Left ArrowWstecz

Kryzys życiowy alkoholika: zapalenie żołądka, uzależnienie i brak nadziei na leczenie

Witam ! Mam 32 lata. Jestem alkoholikiem i ćpunem. 10 lat temu zachorowałem na zapalenie żołądka i nie mogę już pić alkoholu a to kochałem najbardziej. Jestem załamany i straciłem nadzieje. Próbowałem się wieszać. Nie piszcie mi proszę o żadnych psychoterapiach bo to na mnie nie działa. W Polsce trudno się dostać na program morfinowy i jest tylko w Warszawie a heroina jest droga. Moje uzależnienie jest nieuleczalne i totalnie nie wiem co mam robić.
User Forum

AJKS303

6 miesięcy temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

warto zgłosić się na oddział detoksykacji, co może pomóc na początku w oczyszczeniu organizmu. 

 

Lista miejsc w Warszawie: 

https://terminyleczenia.nfz.gov.pl/?search=true&Case=2&ServiceName=ODDZIA%C5%81+LECZENIA+ALKOHOLOWYCH+ZESPO%C5%81%C3%93W+ABSTYNENCYJNYCH+%28DETOKSYKACJI%29&State=07&Locality=&Provider=&Place=&Street=

 

Pozdrawiam, 

Składnaowska Daria

6 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Bardzo mi przykro, że przechodzisz przez tak ogromny ból. Można znaleźć pomoc inną niż klasyczna psychoterapia. 

Najważniejsze teraz jest Twoje bezpieczeństwo. Jeśli masz myśli o zrobieniu sobie krzywdy, proszę skontaktuj się od razu z kimś, kto może pomóc:

116 123 (całodobowa linia wsparcia)

112 (jeśli czujesz, że możesz sobie coś zrobić)

To, że w tej chwili nie widzisz wyjścia, nie znaczy, że ono nie istnieje. 

 

Pozdrawiam ciepło, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog 

6 miesięcy temu
Izabela Piórkowska

Izabela Piórkowska

Witaj! Czytam, że jest w Panu jest część, która chce żyć, choć teraz może Pan jej prawie nie czuć. Ale napisała tu na forum i szuka pomocy. Czuję w Pana słowach ogrom bólu, bezsilności i zmęczenia. I jednocześnie widzę kilka rzeczy, które pokazują, że nie jest Pan „przegrany”, jak Pan o sobie pisze — tylko w takim punkcie, w którym człowiek naprawdę nie widzi już dróg, choć one istnieją. Pierwszy krok, który Pan zrobił, to zadbał o siebie, prawdopodobnie rezygnując z alkoholu i szuka pan alternatywy, by ulżyć sobie w cierpieniu. Pisze Pan pełnymi zdaniami, z refleksją, ze świadomością, co się Panu dzieje. A gdyby nazwał się Pan osobą, która w narkotykach szukała sposobu na ukojenie bólu, czy radzenia sobie z emocjami, co by to zmieniło? Co w Pana życiu — choćby najmniejsza rzecz — zatrzymało Pana przed tym, żeby nie zrobić sobie krzywdy? Kto Pana może wesprzeć, jeśli terapia nie wchodzi w grę? Widzę w Panu dwie części: jedna przerażona, mówiąca ‘nieuleczalne’, i druga, który walczy, skoro szuka pomocy. Której z nich chciałby Pan dać dojść do głosu?

Poza tym może warto skorzystać z innej formy pomocy:
• poradnie leczenia uzależnień bez skierowania,
• psychiatrzy, którzy mogą włączyć leki łagodzące głód,
• oddziały dzienne,
• pomoc interwencyjna,
• grupy wsparcia, do których można wejść bez zobowiązania,
• konsultacje telefoniczne, gdzie nie trzeba „robić terapii”, tylko przeżyć dzień.

Pozdrawiam serdecznie

6 miesięcy temu
Piotr Paczyński

Piotr Paczyński

Witam serdecznie, Uzależnienie jest wyleczalne, jeżeli podejmie się terapię i w nią zaangażuje. Oczywiście jest to proces - często bardzo długi. Także proszę nie tracić nadziei. Sugeruję znalezienie terapii stacjonarnej. Jest sporo ośrodków uzależnień na terenie Polski, które są refundowane przez NFZ (także leczenie jest bezpłatne)

Powodzenia i wytrwałości życzę 

Pozdrawiam 

6 miesięcy temu
Dorota Mucha

Dorota Mucha

Dzień dobry, brzmi to tak, jakbyś był naprawdę wyczerpany i samotny z tym wszystkim. Widzę, że cierpisz i że próbowałeś radzić sobie w sposób, który świadczy o ogromnym obciążeniu psychicznym. Mimo że piszesz, że „nic nie działa”, to fakt, że wciąż szukasz rozmowy, oznacza, że jakaś część Ciebie wciąż chce pomocy i życia.

