
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z długodystansową relacją i zdradą partnera?
Mateusz
Bożena Nagórska
Panie Mateuszu,
opisana przez Pana sytuacja wskazuje na głęboką asymetrię zaangażowania w tym związku. Jest Pan w relacji od ponad 10 lat, a mimo to nigdy nie zamieszkaliście razem, co sugeruje, że partner może unikać pełnej odpowiedzialności i bliskości, którą daje wspólne życie. Fakt, że mimo Pana stabilnej sytuacji w Polsce i gotowości do pomocy, partner wybiera niepewny byt za granicą, opłacając wysoki czynsz, może świadczyć o tym, że praca i długi są jedynie wygodną wymówką, by zachować dystans. Najbardziej niepokojący jest jednak wątek wielokrotnych zdrad – wybaczenie ich było Pana aktem wielkoduszności, ale wydaje się, że partner nie wykorzystał tej szansy, by odbudować Pana zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Pana strategia wycofania się i oczekiwania na inicjatywę z jego strony jest naturalnym mechanizmem obronnym. To próba sprawdzenia, czy partnerowi realnie zależy na tej relacji, czy jedynie na komforcie psychicznym wynikającym z posiadania "bezpiecznej przystani" w Polsce, do której nie musi wracać.
Wszystkiego dobrego.
Psycholog Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam Panie Mateuszu,
Dziękujemy za kontakt i pytania.
Z tego co Pan opisuje, wynika, iż problem nie dotyczy wyłącznie odległości ale przede wszystkim niespełnionych potrzeb tj. bliskości, stabilności, wspólnego życia oraz poczucia bezpieczeństwa w relacji. Dodatkowo w historii związku pojawiły się wielokrotne zdrady, co naturalnie osłabia zaufanie i zwiększa Pana wątpliwości.
Rozmowy o powrocie partnera trwają od dwóch lat i – jak Pan pisze – nie przynoszą realnych działań z jego strony. To ważna informacja, bo w relacji istotne są nie deklaracje, lecz konkretne decyzje i konsekwencja. Ma Pan prawo oczekiwać jasności: czy partner chce budować z Panem wspólne życie tu i teraz, czy wybiera inny model funkcjonowania.
Dystansowanie się i czekanie, aż partner „się domyśli”, rzadko przynosi zmianę. Bardziej konstruktywne jest postawienie spokojnej, konkretnej granicy: określenie, czego Pan potrzebuje (np. wspólnego zamieszkania w określonym czasie) oraz jakie będą Pana decyzje, jeśli to się nie wydarzy. Tak można zadbać o własne potrzeby i czas.Warto też zadać sobie pytanie, czy po doświadczeniu zdrad i długotrwałej rozłąki ta relacja daje Panu poczucie bezpieczeństwa i wzajemności, czy raczej podtrzymuje nadzieję bez realnej zmiany. Ważne aby związek powinien opierał się na obustronnym wysiłku, nie na jednostronnym czekaniu, taka jest moja opinia.
Ma Pan prawo wybrać relację, w której jest obecność, lojalność i wspólne planowanie codzienności.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Ŵłoszycka
Katarzyna Marzęda
Panie Mateuszu,
W Pana wiadomości dostrzegam trudne emocje, które towarzyszą w związku z Pana relacją. To co Pan opisuje, czyli rozłąka, poczucie osamotnienia i niezrozumienia. Myślę, że warto, aby Pan pamiętał, że potrzeby w związku o których Pan pisze tj. bliskość fizyczna i emocjonalna, stabilność i poczucie bezpieczeństwa oraz wspólne budowanie przyszłego życia są całkowicie naturalne. Słyszę frustrację w związku z rozbieżnością miedzy obietnicą Partnera (rok rozłąki), a tym jakie są jego czyny i plany na przyszłość.
