
- Strona główna
- Forum
- traumy
- Traumatyczne...
Traumatyczne dzieciństwo - jak rozpoznać czy mnie to dotyczy?
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Warto uzmysłowić sobie, że trauma to rodzaj urazu psychicznego, jest pojęciem względnym. Coś, co dla jednego człowieka jest przykrym, trudnym doświadczeniem, dla innych może być traumatycznym doświadczeniem. Z pewnością należą do nich traumy wczesnodziecięce dotyczące zerwania więzi z rodzicami, czy przemoc wszelkiego rodzaju: psychiczna, fizyczna, seksualna. Traumą może być utrata kogoś bliskiego, doświadczenie, bądź bycie świadkiem wypadku, zagrożenia czyjegoś życia.
Zastanawiające jest, skąd pojawia się takie pytanie. Jeśli jest coś, co utrudnia funkcjonowanie, nawiązywanie relacji, czy bycie w bliskości itd., zachęcam do konsultacji, a może podjęcia psychoterapii. Można będzie przyjrzeć się dzieciństwu, połączyć fakty, przeżyć emocje.
Pozdrawiam
Katarzyna Waszak
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jolanta Kmiecicka
Traumatyczne dzieciństwo może w życiu dorosłym dawać różne objawy takie jak:
-zaburzenia snu
-przewlekłe zmęczenie
-tak zwane niskie poczucie własnej wartości
-depresja
-lęk
-nadużywanie substancji psychoaktywnych
-problemy z wyzwaniami życiowymi takie jak podjęcie czy utrzymanie pracy
-ciągłe poczucie wstydu i przeświadczenie, że jest się bezwartościowym człowiekiem
-problemy z budowaniem i utrzymywaniem stabilnych relacji
i wiele wiele innych.
Traumatyzacja to rozregulowanie układu nerwowego w wyniku sytuacji przeciążających psychikę dziecka. Konsultacja z psychoterapeutą może pomóc zorientować się co jest obecnie problemem i jak z nim pracować.
Pozdrawiam ciepło,
Jolanta Kmiecicka

Zobacz podobne
Mam wszystkiego dość. Jestem taka zmęczona. Byliśmy ze soba 15 lat, 7 lat po ślubie. On nagle, oświadczył że chce rozwodu. Próbowałam walczyć, ale im bardziej walczyłam to on się wściekał. Już wydawało się, że będzie dobrze i znów nagle zaskoczył mnie i ze łzami powiedział, że złożył pozew o rozwód. Na moja prośbę się wyprowadził. Tydzień po wyprowadzce powiedział, że ma wątpliwości. A potem już szedł w zaparte, mówił, że po tym wszystkim co mi powiedział nie mógłby być już ze mną.
Mamy prawie 3 letnie dziecko, więc musieliśmy się widzieć. On zaczął mnie oskarżać przez sms,y że go okłamuje, szantażuje dzieckiem i oczerniam. Kiedy prosiłam, żeby to wytłumaczył i dał przykłady, bo przecież tak nie jest, to milczał. Jeszcze cały czas mi robił wyrzuty, że chciałam, żeby się wyprowadził.
W cztery oczy zupełnie inny człowiek, widzę i nie tylko ja, że go ciągnie do mnie, szuka mojego towarzystwa. Kiedy parę razy mnie zaskoczył i przyjechał z dzieckiem szybciej i byłam prosto z pod prysznica lub w piżamie to widziałam, że patrzy na mnie z pożądaniem. Gdy dałam mu swój laptop, żeby coś tam zrobił i zobaczył nasze wspólne zdjęcie na tapecie to widziałam łzy w jego oczach.
Powiedziałam, że go dalej kocham, zareagował najpierw zagubieniem i smutkiem, potem pojawiła się nagła złość. Kiedy powiedział, że mu lepiej samemu i że nasz związek był bagnem to odcięłam się od niego, teraz moja Mama pośredniczy między nami i ona odbiera i daje dziecko. Po prostu mnie niszczyło to wszystko. Od 3 tygodni się nie widzieliśmy i nie odzywam się do niego. To on powiedział mojej Mamie wczoraj, że zaczyna go to denerwować. Moja Teściowa mówi mi, że jest przerażona nim, bo go nie poznaje, strasznie schudł, przestał o siebie dbać, zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem i ma strasznie smutne oczy, a jednocześnie zrobił się agresywny słownie. Wyznał też mojej teściowej, że już z nikim nie ma kontaktu.
Od kiedy go nie widzę i nie mam kontaktu jestem spokojniejsza, radosna, zaczęłam malować obrazy, remontować dom, po prostu żyje. Ale nie wiem czy to nie dziecinne zachowanie z mojej strony? Kocham go, ale teraz mi lepiej chociaż dalej są dni kiedy tęsknię za tym jaka więź mieliśmy między sobą i że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi kiedyś. Czuję się lepiej, bo wiem, że mnie nie zaskoczy żadnym bezpodstawnym atakiem słownym i złością.
Wiem jednak, że to nie on, mój Mąż był zawsze kochany, czuły, rodzina była najważniejsza, ale moja depresja poporodowa, obowiązki i śmierć jego przyjaciela… chyba go to zniszczyło.
To już tyle miesięcy od kiedy się wyprowadził, na szczęście te dni kiedy jest mi źle sa coraz rzadsze. Nie mogę uwierzyć, że w styczniu jeszcze mi wyznawał miłość i wiedziałam, że to szczere, a w następnym styczniu będzie rozwód. Strasznie mi smutno za człowiekiem, który już chyba zniknął bez powrotnie. I szkoda mi go, bo córka nieraz mówi, że Tatuś jest smutny i płakał. Wiem, że nie powinnam analizować, ale trudno mi pojąć, skąd taka nagła niechęć jego do mnie i ta jego złość, że nie chce go widzieć, przecież to on zdecydował, że chce rozwodu i nie chce walczyć, a na mnie jest zły, że próbuje jakoś sobie to ułożyć. Mówił, że był już u paru psychologów i lekarzy psychiatrii, ale, że mówią mu, że jest zdrowy.