Nie chcę Ci moralizować ani oceniać – uzależnienie potrafi zabrać człowiekowi wszystko, także poczucie nadziei. Ale to, co opisujesz, to moment, w którym naprawdę nie powinieneś zostawać sam. Nawet jeśli masz poczucie, że terapie są bez sensu, to są sytuacje, w których liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo i kontakt z kimś, kto może pomóc przetrwać najgorszy moment tu i teraz.

Jeśli masz myśli o tym, żeby zrobić sobie krzywdę, skontaktuj się natychmiast z kimś, kto może zareagować od razu – numer alarmowy 112, lokalny szpital, albo telefon zaufania kryzysowego. W takich chwilach chodzi o to, żebyś nie został sam z tym ciężarem.

Piszesz, że „nieuleczalne” – wiele osób w podobnej sytuacji też tak mówiło, zanim dostało pomoc, która akurat im zadziałała. To, że dotychczasowe formy wsparcia nie pomagały, nie znaczy, że nie istnieje coś, co może Cię wyciągnąć z tego stanu. Na razie najważniejsze jest, żebyś był bezpieczny i żebyś miał kontakt z realną pomocą, nie tylko forum czy internet.

Jeśli możesz – odezwij się dziś do kogokolwiek z profesjonalistów lub służb kryzysowych. To nie jest słabość, tylko próba ratowania siebie, a na to zasługujesz.

 

6 miesięcy temu
Joanna Lida

Joanna Lida

Jeśli chodzi Panu o program substytucyjny (np. poprzez metadon), to jest dostępny nie tylko w Warszawie, jest wiele takich placówek, tutaj link to listy: https://kcpu.gov.pl/szkody-zdrowotne-i-uzaleznienia/leczenie-farmakologiczne/lista-programow-substytucyjnych/

 

Program obejmuje leczenie osób uzależnionych od opioidów. Mam nadzieję, że pisząc tutaj jednak ma Pan chęci jeszcze zawalczenia o siebie i swoje życie. Proszę uwierzyć - zmiana jest możliwa. 

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

Joanna Lida

6 miesięcy temu
nikotyna

Darmowy test na uzależnienie od nikotyny (FTND)

Zobacz podobne

Zaniepokojona odkryciami dotyczącymi męża: uzależnienia, zdrady i alkoholizm w małżeństwie
Moj maz jest alkoholikiem conajmniej od 30 lat. Wiedzialam ze lubi sobie wypic,ale jak to zapewnial tylko lyczka. Ale nie.wiedzialam ze potrafi wypic tak duze ilosci jednego dnia. Ukrywal to skrzetnie manipulowal mna i oklamujac, znalazlam tez w jego korespondencjach na mediach spolecznosciowych zdjecia erotyczne mlodych kobiet i korespondencje z nimi. Znalazlam w jego telefonie zdjecia20 letniej corki naszych znajomych,jej piersi w staniku i pupy w stringach,jej portrety zaznaczone serduszkami i korespondencje gdzie wyrazami podziw nad jej uroda. I wiele innych kommentarer,zyczeniami,serduszka,usteczek kierowanych do mlodych 20 letnich ladnych dziewczyn. Moj maz zaczal sie tym interesowac gdy mial 44 lata a te kopiety po 20 lat, Raz nawet napisal do jednego z onlyfansiar ze sie w niej zakochal tylko niestety nie ma pieniedzy na milosc z nia. To co odkrylamm jest dla mnie obrzydliwe i przerazajace . Nie umiem sobie tego wytlumaczyc,nie umiem zrozumiec,czuje zle, jestem wsciekla i czuje sie ponizona. Co mam robic?
Tracę prace, ze względu na mój stan zdrowia. Zaczęłam popijać, jestem załamana.
Witam. Ostatnio znowu straciłam pracę, gdy się dowiedzieli, że choruję na epilepsję, agorafobię, nerwicę lękową. Ludzie się boją takich jak ja. Pracowałam w handlu. Jeszcze do tego dowiedziałam się, że z toksycznym mężczyzną byłam, bo ze mną zerwał. Zdradzał mnie. Popadam w coraz większą depresję, a najgorsze jest to, że zaczynam popijać. Nie mam gdzie się podziać. Jestem załamana. Pozdrawiam Aneta
Moje myśli zajęte są siostrą, mamą i ich sytuacjami. Czy powinnam odpuścić?

