Wstecz

Jak uwierzyć w siebie po traumach z dzieciństwa i zbudować pewność siebie?

Deeply sad

Jestem już po 30. Mężczyzna. Od wieku licealnego towarzyszy mi silne poczucie bycia gorszym od innych. Myślę, że jest to rezultat kumulacji kilku traum: śmierci ojca, gdy byłem jeszcze małym, ale już świadomym chłopcem, traumy odrzucenia ze strony płci przeciwnej i ogólnej wrażliwości i słabej psychiki. Jestem wycofany, mam skłonności do izolacji i co najgorsze odpuszczam wyznaczanie sobie nowych celów, bo z góry zakładam, że na pewno mi się nie uda. To nie lenistwo, to czarnowidztwo i strach. W każdej nowej pracy jestem sparaliżowany stresem. Jak uwierzyć w siebie, na czym zbudować swoją osobowość? Nie czuję, że kiedykolwiek miałem jakikolwiek punkt zaczepienia, coś o czym wiedziałbym, że idzie mi dobrze.

To, co opisujesz niezwykle mnie porusza. Poczucie bycia gorszym, samotność i brak wiary w siebie może wynikać z długotrwałych doświadczeń braku akceptacji i wsparcia. Odrzucenie, którego doświadczasz od najmłodszych lat mogło przyczynić się do takiego obrazu siebie. Kiedy wokół brakowało relacji, które dawałyby Ci poczucie przynależności, zaufania i uznania, naturalne było, że zacząłeś wycofywać się z kontaktów. A im mniej relacji, tym więcej przestrzeni dla wewnętrznego krytyka, który mówi: „nie zasługuję”, „jestem gorszy”, „nikt mnie nie polubi”.
 

Z takim przekonaniem trudno wyznaczać cele, bo każda próba może wydawać się skazana na porażkę. Twoja wrażliwość nie jest słabością, ale może być Ci trudno przekształcić ją w twórcze działanie, bo brakuje wystarczająco dużo miejsca, żeby zrobić to bez poczucia wstydu. 

 

Być może nie chodzi teraz o wielką zmianę, ale o to, żeby zacząć zauważać, że nie wszystko, co o sobie myślisz, musi być prawdą. Krok po kroku przyglądać się sobie i swoim "małym sukcesom". 

Pozdrawiam, 
Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Zdjęcie Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Psycholog
348 odpowiedzi na forum

Dzień dobry,

 

To, co Pan opisuje, wskazuje na głęboko zakorzenione poczucie niskiej wartości, które mogło powstać jako reakcja na doświadczenia straty, odrzucenia i chronicznego napięcia. To nie jest słabość, lecz reakcja psychiki próbującej się bronić przed kolejnym bólem.

 

Zbudowanie siebie od nowa nie oznacza nagłego przekształcenia osobowości, ale raczej stopniowe odzyskiwanie zaufania do własnych odczuć, myśli i decyzji. Jednym z najważniejszych kroków będzie przyjrzenie się swoim przekonaniom np. „na pewno mi się nie uda”  i praca nad ich przeformułowaniem w coś bardziej wspierającego. Może w tym pomóc profesjonalne wsparcie psychologa lub psychoterapeuty.

 

Odnalezienie „punktu zaczepienia” często nie polega na odkryciu jednej wybitnej umiejętności, ale na zauważeniu w sobie choćby drobnych przejawów wytrwałości, empatii czy odwagi - jak choćby to, że mimo lęku i zniechęcenia Pan nadal szuka pomocy i stawia pytania. To już jest akt odwagi.

 

Warto powoli odbudowywać kontakt ze sobą przez małe działania: zapisanie myśli, ruch, nowe doświadczenia, które nie muszą być spektakularne, ale mogą być „Pana”.

 

Trzymam kciuki,

Justyna Bejmert

Psycholog

Dziękuję Ci za to, że podzieliłeś się tak szczerze. To, co napisałeś, pokazuje ogromną samoświadomość i wrażliwość – to naprawdę wartościowe cechy, nawet jeśli dziś wydają się obciążeniem.

Najpierw – nie jesteś sam

Twoje doświadczenia – strata, odrzucenie, nadwrażliwość, lęk przed porażką – to nie są cechy "słabej psychiki", tylko ślady tego, przez co przeszedłeś. To naturalne, że po takich przejściach trudno zbudować poczucie własnej wartości. Ale to nie znaczy, że ono się nie da odbudować – tylko że nigdy nie dano Ci do tego warunków.

Co możesz zrobić, krok po kroku:

1. Zacznij od akceptacji, że to nie Twoja wina

To, co się z Tobą dzieje – to efekt tego, jak świat Cię potraktował. Poczucie gorszości nie wzięło się z niczego. To nie Ty jesteś popsuty, tylko Twoja historia zostawiła w Tobie zbyt wiele ciężaru.

