Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Kryzys życiowy: lęki, problemy w związku i brak satysfakcji zawodowej

Dzień dobry, mam ogromny kryzys życiowy, nigdy nie miałam tylu problemów i nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Mam wrażenie, że stoję przed jakąś ścianą, jestem totalnie zblokowana. Najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że za część tych problemów jestem sama sobie winna. Jestem przed 40-stką, kilka lat temu przeprowadziłam się za granicę (poniekąd będąc zmuszoną przez Covid). Poznałam tu swojego partnera, aczkolwiek z czasem zaczęło do mnie gdzieś docierać, że nie wiem czy wyobrażam sobie mieszkać przez całe życie poza krajem. Mój partner jest stąd i nie może się przeprowadzić ze mną do Polski ze względu na specyfikę pracy, którą wykonuje. Mimo moich wątpliwości budowaliśmy związek, choć ja nigdy tak w 100% nie byłam w niego zaangażowana ze względu właśnie na to moje niezdecydowanie odnośnie miejsca zamieszkania. Przyszedł czas, w którym moja firma zamyka tutaj swoją agencję i trzeba zdecydować czy się kończy współpracę czy wraca się do kraju i pracuje się w kraju dla firmy. Nie wiem co robić, bo chciałabym być z tym mężczyzną, opiekuje się mną, widzę, że jestem dla niego najważniejsza. Myślę, że mogę już nikogo takiego w życiu nie spotkać. A jednocześnie budzę się w nocy na myśl, że całe życie miałabym tu spędzić, bez rodziny i znajomych z Polski. W ojczyźnie czuję, że żyję, a tu czuję się wyobcowana, nie czuję się u siebie. Kolejnym problemem jest moja praca... otóż jestem od kilkunastu lat w tej samej firmie, jest to stabilna pozycja, zarobki są przyzwoite, ale nie mam z niej żadnej satysfakcji i nie wyobrażam sobie, że np. za 10 lat dalej w niej tkwię. Jednocześnie nie jest to praca dla wykwalifikowanych osób (mimo, że skończyłam studia wyższe) i nie za bardzo można się w niej rozwinąć, dlatego w zasadzie nie posiadam praktycznie żadnego wartościowego doświadczenia. Nie zmieniałam pracy, bo czułam się w niej mimo wszystko bezpiecznie, a i przyzwyczaiłam się do dość wysokich zarobków, jednak przyszedł czas, że zdałam sobie sprawę, że naprawdę trzeba coś zmienić, mimo że w jakiejś nowej pracy na pewno zarobię dużo dużo mniej, co w sytuacji kiedy ma się kredyt nie jest zbyt komfortowe. Chciałabym zrobić jakieś podyplomowe studia, jakiś kurs, ale boję się, że się pomylę w wyborze, nie dam rady i będzie to tylko strata czasu i pieniędzy. Zaczęłam wysyłać CV i próbuję znaleźć jakąś inną pracę, choć już mam lęk, że nawet jak coś znajdę, to okaże się, że nie dam sobie rady i zostanę wyrzucona. Jestem przepełniona lękiem i czuję się jakbym przegrała życie i nie czeka już na mnie w życiu nic dobrego. Do tego moja mama naciska na to, żebym założyła rodzinę, że muszę o tym pomyśleć, bo czas leci, a ja nie jestem najmłodsza. Wiem, że chce mi jakoś pomóc, ale to tylko mnie dołuje, bo naturalnie zdaję sobie sprawę z wszystkiego, o czym mówi, tylko po prostu w sytuacji, w której jestem, nie jest to wszystko takie proste. Widzę też, że jest gdzieś tam zawiedziona tym, że nie mam swojej rodziny, że jestem taka pogubiona, choć nie werbalizuje tego. Mama zawsze była dla mnie autorytetem i ogólnie często mi pomagała w trudnych chwilach, dlatego teraz kiedy widzę, że jest taka rozczarowana, załamuje mnie to jeszcze bardziej, a że sama niczego nie jestem pewna, to łatwo wprawić mnie w stan jeszcze większej niepewności i strachu. Do tego dochodzi poczucie niespełnienia, poczucie, że nic wartościowego w życiu nie osiągnęłam. Często wracam myślami do czasów szkoły, kiedy wszystko się układało, byłam bardzo dobrą uczennicą, studentką z ambicjami. Mam wrażenie, że wszyscy poszli do przodu, tylko ja stoję gdzieś daleko za nimi. Jest mi czasem tak wstyd, że nawet nie chce mi się spotykać z ludźmi, bo boję się ich oceny, boję się, że myślą o mnie jako o nieudaczniku (którym nomen omen chyba jestem). Czasem czuję jak zalewa mnie jakaś wielka fala lęku/paniki? Nigdy nie czułam niczego podobnego. Przepraszam, że taka długa wiadomość, ale musiałam to wszystko jakoś opisać. Chciałabym zapytać jak to wszystko przetrwać, jak sobie poradzić z takim natłokiem spraw? Jak w ogóle odnaleźć swoją wartość?
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dzień dobry. Pani kryzys jest zrozumiały, kiedy natłok decyzji o związku, pracy, miejscu zamieszkania i presji rodzinnej może przytłaczać każdego, ale da się to przetrwać krok po kroku, korzystając z technik, które znasz z praktyki psychologicznej. Jako osoba z doświadczeniem w terapii, może Pani zacząć od narzędzi CBT, które pomogą odzyskać kontrolę.
Proszę rozbić problemy na małe kroki. Proszę zacząć od technik relaksacyjnych CBT takich jak głębokie oddychanie lub progresywna relaksacja mięśni, aby zmniejszyć fale paniki budzące Panią w nocy. Zapisywać codzienne trzy małe działania, np. "dzisiaj sprawdzę jeden kurs podyplomowy". To buduje poczucie sprawczości i redukuje paraliż decyzyjny. Jeśli lęk nasila się, proszę konsultację z terapeutą online, nawet zdalnie, by przepracować te objawy.

