Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak znaleźć zdrową relację będąc gejem wśród trudnych doświadczeń z narkomanami i alkoholikami?

Mam taki problem dzień dobry. Jestem gejem , i życie w samotności mi nie pasuje. Umawiamy się z facetami ale to są bardzo dziwne znajomości których do tej pory nie rozumiem. Umawiam się albo z żonatymi facetami którzy mają żony i próbują skoki w bok co potem nie chce się z takimi osobami umawiać ale oni często kłamią i mnie nie oszukują. Potem spotykam ludzi , którzy są bardzo j zdegenerowani społecznie typu alkoholicy narkomanii nawet miałem kontakt z męską prostytutką. Ja nie jestem osobą tak mi się wydaje że zdegenerowaną społecznie. To jest mnóstwo piszą do mnie narkomanów których ciągle blokuje. Macie jakieś trudne doświadczenia jak wyszedł z liście takich sytuacji życiowych. Obecnie jestem sam ponieważ no nie mogę zaakceptować takiej sytuacji w których ktoś próbuje w moim mieszkaniu mnie okraść albo używa alkohol albo narkotyki . Wyrzucam takie osoby z mieszkania i z mojego życia na początku one kłamią i mówią że tak nie robią a potem okazuje się że są narkomanami albo prostytutkami albo alkoholikami. Macie jakieś pomysły na poznanie kogoś normalnego jeszcze nie zaburzonego.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Pana pragnienie stworzenia stabilnej relacji i niechęć do samotności są całkowicie naturalne, a sytuacje, w których spotyka Pan osoby nielojalne lub mierzące się z uzależnieniami, mają prawo budzić w Panu frustrację i poczucie zagrożenia. To bardzo dobrze, że potrafi Pan stawiać wyraźne granice i natychmiast kończyć relacje, które naruszają Pana bezpieczeństwo. Powtarzalność tych trudnych doświadczeń może jednak sugerować, że warto przyjrzeć się miejscom i sposobom, w jakie nawiązuje Pan pierwsze kontakty – być może platformy, z których Pan korzysta, sprzyjają anonimowości i ukrywaniu prawdy. Dobrym pomysłem na poznanie kogoś o podobnych wartościach jest zaangażowanie się w bezpieczniejsze przestrzenie, takie jak grupy pasji, wolontariat, stowarzyszenia czy wydarzenia dedykowane społeczności LGBT+, gdzie relacje buduje się wolniej i bardziej transparentnie. Zachęcam Pana również do skonsultowania się z psychologiem, z którym mógłby Pan bezpiecznie przyjrzeć się swoim kryteriom wyboru partnerów oraz wypracować sposoby na wczesne rozpoznawanie tzw. „czerwonych flag” u nowo poznanych osób.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry. 

 

  Przykro mi, że przechodzisz przez coś takiego.  To musi być bardzo wyczerpujące i demoralizujące, gdy ciągle trafiasz na osoby, które cię okłamują, wykorzystują lub mają poważne problemy, z którymi ty nie chcesz i nie musisz 

Zmień kanały poznawania ludzi czyli jeśli korzystasz z aplikacji randkowych itp., to tam niestety bardzo często pojawiają się osoby szukające anonimowego seksu, osoby w kryzysie, uzależnione lub żonaci. To nie znaczy, że wszyscy tacy są, ale ryzyko trafienia na kogoś niestabilnego jest wysokie. 

Warto spróbować grup wsparcia lub integracji LGBTQ+ (np. stacjonarnie w wielu miastach są organizacje pozarządowe, które organizują spotkania, warsztaty, spacery),  aplikacji mniej anonimowych i bardziej nastawionych na związki  (ale z bardzo wyraźnym opisem, że szukasz kogoś trzeźwego, stabilnego i bez tajemnic)

aktywności, które lubisz jak siłownia, kino dyskusyjne, wolontariat, język migowy, cokolwiek gdyż tam można poznać ludzi w naturalnym kontekście.

  Postawienie jasnych granic na starcie kiedy możesz już w pierwszej rozmowie napisać wprost: „Nie umawiam się z osobami po ślubach, w związkach, z osobami używającymi narkotyków czy mającymi problem alkoholowy. Szukam kogoś trzeźwego i stabilnego.” Wiele osób się od razu odetnie natychmiast i dobrze, bo nie zmarnujesz czasu.

