Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z współuzależnieniem i toksycznymi relacjami w rodzinie?

W swoim 45 letnim życiu rozwiodłam się z traumatycznym alkoholikiem i wyszłam ponownie za mąż też alkoholika. Jestem kobietą po bardzo dużych przejściach, wręcz psychicznie byłam "przeorana" przez matkę i siostrę. Wieloletnie sprawy w sądzie zakładane przez "bliskie osoby "( o zachowek, podział majątku wspólnego, alimenty) doprowadziły do tego, że nie mam kontaktu ze swoją starszą 23 letnią córką . W tamtym czasie korzystałam z terapii u psychologa, bo nie mogłam się pozbierać sama w sobie, miałam myśli samobójcze i wydawało mi się, że jeśli najbliższa rodzina tak mnie krzywdzi, to Ja "odpuszczę", bo nie warto żyć. Nie mogłam zrozumieć jaki mają cel, by doprowadzać mnie do granicy ostateczności. Musiałam przeorganizować całe swoje życie i wyprowadzić się z rodziną ze swojego domu. Aktualnie od 4 lat mieszkamy (Ja, mąż, 12-letnia młodsza córka)w domu podzielonym na 3 mieszkania z teściową i szwagrem ze swoją rodziną. Mogłoby się wydawać, że teraz już będzie wszystko w porządku i zaczynam od "nowa", że to co było dla mnie koszmarem już nie wróci. Jednak życie pisze swoje scenariusze. Mieszkanie z innymi rodzinami nie jest łatwe i jak się okazuje nawet przestawione wiadro na wspólnym korytarzu dla teściowej, może okazać się powodem do wyzwisk, awantury, która eskaluje i zaczyna bezpośrednio mnie dotyczyć. Moja "ostoja spokoju " dom, który miał mi dawać poczucie bezpieczeństwa znów się okazuje zaczyna się burzyć. Teściowa bardzo mocno w ostatnim czasie wykorzystuje moją przeszłość i atakuje mnie słownie, fizycznie, obmawia mnie do innych domowników. Mój mąż dostrzega to, jednak "odważny" jest mówić o tym gdy jest pijany. Relacje między Mną a mężem są oziębłe i można powiedzieć oschłe. Martwię się kiedy widzę, jakie trudności ma z kontrolowaniem picia i jak bardzo oddalamy się od siebie. Wszystkie rozmowy, które dotyczą Jego uzależnienia kończą się sprzeczką, większą izolacją, bagatelizowaniem problemu i obiecywaniem tylko "zmienię się". Czuję się współuzależniona (brak spontanicznej komunikacji między Nami, jestem w permanentnym stresie, odczuwam lęk, mam duże poczucie winy i odpowiedzialności, co negatywnie wpływa na samopoczucie rodziny). Boję się o Naszą przyszłość, boję się o Jego zdrowie, boję się o siebie "czy udźwignę ten ciężar", boję się o młodszą córkę, która dorasta widząc niezdrowe relacje, po prostu boję się, że nie "ogarniam"tego wszystkiego. Czuję się niepotrzebna, bezsilna. Nie dostrzegam już dobrego rozwiązania i czuję się osaczona. Proszę o pomoc
Aleksandra Nikiel

Aleksandra Nikiel

Dzień dobry,

Bardzo mi przykro, że tyle trudnych doświadczeń spoczywa na Pani barkach. Jednak mimo to, czytając Pani wpis, czuję w Pani niezwykłą siłę i ogromny potencjał do budowania dla siebie spokojniejszego, pełniejszego życia.

 

Czuję, że najważniejszym krokiem na ten moment jest zadbanie o siebie – o swoje potrzeby, emocje i granice. Tak jak Pani sama zauważyła, w Pani historii wybrzmiewa wątek współuzależnienia – to coś, czemu naprawdę warto przyjrzeć się bliżej, z troską i cierpliwością. Podobnie jak schematom, które mogą się powtarzać – one często wynikają z dawnych doświadczeń, a praca nad nimi przynosi dużą ulgę i poczucie sprawczości.

 

To, że Pani już teraz tak wiele dostrzega, to naprawdę bardzo ważny krok. Świadomość jest początkiem każdej zmiany. To, co Pani teraz przeżywa, jest trudne i przytłaczające – w takich momentach naturalne jest, że trudno dostrzec wyjście czy rozwiązanie.

