
Kontrola rodzicielska a poczucie osamotnienia - jak rozmawiać z rodzicami o granicach
Dzień dobry. Mam 16 lat i w wieku około 11 lat rodzice założyli mi kontrole rodzicielską. Byłam mała, więc nie korzystałam z telefonu długo, bo potrafiłam się bawić i nie rozumiałam dlaczego nagle rodzice ograniczyli mi czas do 15 minut dziennie. Potem było tylko gorzej. Póki miałam androida telefon miałam maksymalnie 30 minut, natomiast miałam możliwość telefonu do każdego. W ósmej klasie dostałam iphona a na tym telefonie nie da się mieć family linka, więc mój tata zrobił tak, żebym i tak była kontrolowana. Teraz kiedy zablokuje mi telefon mogę dzwonić tylko do niego i do taty. Zależy mi na kontakcie ze znajomymi, bo w nich mam jakieś wsparcie. Po wakacjach idę do drugiej klasy szkoły średniej, a jeszcze w pierwszej miałam 30 minut telefonu dziennie. Teraz tata telefonu mi nie blokuje w ogóle tylko mamy ustalone, że jeżeli przekroczę 2 godziny dziennie, to blokuje go na kolejny cały dzień. Niby lepiej, ale dlaczego nie mogę być jak wszyscy dookoła, którzy nie mają tej kontroli?
W dodatku każą mi odkładać do nich telefon na noc o 21.30, bo sądzą, że przez niego nie śpię. W nocy często się boję i nie mam jak otrzymać wsparcia. Przez to, że cały czas mam kontrolę na telefon korzystam z niego cały czas za dużo i ciężko jest mi trzymać sie czasu. Mam dość ciągłego pilnowania się ,bo wszyscy dookoła nie muszą. Męczy mnie to, że nie mam nawet kontaktu z rówieśnikami. Próbowałam rozmawiać z rodzicami o tym, ale za każdym razem są zdania, że jestem uzależniona i jakbym miała telefon bez blokowania to byłabym na nim cały dzień. Nigdy nie przemyśleli tego, co do nich mówię tylko obracali wszystko tak, że to ja jestem problemem i sobie nie radzę. Nie wysłuchują mnie nawet. Nie mogę od nich oczekiwać żadnego wsparcia, bo mi go nie dadzą. Kiedy dzwonię do taty, żeby porozmawiać z nim po tym jak zablokował mi telefon, on się rozłącza po tym jak powie swoje i potem już nie odbiera.
Nie mam już siły. Za niedługo mam 17 lat i co dalej będę kontrolowana? To się może wydawać błahe, że dziewczyna nie dostaje telefonu i ma wielki problem, ale to naprawdę boli kiedy tracę kontakt ze wszystkimi, którzy jakoś powodują, że czuje się mniej samotna każdego dnia. Jestem na takim etapie, że mi się już nie chce tego pilnować tym bardziej jak jestem na wsi, gdzie nie ma nic. Nie wiem już jak mam z nimi rozmawiać, żeby zrozumieli co zrobili nie tak przez tą kontrolę. Nie ufam im. O niczym im już nie mówię. Ale nadal uważają, że to we mnie problem.
Anonimowo
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Dziękujemy za wiadomość. Zauważyłam Twoje zdanie: „Nie ufam im. O niczym im już nie mówię”. Mam wrażenie, że to właśnie ono jest najważniejsze w Twoim wpisie. Nie opisujesz wyłącznie ograniczeń dotyczących telefonu, ale to, że z biegiem czasu między Tobą a rodzicami zaczęło zanikać poczucie wzajemnego zaufania.
Rozumiem, że rodzice mogą chcieć chronić swoje dziecko i stawiać granice. Jednocześnie dorastanie wiąże się z tym, że stopniowo zwiększa się samodzielność i odpowiedzialność. Jeśli przez długi czas nie ma przestrzeni na rozmowę i wspólne szukanie rozwiązań, łatwo o poczucie, że nie jest się wysłuchanym.Myślę, że warto spróbować powiedzieć rodzicom nie tyle, że zależy Ci na większej ilości czasu z telefonem, ale że zależy Ci na odbudowaniu zaufania i stopniowym przejmowaniu odpowiedzialności za własne decyzje. Jeśli takie rozmowy nie przynoszą efektu, dobrym pomysłem może być wsparcie zaufanego dorosłego: na przykład psychologa szkolnego lub pedagoga, który pomoże Wam wzajemnie usłyszeć swoje potrzeby.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Z jednej strony kontrola rodziców, a z drugiej Twoje oczekiwania. Ale tutaj zastanawia mnie coś innego. Co za tym stoi i dlaczego rodzice podjęli tak radykalne kroki. Jeżeli dobrze rozumiem, to chodzi to, że spędzałaś minimum dwie godziny na telefonie, rozmawiając ze znajomymi? Pewnie ustalone były jakieś limity. Kij ma zawsze dwa końce i decyzja rodziców musiała być czymś spowodowana. Ja rozumiem, że jest Tobie przykro, że jesteś tak traktowana i może czujesz żal do rodziców, do ojca, który ucina rozmowę i się rozłącza. Piszesz o braku wsparcia ze strony rodziców a tak być nie może. Do prawidłowego rozwoju potrzebujesz kontaktów z innymi, ale niekoniecznie internetowych czy też telefonicznych. Moja rada to jest taka, abyś spróbowała zebrać rodziców, usiąść z nimi w weekend i porozmawiać otwarcie o tym co czujesz. W sieci znajdziesz numery do telefonów zaufania dla młodzieży, może warto skorzystać? Nie wiem gdzie mieszkasz, ale nie masz okazji, aby spotkać się ze znajomymi bezpośrednio na mieście? Rodzice twierdzą, że jesteś uzależniona od telefonu. Ich opinia pewnie nie wzięła się znikąd. Tylko pytanie, co się wydarzyło, że doszło do takiego drastycznego ograniczenia. Kiedy wrócisz do szkoły, to może warto porozmawiać z pedagogiem lub psychologiem w szkole?
