Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Kryzys życiowy: lęki, problemy w związku i brak satysfakcji zawodowej

Dzień dobry, mam ogromny kryzys życiowy, nigdy nie miałam tylu problemów i nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Mam wrażenie, że stoję przed jakąś ścianą, jestem totalnie zblokowana. Najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że za część tych problemów jestem sama sobie winna. Jestem przed 40-stką, kilka lat temu przeprowadziłam się za granicę (poniekąd będąc zmuszoną przez Covid). Poznałam tu swojego partnera, aczkolwiek z czasem zaczęło do mnie gdzieś docierać, że nie wiem czy wyobrażam sobie mieszkać przez całe życie poza krajem. Mój partner jest stąd i nie może się przeprowadzić ze mną do Polski ze względu na specyfikę pracy, którą wykonuje. Mimo moich wątpliwości budowaliśmy związek, choć ja nigdy tak w 100% nie byłam w niego zaangażowana ze względu właśnie na to moje niezdecydowanie odnośnie miejsca zamieszkania. Przyszedł czas, w którym moja firma zamyka tutaj swoją agencję i trzeba zdecydować czy się kończy współpracę czy wraca się do kraju i pracuje się w kraju dla firmy. Nie wiem co robić, bo chciałabym być z tym mężczyzną, opiekuje się mną, widzę, że jestem dla niego najważniejsza. Myślę, że mogę już nikogo takiego w życiu nie spotkać. A jednocześnie budzę się w nocy na myśl, że całe życie miałabym tu spędzić, bez rodziny i znajomych z Polski. W ojczyźnie czuję, że żyję, a tu czuję się wyobcowana, nie czuję się u siebie. Kolejnym problemem jest moja praca... otóż jestem od kilkunastu lat w tej samej firmie, jest to stabilna pozycja, zarobki są przyzwoite, ale nie mam z niej żadnej satysfakcji i nie wyobrażam sobie, że np. za 10 lat dalej w niej tkwię. Jednocześnie nie jest to praca dla wykwalifikowanych osób (mimo, że skończyłam studia wyższe) i nie za bardzo można się w niej rozwinąć, dlatego w zasadzie nie posiadam praktycznie żadnego wartościowego doświadczenia. Nie zmieniałam pracy, bo czułam się w niej mimo wszystko bezpiecznie, a i przyzwyczaiłam się do dość wysokich zarobków, jednak przyszedł czas, że zdałam sobie sprawę, że naprawdę trzeba coś zmienić, mimo że w jakiejś nowej pracy na pewno zarobię dużo dużo mniej, co w sytuacji kiedy ma się kredyt nie jest zbyt komfortowe. Chciałabym zrobić jakieś podyplomowe studia, jakiś kurs, ale boję się, że się pomylę w wyborze, nie dam rady i będzie to tylko strata czasu i pieniędzy. Zaczęłam wysyłać CV i próbuję znaleźć jakąś inną pracę, choć już mam lęk, że nawet jak coś znajdę, to okaże się, że nie dam sobie rady i zostanę wyrzucona. Jestem przepełniona lękiem i czuję się jakbym przegrała życie i nie czeka już na mnie w życiu nic dobrego. Do tego moja mama naciska na to, żebym założyła rodzinę, że muszę o tym pomyśleć, bo czas leci, a ja nie jestem najmłodsza. Wiem, że chce mi jakoś pomóc, ale to tylko mnie dołuje, bo naturalnie zdaję sobie sprawę z wszystkiego, o czym mówi, tylko po prostu w sytuacji, w której jestem, nie jest to wszystko takie proste. Widzę też, że jest gdzieś tam zawiedziona tym, że nie mam swojej rodziny, że jestem taka pogubiona, choć nie werbalizuje tego. Mama zawsze była dla mnie autorytetem i ogólnie często mi pomagała w trudnych chwilach, dlatego teraz kiedy widzę, że jest taka rozczarowana, załamuje mnie to jeszcze bardziej, a że sama niczego nie jestem pewna, to łatwo wprawić mnie w stan jeszcze większej niepewności i strachu. Do tego dochodzi poczucie niespełnienia, poczucie, że nic wartościowego w życiu nie osiągnęłam. Często wracam myślami do czasów szkoły, kiedy wszystko się układało, byłam bardzo dobrą uczennicą, studentką z ambicjami. Mam wrażenie, że wszyscy poszli do przodu, tylko ja stoję gdzieś daleko za nimi. Jest mi czasem tak wstyd, że nawet nie chce mi się spotykać z ludźmi, bo boję się ich oceny, boję się, że myślą o mnie jako o nieudaczniku (którym nomen omen chyba jestem). Czasem czuję jak zalewa mnie jakaś wielka fala lęku/paniki? Nigdy nie czułam niczego podobnego. Przepraszam, że taka długa wiadomość, ale musiałam to wszystko jakoś opisać. Chciałabym zapytać jak to wszystko przetrwać, jak sobie poradzić z takim natłokiem spraw? Jak w ogóle odnaleźć swoją wartość?
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dzień dobry. Pani kryzys jest zrozumiały, kiedy natłok decyzji o związku, pracy, miejscu zamieszkania i presji rodzinnej może przytłaczać każdego, ale da się to przetrwać krok po kroku, korzystając z technik, które znasz z praktyki psychologicznej. Jako osoba z doświadczeniem w terapii, może Pani zacząć od narzędzi CBT, które pomogą odzyskać kontrolę.
Proszę rozbić problemy na małe kroki. Proszę zacząć od technik relaksacyjnych CBT takich jak głębokie oddychanie lub progresywna relaksacja mięśni, aby zmniejszyć fale paniki budzące Panią w nocy. Zapisywać codzienne trzy małe działania, np. "dzisiaj sprawdzę jeden kurs podyplomowy". To buduje poczucie sprawczości i redukuje paraliż decyzyjny. Jeśli lęk nasila się, proszę konsultację z terapeutą online, nawet zdalnie, by przepracować te objawy.