Nie odpowiem Panu co ma Pan robić. Myślę, że najlepsze odpowiedzi są w Panu. Ze swojej strony mogłabym jedynie zasugerowanie zapytanie siebie "Czy ten związek jest tym, który wybieram? Tym który spełnia moje potrzeby? Tym który rozwija, wspiera? Tym w którym czuje się bezpiecznie? Czy ten Partner daje mi to na czym zależy w mi długoterminowej relacji?".
Pisze Pan o tym, że "chciał Pan za bardzo" i aktualnie dystansuje się Pan z kontaktu. Zachęcam do sprawdzenia jaka jest Pana intencja - czy wynika ona z chęci ochrony samego siebie przed działaniami Partnera? Czy też jest to forma kary, która ma pokazać Partnerowi, że to on powinien się nad sobą zastanowić?
Pisze Pan, że chciałby wycofać się całkowicie i nie pisać pierwszy. To trudne zadanie, zwłaszcza jeśli uczucia są żywe, ale mam propozycję - wiadomości, które chciałby Pan pierwszy wysyłać do Partnera może Pan zapisywać w notatniku (najlepiej papierowym), a decyzję o przepisaniu i ewentualnym wysłaniu wiadomości podjąć po godzinie, równocześnie sprawdzając jaką swoją potrzebę emocjonalną próbuje Pan zapewnić pisząc do Partnera. Równocześnie warto być w kontakcie z Pana osobistymi powodami, które motywowały decyzję o wycofywaniu z inicjowania kontaktu jako pierwszy.
Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna Marzęda
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Jako terapeutka patrzę na tę sytuację przez pryzmat Pana potrzeb i granic, które zostały mocno nadwyrężone. To, co Pan teraz robi, czyli wycofanie się i zaprzestanie inicjowania kontaktu, można postrzegać jako próbę odzyskania autonomii.
Z perspektywy psychologicznej mamy tu do czynienia z dużą niespójnością między Pana potrzebą bliskości a stylem funkcjonowania partnera. Po 9 latach związku i wielokrotnych naruszeniach zaufania, Pana chęć wycofania się może być sygnałem, że koszt emocjonalny trwania w tej niepewności stał się dla Pana zbyt wysoki. Argumenty finansowe partnera, choć dla niego mogą być realne, stoją w opozycji do Pana gotowości do udzielenia mu wsparcia w Polsce. To tworzy impas, w którym Pan może czuć się niedoceniony w swojej gotowości do pomocy.
Zamiast oceniać jego zachowanie, warto przyjrzeć się temu, co to milczenie i dystans mają Panu przynieść. Jeśli jest to forma ochrony własnych emocji przed kolejnym rozczarowaniem, to jest to ważny komunikat o stanie Pana dobrostanu. Relacja na odległość wymaga ogromnego zaangażowania obu stron, a w Pana przypadku pojawia się pytanie, czy ten "układ" nie stał się dla Pana zbyt obciążający, biorąc pod uwagę brak konkretnego planu na wspólną przyszłość.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Karolina Jatczak
Dzień dobry Panie Mateuszu,
Z tego co Pan opisuje, bardzo zależy Panu na budowaniu stabilnego, bliskiego związku. Ma Pan ogromną zdolność do wybaczania i jest osobą bardzo konkretną – ma Pan pracę, mieszkanie i jasną wizję tego, jak powinna wyglądać codzienność (randki raz w tygodniu, rozmowy twarzą w twarz). To bardzo ważne zasoby.
Z tego co Pan opisuje dołożył Pan również starań, żeby o nie zadbać, proponując różne rozwiązania.
Prawdą jest, że nie możemy zmienić drugiej osoby, ale zmiana Pana zachowania zmienia system i dynamikę. Jeśli przestanie Pan „ciągnąć” ten związek za dwóch, zobaczy, na czym on naprawdę stoi.
Co by się stało, jakby skupił się Pan na sobie, na swoich pasjach i tym, co daje Panu satysfakcję poza związkiem?
