Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak wspierać partnerkę po traumie przemocy seksualnej? Martwię się o naszą relację

Witam. Od miesiąca jestem w związku ze świetną dziewczyną, z którą rozumiemy się bez słów i oboje uważamy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Jak się poznawaliśmy to dowiedziałem się, że jest ofiarą przemocy seksualnej. Mimo to czuła się przy mnie bezpiecznie i jakiś czas temu doszło między nami do pierwszej inicjacji seksualnej. Oboje tego chcieliśmy, to było nagłe, ale byliśmy z tego zadowoleni. Po niemal tygodniu widzieliśmy się i mi uświadomiła, że to nie moja wina, ale po prostu nie czuje się bezpiecznie, kocha mnie, ale aktualnie ma doła. Ewidentnie jakikolwiek dotyk jest dla niej bolesny emocjonalnie i niekomfortowy. Martwię się o nią, bo jest załamana. Kocha mnie, a ja nie chcę jej stracić. Wiem, że chodzi do terapeuty w Warszawie i pomogło jej to bardzo, a ja od jej traumy jestem pierwszym mężczyzną i po prostu boję się, że relacja się zakończy mimo miłości. Co mam robić? Czy należy dać jej czas i wszystko samo wróci do normy? Potrzebuję rady.

Urszula Żachowska

Urszula Żachowska

Dzień dobry, 

 

trudno by znaleźć tu adekwatną radę, być może warto byłoby rozważyć konsultacje z psychoterapeutą/ką i poszukać dobranych do Pana rozwiązań.  
Najważniejszym jest zadbać o komunikacje i wspólnie ustalać odpowiednie granice, które obu stronom dadzą poczucie bezpieczeństwa. 
 

 

Pozdrawiam 
Urszula Żachowska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Elza Grabińska

Elza Grabińska

Panie Maćku,

to bardzo wartościowe, że z taką troską i delikatnością podchodzi Pan do swojej partnerki. Już sama Pana postawa może być dla niej ogromnym wsparciem. Trauma seksualna jest doświadczeniem, które pozostawia ślad, a każdy, kto jej doświadczył, przechodzi proces zdrowienia w swoim własnym tempie.

W tej sytuacji najważniejsze jest, by dać partnerce przestrzeń i czas, nie naciskać na bliskość fizyczną, jeśli nie jest na nią gotowa. Warto zapytać wprost, co może sprawić, że poczuje się przy Panu bezpieczniej i bardziej komfortowo. Czasem sama możliwość rozmowy o granicach i potrzebach daje poczucie kontroli, które jest w takiej sytuacji kluczowe.

Jeśli kontynuuje terapię, to bardzo dobrze. Może Pan ją wspierać w tym procesie, okazując cierpliwość i zrozumienie. Często właśnie dzięki spokojnej, pełnej empatii obecności partnera osoby po traumie uczą się zaufania na nowo.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

Linnea Rasmusson

Linnea Rasmusson

Dzień dobry,

 

W tej sytuacji jedyne, co chwilowo Pan może zrobić, to dać czas i przestrzeń dziewczynie na przepracowanie tego, co mogło się poruszyć i wydostać na światło dziennie. Nie jest to wyznacznik tego, że może się nie udać, może być tak, że to będzie coś co was zbliży, ale kroczek po kroczku. Przejścia traumy o podłożu seksualnym są głębokimi traumami i warto je przepracować na spokojnie. Nie wiem na ile może Pan być obecny w jej życiu teraz, ale to, że Pan uszanuje wolę dziewczyny będzie też informacja zwrotna "bezpieczeństwo" z Pana strony, bo uszanowanie drugiego człowieka to też właśnie to.

Życzę cierpliwości i kroczek po kroczu.

 

Pozdrawiam, 

Linnea Rasmusson

Psycholog 

Klaudia Lipińska

Klaudia Lipińska

Dzień dobry!