 Co do emigracji to proszę wypisać plusy i minusy obu opcji (zostać vs wrócić) w tabeli, uwzględniając kompromisy jak wizyty w Polsce czy zdalna praca partnera. Wyobcowanie na emigracji jest częste, więc zalecam budowanie lokalne więzi, np. grupy ekspertów lub hobby, by poczuć się "u siebie", bez rezygnacji z rodziny. Proszę porozmawiać szczerze z partnerem o wątpliwościach gdyż jego opieka to wartość, ale także Pani komfort życiowy.​

 Po 40 roku życia zmiana jest możliwa więc proszę spisać swoje kompetencje (studia wyższe, stabilność w firmie) i zacząć od krótkich kursów online w dziedzinach pasjonujących, np. psychologia lub coaching, by przetestować bez ryzyka. Lęk przed wyrzuceniem to katastrofizacja, kwestionuj go pytaniem: "Jaki jest realistyczny scenariusz?" a większość zmian pracy kończy się sukcesem z czasem. Kredyt to wyzwanie, ale zalecam szukanie ról z Pani doświadczeniem. Każde wysłane CV, to już krok naprzód.
 Proszę ustawić granice z mamą. Komunikat w stylu "Doceniam troskę, ale teraz skupiam się na swoich decyzjach" gdyż to chroni przed dodatkowym dołem. Proszę ćwiczyć self-compassioni napisz list do siebie jak do klientki - "Popełniasz błędy, ale masz ambicje i doświadczenie, nie jesteś nieudacznikiem". Odkryj wartość przez wartości: co Cię napędza (np. rozwój, relacje)? To przywraca sens, bez porównań do innych.
 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Ratajczyk

Magdalena Ratajczyk

Myślę, że aby znaleźć odpowiedzi na pani pytania potrzeba czasu i być może wsparcia innych osób. Każda decyzja, którą pani podejmie prawdopodobnie będzie miała i zyski i straty, podobnie jak każda inna decyzja w życiu, włącznie z codziennymi decyzjami - to normalne. Z tego co pani pisze, natłok spraw, ale też sposób w jaki pani o sobie myśli, wywołują dużo lęku, a to z kolei sprawia, że trudno jest podjąć decyzje. Pomocna byłaby praca z ciałem, aby choć częściowo pomóc sobie odzyskać poczucie bezpieczeństwa - np. praca z oddechem, EFT (nagrania dostępne w Internecie), uważność. Mogłaby pani też spisać najważniejsze zadania, które są przed panią i nadać im priorytety. Kiedy już to pani zrobi, można zadania podzielić na konkretne kroki do wykonania. Jasny plan, spisanie na papier (ręcznie) co jest do zrobienia już same w sobie zazwyczaj obniżają lęk. 

