Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak się podnieść po serii życiowych porażek - utrata pracy i problemy rodzinne

3 lata temu żona z dzieckiem zostawiła mnie, przeżyłem załamanie po którym podnosilem sie poł roku, pozniej stracilem prace, zyskalem kolejna i stracilem, nastepnie ttafiłem wymażoną, ktora tez stracilem. Dzisiaj moj syn juz wyraznie mowi, staram sie byc dla niego kims ale żona nie akceptuje mnie, sad zasadzila na podstawie jej pomowien jak maja wygladac widzenia, wiec jetem tata na telefon, do czego bylem przygotowywany, czasami trace swoja wartosc, nie wiem co mam robic bo pracy nie moge znalesc a nie mam sil zeby cwiczyc, podniesc sie z dolka bo nie mam do kogo sie odezwac. Jak sie z tego podniesc?
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Rozumiem, jak bardzo trudne musi być dla Ciebie to wszystko gdyż strata rodziny, pracy i poczucie izolacji to ogromny ciężar. Jesteś w sytuacji, która wymaga czasu i małych kroków, ale da się z tego wyjść, skupiając się na tym, co możesz kontrolować. Skontaktuj się z kimś bliskim lub specjalistą - psychologiem lub terapeutą. W Polsce możesz skorzystać z bezpłatnej pomocy przez NFZ (np. poradnie zdrowia psychicznego) lub infolinię kryzysową jak Telefon Zaufania 116 123. Rozmowa z osobą, która wysłucha bez oceniania, często przynosi ulgę i pomaga odzyskać poczucie wartości. Dołącz do grup wsparcia dla ojców po rozwodzie, np. na forach jak kryzys.org, gdzie inni dzielą się podobnymi doświadczeniami. Zacznij od prostych, codziennych czynności: krótki spacer, higiena osobista czy drobne zadanie domowe gdyż to buduje podstawy do zmian ku lepszemu.​ Podziel większe cele, jak szukanie pracy, na etapy: aktualizacja CV, przegląd ofert na OLX Praca czy Pracuj.pl (po 15 minut dziennie).
Unikaj izolacji a w trudnych chwilach nawet telefon do przyjaciela czy rodziny może przypomnieć, że nie jesteś sam.

Bądź "tatą na telefon" konsekwentnie bo to Twoja siła, nie słabość; pokazuj miłość głosem, rysunkami czy historiami.​
Rozważ mediację rodzinną lub prawnika specjalizującego się w sprawach rodzinnych, by walczyć o lepsze widzenia. 
Skup się na tym, co dobre w kontakcie z nim i pamiętaj, że  jego rozwój to Twój motywator. Bądź dla siebie łagodny. Depresja to choroba, nie wina; afirmacje jak "Dam radę krok po kroku" pomagają zmieniać dialog wewnętrzny.
Ćwiczenia fizyczne nie muszą być intensywnie długie.  Zacznij od 5 minut rozciągania w domu, gdy nabierzesz sił.
Życzę szybkiego i pozytywnego rozwiązania sprawy.

 

 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panie Kamilu,

 

Dziękujemy za wiadomość. Panie Kamilu, z Pana słów bardzo wyraźnie przebija głęboki smutek, poczucie straty, bezsilność i osamotnienie a także zmęczenie ciągłym „podnoszeniem się” bez wsparcia. To, że czasami traci Pan poczucie własnej wartości, jest zrozumiałą reakcją na długotrwałe przeciążenie, utraty i ograniczony kontakt z synem,  to nie świadczy o Pana słabości.

Na chwilę zatrzymania proszę zadać sobie kilka pytań:
Co w tej chwili boli mnie najbardziej: strata relacji, brak pracy czy samotność?
Jakim ojcem jestem dziś, nawet jeśli kontakt z synem jest ograniczony?
Co pomogło mi przetrwać najtrudniejsze momenty wcześniej,choćby w minimalnym stopniu?
Jakiego jednego, małego wsparcia potrzebuję teraz najbardziej (rozmowy, pomocy, obecności)?

Nie musi Pan podnosić się sam i od razu. Sam fakt, że Pan o tym mówi, jest oznaką siły i troski o siebie oraz o syna.

 

Proszę do nas pisać w razie potrzeby, wszystkiego dobrego!

