Left ArrowWstecz

Jak zaakceptować zdradę żony po 35 latach od ślubu?

Po ślubie żona przyznała że miała romans z żonatym mężczyzną i straciła z nim dziewictwo. Przeżyłem to bardzo mocno. Wlecze to się za mną już 35 lat i nie mogę się tego pozbyć. Jak to zaakceptować. Nie mogę. Muszę z tym żyć.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pan przeżywa, to chroniczny ból wynikający z poczucia zdrady, zawiedzionego zaufania i poczucia, że fundament Waszego małżeństwa został zbudowany na zatajeniu prawdy. Fakt, że ta sprawa ciągnie się za Panem już 35 lat i nie pozwala o sobie zapomnieć, pokazuje, jak głęboko ta sytuacja Pana zraniła i jak trudny jest to ciężar do samodzielnego udźwignięcia. Próba „zaakceptowania na siłę” czegoś, co stoi w sprzeczności z Pana wartościami i co zostało wyjawione dopiero po ślubie, często przynosi odwrotny skutek i potęguje wewnętrzny opór.

Skoro przez ponad trzy dekady nie udało się Panu przepracować tego tematu we własnym zakresie, nie powinien Pan dłużej zostawać z tym sam. Trwający tyle lat ból i brak zgody na przeszłość żony to wyraźny sygnał, że ta sytuacja stała się dla Pana traumą, która zamknęła Pana w pętli bolesnych myśli. Najlepszym i najbardziej racjonalnym krokiem, jaki może Pan teraz dla siebie zrobić, jest podjęcie indywidualnej terapii psychoterapeutycznej.

Profesjonalista pomoże Panu zrozumieć, dlaczego ten konkretny fakt z przeszłości żony uderzył w Pana z tak niszczycielską siłą, oraz da Panu narzędzia do tego, by przestać żyć przeszłością, której i tak nie da się już zmienić. Celem terapii nie musi być nagła, pełna zachwytu akceptacja, ale odzyskanie Pana osobistego spokoju i uwolnienie się od dręczących myśli, które od 35 lat odbierają Panu radość z życia. Zasługuje Pan na to, by w końcu poczuć ulgę i zrzucić z siebie ten ciężar.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

19 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

To, że ta sprawa wraca po 35 latach, pokazuje, że dla Pana nie był to tylko „fakt z przeszłości żony”. Prawdopodobnie zranił Pana sposób, w jaki się Pan o tym dowiedział, poczucie bycia oszukanym, porównywanie się z tamtym mężczyzną albo utrata wyobrażenia, że był Pan dla żony „tym pierwszym” w ważnym sensie.

 

Nie musi Pan udawać, że to było dla Pana obojętne. Ale warto zauważyć, że przez 35 lat żyje Pan już nie z tamtym wydarzeniem, tylko z myślami wokół niego. Sam fakt się nie zmieni. Można natomiast pracować nad tym, jakie znaczenie Pan mu nadaje i czy dalej ma on mieć władzę nad Pana obecnym życiem.

 

Akceptacja nie oznacza: „to było w porządku” ani „już mnie to nie obchodzi”. Bardziej oznacza: „to się wydarzyło, nie zmienię tego, ale nie chcę, żeby ta sprawa codziennie odbierała mi spokój”. To jest trudne, zwłaszcza jeśli przez lata temat był niewyjaśniony albo wracał w samotnym przeżywaniu.

 

Warto też zadać sobie pytanie: co dokładnie boli mnie dzisiaj najbardziej? To, że miała kogoś przed ślubem? To, że był żonaty? To, że powiedziała dopiero po ślubie? To, że czułem się gorszy? To, że nie mogłem już podjąć decyzji z pełną wiedzą? Odpowiedź na to pytanie jest ważna, bo za jednym zdaniem może kryć się wiele różnych ran.

Po tylu latach dobrze byłoby porozmawiać o tym z psychologiem lub psychoterapeutą. Nie dlatego, że „Pan przesadza”, tylko dlatego, że jeśli coś boli 35 lat, to zasługuje na pomoc, a nie dalsze samotne zaciskanie zębów. Czasem człowiek nie potrzebuje kolejnych wyjaśnień od żony, tylko przepracowania tego, co ta informacja zrobiła z jego poczuciem wartości, zaufaniem i obrazem małżeństwa.

