Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Kryzys życiowy: lęki, problemy w związku i brak satysfakcji zawodowej

Dzień dobry, mam ogromny kryzys życiowy, nigdy nie miałam tylu problemów i nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Mam wrażenie, że stoję przed jakąś ścianą, jestem totalnie zblokowana. Najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że za część tych problemów jestem sama sobie winna. Jestem przed 40-stką, kilka lat temu przeprowadziłam się za granicę (poniekąd będąc zmuszoną przez Covid). Poznałam tu swojego partnera, aczkolwiek z czasem zaczęło do mnie gdzieś docierać, że nie wiem czy wyobrażam sobie mieszkać przez całe życie poza krajem. Mój partner jest stąd i nie może się przeprowadzić ze mną do Polski ze względu na specyfikę pracy, którą wykonuje. Mimo moich wątpliwości budowaliśmy związek, choć ja nigdy tak w 100% nie byłam w niego zaangażowana ze względu właśnie na to moje niezdecydowanie odnośnie miejsca zamieszkania. Przyszedł czas, w którym moja firma zamyka tutaj swoją agencję i trzeba zdecydować czy się kończy współpracę czy wraca się do kraju i pracuje się w kraju dla firmy. Nie wiem co robić, bo chciałabym być z tym mężczyzną, opiekuje się mną, widzę, że jestem dla niego najważniejsza. Myślę, że mogę już nikogo takiego w życiu nie spotkać. A jednocześnie budzę się w nocy na myśl, że całe życie miałabym tu spędzić, bez rodziny i znajomych z Polski. W ojczyźnie czuję, że żyję, a tu czuję się wyobcowana, nie czuję się u siebie. Kolejnym problemem jest moja praca... otóż jestem od kilkunastu lat w tej samej firmie, jest to stabilna pozycja, zarobki są przyzwoite, ale nie mam z niej żadnej satysfakcji i nie wyobrażam sobie, że np. za 10 lat dalej w niej tkwię. Jednocześnie nie jest to praca dla wykwalifikowanych osób (mimo, że skończyłam studia wyższe) i nie za bardzo można się w niej rozwinąć, dlatego w zasadzie nie posiadam praktycznie żadnego wartościowego doświadczenia. Nie zmieniałam pracy, bo czułam się w niej mimo wszystko bezpiecznie, a i przyzwyczaiłam się do dość wysokich zarobków, jednak przyszedł czas, że zdałam sobie sprawę, że naprawdę trzeba coś zmienić, mimo że w jakiejś nowej pracy na pewno zarobię dużo dużo mniej, co w sytuacji kiedy ma się kredyt nie jest zbyt komfortowe. Chciałabym zrobić jakieś podyplomowe studia, jakiś kurs, ale boję się, że się pomylę w wyborze, nie dam rady i będzie to tylko strata czasu i pieniędzy. Zaczęłam wysyłać CV i próbuję znaleźć jakąś inną pracę, choć już mam lęk, że nawet jak coś znajdę, to okaże się, że nie dam sobie rady i zostanę wyrzucona. Jestem przepełniona lękiem i czuję się jakbym przegrała życie i nie czeka już na mnie w życiu nic dobrego. Do tego moja mama naciska na to, żebym założyła rodzinę, że muszę o tym pomyśleć, bo czas leci, a ja nie jestem najmłodsza. Wiem, że chce mi jakoś pomóc, ale to tylko mnie dołuje, bo naturalnie zdaję sobie sprawę z wszystkiego, o czym mówi, tylko po prostu w sytuacji, w której jestem, nie jest to wszystko takie proste. Widzę też, że jest gdzieś tam zawiedziona tym, że nie mam swojej rodziny, że jestem taka pogubiona, choć nie werbalizuje tego. Mama zawsze była dla mnie autorytetem i ogólnie często mi pomagała w trudnych chwilach, dlatego teraz kiedy widzę, że jest taka rozczarowana, załamuje mnie to jeszcze bardziej, a że sama niczego nie jestem pewna, to łatwo wprawić mnie w stan jeszcze większej niepewności i strachu. Do tego dochodzi poczucie niespełnienia, poczucie, że nic wartościowego w życiu nie osiągnęłam. Często wracam myślami do czasów szkoły, kiedy wszystko się układało, byłam bardzo dobrą uczennicą, studentką z ambicjami. Mam wrażenie, że wszyscy poszli do przodu, tylko ja stoję gdzieś daleko za nimi. Jest mi czasem tak wstyd, że nawet nie chce mi się spotykać z ludźmi, bo boję się ich oceny, boję się, że myślą o mnie jako o nieudaczniku (którym nomen omen chyba jestem). Czasem czuję jak zalewa mnie jakaś wielka fala lęku/paniki? Nigdy nie czułam niczego podobnego. Przepraszam, że taka długa wiadomość, ale musiałam to wszystko jakoś opisać. Chciałabym zapytać jak to wszystko przetrwać, jak sobie poradzić z takim natłokiem spraw? Jak w ogóle odnaleźć swoją wartość?
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Dzień dobry. Pani kryzys jest zrozumiały, kiedy natłok decyzji o związku, pracy, miejscu zamieszkania i presji rodzinnej może przytłaczać każdego, ale da się to przetrwać krok po kroku, korzystając z technik, które znasz z praktyki psychologicznej. Jako osoba z doświadczeniem w terapii, może Pani zacząć od narzędzi CBT, które pomogą odzyskać kontrolę.
Proszę rozbić problemy na małe kroki. Proszę zacząć od technik relaksacyjnych CBT takich jak głębokie oddychanie lub progresywna relaksacja mięśni, aby zmniejszyć fale paniki budzące Panią w nocy. Zapisywać codzienne trzy małe działania, np. "dzisiaj sprawdzę jeden kurs podyplomowy". To buduje poczucie sprawczości i redukuje paraliż decyzyjny. Jeśli lęk nasila się, proszę konsultację z terapeutą online, nawet zdalnie, by przepracować te objawy.