Pana partnerka może mierzyć się z trudnymi wspomnieniami, które kontakt fizyczny mógł uruchomić. Dobrze, że jest "zabezpieczona" od strony terapeutycznej. Myślę, że to co może Pan robić to zapewniać ją o swoim zaangażowaniu w relację, dać czas na przepracowanie trudnych emocji i wspierać ją w tym. Ważna jest obecność, jeśli partnerka tego potrzebuje to bez dotyku a także rozmawianie o granicach, potrzebach, które obecnie się pojawiły. Proszę pamiętać, że bliskość to nie tylko fizyczność :)

Pozdrawiam,

KL

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry Maćku, dziękuję, że podzieliłeś się tym tutaj. Myślę, że warto, dać teraz partnerce czas i przestrzeń, nie naciskać. To, że otworzyła się na bliskość z Tobą, po doświadczeniu wykorzystania seksualnego to naprawdę bardzo duży krok i mogło to wywołać w niej dużo skrajnych, niezrozumiałych emocji. Mogła się po prostu przestraszyć, mimo, że z początku była zadowolona. Bardzo ważne jest to, że podzieliła się z Tobą swoimi odczuciami. To znak, że jest otwarta na rozmowę i zależy jej byś dobrze ją zrozumiał. Wiem, że to może być dla Ciebie trudne, by dać jej przestrzeń, bo słyszę, że Ci na niej zależy i boisz się, że ją stracisz. Możesz jej powiedzieć, że jesteś obok i gdy tylko poczuje się gotowa, możecie o tym porozmawiać. Pozdrawiam Cię serdecznie,

 

Justyna Bejmert

Psycholog

Urszula Małek

Urszula Małek

Czytam w Twojej wiadomości troskę, miłość i niepewność. To, co się pojawiło u niej po bliskości, nie świadczy o braku uczucia, tylko o tym, że jej ciało i emocje reagują na dawne doświadczenia. Trauma potrafi wracać nawet wtedy, gdy jest bezpiecznie i dobrze. Twoja rola nie polega na „naprawianiu” jej, lecz na byciu obecnym, uważnym i respektowaniu jej tempa. Możesz z nią rozmawiać o tym, czego potrzebujesz Ty i czego potrzebuje ona, bez presji, bez przymusu bliskości. Zaufaj temu, że proces, który ona przechodzi w terapii, jest ważny. Daj przestrzeń i jednocześnie pozostań w kontakcie. Relacja buduje się też w ciszy, cierpliwości i w tym, że oboje możecie mieć swoje granice i swoje tempo. Jeśli poczujesz, że w Tobie gromadzi się lęk czy napięcie, Ty także możesz poszukać wsparcia -bliskość dwóch osób jest silniejsza, kiedy każda z nich ma oparcie w sobie.

Monika Bała

Monika Bała

Dzień dobry,
to bardzo poruszające, ile w Panu troski—po przemocy najważniejsze są bezpieczeństwo, przewidywalność i czas. Nawroty lęku po pierwszej bliskości są częste i nie oznaczają końca relacji. 
Można jasno zasugerować partnerce, że tempo i granice partnerki są nadrzędne i że bliskość nie musi oznaczać seksu. Pomocne jest umówienie prostego „kontraktu bezpieczeństwa”: Pan pyta o każdy dotyk - partnerka ma ster, a każde „stop” jest natychmiast respektowane. 
Na jakiś czas można oprzeć więź na bezpiecznych formach bycia razem (spacer, film, rozmowa), a dotyk wyłącznie z jej inicjatywy, krótki, z umówionymi sygnałami. 
Warto też ustalić, czy i ile chce rozmawiać z Panem o traumie, a Pan niech zadba o siebie—krótka konsultacja psychoterapeutyczna dla Pana może pomóc udźwignąć bezradność i nie przerzucać ciężaru na partnerkę. 
Celem nie jest „powrót do normy”, tylko stworzenie nowej, wspólnej normy opartej na jej tempie i Pana cierpliwości. Gdyby pojawiły się flashbacki lub panika, proszę spokojnie to nazwać, ograniczyć bodźce, ciepło i ze wsparciem towarzyszyć obok  i zachęcić do kontaktu z psychoterapeutą.
 

Pozdrawiam serdecznie, Monika Bała

psychoterapeuta in spe, psycholog, psychotraumatolog

Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

 

to, co Pan opisuje, pokazuje, że bardzo troszczy się Pan o swoją partnerkę i chce podejść do tej sytuacji z empatią i zrozumieniem. To ogromnie ważne i świadczy o Pana dojrzałości emocjonalnej.