Bożena Nagórska
Witaj!
Surowy limit czasu przed ekranem oraz zabieranie telefonu na noc bywają dla rodziców sposobem na wyraz troski o sen i zdrowie swojego dziecka, jednak u progu dorosłości naturalna jest potrzeba większej swobody i budowania relacji z rówieśnikami.
Zamiast dyskusji o samych zakazach, warto zaproponować rodzicom dojrzały kompromis i okres próbny, pokazując, że potrafisz samodzielnie dbać o obowiązki oraz regenerację bez konieczności odkładania telefonu.
Dobrym rozwiązaniem może być również wspólna rozmowa ze szkolnym psychologiem, który pomoże usiąść do jednego stołu i wypracować zasady satysfakcjonujące obie strony.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Rozumiem, że czujesz się zmęczona tą sytuacją. W wieku 16–17 lat potrzeba kontaktu z rówieśnikami i stopniowej samodzielności jest czymś naturalnym. Rodzice mają prawo ustalać zasady, ale równie ważne jest, aby wysłuchać Twojego zdania. Jeśli rozmowy z nimi nie przynoszą efektu, warto porozmawiać z psychologiem szkolnym lub innym zaufanym dorosłym, który pomoże Wam spojrzeć na tę sytuację z obu stron.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Witam, od 9 lat jest w związku małżeńskim. Wychowujemy wspólnie 3 dzieci . Ojciec mojej Pierwszej 14 letni córki już nie żyje. Mój mąż na początku dobrze traktował moją córkę. Jednak gdy pojawiły sie wspólne dzieci wszystko sie zmieniło. Najstarsza córka jest traktowana jak kopciuszek. Przynieś wyniesie pozamiataj. Mąż jej ubliża i ciągle zarzuca jej kłamstwa. Ona dobrze sie uczy, chętnie pomaga przy rodzeństwie. Musi chodzić o 20 godzinie spać. Kiedy zwracam mężowi uwagę, że tego nie akceptuje to on mówi że jego zdanie sie nie liczy i on to juz nic w tym domu nie ma do powiedzenia. Co robić? Rozmowy nie pomagaja
Mam od miesiąca 16 lat i mam wrażenie, że jestem ciężarem dla mojej rodziny. Staram się każdemu chyba na siłę pomóc, starszej siostrze, tacie, mamie. Staram się pomóc też w życiu rodzinnym np. robieniu zakupów, sprzątaniu. Staram się być wsparciem (psychologiem) rozumieć innych ich problemy i trudności.
Myślę, że powinienem być najlepszy w szkole, w domu, nie mieć gorszych chwili i nie obciążać innych sobą. Mam aspergera co sprawia, że nie rozumiem czasami osób neurotypowych.
Nie robię nic, bo chce, tylko bardziej z tego, że muszę: chodzić do szkoły, pomagać rodzicom, którym jest ciężko, nosić zakupy, odkurzać, żeby było czysto w wielkim skrócie nie być „ciężarem” i trudnym dzieckiem z aspergerem tylko dobrym i wartościowym synem. Niestety mimo to często są w domu kłótnie jak to inni mówią „z twojego powodu”, przez co czuję, że dalej nie jestem wystarczający i muszę być lepszy i bardziej pomocny.
Moja siostra i rodzice też ma różne trudności w życiu i dlatego staram się nie dokładać swojej „cegielki” do problemów. Mam oszczędności, ale ciężko mi wydawać pieniądze, uważam, że nie zasługuje na nic dla Siebie. Denerwuje mnie to, że robię to wszystko, ale mimo to nie jestem dostrzeżony.
Uważam, że nie mogę „marnować czasu” czyli długo spać, nic nie robić, odpoczywać tylko, że powinienem cały czas coś robić. Czuje dziwne uczucie nie umiem go opisać, ale coś na zasadzie, leżę rano w weekend i myślę, że nie moge nic nie robic, bo nie będę wystarczający.
Takie właśnie rozkminy mam po kłótni z rodzicami, bo starałem się naprawić sprzęt audio, żeby włączyć kolędy i poprosiłem osobę X o pomoc, po czym ona zaczęła mi mówić, że w porównaniu do mnie ona się nie bawi i przygotuję wigilię dla całej rodziny. Potem osoba X poszła na skargę na mnie do osoby Y, która powiedziała mi, żebym w końcu zauważył, że osoba X robi dla nas dużo i, żebym przestał wyzwać osobę X. Na co się bardzo zdenerwowałem (bo osoba Y mówiła o rzeczach których nie robiłem) i zacząłem przeklinać, a po następnych nerwowych wymianach zdań mnie osoby X i Y podeszła do mnie X i powiedziała, żebym przemyślał to czemu powoduje kłótnie i co mam w głowie, że taki jestem. (X i Y to są moi rodzice) Za parę godzin będzie wigilia a ja będę udawał szczęśliwego i pokazywał, że wszystko jest okej i sie uśmiechał (uważam, że inni nie powinni się mną przejmować)

