
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia
- Jak znaleźć...
Jak znaleźć odpowiedniego psychologa do konkretnych tematów związanych z przeszłością mającą wpływ na obecne życie?
Jak znaleźć odpowiedniego psychologa do konkretnych tematów związanych z przeszłością mającą wpływ na obecne życie?
Andrzej
3 lata temu
Paulina Sadowska
Dzień dobry,
Zadał Pan pytanie jak znaleźć odpowiedniego specjalistę, który mógłby pomóc w rozumieniu i przyjrzeniu się wydarzeń z przeszłości wpływających na obecne życie. Wyobrażam sobie, że wybór do jakiego specjalisty się udać może nie być prosty. Przyglądanie się przeszłości, np pewnym sytuacjom, relacjom, które wpływają na teraźniejszość wymaga czasu. Myślę, że w takim wypadku skuteczniejszą formą pomocy jest psychoterapia. To wiąże się z kolejnym wyborem, który nurt psychoterapeutyczny wybrać. Pomocne w poznaniu i rozumieniu, czym się różnią mogą być liczne artykuły opisujące konkretne nurty, np.https://twojpsycholog.pl/blog/nurty-w-psychoterapii. Jeśli byłby Pan zainteresowany psychoterapią w nurcie psychodynamicznym to zapraszam na konsultację. Pozdrawiam Paulina Dąbrowska.
3 lata temu
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Teresa Łącka
Dzień dobry, najlepiej proszę poszukać psychologa, który pracuje w obszarze problemów, które Pana dotyczą. Dobrze byłoby również, żeby określił Pan czy woli Pan spotkania osobiste, czy online, czy też nie ma to znaczenia. W dwóch ostatnich przypadkach wybór z pewnością będzie szerszy :)
3 lata temu
Monika Wojnarowska
Dzień dobry,
widzę, że ma Pan zdefiniowane jakiego rodzaju wsparcie jest potrzebne. Temat który Pan nakreślił może być inaczej podejmowany przez przedstawicieli różnych specjalności i specjalizacji (to nie to samo) z psychologii czy różnych nurtów i szkół psychoterapii. Być może warto poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą specyfiki poszczególnych nurtów, specjalności czy specjalizacji by spróbować oszacować które podejście jest bliskie temu czego Pan potrzebuje.
Inną propozycją rozwiązania jest umówienie się na konsultacje wstępną (niektórzy prowadzą je bezpłatnie ) do przedstawicieli kilku różnych podejść, nurtów i szkół. Będzie Pan sam potrafił ocenić czy dany psycholog odpowiada na Pańskie potrzeby czy nie.
życzę powodzenia i trzymam kciuki by znalazł Pan dla siebie odpowiedniego specjalistę ;)
3 lata temu

Zobacz podobne
Dlaczego czuję się jak dziecko mimo dorosłego wieku? Analiza w kontekście przemocy i CPTSD
Witam. Przychodzę z myślę, dość nietypowym pytaniem, ponieważ próbuję zrozumieć siebie. Otóż, doświadczałam przez kilka lat przemocy seksualnej, oprócz tego przemoc psychiczna i fizyczna w domu rodzinnym, rodzina w której był alkohol, mam diagnozę CPTSD i od niedawna jestem z tego względu w terapii. Od jakiegoś czasu zaczęłam zauważać w sobie coś dziwnego, co mnie przeraża - mianowicie odkryłam, że coraz częściej czuję się jak dziecko, mimo że mam 24 lata. Na co dzień pracuję na odpowiedzialnej pozycji (pracuję od 18 r.ż., ale od roku w służbach, więc duża odpowiedzialność, wymaganie bycia twardym i dojrzałym - które spełniam bez zarzutu), natomiast w chwilach kryzysu, a coraz częściej w zwykłe dni - przemawiają przeze mnie dziecięce potrzeby. Mam potrzebę przytulić się do osoby bliskiej i zaufanej, rozpłakać w jej ramionach, by ona mnie głaskała, tuliła, uspokajała, mówiła, że jest i nie odejdzie. Albo chcę położyć głowę na jej kolanach, by ona bawiła się moimi włosami i uspokajała. Gdy dopada mnie kryzys i muszę sobie radzić sama (poza przyjaciółmi, którzy nie mieszkają tu gdzie ja, nie mam takich bliskich osób w życiu), kołyszę się, płaczę niekontrolowanie i nie mogę przestać, przytulam pluszaka/poduszkę i nakrywam się cała kocem, by było to poczucie bycia przytulonym. Gdy tak o tym myślę, ogółem wcześniej w życiu też miewałam