 Spotkania w kawiarni, na spacerze, w parku, w miejscu publicznym. Daje to czas, żeby zobaczyć, czy ktoś mówi prawdę o sobie. Osoby, które chcą cię okraść lub wykorzystać, często naciskają na szybkie spotkanie u ciebie.

To, przez co przechodzisz, może prowadzić do wypalenia, izolacji albo przekonania, że „wszyscy geje są tacy”. To nieprawda. Są tysiące normalnych, trzeźwych, lojalnych facetów, tyle że oni często też się chowają, bo mają dość patologii. Czasem warto zrobić przerwę od szukania na miesiąc, zadbać o siebie, a potem wrócić z inną strategią.

Twoja historia nie jest rzadka gdyż wielu gejów przechodzi przez etap, w którym wydaje im się, że na rynku są tylko żonaci, ćpuny i prostytutki. To dlatego, że te osoby są bardzo aktywne w aplikacjach, a osoby stabilne szybko z nich rezygnują lub rzadko się logują. Paradoks: im bardziej normalny facet, tym krócej go na aplikacji czy jakieś stronie.

Jeśli masz możliwość, warto rozważyć kilka rozmów z psychologiem (nawet online) i nie dlatego, że coś z tobą nie tak, ale dlatego, że takie doświadczenia zostawiają ślad i łatwiej potem rozpoznać czerwone flagi, gdy ktoś cię wspiera. Trzymam za ciebie mocno kciuki. Nie jesteś skazany na samotność ani na patologię ale po prostu na razie trafiałeś w bardzo specyficzny segment rynku. To się da zmienić.

Joanna Zofia Nowakowska

Joanna Zofia Nowakowska

Hej, czytam to i myślę sobie ile energii musisz wkładać w to ciągłe weryfikowanie, blokowanie, wyrzucanie. To jest naprawdę męczące i masz rację, że nie chcesz na to się zgadzać.
Jedna rzecz, którą zauważam z zewnątrz: wzorzec który opisujesz, że “na początku kłamią” - to jest sygnał, że gdzieś na etapie selekcji coś się powtarza. Nie piszę tego żeby wskazać palcem na Ciebie, tylko dlatego że to jest dokładnie ten rodzaj rzeczy, który fajnie rozebrać na części z kimś z zewnątrz. Psycholog czy terapeuta LGBT-friendly nie będzie Ci tłumaczył co robić - pomoże Ci zobaczyć co przyciągasz i dlaczego, i co z tym zrobić.
W Polsce działa np. Stowarzyszenie Lambda które ma bezpłatne konsultacje psychologiczne dla osób LGBT+. Warto sprawdzić.
Trzymaj się - to że stawiasz granice i wyrzucasz toksyczne osoby to jest siła, nie porażka.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Drogi Panie Mieczysławie,

 

Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że jest Pan bardziej zmęczony powtarzającym się rozczarowaniem niż samą samotnością. Trudno budować zaufanie, gdy kolejne osoby okazują się kimś innym, niż deklarowały na początku.Zawuważyłam w tresci Pana wiadomości, że mimo wielu nieprzyjemnych doświadczeń potrafi Pan stawiać granice i kończyć znajomości, które są dla Pana niebezpieczne lub niezgodne z Pana wartościami. Jest to ważna umiejętność.Być może warto zastanowić się nie tylko nad tym, kogo Pan chce unikać ale także gdzie można spotkać osoby o podobnym stylu życia i wartościach. Relacje oparte wyłącznie na przypadkowych kontaktach często niosą większe ryzyko rozczarowań niż znajomości budowane wokół wspólnych zainteresowań, aktywności czy środowisk, w których ludzie szukają czegoś więcej niż przelotnego kontaktu.Życzę Panu, aby nieprzyjemne doświadczenia nie odebrały Panu wiary, że można spotkać kogoś uczciwego, szanującego granice i gotowego na prawdziwą relację.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Victoria Krzywdzińska

Victoria Krzywdzińska

Cześć Mieczysław :)


