmy gorszy czas. W końcu przyznał, że kiedy mówił, że mnie kocha, to wcale tego nie czuł, że nigdy nie da się pokochać mnie tak, jak kochał tamtą. Jesteśmy zaręczeni, do naszego ślubu zostało 5 miesięcy. Ja 1,5 roku się zadręczam tym, co przeczytałam na tym portalu i tymi słowami, które padły podczas naszych rozmów. Mam silne wahania nastroju. Czasem mi się wydaje, że mnie to nie rusza, potem mam wielką chandrę, czuję niepokój, smutek, płaczę. Ogólnie w naszym związku niby jest dużo ciepła, wspierania się, dużo razem robimy, spędzamy razem mnóstwo czasu, ale mam wiele takich chwil, że nie umiem się już tym cieszyć. I bardzo boję się ślubu i tego, co będzie dalej. Boję się, że dalej nie będzie wobec mnie lojalny, że będę okłamywana. Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić. Naprzemiennie dopada mnie ból i przeplata się z obojętnością. Jestem tym strasznie zmęczona.
Mam obawy przed poznawaniem mężczyzn w moim typie, bo czuję się gorsza.
Czy to normalne, że boje się miłości? mam obawy przed poznawaniem mężczyzn. Głównie problem leży w tym], że boje się poznać faceta przystojnego, wykształconego, który mam wrażenie, że ma więcej do zaoferowania niż ja. Ja uważam się za kobietę przeciętną z wyglądu . Mam wykształcenie zawodowe. Nie mam prawa jazdy. Założyłam dwa portale randkowe, kilka osób wiem, że znalazło tam swoją miłość- chce spróbować. Piszą do mnie właśnie tacy mężczyźni co widzę, że mają lepszą pracę odemnie lepsze wykształcenie i hobby- bardzo przystojni. Gdy zobacze taka wiadomość ogarnia mnie duży strach, by im odpisać i się wycofuje. Ogarniają mnie myśli, że nie zasługuje na takiego faceta, bo prędzej czy później on i tak mnie zostawi, bo będę go nudzić i nie zaoferuje mu tego czego naprawdę potrzebuje. Znajdzie lepsza. Do tej pory spotykałam się z facetami przeciętnymi, takimi na moim poziomie po zawodówce itp. Niestety nigdy nie było tej chemii między nami, nie dali mi poczucia bezpieczeństwa. Dotarło do mnie, że kręcą mnie mężczyźni dojrzali, pewni siebie, przy których czuje się bezpiecznie, wtedy czuję to przyciąganie i ta chemię. Jednak boje się takich poznać, czuje, że na takich nie zasługuję, zasługują na lepszą ode mnie i nie odnajdę się w związku z takim mężczyzną- nie będę potrafiła okazać mu uczuć lub się mną tylko zabawi. Brzmi to dziwnie, ale długo jestem już sama, mam 26 lat. Ciągle mam stres przed rozpoczęciem nawet rozmowy z takim mężczyzną, a wiem, że tylko tacy są w moim typie. Boje się, że zawsze będę sama. Co ze mną może być nie tak? Gdzie jest problem?
Moja mama jest bardzo toksyczna, stosuje przemoc fizyczną i psychiczną, również w stosunku do mojego taty. Jest mi go bardzo żal, nie wiem, jak mu pomóc, sama nie potrafię się odciąć.
