
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Kłótnie w związku...
Kłótnie w związku na odległość przez odmienne poglądy na seks i wychowanie dzieci – czy da się rozmawiać bez konfliktów?
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Rozumiem Twoją frustrację gdy ostatni wieczór przed wyjazdem powinien być miły, a wyszło na małą burzę w szklance wody. Masz prawo czuć złość i żal, zwłaszcza że zależało ci na bliskości. Spróbuję to rozłożyć na części, żebyś miał klarowny obraz. Twój komentarz był sarkastyczny i żartobliwy z twojej perspektywy, ale trafił w drażliwy punkt: jej poglądy na wolność seksualną i autonomię. Ty masz bardziej tradycyjne podejście do intymności (co jest OK, każdy ma swoje wartości), ona broni prawa do "robienia co chce". To nie hipokryzja z jej strony, tylko różnica w światopoglądzie – dla niej filmowa bohaterka po prostu żyje swoim życiem, bez twojej oceny. Klucz: żart wyszedł bokiem, bo podważył jej wartości, co uruchomiło obronę. Wezwanie dzieci i emocjonalny dystans to jej sposób na "ochronę" , unika konfrontacji, ale kosztem waszej bliskości. Nie musisz udawać, że różnic nie ma, to by cię dusiło i budowało dystans na odległość. Ale tak, w związkach czasem trzeba taktyki w stylu nie chodzi o zakaz tematów, tylko o jak je poruszać. Bez tego merytoryczna dyskusja zamienia się w emocjonalny ping-pong, bo ona reaguje silnie (może z przeszłości lub lęku przed oceną). Twój przyjaciel ma rację gdy drażliwe tematy (dzieci, finanse, seks) budzą emocje, zanim dojdzie do faktów. Ale to nie znaczy, że jesteś idealistą. Chcesz swobody wypowiedzi? To możliwe, ale wymaga narzędzi. Oto prosty plan, żebyście omawiali różnice na spokojnie. Zacznij od wiadomości lub rozmowy po ochłonięciu (np. teraz, zanim dystans urośnie). Wybierz timing nie wieczorem z winem i filmem. Powiedz: "Hej, pogadajmy o tym na spokojnie jutro rano?". Używaj "ja" zamiast oskarżeń: Zamiast "To hipokryzja!", powiedz: "Ja czuję dyskomfort z takimi sytuacjami, bo dla mnie intymność to coś specjalnego. A ty jak to widzisz?". To pokazuje twoje uczucia, nie atakuje jej. Daj jej mówić bez przerywania. Powtórz: "Rozumiem, że dla ciebie to kwestia wolności – zgadza się?". To buduje zaufanie. Na finanse/dzieci: "Mamy inne zdania, ale co jeśli zrobimy tak: ja proponuję X, ty Y, a wybierzemy Z?". Unikaj "masz rację/błąd". Jeśli emocje rosną, wtedy pauza: "Widzę, że to cię denerwuje, zróbmy przerwę i wrócimy za godzinę".
Swoboda w wyrażaniu opinii to podstawa zdrowego związku. Znasz pary bez konfliktów? One po prostu radzą sobie z nimi lepiej (unikają eskalacji, nie unikają tematów). Na odległość to trudniejsze, bo brak fizyczności potęguje żale. Jeśli ona zawsze zamyka się emocjonalnie, to znak do pracy (np. terapia par online). Ale twój charakter nie jest wadą, jest to po prostu uczcie się nawzajem.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Rozumiem, że ta sytuacja wywołała u Pana złość, rozczarowanie i poczucie dystansu. To naturalne, szczególnie gdy zależało Panu na bliskości w ograniczonym czasie, a skończyło się napięciem. To, że chce Pan rozmawiać otwarcie i swobodnie wyrażać swoje opinie, jest ważną potrzebą w relacji. Jednocześnie warto zauważyć, że różnice nie dotyczą tylko poglądów, ale też sposobu reagowania na nie. Dla Pana rozmowa może być „merytoryczna”, natomiast dla partnerki niektóre tematy mogą być bardziej wrażliwe. W związku nie chodzi o unikanie tematów, ale o sposób, w jaki się je podejmuje. Czas, forma (np. żart vs. poważna rozmowa) i gotowość drugiej osoby do tej rozmowy mają tu duże znaczenie, dlatego ważna jest umiejętność dostrajania się do siebie nawzajem. Warto też podkreślić, że związki bez konfliktów praktycznie nie istnieją, a różnice są naturalne. Kluczowe jest to, jak się te konflikty przechodzi i je rozwiązuje, a nie całkowity ich brak. W tej sytuacji pomocne może być spokojne wrócenie do tematu i rozmowa nie tyle o samym filmie, ale o tym, co każde z Państwa wtedy poczuło. To często zbliża bardziej.
Dobrego dnia!
