Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak zaakceptować konieczność rozstania w toksycznym związku, który przynosi ból?

Witam, jestem w związku z chłopakiem z którym ciągle wzajemnie się ranimy. Wydaje mi się, że mamy po prostu inne oczekiwania wobec związku, on już nie chce iść na żadne kompromisy i ciągle się kłócimy. Wiem, że patrząc logicznie powinniśmy się rozstać, bo nic dobrego z tego nie wynika, przez ostatnie miesiące oboje jesteśmy ciągle zestresowani i zdenerwowani. Jednak nie potrafię zrezygnować z tej relacji, ciągle staram się jakoś dogadać, choć nic z tego nie wychodzi, ale nie wyobrażam sobie tego skończyć. Jak przyzwyczaić się do tej myśli i zaakceptować fakt, że nie powinniśmy być razem? Na razie jest to dla mnie w ogóle nie osiągalne, chociaż ciągle cierpię w tej relacji.
Katarzyna Szczypior-Bałwas

Katarzyna Szczypior-Bałwas

Wydaję się, że Państwa związek przeżywa kryzys. Widać też, że Pani zależy na tej relacji. Warto porozmawiać z chłopakiem szczerze o swoich różnych uczuciach i spróbować się wspólnie zastanowić, co można zrobić byście oboje mogli czuć się w związku szczęśliwi. Można też pomyśleć o spotkaniu z terapeutą, który mógłby pomoc Wam przyjrzeć się temu co dzieje się między Wami i pomoc w lepszej komunikacji. Tkwienie w tej trudnej i bolesnej dla Pani sytuacji nie niesie nic dobrego, pogłębia jedynie kryzys i złe samopoczucie. Życzę odwagi i powodzenia!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agata Dobrogoszcz

Agata Dobrogoszcz

Witam, myślę, że przy pomocy psychoterapeuty, podczas spotkań mogłaby Pani pogłębić świadomość siebie co do doświadczanych trudności oraz bycia w danej relacji. To byłaby dobra przestrzeń do przyjrzenia się swoim potrzebom, emocjom oraz ograniczeniom. Polecam wizytę u osoby, która będzie Pani towarzyszyć w tej trudnej dla Pani sytuacji.
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Dzień dobry, opisuje Pani sytuację silnego konfliktu wewnętrznego między racjonalnym rozpoznaniem, że relacja jest dla Pani obciążająca, a emocjonalnym przywiązaniem, które utrudnia jej zakończenie. Taka rozbieżność jest częsta w związkach opartych na silnej więzi, ale jednocześnie przewlekłym stresie i braku porozumienia.

Zwraca uwagę fakt, że relacja od dłuższego czasu generuje napięcie i cierpienie po obu stronach, a partner nie jest gotowy na kompromisy. W takiej sytuacji realne możliwości zmiany są ograniczone. Akceptacja myśli o rozstaniu rzadko następuje nagle. Jest to proces wymagający czasu, oswojenia straty i konfrontacji z lękiem przed samotnością.

Pomocne bywa przesunięcie uwagi z samej decyzji na analizę wpływu tej relacji na Pani funkcjonowanie emocjonalne i psychiczne oraz na określenie własnych potrzeb i granic. Konsultacja ze specjalistą może wesprzeć Panią w zrozumieniu mechanizmów, które utrzymują Panią w tej relacji, oraz w przygotowaniu się do decyzji bardziej spójnej z Pani dobrostanem.