To normalne, że mieszkając zagranicą może pani czuć, że nie do końca przynależy do Polski czy obcego kraju. Osoby mieszkające zagranicą, czy wracające do Polski przechodzą przez różne etapy i to, co pani opisuje jest jednym z nich. Ale to nie znaczy, że będzie to trwało wiecznie. Podobnie jak nie musi trwać wiecznie lęk, z którym się pani mierzy. Emocje są dla nas informacją, która przychodzi i odchodzi, jeśli tylko pozwolimy sobie ją poczuć i odebrać. 

 

Życzę wszystkiego dobrego i dużo spokoju 🙂

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość i. otwartność tutaj na forum. Pani sytuacja, nie jest oznaką „przegranego życia”, tylko naturalną reakcją na nagromadzenie wielu trudnych decyzji, strat i presji naraz. Kiedy jednocześnie dotykają nas kwestie tożsamości („gdzie jest mój dom”), relacji, pracy, pieniędzy i oczekiwań bliskich,nasz układ nerwowy się przeciąża, pojawia się lęk, blokada, a nawet objawy paniki. To nie słabość, to sygnał, że jest za dużo na jedną osobę w jednym czasie. Co jest istotne: Pani nie jest „spóźniona”, „niewystarczająca” ani „winna”. Podejmowała Pani decyzje w oparciu o to, co wtedy było możliwe i dawało poczucie bezpieczeństwa. Teraz po prostu dojrzewa w Pani potrzeba zmiany i to jest etap, nie wyrok. Na tym etapie nie trzeba mieć gotowych odpowiedzi, tylko zatrzymać się i poukładać sprawy krok po kroku, zamiast próbować rozwiązać całe życie naraz.

Z tego, co Pani pisze, bardzo wyraźnie widać trzy rzeczy:
ogromną wrażliwość i refleksyjność,
zdolność do pracy i odpowiedzialności (wieloletnia stabilność to zasób),
oraz silny wewnętrzny krytyk, który dziś zagłusza Pani realną wartość.

W takich momentach bardzo pomaga bezpieczna przestrzeń np. rozmowa z psychologiem lub terapeutą, gdzie można rozplątać te wątki bez oceniania i presji decyzji „na już”. To nie jest luksus, tylko realne wsparcie w kryzysie. Równolegle warto wrócić do podstaw: regulacja lęku, sen, oddech, ciało , bo dopiero z poziomu względnego spokoju można podejmować dobre decyzje. Na koniec chcę powiedzieć jedno bardzo ważne zdanie:
Pani wartość nie zależy od tego, czy już wszystko jest poukładane. Wartość jest w Pani , nawet teraz, w chaosie.
To, że Pani szuka, pyta i nie chce żyć „byle jak”, świadczy o sile, nie o porażce, taka jest moja perspektywa. 

 

Wszystkiego dobrego i w razie potrzeby proszę tutaj pisać. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry Pani. Po przeczytaniu Pani pytania zauważam jak ogromny ciężar Pani dźwiga. Z perspektywy CBT (poznawczo-behawioralnej) Pani obecny stan to silny kryzys wynikający z nagromadzenia trudnych zmian i lęku przed błędem. 

 

To, co zauważam w pani wypowiedzi i na co warto zwrócić uwagę to przede wszystkim:

 

1. Nazywanie siebie „nieudacznikiem” to zniekształcenie poznawcze, a nie fakt. Pani poczucie wartości jest teraz przysłonięte przez lęk i surową samoocenę. Pojawia się też tutaj inne zniekształcenie, które nazywamy "czytaniem w myślach" - kiedy zakładamy, że wiemy co inni o nas myślą - jednak mimo że czasami byśmy chcieli mieć tę umiejętność, nikt z nas jej nie posiada. 

2. Próba uniknięcia straty powoduje „stanie przed ścianą”. Brak decyzji również jest formą wyboru, która generuje u Pani bardzo duże napięcie i fale paniki.