Joanna Cichosz
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Sądzę, że nie chodzi tu o film ani o żart, lecz o coś głębszego: o potrzebę bycia usłyszanym, szanowanym i swobodnym w relacji. Z Pana strony widać tęsknotę za bliskością i rozmową, z jej strony prawdopodobnie uruchamiają się emocje oraz obrona przy tematach, które są dla niej wrażliwe.W zdrowym związku nie chodzi o zasadę „o tym nie rozmawiamy”, lecz o to jak rozmawiamy. Można mieć różne poglądy, a mimo to czuć bezpieczeństwo. Konflikty same w sobie nie są porażką, często pokazują miejsca, które potrzebują dojrzałej komunikacji.
Według mojej opinii warto odejść od pytania „kto miał rację”, a przejść do „co się między nami wtedy wydarzyło”. Powiedzieć spokojnie: „Było mi przykro, że ostatni wieczór oddalił nas od siebie. Chciałbym umieć rozmawiać tak, byśmy oboje czuli się ważni.”Nie jest Pan idealistą dlatego, że pragnie spokoju, być może po prostu potrzebuje Pan relacji, w której różnice nie niszczą bliskość.
Wszystkiego dobrego.
Z pozdrowieniami,
Agmieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
To, co wydarzyło się w ostatni wieczór, to bolesny przykład braku bezpieczeństwa komunikacyjnego, gdzie luźna opinia o filmie została potraktowana jako atak, co doprowadziło do emocjonalnego odcięcia. Pana potrzeba swobody wypowiedzi i merytorycznej rozmowy o różnicach (finanse, dzieci) jest w pełni uzasadniona w dojrzałym związku, jednak wizja relacji całkowicie pozbawionej kłótni jest niestety mało realna. Kluczem nie jest unikanie różnic, ale umiejętność ich omawiania bez stosowania „kary ciszy” czy wycofywania czułości, co Pani partnerka zrobiła, psując ostatnie wspólne chwile. Warto jej zakomunikować, że czuje Pan żal i dystans, ponieważ zależy Panu na relacji, w której odmienne zdanie nie musi oznaczać kryzysu bliskości. Jeśli jednak najważniejsze tematy życiowe zawsze budzą u niej silną agresję i zamykają dialog, może to oznaczać, że brakuje Wam fundamentu do budowania wspólnej, swobodnej przyszłości bez ciągłego „chodzenia na paluszkach”.
Powodzenia
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Cześć, mam dość nietypowy i niepokojący problem w moim małżeństwie, który wywołuje u mnie coraz większy niepokój.
Od kilku miesięcy moje życie seksualne z żoną stało się bardzo dziwne. Zaczęło się od tego, że zauważyłem, że podczas stosunku zaczynam widzieć… inne twarze, nie mojej żony, ale zupełnie obcych osób. Na początku myślałem, że to tylko moja wyobraźnia, ale z biegiem czasu te obrazy stały się coraz bardziej wyraźne i zaczęły towarzyszyć mi przy każdej próbie zbliżenia. Czasami nawet słyszę w głowie ich głosy, które komentują to, co się dzieje. To nie tylko przeszkadza w relacjach z żoną, ale zaczynam czuć, jakby moje ciało miało dwa umysły – jeden, który chce być z żoną, a drugi, który domaga się, żebym miał relacje z kimś innym. To zjawisko stało się tak intensywne, że w pewnym momencie zacząłem udawać przed żoną, że wszystko jest w porządku, ale w rzeczywistości mam wrażenie, że moje pragnienia seksualne nie są już kontrolowane przeze mnie. Zaczynam mieć poczucie, że nie jestem w pełni obecny w moim małżeństwie, a moje ciało robi rzeczy, których nie chcę. Czy to oznacza, że mam jakieś zaburzenia tożsamości, czy może coś głęboko niepokojącego dzieje się z moimi pragnieniami? Jak poradzić sobie z tym, że czuję, jakbym miał dwie osobowości w jednym ciele?
