Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak wspierać przyjaciółkę z depresją i nie utracić swojej energii?

Mam koleżankę, kilka lat temu miałyśmy depresje w tym samym czasie. Ja już dobrze się czuje, na terapię nie chodzę koło 2 lat, staram się zdrowo odżywiać, oszczędzać, kupuje właśnie mieszkanie, krótko mówić idę dalej. Ona za to mam wrażenie stoi w miejscu. Za pierwszym razem poszła na terapię przez problemy z chłopakiem, z którym jest nadal, a z którym jak sama mówi żyją jakby osobno, chociaż mieszkają razem. Ewidentnie im się nie układa, ale żadne nic z tym nie robi, a są razem ponad 10 lat. I tu mój problem, już dwa lata temu widziałam że ona dalej nie czuje się lepiej, właściwie nigdy nie widziałam poprawy u niej dużej. Nie raz próbowaliśmy rozmawiać z nią na ten temat, na temat jej związku, ale bez rezultatu. Niedawno znowu wrocial na terapię i mówi że ma nawrót depresji - wydaje mi się że po prostu ona trwa dalej, a wtedy do końca się nie wyleczyła. I przez cały ten czas, czyli kilka lat jak się znamy chodzi taka zaslwsze smutna nie potrafi się bawić. Dużo rzeczy zapomina, jak gdzieś chodzimy, jeździmy wszystko ja muszę pamiętać i pilnować. Potem zapomni oddawać i trzeba się upominać. To co kiedyś nas łączyło, czyli depresja i chodzenie na jedzenie już mnie nie dotyczy. Całkiem zmieniłam swoje życie na dobre, a ona dalej tkwi w swoich starych rzeczach, nawet poczucie humoru już mamy inne. Ostatnio przebywaniez nią mnie po prostu męczy, jestem zmęczona, bez energii, w beznadziejnym nastroju. Nie wiem co mam robić, bo nie chce jej zostawiać w potrzebie, ale sama nie do końca chce sobie pomóc i chodzi na terapię więc nie tak że jest bez pomocy. Już widzę że znacznie ograniczyłam z nią kontakt, nawet jak się spotykamy to dosłownie nie mamy o czym rozmawiać, a ja się czuję jakbym cały czas musiała być takim pocieszaczem i ogarniaczem wszystkiego. Biorąc pod uwagę że sama miałam depresje, z jednej strony ja rozumiem, a z drugiej to tym bardziej dla mnie męczące i wysysające że mnie energie. Mam ochotę jeszcze bardziej ograniczyć kontakt, żebyśmy się spotykały tylko w większym gronie z innymi koleżankami, ale mam wyrzuty sumienia jakbym ja zostawiała. Proszę o poradę co powinnam zrobić w tej sytuacji
User Forum

AK

5 miesięcy temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam.

Pierwsze, co Pani musi zrobić, powtórzę, musi, to uczciwie odpowiedzieć sobie na pytania: czy ona - koleżanka od depresji - jest dla mnie ważna??? czy jest ważna na tyle, że chcę poświęcać jej swój czas i energię??? czy ja umiem jej pomóc w obecnej sytuacji??? Kiedy odpowe Pani sobie samej szczerze na takie i podobne pytania, ma Pani prosty  wybór. Proszę pamiętać, że każdy z depresji wychodzi w swoim tempie.,  różne są przyczyny depresji, nie ma dwóch depesji takich samych. Pani poszła naprzód, jej się nie udało. Ale to nie Pani musi jej pomóc tylko specjaliści. Choć wybór wydaje się być ciężki i egoistyczny, w rzeczywistości doprowadzi do korzystnego efektu. Pani koleżanka nie może z Pani robić swojego terapeuty i obciążać Pani swoimi nierozwiazanymi problemami. Proszę dać jej pojść samej dalej, ale, jeśli Pani zależy, być gdzieś w jej pobliżu i obserwować, co się u niej dzieje. To moja porada.

Dr Gizela Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

 

5 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

To normalne, że w życiu każdego z nas na różnych etapach jesteśmy bliżej z różnymi osobami. Naturalnym jest też to, że niekiedy pewien etap dla nas się kończy i stare znajomości już nam nie służą. Jeśli czuje się Pani wyczerpana i zmęczona spotkaniami z koleżanką, to prawdopodobnie sygnał, że nic już Pani dla siebie nie bierze i nie ma z tej znajomości, a relacja jednak powinna być obustronna. To faktycznie może być trudne dlatego, że koleżanka ma problemy ze zdrowiem, ale jednak nie powinno wyglądać to tak, że zmusza się Pani do relacji swoim kosztem. 

 

Pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka.