Sytuacja w moim domu rodzinnym jest nie do zniesienia i naprawdę nie wiem, co mogę już zrobić... Może zacznę od tego, że moja mama jest bardzo nadpobudliwą, agresywną osobą, która potrafi "znęcać się" psychicznie, ale i fizycznie. Najbardziej dotyka to mojego tatę. Bardzo często urządza mu awantury o byle co, np. o to, że jest trochę piasku na podłodze albo kubek jest nieumyty, żaluzje są zasłoniete - bardzo drobne rzeczy wyprowadzają ją z równowagi. Kiedy tak się stanie potrafi przez kilka godzin krzyczeć i zwyzywać od najgorszych. Nawet trudno jest mi przytaczać wszystkie te określenia tutaj. To jest po prostu mowa nienawiści. Mówi wtedy też sama do siebie, jakby wyzywając mojego tatę lub mnie. Potrafi też zamknąć drzwi wejściowe na klucz, tak że mój tata musi spać w samochodzie albo piwnicy, bo nie chce go wpuścić. Albo wyrzuca jego rzeczy na dwór, bo źle jej pachniały. To jest trudna sytuacja, bo jeśli chodzi o tatę, to nie do końca ma pole wyjścia, żeby odejść. Chodzi o to, że ma 62 lata, choruje i jest na rencie od 20 lat. Tutaj nadmienię, że oboje (jak nie bardziej moja mama) podjęli decyzję, gdy byłam bardzo mała, że tata zajmie się moim wychowaniem, a ona wróci do pracy, bo z jej jest więcej wynagrodzenia. A teraz ma pretensję, że tata nigdzie nie pracuje...Wracając - tata nie ma samochodu ani prawa jazdy, bo nie może. Od czasu do czasu gdzieś dorabiał, ale na pewno nie pomogło by to utrzymać siebie w nowym miejscu. Mama zarządza finansami (ma łatwiej, bo pracuje w banku). jeśli chodzi o najbliższą rodzinę to mimo że widzi jaki jest problem, takiego no aż znęcania się, to zamyka oczy. Widzę tez po tacie, że trochę się poddał w całej tej sytuacji. Ja nie mogę go wziąć do siebie ani mu pomóc, bo jestem studentką, na wynajętym małym pokoju, bez dochodów. Dodam, że tata nie zgłaszał nigdzie tych sytuacji, bo się wstydzi, a poza tym mieszkają we wsi, gdzie każdy każdego zna... Moja mama jest po 50. Chciałam ją bardzo skłonić do pójścia na terapię, bo bardzo mnie stresuje jej niepewne zachowanie, ale ona się nie zgadza. W ogóle nie potrafi rozmawiać o emocjach czy odpowiadać na proste pytanie "co cię zdenerwowało"... Mimo tego, że biła mnie za dzieciaka i była zmienna emocjonalnie, to chciałabym jakoś im pomóc w tej sytuacji. Po pierwsze dlatego, że obawiam się o swojego tatę - codziennie boję się, że zrobi sobie krzywdę albo wpada w depresję. Po drugie - wbrew pozorom kocham moją toksyczną mamę i chciałabym, żeby z biegiem lat się jej nie pogarszało. A po trzecie - nie potrafię się od nich odciąć, jestem jedynaczką, więc chcę mieć rodziców, mieć z nimi kontakt, a perspektywa jakiegoś rozwiązania i działania bardziej mnie uspokaja niż odejście i bierność.
Przeszłość sprawia, że czuję się źle w związku. Jak ją wymazać?
Dzień dobry W dużym skrócie. Mój obecnie już narzeczony jest najcudowniejszy na świecie, ale... Na początku naszego związku nie było kolorowo. Miał on koleżankę ze studiów, z którą rozmawiał dość często, regularnie przez czat. Kilka razy w tygodniu. Nie było w ich kontakcie romantycznych wiadomości, zwierzania się. Wiedziałam, że zanim poznał mnie to startował do niej, ale ona dała mu kosza. Ja nie wiedziałam co o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony denerwowało mnie to, z drugiej nie robił jawnie nic złego. On nie ukrywał tych wiadomości raczej, dopóki ja nie zaczęłam robić mu o to awantur. Wtedy może nie tyle ukrywał to przede mną, że ma z nią kontakt co nie pisał z nią przy mnie. Zaznaczmy też to ,że ona miała tez już chłopaka w tym