Left ArrowWstecz

Jak zerwać kontakt po zdradzie i rozpocząć nowe życie?

Zostałam zdradzona po 11 latach bycia z partnerem , zablokowałam wstępnie jego numer ale po pewnym czasie go odblokowałam reagując na jego SMS-y . nie umiem go zablokować na stałe . Mam traumę nie wybaczę mu ale dlaczego ja się sama ranię wdając się z nim w pisanie dyskusje . On stara się mnie odzyskać tanim kosztem poprzez pisanie sms . Chce zapomnieć i otworzyć się na nowe życie ale nie daje sobie szansy . Proszę o pomoc jak sobie pomóc ??
User Forum

Natka1990

4 miesiące temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Bardzo mi przykro, że to Ciebie spotkało - po 11 latach to musi być bardzo trudne i bolesne. Z jednej strony warto dać sobie czas, w trosce o siebie, swoje emocje i potrzeby na tę chwilę. Co będzie wzmacniające? Często bywa tak, że "rozum podpowiada jedno, a serce coś przeciwnego." Poprzez odblokowanie numeru pojawia się sprzeczny komunikat - to jak dla byłego partnera na wpół otwarte drzwi - z jednej strony nie chcę kontaktu, a jednak on jest. Pani zaś, jak uznała, rani samą siebie. Ucięcie kontaktu jest może radykalnym krokiem, ale może na tym etapie jedynym, żeby ukoić siebie, żeby rany mogły się zagoić i móc ruszyć dalej?

Proszę siebie szczerze zapytać - czy jestem gotowa na wybaczenie, czy jednak zdecydowanie chcę dać sobie szansę na nową, szczerą relację? I wtedy podjąć decyzję i być w niej konsekwentną. Trzymam kciuki. 

Wszystkiego dobrego,

 

Anna Kapelska

Psycholog

 

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry, to naprawdę przykre i bardzo Ci współczuję. To czego teraz doświadczasz można nazwać walką między sercem a rozumiem. Bo nie da się po 11 latach być razem tak po prostu wykreślić kogoś ze swojego życia i być wobec niego obojętną, nawet jeśli bardzo Cię zranił. Przyjrzyj się swoim emocjom, kiedy czytasz i odpisujesz na jego wiadomości. Podejrzewam, że daje Ci to chwilową ulgę, poczucie, ze znowu jest "obecny" w Twoim życiu, ale po czasie możesz odczuwać jeszcze większe napięcie, smutek i złość. Nie oczekuj od siebie, że z dnia na dzień zaczniesz nowe życie i odetniesz się od tego, co było. Buduj nową rzeczywistość krok po kroku, staraj się robić dla siebie drobne przyjemności, skup się na relacjach, które dają Ci rzeczywiste wsparcie. Trzymam za Ciebie kciuki,

 

Justyna Bejmert

psycholog

4 miesiące temu
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

To, że wciąż reaguje Pani na SMS-y byłego partnera, nie oznacza słabości, tylko naturalną reakcję po zdradzie i traumie. Kontakt może chwilowo obniżać napięcie, ale utrudnia zamknięcie i proces żałoby. Warto ustalić jasne granice, np. brak odpowiedzi na wiadomości i dać sobie czas na przeżycie złości i smutku. Wsparcie psychologa może pomóc uporządkować emocje i wzmocnić zdolność do ochrony siebie oraz otwarcia się na nowe życie.

4 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


to nie jest tak, że Pani „robi coś źle” albo że brakuje Pani silnej woli. Po 11 latach więzi została Pani nagle zraniona i zerwana z kimś, kto był ważną częścią życia, organizm i psychika próbują się tego desperacko chwycić. Odpisywanie na jego SMS-y to forma samouspokajania: na chwilę zmniejsza napięcie, daje iluzję kontroli i domknięcia, ale zaraz potem ból wraca jeszcze mocniejszy. To mechanizm po traumie, a nie chęć powrotu do niego.

On, pisząc wiadomości, nie naprawia sytuacji, robi to „najtańszym kosztem”, bez realnej odpowiedzialności, a Pani płaci za to emocjonalnie. Żeby sobie pomóc, potrzebne są bardzo konkretne kroki: ponowne zablokowanie kontaktu (choćby z założeniem „na 30 dni”), niewchodzenie w dyskusje, bo one nie przynoszą ulgi, tylko utrwalają ranę, oraz świadome skierowanie emocji gdzie indziej, do terapeuty, zapisywania myśli, rozmowy z kimś bezpiecznym.