3. Poczucie wstydu przed innymi oraz oczekiwania mamy to Pani najwięksi „wewnętrzni krytycy”. Utrudniają one usłyszenie Pani własnych potrzeb.

 

Niestety nie ma prostego i szybkiego remedium na to, aby obecny kryzys zniknął. Myślę, że to co może Pani zrobić na samym początku to  spróbować oddzielić fakty od emocjonalnych ocen (np. zamiast „wszystko zepsułam”, zapisać „stoję przed wyborem kraju zamieszkania”). Skupienie się na faktach i realistycznych ocenach obniża poziom lęku. Nie musi Pani rozwiązywać wszystkich problemów naraz, to z pewnością byłoby trudne i przytłaczające, może pani jednak zacząć rozplątywać je po kolei, zaczynając od pierwszego najmniejszego kroku. 

 

 

Życzę wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska

Dominik Borkowski

Dominik Borkowski

Witaj,

Faktycznie zdaję się że dużo rzeczy dzieje się na raz. Problemy które Pani porusza dotyczą zarówno wątków własnej tożsamości jak i relacji z ważnymi osobami w życiu. Sytuacji również nie ułatwia emigracja i poczucie braku korzeni w innym kraju. Te problemy o których Pani mówi nie mają niestety jednego łatwego rozwiązania i wymagają dokładniejszego omówienia i spokojnego rozpakowywania ich aby jakoś to ogarnąć. 

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Ważne jest, by na chwilę przestać traktować to wszystko jako jeden wielki problem do rozwiązania naraz. Może pomocne być rozdzielenie spraw na obszary i zajmowanie się nimi sekwencyjnie, a nie równolegle. Decyzja o kraju zamieszkania, relacji i pracy to trzy różne procesy, które teraz zlewają się w jedno, potęgując lęk. W stanie silnego napięcia nie da się podjąć „najlepszej decyzji życiowej”, można jedynie wybrać kolejny możliwy krok, który daje względną stabilność.

Dużo Pani myśli jest dziś opartych na ocenach siebie z perspektywy strachu i porównań, a nie faktów. To, że przez lata pracowała Pani w jednej firmie, utrzymała się za granicą, funkcjonuje w relacji i reflektuje nad swoim życiem, świadczy o zasobach, a nie o ich braku. Lęk bardzo zniekształca obraz własnych kompetencji i przyszłości, dlatego pojawiają się myśli katastroficzne, wstyd i poczucie, że inni „poszli dalej”. 

W kwestii pracy i rozwoju warto myśleć w kategoriach eksperymentu, a nie ostatecznego wyboru. Kurs czy studia podyplomowe nie muszą być decyzją „na zawsze”, tylko sposobem sprawdzenia siebie w bezpiecznych ramach. Podobnie wysyłanie CV nie jest egzaminem z wartości, lecz procesem uczenia się rynku i własnych reakcji. Lęk przed porażką często pojawia się właśnie wtedy, gdy ktoś długo funkcjonował w stabilnym, choć niesatysfakcjonującym środowisku.
Poczucie pustki, paniki i utraty sensu, które Pani opisuje, są sygnałem, że potrzebuje Pani wsparcia w regulacji lęku, a być może nie kolejnych analiz życiowych decyzji. Rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc uporządkować te procesy, wzmocnić poczucie wartości i nauczyć się podejmować decyzje bez paraliżującego strachu. :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


czytając Pani wiadomość widać, jak ogromny ciężar decyzji, lęku i presji Pani teraz niesie — nic dziwnego, że czuje się Pani zablokowana. To nie wygląda na „przegrane życie”, tylko na moment przeciążenia, w którym zbyt wiele ważnych spraw naraz domaga się rozstrzygnięcia.

 

Nie musi Pani tego rozwiązać wszystkiego od razu ani sama. W takiej sytuacji bardzo pomocna może być rozmowa z psychologiem, żeby spokojnie poukładać priorytety, oddzielić realne problemy od lękowych scenariuszy i odzyskać poczucie wpływu. To proces, który można robić krok po kroku — bez oceniania.

 

Zachęcam Panią do skorzystania ze wsparcia psychologicznego, terapeutycznego. Już sama decyzja, żeby o tym napisać, pokazuje, że chce Pani zawalczyć o siebie — a to dobry punkt wyjścia do dalszej pracy.

