
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Jak się podnieść po...
Jak się podnieść po serii życiowych porażek - utrata pracy i problemy rodzinne
Piotr Ziomber
Rozumiem, jak bardzo trudne musi być dla Ciebie to wszystko gdyż strata rodziny, pracy i poczucie izolacji to ogromny ciężar. Jesteś w sytuacji, która wymaga czasu i małych kroków, ale da się z tego wyjść, skupiając się na tym, co możesz kontrolować. Skontaktuj się z kimś bliskim lub specjalistą - psychologiem lub terapeutą. W Polsce możesz skorzystać z bezpłatnej pomocy przez NFZ (np. poradnie zdrowia psychicznego) lub infolinię kryzysową jak Telefon Zaufania 116 123. Rozmowa z osobą, która wysłucha bez oceniania, często przynosi ulgę i pomaga odzyskać poczucie wartości. Dołącz do grup wsparcia dla ojców po rozwodzie, np. na forach jak kryzys.org, gdzie inni dzielą się podobnymi doświadczeniami. Zacznij od prostych, codziennych czynności: krótki spacer, higiena osobista czy drobne zadanie domowe gdyż to buduje podstawy do zmian ku lepszemu. Podziel większe cele, jak szukanie pracy, na etapy: aktualizacja CV, przegląd ofert na OLX Praca czy Pracuj.pl (po 15 minut dziennie).
Unikaj izolacji a w trudnych chwilach nawet telefon do przyjaciela czy rodziny może przypomnieć, że nie jesteś sam.
Bądź "tatą na telefon" konsekwentnie bo to Twoja siła, nie słabość; pokazuj miłość głosem, rysunkami czy historiami.
Rozważ mediację rodzinną lub prawnika specjalizującego się w sprawach rodzinnych, by walczyć o lepsze widzenia.
Skup się na tym, co dobre w kontakcie z nim i pamiętaj, że jego rozwój to Twój motywator. Bądź dla siebie łagodny. Depresja to choroba, nie wina; afirmacje jak "Dam radę krok po kroku" pomagają zmieniać dialog wewnętrzny.
Ćwiczenia fizyczne nie muszą być intensywnie długie. Zacznij od 5 minut rozciągania w domu, gdy nabierzesz sił.
Życzę szybkiego i pozytywnego rozwiązania sprawy.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam Panie Kamilu,
Dziękujemy za wiadomość. Panie Kamilu, z Pana słów bardzo wyraźnie przebija głęboki smutek, poczucie straty, bezsilność i osamotnienie a także zmęczenie ciągłym „podnoszeniem się” bez wsparcia. To, że czasami traci Pan poczucie własnej wartości, jest zrozumiałą reakcją na długotrwałe przeciążenie, utraty i ograniczony kontakt z synem, to nie świadczy o Pana słabości.
Na chwilę zatrzymania proszę zadać sobie kilka pytań:
Co w tej chwili boli mnie najbardziej: strata relacji, brak pracy czy samotność?
Jakim ojcem jestem dziś, nawet jeśli kontakt z synem jest ograniczony?
Co pomogło mi przetrwać najtrudniejsze momenty wcześniej,choćby w minimalnym stopniu?
Jakiego jednego, małego wsparcia potrzebuję teraz najbardziej (rozmowy, pomocy, obecności)?
Nie musi Pan podnosić się sam i od razu. Sam fakt, że Pan o tym mówi, jest oznaką siły i troski o siebie oraz o syna.
Proszę do nas pisać w razie potrzeby, wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Dominika Winciorek
Bardzo mi przykro, że tyle musiałeś unieść w tak krótkim czasie. To, co opisujesz, to nie jest "słabość charakteru" ani brak silnej woli a raczej wyczerpanie po serii strat, które przyszły jedna po drugiej, bez chwili na złapanie oddechu. Rozpad rodziny, oddzielenie od dziecka, utrata pracy i poczucia stabilności potrafią rozbić każdego, nawet bardzo silnego człowieka. Chcę, żebyś wiedział jedną ważną rzecz: fakt, że jesteś "tatą na telefon”, nie odbiera Ci bycia ojcem bo dla dziecka liczy się to, że jesteś i np że dzwonisz, że chcesz być obecny, że on jest dla Ciebie ważny. Nawet jeśli system i dorośli wokół Ci tego nie ułatwiają, Twoja relacja z synem wciąż się buduje. To, że tak bardzo Ci na nim zależy, mówi o Tobie więcej niż wszystkie decyzje sądów i cudze opinie..