Dzień dobry, jestem mężczyzną w wieku 31 lat. Jestem DDA i mam duży problem ze swoimi emocjami. Od kilku miesięcy jestem singlem po długoletnim związku. Już wcześniej wiedziałem, że moja głowa nie reguluje emocji w zdrowy sposób, ale w jakiś sposób byłem w stanie z tym żyć. Mam wrażenie, że posiadam syndrom uzależnienia emocjonalnego. Wchodząc w nową relację, chorobliwie potrzebuje uwagi tej drugiej osoby i znaków, że nadal jest mną zainteresowana. Gdy ich nie otrzymuje wpadam, w jakiś stan nerwowy, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nic nie jest w stanie go zagłuszyć. Nie jestem w stanie odwrócić uwagi od tych emocji. Nie obejrzę filmu, nie przeczytam książki, nie mogę normalnie funkcjonować, bo cały czas moje myśli krążą wokół banalnego braku nowej wiadomości. Jednocześnie sam nie nawiążę kontaktu, ponieważ moja głowa uważa, że w ten sposób się narzucam i nie spełni to moich chorych oczekiwań i tak tłumię w sobie te emocje, które mnie powoli niszczą... Dopiero wracam do normalności, jeżeli moje podświadome wymagania zostaną spełnione i ta druga strona się do mnie odezwie albo w jakiś inny sposób pokażę, że jej zależy. Po zakończeniu rozmowy/spotkaniu za chwilę znowu wraca ten stan. Przed moim ostatnim związkiem sytuacja była podobna, ale wszystko się szybko potoczyło, bo zamieszkaliśmy razem i w jakiś sposób zostało to zamaskowane, bo jednak miałem tą świadomość, że się zobaczymy w domu, po pracy, natomiast przez te lata nie zniknęło to całkowicie i też było dużo sytuacji, w której potrzebowałem dowodu na zainteresowanie mną. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja inicjatywa nie wystarcza, a wręcz pogarsza sprawę. Potrafię też być złośliwy, wzbudzać specjalnie zazdrość, żeby naocznie zobaczyć, że zainteresowanie nadal jest, jednocześnie to ja jestem zazdrosny, ale nie chce tego pokazywać, bo uważam, że to oznaka słabości... Nie mogę tak żyć. Związek się skończył, buduję kolejną relację i mam wrażenie, że przechodzę przez piekło, a nie przez najlepszy czas relacji. Byłem u psychiatry i zostały mi przepisane psychotropy (Asentra). Mam wrażenie, że mój stan się delikatnie poprawił. Dostałem zalecenie od psychiatry, żeby uczęszczać na psychoterapie w kierunku "powtarzających się schematów". Generalnie już jakiś czas temu byłem dwukrotnie na spotkaniu z psychoterapeutą, ale bardziej skupiałem się na swoim dzieciństwie i sobie jako DDA i miałem wrażenie, że nie jestem rozumiany, że nie potrafię fachowo nazwać problemu, z którym przychodzę, że rozkopuję mnóstwo wątków. Spotkania polegały na moim monologu. Miałem wrażenie, że to ja prowadzę spotkanie. Teraz chyba potrafię nazwać to z czym się borykam - uzależnienie emocjonalne, ale czy na pewno? Stąd mój post u Państwa. Zraziłem się do spotkań z psychoterapeutą i nie wiem co robić, a nie mogę tak funkcjonować. Czuję, że każdy taki dzień mnie niszczy od środka. Słabo śpię, w sytuacji nerwicy nie jem... Wiem, że bez terapii nie dam sobie rady, ale od czego to znowu zacząć? Mam już dość opowiadania ciągle o tym samym. Tym razem widzę problem. Zakładam, że objaw uzależnienia emocjonalnego nie wpływa na mnie tylko przy budowaniu relacji, ale też w innych aspektach życia, aczkolwiek przy budowaniu nowej relacji działa na mnie najbardziej destruktywnie. Będę Państwu wdzięczny za każdą wskazówkę, bo mam już serdecznie dosyć i jestem na skraju :-(
Poznałam na jednej z aplikacji randkowych mężczyznę, trochę ode mnie starszego. Jesteśmy po drugim spotkaniu. Pierwsze-wiadomo typowo zapoznawcze, zapowiadało się, że kolejne spotkania będą ok. Drugim spotkaniem się zestresowałam, ale pod pozytywnym kątem. Czułam stres i ekscytację jednocześnie. Ale gdy już wsiadłam do jego samochodu totalnie mnie odcięło, nie mogłam za wiele powiedzieć, nienaturalnie ucinałam rozmowę. W końcu poważnie porozmawialiśmy, ponieważ atmosfera robiła się coraz bardziej gęsta i przyznałam się, że faktycznie jestem zestresowana, bo to w końcu normalny mężczyzna w moim życiu, który nie chce mnie wykorzystać na pierwszym spotkaniu. Po poważnej rozmowie, ja trochę się rozluźniłam, on mnie przytulił i faktycznie poczułam, że jestem przy nim bezpieczna. Teoretycznie nasza znajomość ma trwać dalej "na luzie, bez stresu". Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mam problem o czym z nim rozmawiać. Znam jego pasje, można powiedzieć, że mam już jakiś jego obraz. Ja jestem jego przeciweństwem, takim w skali 5-6/10, ale byłabym w stanie dojść do kompromisu w wielu kwestiach. Aktualnie intensywnie analizuje całą wczorajszą sytuację. Może powinnam zaproponować jakąś randke inną niż spacer? Nie wiem jakie kroki powinnam dalej podjąć. Może po prostu odpuścić, żeby nie tracił na mnie swojego czasu? Proszę o poradę.