 

Proszę też uważać na ciągłe wracanie do szczegółów. Umysł często próbuje znaleźć ulgę przez analizowanie: jak było, dlaczego, czy byłem gorszy, czy ona żałuje. Ale takie roztrząsanie zwykle nie leczy, tylko odnawia ranę.

Nie musi Pan „zapomnieć”. Może Pan natomiast stopniowo dojść do miejsca, w którym ta historia będzie częścią przeszłości, a nie czymś, co nadal kieruje Pana emocjami. To jest możliwe, ale raczej przez spokojną pracę nad bólem i znaczeniem tej sytuacji, a nie przez samo powtarzanie sobie: „muszę z tym żyć”.

 

Pozdrawiam

Łukasz Dyłka

19 dni temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowny Panie,

To w pełni zrozumiałe, że tak głębokie zranienie budzi silny ból, który nie znika sam z siebie, nawet po 35 latach. Kiedy bolesne wspomnienie powraca przez dekady, często dzieje się tak dlatego, że umysł nadaje mu wciąż to samo, bardzo dotkliwe znaczenie, reagując na nie tak, jakby działo się tu i teraz. Próby ciągłego analizowania tamtej sytuacji bywają podświadomym sposobem na odzyskanie kontroli, jednak w rzeczywistości podtrzymują cierpienie. Akceptacja nie oznacza uznania dawnego zdarzenia za dobre, lecz emocjonalne oddzielenie przeszłości od tego, kim jesteście dla siebie dzisiaj.

Ponieważ ten ciężar towarzyszy Panu tak długo i odbiera spokój, warto rozważyć wsparcie psychoterapeuty, aby bezpiecznie przyjrzeć się tym utrwalonym wzorcom myślenia.

Pozdrawiam

19 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Myślę, że w tej historii nie chodzi już o sam fakt z przeszłości żony, tylko o to, że on w Panu „nie domknął się emocjonalnie” i przez lata wraca jak otwarta rana. W takich sytuacjach umysł nie tyle pamięta zdarzenie, co wciąż przeżywa jego znaczenie: zdradę zaufania, porównanie, poczucie bycia „niepierwszym” w ważnym sensie.

Uważam, że próba samej akceptacji na poziomie rozumowym („to było dawno”) zwykle nie działa, jeśli emocja nadal jest żywa, bo konflikt nie jest w faktach, tylko w tym, co ten fakt zrobił z poczuciem wartości i bezpieczeństwa w relacji. Według mojej opinii kluczowe pytanie nie brzmi „jak to zaakceptować”, tylko: co dokładnie we mnie nadal krwawi, kiedy o tym myślę? Czy to poczucie bycia oszukanym, utrata obrazu żony, czy może coś głębszego np. wstyd, porównanie, poczucie niedostateczności? Po 35 latach to już nie jest „ta historia”, tylko utrwalony sposób przeżywania, który można odczepić od codzienności, ale raczej nie przez analizę, tylko przez stopniowe rozbrajanie emocjonalnego znaczenia tego wydarzenia. Psychoterapia może tu pomóc nie w „unieważnieniu bólu”, tylko w tym, żeby przestał on zajmować tyle miejsca w teraźniejszości, bo na tym etapie bardziej chodzi o odzyskanie życia niż o rozwiązanie samego zdarzenia z przeszłości, taka jest moja perspektywa.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

mniej niż godzinę temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 Pana spojrzenie na żonę zatrzymało się na jednym obrazie który nigdy nie uległ modyfikacji. Nie wiem czy rozmawiał Pan o tym ze żoną, o swoich odczuciach, czy rozważał pan terapię indywidualną lub terapie par. Myślę, że warto by było się temu przyjrzeć terapeutycznie. Pozdrawiam

17 dni temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo długie i głębokie zranienie zaufania. I mam wrażenie, że przez te 35 lat to nie była tylko „informacja z przeszłości”, ale coś, co bardzo mocno dotknęło Pana miejsca w relacji, poczucia wyjątkowości, może też własnej wartości jako mężczyzny i partnera.