czasie. Jednak moja cierpliwość i zazdrość się przebrały. On traktował mnie później jak księżniczkę, ale jego wiadomości z nią były wymieniane codziennie (1-2 wiadomości dziennie). Wielka awantura, płacz, wątpliwości. On sam z siebie zaproponował, że jeśli mi to tak przeszkadza to zerwie z nią kontakt. Ja trochę się wahałam, ale w końcu poprosiłam go, aby go zerwał. Później jakoś przeszła mi ta zazdrość i powiedziałam mu, żeby miał z nią kontakt, ale sporadycznie. On zadbał o to, abym miała okazję spotkać i poznać te koleżankę. Tak było na początku, a później on sam z siebie ten kontakt praktycznie uciął, bo wiedział, że sprawia mi to przykrość. Teraz, gdy ma do niej pisać w jakiejś sprawie ważnej, to pyta mnie o pozwolenie i moje zdanie. Niestety w głowie mam myśli, że przez ten czas kiedy on z nią miał taki częsty kontakt co było dla mnie dziwne.. to cały czas szykował sobie grunt w razie, gdyby ona jednak zechciała być z nim :( tak jakbym była na zastępstwo, bo ona dała mu kosza wcześniej. Mimo wszystko od momentu tej sytuacji, gdy poprosiłam go o zerwanie kontaktu z nią minęły 2 lata. Mam w głowie też myśl taką, że skoro nie kombinuje i nie utrzymuje z nią tego kontaktu, bo wie, że mnie to bolało i zrobił to na moją prośbę bez zająknięcia, to dojrzał i od tamtego momentu docenia mnie i naprawdę kocha. Próbuję wymazać tę przeszłość. Chcę walczyć o ten związek, ponieważ teraz jest on najlepszy na świecie. Jak mam sobie poradzić z ciągłym przypominaniem sobie tego okresu bycia "drugą opcją"? Czuje się wtedy niewystarczająca i skrzywdzona, mam żal do partnera. Ten temat wielokrotnie poruszaliśmy, on twierdzi, że nic do niej nie czuł, że dobrze im się rozmawiało i to tyle. Pokazywał mi wszystkie ich wiadomości. Kiedyś proponowałam mu terapię par, ale on nie widzi sensu w takim przedsięwzięciu. Pozdrawiam
Przerażające zachowanie partnera, straciłam zaufanie. Co się dzieje, co powinnam zrobić?
Szanowni Państwo! Postaram się jak najkrócej. Jestem w związku od kilku lat. Partner się zmienił - w tym sensie, że niektóre jego zachowania od jakiegoś czasu to chyba przemoc (wcześniej zawsze miał rys porywczości, ale to było rzadkie i dla mnie akceptowalne). Od ponad roku są zdarzenia dla mnie nieakceptowalne, ale nie zdarza się to bardzo często. Czasem to jest przelotne, krótkie zachowania w codziennym życiu. Czasem konkretne sytuacje, zdarzenia trwające na przykład godzinę czy kilka. Jednak po ostatnim zdarzeniu jestem nadal w szoku. Partner nagle zaczął krzyczeć, strasznie. Wyzwał mnie poniżająco. (Na codzień nie używa nigdy takiego języka, w sumie pierwszy raz słyszałam jak tak się do kogoś odzywa na serio i na dodatek chodziło o mnie). Najpierw zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Powód okazał się niejasny, tzn. okazało się, że chodziło o sprawę wyjaśnioną dzień wcześniej (w sumie to ta sprawa wynikła z nieporozumienia, różnicy między odczuciami i sposobem bycia, nie będę szczegółowo opisywać - mówiąc krótko nie było niczyjej „winy”). Mnie serce zaczęło walić, byłam w szoku a jednocześnie starałam się z nim rozmawiać. Tłumaczyć, że to nieporozumienie itd. Tłumaczyć wszystko. A partner zatkał sobie ostentacyjnie uszy i zaczął przeglądać telefon. Ja nadal starałam się rozmawiać, mówiłam do niego. Ale nic nie mówił, patrzał się na mnie dziwnym wzrokiem, lodowate spojrzenie. Zachowałam spokój, ale po jakimś czasie popłynęły mi łzy. Nadal tak patrzał i nic nie mówił. Powiedziałam mu, że czuję się jak w horrorze. Nie zareagował. Trwało to długo zanim jakoś przekonałam go do