 Co do emigracji to proszę wypisać plusy i minusy obu opcji (zostać vs wrócić) w tabeli, uwzględniając kompromisy jak wizyty w Polsce czy zdalna praca partnera. Wyobcowanie na emigracji jest częste, więc zalecam budowanie lokalne więzi, np. grupy ekspertów lub hobby, by poczuć się "u siebie", bez rezygnacji z rodziny. Proszę porozmawiać szczerze z partnerem o wątpliwościach gdyż jego opieka to wartość, ale także Pani komfort życiowy.​

 Po 40 roku życia zmiana jest możliwa więc proszę spisać swoje kompetencje (studia wyższe, stabilność w firmie) i zacząć od krótkich kursów online w dziedzinach pasjonujących, np. psychologia lub coaching, by przetestować bez ryzyka. Lęk przed wyrzuceniem to katastrofizacja, kwestionuj go pytaniem: "Jaki jest realistyczny scenariusz?" a większość zmian pracy kończy się sukcesem z czasem. Kredyt to wyzwanie, ale zalecam szukanie ról z Pani doświadczeniem. Każde wysłane CV, to już krok naprzód.
 Proszę ustawić granice z mamą. Komunikat w stylu "Doceniam troskę, ale teraz skupiam się na swoich decyzjach" gdyż to chroni przed dodatkowym dołem. Proszę ćwiczyć self-compassioni napisz list do siebie jak do klientki - "Popełniasz błędy, ale masz ambicje i doświadczenie, nie jesteś nieudacznikiem". Odkryj wartość przez wartości: co Cię napędza (np. rozwój, relacje)? To przywraca sens, bez porównań do innych.
 

2 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Ratajczyk

Magdalena Ratajczyk

Myślę, że aby znaleźć odpowiedzi na pani pytania potrzeba czasu i być może wsparcia innych osób. Każda decyzja, którą pani podejmie prawdopodobnie będzie miała i zyski i straty, podobnie jak każda inna decyzja w życiu, włącznie z codziennymi decyzjami - to normalne. Z tego co pani pisze, natłok spraw, ale też sposób w jaki pani o sobie myśli, wywołują dużo lęku, a to z kolei sprawia, że trudno jest podjąć decyzje. Pomocna byłaby praca z ciałem, aby choć częściowo pomóc sobie odzyskać poczucie bezpieczeństwa - np. praca z oddechem, EFT (nagrania dostępne w Internecie), uważność. Mogłaby pani też spisać najważniejsze zadania, które są przed panią i nadać im priorytety. Kiedy już to pani zrobi, można zadania podzielić na konkretne kroki do wykonania. Jasny plan, spisanie na papier (ręcznie) co jest do zrobienia już same w sobie zazwyczaj obniżają lęk. 