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca zawodowy

Cezary Szadkowski

Cezary Szadkowski

Dzień dobry

 

To co Pani opisuje to jest moment przeciążenia, w którym kilka dużych życiowych decyzji nałożyło się na siebie naraz: kraj, związek, praca, przyszłość, oczekiwania rodziny, poczucie własnej wartości. Żaden człowiek nie udźwignąłby tego spokojnie. Pani organizm reaguje lękiem, bo ma poczucie, że wszystko jest zagrożone jednocześnie.

 

Nie traktowałbym siebie w kategorii „jestem przegrana” a raczej „jestem przeciążona.”

 

Często gdy stoimy przed trudnymi wyborami to podchodzimy do tego na zasadzie, że musze wybrać idealnie bo inaczej dużo stracę. To powoduje lęk, niepokój i trudności z decyzją a także przytłoczenie. Już samo spojrzenie na decyzje przez pryzmat zysku zamiast koncentracji na stracie powoduje że trochę łatwiej nam ją podjąć. 

 

Lęk jest sygnałem przeciążenia, ale można sobie z tym poradzić.

 

Warto skonsultować się ze specjalistą, bo być może dzięki spojrzeniu z zewnątrz łatwiej będzie Pani sobie pewne rzeczy poukładać i popracować nad poczuciem własnej wartości.

 

I proszę zapamiętać, że nie jest Pani przegrana a jedynie przeciążona.

 