Rozumiem, że życie w samotności Ci nie pasuje. Widzę, że spotkałeś wiele trudności w znalezieniu osoby, z jaką chciałbyś nawiązać kontakt na dłużej. 
Nie znając bliżej Ciebie i szczegółów Twojej sytuacji, zastanawiam się w jakich miejscach znajdujesz takie osoby. Czy to może aplikacje randkowe czy ogólnie internet, a może na żywo, na jakichś wydarzeniach czy w miejscach, które sam często odwiedzasz. Może warto pomyśleć nad zmianą tego miejsca? Chodzenie w miejsca, na wydarzenia, które są Tobie bliskie, może pozwoli Ci poznać bardziej odpowiednie osoby?
Druga taka rzecz, o której pomyślałam, to czy może te osoby, z którymi wchodzisz w kontakt są w jakiś sposób podobne, są takie rzeczy co od razu sugerują, że to nie osoba dla Ciebie? Może warto pomyśleć jakie sygnały mogą taką sytuację sugerować?

Nie jestem pewna jak bardzo starasz się taką osobę obecnie poznać, ale jeśli jest to twój główny obszar zainteresowania w tym momencie, może warto troszkę zwolnić i dać sobie przestrzeń na „przetrawienie” sytuacji, które już miały miejsce?


To tylko takie ogólne sugestie, możliwe, że nietrafione, ale mam nadzieję, że znajdziesz odpowiedź w którejś z nich :)


Jeśli jednak czujesz, że to w ogóle do Ciebie nie trafia, poleciłabym Tobie udać się na konsultację z psychologiem, który będzie miał szansę Cię poznać i lepiej zrozumieć twoją sytuację.


Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie

Victoria Krzywdzińska

Wiktoria Rybak

Wiktoria Rybak

Dzień dobry,

 

dziękuję, że napisał Pan o swoich doświadczeniach. Już samo to, że próbuje Pan zrozumieć, co się dzieje i szuka sposobów na zmianę tej sytuacji, jest bardzo ważne. Z Pana wiadomości wynika też, że potrafi Pan dostrzegać zachowania, które są dla Pana nieakceptowalne, i stawiać granice. To naprawdę cenna umiejętność.

 

Pisze Pan, że kiedy odkrywa Pan kłamstwa, uzależnienia, próby wykorzystania czy okradzenia Pana, kończy Pan takie znajomości. Choć z pewnością jest to bolesne i rozczarowujące, pokazuje to, że nie godzi się Pan na relacje, które naruszają Pana bezpieczeństwo i wartości. To jest przejaw dbania o siebie.

 

Zanim zacznie Pan szukać kolejnej relacji, warto przez chwilę zatrzymać się przy pytaniu: czego właściwie chciałbym od związku? Jakie cechy partnera są dla mnie ważne? Na co jestem otwarty, a czego na pewno nie akceptuję? Z Pana wpisu widać już kilka jasnych odpowiedzi: nie chce Pan relacji opartych na kłamstwie, zdradzie, nadużywaniu alkoholu czy narkotyków oraz zachowaniach zagrażających bezpieczeństwu. To są ważne granice i dobrze, że je Pan zna.

 

Zastanawiam się też, gdzie najczęściej poznaje Pan nowych ludzi. Niektóre miejsca czy aplikacje są bardziej nastawione na przelotne kontakty, co może zwiększać ryzyko spotkania osób, które nie szukają stabilnej relacji lub ukrywają ważne informacje o sobie. Warto rozważyć szukanie znajomości także w przestrzeniach związanych ze wspólnymi zainteresowaniami, grupami społecznymi, wydarzeniami dla społeczności LGBT+, organizacjami, wolontariatem czy portalami, gdzie użytkownicy jasno określają, że szukają związku, a nie jedynie przypadkowych spotkań.

 

Pomocne może być również dość wczesne i jasne komunikowanie swoich oczekiwań. Nie chodzi o przesłuchiwanie drugiej osoby, ale o otwarte powiedzenie: „Szukam uczciwej relacji i nie interesują mnie układy z osobami będącymi w związkach ani kontakty związane z używaniem narkotyków”. Taka szczerość od początku często pozwala szybciej odsiać osoby, które mają zupełnie inne intencje.