Jak mówisz, że czasem tracisz poczucie własnej wartości, to ja osobiście słyszę człowieka, który został pozbawiony wpływu na zbyt wiele spraw naraz. Łatwo uwierzyć w myśl "nie jestem wystarczający” ale! to jest myśl zrodzona z bólu, nie prawda o Tobie.
Nie pytaj teraz siebie, jak "wstać i ogarnąć wszystko”, bo to raczej za dużo na początek. Spróbuj zapytać co pomogłoby mi przetrwać najbliższy tydzień? np Może to być jedna rozmowa z kimś, kto wysłucha bez oceniania lub krótki spacer (nie warto zamykać się w domu na cały dzień), może ustalenie jednej małej rzeczy dziennie, którą zrobisz. Pamiętaj, nie musisz mieć siły na ćwiczenia czy nawet optymizm. Wystarczy, że NIE zostaniesz z tym sam. To że nie masz siły to nie oznacza że się podniesiesz ale być może, że potrzebujesz wsparcia, a nie kolejnego dowodu, że "powinieneś dawać radę"
Jeśli teraz czytasz to i czujesz choć odrobinę ulgi, to znaczy, że w Tobie nadal jest życie i potrzeba bliskości. :) To super punkt startu. Od tego właśnie zaczyna się wychodzenie z dołka, nie skokiem, tylko krok po kroku.
Małgorzata Gaś
Dzień dobry Panie Kamilu.
Dziękuje za podzielenie się swoją historią. W tej sytuacji trudno jest samemu poradzić sobie z problemami. Proszę zacząć od pierwszego małego kroku, zadać sobie pytanie co ja tak naprawdę chce ? Wypisać na kartce, wybrać 1 rzecz i zacząć działać. I tak krok po kroku. Podjąć także decyzję, że skorzysta Pan z prawidłowej pomocy specjalisty żeby mieć wsparcie. A wszystko ruszy do przodu.
Pozdrawiam Psycholog Małgorzata Gaś
Bożena Nagórska
Panie Kamilu,
przechodzi Pan przez niezwykle bolesny proces kumulacji strat. Rozpad rodziny, utrudniony kontakt z synem i seria niepowodzeń zawodowych stworzyły sytuację, w której Pana system nerwowy przeszedł w tryb przetrwania, co objawia się właśnie brakiem energii i poczuciem całkowitej bezwartościowości. To, co Pan teraz czuje, nie jest Pana winą ani dowodem na bycie „słabym”, lecz naturalną reakcją organizmu na przewlekły uraz emocjonalny. Podniesienie się z tak trudnej sytuacji wymaga porzucenia myślenia o wielkich zmianach na rzecz bardzo małych, niemal niedostrzegalnych kroków, ponieważ przy pustych „zasobach” każda duża ambicja tylko pogłębia frustrację.
Kluczowe jest, aby zaczął Pan od przerwania izolacji, gdyż samotność w depresji nie jest dobrym rozwiązaniem. Kontakt z ludźmi, którzy przechodzą przez podobne trudności, pozwala zdjąć z siebie ciężar poczucia bycia jedynym, któremu się nie udało. Choć rola „taty na telefon” jest dla Pana źródłem ogromnego cierpienia, warto pamiętać, że dla syna Pana obecność, nawet w tej ograniczonej formie, jest fundamentem, a Pana walka o własne zdrowie psychiczne jest w rzeczywistości walką o Waszą wspólną przyszłość. Proszę dać sobie prawo do tej niemocy i rozważyć wsparcie lekarza psychiatry, który pomoże wyciszyć biologiczne objawy lęku i zmęczenia, co pozwoli Panu odzyskać minimum sił potrzebnych do podjęcia psychoterapii i powolnego odbudowywania życia zawodowego bez poczucia paraliżu.