5 miesięcy temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

 

Dziękuję, że opisała Pani swoją historię. Natomiast nie mamy wpływu na decyzje innych osób. Psycholog lub psychoterapeuta udzielający wsparcia zawsze skupia swoją uwagę na kliencie obecnym na spotkaniu. 

Rozumiem, że chce Pani jest wsparciem dla koleżanki, która w tym czasie, co Pani miała depresję natomiast człowiek sam podejmuje decyzje odnośnie swoich wyborów. 

 

W przypadku długotrwałej depresji (zdiagnozowanej przez lekarza psychiatrę po wykluczeniu innych chorób) czasem konieczne jest wdrożenie leczenia specjalistycznego w postaci farmakoterapii. Nie mamy obowiązku pomagania drugiej osobie jeśli nie mamy takiej możliwość lub gotowości natomiast może Pani zachęcić Pani koleżankę do skorzystania z regularnego wsparcia psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry. 

 

Życzę wszystkiego dobrego, 

Pozdrawiam

Składanowska Daria

Psycholog 

5 miesięcy temu
Izabela Piórkowska

Izabela Piórkowska

Nosi Pani w sobie dużo empatii i troski o koleżankę, dzięki terapii zna Pani swoje emocjonalne granice. Zauważa Pani, że warto zadbać o siebie, ograniczając kontakt. Pomaganie komuś nie oznacza poświęcania się. Może pomocne będzie powiedzenie koleżance o Pani autentycznych uczuciach, myślach obawach i potrzebach jak odzyskanie równowagi i odpoczynku? Gdyby Pani wyrzuty sumienia umiały mówić, to co by Pani szepnęły do ucha?

5 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry. Doskonale rozumiem, że to może być dla Ciebie trudne, bo słyszę, że chcesz pomóc, wspierać przyjaciółkę, ale z drugiej strony to realcja coraz bardziej Cię męczy i wypala. To trudne, ale nie wyciągniesz jej sama z depresji, nawet jeśli będziesz bardzo próbować. Masz prawo zadbać w tej relacji o siebie, być obok na tyle ile możesz, ograniczyć kontakt jeśli tego potrzebujesz. Pamiętaj też o sobie. Życzę Ci wszystkiego dobrego,

 

Justyna Bejmert

Psycholog

5 miesięcy temu
Marzena Rusinowska

Marzena Rusinowska

To, co Pani opisuje, pokazuje dużą uważność, dojrzałość i empatię – ale także realne przeciążenie emocjonalne. Z jednej strony widzi Pani cierpienie koleżanki, z drugiej coraz wyraźniej doświadcza Pani, że ta relacja zaczyna kosztować Panią zbyt dużo sił. To ważny sygnał, którego absolutnie nie warto bagatelizować.

Przeszła Pani przez własny epizod depresji, podjęła terapię, wprowadziła konkretne zmiany w swoim życiu. To naturalne, że dziś funkcjonuje Pani inaczej, ma inne potrzeby, cele, sposób spędzania czasu. Rozwój jednej osoby często powoduje, że dotychczasowe relacje przestają „pasować” tak jak kiedyś – i to nie jest niczyja wina, raczej naturalna konsekwencja zmian.

Kontakt z kimś, kto od lat pozostaje w podobnym stanie, może być szczególnie trudny właśnie dla osoby po kryzysie depresyjnym. Może uruchamiać wspomnienia, lęk przed nawrotem, poczucie odpowiedzialności za „uratowanie” drugiej strony. Tymczasem to nie Pani jest terapeutką koleżanki. Ona korzysta z profesjonalnej pomocy – i to tam powinna pracować nad swoją relacją, objawami i decyzjami życiowymi.

Ma Pani pełne prawo stawiać granice i chronić własne zasoby. Ograniczenie kontaktu, wybieranie spotkań w większym gronie, unikanie roli „pocieszacza” i „organizatora wszystkiego” są formą troski o siebie, a nie porzuceniem przyjaciółki. 

Poczucie winy, które się pojawia, pokazuje Pani wrażliwość, nie jest jednak dobrym doradcą w podejmowaniu decyzji. Ma Pani prawo wybierać relacje i ich intensywność tak, aby nie odbywało się to kosztem Pani zdrowia psychicznego. Jeśli ten temat nadal będzie budził silne emocje, warto rozważyć kilka własnych spotkań terapeutycznych, by spokojnie uporządkować te dylematy i wzmocnić się w stawianiu granic.