 

Dlatego zachęcam, by sięgać po pomoc i wsparcie. Małe kroki też prowadzą do dużych zmian – a Pani już ten pierwszy krok zrobiła, dzieląc się swoją historią i pisząc ten post.

 

Proszę pamiętać - zasługuje Pani na spokój, troskę i życie, w którym będzie Pani dobrze.

 

Z serdecznością i ciepłem,

Aleksandra Nikiel, Psycholog

(Warszawa, on-line)

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Domaciuk

Agnieszka Domaciuk

Witam,

Czytając Pani historię, dostrzegłam w niej wiele smutku, złości i poczucia bezradności. To o czym Pani pisze, jak najbardziej można nazwać współuzależnieniem. Niestety wiele kobiet, które mieszkają z osobami uzależnionymi, borykają się z poczuciem winy, lękiem o przyszłość i poczuciem, że nic lepszego już się nie wydarzy. Warto poszukać jednak wsparcia w najbliższej Poradni Terapii Uzależnień od Alkoholu, gdzie mogą zgłosić się również osoby współuzależnione. To bardzo ważne, aby mieć regularne wsparcie w trudnych momentach a przede wszystkim poznać mechanizmy, które stoją za uzależnieniem oraz współuzależnieniem. Na pewno poczucie, że rodzina oddaliła się od Pani, musi być trudne do zniesienia. Trzeba jednak pamiętać, że to nie świadczy o Pani, nie mamy bowiem wpływu na zachowanie i sposób postrzegania przez inne osoby. Warto, aby zastanowiła się Pani, co oprócz tych trudnych chwil daje Pani wytchnienie? Co sprawia przyjemność i trochę uśmiechu na co dzień? Opisana przez Panią sytuacja jest realnie trudna, wydawać by się mogło w chwili obecnej, że nic się nie zmieni, jednak przy odpowiednim wsparciu można osiągnąć wiele zmian na lepsze.

 

Trzymam kciuki,

Domaciuk Agnieszka

Psycholog, psychoterapeuta w trakcie szkolenia 

Altea Leszczyńska

Altea Leszczyńska

Dzień dobry Pani Maju,

To, co Pani opisuje, jest doświadczeniem ogromnego obciążenia emocjonalnego, kumulacji wielu lat trudnych relacji, konfliktów rodzinnych i życia z osobami uzależnionymi. Bardzo naturalne jest, że czuje się Pani zmęczona, przytłoczona, osaczona i ma poczucie, że nie daje rady. To nie jest oznaka słabości – to normalna reakcja człowieka, który przez lata musiał działać w permanentnym stresie i napięciu.

Pisze Pani o współuzależnieniu – to bardzo trafna obserwacja. Współuzależnienie często przejawia się nadmiernym braniem odpowiedzialności za innych, ciągłym „gaszeniem pożarów” i utratą własnej energii i granic. To nie jest cecha charakteru, tylko mechanizm obronny, który miał Pani pomóc przetrwać. Teraz jednak ten mechanizm zaczyna Panią wyczerpywać.

To, że Pani szuka pomocy, jest bardzo ważnym krokiem. W takiej sytuacji warto:

Sama dla siebie kontynuować wsparcie psychologiczne lub psychoterapię (jeśli to możliwe). Nawet krótkoterminowa praca może pomóc odbudować siły i poczucie wpływu.

Rozważyć kontakt z grupą wsparcia dla osób współuzależnionych (np. Al-Anon) – to miejsca, gdzie można spotkać osoby w podobnej sytuacji i poczuć, że nie jest się samą.

Rozmawiać z córką w prostych słowach – podkreślając, że problemy dorosłych nie są jej winą i że Pani ją kocha. Nawet krótkie, spokojne komunikaty chronią dzieci przed wchodzeniem w rolę „dorosłych”.

Dawać sobie prawo do odpoczynku i do tego, by nie być „ratownikiem” wszystkich dookoła.

Nie da się udźwignąć tego wszystkiego samemu – to nie jest Pani wina. Teraz priorytetem jest Pani własne zdrowie psychiczne i emocjonalne oraz ochrona córki przed skutkami tej sytuacji. Dopiero z takiego miejsca będzie można podejmować decyzje dotyczące związku czy dalszych kroków.