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

Bardzo mi przykro, że tyle musiałeś unieść w tak krótkim czasie. To, co opisujesz, to nie jest "słabość charakteru" ani brak silnej woli a raczej wyczerpanie po serii strat, które przyszły jedna po drugiej, bez chwili na złapanie oddechu. Rozpad rodziny, oddzielenie od dziecka, utrata pracy i poczucia stabilności potrafią rozbić każdego, nawet bardzo silnego człowieka. Chcę, żebyś wiedział jedną ważną rzecz: fakt, że jesteś "tatą na telefon”, nie odbiera Ci bycia ojcem bo dla dziecka liczy się to, że jesteś i np że dzwonisz, że chcesz być obecny, że on jest dla Ciebie ważny. Nawet jeśli system i dorośli wokół Ci tego nie ułatwiają, Twoja relacja z synem wciąż się buduje. To, że tak bardzo Ci na nim zależy, mówi o Tobie więcej niż wszystkie decyzje sądów i cudze opinie..

Jak mówisz, że czasem tracisz poczucie własnej wartości, to ja osobiście słyszę człowieka, który został pozbawiony wpływu na zbyt wiele spraw naraz. Łatwo uwierzyć w myśl "nie jestem wystarczający” ale! to jest myśl zrodzona z bólu, nie prawda o Tobie.

Nie pytaj teraz siebie, jak "wstać i ogarnąć wszystko”, bo to raczej za dużo na początek. Spróbuj zapytać co pomogłoby mi przetrwać najbliższy tydzień? np Może to być jedna rozmowa z kimś, kto wysłucha bez oceniania lub krótki spacer (nie warto zamykać się w domu na cały dzień), może ustalenie jednej małej rzeczy dziennie, którą zrobisz. Pamiętaj, nie musisz mieć siły na ćwiczenia czy nawet optymizm. Wystarczy, że NIE zostaniesz z tym sam. To że nie masz siły to nie oznacza że się podniesiesz  ale być może, że potrzebujesz wsparcia, a nie kolejnego dowodu, że "powinieneś dawać radę"

Jeśli teraz czytasz to i czujesz choć odrobinę ulgi, to znaczy, że w Tobie nadal jest życie i potrzeba bliskości. :) To super punkt startu. Od tego właśnie zaczyna się  wychodzenie z dołka, nie skokiem, tylko krok po kroku.

 

Małgorzata Gaś

Małgorzata Gaś

Dzień dobry Panie Kamilu.

Dziękuje za podzielenie się swoją historią. W tej sytuacji trudno jest samemu poradzić sobie z problemami.  Proszę zacząć od pierwszego małego kroku, zadać sobie pytanie co ja tak naprawdę chce ? Wypisać na kartce, wybrać 1 rzecz i zacząć działać.  I tak krok po kroku.  Podjąć także decyzję, że skorzysta Pan z prawidłowej pomocy specjalisty żeby mieć wsparcie.  A wszystko ruszy do przodu. 

            Pozdrawiam Psycholog Małgorzata Gaś

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Kamilu, 

przechodzi Pan przez niezwykle bolesny proces kumulacji strat. Rozpad rodziny, utrudniony kontakt z synem i seria niepowodzeń zawodowych stworzyły sytuację, w której Pana system nerwowy przeszedł w tryb przetrwania, co objawia się właśnie brakiem energii i poczuciem całkowitej bezwartościowości. To, co Pan teraz czuje, nie jest Pana winą ani dowodem na bycie „słabym”, lecz naturalną reakcją organizmu na przewlekły uraz emocjonalny. Podniesienie się z tak trudnej sytuacji wymaga porzucenia myślenia o wielkich zmianach na rzecz bardzo małych, niemal niedostrzegalnych kroków, ponieważ przy pustych „zasobach” każda duża ambicja tylko pogłębia frustrację.

Kluczowe jest, aby zaczął Pan od przerwania izolacji, gdyż samotność w depresji nie jest dobrym rozwiązaniem. Kontakt z ludźmi, którzy przechodzą przez podobne trudności, pozwala zdjąć z siebie ciężar poczucia bycia jedynym, któremu się nie udało. Choć rola „taty na telefon” jest dla Pana źródłem ogromnego cierpienia, warto pamiętać, że dla syna Pana obecność, nawet w tej ograniczonej formie, jest fundamentem, a Pana walka o własne zdrowie psychiczne jest w rzeczywistości walką o Waszą wspólną przyszłość. Proszę dać sobie prawo do tej niemocy i rozważyć wsparcie lekarza psychiatry, który pomoże wyciszyć biologiczne objawy lęku i zmęczenia, co pozwoli Panu odzyskać minimum sił potrzebnych do podjęcia psychoterapii i powolnego odbudowywania życia zawodowego bez poczucia paraliżu. 

