
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy, związki i relacje
- Jak zaakceptować...
Jak zaakceptować zdradę żony po 35 latach od ślubu?
Szogun
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, co Pan przeżywa, to chroniczny ból wynikający z poczucia zdrady, zawiedzionego zaufania i poczucia, że fundament Waszego małżeństwa został zbudowany na zatajeniu prawdy. Fakt, że ta sprawa ciągnie się za Panem już 35 lat i nie pozwala o sobie zapomnieć, pokazuje, jak głęboko ta sytuacja Pana zraniła i jak trudny jest to ciężar do samodzielnego udźwignięcia. Próba „zaakceptowania na siłę” czegoś, co stoi w sprzeczności z Pana wartościami i co zostało wyjawione dopiero po ślubie, często przynosi odwrotny skutek i potęguje wewnętrzny opór.
Skoro przez ponad trzy dekady nie udało się Panu przepracować tego tematu we własnym zakresie, nie powinien Pan dłużej zostawać z tym sam. Trwający tyle lat ból i brak zgody na przeszłość żony to wyraźny sygnał, że ta sytuacja stała się dla Pana traumą, która zamknęła Pana w pętli bolesnych myśli. Najlepszym i najbardziej racjonalnym krokiem, jaki może Pan teraz dla siebie zrobić, jest podjęcie indywidualnej terapii psychoterapeutycznej.
Profesjonalista pomoże Panu zrozumieć, dlaczego ten konkretny fakt z przeszłości żony uderzył w Pana z tak niszczycielską siłą, oraz da Panu narzędzia do tego, by przestać żyć przeszłością, której i tak nie da się już zmienić. Celem terapii nie musi być nagła, pełna zachwytu akceptacja, ale odzyskanie Pana osobistego spokoju i uwolnienie się od dręczących myśli, które od 35 lat odbierają Panu radość z życia. Zasługuje Pan na to, by w końcu poczuć ulgę i zrzucić z siebie ten ciężar.
Pozdrawiam
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Łukasz Dyłka
Dzień dobry.
To, że ta sprawa wraca po 35 latach, pokazuje, że dla Pana nie był to tylko „fakt z przeszłości żony”. Prawdopodobnie zranił Pana sposób, w jaki się Pan o tym dowiedział, poczucie bycia oszukanym, porównywanie się z tamtym mężczyzną albo utrata wyobrażenia, że był Pan dla żony „tym pierwszym” w ważnym sensie.
Nie musi Pan udawać, że to było dla Pana obojętne. Ale warto zauważyć, że przez 35 lat żyje Pan już nie z tamtym wydarzeniem, tylko z myślami wokół niego. Sam fakt się nie zmieni. Można natomiast pracować nad tym, jakie znaczenie Pan mu nadaje i czy dalej ma on mieć władzę nad Pana obecnym życiem.
Akceptacja nie oznacza: „to było w porządku” ani „już mnie to nie obchodzi”. Bardziej oznacza: „to się wydarzyło, nie zmienię tego, ale nie chcę, żeby ta sprawa codziennie odbierała mi spokój”. To jest trudne, zwłaszcza jeśli przez lata temat był niewyjaśniony albo wracał w samotnym przeżywaniu.
Warto też zadać sobie pytanie: co dokładnie boli mnie dzisiaj najbardziej? To, że miała kogoś przed ślubem? To, że był żonaty? To, że powiedziała dopiero po ślubie? To, że czułem się gorszy? To, że nie mogłem już podjąć decyzji z pełną wiedzą? Odpowiedź na to pytanie jest ważna, bo za jednym zdaniem może kryć się wiele różnych ran.
Po tylu latach dobrze byłoby porozmawiać o tym z psychologiem lub psychoterapeutą. Nie dlatego, że „Pan przesadza”, tylko dlatego, że jeśli coś boli 35 lat, to zasługuje na pomoc, a nie dalsze samotne zaciskanie zębów. Czasem człowiek nie potrzebuje kolejnych wyjaśnień od żony, tylko przepracowania tego, co ta informacja zrobiła z jego poczuciem wartości, zaufaniem i obrazem małżeństwa.