Pozdrawiam serdecznie

Cezary Szadkowski

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Myśli samobójcze, samookaleczanie i wahania nastroju - czy terapia pomaga i jak sobie pomóc?
Mam dość siebie i swojej niedojrzałości emocjonalnej. Moje życie to porażka. Nic nie osiągnęłam. Studia niezdane. Trzeci raz powtarzam trzeci rok. Jestem durna, ograniczona umysłowo. Wiem, że moja tępota jest ogromna. Mówi się, że głupim żyje się łatwiej, ale u mnie to nie działa. Wszystko zaniedbuję - terminy, studia, szkołę. Jestem aspołeczna i wstrętna. Ghostuje ludzi, odsuwam się od nich i jednocześnie cierpię z powodu samotności. Rysuję i dziś popłakałam się, gdy zobaczyłam, że osoba, która zaczęła rysować pół roku temu, osiągnęła poziom, jakiego nie zdołałam osiągnąć po latach systematycznych ćwiczeń, godzin, zaniedbywania nauki i wszystkiego na rzecz tej jednej rzeczy. Od paru miesięcy jestem wolontariuszem w schronisku. Opiekuję się kotami. Poświęciłam się temu w pełni. Co tydzień, w weekendy jadę dwie godziny do schroniska i spędzam resztę dnia z kotami. Nagrywam je, wrzucam na media społecznościowe, montuje filmiki z nimi. Mam zgodę na wejście na koci szpital i zawsze na nim zostaje, spędzam czas z chorymi kotami. Wypłakałam tam morze łez. Przeżywam każdą śmierć i cieszę i wzruszam z każdej adopcji. Moim marzeniem jest zdobyć pracę jako koci opiekun i przeszłam rozmowę o pracę, powiedziałam, że znam nasze kotki, że się przykładam i jestem gotowa poświęcić temu całe życie - nawet dni świąteczne. Dzisiaj dostałam informacje, że zatrudnili kogoś innego. Taka mała rzecz. Poryczałam się. Mam problem z samookaleczaniem, nienawidzę siebie. Wróciły myśli zabiciu mojej żałosnej osoby. Odmowa bardzo mnie zabolała. Nigdy nie jestem wystarczająca. Muszę za coś żyć, a mam 25 lat i żadnej pracy, nigdzie mnie nie chcą, bo jestem tępa i do niczego się nie nadaję. Wszystkie porażki przeżywam głęboko. Jakiś czas temu, po całym dniu z kotkami w schronisku, gdy wracałam (nocą) biletomat nie zadziałał. Usiadłam więc bez biletu. Niestety przyszedł kanar i gdy pokazałam mu, że biletomat nie działa, nagle zaczął działać. Dostałam karę. Parę minut potem, gdy siedziałam już w drugim autobusie połknęłam dwa blistry tabletek, które ze sobą miałam. Czułam się trochę niedobrze, wróciłam do domu i zasnęłam. Czuję się ociemniała moją durnotą. Jednocześnie wiem, że powinnam wziąć się w garść i zacząć zachowywać się normalnie. Dostałam ataku paniki z hiperwentylacją a po powrocie do domu (mieszkamnz rodzicami, bo jestem żałosnym przegrywem) mama zrobiła awanturę, że robię cyrk, wstyd i ona już nie wie co zrobić. Oczywiście mam okresy, w których rozpozycznam dużo rzeczy np. Wolontariat, szkołę policealną w trakcie studiów. Jestem w stanie rysować całą noc. Nadal siebie nienawidzę, ale chłonę wtedy świat, koty, naturę, dwa razy weszlam w związek (jestem osobą aseksualną, aromantyczną i skrajnie introwertyczną), chodzę w kółko po parku, serce bije mi szybciej, słucham muzyki i zatapiam się w fikcyjnym świecie, który kreuję od 10 lat. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest we mnie nuta cynizmu, czuję się bardziej ,,samoświadoma" od innych i jednocześnie siebie nienawidzę. W tych okresach czuję się jak najbardziej ,,normalny" człowiek na świecie. Lubię kontakt z naturą. Mam trochę obsesje na punkcie ziemi, piachu. Czasem jem ją z chodnika. Kocham stać w ulewie, jeść ziemię i maniakalnie tworzę: piszę, rysuję, montuję filmy z kotkami. To mija, uświadamiam sobie, że wszystko co robię jest słabe, brzydkie, durne. Nie jestem bardziej ,,samoświadoma" tylko zgorzkniała. Zdesperowana. Znowu tonę w beznadziei Moja mama mówi, że jestem niestabilna emocjonalnie - jak dziecko. Nie rozumiem jak mogę czasami myśleć, że jestem czymś więcej niż wyjątkowo bezmyślną kupą mięsa. Czy można stać się osobą dojrzałą, gdy jest się takim durniem jak ja? Czy każdy 25-latek się tak czuje, czy życie tak wygląda? Nie jest kolorowe, spektrum emocji. Duszą mnie. Życie miga - szarość przeplata się z czymś co przypomina mandale. Nie jestem w stanie tego znieść, lecz wiem, że muszę. Podobno terapia jest dobra; nie mogę wyzbyć się myśli, że nie powinnam się nad sobą rozczulać, że nikt nie pomoże. Czy terapia pomaga? Może zmienia perspektywę, nie samo życie. Nie zatrzymuje szczęścia. Nie potrafię żyć, może to infantylne. Jak sobie pomóc? W którą stronę iść? Najwyraźniej jest we mnie jakaś część, która pragnie by ten łeb w końcu przestał dramatyzować. Nadmienię, że biorę leki, lamitrin i wenflaksynę. Wszystko na nfz, wstydzę się zapisać na wizyty. Dużo nie mówię, wstydzę się powiedzieć o wielu sprawach. Boję się hospitalizacji. Dziękuję za wysłuchanie.