Życzę Panu wszystkiego dobrego. 

Psycholog Bożena Nagórska

Zobacz podobne

Jak odnaleźć sens życia i szczęście w codziennej rutynie?
Witam, Jak znaleleźć szczęście w zyciu ? Mam 24 lat, a mam wrażenie że wpadłam w rutynę starszych osób - Praca, szkoła, dom. Od jakiegoś czasu zadaję sobie pytanie czy jestem w życiu szczęśliwa? I jak głębiej sie zastanawiam nad tym to stwierdzam że moj sens życia nie istnieje. Nie mam wyznaczonego celu. Żyje bo żyje i nie widzę swojej przyszłości. Mam wrażenie że zgubiłam poczucie wartości szczęście. Czuje się nieszczęśliwa, samotna.
Jak ratować małżeństwo po przemocy i problemach z alkoholem?

Witam serdecznie – dziękuję ogromnie za wsparcie, troskę i pomoc odnośnie mojej osoby – jak psychiczną, czy nawet psychologiczną, psychiatryczną i opinii seksuologa. Bardzo mi zależy na uratowaniu mojego małżeństwa z 16-letnim stażem, a razem 20 lat. Doznałam za dużo krzywdy w życiu – nie tylko w tym małżeństwie, lecz przez kupę lat, co dłuższy czas siedzi w sercu, jak i w głowie. Powodem ratowania małżeństwa nie tylko jest silne z mojej strony uczucie do męża – strasznie go kocham, świata nie widzę poza nim. On twierdzi, iż za mną też nie widzi świata, że jestem wyjątkową osobą i ważną w jego życiu. Lecz omówienie chęci ratowania nas jest dla mnie bardzo trudne – jednym słowem: doznałam traumy, załamania psychicznego, nerwowego, jak depresję. Aż biorę leki, które mnie uspokajają, choć jest to chwilowe.

Również mogę to powiedzieć w drugą stronę – w stronę męża – też przeze mnie dużo przeszedł, choć on do wszystkiego podchodzi obojętnie, nawet lekceważąco, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czy błędy, zawsze wszystkim obarcza mnie, na mnie zwala cały syf. Staram się bardzo często rozmawiać z mężem o swoich, jak i jego potrzebach, uczuciach, pragnieniach, nawet o pożądaniu, chemii, magii, więzi uczuciowej między nami – lecz nie wiem, jak wszystko odbierać. Mąż zachowuje się tak, jakby nie chciał brać udziału w ratowaniu relacji, chęci naprawy w pozytywną stronę, lecz w negatywną. Każde kłopoty, kłótnie, sprzeczki przerzucać potrafi na mnie, jakbym to tylko ja wszystkiemu była winna.

Rok temu oboje przeszliśmy poważny i pierwszy kryzys małżeński. Przyznaję się bez bicia – byłam uzależniona od życia towarzyskiego – dochodził alkohol, tak, coraz częściej piłam, nawet około 8 lat. Wolałam każdą chwilę, czas spędzać poza domem, nie w obecności męża, ponieważ wiecznie kłótnie, poniżanie, wyzwiska, bicie, niechęć do zbliżeń. Oddalałam się od męża, zaczynałam się czuć w jego obecności ciągłą walkę, rutynę, brak komunikacji. Popadałam w bezsilność, dlatego poszłam swoją i niestety złą drogą – alkohol, znajomi. Kiedy tłumaczę mężowi, twierdzi, iż nie ma żadnego to wytłumaczenia – z jednej strony ma rację, a z drugiej – sama nie wiem, to była zwykła ucieczka, bezradność.

Nie ukrywam, że nie byłam mężowi dłużna, nie grałam fair, też atakowałam, nakręcałam się – a to jedynie, aby się bronić. Mąż twierdzi, iż to ja źle go traktuję, że nie pozwoli sobie na traktowanie siebie jak psa z mojej strony, z kolei to, jak traktuje mnie – ja mam na to wyrażać zgodę, a on puszcza to płazem, sądząc, że nic złego nie robi???