Proszę też uważać na ciągłe wracanie do szczegółów. Umysł często próbuje znaleźć ulgę przez analizowanie: jak było, dlaczego, czy byłem gorszy, czy ona żałuje. Ale takie roztrząsanie zwykle nie leczy, tylko odnawia ranę.
Nie musi Pan „zapomnieć”. Może Pan natomiast stopniowo dojść do miejsca, w którym ta historia będzie częścią przeszłości, a nie czymś, co nadal kieruje Pana emocjami. To jest możliwe, ale raczej przez spokojną pracę nad bólem i znaczeniem tej sytuacji, a nie przez samo powtarzanie sobie: „muszę z tym żyć”.
Pozdrawiam
Łukasz Dyłka
Jakub Butkiewicz
Szanowny Panie,
To w pełni zrozumiałe, że tak głębokie zranienie budzi silny ból, który nie znika sam z siebie, nawet po 35 latach. Kiedy bolesne wspomnienie powraca przez dekady, często dzieje się tak dlatego, że umysł nadaje mu wciąż to samo, bardzo dotkliwe znaczenie, reagując na nie tak, jakby działo się tu i teraz. Próby ciągłego analizowania tamtej sytuacji bywają podświadomym sposobem na odzyskanie kontroli, jednak w rzeczywistości podtrzymują cierpienie. Akceptacja nie oznacza uznania dawnego zdarzenia za dobre, lecz emocjonalne oddzielenie przeszłości od tego, kim jesteście dla siebie dzisiaj.
Ponieważ ten ciężar towarzyszy Panu tak długo i odbiera spokój, warto rozważyć wsparcie psychoterapeuty, aby bezpiecznie przyjrzeć się tym utrwalonym wzorcom myślenia.
Pozdrawiam
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Myślę, że w tej historii nie chodzi już o sam fakt z przeszłości żony, tylko o to, że on w Panu „nie domknął się emocjonalnie” i przez lata wraca jak otwarta rana. W takich sytuacjach umysł nie tyle pamięta zdarzenie, co wciąż przeżywa jego znaczenie: zdradę zaufania, porównanie, poczucie bycia „niepierwszym” w ważnym sensie.
Uważam, że próba samej akceptacji na poziomie rozumowym („to było dawno”) zwykle nie działa, jeśli emocja nadal jest żywa, bo konflikt nie jest w faktach, tylko w tym, co ten fakt zrobił z poczuciem wartości i bezpieczeństwa w relacji. Według mojej opinii kluczowe pytanie nie brzmi „jak to zaakceptować”, tylko: co dokładnie we mnie nadal krwawi, kiedy o tym myślę? Czy to poczucie bycia oszukanym, utrata obrazu żony, czy może coś głębszego np. wstyd, porównanie, poczucie niedostateczności? Po 35 latach to już nie jest „ta historia”, tylko utrwalony sposób przeżywania, który można odczepić od codzienności, ale raczej nie przez analizę, tylko przez stopniowe rozbrajanie emocjonalnego znaczenia tego wydarzenia. Psychoterapia może tu pomóc nie w „unieważnieniu bólu”, tylko w tym, żeby przestał on zajmować tyle miejsca w teraźniejszości, bo na tym etapie bardziej chodzi o odzyskanie życia niż o rozwiązanie samego zdarzenia z przeszłości, taka jest moja perspektywa.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Pana spojrzenie na żonę zatrzymało się na jednym obrazie który nigdy nie uległ modyfikacji. Nie wiem czy rozmawiał Pan o tym ze żoną, o swoich odczuciach, czy rozważał pan terapię indywidualną lub terapie par. Myślę, że warto by było się temu przyjrzeć terapeutycznie. Pozdrawiam
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo długie i głębokie zranienie zaufania. I mam wrażenie, że przez te 35 lat to nie była tylko „informacja z przeszłości”, ale coś, co bardzo mocno dotknęło Pana miejsca w relacji, poczucia wyjątkowości, może też własnej wartości jako mężczyzny i partnera.
Czasem takie doświadczenia nie kończą się w momencie, kiedy o nich usłyszymy. One zaczynają żyć w środku – wracają w obrazach, myślach, porównaniach, pytaniach „dlaczego”, „co to znaczyło”, „czy byłem wystarczający”. I wtedy człowiek niby żyje dalej, ale jakaś część nadal jest zatrzymana przy tamtym bólu.