Jak radzić sobie z brakiem porozumienia w stawianiu granic w związku małżeńskim?
Dzień dobry. Mam straszny problem w związku małżeńskim. Nie dogaduje się z żoną najczęściej na jednej płaszczyźnie stawiania granic osobą w naszej rodzinie. Jestem osobą spokojna, sądzę że opanowaną. Opiekujemy się dwójka naszych dzieci 3 i 6 lat. Ja pracuję zarabiam na rodzinę. Żona opiekuje się domem. Gdy zauważymy coś dziwnego najczęściej w naszych rodzicach stawiamy granice. Mówimy o tym co zabolało aby sytuacja się nie powtarzała. Wszystko niby okej jestem w stanie stawiać granice lecz, żona od razu zerwalaby z tą osobą kontakty. Unikała odwiedzin. Ja taki nie jestem stawiam granice obgaduje tematy lecz jestem człowiekiem rodzinnym i chce kontakty utrzymywać z jej stroną rodziny oraz moją. Oczywiście gdyby ktoś dopuścił się strasznych rzeczy dla dobra rodziny odciąłbym się na jakiś czas. Żona nasłuchuje wyłapuje później potrafi z wulgaryzmami wyzwać moją rodzinę. Odmienne zdanie na temat żłobka z moją mamą z którą sam rozmawiałem było przyczyną strasznego konfliktu. Uważam, że każdy może mieć swoje zdanie i trzeba to uszanować... Jestem w strasznej rozterce nie wiem co robić. Wobec jej rodziny nigdy się tak nie zachowałem. Było ciężko przed ślubem z żoną zamieszkaliśmy razem i zawsze każdy miał otwarte drzwi zwłaszcza teraz, że są wnuczki na świecie. Żona każe mi się zmienić postępować tak jak ona... Lecz czy jest to zmiana na lepsze nie chce zmieniać się na gorsze aby z nią być... Stawiam granice umiem to robić... Pomocy teraz wydaje mi się, że ze mną jest coś nie tak... Pomocy. Pozdrawiam Paweł
Od jakiegoś czasu córka pisze z jakimś starszym chłopakiem
Mam problem z córką 15 letnia. Dowiedziałam się od mamy przyjaciółki (Ola) mojej córki, że od jakiegoś czasu córka pisze z jakimś starszym chłopakiem. Przyjaciółka martwi się i nią, ponieważ ten chłopak pisał do niej, żeby przestała zajmować czas mojej córce, bo ona nie ma wtedy czasu dla niego. Po rozmowie z córką okazało się, że chłopak ma niby 18 lat, ale ja mam obawy, że córka kłamie. Prosiłam o zakończenie znajomości, ale myślę, że córka tego nie zrobi. Nie wiem, jak z nią rozmawiać. Od czego zacząć ? Proszę o pomoc. Magda
Jak poradzić sobie z odkryciem zdrady męża i brakiem możliwości rozmowy?
Od bardzo dłuższego czasu odkryłam że mąż wyszukuje ogłoszenia typu pani szuka pana albo dyskretne spotkania na cały tydzień wyjechał do pracy ale przed wyjazdem w historii odkryłam seks w aucie bez zobowiązań w danej miejscowości co będzie nie mam pojęcia czy doszło do jakiego kolwiek spotkania czy sexu. On o tym nie wie że dowiedziałam się o jego zainteresowaniach dobrego dochodzą konta na różnych portalach randkowych i wypisywanie do kobiet sprośnych wiadomości a nawet było wysłane jego nagie zdjęcie. Nie potrafię sobie z tym poradzić nie potrafię z nim o tym porozmawiać i zapytać po co to robi i dlaczego. Boli mnie to strasznie w środku mam strasznie pustkę i rozpadlam się na miliony kawałków ale na codzien jest jak by nic się nie stało nie pokazałam nic podobnie poznać że coś wiem jest mi ogromnie ciężko nie razem sobie z tym. Nie potrafię się przed nim otworzyć i powiedzie że wiem o wszystkim mimo że to potwornie boli. Co radzicie jak się za to zabrać
Przeżywam kryzys w związku z moim rozwojem. Nie mam planu na siebie.
Czuję się coraz gorzej, od podstawówki stresowałam się szkołą i tak już do dzisiaj stresuję się każdą rzeczą. Teraz kończę licencjat i nie mam pojęcia co dalej, bardzo mnie stresują studia i nie chcę ich na ten moment kontynuować, ale też nie wiem co mogłabym robić, pójść na inny kierunek, albo gdzie pracować. Nie mam prawdziwej pasji, lubię się uczyć nowych języków, ale studia się nie sprawdzają i nie widzę wcale przyszłości. Dołuję mnie fakt, że każdy kogo pytam ma jakiś plan na siebie, a ja kompletnie nie. Nie mam motywacji do życia i często wolę iść spać, żeby nie myśleć. Moim priorytetem w życiu jest miłość, a to też mi nie wychodzi i każda zakończona relacja wprowadza mnie w jeszcze większy dołek. Uważam, że problem leży głównie w tym, że nie mam pasji, na której bym się skupiła. Jednocześnie szukając i obserwując co mogłoby mnie zainteresować na taką skalę nie widzę niczego. Nie powinnam być wcale smutna, bo rodzice dali mi wszystko co mogli i dalej dają. Wiele osób pewnie by umiało wykorzystać taką szansę od życia, a ja nie potrafię.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.