Przepraszam, że mój tekst będzie dosyć długi. Napisałam tak jak czuje. 

Sytuacja wygląda tak. Mam dwie starsze siostry. Jedna ma rodzinę i ja też mam już swoją rodzinę. Przez lata najstarsza siostra (obecnie przed 40-stką) zarzekała się, że ona nikogo nie chce mieć przy swoim boku tzn.mężczyzny. Ponieważ boi się po doświadczeniach z dzieciństwa - jesteśmy DDA. Mimo że jesteśmy rodzeństwem to każda z nas ma zupełnie różne od siebie charaktery. Z tą najstarszą jest bardzo ciężko w jakikolwiek sposób się dogadać, zawsze tak było. Kiedy jedna z nas wyszła za mąż w domu rodzinnym zostałam ja i najstarsza siostra z mamą. Po kilku latach od ślubu naszej siostry, spotkało mnie szczęście, poznałam kogoś. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, moja siostra bardzo mi zazdrościła, wręcz nie mogła znieść, że ja kogoś mam. Wciąż miała nadzieję, że mój związek prędzej czy później i tak się nie uda i nadal będzie mieszkać ze mną i z mamą. 

Po dłuższym czasie zamieszkałam razem z moim partnerem no i później wzięliśmy ślub. Od tego czasu siostra jakby z desperacji zaczęła szukać kogoś na siłę. Wydaje się, jakby miała mocne postanowienie, by jako jedyna z rodzeństwa nie zostać singielką. Ma kolegę, w którym się zauroczyła czy może nawet zakochała. Pojawił się u niej też problem z piciem. Odkąd pamiętam ciągnęło ją do alkoholu, no i widze, że tak trafiła, że jej kolega też lubi wypić. Z tego co da się zauważyć jej to odpowiada. Wydaje mi się niestety, że chciałaby stworzyć z kimś takim związek. Dobrych znajomych, którzy nieszczególnie lubią pić, odrzuca. Twierdzi, że są za nudni. Zwierzyła mi się kiedyś, że jej kolega nie wykazuje chęci bycia z nią. Powiedział, że może być jedynie jego koleżanką, że on nie chce nic poważnego. Mówił to jej podobno już wielokrotnie. Wiem, że raz jej powiedział "My już jesteśmy razem", by później wrócić do pierwszej wersji kolega - koleżanka. Mimo tego spotyka się z nią i ją zwodzi. Może on po prostu potrzebuje jej towarzystwa tylko do picia, a ona jest na to podatna. 

Siostra zaczęła coraz więcej pić i wraca do domu nad ranem. Kiedy my jako rodzina zwracamy jej uwagę, że tak nie można, ona krzyczy, że przecież jest dorosła. Tylko powinna liczyć się też z mamą, z którą nadal mieszka. Po czym mówi, że to rozumie i już nie będzie. Tylko nadal nic się nie zmienia z jej strony. Od zawsze ma ciężki charakter. Kiedyś zasugerowałam jej nawet wizytę np. u psychologa, jeśli sobie z czymś sama nie radzi. Stwierdziła, że ona tego nie potrzebuje. Martwię się o mamę, bo ciężko znosi to psychicznie. Moim zdaniem wystarczy, że kiedyś musiała znosić mojego ojca alkoholika i ja nie chcę, by teraz przechodziła znów przez ten sam nałóg. Siostra nie daje sobie pomóc, ona wszystko wie najlepiej. 

Zauważam u siebie, że nie mogę znieść tej myśli, że mama jest w takiej beznadziejnej sytuacji, bardzo mnie to dotyka. Dużo znajomych osób mówi mi, że żeby coś się zmieniło, siostra sama musi tego chcieć,bo ja na siłę tego nie zrobię, choćbym chciała. Mimo że mam męża i swoje życie, żyje tą sytuacją. Czy powinnam odpuścić tak częste zadręczanie się tym i skupić się na swoim życiu czy próbować zmieniać kogoś ? Za wszystkie odpowiedzi z góry dziękuję. Pozdrawiam.

