
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak reagować na...
Ola
Katarzyna Bigus
Zdrada partnera to niezwykle bolesne przeżycie. Wywołuje ogrom uczuć/emocji: żalu, gniewu, rozczarowania, smutku czy lęku. Pojawiają się pytania: co teraz? co dalej z Nami? Co z naszą rodziną? Co zrobić w tej sytuacji- rozstać się czy wybaczyć partnerowi/e? Jeśli wspólnie podejmujecie Państwo decyzję, aby pozostać w związku/małżeństwie to niezwykle istotne jest słuchanie partnera i wspólna rozmowa. To bardzo trudna i bolesna rozmowa, więc można skorzystać z pomocy psychoterapeuty par, który pomoże Państwu przyglądać się swoim i partnera uczuciom i je zrozumieć.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Matusiak
Bardzo ważne jest , aby po tak trudnych doświadczeniach, próbować odbudować więź emocjonalna , która została naruszona sytuacją zdrady. Niezbędne jest wzięcie odpowiedzialności za swoje zachowanie i zdradę osoby, która zdradziła, próba przebaczenia osoby zdradzonej , a przede wszystkim zbadanie co doprowadziło do tej sytuacji , jakie problemy występowały w związku, ponieważ doświadczenie pokazuje, że zdrada nie dzieje się z niczego, a na koniec wyciągnięcie wniosków , aby móc iść dalej razem przez życie. Głęboko wierzę i mam takie doświadczenia terapeutyczne , że związek po zdradzie jest możliwy do odbudowania , ale nie dzieje się to ani szybko, ani łatwo. Raczej czeka Państwa praca nad relacją i może być to trudno zrobić samodzielnie , ponieważ emocje wtedy są zbyt duże. Dlatego zachęcam do terapi par i przepracowanie tych problemów terapeutycznie . Nurt Eft , w którym pracuję, ma metody dedykowane do przepracowywania zdrady i naruszenia wiezi w parze . Zapraszam Agnieszka Matusiak

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam 32 lata i jestem bardzo samotną osobą.
Od dziecka nie mam żadnych przyjaciół, w szkole byłam bita i odrzucana, nikt nie chciał się ze mną zadawać. Do tej pory nie mam żadnych przyjaciół, czuje się wykluczona od społeczeństwa. Moja rodzina mnie nie wspiera, mają mnie za dziwolonga, moje kuzynki nie przyznają się do mnie, bo się mnie wstydzą. Jestem normalną osobą, po prostu mam w życiu pecha, chciałabym mieć przyjaciół, ale nie mam szczęścia do ludzi, po prostu mam pecha, ale rodzina tego nie rozumie.
W życiu spotykają mnie same cierpienia i dzieje się to nie przypadkowo, po prostu wygląda to tak, jakbym była przeklęta. Nie wiem, co mam robić. Czy iść do egzorcysty to jest nielogiczne, żeby od samego początku działy się ze mną straszne rzeczy. Cały świat jest przeciwko mnie, nikt mnie nie rozumie, moja rodzina ma mnie za chorą, a ja jestem zdrowa psychicznie. Nie wiem, co mam robić
Witam, Od pewnego czasu zauważyłam, że z moją przyjaciółką, z którą znam się 12 lat, kontakt się urwał. Każda z nas założyła rodziny, mężowie, ona dziecko. Spotykałyśmy się raz na jakiś czas, pisania było mało. Kiedyś mi już zasugerowała, że wkraczam bardzo w jej życie, kontroluje i po prostu nie mogę tak robić.
I bardzo z tym walczyłam. I czuje, że mi wychodziło. Przedwczoraj napisałam do niej czy może się spotkamy, odczytała.. nie odpisała. Po 2 dniach w pracy, zamiast napisać do koleżanki znak zapytania (bo pracuje w szpitalu, w którym jest mój dziadek i wysłałam jej ciągle zapytania o dziadka) to wysłałam do nie przypadkowo. Kontaktu nadal zero, zaczęłam się martwić, myślałam, że coś z dzieckiem czy z nią. I po chwili dostałam wiadomość, że ona wie, że ten znak na pewno był do niej, żebym przestała kłamać i ona życzy mi jak najlepiej, ale ona przestrzeni na naszą relacje już nie ma. Ma dość tłumaczeń i kończy to. Napisałam, że to nie było do niej, ale ona mówi, że dość słuchania tłumaczeń i na razie. Chciałam się dowiedzieć, co ją kierowało, mówi, żebym nie drążyła i skoro cześć to cześć. Rozmawiałam z mężem, powiedział, że może poczuła się otoczona z twojej strony, ale powinna to wyjaśnić. Jest mi przykro, bo boję się, że kolejny raz coś zrobiłam, chyba że może warto iść naprawdę prosto i nie patrzeć ciągle zecja popełniłam błąd, tylko pogodzić się z utratą i iść przez życie...