takie momenty, przy osobach, które wyzwalały we mnie takie matczyne przeniesienie, ale występowało to dużo rzadziej niż teraz. Będąc na sesji terapeutycznej z kolei czuję się jak dziecko, ponieważ czuję się taka bezbronna. Na co dzień nikt mnie nie widzi innej niż: twarda, niezależna, pewna siebie, uśmiechnięta, radząca sobie. Terapeuta wie o mnie wszystko, moją historię, myśli, emocje, uczucia, pragnienia, lęki, potrafi mnie czytać nawet, gdy milczę - siedzę w gabinecie przed nią i jestem absolutnie bezbronna, jak dziecko. Gdy się zdenerwuję, bo mówi coś i wiem, że ma rację, ale wiem też, że zrobienie tego będzie niekomfortowe i trudne, mam ochotę się obrazić, przewracam oczami, za chwilę się uśmiecham i i tak to później robię, wracam i opowiadam o tym, jak dziecko, które biegnie się pochwalić lub pożalić mamie (nie, to nie jest matczyne przeniesienie, jesteśmy zbyt blisko wiekowo), a gdy się zawstydzam, potrafię zakryć dłońmi twarz, albo schować ją w poduszkę, również jak dziecko. Sama tego nie rozumiem, zawsze tak robiłam (za wyjątkiem relacji partnerskich), ale dopiero teraz to widzę, bo częściej wychodzi i przeraża mnie, jak to dziecko przeze mnie przemawia. Proszę, wytłumaczcie mi co się ze mną dzieje.
Pogorszone samopoczucie po pierwszej wizycie u psychologa i lęk przed kolejną. Czy to normalne?
Byłam na pierwszej wizycie u psychologa.Po wizycie mój stan psychiczny bardzo się pogorszył.Moje myśli nie dają mi spokoju,że jestem beznadziejna ,do niczego się nie nadaję...Najchętniej cały dzień spędziłabym w łóżku, nic nie robiąc....Nic mnie nie cieszy i co chwilę chce mi sie płakać. Myślę o rezygnacji z następnej wizyty, mimo iż wiem, że potrzebuje pomocy (stresuje się bardzo wizytą, boję się).Czy takie samopoczucie jest "normalne "?Co zrobić by poczuć się lepiej ?
Naruszyłam granice prywatności mojej psychoterapeutki, czuję się o nią zazdrosna. Boję się jej reakcji, nie wiem co robić.
Wiem że to nie jest krótkie, ale nie umiem inaczej. Mam 17 lat. Chodzi o to, że jakiś czas temu naruszyłam jej granice prywatności dość mocno. Było to kilka miesięcy temu. Wystalkowałam jej instagrama. Najpierw było tylko tak, że po prostu sprawdzałam jej profil czy nie dodała jakiegoś postu. Ma konto prywatne. Jednak któregoś dnia zrobiłam fejkowe konto z jej znajomych na fb i wysłałam zaproszenie. Później ona mnie usunęła stamtąd, bo to konto nie było zbyt autentyczne. Jednak później, po kilku miesiącach zrobiłam nowe, jednak po czasie jak mnie to zaczęło przytłaczać i miałam zbyt duże wyrzuty sumienia to usunęłam to konto, jestem strasznie zazdrosna o jej dziecko, kiedyś rozmawiałam z nią o tym, że jestem zazdrosna o pacjentów i jej rodzinę. Czuję się źle z tym i zdaje sobie sprawę że to duże naruszenie pewnych granic. Chciałabym o tym jej powiedzieć, bo czuję, że to bardzo ważne, jednak za bardzo się boję, że nie będzie mnie lubić albo nawet mnie znienawidzi. Że będzie niemiła. Albo, że nie będzie chciała mieć ze mną terapii, a wtedy nie dam rady na pewno. Czy może tak się stać?
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości.
Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej.
Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień.
Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć.
Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
Żona przeżyła ogromną traumę po doznanej przemocy wobec niej i innych. Miesiąc temu wyprowadziła się ode mnie, obwiniając mnie o znęcanie się. Co mam robić?
Żona została wykorzystana 15 lat temu, 13 lat temu jej oprawca zabił 12-letnią dziewczynkę. Ponad 2 lata temu zaczęła się leczyć, ale leczenie łączyła z alkoholem. Pisała, że po tym zdarzeniu prowadziła ryzykowny tryb życia. Reumatyzowała się. Miesiąc temu wyprowadziła się do koleżanki poznanej w psychiatryku i obwina mnie o znecanie się. Ktoś może pomóc, mamy 3 dzieci?