To normalne, że mieszkając zagranicą może pani czuć, że nie do końca przynależy do Polski czy obcego kraju. Osoby mieszkające zagranicą, czy wracające do Polski przechodzą przez różne etapy i to, co pani opisuje jest jednym z nich. Ale to nie znaczy, że będzie to trwało wiecznie. Podobnie jak nie musi trwać wiecznie lęk, z którym się pani mierzy. Emocje są dla nas informacją, która przychodzi i odchodzi, jeśli tylko pozwolimy sobie ją poczuć i odebrać. 

 

Życzę wszystkiego dobrego i dużo spokoju 🙂

2 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość i. otwartność tutaj na forum. Pani sytuacja, nie jest oznaką „przegranego życia”, tylko naturalną reakcją na nagromadzenie wielu trudnych decyzji, strat i presji naraz. Kiedy jednocześnie dotykają nas kwestie tożsamości („gdzie jest mój dom”), relacji, pracy, pieniędzy i oczekiwań bliskich,nasz układ nerwowy się przeciąża, pojawia się lęk, blokada, a nawet objawy paniki. To nie słabość, to sygnał, że jest za dużo na jedną osobę w jednym czasie. Co jest istotne: Pani nie jest „spóźniona”, „niewystarczająca” ani „winna”. Podejmowała Pani decyzje w oparciu o to, co wtedy było możliwe i dawało poczucie bezpieczeństwa. Teraz po prostu dojrzewa w Pani potrzeba zmiany i to jest etap, nie wyrok. Na tym etapie nie trzeba mieć gotowych odpowiedzi, tylko zatrzymać się i poukładać sprawy krok po kroku, zamiast próbować rozwiązać całe życie naraz.

Z tego, co Pani pisze, bardzo wyraźnie widać trzy rzeczy:
ogromną wrażliwość i refleksyjność,
zdolność do pracy i odpowiedzialności (wieloletnia stabilność to zasób),
oraz silny wewnętrzny krytyk, który dziś zagłusza Pani realną wartość.

W takich momentach bardzo pomaga bezpieczna przestrzeń np. rozmowa z psychologiem lub terapeutą, gdzie można rozplątać te wątki bez oceniania i presji decyzji „na już”. To nie jest luksus, tylko realne wsparcie w kryzysie. Równolegle warto wrócić do podstaw: regulacja lęku, sen, oddech, ciało , bo dopiero z poziomu względnego spokoju można podejmować dobre decyzje. Na koniec chcę powiedzieć jedno bardzo ważne zdanie:
Pani wartość nie zależy od tego, czy już wszystko jest poukładane. Wartość jest w Pani , nawet teraz, w chaosie.
To, że Pani szuka, pyta i nie chce żyć „byle jak”, świadczy o sile, nie o porażce, taka jest moja perspektywa. 

 

Wszystkiego dobrego i w razie potrzeby proszę tutaj pisać. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

2 dni temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry Pani. Po przeczytaniu Pani pytania zauważam jak ogromny ciężar Pani dźwiga. Z perspektywy CBT (poznawczo-behawioralnej) Pani obecny stan to silny kryzys wynikający z nagromadzenia trudnych zmian i lęku przed błędem. 

 

To, co zauważam w pani wypowiedzi i na co warto zwrócić uwagę to przede wszystkim:

 

1. Nazywanie siebie „nieudacznikiem” to zniekształcenie poznawcze, a nie fakt. Pani poczucie wartości jest teraz przysłonięte przez lęk i surową samoocenę. Pojawia się też tutaj inne zniekształcenie, które nazywamy "czytaniem w myślach" - kiedy zakładamy, że wiemy co inni o nas myślą - jednak mimo że czasami byśmy chcieli mieć tę umiejętność, nikt z nas jej nie posiada. 

2. Próba uniknięcia straty powoduje „stanie przed ścianą”. Brak decyzji również jest formą wyboru, która generuje u Pani bardzo duże napięcie i fale paniki.

3. Poczucie wstydu przed innymi oraz oczekiwania mamy to Pani najwięksi „wewnętrzni krytycy”. Utrudniają one usłyszenie Pani własnych potrzeb.

 

Niestety nie ma prostego i szybkiego remedium na to, aby obecny kryzys zniknął. Myślę, że to co może Pani zrobić na samym początku to  spróbować oddzielić fakty od emocjonalnych ocen (np. zamiast „wszystko zepsułam”, zapisać „stoję przed wyborem kraju zamieszkania”). Skupienie się na faktach i realistycznych ocenach obniża poziom lęku. Nie musi Pani rozwiązywać wszystkich problemów naraz, to z pewnością byłoby trudne i przytłaczające, może pani jednak zacząć rozplątywać je po kolei, zaczynając od pierwszego najmniejszego kroku. 