 Co do emigracji to proszę wypisać plusy i minusy obu opcji (zostać vs wrócić) w tabeli, uwzględniając kompromisy jak wizyty w Polsce czy zdalna praca partnera. Wyobcowanie na emigracji jest częste, więc zalecam budowanie lokalne więzi, np. grupy ekspertów lub hobby, by poczuć się "u siebie", bez rezygnacji z rodziny. Proszę porozmawiać szczerze z partnerem o wątpliwościach gdyż jego opieka to wartość, ale także Pani komfort życiowy.​

 Po 40 roku życia zmiana jest możliwa więc proszę spisać swoje kompetencje (studia wyższe, stabilność w firmie) i zacząć od krótkich kursów online w dziedzinach pasjonujących, np. psychologia lub coaching, by przetestować bez ryzyka. Lęk przed wyrzuceniem to katastrofizacja, kwestionuj go pytaniem: "Jaki jest realistyczny scenariusz?" a większość zmian pracy kończy się sukcesem z czasem. Kredyt to wyzwanie, ale zalecam szukanie ról z Pani doświadczeniem. Każde wysłane CV, to już krok naprzód.
 Proszę ustawić granice z mamą. Komunikat w stylu "Doceniam troskę, ale teraz skupiam się na swoich decyzjach" gdyż to chroni przed dodatkowym dołem. Proszę ćwiczyć self-compassioni napisz list do siebie jak do klientki - "Popełniasz błędy, ale masz ambicje i doświadczenie, nie jesteś nieudacznikiem". Odkryj wartość przez wartości: co Cię napędza (np. rozwój, relacje)? To przywraca sens, bez porównań do innych.
 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Ratajczyk

Magdalena Ratajczyk

Myślę, że aby znaleźć odpowiedzi na pani pytania potrzeba czasu i być może wsparcia innych osób. Każda decyzja, którą pani podejmie prawdopodobnie będzie miała i zyski i straty, podobnie jak każda inna decyzja w życiu, włącznie z codziennymi decyzjami - to normalne. Z tego co pani pisze, natłok spraw, ale też sposób w jaki pani o sobie myśli, wywołują dużo lęku, a to z kolei sprawia, że trudno jest podjąć decyzje. Pomocna byłaby praca z ciałem, aby choć częściowo pomóc sobie odzyskać poczucie bezpieczeństwa - np. praca z oddechem, EFT (nagrania dostępne w Internecie), uważność. Mogłaby pani też spisać najważniejsze zadania, które są przed panią i nadać im priorytety. Kiedy już to pani zrobi, można zadania podzielić na konkretne kroki do wykonania. Jasny plan, spisanie na papier (ręcznie) co jest do zrobienia już same w sobie zazwyczaj obniżają lęk. 

To normalne, że mieszkając zagranicą może pani czuć, że nie do końca przynależy do Polski czy obcego kraju. Osoby mieszkające zagranicą, czy wracające do Polski przechodzą przez różne etapy i to, co pani opisuje jest jednym z nich. Ale to nie znaczy, że będzie to trwało wiecznie. Podobnie jak nie musi trwać wiecznie lęk, z którym się pani mierzy. Emocje są dla nas informacją, która przychodzi i odchodzi, jeśli tylko pozwolimy sobie ją poczuć i odebrać. 