Odcięcie kontaktu nie jest karą dla niego. To ochrona dla Pani i jedyny sposób, by mózg i serce mogły zacząć się realnie goić i zrobić miejsce na nowe życie.


Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

4 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Nawracające kryzysy, autodestrukcyjne myśli i cPTSD po 40. roku życia – czy terapia może jeszcze pomóc?
Niestety miewam silne kryzysy bycia i życia! Czuję, że po każdym kolejnym jestem coraz mniej silna i tracę nadzieję, że kiedyś po prostu nie będę już czuć tych autodestrukcyjnych emocji i myśli. Nie wiem dlaczego tak jest! Mam zdiagnozowane zaburzenia osobowości i cptsd. Jestem pod opieką specjalisty, jestem w systematycznej terapii a jednak jest jak jest.Mam prawie 50 lat, może to kwestia wieku, że nie daję rady. Takiego może braku wiary w to, że może być lepiej. Nie wiem! Boję się z jednej strony o siebie a z drugiej wszystko staje mi się coraz bardziej obojętne. N
Żyję jak zombie - kompletnie nie mam myśli, pustka w głowie, otępienie.
Nie mam myśli w głowie, tylko oczy i nic więcej Z dnia na dzień mózg wyłączony dosłownie, jakby już nie dopuszczał do siebie żadnych myśli. Skończyło się tak, że tym, czym się stresowałem, przejmowałem już się nie przejmuję, a pustka w głowie została. U mnie z myślami jest tak, że nie mam ich stałego przepływu, nie czuje ich w głowie, żeby myśleć muszę na siłę się zmuszać i doszukiwać się ich gdzieś w głębokiej podświadomości, to zupełnie nienaturalne .Czyli zero automatycznych/spontanicznych myśli, czuję się jakbym był bez mózgu, tylko oczy i nic więcej. Pustka powoduje, że człowiek się obawia wszystkiego, czy to załatwiać jakieś sprawy, czy nawet wyjścia do sklepu i kupienia czegokolwiek. Taki strach i niepewność. Odkąd to się zaczęło to żyje jak zombie, chodzę po domu, jem, piję i śpię i tak dzień w dzień to samo. Z powodu niemyślenia nie rozmawiam, prawie nic nie robie!!! Następne dni mijają tak, jak poprzednie. Do tego otępienie, nadmierna senność, potrafię spać po 12-15h. Z tego co pamiętam to moja głowa jest pusta przez całe dnie dosłownie, ogólnie czuję ciszę.Mam to ponad rok już nie wiem co robić
Jak poradzić sobie z żałobą po 20 latach od śmierci bliskiej osoby?
Kryzys w 20 rocznicę śmierci brata - nieprzepracowana żałoba czy kwestia rocznicy? Dobry wieczór. 20 lat temu (i prawie miesiąc temu) zginął mój starszy o 8 lat brat. Okoliczności wypadku były okropne, jechał jako pasażer z przyjacielem, przyjaciel nie odniósł poważnych obrażeń, natomiast mój brat poniósł śmierć na miejscu. Jako rodzina dowiedzieliśmy się o tym w środku nocy, nagły telefon, krzyk mamy, która odebrała połączenie, potem cała noc niedowierzania, płaczu, krzyków. Najgorsza noc w moim życiu. Miałam wtedy 13 lat, mój brat 21. Byliśmy ze sobą bardzo blisko związani, on się mną dużo opiekował, ja byłam w niego zapatrzona jak w obrazek, był dla mnie zawsze wzorem. Pierwsze miesiące były dla nas - rodziców i mnie (byliśmy najbliższą rodziną we czwórkę, czyli rodzice, brat i ja) koszmarne. Dużo płaczu, dużo żalu. Z czasem przywykliśmy do tego, co się stało. Do tej pory często o bracie wspominamy, pojawia się w wielu rozmowach. Uważam, że czas nie leczy ran, tylko powoduje właśnie, że zaczynamy żyć z uwzględnieniem tej nowej rzeczywistości. Co roku czas w okolicach wypadku był dla mnie ciężki. W tym roku od miesiąca nie mogę sobie natomiast z tym poradzić. Bardzo dużo myślę o samym wypadku i jego okolicznościach, o sprawcy. O bracie w mega fajnych wspomnieniach, ale też o tym ile go omija i mnie razem z nim. Mam trzyletnią córeczkę i dobija mnie, że nigdy nie pozna wujka. Mam też męża, z którym nie do końca mogę porozmawiać na ten temat, w dobie dzisiejszego świata, gdzie praca wiedzie pierwsze skrzypce ciężko