 

 

Życzę wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska

2 dni temu
Dominik Borkowski

Dominik Borkowski

Witaj,

Faktycznie zdaję się że dużo rzeczy dzieje się na raz. Problemy które Pani porusza dotyczą zarówno wątków własnej tożsamości jak i relacji z ważnymi osobami w życiu. Sytuacji również nie ułatwia emigracja i poczucie braku korzeni w innym kraju. Te problemy o których Pani mówi nie mają niestety jednego łatwego rozwiązania i wymagają dokładniejszego omówienia i spokojnego rozpakowywania ich aby jakoś to ogarnąć. 

2 dni temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Ważne jest, by na chwilę przestać traktować to wszystko jako jeden wielki problem do rozwiązania naraz. Może pomocne być rozdzielenie spraw na obszary i zajmowanie się nimi sekwencyjnie, a nie równolegle. Decyzja o kraju zamieszkania, relacji i pracy to trzy różne procesy, które teraz zlewają się w jedno, potęgując lęk. W stanie silnego napięcia nie da się podjąć „najlepszej decyzji życiowej”, można jedynie wybrać kolejny możliwy krok, który daje względną stabilność.

Dużo Pani myśli jest dziś opartych na ocenach siebie z perspektywy strachu i porównań, a nie faktów. To, że przez lata pracowała Pani w jednej firmie, utrzymała się za granicą, funkcjonuje w relacji i reflektuje nad swoim życiem, świadczy o zasobach, a nie o ich braku. Lęk bardzo zniekształca obraz własnych kompetencji i przyszłości, dlatego pojawiają się myśli katastroficzne, wstyd i poczucie, że inni „poszli dalej”. 

W kwestii pracy i rozwoju warto myśleć w kategoriach eksperymentu, a nie ostatecznego wyboru. Kurs czy studia podyplomowe nie muszą być decyzją „na zawsze”, tylko sposobem sprawdzenia siebie w bezpiecznych ramach. Podobnie wysyłanie CV nie jest egzaminem z wartości, lecz procesem uczenia się rynku i własnych reakcji. Lęk przed porażką często pojawia się właśnie wtedy, gdy ktoś długo funkcjonował w stabilnym, choć niesatysfakcjonującym środowisku.
Poczucie pustki, paniki i utraty sensu, które Pani opisuje, są sygnałem, że potrzebuje Pani wsparcia w regulacji lęku, a być może nie kolejnych analiz życiowych decyzji. Rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc uporządkować te procesy, wzmocnić poczucie wartości i nauczyć się podejmować decyzje bez paraliżującego strachu. :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