Czasem takie doświadczenia nie kończą się w momencie, kiedy o nich usłyszymy. One zaczynają żyć w środku – wracają w obrazach, myślach, porównaniach, pytaniach „dlaczego”, „co to znaczyło”, „czy byłem wystarczający”. I wtedy człowiek niby żyje dalej, ale jakaś część nadal jest zatrzymana przy tamtym bólu.

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że jeśli coś wraca obsesyjnie przez tyle lat, to znaczy, że nie zostało jeszcze naprawdę przeżyte albo zrozumiane. Jakby coś w tej historii nadal bardzo domagało się uwagi.

I może ważniejsze od samego pytania „jak to zaakceptować” byłoby pytanie:
co dokładnie tam tak boli?
Co ta historia uruchamia w Panu do dziś?
Co sprawia, że nadal jest tak żywa?

Bo czasem pod obsesyjną myślą kryje się coś dużo głębszego – zranienie, którego nigdy nie udało się bezpiecznie wypowiedzieć.

Mam też poczucie, że przez te lata mogło zabraknąć naprawdę otwartej rozmowy między Państwem o tym, co się wtedy wydarzyło i co to zrobiło z Panem. Nie tylko na poziomie faktów, ale emocji – złości, smutku, poczucia utraty, może upokorzenia.

I myślę, że terapia par mogłaby być tutaj pomocna właśnie po to, żeby nie zostawał Pan sam z tym ciężarem w głowie. Bo czasem człowiek przez lata próbuje „przestać o tym myśleć”, a tak naprawdę dużo bardziej potrzebuje zostać w tym usłyszanym.

Proces zaufania po zranieniu bywa bardzo długi. Szczególnie kiedy coś dotyka tak głęboko naszych wyobrażeń o bliskości i miłości.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

18 dni temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Skoro ta historia jest w Panu żywa przez tyle lat, to pokazuje, jak bardzo ta informacja dotknęła Pana emocjonalnie. Największym problemem wydaje się, że nie jest tu sama przeszłość żony, ale znaczenie, jakie jej nadajemy np. poczucie bycia „tym drugim”, utrata wyjątkowości czy zderzenie z własnymi wyobrażeniami o bliskości i początku relacji. Takie doświadczenie może mocno uderzać w poczucie bezpieczeństwa w związku i własnej wartości, nawet jeśli minęło dużo czasu. Proszę pamiętać, że nie jest Pan w stanie cofnąć czasu ani zmienić przeszłości żony, ale można próbować zmienić narrację, jaką na temat tej historii nosi Pan w sobie. Im bardziej walczy Pan z myślami i stale do nich wraca, tym bardziej się utrwalają. Być może najtrudniejsze nie jest samo „zaakceptowanie” tego faktu, ale pogodzenie się z tym, że ta historia wydarzyła się przed Panem i nie odbiera wartości temu, co stworzyliście później razem przez 35 lat.