 

Rozumiem też Pana zmęczenie i frustrację. Kiedy kilka razy trafiamy na osoby, które nas rozczarowują, łatwo zacząć myśleć, że „wszyscy tacy są”. Jednak z tego, co Pan opisuje, nie wynika, że problemem jest Pana niezdolność do budowania relacji. Szuka Pan bliskości i jednocześnie nie chce rezygnować ze swoich wartości i bezpieczeństwa. Budowanie relacji wymaga czasu i może czasem trwać dłużej niż byśmy sobie tego życzyli, natomiast ważne jest też to, że Pan wie w jakim kierunku chce iść.

Zobacz podobne

Problemy z relacjami i brak uczuciowego przywiązania - czy to narcyzm?
Witam. Mam problem w relacjach z ludźmi. Jestem introwertykiem, ale mam wrażenie że problem nie wynika tylko z tego. Autentycznie nie jestem w stanie się z nikim związać więzią przyjacielską czy też partnerską. Bardziej kieruję się użytecznością danej osoby i korzyściami jakie niesie wprowadzenie jej do swojego życia. Relacje przyjacielską i partnerską traktuję bardziej jako wymianę barterową. Nie potrafię w sobie obudzić jakichkolwiek uczuć względem takiej osoby (empatii, współczucia, przywiązania). Bardziej czuję żal do takiej osoby jeśli ta odejdzie z mojego grona znajomych, ponieważ tracę jakieś dodatkowe cechy użyteczne tejże osoby. Też jak wychodzę do ludzi, to faktycznie nie mam poczucia kontaktu z ludźmi. W pracy jest okej, zawsze się pogada czy coś, ale nie umiem tak o łapać kontaktu z kimś i rozmawiać długo na jakiś temat. Czuję się wyobcowany trochę i brakuje mi takiej atencji żeby ktoś mną się zainteresował i sam mnie zaczepił. Nie wiem czy to jakiś narcyzm czy coś takiego. Jeszcze jedno, czuję wieczny strach że jak dana osoba odejdzie to sobie nie poradzę bo ona jest ogarnięta w sferach w których ja się gubię i jestem totalnie zielony. Tak jakby zależało mi faktycznie tylko na użyteczności. Strasznie utrudnia mi to życie bo chciałbym poczuć jakieś przywiązanie do kogoś a nie tylko "kontrakt z wymianą barterową"
Jak wspierać chłopaka transpłciowego i radzić sobie z lękem społecznym?
mam chłopaka transpłuciowego i każdy mnie tym lęka i go ze nie jest prawdziwym chłopakiem nie wiem jak sobie poradzić i jak pomoc mu.
Po latach związku i proszenia o bliskość partnerkę mam już dosyć, już mi się nie chce. Może ona nigdy mnie nie kochała?
Witam wszystkich, Jestem tutaj dosyć nowy, mam więc nadzieję więc, że piszę w odpowiednim do tego wątku. Piszę bardziej z braku alternatyw, jako że nie wiem już za bardzo co robić dalej ... co jest odpowiednim dalszym krokiem w "naszej sytuacji", która wygląda następująco : Jesteśmy małżeństwem od około 11 lat, obydwoje powoli zbliżamy się do 40'ki, brak dzieci. Przed ślubem dwa razy się rozchodziliśmy z mojego wyboru, "Ona" wtedy nie za bardzo radziła sobie z różnymi uczuciami i była dosyć wybuchowa, rzadko adekwatnie do sytuacji - co sama po latach przyznała. Non stop się kłóciliśmy dosłownie o nic, kłótnie zawsze zaczynała ona. Jak pisałem wcześniej, kończyło się to tym, że rozeszliśmy się dwa razy, po czym dwa razy ja wracałem do niej, prosząc o to, abyśmy spróbowali raz jeszcze. Nie jest ta sytuacja jakoś szczególnie znacząca, aczkolwiek wolę nie pomijać za dużo. Przysłowiowy trzeci raz okazał się sukcesem, jako że przestaliśmy się kłócić "o nic" , i jeżeli miewaliśmy później jakiekolwiek spory, to były już one dużo bardziej racjonalne - aczkolwiek było ich bardzo mało na przestrzeni kolejnych 10 lat - po naszym ślubie. Zaczęliśmy się w końcu bardzo dobrze dogadywać i miałem wrażenie, że weszliśmy na jakiś mityczny, wyższy poziom oświecenia i zrozumienia, nasz