 

Sytuacja doświadczenia przemocy seksualnej jest niezwykle trudna i złożona. To naturalne, że po takim doświadczeniu u osoby skrzywdzonej mogą wracać reakcje lęku, poczucia winy czy wstydu, nawet jeśli kontakt seksualny z Panem był chciany i pełen zaufania. To nie znaczy, że coś „poszło źle” między Wami. To raczej reakcja ciała i emocji na wcześniejsze doświadczenia, które bywają głęboko zapisane w pamięci emocjonalnej. W psychice Pana partnerki mogły uruchomić się wspomnienia i emocje związane z dawnym bólem. To mechanizm obronny, który ma ją chronić przed kolejnym zranieniem, mimo że jest on często nieświadomy.

 

Istotnym jest, aby dać partnerce czas i przestrzeń. Może Pan pokazywać, że jest obecny i gotów ją wspierać, niezależnie od jej nieświadomych reakcji. Dla osoby po traumie poczucie bezpieczeństwa jest fundamentem.

 

To, że partnerka chwilowo się odsunęła, nie znaczy, że Pana nie kocha. Ona walczy z emocjami, które mogą nie mieć z Panem nic wspólnego. Bardzo dobrym znakiem jest to, że partnerka już jest w trakcie terapii, która wykazuje pozytywny wpływ na nią. Zatem wsparcie z Pana strony może polegać na akceptacji, zrozumieniu i byciu obecnym.

 

Pana niepokój i poczucie bezsilności w tej sytuacji są zupełnie naturalne, jednak jeśli stawałyby się zbyt przytłaczające, warto byłoby znaleźć osobę (np. psychologa), z którą może je Pan omówić, chociażby jednorazowo w ramach wentylowania emocji.

 

Warto też zwrócić uwagę na to, że proces dochodzenia do siebie po traumie nie jest liniowy. Bywają nawroty, jak i momenty ulgi. Jednak jeśli oboje państwo będziecie w tym procesie obecni, szczerzy i wspierający, istnieje duża szansa, aby wasza relacja nie tylko przetrwała, ale także stała się silniejsza, głębsza i bardziej dojrzała.

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego, co najlepsze

Klaudia Dynur

Psycholog i seksuolog w trakcie szkolenia

Paulina Habuda

Paulina Habuda

Dzień dobry, 

 

Bycie ofiarą wykorzystania seksualnego jest jedną z najcięższych traum, z jakimi może się mierzyć człowiek. To naprawdę bardzo dobrze, że Twoja dziewczyna uzyskała profesjonalną pomoc, która jej służy. 

Jak już zostało wspomniane w innych odpowiedziach, leczenie następstw traum - czyli na ogół PTSD lub C - PTSD - jest długotrwałe i indywidualne. Tzn. trudno z góry założyć jak długo osoba będzie potrzebowała się leczyć. 

U osób, które przeżyły traumatyczne wydarzenie, może pojawić się trigger - czyli jakiś bodziec, przypominający o tym wydarzeniu. I tak też mogło być w przypadku Twojej dziewczyny. Natomiast pamiętaj, że nie jest to Twoja wina. A odpowiadając na pytanie, co masz zrobić - dokładnie to co robisz teraz :). Wspierać, nie naciskać, empatyzować. 

Zdaję sobie sprawę, że dla Ciebie to też może być trudne - wiedzieć, że bliska osoba cierpi, być może nie zawsze wszystko rozumieć. I to jest normalne. Zawsze możesz skonsultować się ze specjalistą w dziedzinie zdrowia psychicznego, żeby po prostu się wygadać i dowiedzieć, jak jeszcze możesz wesprzeć dziewczynę.

 

Pozdrawiam,

Paulina Habuda

Psycholog

Renata Niemczynowicz

Renata Niemczynowicz

Drogi Maćku,

 

Z Twojego postu wynika, że martwisz się o swoją partnerkę i chciałbyś jej pomóc. Myślę, że to dobrze, że jest zaopiekowana w terapii, traumy o podłożu seksualnym zazwyczaj wymagają długiej pracy terapeutycznej. To, co mógłbyś dla niej zrobić, to zadbać o siebie tak, abyście wspólnie mogli budować trwałą relację. Rozważ konsultacje u psychoterapeuty, w ramach takich konsultacji mógłbyś się przyjrzeć bliżej swojemu funkcjonowaniu w relacjach i, jeśli zdecydowałbyś się podjąć terapii, popracować nad tymi kwestiami, które wspólnie ze specjalistą uznacie za ważne.

Jestem pewna, że znajdziesz w Warszawie psychoterapeutkę lub psychoterapeutę, z którym mógłbyś się podjąć tego zadania.

Trzymam kciuki!