Pozdrawiam serdecznie, Karolina Jatczak
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Pan ma nadzieję na przyszłość, w której będzie mógł doświadczyć bliskości emocjonalnej i fizycznej oraz stabilności życia. Nadzieja ta wynika z Pana wartości, odpowiedzialności i wewnętrznej siły, a także z faktu, że w Polsce ma Pan stałe zatrudnienie i własne mieszkanie.
Ważne są Pana potrzeby i cele. To one kształtują Pana decyzje i sposób, w jaki angażuje się Pan w relację. Jeżeli przekazanie tych potrzeb partnerowi bywa utrudnione — czy ze względu na dystans, czy na trudności komunikacyjne — terapia własna skoncentrowana na rozwiązaniach może stać się wartościowym wsparciem. Poprzez pytania terapeuta pomoże zrozumieć, w jaki sposób zmiany i komunikacja mogą wpłynąć na Pana relację z partnerem.
Nadzieja skłania do wytrwania w postawie, która respektuje Pana granice oraz pragnienia. Prowadzi również do refleksji nad tym, co jest realnie możliwe w kontekście relacji — tj. wartości, lojalności i odpowiedzialności, które Panu towarzyszą. Taka postawa jest fundamentem zmiany, która może przybliżyć Pana do preferowanej przyszłości.
Piotr Ziomber
Panie Mateuszu
Rozumiem Pana ból i frustrację gdyż długa relacja na odległość z dodatkowymi problemami jak zdrady i brak decyzji partnera to ogromne obciążenie emocjonalne. Pana strategia dystansowania się jest dobrym krokiem, by odzyskać kontrolę i zmusić go do wyboru.
Wasz związek trwa od 2015 roku bez wspólnego mieszkania, a partner wyjechał ponad 2 lata temu z powodu długów, co uniemożliwia bliskość fizyczną i psychiczną. Wielokrotne zdrady, które Pan wybaczył (rozumiem, ze się do nich przyznał), wskazują na powtarzający się wzorzec naruszania granic, co obniża zaufanie i buduje chroniczny stres podczas gdy badania pokazują, że przy takich incydentach szanse na odbudowę maleją do poniżej 50% bez terapii. Jego sytuacja za granicą (brak stałości, rosnące koszty po maju) kontrastuje z Pana stabilnością w Polsce, co podkreśla brak wzajemnego zaangażowania.
Dystansowanie się i odpowiadanie tylko na jego wiadomości pomaga przerwać cykl rozmów bez efektu, pokazując, że nie już "tym, który przyciąga". To chroni przed manipulacjami, takimi jak obietnice bez działań, i daje czas na autorefleksję, a sama zasada "zero kontaktu" (lub minimalnego) jest skuteczna w toksycznych relacjach, bo blokuje emocjonalne gry. Pan wchodzi w to, wypełniając czas aktywnościami (spotkania z bliskimi, hobby), by uniknąć samotności. Jeśli po 2-4 tygodniach dystansu nie wróci z konkretnymi planami (spłata długów, przeprowadzka, terapia), to może być znak, że priorytetem nie jest Pan. Powtarzające się zdrady to nie incydent, lecz wzorzec, a ratowanie ma sens tylko przy jego pełnej odpowiedzialności, transparentności i terapii par, w innym przypadku przedłuża cierpienie. Musi Pan dokonać wyboru, który bez wątpienia nie będzie łatwy. Życzę dużo sił i dobrego zakończenia.
Dominika Poźniak
Zastanawiam się, co sprawia, że mimo tylu trudnych doświadczeń - odległości, odkładania decyzji o powrocie, wcześniejszych zdrad - wciąż jest Pan w tej relacji. Co Pana przy niej zatrzymuje?
Pisze Pan o potrzebie bliskości, wspólnej codzienności, rozmów twarzą w twarz. Dobrze, że zaczyna Pan to nazywać. Każdy z nas może mieć inną wizję związku - ważne jednak, by obie strony chciały czegoś podobnego lub stworzyły taką relację, by potrzeby każdej ze stron mogły zostać zaspokojone.