związek był idealny, dogadywaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nadal nie mieliśmy dzieci z jej wyboru. Mama od zawsze powtarzała jej jak była młodsza, że najgorsze co może jej się w życiu przydarzyć to zajście w ciążę i nie skończenie szkoły średniej czy wyższej. Po latach tak jej zostało i panicznie bała się ciąży i wszystkich jej skutków. Ja byłem gotowy i chętny na dzieci dużo wcześniej, aczkolwiek wiedziałem jak wygląda sytuacja, więc nie naciskałem jej i cierpliwie czekałem aż będzie gotowa ... co po latach jak zaraz opiszę okazało się błędem. Wszystko było idealnie przez lata, aczkolwiek po około 4 - 5 latach ( od ślubu ) zauważyłem pewną prawidłowość ... zawsze tylko ja przychodzę i inicjuję jakąkolwiek intymność / sex między nami. Nie zrozumcie mnie źle ... zawsze jak go inicjowałem ona zawsze była "chętna" i nigdy nie bolała jej przysłowiowa głowa. Warto też nadmienić dla pełnej przejrzystości, że nasze libido na pewno różni się poziomami ... ja mógłbym uprawiać z nią sex w zasadzie co drugi dzień. Jej libido jest oczywiście dużo niższe, jak bardzo do tego zaraz dojdziemy. Koniec końców zauważyłem, że tylko ja inicjuję wszystko już od około 4-5 lat ... wszystko, w sensie codziennie, zawsze jak robimy cokolwiek zawsze złapię ją za pupę, pocałuję w ucho, szyję, kark ... zwłaszcza jak robi coś w kuchni i mogę jej "poprzeszkadzać" ... zawsze, codziennie pokazuję jej, że ją uwielbiam, ubóstwiam, że mi się podoba i że mnie podnieca, że jest moją muzą dosłownie. Sam sex też raczej głównie skierowany był na nią, zawsze obydwoje rozmawialiśmy ze sobą dużo w trakcie, abyśmy obydwoje wiedzieli co nam się podoba, co nie itp. I z reguły ona zawsze dochodzi kilka razy, ja raz lub może dwa jak mam lepszy dzień. Opisuję to raczej, aby przedstawić, że zawsze wszystko robione jest pod nią/dla niej. Nawet gra wstępna była po to, aby ją nakręcić ... nigdy nie było na odwrót, nigdy ona nie robiła nic, aby mnie nakręcić - bo wiadomo, to jest z automatu. Dodam, że na początku naszego związku - przed ślubem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zależało jej na tym ,aby mi sprawić przyjemność i to było jasne i klarowne. Po ślubie wszystko się zmieniło. Do puenty ... po tych wcześniej wspomnianych 4-5 latach zauważyłem mimowolnie, że tylko ja przychodzę po "cokolwiek" więc powiedziałem jej co zauważyłem, wiadomo rozmawialiśmy o temacie itd. ona stwierdziła, że nie zauważyła tej prawidłowości, ale obiecywała poprawę, że będzie się ciut bardziej starać itp., aby nie było to takie jednostronne. Minęło kilka miesięcy i nie zmieniło się nic, mieliśmy kolejną rozmowę, i jej konkluzją było to samo co wcześniej. Zrobiłem więc test, nie przychodziłem po nic sam przez pół roku – i w trakcie tych 6 miesięcy ona nie przyszła „po nic” ani razu i ani razu nie uprawialiśmy sexu. Mieliśmy kolejną rozmowę, tym razem miałem już nieco pretensji i chciałem jakiś wyjaśnień, co się dzieje, dlaczego ona nie ma żadnych potrzeb naszej bliskości. Długa rozmowa pełna emocji, obietnica poprawy … i tyle. Temat tak się powtarzał przez następne lata, w trakcie których robiłem dwa kolejne takie pół roczne testy. Średni później po pół roku miewaliśmy „poważne rozmowy”, na których był płacz, przeprosiny i obietnice poprawy … i na tym się zawsze kończyło. Ostatnie mniej więcej 2 lata były już bardziej znaczące, bo nie sposób ,abym nie zaczął widzieć jej w innym świetle … ewidentnie ona mnie nie chce, proszę ją o podstawową bliskość między nami, i ona świadomie wybiera „nic nie robić”. Doszło do tego, że