mniej niż godzinę temu

Zobacz podobne

Czy to normalne, że psychiatra uważa, że nic mi nie jest, pomimo wiedzy o moich niekończących się myślach samobójczych, samookaleczaniem się, atakami lękowymi i problemami z odżywianiem?
Czy to normalne, że psychiatra uważa, że nic mi nie jest, pomimo wiedzy o moich niekończących się myślach samobójczych, samookaleczaniem się, atakami lękowymi i problemami z odżywianiem? Po ponad roku chodzenia do tego psychiatry w końcu dostałam odpowiedź na moje pytanie o moją diagnozę (wcześniej zawsze unikał odpowiedzi na to pytanie). Według tej osoby mam jedynie zaburzenia snu, więc wszystkie leki, które brałam miały pomóc tylko na to, bo wszystko ze mną jest okej. Nie ukrywam, że to zabolało nie tylko moją studencką kieszeń, bo poczułam się jakbym nie tylko zmarnowała naprawdę ogromną sumę pieniędzy na same leki (które i tak nie działały nawet na ten sen), ale też i w środku zabolało, bo wtedy zobaczyłam, że nawet psychiatra ma gdzieś moje problemy. Tłumaczył to tym, że jestem jeszcze młoda (22 lata) i nigdy nie płakałam podczas wizyty, więc świetnie muszę sobie radzić z emocjami, więc moje myśli samobójcze itp. same przejdą, jak dorosnę. Jeszcze coś mówił, że ma on doświadczenie na tym polu, bo ostatnio jest plaga osób młodych w jego gabinecie, które mówią mu mniej lub więcej to samo, co ja. Potem już nie wiem, co było dalej, bo mój mózg postanowił przejść w tryb "autopilota" ze względu na stres i inne złe emocje, które wtedy czułam (często mi się to zdarza, żeby uniknąć załamania nerwowego). Nie ukrywam, że nie chcę marnować pieniędzy, więc czy naprawdę muszę jakoś dożyć do 25 lat lub być po próbie samobójczej, żeby ktokolwiek wziąłby mnie i to co mówię na poważnie? Po jak długim czasie powinnam dostać diagnozę? Czy jest sens szukania pomocy, gdy wśród specjalistów istnieją takie poglądy na temat pokolenia młodych dorosłych?
Przemoc w małżeństwie i brak zaufania – jak walczyć o relację?
Witam. Mam ogromny problem w małżeństwie. Żona chce sie ze mną rozwieźć chce walczyć lecz nie wiem na tym etapie czy ma to jakikolwiek sens. Żona zarzuca mi, że straciła do mnie zaufanie. Tak oczywiście mogło sie to zdarzyć kiedyś nie postąpiłem dobrze zdradziłem ją emocjonalnie. Stało sie to przez jeden incydent podejrzałem na pewnym portalu była dziewczynę żona to zauważyła. Nie zrobiłem dobrze wiem, ze mogło ją to zaboleć. Nigdy więcej tak nie postąpiłem szczerze nie wiedziałem z czym może sie to wiązać. Nie napisałem do niej chodziło mi o czysta ciekawość. Od tej pory żona sie zmieniła... mamy dwójkę córeczek. Pracuję żona zajmuje się domem. Po pracy pomagam jak tylko mogę... Zajmuje sie dziećmi zawsze jestem gdy czegoś potrzeba. Nie jestem z osób siedzących przed tv. Żona wstrzyma awantury o małe drobnostki. Zamyka sie w sobie odcina kontakty z moją rodziną... Nie mogę córek zabrać ze sobą do dziadków są wydaje mi sie zastraszone przez zone. Teraz najważniejsze każdy mój sprzeciw odmienne zdanie kończy sie wyzwiskami w moim kierunku oraz rekoczynami ze strony żony czy też go ma pod ręką rura do odkurzacza również wchodzi w grę. Jestem na skraju wykończenia psychicznego. Mówienie proszenie aby mnie nie biła nic nie daje. Groźnie niebieska karta również wręcz przeciwnie. Nie jestem z miękkich osób ćwiczę biegam lecz psychicznie wrak. Nigdy nie wyzwałem tym bardziej uderzyłem nie tak mnie wychowano... Po całych sytuacjach zostaje wyrzucony ze wspólnego mieszkania blokowane są mi pieniądze w celu wynajęcia noclegu. Jestem bezsilny i potrzebuje pomocy. Bardzo chciałbym aby sie zmieniła lecz dużo osób mówi mi że nigdy sie to nie wydarzy tylko poglebi... potrzebuję pomocy
Przemoc, uzależnienie w związku i przykre słowa partnera

Nie mówcie mi, że mam go zostawić, bo i tak tego nie zrobię. Często mnie ranił i stosował przemoc psychiczną a czasem fizyczną, gdy wypił alkohol. Gdy nie pije jest wspaniałym facetem, a gdy wypije potworem. Wybaczyłam mu dużo. Ale nie potrafię sobie poradzić z ostatnią sytuacją i ciągle płaczę. Nie chcę go do siebie dopuścić i to nie jest celowe działanie, chyba cos we mnie pękło. Zwykle wszystko wybaczałam nawet zdrady, dawałam kolejne szanse i było ok, a teraz jakoś już nie potrafię nie wiem, czy szala goryczy się przelała? Jesteśmy razem 12 lat. 2 miesiące po ślubie. I ostatnio, gdy pił już za dużo i ostrzegałam go parę razy ze juz tego dłużej nie wytrzymam w złości wylałam mu kieliszek wódki na twarz wtedy sie zaczęło. Nie powiem miałam dzień wcześniej pretensje do niego ze wyszukiwał na portalu swoją byłą, pytałam, po co mu to, że wzięliśmy ślub itd. I przy tej awanturze z wódką jak mu powiedziałam, że mam juz dość picia że przesadza, powiedział ze mam zajrzeć do lustra, bo mam ryj jak świnia i do pięt jej nie dorastam -tej byłej. Tak mnie to zabolało ze tylko mam w myślach te słowa. Przepraszał, kupił kwiaty, ale to niczego nie zmieniło. Znowu wybaczyłam, ale dalej czuje żal. Nie jestem szara myszka i wielu facetów zwraca na mnie uwagę, ale ja kocham swojego męża. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, że nie potrafię zapomnieć i wyrzucić z pamięci tych słoʻw choć wiele było nawet gorszych. Nie śpię 4 doby a czuje się ok, kładę się przymrużam oko a słyszę wszystko dookoła.