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

18 dni temu

Zobacz podobne

Kryzys w związku - mamy 51 lat, z nową żoną przechodzę przez trudny moment. Proszę o parę spotkań i pomoc psychologiczną
Dzień dobry, Mam 51 lat, bliźniaki w wieku 20 lat, dobrze działającą firmę. Jestem wdowcem - w 2021 roku zmarła po długiej chorobie moja żona. Po dwóch latach poznałem kobietę, w której zakochałem się.... Wspaniała jest ..... jednak jest to osoba, która po 25 latach rozstała się z mężem z jego winy (zdradził ją). Tak się złożyło, że jest to dobry psycholog ds. terapii indywidualnych.... No ale cóż, życie. Moja partnerka, jak wszystko jest fajnie to jest fajnie..... Jak nie to zamyka się jak "muszelka" w sobie i trwa to kilka dni. Bardzo ją kocham i generalnie to, co ona robi przekłada się na moje życie. Moje życie jest stabilne, spokojne, pozbawione problemów finansowych etc. Dzieciaki odchowane, idą na studia..... I kurcze byliśmy w ten weekend na weselu. Wesele jak to wesele - rodzinę widzi się czasami pierwszy raz od 20 lat. Poszedłem pogadać...... została sama przy stole..... Po weselu następnego dnia awantura .... tzn... bardziej ciche dni...... które trwają do dzisiaj ......" czy ty wiesz czego chcesz od życia ? I od naszego związku ? Czy Ty w ogóle rozumiesz co to znaczy związek ? (a mamy po 51 lat). I tak przez cały dzień. Dotrwaliśmy do punktu, który nazywa się"komplementowanie kobiet". Normalnie robiłem to przy mojej śp. żonie bardzo często i zawsze byłem u jej boku. A teraz ? Czy Ty zdajesz sobie sprawę Grzegorz, że komplementowanie innych kobiet w mojej obecności jest dla mnie obraźliwe ? Ja nie wiem..... może ja jestem starej daty i już komplementów nie należy używać ? Totalny foch w domu po tym weselu ........ Potrzebuję wsparcia - pewnie kilka wizyt online. żeby ktoś mi uzmysłowił - jak to teraz jest z kobietami bo kurcze się pogubiłem..... No jak nie można mówić komplementów kobietom ? ???? Aha - Grzegorz - niedopuszczalne jest jak wychodzisz i nie informujesz mnie na weselu gdzie wychodzisz...... no szedłem sobie nalać drinka, do toalety albo żeby porozmawiać z moją nie daj Boże miłą bratową...... .(no musiałem). Ty musisz mi mówić gdzie idziesz bo ja tu nikogo nie znam........ No kurcze masz kobieto 51 lat - jesteś prezesem firmy ...... jak ja wychodzę na 20 minut to sobie spróbuj pogadać z kimś nowym Będę wdzięczny za wsparcie.
Jak radzić sobie z lękiem przed odrzuceniem w związku?
Cześć, Mam problem z silnym lękiem, że moja obecna dziewczyna mnie nie kocha — boję się, że nie chce się ze mną spotykać ani pisać, że po prostu mnie nie lubi. W przeszłości byłem w związku, który bardzo mnie zniszczył psychicznie: tam często podważano moje uczucia i przestałem rozumieć, czym jest miłość i co powinienem czuć wobec drugiej osoby. Moja aktualna partnerka nigdy nie dała mi powodów, żeby myśleć, że mnie nie kocha. Wiele razy rozmawialiśmy o tym, znamy moją historię i ona stara się mnie wspierać. Daje mi zapewnienia i konkretne gesty, ale nie potrafię im zaufać — moje lęki odbierają im wartość. Potrafię się tylko skupić na negatywnych sytuacjach i kompletnie je wyolbrzymiam i nadmiernie analizuje szukając jakiegoś nieistniejacego dna. Na przykład: "nie odpisuje mi dzisiaj tak szybko jak wczoraj i robi to w suchszy sposób, napewno już nie chcę ze mną pisać, wszystko jest źle i musi mnie już nie kochać". To wydaję się niepoważne ale to realne myśli które doprowadzają mnie do szału. Czuję, że lęk przejmuje nade mną kontrolę: ciągle o tym myślę, mam ataki paniki i nie potrafię normalnie funkcjonować. Coraz częściej pojawia się też poczucie, że sam przestaję ją kochać, co mnie przeraża. Nie chcę, żeby mój lęk zniszczył naszą relację ani obwiniać jej o to, co się dzieje we mnie. Chodzę od niedawna na terapie, mineły dopiero dwie wizyty i wiem, że droga jest długa i ciężka ale z dnia na dzień jest coraz gorzej i czuje, że mam mało czasu zanim się psychicznie wykończe.