Życzę Panu wszystkiego dobrego.
Psycholog Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Szukałem pomocy w wielu miejscach. Rozmawiałem godzinami z różnymi psychologami czy psychiatrami.... Czułem się lepiej, czułem się silniejszy... Niestety tylko na krótki czas... Moja żona to całe moje życie. Jest dla mnie wszystkim. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez niej... Nie mogę i ....nie chcę. Jest jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem.... Zawsze się śmiałem, ze jestem jak pingwin... Jedna miłość na całe życie... Mój ojciec też taki był... Dziadek również.... To samo dotyczy mojego brata... Niestety to moja żona jest powodem mojej depresji, to ona popycha mnie do samobójstwa.... Teoretycznie najblizsza mi osoba.... Wszyscy lekarze radzili mi zakończyć ten związek... Jednak dla mnie jest to równoznaczne z utratą wszystkiego co ważne w życiu. Takie błędne koło.... Codziennie się zastanawiam czy to już już, czy to bedzie dzisiaj.... Poświęciłem wszystko dla żony. Absolutnie wszystko... Niestety, dla niej to ciągle za mało.... Już nie mogę.... Straciłem zainteresowanie wszystkim... Żyje tylko po to by płacić rachunki. Żony, teściowej, córki...... Nie mam absolutnie nic z życia... Jestem traktowany jak pies, dopóki jestem użyteczny to moge zostać... Jem osobno wszystkie posiłki....Siedzę w osobnym pokoju, gdy one 3 oglądają tv w salonie.... Jestem gościem (niechcianym ledwie tolerowanym) w mieszkaniu ,które kupilem za własne oszczędności....
Od lat męczy mnie codziennie, dosłownie codziennie jedna myśl. Co robić w życiu? Do czego się nadaje? Mam 30 lat. Nie mam dzieci ani męża. Mam partnera. Niestety tak potoczyło mi sie życie ,choć chciałabym mieć pełna, normalna rodzinę. Do tego mieszkamy za granicą i mam kiepska prace, nie dość, ze fizyczna to jeszcze kiepsko płatna. Czuję, że mogę więcej. W Polsce cale życie pracowałam w biurze, mam wyższe wykształcenie. Niestety sytuacje życiowe z partnerem doprowadziły mnie do takiego miejsca, ze niewiele mnie cieszy. Czuję się, jakbym utknęła. Zawsze miałam tak, ze nie wiedziałam, co chce robić. Od samego skończenia szkoły średniej, czyli już ponad 10 lat męczą mnie myśli ze cięgle nie wiem, co robić. Mam wiele zainteresowań, za wiele. Chciałam być dentysta, dietetykiem, kosmetologiem, psychologiem, stylistka rzęs, stylistka paznokci itp. Mnóstwo pomysłów, a na końcu nic nie wyszło i skończyłam w pracy fizycznej, która jest ponad moje siły. Zawsze się na czymś zafiksuje, a potem mi mija i znowu czas zobojętnienia i braku motywacji i pomysłu na siebie.. Dlaczego tak jest? Jak w końcu sie określić czego chce i do tego dążyć. Jestem konsekwentna, ale tylko wtedy gdy mam jasno wyznaczony cel. A teraz się motam i czuje, ze tracę czas i życie. Czuję się, jakbym była za stara na zrobienie jeszcze czegoś w życiu, choć mam dopiero 30 lat... I męczy mnie to wszystko do tego stopnia, ze czuje się czasem jakbym już wariowała od tych myśli. Ciągle tez mam strach, ze jak coś wybiorę, to zle wybiorę i nie będę się do tego nadawać. Nie mam pojecia co robic, jak poradzić sobie z tymi obsesyjnymi myślami.

Okres dojrzewania - co warto wiedzieć o zmianach i wyzwaniach
Okres dojrzewania to wyjątkowy i wymagający etap zmian fizycznych, emocjonalnych i społecznych. Zrozumienie tych procesów jest kluczowe dla nastolatków, ich rodziców i opiekunów, by lepiej radzić sobie z wyzwaniami i wspierać rozwój młodego człowieka.