Kiedy mówi Pan, że rozmowy „nic nie dają”, jestem ciekawa, co to w praktyce oznacza. Czy różnicie się w planach na przyszłość? Czy temat jest odkładany? Czy pojawia się konkretna deklaracja z jego strony?
Być może kluczowe pytanie nie brzmi: „jak go przekonać do powrotu?”, ale: „czy nasza wizja relacji jest na tyle zgodna, że obie strony mogą czuć się w niej dobrze?”.
Pozdrawiam,
Dominika Poźniak
Daria Składanowska
Dzień dobry,
To, co opisujesz, jest bardzo obciążające emocjonalnie. W Twojej sytuacji widać wyraźnie, że cierpisz z powodu braku bliskości, niepewności i powtarzających się zdrad. To naturalne, że czujesz frustrację i potrzebę dystansu – Twój sposób „odczekania”, by zobaczyć, czy on rzeczywiście wybiera życie z Tobą, jest sygnałem, że próbujesz chronić swoje emocje.
W takiej sytuacji warto rozważyć konsultację z psychologie aby:
*uporządkować własne emocje i potrzeby,
*zyskać wsparcie w wyznaczaniu granic,
*podjąć samodzielnie decyzje
Profesjonalne wsparcie może też pomóc w ustaleniu, czy relacja jest dla Ciebie bezpieczna i satysfakcjonująca, oraz w przygotowaniu planu działania niezależnie od wyboru partnera.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Zacznę od tego, że być może ja mam ze sobą jakieś problemy a na pewno na tle psychicznym, ponieważ strasznie zostałam skrzywdzona rok temu przez męża, a w sumie przez samą siebie - dlaczego?
Mąż dosyć często stawiał, przez 20 lat bycia razem, na życie zawodowe - praca, praca i jeszcze raz praca. Rzadko miał czas dla mnie i dzieci, zazwyczaj bywałam z dziećmi samą w domu, ciągle pranie, sprzątanie, gotowanie, czekanie aż wróci do domu - niestety zmęczony, no i zero pożytku, wiadomo.
Zaczęłam szukać towarzystwa ludzi, z którymi pogadam, wykorzystam czas jak mąż jest w pracy, nie tylko na szmatach i garach, ale by odzywać się do ludzi. I tak się stało, iż poznałam ludzi, nie do końca fajnych, bo takich, którzy spotykają się, aby plotkować o wszystkim i o niczym, którzy pili i ćpali. Wcięłam się w ten świat, zaczęło mi pasować, razem z nimi piłam, aż się rozpiłam.
Zaczęłam wierzyć w to, iż moje małżeństwo się rozpada, mąż tylko praca, potem filmy i spać, a ja tak naprawdę nieważna, nie było czasu, aby porozmawiać czy super spędzić czas, nawet w sferze intymnej. Nie mieliśmy dla siebie czasu, oddalałam sie od męża i doszło do tego, że wyrzucił mnie z domu. Miał dosyć moich schadzek, alkoholu i awantur.
Popsułam sie strasznie, ledwo uszłam z życiem, chore serce, a teraz głowa popsuta przez alkohol, trauma jak mąż mnie zranił, mimo prośby wiele razy, że jestem - bądź ze mną, nie praca i praca. Rozumiem, nie ma ludzi do pracy, pieniążki potrzebne, ale można, jeśli sie chce, podzielić życie zawodowe, a prywatne - do męża nigdy to nie docierało.