2. Samoświadomość to już początek zmiany

To, że to widzisz, że to czujesz i potrafisz o tym pisać – to naprawdę dużo. Nie każdy to potrafi. To może być punkt zaczepienia, którego szukasz: Twoja zdolność do refleksji, uczciwości wobec siebie, wrażliwości.

3. Warto rozważyć psychoterapię

Nie dlatego, że „coś z Tobą nie tak”, ale dlatego, że masz prawo odzyskać siebie. Taki proces może pomóc Ci zbudować to, czego nikt wcześniej nie pomógł Ci stworzyć: zdrowe, stabilne poczucie własnej wartości.

4. Zacznij od bardzo małych kroków

Nie od "wiary w siebie", ale np. od codziennego zapisywania jednej rzeczy, którą zrobiłeś mimo niepewności. Lub jednej myśli, którą zauważyłeś i nie pozwoliłeś jej przejąć kontroli. Zmiana zaczyna się od mikro zwycięstw, nie od wielkich deklaracji.

 

Pozdrawiam,

Olga Żuk

Zdjęcie Monika Marszałek

Monika Marszałek

Psycholożka
30 odpowiedzi na forum

Dzień dobry,

 

To, co Pan opisuje, jest bardzo poruszające i z pewnością na co dzień bardzo obciążające. Poczucie gorszości, wycofania i braku wiary w siebie może być ogromną barierą w codziennym funkcjonowaniu, a tym bardziej w podejmowaniu nowych wyzwań.

 

Z Pana opisu można wywnioskować, że funkcjonuje Pan w oparciu o trudne doświadczenia z przeszłości — takie jak strata ojca, poczucie odrzucenia czy brak wsparcia emocjonalnego — które mogły przyczynić się do ukształtowania niewspierających przekonań na swój temat. To nie jest lenistwo, to naturalna reakcja organizmu na wieloletnie funkcjonowanie w stresie, napięciu i braku poczucia bezpieczeństwa.

 

Bardzo ważne jest, że Pan to zauważa i że potrafi Pan nazwać, z czym się Pan mierzy. To już pierwszy krok w stronę zmiany.

 

W takich sytuacjach ogromną pomocą może być praca z psychologiem lub psychoterapeutą, który pomoże Panu:
– zrozumieć, skąd biorą się Pana przekonania o sobie,
– zbudować nową, bardziej wspierającą narrację o sobie,
– odzyskać kontakt z własnymi zasobami i wartościami,
– nauczyć się rozpoznawać i regulować emocje, takie jak lęk i zniechęcenie.

 

Warto też pamiętać, że osobowość i sposób myślenia można kształtować – nie jest to coś raz na zawsze dane. A skoro teraz, mimo lęku, frustracji i zniechęcenia, szuka Pan pomocy i zadaje sobie ważne pytania, to znaczy, że ma Pan w sobie siłę i motywację do zmiany.

 

Jeśli ma Pan taką możliwość, zachęcam do kontaktu z psychologiem – nawet w ramach pierwszej konsultacji, która pomoże określić kierunek dalszych kroków.

 

Z serdecznym wsparciem,

Monika Marszałek

psycholog, coach kryzysowy

Zdjęcie Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Psycholożka
586 odpowiedzi na forum

Drogi Deeply sad,

 

namnożenie się wspomnianych trudności w Twoim życiu wymaga przepracowania każdej z nich pojedynczo z odpowiednim specjalistą. Zdecydowanie widzę tutaj potrzebę spotkań z psychologiem, ponieważ musi poprowadzić Cię osoba, która posiada fachową wiedzę. Trzymam za Ciebie kciuki! :)

 

Pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Dzień dobry, 

dziękuję za podzielenie się tak otwartym opisem swoich uczuć.  Poczucie bycia gorszym, wycofanie i strach to bardzo konkretne konsekwencje bolesnych przeżyć.

Na pytanie, jak uwierzyć w siebie i zbudować swoją osobowość, nie ma prostej, uniwersalnej odpowiedzi. Jest to proces, który wymaga czasu, cierpliwości i przede wszystkim wsparcia. Nie da się "uwierzyć w siebie" na siłę, bez zbadania, co leży u podstaw braku tej wiary.

W takiej sytuacji szczególnie cenne może być skorzystanie z pomocy psychologa. Na konsultacjach, w bezpiecznej przestrzeni gabinetu, mógłby Pan przyjrzeć się swoim doświadczeniom i stopniowo budować nowe, pozytywne przekonania na swój temat.