Tak, zdarzyło się, iż miałam rozwaloną głowę, którą trzeba było szyć – popchnął mnie, uderzyłam w kaloryfer. Następnie miałam tzw. cyt. „pizdę pod okiem” – uderzył mnie z pięści. Mimo to nie chciałam – jak nie mam dokąd uciekać – choć rozważałam odejście, podanie o rozwód, lecz za bardzo męża kocham. To nie jest tak, że przyzwyczaiłam się do takiego życia – NIE. Po prostu czuję bardzo mocne uczucie co do jego osoby – życia sobie nie wyobrażam poza nim. Potrafi być wspaniały, choć z tego kochającego, troskliwego człowieka nagle pokazuje się obraz potwora – damskiego tyrana. Wydaje mi się, że mąż nawet w sobie tego nie dostrzega – zawsze się przed tym broni, iż z nim wszystko w porządku.

Na chwilę wszystko ucichło – poszliśmy na terapię małżeńską, coś pomogło mężowi, lecz na chwilę. Stwierdził, iż nam niepotrzebne terapie, a sami powinniśmy sobie z tym wszystkim poradzić – choć nie wychodzi???

Mąż złamał ogromnie moje serce – nie mówię, że ja jemu również. Wyrzucił mnie z domu, bo się po prostu rozpiłam, szukałam wyjścia z tego wszystkiego. Po tygodniu chciał, abym wróciła, i tak się stało – zaczynało układać się nawet dobrze – mega seks, lecz często nieudane noce, tzw. „spontan sex – wtulić, spać”. Chcieliśmy tak sami to wprowadzić i było super, cieplej, czuło się bezpiecznie.

Od tego się zaczęło – kiedy nie ma seksu raz, dwa, pośród nocy jestem zniesmaczona, zaraz wybucham, robię dramy. Mąż ma mnie dość, lecz po prostu potrzebuję zbliżeń dosyć często, ponieważ po takim przeżyciu, co nas spotkało, szczerze czuję coś jeszcze więcej do męża – podnieca mnie, stał się dla mnie bardziej atrakcyjny. Mówiłam mężowi, iż powinien się cieszyć, a nie narzekać. Mąż mówi nieraz: „podejdź w nocy do mnie, zaczep, zacznij pierwsza grę wstępną”, a kiedy podchodzę – odpycha, po prostu nie wychodzi mi. Co do czego, odwróci kota ogonem zaraz i powie na drugi dzień, cyt.: „a ty mnie w nocy przytulasz, zaczepiasz???” Nie, nie robię tego dosyć często, ponieważ zdaję sobie sprawę, że kiedy będę podchodzić pierwsza – nic to nie da.

Przeszłam tzw. terapię odwykową, terapeutyczną, co w zupełności mi wystarczyła – i nie tylko ja jestem z siebie dumna, ale mąż twierdzi oraz rodzina, że są ze mnie dumni, iż mąż docenia, co zrobiłam dla samej siebie, choć jemu tłumaczę za każdym razem, że zrobiłam to dla niego, bo bardzo go kocham. Tak, własnymi siłami wyszłam z nałogu – to ja postawiłam na ratowanie małżeństwa, jak i własnego zdrowia. A teraz walczę o dalszy i piękny związek oparty na szacunku, wsparciu, trosce, zrozumieniu, magii miłości, chemii, namiętności i pożądaniu – obustronnie.

Czasem uważam, że ze strony męża jest w moją stronę jakaś ukryta manipulacja, często zastraszanie i ciągłe krytykowanie – jakby w coś grał, jakbym była zapasowym kołem, mimo iż zaprzecza. Dosyć często sprzeczamy się o sprawy łóżkowe. Tłumaczę mężowi, iż przez to, co przeszliśmy, obłędny seks, czułość, ciepło, jak i pożądanie – jest bardzooo potrzebne, tym bardziej, jak nie było tego przez wiele, wiele lat. Nie widać, aby do męża cokolwiek docierało. Potrafi mnie krytykować – jakby nie dorósł do związku, a mi powie: „czy ja dorosłam?”. Potrafi mówić takie słowa, cyt.: „twój problem, nie mój, twoja bajka, a w takiej bajce nie będę tkwił, mam wyjebane, znajdź innego na ruchanie, jesteś toksyczna i dramat, wiecznie pierdolisz w kółko o tym samym, ryjesz mi łeb, wchodzisz mi do łba, to przez ciebie taki się robię, takim jestem, kto by z tobą wytrzymał, powinnaś się leczyć, z tobą jest bardzo źle, kawał suki z ciebie...”.