Uwielbia swoją prace po prostu. Kiedy tłumaczę, że wiecznie jestem sama, że tęsknie, nie mam do kogo sie odezwać, to jakby grochem o ścianę. Kiedy mnie wyrzucił, zaczęło do mnie docierać, co tak naprawdę w życiu jest dla mnie ważne, moje zdrowie, szczęście, prawdziwa miłość pożądanie, seks. Postanowiłam wszytko zmienić, poszłam na terapię odwykową, minął ponad rok nie piję, nie chcę, walczę z tym, żal mam do męża ogromny, lecz juz mniejszy. Wróciłam - nasze życie zaczęło się układać, chociaż mimo wszystko jakieś są przeplatane dni z męża strony. Potrafi raz pragnąć mnie, innym razem być chamski, kłamać, robić nadzieję a ja wierzę po prostu we wszystko. Że kochankę ma czy wdał się w romans, plotki poszły u niego w pracy, czemu zaprzeczał, lecz dziwne zachowania nie dają mi często spokoju. Raz czuły, kochany magia, przebudzenia w nocy zaczęło mi sie to podobać, że pożądam męża. Niestety zdarzają się sytuacje jak czegoś nie ma, a ja pożądam, w frustracji staję sie jakąś wredną i podłą osobą, wyzywam męża, robię dramy, ponieważ mam potrzeby czułości, on daje, ile może, nie mam co narzekać. Jedynie, co mnie rani i boli i wprawia o strach to to, jak mąż potrafi mnie krytykować, że jestem kretynką, pustą, głupią, nikt by ze mną nie wytrzymał, że przy mnie człowiek dostanie zawału, boi się spać itp. Następnego dnia albo od tak przeprosi albo nawet nie mówiąc, że to emocje nad nim górują. Nie wiem, co myśleć, jak popadnie w szał potrafił złapać mnie za gardło.
Rzadko rozmawia o danych problemach, ostatnio jedyny temat rozmowy z mojej strony to jest sex, ponieważ widzę jak było kiedyś, a jak jest teraz i daje jasne sygnały mężowi, on nie słucha lub słucha jak zgaszone radio. Kiedy mówię za każdym razem słyszę od męża, że ta rozmowa go usypia. Nie mam z kim otwarcie porozmawiać, wygadać się - mam koleżankę, która zna dobrze mnie, jak i męża, jej zawsze mogę sie zwierzać i tak sie stało.
Mąż dowiedziawszy się, że rozmawiałam z nią na nasze tematy, stwierdził, że gadam źle o nim i nagle atak nerwów - nie pozwolił do siebie podejść, odpychał. Mąż potrafi mi powiedzieć, że taki się staje agresywny przeze mnie, że ja z niego takiego robię, tłumaczę nie raz, że nie mam zamiarów, on uważa inaczej, że ja nie liczę się z nim, z jego potrzebami, a tylko patrzę na siebie. NIE, ja patrze na nas, on tego nie rozumie lub nie chce rozumieć. Sama chodzę do psychologa, jak i do psychiatry, biorę leki uspokajające, mąż kiedyś chodził ze mną na terapię małżeńską, pomogło, ale nie na długo. Teraz, kiedy proszę męża, aby też sam poszedł ze sobą, to stwierdza, iż jemu niepotrzebne, że jest zdrowy, że to ja jestem 'chora psychicznie' i powinnam się leczyć, lecz pytanie, z czego ja mam sie leczyć? Chyba z uczuć co do męża? Nie wiem, co mam myśleć.
Mąż uważa, że tylko ja, żadna inna, że mnie tylko kocha, pożąda, a ja czasami tego nie odczuwam. Potrafi lekceważyć przykre słowa i z niczego nic sobie nie robi. Tak, jakby chciał sam, aby atmosferę popsuć. Raz dobrze, raz źle, nie chce komunikować sie, po prostu można ująć: tak dużo mówi, obiecuje, a mało robi, żąda, abym to ja jego podczas snu tuliła i zaczepiała, kiedy tylko chce, a kiedy to zrobię to dostaję kosza.
Jestem smutna, nie wiem czy coś gra czy próbuje mnie wykończyć psychicznie, choć zaprzecza. Co mam myśleć i co robić? Odpuścić męża?