 

Z wyrazami szacunku,
Psycholożka Ola Fikus 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z przywiązaniem do toksycznej byłej partnerki po 7‑letnim związku i rozstaniu
Dzień dobry, zmagam się z bardzo silnym przywiązaniem emocjonalnym do byłej partnerki była moją pierwszą miłością. Byliśmy razem 7 lat. W trakcie związku znosiłem wiele trudnych sytuacji: szantaż emocjonalny, grożenie samobójstwem, przedstawianie mnie jako złej osoby przed innymi ludźmi. Na końcu zostałem też oszukany i zdradzony. Od rozstania minęło już 8 miesięcy, ale myśli o niej wracają praktycznie codziennie. Kilka dni temu przypadkowo się spotkaliśmy chwilę porozmawialiśmy, a później wymieniliśmy się dłuższymi wiadomościami SMS od tego momentu mysli wrociły z podwójną silą. Zapewniała mnie, że się zmieniła i że chce o mnie walczyć lecz jasno powiedziałem że ma mnie zostawić w spokoju Ja nie chcę ponownie przechodzić przez to wszystko, co było wcześniej. Problem w tym, że mimo tej świadomości, myśli o niej nie dają mi spokoju i bardzo mnie to męczy, a wręcz niszczy psychicznie. Dodatkowo przez ten związek straciłem znajomych i obecnie nie mam wokół siebie ludzi. Nie mam też motywacji ani ochoty na nic, żeby czymś zająć głowę. Jak sobie poradzić z takim przywiązaniem i powracającymi myślami?
11 odpowiedzi
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
3 odpowiedzi
Mam problemy psychiczne. W domu wszyscy o tym wiedzą jednak nie chcą mi pomóc.
Mam problemy psychiczne. W domu wszyscy o tym wiedzą jednak nie chcą mi pomóc. Wiele razy mówiłem że się powieszę oni po prostu nic z tym nie robią żeby mi pomóc. Kiedyś powiedziałem że się powieszę to moja matka powiedziała że to nie jest rozwiązanie. Jadę samochodem ludzie się na mnie patrzą, śmieją się ze mnie ponieważ mam prawie 30 lat a młodo wyglądam. Pije dzień w dzień alkohol pracuje nie mogę przestać pić. Zrobiłem ostatnio dzień przerwy to nie mogłem spać. Pracuje na nocki . Dziennie śpię max po 4.5 godziny . Jeżeli jestem w pracy, jestem zajęty i nie mam takich myśli. Jednak jeśli nie mam zajęcia, jestem w domu to mam myśli samobójcze. Myślę że jestem nikim. Tylko trzyma mnie siostry dziecko które bardzo kocham. Pewnie gdyby nie on to bym już dawno nie żył. Kiedyś jak piłem miałem cały czas codziennie myśli samobójcze . Pojechałem do pracy wziąłem wolne i spałem w samochodzie bo chciałem sobie zrobić krzywdę. Wstydzę się iść do psychologa ponieważ jestem wrażliwym człowiekiem ale boje się że w końcu sobie zrobię krzywdę. Proszę o jakąś pomoc co mam dalej robić?
1 odpowiedź
Porzucenie przez narzeczonego a jego możliwy kryzys emocjonalny - jak zrozumieć i radzić sobie?

Mam problem. Rozstałam się nagle z narzeczonym – w sumie to on mnie porzucił. Najpierw stwierdził, że chyba ma depresję. Gdy chciałam, żeby porozmawiał ze mną, nie chciał, a zamiast tego wysłał mi filmik z osobą, która mówiła, że jest ciągle smutna.

Do mojej mamy napisał, że czuje się dobrze sam ze sobą i że odczuwa brak radości z życia. Nagle przestał chcieć wsparcia. Zrobiliśmy oficjalne pożegnanie. A teraz mamy kontakt i nawet z jego strony pojawia się chęć spotkań.

Kiedy powiedziałam, że jest to dla mnie niezrozumiałe – skoro twierdzi, że chce być sam – i uznałam, że moje życie go nie interesuje, stwierdził, że nic go nie interesuje. Zaczęliśmy pisać i zapytałam go, czy jest szczęśliwy. Odpowiedział, że tak, że chce być całe życie sam. Gdy zapytałam o możliwość ponownego związku ze mną w przyszłości, powiedział, że tego nie widzi i że w ogóle niczego nie widzi.

Powiedziałam mu, że czuję się oszukana – że to, co pisał do mojej mamy, okazało się nieprawdą. Odpowiedział, że to nie jest nieprawda, ale nie chce o tym pisać.

Wiem, że muszę zadbać o siebie i staram się to robić, ale chciałabym zrozumieć, czy takie zachowania są normalne u osób przeżywających kryzys.