Zobacz podobne

Przemocowy partner, a ja nie potrafię odejść..
Dzień dobry, Postaram się po krotce opisać mój problem. Jestem kobietą, panna, 34 lata, obecnie w 7 miesiącu ciąży. Ojciec dziecka jest w wieku 39 lat, rozwodnik. Pomimo prawie 5 - letniej znajomości z ojcem dziecka nigdy nie zamieszkałam w jego domu ( natomiast pomieszkiwałam tam kilka dni, tydz czy dwa tyg) Mój partner wkrótce po wiadomości, że zostanie ojcem bardzo się ucieszył i oświadczył się. Przyjęłam oświadczyny, natomiast z ogromnymi wątpliwościami... Z tyłu głowy krążyły myśli, że to toksyczny związek. Ze strony mojego partnera często dochodziło do zdrady emocjonalnej a uważam, że również i fizycznej. Częste nakrywanie partnera na flirtowaniu, erotycznych rozmowach z innymi kobietami spowodowało u mnie samej "dziwne" zachowania (tj. przeglądanie telefonu partnera, próby włamania się na jego konta społecznościowe, zakładanie podsłuchów w jego domu, GPSów a nawet i śledzenie) Mimo podsłuchów i jasnych dowodów na to, że partner mnie okłamuje (flirtował z kobietami a nawet podejrzewam, że zdradził mnie fizycznie) po każdej tego typu "awanturze" po jakimś czasie znów wracałam, po prostu nie umiałam z tego związku raz na zawsze odejść. Nie wiem czy partner tak dobrze mną manipuluje czy sama jestem aż tak naiwna (może strach przed samotnoscią, może naiwnosc, że ten kryzys w związku minie i wszystko się wkoncu ułoży ). Przy partnerze zaczęłam dużo pić alkoholu. Po części tłumiłam w ten sposób jego zachowania... (partner nie akceptował odmowy, jeśli chodzi o współżycie) Byłam wychowywana w wartościach katolickich i do tej pory wyznawałam dosyć mało popularną w tych czasach zasadę - czystości do ślubu. Jednakże marzyłam już o założeniu wlasnej rodziny. Mój partner twierdził, że marzy o tym samym. Pomimo, że już od początku związku pojawiały się "Red flagi" to po rozstaniu i tak wracaliśmy do siebie. Czerwone flagi mam na myśli tu sytuacje, w których partner nawet potrafił podnieść na mnie rękę. Najczęściej działo się to w kłótniach, ale również, gdy był pod wpływem alkoholu, a ja nie chciałam współżyć. Później starałam się już nie odmawiać współżycia (po części czując, że i tak fizycznie nie wygram a po części wierząc jego słowom, że coś ze mną musi być nie tak, skoro nie chce się z nim kochać.) Praktycznie nie było z jego strony spotkań, w których ten człowiek nie dążył by do jednego... W święto Wielkiej Nocy poprosiłam go, aby raz jedyny w roku uszanował moją decyzję (byłam wtedy po spowiedzi i po prostu chciałam przystąpić choć ten jeden dzień w roku do komunii) Poprosiłam go o wyrozumiałość tej jednej nocy. Zachował się w ogóle jakby mnie nie słuchał. Z tego wszystkiego coraz więcej piłam alkoholu. Podczas jednej z kłótni, w której oboje mieliśmy sporo wypite, znalazł w mojej torebce GPS, w szarpaninie uderzył mnie główką w twarz i złamał nos. Złamanie bez przemieszczenia. Mówił, że nie chcący. Wybaczyłam a nawet uwierzyłam, w jego historię, że sama sobie to zrobiłam. Tylko po pewnym czasie, w którym kolejny raz włamałam się do jego tel. i odkryłam m.in. jego romans z mężatką, a także zdanie, które pisał do swojego przyjaciela, "że przypier...ił WSI z główki" (WSI - tak mnie nazywał w rozmowach ze swoim kolegą) Pomimo tego całego zajścia nadal z nim byłam. Winę za tę sytuację i inne zwalałam na alkohol. Do momentu, w którym doszło do kłótni bez kropli alkoholu. Miał zaproszonych gości na grilla. Poklocilismy się, bo nie chciałam zostać u niego i pomóc mu w przygotowaniach. W zdenerwowaniu podszedł wtedy i uderzył mnie pięścią w brzuch. Upadłam na podłogę (ale