TW. Próba samobójcza, nie mam już siły, trudności finansowe, związkowe. Za mną mnóstwo terapii.
Dzień dobry, nie wiem ile mam miejsca, spróbuję się streszczać. Mam 25 lat, studiuję zaocznie 2. rok psychologii. Za mną 6 nieudanych terapii psychodynamicznych i terapia schematów, która zmieniła moje życie. Ale miała trwać rok, a w połowie nie było mnie dłużej stać. Mam borderline, ADHD i podejrzenie spektrum, ale diagnostka stwierdziła, że na końcu może powiedzieć, że nie wie (różnicowanie z traumą) więc przerwałem. Praca to dla mnie koszmar, bo źle rozumiem instrukcje a jak się czegoś trzeba domyślić to źle się domyślam. Jak potrzebuję o coś zapytać to słyszę "jak możesz tego nie wiedzieć" więc przestałem pytać, popełniam masę błędów, mimo że robię sobie w telefonie notatki. W rezultacie boję się ludzi (na co dzień też), nienawidzę siebie i zwalniam. Dwa lata zmagałem się finansowo, doszło do tego, że dorabiałem na prostytucji. To było łatwiejsze niż 8h np. w fast foodzie, w trybie walcz uciekaj. Zakochałem się w kliencie. Wydawało się, że jest wzajemność, mówił różne rzeczy, w tym, że chciałby tam zaparkować na stałe. Pochwalił moją inteligencję, co jest dla mnie ważne. Niesamowicie się rozumiemy, mamy podobne charaktery, jesteśmy też dobrani w łóżku. Miał wybrać i wybrał - żonę. Nie widzę już sensu w życiu. Nie chcę być już sam. Myślałem, że wymarzona praca terapeuty schematów wypełni mi pustkę, ale nie zapowiada się. Nie potrafię pojąć, że spotkałem kogoś idealnie dobranego i ta osoba mnie nie chce. Nienawidzę spotykanych na ulicach par. Nawet nie wiedzą, że mają supermoc. Moje życie nie ma żadnego sensu. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, ale co z tego, na nikogo to nie wpływa. Nikt mi nie towarzyszy. Nie robi żadnej różnicy, że codziennie wstaję z łóżka. Teraz szukam pracy po przeprowadzce i telefon milczy. Zrobiłem bardzo dobre CV, a potem jeszcze rozmowa nie do przejścia - utrzymuj kontakt wzrokowy, nawiąż small talk, spraw wrażenie sympatycznego, zadawaj pytania. Czuję, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie, od zawsze. Miałem próbę w grudniu, ale niestety przeżyłem. Nie wiem po co. Pierwszy raz próbowałem się zabić w 6. klasie podstawówki, potem w gimnazjum. Nikt tego nie widział, zawsze planuję tak, by nikt mi nie przeszkodził i sam muszę siebie przekonać, że to moje jedyne życie i póki żyję coś może się zmienić. Nie wierzę, że uda mi się uzbierać na terapię i wyzdrowieć. Nie wierzę już w miłość. Czuję się tak potwornie sam. Zostawiłem większość przyjaciół we Wrocławiu, łatwo było ich poznać przez studia, a w Łodzi mam zaoczne i jest trudniej. Cieszę się, że nie mam przerwy w studiach, ale tryb podoba mi się mniej - nie da się żyć studiami. To jedyna dziedzina w życiu jaka mi wychodzi. Nie wiem jakie mam pytanie, i tak na dniach się zabiję wreszcie, bo nie mogę znieść tej samotności i pustki.
Często dzieci, które mają jednego z rodziców chore na alkoholizm mają problem ze znajdywaniem drugiej połówki ?
Jak rozmawiać z mężem o jego relacji z byłą żoną i moich obawach?