To, że Pani o tym pisze, pokazuje, że ma Pani w sobie jeszcze tę część, która szuka życia, nadziei i wsparcia. To bardzo cenne i od tego warto zacząć.

Z życzliwością i szacunkiem,
Altea Leszczyńska
psycholog, psychotraumatolog

Alicja Szymańska

Alicja Szymańska

Dzień dobry,


 

To, co Pani opisuje, to bardzo trudna, przeciążająca emocjonalnie sytuacja, w której przez wiele lat była Pani wystawiona na stres, poczucie niesprawiedliwości, przemoc psychiczną i brak wsparcia. Pani historia pokazuje ogromną siłę — mimo wielu zranień, wciąż Pani walczy, dba o córkę i próbuje utrzymać resztki stabilności w świecie, który ciągle Panią rani. Nic dziwnego, że czuje się Pani bezsilna i zmęczona. Taki stan to nie słabość, ale naturalna reakcja organizmu i psychiki na długotrwały stres i współuzależnienie.


 

Współuzależnienie sprawia, że całe życie zaczyna kręcić się wokół osoby pijącej — jej nastroju, decyzji, obietnic. Człowiek zaczyna żyć w ciągłej gotowości i lęku, a własne potrzeby schodzą na dalszy plan. To poczucie „osaczenia” i braku siły, o którym Pani pisze, jest bardzo częstym skutkiem życia z osobą uzależnioną. W takiej sytuacji najważniejsze staje się odzyskanie wpływu na siebie, choćby w drobnych rzeczach, i szukanie realnego wsparcia.


 

Na początek — proszę pamiętać, że nie musi Pani radzić sobie sama. W Polsce działają grupy wsparcia dla osób współuzależnionych,  gdzie spotyka się Pani z ludźmi, którzy przechodzą przez bardzo podobne doświadczenia. Te spotkania są bezpłatne i anonimowe, a rozmowa z innymi osobami w podobnej sytuacji daje ogromne poczucie zrozumienia i ulgi. Jeśli w Pani okolicy nie ma takich spotkań, wiele z nich odbywa się również online.


 

Ważne też, by znów mieć przy sobie psychologa lub terapeutę, który pomoże odbudować granice i poczucie wartości. Współuzależnienie to stan, który można leczyć — krok po kroku uczy się Pani, jak oddzielać swoje emocje i odpowiedzialność od emocji partnera. To nie Pani obowiązek go ratować. Jego trzeźwienie może się rozpocząć dopiero wtedy, gdy przestanie mieć nad sobą ochronny parasol Pani troski.


 

Jeśli chodzi o teściową i sytuację domową — proszę zadbać o swoje bezpieczeństwo. Jeśli ataki są fizyczne lub słowne i naruszają Pani poczucie bezpieczeństwa, można rozważyć konsultację z pracownikiem socjalnym lub z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej (działają w każdym powiecie, mają dyżury całodobowe). Tam może Pani uzyskać konkretną pomoc, poradę prawną, a w razie potrzeby nawet tymczasowe wsparcie mieszkaniowe.


 

Nie ma prostego wyjścia z tak złożonej sytuacji, ale można zacząć od małych kroków:

– poszukać grupy wsparcia 

– umówić się na konsultację terapeutyczną dla osób współuzależnionych,

– zadbać o kontakt z kimś, komu może Pani zaufać (przyjaciółka, ktoś z dalszej rodziny),

– zapisać w kalendarzu jedno działanie „dla siebie” w tygodniu – coś, co nie jest związane z rodziną, piciem, domem.


 

Nie jest Pani sama w tym, nawet jeśli tak się teraz czuje. Pani potrzeby i emocje są ważne i naprawdę ma Pani prawo zadbać o siebie, nie tylko o innych.


 

Pozdrawiam serdecznie,

Alicja Szymańska

Psycholog

internet

Darmowy test na uzależnienie od internetu (Kimberly Young)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z kryzysem w małżeństwie, kiedy żona jest dla mnie wszystkim?