nie wiem już sama czy z bólu czy z szoku ) zaczęłam płakać, i krzyczeć, że chce to zakończyć, odejść raz na zawsze, wtedy jeszcze chwilę złapał mnie za włosy i kiedy widział że się naprawdę boje uspokoił się i zaczął przepraszać. Kazał mi się ogarnąć, bo za chwilę mają być goście. Gdy przyjechali goście z którymi wcześniej już mieliśmy umówiony wyjazd na wakacje, zadawał mi przy nich pytania (głównie czy nie zrezygnuje) z wyjazdu z których cieszyły się przede wszystkim ich dzieci. Wtedy własnych jeszcze nie mieliśmy. Zgodziłam się przy wszystkich że pojadę (pomimo że miałam w głowie tą calą sytuację która miała miejsce chwilę wcześniej) Oczywiście potrafiliśmy też miło spędzać (czas bez kłótni). Było mnóstwo dobrych chwil, które wspominam dobrze. Wspólnie pracowaliśmy na działce, wspólnie sprzątaliśmy, wspólne zakupy, wspólny wypoczynek, nawet do kościoła potrafiliśmy razem pójść. Takich chwil było sporo. Partner mówił, że " wspólne dziecko by wszystko zmieniło na lepsze " Zaczął się leczyć na bezplodność (mieliśmy podejrzenia, że nie może mieć dzieci), również i mnie zabierał do kliniki. Miałam wtedy trudny okres w pracy, on zresztą też, no i chciałam mieć już dziecko (wszyscy na około straszyli, że to "ostatni gwizdek") I po krótkim czasie od jego leczenia okazało się, że zaszłam w ciążę. Bardzo się ucieszył. W walentynki się oświadczył. I namawiał do wspólnego zamieszkania, namawia do dzis. Nie przeprowadziłam się ale spędzałam u niego coraz więcej czasu. Jednego dnia nie wytrzymałam. Nakrzyczał na mnie, że zrobiłam mu kanapkę nie z tym co chciał. Uderzył wtedy piescią w stół i poszedł po tel aby zrobić zdjęcie tej kanapki i wysłać swojemu koledze. A wieczorem gdy nie chciałam się kochać faktycznie którąś noc z rzędu (to był 3 miesiąc ciąży) wkurzył się, zaczął mówić że "nie dziwi się, że inni zdradzają żony", " że gdyby nie dziecko dawno by mnie zdradził" Przepłakałam wtedy całą noc a on spał jak gdyby nic. Ale chyba wtedy coś we mnie pękło... na drugi dzień wstał jakby nigdy nic, powiedział abym się nie obrażała. Ale wracając tego dnia do domu miałam mętlik w głowie. Strach przed przyszloscią. Zbliżały się święta Wielkiej Nocy, wybrałam się do spowiedzi i może trochę za namową księdza zerwałam wtedy zaręczyny. Powodem tej decyzji było też nie unieważnione poprzednie jego malzenstwo. Nie miałabym o to pretensji, gdyby nie to, że sam od początku znajomości obiecywał mi, że zrobi z tym "porządek.", ureguluje swoją przeszłość. Wiedział, że mi na tym zależy. W tym celu namawiał mnie na dziecko, że łatwiej uzyska stwierdzenie nieważności poprzedniego malzenstwa. Ale zajściu z ciążę powiedział że jednak zmienił zdanie i tego nie zrobi, mam się z tym pogodzic. Od tamtej pory prawie się z nim nie widuje. Najczęściej na badaniach USG na których on sam chce być obecny i ewentualnych jakiś jego prośbach typu (czy zawiozę go do lekarza na zabieg kolana bo akurat wszystkim innym osobą z jego rodziny czy znajomych nie pasuje) Dałam się też namówić na wspólne Przyjęciny I Komunii Św. córki jego kuzyna na które z nim poszłam. Ale w dalszym ciągu z nim nie zamieszkałam. Mam bardzo duży mętlik w głowie. On cały czas nalega na przeprowadzkę do niego. Natomiast ja zatrzymałam się u swoich rodziców. Od kilku miesięcy proponowałam mu wspólna terapię (jeśli mam zamieszkać z nim na stałe) ale on nie chciał nawet o tym słyszeć. Jedynie napisał (bo kontakt mamy od kilku miesiecy głównie sms-owy), że " jeśli z nim zamieszkam i uznam że terapia jest nadal potrzebna to pójdziemy na nią " Nie wiem na ile jest w tych słowach prawdy. Jestem w 7 miesiącu