Trudno mi dokładnie opisać sytuacje, w jakiej się znalazłam. 

Ale od początku. Mój mąż, zanim mnie poznał, rozstał się z żoną, z którą był w związku kilka lat (studia i później dwa lata), mają syna. Gdy się poznaliśmy, sytuacja była jasna i klarowna. 

W końcu my zostaliśmy małżeństwem i również mamy jedno dziecko. Nigdy nie dopytywałam za bardzo o kwestie byłej żony. Ustaliliśmy na początku naszego związku jakiś zakres wiedzy, jaki jest nam potrzebny do spokojnego funkcjonowania. Wiem, że mieli trudne małżeństwo. Mój mąż dużo pracował, awans za awansem, w tym czasie jego żona radziła sobie gorzej, co bardzo źle na nią wpływało. Niestety w końcu go zdradziła, mimo to próbowali odbudować relacje, zaszła w ciążę, ale ostatecznie zdecydowali się rozstać, a właściwie najpierw ona tak zadecydowała następnie mój mąż. Byli młodymi ludźmi, nie oceniałam tego wszystkiego. Ale komunikat za tym szedł jasny- gdyby nie dziecko, nie chciałby mieć z nią nic do czynienia. Niestety, jeśli o czymś wspominał, w związku ze starym życiem, to głównie były to jakieś okropne rzeczy, które robiła jego żona. Nie było tego może jakoś wiele, ale były to raczej kwestie w stylu- gdy byliśmy małżeństwem, to moja była zabraniała mi spotykać się z bratem, moją była nie wpuściła mnie do mieszkania, moja była często mnie na początkowo straszyła, że zabierze mi dziecko… Albo zupełnie trywialne- ona zawsze na treningach wygląda najdziwniej ze wszystkich. 

Te negatywy pojawiły się jakoś rok temu, w końcu usiadłam z nim i poprosiłam go, by nie wtajemniczał mnie w takie kwestie, że przecież każdy medal ma dwa końce. Aż w końcu mu powiedziałam- byłeś z nią, godziłeś się na to, więc… 

Wtedy przyznał mi rację i powiedział, że faktycznie niby tak gada, a sam przecież z nią był. W międzyczasie wspominał, że teraz kiedy nie są razem, to ma z nią super relacje, bo gadają TYLKO o dziecku, że może się zmieniła, bo przecież nie gada z nią normalne, to mogła się w sumie zmienić na lepsze. Ale nic go to nie obchodzi. Później nagle mówił, że nie ona raczej się nie zmieni. Jego była w międzyczasie osiągnęła to, co chciała, ma dobrą pracę, partnera, kupiła dom i zaraz kolejne dziecko w drodze. Zakładam, że żyje i układa sobie normalnie życie. W poprzedniej relacji były narzeczony, zdradzał mnie, co odkryłam, czytając mu sms. Zrobiłam to pierwszy raz w przeciągu 8-letniego związku. Tym razem po tych dziwnych tekstach na przełomie ostatnich miesięcy sprawdziłam również konwersacje mojego męża z byłą żoną. I nie ukrywam, że jestem bardzo zaskoczona i jednocześnie zawiedziona. Relacje między nimi określiłabym jako, bardzo koleżeńska. Są dla siebie mili, serdeczni. Mąż nie rozmawia z nią tylko o synu. Pyta czasami o pracę. Pisze jej, że jest super mamą i bardzo zdolna osoba w swoim zawodzie (mówił mi coś innego), składa życzenia na urodziny (mi powiedział, że tego nie robi), ona mu też, pogratulował jej ciąży z wysłaną emotka serduszka. 

Nic w tych wiadomościach nie wskazuje, jakoby jego była żona, była teraz zołzą i okropną osobą, raczej zawsze stara się pisać w stylu pokojowym. Nie przekraczają granic, ale kilka wiadomości od niej mąż przestawił w rozmowie zupełnie inaczej. Tak jakby hmmm manipulował nieco faktami. Czuję się bardzo źle z tym. 

Czuję rodzaj braku lojalności. Nie mam nic przeciwko jego dobrym relacjom z byłą żoną. Dla ich wspólnego dziecka to bardzo dobre. Ale czemu tak często wspominał o jej obrzydliwej zdradzie skoro później pisał z nią SMS w tak ciepłym tonie? Nie wiem, jak podjąć z nim rozmowę? Mój mąż według mnie to naprawdę fajny facet, mogę zawsze na niego liczyć, o wielu rzeczach mnie zapewnia, ale zawsze też mówi, żebyśmy mówili sobie wszystko i teraz nie wiem, co mam myśleć o tym wszystkim. Chcę, żeby relacja między nimi była ok, ale nagle zaczęłam się zastanawiać czy teraz jak jest między nimi normalnie w sms to, czy jakaś część jego nie zaczęła za nią tęsknić? Może dalej ją kocha? Nie mam pojęcia czemu uznał, że mówienie, że mają dobrą relacje, bo gadają tylko o synu, jest ok? Czemu nie powiedział wszystkiego?

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.