Kiedy opanuję swoje emocje, po max 8 godzinach – bo nie da się do niego podejść, aby spokojnie pogadać – on nagle żałuje, przeprasza, jakby nigdy nic. Zaraz że ja go podniecam, jaram, że zawsze ma na mnie ochotę, że tylko ja, nikt inny, że jestem wyjątkową i ważną dla niego osobą. Po 3 dniach magii, spokoju i harmonii – nagle ze strony męża uszczypliwość i ataki agresji słownej, kiedy jego o coś zapytam. Potrafi w szaleństwie emocji złapać mnie za gardło, nawyzywać mnie od suki, dziwki, po czym żałuje, twierdząc, iż tak postąpił, bo ja niby go, cyt.: „wkurwiłam”. Mówię, że nie ma to żadnego wytłumaczenia, a mąż – wymówka: trzeba było inaczej podejść, a nie w taki sposób – tak właśnie z mężem się rozmawia. Z niczego nic sobie nie robi, a najgorsze jest to, że całe zło, kłótnie, bicie, jego złe podejścia – przerzucać potrafi jedynie na mnie!!! Aby się wybielać??? Oczyszczać??? Jakie to jest niewinne, nic nie robiące złego stworzenie???

Z dnia na dzień czuję, że moje uczucia do męża zaczynają na nowo wygasać, że jestem gotowa odejść – mimo iż nie mam dokąd, nawet pod tzw. „chmurkę”. W głębi duszy bardzo męża kocham. Uświadamianie mężowi, że chęć bliskości, czułości, troski i zrozumienia itp. jest kluczową rolą – nie dociera. Czuję, że mąż bawi się moimi uczuciami, że ma ukryty cel, alibi – aby mnie wykończyć psychicznie, z kimś ma plan, może ma kogoś, a ja jestem przykrywką?? Popadłam już w depresję, nie mam co liczyć na wsparcie ze strony męża, troskę, opiekę. Nie wierzę i nie widzę, ażeby mąż okazywał odrobinę chęci, zainteresowania związkiem, naszą relacją. Co ja mam myśleć, robić, gdzie, co, jak???