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Bardzo kocham swoją dziewczynę, ale ostatnio mam napływ myśli czy chce z nią dalej być, czy mi się podoba...
Witam, mam około 18 lat jestem z moją dziewczyną około rok. Bardzo kocham swoją dziewczynę czuje że jest ta jedyna i idealna super spędza mi się z nią czas, wspieramy się nawzajem, często się spotykamy, znamy już swoje rodziny, znamy się bardzo dobrze. Ostatnio coś jest nie tak mam napływ myśli czy chce z nią być dalej? czy na pewno mi się podoba? (coraz częściej rozglądam się za innymi dziewczynami co uważam za złe ale nie mogę tego powstrzymać) (napływ myśli którego nie mogę powstrzymać tylko gdy jestem z znajomymi lub z nią to o tym nie myślę lub minimalnie) mamy dużo pięknych wspomnień i jest to moja pierwsza miłość. Jest ona bardzo wrażliwą osobą i boję się z nią na ten temat porozmawiać nie chce jej ranić. I nie potrafię sobie poradzić z tymi myślami i nie wiem co robić dalej coraz bardziej brakuje mi do tego sił, boje się że już tak cudownej osoby nie spotkam. Proszę o pomoc
Partner nie szanuje mnie, traktuje jak którąś opcję. Straciłam radość życia.
14 lat razem, wspólne mieszkanie, wakacje, praca, wyjazdy, pomoc jego dzieciom, rodzinie, ale z wesel, spotkań rodzinnych, świątecznych jestem wyłączona. Mówi, że mnie kocha najbardziej na świecie, obrączka na palcu, ale izoluje od ważnych dla niego sytuacji, nigdy nie powiedział dorosłym już dzieciom o przyczynie jego odejścia od żony, ( pewnie dlatego mnie obwiniają, ale ja nie jestem za to odpowiedzialna), nie rozwiązuje problemów, zamiata pod dywan. Gdy tylko mu nie pasuje moje zdanie przeklina, pije i obarcza mnie wina za swoje błędy. Moje dziecko też ma już dość takiej atmosfery w domu. Gdy nie odzywałam się tydzień, bo mnie bardzo zranił, znalazł sobie pocieszenie w koleżance z pracy, twierdzi że do zdrady fizycznej nie doszło, a emocjonalnej nie uznaje. Trwało to dobrych kilka miesięcy. Nigdy nie sprawdzałam mu telefonu, ale gdy pojechałam do lekarza, moje dziecko miało przyjechać po niego z ogniska i zawieźć do domu. Wtedy córka zobaczyła esemesy do innej kobiety, wskazywały na duże zaangażowanie. Zakończył, błagał, przebaczyłam, ale co najmniej raz w miesiącu rani mnie tak że żyć mi się nie chce, do tego jest ogromnie zazdrosny, nawet o lekarza. Przez 2 lata szukalam alternatywnych metod leczenia, bo nie zgadzał się na operację wykonywaną przez mężczyznę, dopiero gdy moje życie (tak życie, nie zdrowie) było zagrożone pojechałam do szpitala, ale tyle razy wypytywał mnie o wszystko, nawet dlaczego anestezjolog to też był facet, że straciłam cały spokój i pewność w życiu. Pewnie tez popełniałam błedy, ale już nie mam siły. Czuję się okropnie w tym związku, nie śpię, mam duże problemy ze zdrowiem, pomagał mi to oczywiste, ale ja jemu przecież też. Dlaczego jestem dla niego kimś tak mało ważnym, na wesele do przyjaciół tak, ale do córki sam "bo nie będzie jej ani byłej żony denerwował moją obecnością". Kim ja tu jestem, bo na pewno nie miłością jego życia jak słyszałam często. Pomóżcie zrozumieć dlaczego traktuje mnie jakbym była tym drugim życiem w tym samym czasie, co zrobiłam źle, kocham go i jest mi bardzo trudno. Już nie jestem tą samą osoba co kiedyś, zniknęła radość życia, nie mam znajomych, dawnej odwagi i śmiałości u mnie za grosz.Co zrobiłam źle?
Jak przekonać mojego męża, by chciał spokojnie rozmawiać o ratowaniu naszego małżeństwa?
Jak przekonać mojego męża, by chciał spokojnie rozmawiać o ratowaniu naszego małżeństwa? Zaczął pomagać naszej bliskiej znajomej i nagle wyskoczył, że chce rozwodu, bo ona jest taka super, zrobi wszystko by z nim była, a ja mam zniknąć jego życia. Jesteśmy razem od 18 lat
Mam problem z zarządzaniem emocjami, mam też wrażenie, że czuję wszystko mocniej i niepohamowanie. Przez to rozstałem się z partnerką, co bardzo mnie męczy.