W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że jeśli coś wraca obsesyjnie przez tyle lat, to znaczy, że nie zostało jeszcze naprawdę przeżyte albo zrozumiane. Jakby coś w tej historii nadal bardzo domagało się uwagi.
I może ważniejsze od samego pytania „jak to zaakceptować” byłoby pytanie:
co dokładnie tam tak boli?
Co ta historia uruchamia w Panu do dziś?
Co sprawia, że nadal jest tak żywa?
Bo czasem pod obsesyjną myślą kryje się coś dużo głębszego – zranienie, którego nigdy nie udało się bezpiecznie wypowiedzieć.
Mam też poczucie, że przez te lata mogło zabraknąć naprawdę otwartej rozmowy między Państwem o tym, co się wtedy wydarzyło i co to zrobiło z Panem. Nie tylko na poziomie faktów, ale emocji – złości, smutku, poczucia utraty, może upokorzenia.
I myślę, że terapia par mogłaby być tutaj pomocna właśnie po to, żeby nie zostawał Pan sam z tym ciężarem w głowie. Bo czasem człowiek przez lata próbuje „przestać o tym myśleć”, a tak naprawdę dużo bardziej potrzebuje zostać w tym usłyszanym.
Proces zaufania po zranieniu bywa bardzo długi. Szczególnie kiedy coś dotyka tak głęboko naszych wyobrażeń o bliskości i miłości.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Skoro ta historia jest w Panu żywa przez tyle lat, to pokazuje, jak bardzo ta informacja dotknęła Pana emocjonalnie. Największym problemem wydaje się, że nie jest tu sama przeszłość żony, ale znaczenie, jakie jej nadajemy np. poczucie bycia „tym drugim”, utrata wyjątkowości czy zderzenie z własnymi wyobrażeniami o bliskości i początku relacji. Takie doświadczenie może mocno uderzać w poczucie bezpieczeństwa w związku i własnej wartości, nawet jeśli minęło dużo czasu. Proszę pamiętać, że nie jest Pan w stanie cofnąć czasu ani zmienić przeszłości żony, ale można próbować zmienić narrację, jaką na temat tej historii nosi Pan w sobie. Im bardziej walczy Pan z myślami i stale do nich wraca, tym bardziej się utrwalają. Być może najtrudniejsze nie jest samo „zaakceptowanie” tego faktu, ale pogodzenie się z tym, że ta historia wydarzyła się przed Panem i nie odbiera wartości temu, co stworzyliście później razem przez 35 lat.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

Zobacz podobne
Jakie drobne zmiany można wprowadzić, żeby poprawić lub nawiązać rozmowę, która się nie klei. I mamy status ochronny.
Partner z zaburzeniami, chyba w depresji, chce być sam, nie chce wsparcia, mówi, że mam iść dalej bez niego. Nic nie pomaga nawet moje zapewnienia, że będę przy nim mimo i będę dbała też o siebie. Już nie wiem, co mam robić. Chodzę na psychoterapię
Witam serdecznie. Mam 38 lat. Jestem w związku od 16 lat. Mam od jakiego czasu problem z partnerem (56 lat) . Otóż partner ma moce parcie na obce kobiety. Komentuje je i opiniuje w mojej obecności w taki sposób, w jaki nigdy mnie nie opiniował. Aby nieco lepiej mogli państwo zrozumieć sytuację postaram sie w skrócie opisać jedną z sytuacji jaką miałam z nim w tym roku.
W marcu kiedy byłam z partnerem na zakupach podjechała pod sklep nasza wspólna znajoma z jednej miejscowości. Mój partner od razu odwrócił się w jej stronę po czym bez wahania rzucił tekst,, ale się wyrobiła, bo kupiła nowe ciuchy ,,. Nie ukrywam, że zabolało mnie to i to mocno. Ale w jego oczach zobaczyłam coś, czego u niego nigdy nie widziałam w stosunku do mnie. Ten zachwyt w jego oczach, ten podziw. To mnie już rozebrało na łopatki po całości. Zrobiło mi się bardzo przykro. Miałam ochotę skonfrontować go z całą tą sytuacją podchodząc do niej i mówiąc, że mój partner chce jej coś ważnego powiedzieć, jednak plan nie powiódł się.