Nie mam ochoty na poprzednie aktywności, jestem ciągle zmęczona - czy to wypalenie?
Witam! W ciągu tego roku podjęłam się 24 h nauczania w szkole, to mój pierwszy rok, kończę studia, piszę pracę magisterską, doświadczałam też podcięcia skrzydeł w ważnych dla mnie sytuacjach. Do tego dochodzą obowiązki domowe. Czuję się zniechęcona do nauki na kolejny egzamin, czuję presję napisania mgr. Towarzyszy mi zmęczenie. Spędzam coraz więcej czasu przeglądając socjal media. Jestem zmęczenia. Czuję, że nie mam ochoty wracać do poprzednich aktywności (sprzed tego roku) Czy to wypalenie? Mam też subiektywne wrażenie, że czas urlopu nie naprawi sprawy. Co najlepiej zrobić?
Mąż od zawsze nadużywa alkoholu, ma gdzieś mnie i dzieci. Ja jestem niezależna i mogę się rozwieść.

Nasza historia zaczęła się kilkanaście lat temu jako nastolatkowie. Wzięliśmy ślub, na świecie pojawiło się dziecko, a drugie jest w drodze. 

Zawsze mieliśmy problemy w związku/ małżeństwie- alkohol, brak szacunku, brak wzajemnego wsparcia i zrozumienia. Sytuacja eskalowała, kiedy po narodzinach pierwszego dziecka zostałam sama z synem, bo mąż dużo pracował, w weekendy imprezował i w ogóle nie zajmował się nami ani nie czuł obowiązków w stosunku do dziecka. Nadużywa alkoholu, więcej rozmawia z kolegami, niżeli ze mną, przyłapałam go na oglądaniu kamerek live z parami na stronach dla dorosłych- gdy o tym powiedziałam, że wiem, to obarcza mnie winą, że nie ma tego w domu, to ogląda (jestem w 8 msc ciąży, nie dąży do cielesności ze mną). 

Ostatnio doszło między nami do kłótni, w której już przeklinaliśmy na siebie, bo pękły każde bariery. Wyszedł z domu, nie odbierał telefonu i wrócił zalany w trzy trupy- nie wiem gdzie się znajdował. Jestem w rozsypce, nie chce być tak traktowana. Nasz syn nie ma z nim wielkiej relacji, ale gdy nie ma go dłużej, to dopytuje i tęskni, a ja najchętniej odeszłabym od niego. Nie chce resztę życia czuć się jak śmieć, a teraz dokładnie tak się czuję. 

Jestem niezależna, mam własną firmę, zarabiam więcej pieniędzy niż on na etacie. Nie wymagam od niego nic, tylko opieki i szacunku, resztę mogę zapewnić sobie sama. Męczy mnie sytuacja, że mogłabym żyć spokojnie sama z dziećmi, ale go kocham i zostaje za wszelką cenę. Po ostatniej kłótni rzucił kluczykami do samochodu, który wzięłam na firmę i zarządał połowy pieniędzy, kiedy ja zarządałam połowy pieniędzy za wyprawkę dla naszego dziecka stwierdził, że jak się rozstaniemy to ja zabiorę dzieci, to co on ma mi dawać. Mówi, jakby dla niego nic nie znaczyła rodzina, dzieci i ja. Mam mętlik w głowie i jestem wykończona psychicznie a poród za miesiąc. Zamiast cieszyć sie z narodzin dziecka, ja zastanawiam się czy będę wychowywać dzieci sama czy z nim.

Transpłciowość

Transpłciowość - co to jest i jak ją zrozumieć?

Transpłciowość to złożone zagadnienie związane z tożsamością płciową, które wpływa na życie wielu osób. W tym artykule omówimy, czym jest transpłciowość, jak wygląda proces korekty płci oraz z jakimi wyzwaniami mierzą się osoby transpłciowe.