6 odpowiedzi
Mąż i rodzina uważają mnie za leniwą i roztargnioną. Często nie panuję nad emocjami czy słowami. Czy możliwe, że mam ADHD?
Co mam zrobić, nie mam pojęcia. Ludzie za mną nie przepadają, bo czasami nie panuję nad emocjami lub słowami. Potrafię kogoś nieświadomie urazić. Dodatkowo wszyscy uważają, że jestem leniwa i nieudacznik. Nawet ostatnio usłyszałam od męża, że przez to, że ciągle coś po mnie naprawia i za mnie czasami myśli oraz nie wie co jeszcze nieświadomie odwalę. Więc przez to zaczął pić. Moi rodzice też uważają mnie za leniwą, a nawet teść. Jedynie dla dzieci jestem najlepszą mamą na świecie. Czasami jak się kłócę z mężem lub kimś o moim zachowaniu przychodzą do mnie myśli, że może wszystkim by było lepiej jakby mnie nie było, a potem uświadamiam sobie, że są osoby, dla których jestem całym światem. Czy naprawdę może być ze mną coś nie tak ? Czy mogę być zepsuta ? Zastanawiałam się parę razy czy nie mam ADHD, jednak musiałabym ukryć, że robię diagnozę w tym kierunku, bo mąż, rodzice i teść uważają takie osoby po prostu za głupie, bo mają żółty papierek.
1 odpowiedź
Związek na odległość a duża różnica zarobków – jak poradzić sobie z zazdrością i poczuciem niższości?
Jakiś czas temu zacząłem tworzyć bliską relację z fantastycznym partnerem. Nasza znajomość zaczęła się od przyjaźni, ale obaj wiedzieliśmy, że łączy nas coś więcej. Ja obecnie mieszkam w powiatowym mieście, mam tutaj stabilną pracę, w której jestem szanowany, zarabiam przeciętnie. Mam własne mieszkanie i aktualnie niemal wszystkie, nieduże oszczędności przeznaczam na nadpłatę kredytu, żeby maksymalnie zmniejszyć obciążenie finansowe. Mój partner mieszka w dużym mieście 300 km ode mnie, ma tam dobrą pracę i wynajmuje mieszkanie. Odległość nie jest problemem - póki co widujemy się co kilka tygodni, mamy do siebie zaufanie i ustaliliśmy, że w miarę rozwoju relacji zastanowimy się, jak to rozwiązać. Problemem jest ogromna dysproporcja finansowa. On ma dobry fach i zarabia prawie 3 razy więcej ode mnie, z realną perspektywą dalszego rozwoju. W mojej branży możliwości rozwoju są ograniczone i choćbym osiągnął wszystko co możliwe (co udaje się nielicznym), nigdy nie osiągnę nawet ⅔ jego obecnych zarobków. On żyje bardzo skromnie i twierdzi, że ta różnica nie ma dla niego żadnego znaczenia. Jednocześnie cały czas sugeruje mi, że chciałby gdzieś ze mną pójść albo pojechać, mimo tego, że kilkukrotnie mówiłem wprost, że mnie aktualnie na to nie stać, a nawet w przyszłości będę potrzebował pieniędzy na budowanie poduszki finansowej a nie na przyjemności. Obecnie wyskoczyły mi pilne duże wydatki i nawet krótki wyjazd do niego jest dla mnie dużym obciążeniem. Twierdzi, że rozumie i nie chce wywierać presji, ale mam wrażenie, że traktuje to jak wymówkę. Na co dzień obraca się w otoczeniu ludzi zarabiających tak jak on lub więcej i mam wrażenie, że przez to żyje w pewnej bańce, porównuje się z bogatszymi od siebie. Ostatecznie dochodzi do tego, że zamiast cieszyć się z fajnej relacji, czuję zazdrość i frustrację, że jemu udało się coś osiągnąć, a ja zawsze będę z tyłu. Co gorsza, próbuje mnie pocieszać, że w przeciwieństwie do mnie on w swojej firmie jest “nikim” albo że niczym się nie różnimy, bo obaj pracujemy. Albo twierdzi, że w ogóle nie zależy mu na pieniądzach i karierze zawodowej i pracuje tam tylko dlatego, że nic innego nie potrafi. To wywołuje we mnie jeszcze większą irytację, kiedy umniejsza swoje sukcesy i chce w ten sposób zrównać się ze mną. Mam wyrzutu sumienia, że zamiast być dla niego wsparciem, jestem zazdrosny i zirytowany. Jednocześnie nie chciałbym, żeby to on finansował nasze wyjazdy, bo chciałbym być jego partnerem, a nie zabawką do dotrzymania towarzystwa. Ta różnica zarobków nie była dla mnie problemem, dopóki nasza relacja nie zaczęła robić się poważna i nie zacząłem myśleć o wspólnej przyszłości. Nie wiem, co mam robić.
6 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: kobieta bezpieczna w progu domu, opiekun z tarczą stoi na straży

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.