Po powrocie do domu odbyłam z nim rozmowę. Powiedziałam co mi się nie podobało w tej całej sytuacji i że mnie to zabolało. Partner natomiast stwierdził, że to nic takiego, to w końcu zwykły komentarz, nic wielkiego 🤷.
Sytuacja we wtorek powtórzyła się z tą samą znajomą, co wcześniej . Wracając od paczkomatu wsiadłam do auta, po czym mój partner od razu rzucił tekst,, o Anka kupiła kupiła sobie nowe auto, nawet słyszałem, że pracuje,,. Dodam w expresowym tempie ją dostrzegł w tłumie stojących aut. Oczywiście nie pozostałam dłużna musiałam swój komentarz puścić cytując oczywiście jego słowa, które powiedział do mnie w marcu tego roku, oczywiście z uśmiechem na ustach już bez złości. Partner nic nie powiedział.
Podsumowując cały opis. Czuję się niezręcznie, kiedy on ciągle ją wychwala. Ja sama nigdy nie usłyszałam od niego komplementu typu,, ale się wyrobiłaś,, Jeśli już coś powie to jest to rzucone na odczepne, bez jakiejś pozytywnej emocji i takie nieszczere. Jeśli coś nowego i kupię jakiś ciuch to zwykle partner zauważa to po 2 latach użytkowania. A u znajomej w mig zobaczył nowy ciuch.
Nie wspomnę o tym, że od dłuższego czasu mamy problem z bliskością. Kiedy podchodzę do niego i chce się przytulić to on po paru minutach odpycha mnie pod byle pretekstem, np. że musi to czy tamto zrobić. Sytuacja tamta już kilkakrotnie miała miejsce. Dlatego zaprzestałam jakichkolwiek przytulanek. Dawniej lubiłam się do niego przytulić, kiedy stał przy szafce, teraz już tego nie robię, bo po chwili kiedy podejdę do niego i próbuje objąć, on zaraz wymyśla cuda wianki. Dlatego odpuściłam 😢 On wtedy staje się słodki i przytula kiedy chce sexu, a tak nic, zero przytulanek. Kiedyś potrafił przytulić, komplement rzucić, a teraz nic, zero. Czasem rzuci jakiś oschły komplement typu,,ale zgrabny tyłek,, jednak on nie robi na mnie wrażenia, bo wiem, że nie jest on szczery, nie ma tego spojrzenia, które było kiedyś. Przecież tak nie powinno być, żeby facet okradał z kompletów swoją partnerkę, a sypał je pod adres obcej. Są komplementy, które powinny być tylko zarezerwowane dla swojej drugiej połówki.
Wiele razy próbowałam rozmawiać o uczuciach i tym, co czuje co mi się nie podoba, ale jak się okazuje nie przynosi to efektu, on wciąż ją komentuje nie w taki, to w inny sposób zawsze ją zauważy. Czuję się z tym fatalnie. Nie będę mu nic na ten temat wspominać to i tak nie ma sensu, bo zaraz powie,, przecież to nic wielkiego nic się nie stało,, czyli standardowe gadanie.
Z jego strony nie ma szacunku, nie ma czułości nie ma nic. Partner ma wiele za uszami jak np. konta randkowe, kupowanie prezerwatyw bez mojej zgody, mimo że ich nie używamy i te kłamstwa, na których co rusz go nakrywam. Przez te całe sytuacje, które odstawił, straciłam poczucie bezpieczeństwa, brak zaufania do niego. Mimo że mam wysokie poczucie własnej wartości, potrafię stawiać wyraźnie granice, nie potrafię zaakceptować niektórych sytuacji. Czasem, żeby sobie z nimi poradzić, obracam je w żart tak, jak ta z dzisiejszego dnia. Terapia dla par ani indywidualna nie wchodzi w grę. Jednak chciałam poznać Państwa opinie na opisaną przeze mnie sytuację. Pozdrawiam serdecznie.

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.