prosiłem ją nawet, aby sobie to zapisywała gdzieś w kalendarzu, aby czasem przyszła do mnie, aby ona zainicjowała … tak jakby miała na siłownię iść czy porządki zrobić. Kłóciło się to trochę ze mną, bo uważam, że nie powinien to być dla niej jakiś smutny/szary obowiązek, ale brakowało mi już koncepcji. To też nie zadziałało, bo wiadomo, że jak ktoś ma się zmuszać do czegoś to i tak „zapomni” albo czasu na to nigdy nie znajdzie. Sytuacja pogarszała się szczególnie od ostatnich 2 lat, bo proszę ją, błagam aby coś się zmieniło, bo czuję, że we mnie się coś zmienia, że zaczynam widzieć ją w innym świetle, jako poniekąd inną osobę. Z mojej perspektywy proszę ją i błagam, aby zrobiła cokolwiek, aby ratować nas, bo zaczynamy się sypać … i ( z mojej perspektywy ) ona świadomie wybiera nic nie robić, bo tak mało zależy jej na mnie, na nas. Nic się za bardzo nie zmieniło, mimo że zacząłem szczególnie prosić i ponaglać i doszliśmy do etapu gdzie mi się już nie chce … nic. Na tą chwilę nie chcę z nią sexu uprawiać, mam do niej spore uprzedzenia, nie wiem czy ona może ze mną nie jest lub nigdy nie była szczęśliwa, nie wiem czy to w ogóle ma sens. Na tę chwilę nie odzywamy się za bardzo do siebie i czasu nie spędzamy razem, bo nie mogę na nią patrzeć … wiem, że jakbyśmy dłużej w jednym pomieszczeniu siedzieli to nie wytrzymałbym i wyrzucałbym jej wszystkie swoje żale i uprzedzenia. Na tę chwilę najbardziej boli mnie fakt, że … ona świadomie nie chciała zrobić czegoś tak prostego i podstawowego w związku jak inicjowanie odrobiny intymności między nami … nawet a może zwłaszcza w momencie, gdy od lat jej biłem na alarm i mówiłem jej wprost, że coś się musi zmienić, że ja czuję, jak we mnie się coś powoli po tych wszystkich latach zmienia i boję się tego, co będzie dalej, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Obecnie jedyne co od niej słyszę to, że powinniśmy razem iść na terapię … z czym ja się zgodzić nie mogę … po pierwsze to już mi nie zależy za bardzo, aby to ratować … skoro jej nie zależało na tyle, żeby ze mną do łóżka pójść raz na jakiś czas, aby nas ratować to czemu ja mam iść na terapię ? Poza tym … nadal uważam, że nie we mnie leży / leżał problem … czemu ja mam teraz iść na drogą terapię, skoro problem jakiś ewidentnie jest w niej do mnie … poza tym absolutnie nie wierzę, że przegadam z kimkolwiek temat, by było na tej terapii cokolwiek i na koniec stwierdzę „ok, faktycznie, już się na nią nie denerwuję, nie mam już żadnej traumy z tym związanej i dam jej kolejną drugą szansę” – uważam że za dużo już dostała „drugich szans” gdy przez lata ją prosiłem o jakąś zmianę. Ehhh miałem opisać po krótce sytuację a się rozpisałem nieco dłużej ... mimo że i tak jest to mocno skondensowana wersja. Sam post na koniec zamienił się w "wylewanie żalów" jak sam po sobie teraz widzę, ale jak o tym pisałem i sobie to w głowie odtwarzam i przypominam to krew się we mnie gotuje że może się to teraz tak skończyć, że my sie możemy tak skończyć ... Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback ... póki co wszystko widzę ze swojej perspektywy, może czegoś nie widzę nie dostrzegam ...
Związek i życie z chorym psem a dobro dziecka: szukanie pomocy w trudnej sytuacji