o chwilę na taką rozmowę o uczuciach. No ale właśnie - jak już rozmawiamy, to mąż potrafi mi powiedzieć, że „przecież minęło już 20 lat, po co rozpamiętywać”, „przecież czas leczy rany” itd. Nie chcę być egoistką, boję się trochę, że w całej tej tragedii siebie stawiam na pierwszym planie. Ale czy mąż ma rację? Czy coś jest ze mną nie tak, że po 20 latach te uczucia i wspomnienia tak mocno wróciły? Z czego to może wynikać? Pomyślałam, że chciałabym się spotkać ze sprawcą, że może w jakiś sposób rozmowa z nim pozwoliłaby mi przejść dalej. Mąż nie podziela mojego postrzegania i uważa, że to zły pomysł. „Przecież minęło 20 lat, masz teraz swoją rodzinę i na nią powinnaś patrzeć”… Nie chcę robić z siebie ofiary, ale dla 13-letniej dziewczyny tak nagle odejście brata, na które nijak nie można się było przygotować, nastawiło chyba całe przyszłe życie. Co mam zrobić, żeby było lepiej? Czy faktycznie moje cierpienie w tym momencie rzutuje na rodzinę? Nie uchylam się od żadnych obowiązków, śmieje się z córką, żyję normalnie, poza momentami, kiedy dziecko pójdzie spać czy jestem sama i dopadają mnie wspomnienia.
PTSD po nadużyciach seksualnych w dzieciństwie - zauważyłam, że karcę się za siebie za to, że czuję emocje, wracam do przykrych doświadczeń. Czy powinnam raczej sobie współczuć i przyjmować emocje, takie, jakie są?
Czy ja za dużo od siebie wymagam ? Mam 21 lat, w wieku 12 lat zostałam wykorzystana seksualnie przez mojego kuzyna . Byłam w takim wieku, że za bardzo nie byłam świadoma tego, co się stało... Nie wiedziałam, że to coś złego dopiero po latach to wszystko do mnie doszło... Wróciło, pojawiły się wspomnienia ,koszmary senne. W wieku 16 lat zdecydowałam się opowiedzieć o tym, co mnie spotkało . Sprawa trafiła do sądu a ja pod opiekę psychologa, później terapeutki .Terapeutka stwierdziła u mnie zespół stresu pourazowego, zaczęłam terapię .Moja terapia trwała dwa lata . Teraz żyję chwilą obecną ,staram się cieszyć życiem i małymi szczegółami .Czasami jednak zdarza się, że moje myśli uciekają do tamtych przykrych doświadczeń... Wtedy myślę o tym i pojawiaja się dużo emocji złość ,gniew ,smutek ,rozpacz do nienawiści, bardzo często złapałam się na tym, że gdzieś tam wyrzucam sobie w głębi to, że myślę o tamtych doświadczeniach oraz to, że towarzyszy im tyle emocji - w natłoku tych myśli karcę siebie za to, co czuję ,mówię sobie jak bardzo go nienawidzę za to, co mi zrobił . Mówię sobie, że przecież minęło tyle czasu, dlaczego czuję to, co czuję i już powinno mnie to nie ruszać itp czemu o tym myślę, wspominam, nie powinnam itp. Czuję w takich chwilach się bezsilna . Moja kuzynka twierdzi, że jestem za surowa dla siebie... Że to nie jest tak, że po takim wydarzeniu skończę terapię będzie wszystko super zawsze itp, że zakończę ten rozdział raz na zawsze itp, bo to dalej będzie część mnie i zamiast karcić się za to, co czuję to powinnam bardziej być dla siebie łagodniejsza ,współczująca, bo to trudne doświadczenie i twierdzi, że jak zacznę sobie współczuć zamiast surowo się traktować, będzie troszkę lepiej i łatwiej . Jak czuję, że emocje są - po prostu pozwolić je przeżyć a nie je blokować i mówić sobie jeszcze i być zła, że z powodu tamtego doświadczenia odczuwam jakieś emocje . Czy tak jest faktycznie ?
Czy zmiana pracy pomoże w pokonaniu traumy z powodu odrzucenia czy jest to ucieczka?

Czy jeśli mam traumę (poczucie odrzucenia), a zdarzają się często sytuacje wywołujące tę traumę i te nieprzyjemne uczucia, to czy powinnam zmienić pracę, czy to raczej byłaby ucieczka, bo trzeba się z tym zmierzyć, żeby wyzdrowieć? Chodzi o to, czy może być tak, że np. tu się nie przecisnę, a gdzie indziej dam radę to pokonać, by wyzdrowieć?

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.