 

pozdrawiam

Marzena Rusinowska 

Psychoterapeutka 

5 miesięcy temu
depresja

Darmowy test na depresję - Kwestionariusz Zdrowia Pacjenta (PHQ-9)

Zobacz podobne

Czy to są początki depresji, jak czuje smutek i żal?
Hej mam pytanie, czy to są początki depresji, jak czuje smutek i żal. Czuję taki ciężar na sercu i wrażenie, że spadam w dół. I pytanie, czy to, co napisze widać to gdzieś na grupie, bo mam problem. A nie mogę teraz iść do psychiatry, bo jestem za granicą.
Dystymia czy depresja?
Czy jeśli nie samookaleczam się, nie mam myśli samobójczych, rozpaczy i mam siłę wstać z łóżka, to może znaczyć że nie mam depresji? Mam za to anhedonię, zaburzenia funkcji poznawczych, obniżoną energię, niskie poczucie własnej wartości, pesymizm, utrata zainteresowania rzeczami które kiedyś mnie pasjonowały, niską aktywność życiową czy brak siły np. na umycie się. Czy to może wskazywać na dystymię? Bo moje objawy są też przewlekłe, nigdy nie było przerw i trwają od 5 lat. Wiem, że od diagnozowania jest psychiatra i powiem jej o tym na następnej wizycie, ale chciałabym teraz mieć chociaż zarys tego czy tak w ogóle może być.
2 lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową.
2 lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową. Wygrałem tak naprawdę na loterii, najlepiej leczący się nowotwór, 1 stadium, skończyło się jedynie na zabiegu. Natomiast od tego momentu mam wrażenie, że cały stres, lęk i problemy, które trzymałem w sobie i organizm radził sobie z nimi, nagle wypłynęły i skumulowało się to wszystko. Zacząłem mieć ataki paniki, 2 epizody depersonalizacji kilkuminutowe. Stwierdziłem, że potrzebuję pomocy psychoonkologa i psychiatry. Zacząłem brać leki, od pierwszego dnia poczułem kolosalna różnice, spokój, pełen oddech, który od dawna nie czułem. Poza tym chodziłem na psychoterapię, która też pomogła mi w funkcjonowaniu. Mija rok od tego wszystkiego i zaczęły mnie dopadać rzuty lękowo-depresyjne. Jest okres, w którym czuje się stabilnie, a potem przychodzi okres, w którym czuje się źle, nie dbam o higienę osobistą, nie wychodzę z domu. Być może leki są za słabe, bo jestem na najniższej dawce, na której praktycznie żaden z pacjentów mojej Pani doktor psychiatry nie jest, bo jest to dawka wprowadzająca, którą się stosuje przez dwa tygodnie, żeby przejść na standardową dawkę. Mam teraz taki problem. Prawdopodobnie będę przyjmował większą dawkę. Boję się, że nie zadziała, że nadal będę się słabo czuł i będę musiał szukać nowego, innego leku. Boję się tego, że nie znajdziemy odpowiedniego leku. Nie chce też do końca życia brać leków, chce sam radzić sobie ze swoim organizmem. Podobno te leki mają zwiększać serotoninę, denerwuje mnie to, że nie da się sprawdzić, ile tej serotoniny jest w organizmie, że nie ma w psychiatrii suchych faktów, to wszystko jest oparte na wywiadzie pacjenta. Nie rozumiem też tego, dlaczego skoro tak dobrze jest u mnie, nie mam nawrotów choroby, mam dobrą pracę, niech wróciłem do samopoczucia sprzed diagnozy nowotworu. Do stabilnego samopoczucia psychicznego nie pozwalają mi wrócić objawy somatyczne. Mianowicie zmęczenie, mam wrażenie, że czasami, gdy wychodzę na dwór, to czuje się jak w sytuacji, gdy jestem przeziębiony z gorączką, wyzdrowiałem i kolejnego dnia 1 raz wychodzę na dwór od tego przeziębienia. Nie wiem, jak sobie poradzić z tym wszystkim. Chce czuć się normalnie, nie chce mieć taki wzlotów i spadków nastroju.
Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie
Witam. Mam 24 lata i jestem facetem. Zacznę może od początku. Jestem wynikiem gwałtu, próbowano przeprowadzić aborcję, ale została przerwana, matka starała się mnie „wypłukać” alkoholem, ale jak widać bez skutku. Życie obdarzyło mnie wyjątkowo irytującą pamięcią, pamiętam leżenie w kołysce i darcie się aż do zmęczenia oraz minę i obojętność matki, gdy mnie karmiła. Do 10 roku wychowywałem się na zmianę raz u matki, raz u babci wraz z bratem, matka hobbystycznie zajmowała się usługami przyjemnościowymi w zamian za pieniądze. Dzieciństwo było pełne wrażeń, których nie będę tutaj opisywał z racji ich ilości. Borykam się z problemem - chorobą sierocą. Do 11 roku życia aż do informacji, że znalazła się dla mnie i brata rodzina zastępcza, moczyłem się w łóżko. Byłem z tego tytułu wyśmiewany, karany, karcony itp. Kołysałem się do snu, kręcąc głową z boku na bok, wyobrażałem sobie wtedy lepsze życie i tak usypiałem. Początkowo było to maksymalnie 15 minut przed snem. W wieku około 14 lat zacząłem robić to nieświadomie przez sen (obserwacja bliskich). Los chciał, że w wieku 16 lat zakochałem się po uszy w cudownej dziewczynie, ale przyciągała uwagę wielu osób. Byliśmy ze sobą 4 lata, ciągle jej nie ufałem i dawała ku temu powody, ale wybaczyłem. Weszła ze mną w związek dlatego, że przykuwałem uwagę swoją popularnością. W okresie gimnazjum każdy mnie znał i chciał ze mną rozmawiać- bardzo aktywnie zwracałem na siebie uwagę. Ale po przejściu do technikum zacząłem być trochę odludkiem - kołysałem się czasami już nie tylko do snu, ale z nudy. Wciąż wyobrażając sobie lepsze życie. W wieku 20 lat dziewczyna zerwała ze mną przez telefon, pokazując oziębłą i nie do poznania dla mnie postawę. Wybraliśmy się jeszcze na wspólne wakacje, ponieważ nie dało się odwołać. Na nich chcąc zaciągnąć mnie do łóżka powiedziała, że mnie kocha i chce to naprawić, na drugi dzień patrząc z obrzydzeniem powiedziała żebym nie robił sobie nadziei, bo potraktowała mnie jak rzecz. Od tamtego czasu kołyszę się w każdej wolnej chwili, kiedy tylko się da, zaniedbując dosłownie wszystko dookoła. W wieku 22 lat porzuciłem studia na 3 roku. W momencie zerwania dowiedzieliśmy się, że moja Ciocia zastępcza ma nowotwór. Napięcie w domu skupiało się na mnie, jako osoba wrażliwa zawsze starałem się wszystkim pomoc i rozweselić, a kiedy nie mogłem tego robić z własnych problemów to naturalnym było wyżywanie się na mnie. Aktualnie jestem samotny, oswoiłem się z tym, przestałem już cokolwiek czuć. Chodzenie do psychologów przerwałem, gdy usłyszałem kolejny raz „depresja” od niedorobionego psychologa czy psychiatry, którzy oczekiwali że wchodząc będę od razu w stanie powiedzieć im co mi dolega. Przez całe życie moja choroba miała obraz ambiwalentny, skąd do cholery miałem wiedzieć co mi jest, skoro nawet nie wiem kim jestem? Obecnie w wieku 24 lat nie mam już obok siebie nikogo, nikogo tez nie dopuszczam emocjonalnie, czuję się wycofany do własnej głowy, pełen obraz dysocjacji. Nie przeżywam niczego, a chciałbym. Jak normalny człowiek zrobić prawo jazdy, kupić wymarzone auto, znaleźć kochającą żonę itp. Ale nie potrafię, nie wiem gdzie szukać pomocy, zazwyczaj wizyty u psychologów kończyły się tylko tym ze lustrowałem im ich własną osobowość - dla kogoś żyjącego ciągle w myślach udawanie osoby siedzącej naprzeciw jest czymś niczym rozrywką. Co mam zrobić? Gdzie byli wszyscy skretyniali pedagodzy i psycholodzy wtedy? Nie zrobię sobie nic tylko dlatego że to byłoby tchórzostwo, ale nie mam motywacji żyć, bo jest to niczym katorga, każdy dzień zlewa sie w jedno a jedyne co robię to bujanie się z boku na bok, myśląc co by było gdyby. Próbowałem praktycznie wszystkiego, umiem grać na kilku instrumentach, rysować, modelować, rzeźbić, tańczyć (tańczyłem przez 11 lat w zespole). Z zawodu jestem elektrykiem, konserwatorem maszyn, mam uprawnienia na wózek widłowy oraz spawacza. A pomimo tego łapię roboty „poboczne” żeby dorabiać na studia które wznawiam z nowym miesiącem. Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie i fantazjach w trakcie kołysania się. Co mam robić?
W jaki sposób diagnozuje się dwubiegunowkę? Czy to prawda, ze do diagnozy wystarczy opis przeżyć pacjenta oraz brak dobrego działania antydepresantów?
mania

Mania – przyczyny, objawy i leczenie

Mania to złożone zaburzenie psychiczne znacząco wpływające na życie chorego. Artykuł przybliża objawy, przyczyny i metody leczenia tego schorzenia, pomagając zrozumieć problem i skutecznie sobie z nim radzić.