Szukałem pomocy w wielu miejscach. Rozmawiałem godzinami z różnymi psychologami czy psychiatrami.... Czułem się lepiej, czułem się silniejszy... Niestety tylko na krótki czas... Moja żona to całe moje życie. Jest dla mnie wszystkim. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez niej... Nie mogę i ....nie chcę. Jest jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem.... Zawsze się śmiałem, ze jestem jak pingwin... Jedna miłość na całe życie... Mój ojciec też taki był... Dziadek również.... To samo dotyczy mojego brata... Niestety to moja żona jest powodem mojej depresji, to ona popycha mnie do samobójstwa.... Teoretycznie najblizsza mi osoba.... Wszyscy lekarze radzili mi zakończyć ten związek... Jednak dla mnie jest to równoznaczne z utratą wszystkiego co ważne w życiu. Takie błędne koło.... Codziennie się zastanawiam czy to już już, czy to bedzie dzisiaj.... Poświęciłem wszystko dla żony. Absolutnie wszystko... Niestety, dla niej to ciągle za mało.... Już nie mogę.... Straciłem zainteresowanie wszystkim... Żyje tylko po to by płacić rachunki. Żony, teściowej, córki...... Nie mam absolutnie nic z życia... Jestem traktowany jak pies, dopóki jestem użyteczny to moge zostać... Jem osobno wszystkie posiłki....Siedzę w osobnym pokoju, gdy one 3 oglądają tv w salonie.... Jestem gościem (niechcianym ledwie tolerowanym) w mieszkaniu ,które kupilem za własne oszczędności....