ciąży a nie mam nawet pokoiku dla dziecka. Poprostu nie wiem czy tak jak on mówi najlepszym miejscem będzie jego dom (bo tylko wtedy stworzymy dziecku pelną rodzinę) czy powinnam mimo wszystko przygotować pokoik w domu u swoich rodziców (ale wtedy wg niego ja rozbijam naszą rodzinę) Sama nie wiem jakie jest najlepsze wyjście z tej całej sytuacji... Po prostu z tyłu głowy mam ciągle te kilka sytuacji, w których przekroczył pewną granicę w kłótni. A poza tym ciągle podejrzewam, że będzie mnie zdradzał. On każe mi nie wracać do przeszłości tylko iść do przodu. Nie rozmyślać o tym co było, tylko skupić się na przyszłości dla dobra dziecka. Tylko nie umiem o tym nie myśleć...
Jak poradzić sobie z złością na byłego partnerki w obecnym związku?
Tworzymy z Partnerką, od niemal roku, związek. Jesteśmy oboje po różnych przejściach i widzimy w sobie nawzajem przyszłość. Planujemy zaręczyny. W mojej ocenie jesteśmy w dojrzałym związku, świadomi swoich uczuć. Partnerka była przez około 10 lat w związku z księdzem. Poznali się kiedy Kasia miała 22 lata i była w nieudanym związku w którym jej potrzeby emocjonalne nie były zaspokajane. Piotrek (ksiądz) jest od niej o 8 lat starszy. Kochali się, spędzali razem czas. Kasia planowała z nim wyjazd i założenie rodziny. Bardzo chciała mieć dzieci. On obiecywał jej odejście ze stanu duchownego i wspólne życie. I tak przez 10 lat. Koniec końców rozeszli się bo okazało się, że to były tylko puste obietnice. W tym czasie ten człowiek zaspokajał różne swojego potrzeby - od seksu, po unikanie samotności itepe. . W moim odczuciu - perfidnie ją wykorzystywał żeby zaspokajać różne swoje potrzeby i nie zostać samemu. Przez 10 lat Kasia nie miała normalnego życia. Musiała ukrywać związek, nie uczestniczyła w pełni w życiu towarzyskim wraz ze znajomymi, na wesela koleżanek chodziła sama, nie mogła publicznie spędzać czasu z osobą którą kochała, nie miała normalnego życia, normalnego związku. Podejrzewam, też że żyła w niewyobrażalnym stresie wyklęcia przez rodzinę i wspólnotę. Wiadomo, że to zawsze kobieta jest winna bo to ona uwiodła księdza. Dodatkowo Piotrek jest znajomym rodziny. Po zakończeniu związku zaczęła wchodzi w płytkie relacje oparte wyłącznie o seks, nie żałowała sobie przygodnych znajomości, które z relacjami nie miały nic wspólnego. Rozstali się mniej więcej 10 lat lat temu. Ten człowiek w dalszym ciągu jest obecny w jej życiu. Pomaga jej od czasu do czasu w różnych "męskich" sprawach. Odkąd się pojawiłem ta obecność jest na pewno mniejsza ale w dalszym ciągu jest. Mają mniej lub bardziej systematyczny kontakt. Kasia twierdzi, że temat jest wyczyszczony - ona zdaje sobie sprawę z krzywdy jaką wyrządził jej Piotrek, on podobno też, ona mu wybaczyła, przeżyła stratę tych lat i być może szansy na potomstwo(jesteśmy oboje w okolicach 40stki), przepłakała morze łez i chce iść przez życie dalej nie rozpamiętując tych straconych lat. Zaznaczę, że z tego co mówiła, nigdy nie poczuła do tego człowieka złości. Odkąd się dowiedziałem o całej sytuacji, nie mogę sobie poradzić ze złością na tego człowieka i z faktem, że Kasia nie potrafi wyrzucić go ze swojego życia (jest jej trochę wygodnie jak Piotrek pomaga w różnych rzeczach). Ten człowiek powinien nie dopuścić w ogóle do takiej sytuacji. Powinien pójśc po pomoc kiedy to się w ogóle zaczęło ale zamiast tego przez 10 lat mamił ją obietnicami wspólnego życia perfidnie ją wykorzystując i zabierając kolejne lata życia. Rok po roku. Miesiąc po miesiącu. Tydzień po tygodniu. Wiem, że już go nie kocha, ma wyłącznie sentyment. On jest jej jedynym męskim, bliskim