Witam wszystkich Proszę o opinię w zaistniałej sytuacji zacznę od początku . Trzy lata temu przeprowadziłam się za granicę do mojego partnera, który mieszkał z psem – buldogiem francuskim . Od momentu mojego przyjazdu pies wymagał ciągłej pomocy weterynarzy. W czasie, gdy jesteśmy razem, wydajemy na niego ogromne sumy pieniędzy , dziś sądzę ,że jest to w granicy 60 tys zły . Gdyby mój partner był bogaty i nie miał problemów finansowych, nie miałabym nic przeciwko, ale prawda jest taka, że nie stać nas na ciągłe wydatki związane z jego leczeniem. Pies, odkąd tu jestem, zniechęcił mnie swoimi zachowaniami i łapczywością. Jadł do granic wymiotowania, a następnie zjadał wymioty. Podobne zachowania występowały przy piciu wody. Między łapami miał różnego rodzaju śluzy (drożdżaki), schodzącą skórę i rany, a także nawracające zapalenie napletka oraz obrzydliwe zielone wydzieliny na pościeli i kafelkach w mieszkaniu. Starałam się leczyć psa, kupowaliśmy różne maści i leki, ale to nic nie pomagało. Odwiedzaliśmy weterynarzy, którzy tylko kasowali nas za wizyty, nie przynosząc żadnej poprawy. Wykonaliśmy prywatne testy nietolerancji pokarmowej i środowiskowej. Okazało się, że pies jest w niewielkim stopniu uczulony na tuje – a pod naszym balkonem rośnie ich około dwudziestu. Po diagnozie partner zaczął wydawać na leki dla psa około 1500 zł miesięcznie. Po pół roku okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że to będzie ogromny problem, ponieważ zaczniemy się kłócić. Miałam świadomość, że nie będzie mógł dalej przeznaczać pieniędzy na psa, tylko na nasze przyszłe dziecko, które już było w drodze. Tłumaczyłam mu, że po porodzie sytuacja z psem się pogorszy, ale on zapewniał mnie, że tak nie będzie. Przez całą ciążę zabroniłam psu wchodzić na nasze łóżko, ponieważ miał różne wydzieliny między łapami. Gdy smarowałam go maściami, kilkakrotnie mnie pogryzł, tak samo jak mojego partnera. Kilka dni po porodzie doszło u mnie do poważnego zagrożenia życia i trafiłam z synem do szpitala. Po powrocie do domu czekała na mnie niespodzianka – zapalenie gruczołów odbytowych, a w mieszkaniu unosił się zapach zepsutego mięsa. Prosił, że to ostatni raz pojedziemy do weterynarza, aby mu pomóc (byłam tym bardzo zmęczona). Zgodziłam się, ale już miałam tego dość. Kilka dni później znów trafiłam do szpitala. Brakowało niewiele, a mogłabym tego nie przeżyć. Gdy partner nas odbierał, prosił, abym się nie denerwowała – pies miał nużeńca, praktycznie cała sierść mu wypadła, a z ran sączyła się ropa i krew. Przez siedem miesięcy codziennie musiałam kąpać psa w specjalnych szamponach, ponieważ miał rany na całym ciele. Walka o jego zdrowie trwała długo około 7-8 miesięcy oprócz tego musiałam wyciskać mu gruczoły okołoodbytowe, co robiłam wbrew sobie, ale dla mojego partnera i dla naszego synka, aby się niczym nie zaraził. Cały czas żyje w strachu o jego zdrowie, ponieważ przy porodzie mogliśmy stracić zarówno syna, jak i siebie nawzajem. Tak dokładnie ja i nasz synek byliśmy w zagrożeniu. Trzy miesiące po urodzeniu synka okazało się, że mam stan przednowotworowy. Przeszłam operację, a później doświadczyłam czegoś w rodzaju paraliżu lewostronnego ręki i nogi. Dopóki nasz synek nie raczkował, nie kłóciłam się z partnerem, ale gdy zaczął chodzić i wkładać wszystko do buzi, w tym sierść psa i dotykać wydzielin, zaczęliśmy toczyć wojnę w domu. Ciągle zarzucam mu, że jest nieodpowiedzialny i naraża nasze dziecko. Pies zaczął sikać w domu, zaczęliśmy zakładać mu pampersy, ale gdy się zesika, smród jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać. Muszę wietrzyć całe mieszkanie po 2 godziny , nawet kiedy jest bardzo zimno , psa wyrzucam na balkon, co również nie podoba się mojemu partnerowi. Pies ma zaawansowaną prostatę, co zostało stwierdzone podczas wizyty u lekarza. Przeszłam wiele, zarówno fizycznie, jak i psychicznie przez