Dzień dobry, to co Pani opisuje, brzmi była Pani pod ściną i nie potrafiła się wydostać.
Natomiast wbrew temu, że poprosiła Pani żeby nie pisać o przyjściu na terapię, zalecę właśnie to. Powodem nie jest w żadnym razie złośliwość, ale to cenne sformułowanie "mogę tylko pisać, bo mi łatwiej niż mówić i się zacinać co chwila z nerwów". To właśnie jest ten ważny obszar, w którym powinno coś się zmienić, żeby można było zmieniać Pani funkcjonowanie tak jak Pani tego chce. To ważne, żeby Pani mierzyła się z tym przyjściem do gabinetu, tym, że nie wiadomo co psychoterapeuta myśli, obawy, że może ocenia, tą niezdolnością wypowiedzenia się. Terapia jest bardzo trudnym procesem, bo wydobywa na światło dzienne to przed czym uciekamy, ale też czego o sobie nie wiemy. To wymaga odwagi, żeby odrobinę się odsłonić, nie przed drugą osobą, ale samym sobą. Gabinet byłby od tego, żeby znów poczuła się Pani osaczona, pod presją, ale w celu wspólnego wyjścia z takiej pozycji. To nie dzieje się przez noc. Nawet gdyby ktoś ze specjalistów udzielił Pani porady, co zrobić, na niewiele się to zda. Pani wie co robić, ale jest blokada, gdzieś głęboko, do której trzeba się dostać.
Bardzo trzymam kciuki za to, że nadejdzie moment, że postawi Pani na siebie i znajdzie dla siebie odpowiedniego psychoterapeutę (zalecam psychodynamicznego).
Pozdrawiam
Magoń Wiktoria