Witam. Mam bardzo ważne pytanie o co chodzi i dlaczego tak jest, że mimo że kocham swoją partnerkę i zależy mi na niej i to bardzo, po 4 latach związku się rozstaliśmy, ponieważ mimo że nie chciałem i nie chcę jej tego robić, to jednak ją ranię, okłamuje, krzywdzę, mimo że tego w ogóle nie chcę. W pewnym momencie też zaczynam się gubić w tym, co mówię lub pisze, mimo że chciałem ją wiele razy wesprzeć, coś doradzić - kończyło się zupełnie inaczej niż powinno, to znaczy, że dochodziło do kłótni, moich wybuchów, jakiś napadów złości. Mam jakieś przebłyski takiej normalności, że można ze mną o wszystkim porozmawiać, pośmiać się itd, ale powiedzmy drugi dzień nastaje i mam doła, nie chce mi się nic, nawet żyć, pełno wyrzutów sumienia i tym podobnych. Bardzo mnie to męczy, niestety nie stać mnie na psychologa prywatnie, a z nfz nadal czekam. W międzyczasie próbuję znaleźć odpowiedź o co chodzi, co jest ze mną nie tak, ponieważ nie chcę taki być. Bardzo ją kocham, próbuję z całych sił, aby do mnie wróciła, ale na przykład dziś jest super świetnie i wspaniale a na nazajutrz najczęściej jest obrót o 180 stopni. Bardzo proszę o pomoc, czuję lęk i obawy, wyrzuty sumienia, nieraz gniew i złość a jednocześnie strach, jakby wszystkie emocje naraz, których nie kontroluję. Nie kontroluję właśnie swoich odruchów, ja naprawdę nie chcę taki być, bardzo mnie to męczy. A co tym bardziej mówiąc jeszcze o mojej byłej partnerce. Wcześniej też myślałem, że sam się z tym uporam, ale im dłużej - tym gorzej, myślałem, że może to przez pracę czy stres i problemy finansowe, że to tak wszystko się połączyło. Dodam jeszcze, bo może być to kluczowe, ale choruję na SM a w moim przypadku Stwardnienie Koncentryczne typu balo.
Jestem mężatką z 20 letnim stażem. Dwoje dzieci, syn 12 lat, córka 19 lat.
Dzień dobry, Jestem mężatką z 20 letnim stażem. Dwoje dzieci, syn 12 lat, córka 19 lat. Mąż przeszedł na emeryturę policyjną dwa miesiące temu. Aktualnie jest w domu. Od zawsze nerwowy, porywczy, a przy alkoholu agresywny (nie zawsze). Ostatnie tygodnie są coraz gorsze. Siedzi w domu i podpija codziennie wieczorem. Zawsze coś zrobi z prac domowy, obiad, zajęcia z synem pozalekcyjne. Uważa, że tylko on zajmuje się domem a ja (pracuję zawodowo) mam luz. Nie do końca tak jest, bo wiadomo, jak to kobieta, musi zajrzeć w każdy zakamarek. Uważa, że jak tak pracuje w domu ciężko, i koło domu to należy mu się to piwko lub dwa (i może coś więcej). Dzieci to widzą, przynajmniej córka. Jest uciążliwy, męczący dla nas. Oczywiście za każde niepowodzenie obwinia mnie. Mojej mamy nienawidzi. Rodziców mam kochanych. Od zawsze nam pomagali i troszczyli się o wnuki. Mieszkaliśmy z nimi 10 lat, ale się nie dało (my na jednym pietrze oni na dole). Mama niestety bardzo się wtrącała i musieliśmy się wyprowadzić (od 7 lat osobno). Teściowa nie żyje, a teściu wcale się nie interesuje. Ogólnie moja rodzina jest tylko na co dzień. Jego rodzina jakby nie istniała. Jest tyle różnych wątków, ale ciężko jest o wszystkim napisać i odpowiednio przedstawić. Rozmawiałam ostatnio z dziećmi o tej sytuacji, bo widzą zachowanie ojca. Syn - młodszy bardzo wrażliwy, od razu łzy w oczach. Kocha ojca i jest mu przykro, i tylko żeby się tata nie zdenerwował. Bo wtedy zaczyna się drzeć. Córka oczywiście też wszystko widzi. I ostatnie jej słowa. Że chciałby, żeby było tak normalnie, że cała rodzina. Ale jak ma się tak dalej zachowywać, to chyba będziemy szczęśliwsi bez niego. Ciężki czas maturalny mojej córki. Potrzeba spokoju, a nie stresy przez ojca. Tak chce naświetlić pewne sytuacje. Czy jest możliwość innej formy pomocy. Jakiś czat może rozmowa telefoniczna. Będę wdzięczna.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!