Obawy związane z piciem partnera po okresie abstynencji i brakiem zaufania
Mój partner przyznał się do tego, że kilka lat temu był uzależniony od alkoholu i wpadł w ciąg alkoholowy trwający kilka miesięcy. Sam z tego wyszedł i przez 4 lata nie pił. Kiedy się poznaliśmy, pierszy raz po tej przerwie się napił, przyznał się do tego. Później sytuacje miały miejsce jeszcze 2 razy, niestety za 2 razem musiałam to z niego wyciągnąć, a za 3 razem praktycznie mnie okłamał, ale koniec końców się przyznał. Sam przyznaje, że ma ciężki okres w życiu i myśli o piciu w kontekście poczucia ulgi. Podobno jego terapeuta powiedział, że skoro pije raz na jakiś czas i to kontroluje, to nie ma się co katować tym faktem. Trudno mi w to uwierzyć, bo niepijacy alkoholik nie może mieć nad tym konroli. Partner sam mówi, ze jak się napije, to nie piwko, czy dwa, tylko on juz nie ma umiaru. Martwi mnie to, że mnie okłamał, nie mam poczucia tego, że jak zacznie pić częściej, to mi o tym powie, obawiam się, że będzie to przede mną ukrywał. Boje się, że się uzależni. Nie wiem jak mam rozmawiać z nim i co mu doradzić. Nie chce być w związku, w którym nie ma zaufania, a tym bardziej boje się bycia z kimś, kto zacznie pić. Mam wrażenie, że ostatnio pił, a się nie przyznał i nie wiem czy ja już popadam w paronoje i go tak oceniam, czy on faktycznie mnie znów okłamuje :(
Jak poradzić sobie z współuzależnieniem i toksycznymi relacjami w rodzinie?
W swoim 45 letnim życiu rozwiodłam się z traumatycznym alkoholikiem i wyszłam ponownie za mąż też alkoholika. Jestem kobietą po bardzo dużych przejściach, wręcz psychicznie byłam "przeorana" przez matkę i siostrę. Wieloletnie sprawy w sądzie zakładane przez "bliskie osoby "( o zachowek, podział majątku wspólnego, alimenty) doprowadziły do tego, że nie mam kontaktu ze swoją starszą 23 letnią córką . W tamtym czasie korzystałam z terapii u psychologa, bo nie mogłam się pozbierać sama w sobie, miałam myśli samobójcze i wydawało mi się, że jeśli najbliższa rodzina tak mnie krzywdzi, to Ja "odpuszczę", bo nie warto żyć. Nie mogłam zrozumieć jaki mają cel, by doprowadzać mnie do granicy ostateczności. Musiałam przeorganizować całe swoje życie i wyprowadzić się z rodziną ze swojego domu. Aktualnie od 4 lat mieszkamy (Ja, mąż, 12-letnia młodsza córka)w domu podzielonym na 3 mieszkania z teściową i szwagrem ze swoją rodziną. Mogłoby się wydawać, że teraz już będzie wszystko w porządku i zaczynam od "nowa", że to co było dla mnie koszmarem już nie wróci. Jednak życie pisze swoje scenariusze. Mieszkanie z innymi rodzinami nie jest łatwe i jak się okazuje nawet przestawione wiadro na wspólnym korytarzu dla teściowej, może okazać się powodem do wyzwisk, awantury, która eskaluje i zaczyna bezpośrednio mnie dotyczyć. Moja "ostoja spokoju " dom, który miał mi dawać poczucie bezpieczeństwa znów się okazuje zaczyna się burzyć. Teściowa bardzo mocno w ostatnim czasie wykorzystuje moją przeszłość i atakuje mnie słownie, fizycznie, obmawia mnie do innych domowników. Mój mąż dostrzega to, jednak "odważny" jest mówić o tym gdy jest pijany. Relacje między Mną a mężem są oziębłe i można powiedzieć oschłe. Martwię się kiedy widzę, jakie trudności ma z kontrolowaniem picia i jak bardzo oddalamy się od siebie. Wszystkie rozmowy, które dotyczą Jego uzależnienia kończą się sprzeczką, większą izolacją, bagatelizowaniem problemu i obiecywaniem tylko "zmienię się". Czuję się współuzależniona (brak spontanicznej komunikacji między Nami, jestem w permanentnym stresie, odczuwam lęk, mam duże poczucie winy i odpowiedzialności, co negatywnie wpływa na samopoczucie rodziny). Boję się o Naszą przyszłość, boję się o Jego zdrowie, boję się o siebie "czy udźwignę ten ciężar", boję się o młodszą córkę, która dorasta widząc niezdrowe relacje, po prostu boję się, że nie "ogarniam"tego wszystkiego. Czuję się niepotrzebna, bezsilna. Nie dostrzegam już dobrego rozwiązania i czuję się osaczona. Proszę o pomoc
DDA hero

DDA – kim są Dorosłe Dzieci Alkoholików? Pomoc

DDA to niekliniczna nazwa trudności, które mogą znacząco wpływać na życie osoby i jej najbliższych. W tym artykule przyjrzymy się bliżej przyczynom, objawom i metodom terapii.