znajomym. Nie potrafię sobie tylko poradzić ze świadomością tej ogromnej krzywdy i z faktem, że Kasia w dalszym ciągu utrzymuje z nim kontakt. Rozumiem, że ciężko jej będzie wyrzucić go z życia zupełnie bo mogą zacząć się pojawiać pytania ze strony rodziny na które ciężko będzie odpowiedzieć. Ona nigdy z nikim o tym nie rozmawiała. Nie miała z kim porozmawiać o związku z nim kiedy w nim była, kiedy przeżywała żałobę – przeżywała ją w absolutnej samotności. Miała kiedyś podejście do terapii – poszła na jedno spotkanie, twierdzi, że z ciekawości ale niestety nie zaiskrzyło między nią a terapeutką. Nie wiem czy to z ciekawości czy podświadomość podpowiadała jej że to może jej pomóc. Nie wiem jak mam sobie poradzić z poczuciem tej krzywdy i ze złością na tego człowieka. Mam jej w sobie niewyobrażalne ilośći. To nie jest moja krzywda ale czuję jakby Piotrek wyrządził ją również mi. Nie wiem czy Kasia faktycznie przerobiła w sobie ten związek i te stracone lata. Nie wiem czy da się to zrobić w samotności. Nie rozumiem faktu że ten człowiek jest nadal obecny w jej życiu. Chciałbym być pewien, że z tego wyszła i temat jest faktycznie jest zamknięty ale obecność Piotrka, w moim odczuciu, temu przeczy. Myślałem już o terapii par i sygnalizowałem to Kasi. Jest z jej strony zgoda. Zastanawiam się tylko od czego mielibyśmy zacząć pierwsze konsultacje. Być może to tylko ja mam problem – ze złością i poczuciem krzywdy. Będę zobowiązany za jakieś wskazówki.
Czy to choroba psychiczna, jak człowiek boi się własnych myśli i zachowań?
Czy to choroba psychiczna, jak człowiek boi się własnych myśli i zachowań?
Jak przestać porównywać się do byłych partnerek mojego partnera i odzyskać pewność siebie?
Dzień dobry ,
 Jestem w fajnym, zdrowym związku od roku, wszystko między nami układa się super. Ale mam problem, który trochę mnie męczy — ciągle porównuję się do byłych dziewczyn mojego partnera 😔. Miałam tak samo w poprzedniej relacji, więc wiem, że to coś, co siedzi we mnie głębiej. Myślę, że w dużej mierze wynika to z dzieciństwa — byłam często porównywana, zawsze ktoś był „lepszy”, a moja mama bardzo zwracała uwagę na wygląd — swój i mój. Od dziecka słyszałam, że mam nie jeść tyle, że „znowu przytyłam”, chociaż nigdy nie byłam gruba. I tak jakoś ten wygląd zaczął się dla mnie równać z poczuciem własnej wartości. Teraz, mimo że mój partner od początku powtarza, że jestem dla niego idealna i nic by we mnie nie zmienił , ja wciąż potrafię się umniejszać, porównywać, szukać w byłych tego, co „lepsze”. Co najgorsze – na początku, zanim byliśmy razem, ich zdjęcia nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Dopiero, gdy doszły emocje, zaczęłam się w to wkręcać i dopatrywać, co mają lepszego ode mnie, szczególnie jeśli chodzi o wygląd. Wiem, że to bez sensu – przecież on jest ze mną, a nie z nimi – ale ciężko mi to wyłączyć. Boję się, że przez to nie będę potrafiła w pełni cieszyć się tym, co mam. Nie umiem wyzbyć się tego porównywania i zazdrości wstecznej Proszę o pomoc i rady Pozdrawiam
Przez bycie zastępowaną osobą w relacjach, teraz robię się kłótliwa i zazdrosna, z lęku.
Każda moja przyjaźń/znajomość/związek skończyło się na tym, że zostałam „zastąpiona" kimś innym. Zastanawiam się czy to jest wina moja, czy po prostu ludzi, którymi się otaczam. Niestety wpłynęło to tak na mnie, że aktualnie, gdy widzę, że osoba mi bliska zaczyna pisać z inną osobą to zaczynam być zazdrosna i kłótliwa, przez co sytuacja się pogarsza i zostaje uznana za osobę toksyczną, mimo iż naprawdę nie zależy mi na tym.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.