Nastolatka zmęczona życiem, szkołą i konfliktami w rodzinie oraz z przyjaciółką – myśli samobójcze i brak wsparcia w szukaniu pomocy
Tak bardzo mam wszystkiego dość i nie mam ochoty żyć dalej, jestem zmęczona szkołą wracam do domu i nie mam siły na nic, nie chce mi się sprzątać w pokoju ale pomagam mamie, nie chce mi się uczyć, jestem uzależniona od telefonu czuje się z tym bardzo źle ale nie umiem inaczej.. moja była przyjaciółka stara się żeby naszarealacja była taka jak kiedyś, nie wiem jak to powiedzieć ale bardzo jestem do niej zdystansowana, nie lubię jej, ona nie angażowała się w naszą przyjaźń na palcach jednej ręki mogę policzyć ile zaproponowała spotkań , w szkole próbuje do mnie gadać ale odpowiadam krótko albo przytakuje i uśmiecham się, nie widzi tego że nie chce z nią rozmawiać, chciałam powiedzieć jej co o tym wszystkim myślę ale moja mama powiedziała że lepiej nie bo w szkole będzie bardzo niezręcznie po tym. Mam super relacje z mamą ale czasami mnie ignoruje albo to co mówię np. mówię jej o czymś a mama to ignoruje ale jak powiem o tym drugi raz ale przy większym gronie to jest duża szansa że coś odpowie albo odwrót, ignoruje mnie przy innych. Relacja z moja młodsza siostra bardzo mnie wkurza i dołuje, jest bardzo nie miła ale mama tego nie widzi ALE gdy na jestem nie miła bo wcześniej coś złego powiedziała to mama zwraca mi uwagę i mówi że jestem dla niej niemiła i powinnam sie poprawić... Kiedy ja próbuję, proszę mi uwierzyć że naprawdę chce ale ja nie umiem kiedy ona robi coś niemiłego. Czuje się bardzo źle psychicznie ,czuję pustkę i samotność , moje myśli gnębią mnie i czasami mam myśli o popełnieniu samobójstwa a tego bardzo nie chce. Chciałam pójść do psychologa, powiedziałam mamie ale temat ucichł i poszedł w niepamięć , moja mama boi się psychologa i opinie innych na wsi,,co powiedzą ludzie jeśli dowiedzą się że chodzisz do psychologa ? Pomyślała że jesteś walnięta a ja ze nie umiem wybierać dzieci i wgl patologia"coś w tym stylu, szukałam czegoś online ale nie znalazłam , na telefon zaufania nie potrafię zadzwonić bo to temat wrażliwe i płacze a wtedy.gardło.mnie.boli
Niskie poczucie własnej wartości i problemy z wyglądem - jak sobie poradzić?
Mam trądzik i bardzo niskie poczucie własnej wartości. Dodatkowo z każda porażka w pracy czy w życiu codziennym jest poniżej zera. Potęguje. Nie mam nikogo, jestem z tym sama. Jak mam z tego wyjść? Nie mam kontaktu z rodzina, nie mam za bardzo znajomych, nie umiem wyjść do ludzi ani tym bardziej znaleźć sobie chłopaka. Dopada mnie prawie 30. Jestem bezradna. Byłam u wszystkich specjalistów, mam dobrane leki, chodzę do kosmetologa staram się robić co mogę ze swoją twarzą. Niestety jest to walka z wiatrakami. Mój wygląd bardzo mocno przekłada się na moja psychikę. Błędne koło. Nie daje sobie z tym rady, nie umiem tego opanować..
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć. Sytuacja, o której mu powiedziałam, wyglądała w sposób taki, iż jego ojciec pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy (opiekował się wtedy moim dzieckiem, a mój partner był na wyjeździe z wojska, jego żona również była na wyjeździe) zadał mi szokujące mnie pytanie, czy chce się z nim przespać. Gdy odpowiedziałam mu nie i jeszcze raz mówiłam nie i powtarzałam, że nie, że kocham jego syna, że nie ma takiej opcji, żeby coś takiego miało miejsce, zadał mi on kolejne pytanie, skoro nie chce się z nim kochać, to chociaż czy on może zrobić mi dobrze w kontekście minety. Po raz kolejny odpowiedziałam, że nie. Zdaję sobie sprawę, że mogłam powiedzieć o tej sytuacji wszystkim wcześniej, ale bałam się. Czułam, że jestem zastraszana. Gdy chciałam o tym powiedzieć, to od jego ojca usłyszałam, że to będzie moja wina, że ja rozwalę dwie rodziny, że nikt mi nie uwierzy, że to słowo przeciwko słowu. Gdy przedwczoraj była konfrontacja z mamą i tatą mojego partnera, pierwsze co na wejściu usłyszałam od jego ojca zdenerwowanego, że no dalej, dalej mów co masz do powiedzenia, że ja kłamie, gdy powiedziałam w spokoju, jak wyglądała cała sytuacja, zaczął się wściekać i rzucać na moją osobę bluzgami, gdy ja nic nie mówiłam, nie chciałam reagować krzykiem na krzyk. Ale gdy zaczął mi grozić, że ja jeszcze tego pożałuję, że on zniszczy mi życie, nie wytrzymałam i wykrzyknęłam, że kto kłamie, to kłamie, że on wie, jaka jest prawda. Fakt jest taki, iż dziś usłyszałam, że jego żona mi wierzy. Ma żal, że tak późno to powiedziałam, rozumiem to w 100%. Mój partner mi też powiedział, że wierzy, ale powiedział, że jeśli wyjdzie coś jakiś brud na mnie, że ja coś to nie będzie fajnie. Powiem szczerze, nigdy nie myślałam o tym człowieku pod kontekstem seksualnym czy partnerskim. Zawsze traktowałam go jako ojca mojego partnera. Boję się, że po groźbach, które usłyszałam od jego ojca, że coś wymyśli lub powie i znów zmanipuluje bliskimi. Boję się, że ja jako osoba niewinna padłam ofiarą osoby psychicznej, która i tak zryła mi łeb dosłownie. Byłam u psychiatry, który zapisał mi leki. Przez tego człowieka nie umiałam już dłużej trzymać w sobie czegoś, co nie jest moją winą w żaden sposób. Boję się, że on zniczy mnie moją psychikę jeszcze bardziej. Zniszczy moją rodzinę mojego partnera i nasze dziecko. Nie wiem, co mam teraz myśleć, potrzebuje pomocy.
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.