Zdrada żony: Jak radzić sobie z emocjami i odbudować związek?
Moja żona zdradziła mnie tydzień temu po kilku dniach porozmawiałem z nią o tym co dalej i jak to dalej ma wyglądać, doszliśmy do zgody jeśli chodzi o to żeby spróbować odbudować naszą relacje. Zgodziłem się na terapię psychoterapeuty po pierwszej wizycie wspólnej psycholog stwierdziła, że najpierw powinniśmy popracować nad sobą, bo widzi w nas obojgu wiele rzeczy do naprawy. Po tych wydarzeniach nie powiem zbliżyliśmy się z żoną bardziej ale też ja stałem się bardziej nerwowy, bo przychodzą do mnie złe myśli. Dzisiaj nastąpiła dziwna sytuacja żona poprosiła mnie czy może wszystko sobie wyjaśnić z tą osobą która mnie zdradziła, myśl o tym że będzie z nią znowu w jakimś kontakcie zirytowała mnie. Czy uważacie ze to jest normalne zachowanie ze strony żony i co ja mam na tym miejscu robić. Żona na każdym kroku mówi, że żałuje i mnie kocha i chce dalej się starać ale nie wiem już sam co o tym wszystkim myśleć. Kolejną wizytę u psychologa mam za 4 dni do tego czasu nie dam sobie z tym radę liczyłbym na pomoc. Pozdrawiam
Razem z mężem i córką mieszkamy z teściami i szwagrem. Od dłuższego czasu (mniej więcej ponad rok) denerwują mnie domownicy
Dzień dobry. Razem z mężem i córką mieszkamy z teściami i szwagrem. Od dłuższego czasu (mniej więcej ponad rok) denerwują mnie domownicy. Łatwo wyprowadzają mnie z równowagi. Dzisiaj szwagier mnie wkurzył, na tyle, że ręce mi się trzęsły. W zeszłym roku pojawiły się problemy duszność, ucisk w okolicy serca, niskie ciśnienie. Byłam u rodzinnego, wykonałam badania krwi, wszystko pod kontrolą. Lekarz stwierdził, że może to być nerwica i na tym się skończyło. Zmieniłam się odkąd tu mieszkam. Zawsze mnie coś irytuje, szybko się denerwuje. Na dodatek nie mam znajomych, nie wychodzę nigdzie i każde wyjście męża na spotkanie pracownicze mnie dołuje. Czuję, że zajadę się psychicznie, dlatego proszę Państwa o pomoc.
Dlaczego ciągle czuję się wykluczona i czuję, że nie mam przyjaciół?
Historia się powtarza - znowu jestem sama. W zasadzie nigdy nie miałam przyjaciół. Całą szkołę (pomimo różnego otoczenia, ludzi) spotykałam się z dręczeniem, wykluczaniem. Studia sporo zmieniły, znalazłam paru "swoich ludzi", ale przez to, że nie umiałam "się przyjaźnić" to niestety nie skorzystałam z okresu studiów, ., a po studiach wiadomo, wiele osób się rozeszło się z swoje własne strony, chwilę potem był covid. W pierwszej pracy napotkałam na osobę, która mnie nie szanowała, dręczyła, która uważała się za lepszą. W drugiej pracy napotkałam na wielu ludzi, ale znowu... byłam koleżanką, ale nigdy nigdzie nie przynależałam. Nikt nie chciał spotykać się ze mną po pracy, nie zajmował miejsca na imprezach służbowych. W obecnej pracy mocno zmieniłam środowisko, pracuje ze mną wiele osób ze sporą różnicą wieku i nagle zaczęła się przyjaźń z 1 z kobiet. Naprawdę zależało mi, otworzyłam się itd. Wszystko runęło. Przyszła nowa osoba, z tą nową osobą zaczęły mocno obgadywać innego pracownika, czego ja nie akceptowałam i zwróciłam im uwagę. Niby sobie wszystko wyjaśniłyśmy, ale tak naprawdę zostałam wykluczona. Zapraszają inne dziewczyny z biura do wyjścia, do mnie nie piszą, wiem, że obgadują mnie za plecami. Okazało się, że ta "przyjaźń" była warta tyle co nic. Tyle że znowu ktoś mnie zranił, znowu straciłam zaufanie, znowu widzę, że nikomu nie wystarczam, że może zwyczajnie ludzie mnie nie lubią? Rozmawiałam o tym z terapeutą, radzi mi, bym otworzyła się na ludzi, zaufała im, ale mam wrażenie, że nie rozumie, że tyle razy mnie zraniono, że się boję ponownie cokolwiek zaczynać :(
Mąż zaczął mieć problemy z nadużyciem alkoholu, braniem narkotyków, pornografią - mam dosyć takiego życia.
Jestem z moim mężem 20 lat. Ja mam 36, on 47 lat. Poznaliśmy się, gdy miałam 16 lat ( był moim pierwszym chłopakiem, a ja jego pierwszą dziewczyną). Dziecko w wieku 18 lat, ślub i tak żyliśmy szczęśliwie jak w bajce. W 2012r. przyszedł na świat drugi syn. Mąż jest kierowcą ciężarówki (kiedyś w systemie 3/1, od 2 lat jest co weekend w domu) Pracuje tak od 18 lat jako kierowca. Nasze życie zaczęło się trochę psuć, jak na weekendy poza domem zaczął sięgać do butelki, później narkotyki. Ale czara się przebrała, gdy zobaczyłam, że on zakłada konta na różnych platformach związanych z sexem. Nie ukrywam, że miał co chciał (nawet nigdy nie bolała mnie głowa 😂) tłumaczył mi, że to przez to, że mnie z nim nie ma i że lepiej jak zrobi sobie dobrze sam niż ma mnie zdradzić. Cały czas twierdzi, że mnie kocha, że świata nie widzi itp. Z 2 lata było spokoju, bo zagroziłam, że się rozwiodę. Później zaczął znów pić ( 1 wszywka,2 wszywka obecnie 3), ale zastępuje sobie to znów narkotykami. Nie potrafię zrozumieć tego, że podnieca się na widok innych kobiet, nawet będąc w domu (gdy ja nie widzę) . Po amfetaminie nie chce mu przez dwa dni stanąć i wtedy ogląda te wszystkie ohydne rzeczy. Nigdy nie lubiłam filmów pornograficznych. Ale teraz nawet zakłada konta na takich portalach, twierdząc, że to nic złego. Nie ukrywa się z narkotykami w domu, widzę zawsze, kiedy brał, a on wtedy się nie odzywa do mnie, bo wie, że jestem wściekła. Później znów przeprasza i tak w kółko. Ja już mam dość psychicznie takiego życia! Mam do niego wstręt. Nie potrafię zrozumieć jak można tak robić osobie, którą się kocha.
zakupoholizm

Zakupoholizm – objawy, przyczyny i sposoby leczenia

Zakupoholizm to uzależnienie behawioralne o destrukcyjnym wpływie na życie osobiste i finanse. Charakteryzuje się kompulsywną potrzebą robienia zakupów pomimo negatywnych konsekwencji. Poznaj jego objawy, przyczyny i skuteczne metody leczenia.