ostatni czas ,bardzo męczę się mieszkając z tym Psem . Pies wydziela intensywny zapach starego, schorowanego zwierzęcia oraz moczu. Ma również problem z wypadającym penisem. Chwila bez pampersa kończy się lejącymi wydzielinami na podłogę. W miejscach, gdzie pies się załatwia na dworze, kafelki czernieją i przez tydzień utrzymuje się nieprzyjemny zapach. Po badaniach moczu okazało się, że ma w nim wszystko. Był podawany antybiotyk, ale to nie przyniosło poprawy. Obecność psa w mieszkaniu mnie drażni, a gdy mnie gryzie, nie wytrzymuję już dłużej. Po prostu go biję kapcie, Wiem, że nie powinnam, ale czuję, że to dla mnie za dużo. To już dawno mnie przerosło , Prosiłam partnera, abyśmy znaleźli psu inny dom lub oddali go do schroniska, gdzie będą mogli go leczyć, a my moglibyśmy go odwiedzać. Widzę, że nasz związek może się rozpaść. Oddalamy się od siebie, a on nie rozumie, że naraża naszego syna. Dla mnie, jako matki, dziecko jest najważniejsze .Uważam, że po tym, co przeszliśmy, temat psa nie powinien być dla partnera tak trudny do podjęcia – powinien kierować się naszym dobrem. W trakcie kłótni partner grozi, że nas zostawi z synem, a on się wyprowadzi z psem. Nie potrafi zrozumieć dlaczego nie potrafię zaakceptować tego psa w takiej formie schorowanego, dlaczego nie chce mu pozwolić z nami żyć ,skoro już mu tak dużo życia nie zostało,jako argument podaje,że na moje leczenie też nie miał pieniędzy,ale je zarobił i dzięki niemu wróciłam do zdrowia . Gdy tłumaczę mu ,że nie potrafię zaakceptować tego smrodu i strachu o dziecko odpowiada mi zdaniem „ to trudno ,to się rozstaniemy „ czy ja naprawdę przesadzam , czy to takie złe ,że chce aby w mieszkaniu pachniało i było czysto ? I nie chcę aby syn miał kontakt z tak schorowanym psem , bo boję się o jego zdrowie ? Proszę o opinię
Brak zaangażowania ze strony chłopaka - jest przytwierdzony do pracy i rodziny, ja jestem poniżej tych priorytetów
Witam. Od dłuższego czasu mam problem ze swoim chłopakiem. Uważam, że nie poświęca mi on wystarczająco czasu oraz nie angażuje się w nasz związek tak, jak ja. Na codzień studiujemy w dwóch różnych miastach oddalonych o 200 km. Okazje do spotkań mamy od święta i w wakacje. Obecny letni czas chciałam wykorzystać maksymalnie na wspólne spotkania i rozmowy, bo wiem, że od października nie będzie takiej możliwości. Do tej pory zawsze myślałam w pierwszej kolejności o moim chłopaki i naszym związku, bardzo się zaangażowałam. Ale też rozczarowałam... U niego na pierwszym miejscu jest praca i pomoc dla rodziców. Ja jestem na końcu. Zdarzyła się taka sytuacja, że przez 4 dni się nie widzieliśmy, bo on pomagał tacie. A wcześniej obiecał, że będziemy się częściej widywać. Dwa razy przeprowadziłam z nim także rozmowę i jasno zasygnalizowałam, że chciałabym spędzić z nim więcej czasu (ogólnie i sam na sam - nie w domu z rodzicami czy rodzeństwem tylko gdzieś indziej). Chciałabym, żeby to on wyszedł z jakąś inicjatywą - np. zaprosił mnie na spacer, do kina czy na rowery, nawet dwie godzinki na łonie natury by mi nie przeszkadzały. Chciałabym, żeby się zaangażował. Dotychczas to ja coś proponowałam albo uzgadnialiśmy wspólnie. Brakuje mi jego spontanicznej propozycji czy decyzji o jakiejś wspólnej aktywności. Czy ja za dużo od niego wymagam? Czy mam prawo oczekiwać czegoś od niego? Nie sądziłam, że aż tak bardzo się rozczaruję i stracę motywację do starania się, żeby nasz związek przetrwał. Co powinnam zrobić w tej sytuacji? A może to ze mną coś jest nie tak?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.