jakiejkolwiek rozmowy, ale do końca pozostawał jakby w swoim przekonaniu i oskarżaniu mnie. Poszedł spać. Ja nie mogłam spać kilka godzin. Dopiero nad ranem, jak szedł do ubikacji i mnie zobaczył na kanapie, przyszedł, usiadł koło mnie i powiedział mi przepraszam. Ja też powiedziałam przepraszam - tłumacząc, że może coś nieświadomie zrobiłam, co go dotknęło, nieumyślnie i jeśli tak, to przepraszam. (Natomiast jego zachowania na pewno były świadome, celowe). Dalej jestem w szoku po tej sytuacji. Czuję się jak zgwałcona. Też jakbym poznała po tych wielu latach razem jakieś straszne oblicze mojego partnera. Partner zaś ma świadomość, co się wydarzyło (skoro mnie przeprosił), ale raczej ma do tego podejście, jakby to była kłótnia, sprzeczka, ostra wymiana zdań. (Dodam, że to najczęściej ja rozpoczynam rozmowę mającą na celu pracę nad naszą relacją, jak coś zgrzyta, partner ma raczej skłonność do zamiatania problemów pod dywan, i wydaje mi się, że to też najczęściej ja wyciągam rękę, by zamiast konfliktu porozmawiać i zidentyfikować jaki mamy problem). Nawet mnie spytał, jakie wyciągnęłam wnioski z tej sytuacji - tak jakby nic się takiego nie zdarzyło (ja nic nie odpowiedziałam, bo dla mnie to pytanie w kontekście tej strasznej sytuacji było poniekąd jak jej kontynuacja). Wcześniejsze sytuacje też bardzo mnie bolały - raz mnie uderzył (ale tylko raz się to zdarzyło, szturchnął w rękę), sytuacje wybuchów złości, zmienianie wcześniejszych ustaleń, ostentacyjne milczenie, odchodzenie tak że muszę za nim gonić, patrzenie z pogardą, używanie ironii, przedrzeźnianie, przekierowywanie dyskusji z rozmowy o problemie na to, że wymyślam lub że „mnożę problemy” itp. Jednak ta ostatnia sytuacja była tak „mocna”, że w sumie nadal jestem w szoku, a to już kilka dni. Z drugiej strony te wcześniejsze wtedy też mi się chyba wydawały „mocne”, ale ta ostatnia je „przebiła”. Ale też nie wiem, czy to wszystko rzeczywiście jest jakąś formą przemocy czy tylko tak to nadmiernie interpretuję i rzeczywiście „mnożę problemy”, co byłoby chyba przemocą wobec partnera. Mam zamiar porozmawiać z partnerem o tej ostatniej sytuacji, ale chcę najpierw to przemyśleć. Tak na prawdę, żeby patrzeć prawdzie w oczy, to gdyby chodziło nie o mojego partnera, ale o obcą mi osobę, to po takim zdarzeniu (i wcześniejszych już też) nie kontynuowałabym relacji. Ale to mój partner. Dodatkowo mam uczucie, że w takich sytuacjach jakbym była oskarżona i musiała się bronić, że z dystansu widzę to tak, że jakby podstawą jest jednak perspektywa partnera, a nie wspólna, tj. jego i moja jako równoprawne; czuję jakby dysproporcję w tym, czyje uczucia się liczą, kto jest odpowiedzialny itd. i na dodatek ja jakby z automatu temu ulegam, tak jakby samo się to działo (choć oczywiście wiem, że samo się jie dzieje). Jestem więc w niepewności, jak to wszystko widzieć. Może rzeczywiście „mnożę problemy”, jestem przewrażliwiona i zbyt wszystko drążę i nie ma sensu wracać do tej ostatniej sytuacji, omawiać jej - skoro partner mnie przeprosił i ja jego. Może nie powinnam już rozmawiać o tej sytuacji, mimo że mnie zmroziła i zszokowała. (Ogólnie myślę, że mamy jakiś problem z komunikacją, o czym już kilka razy spokojnie partnerowi mówiłam). Boję się jednak, co może znów nastąpić. Straciłam też poniekąd zaufanie do tego, że znam partnera - najbliższą mi osobę. Jak Państwo widzą, mam problem z oceną sytuacji - co się właściwie dzieje i jak reagować. Z góry bardzo dziękuję za ewentualny Państwa komentarz.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.