 

Życzę wszystkiego dobrego i dużo spokoju 🙂

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość i. otwartność tutaj na forum. Pani sytuacja, nie jest oznaką „przegranego życia”, tylko naturalną reakcją na nagromadzenie wielu trudnych decyzji, strat i presji naraz. Kiedy jednocześnie dotykają nas kwestie tożsamości („gdzie jest mój dom”), relacji, pracy, pieniędzy i oczekiwań bliskich,nasz układ nerwowy się przeciąża, pojawia się lęk, blokada, a nawet objawy paniki. To nie słabość, to sygnał, że jest za dużo na jedną osobę w jednym czasie. Co jest istotne: Pani nie jest „spóźniona”, „niewystarczająca” ani „winna”. Podejmowała Pani decyzje w oparciu o to, co wtedy było możliwe i dawało poczucie bezpieczeństwa. Teraz po prostu dojrzewa w Pani potrzeba zmiany i to jest etap, nie wyrok. Na tym etapie nie trzeba mieć gotowych odpowiedzi, tylko zatrzymać się i poukładać sprawy krok po kroku, zamiast próbować rozwiązać całe życie naraz.

Z tego, co Pani pisze, bardzo wyraźnie widać trzy rzeczy:
ogromną wrażliwość i refleksyjność,
zdolność do pracy i odpowiedzialności (wieloletnia stabilność to zasób),
oraz silny wewnętrzny krytyk, który dziś zagłusza Pani realną wartość.

W takich momentach bardzo pomaga bezpieczna przestrzeń np. rozmowa z psychologiem lub terapeutą, gdzie można rozplątać te wątki bez oceniania i presji decyzji „na już”. To nie jest luksus, tylko realne wsparcie w kryzysie. Równolegle warto wrócić do podstaw: regulacja lęku, sen, oddech, ciało , bo dopiero z poziomu względnego spokoju można podejmować dobre decyzje. Na koniec chcę powiedzieć jedno bardzo ważne zdanie:
Pani wartość nie zależy od tego, czy już wszystko jest poukładane. Wartość jest w Pani , nawet teraz, w chaosie.
To, że Pani szuka, pyta i nie chce żyć „byle jak”, świadczy o sile, nie o porażce, taka jest moja perspektywa. 

 

Wszystkiego dobrego i w razie potrzeby proszę tutaj pisać. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry Pani. Po przeczytaniu Pani pytania zauważam jak ogromny ciężar Pani dźwiga. Z perspektywy CBT (poznawczo-behawioralnej) Pani obecny stan to silny kryzys wynikający z nagromadzenia trudnych zmian i lęku przed błędem. 

 

To, co zauważam w pani wypowiedzi i na co warto zwrócić uwagę to przede wszystkim:

 

1. Nazywanie siebie „nieudacznikiem” to zniekształcenie poznawcze, a nie fakt. Pani poczucie wartości jest teraz przysłonięte przez lęk i surową samoocenę. Pojawia się też tutaj inne zniekształcenie, które nazywamy "czytaniem w myślach" - kiedy zakładamy, że wiemy co inni o nas myślą - jednak mimo że czasami byśmy chcieli mieć tę umiejętność, nikt z nas jej nie posiada. 

2. Próba uniknięcia straty powoduje „stanie przed ścianą”. Brak decyzji również jest formą wyboru, która generuje u Pani bardzo duże napięcie i fale paniki.

3. Poczucie wstydu przed innymi oraz oczekiwania mamy to Pani najwięksi „wewnętrzni krytycy”. Utrudniają one usłyszenie Pani własnych potrzeb.

 

Niestety nie ma prostego i szybkiego remedium na to, aby obecny kryzys zniknął. Myślę, że to co może Pani zrobić na samym początku to  spróbować oddzielić fakty od emocjonalnych ocen (np. zamiast „wszystko zepsułam”, zapisać „stoję przed wyborem kraju zamieszkania”). Skupienie się na faktach i realistycznych ocenach obniża poziom lęku. Nie musi Pani rozwiązywać wszystkich problemów naraz, to z pewnością byłoby trudne i przytłaczające, może pani jednak zacząć rozplątywać je po kolei, zaczynając od pierwszego najmniejszego kroku. 

 

 

Życzę wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska

Dominik Borkowski

Dominik Borkowski

Witaj,

Faktycznie zdaję się że dużo rzeczy dzieje się na raz. Problemy które Pani porusza dotyczą zarówno wątków własnej tożsamości jak i relacji z ważnymi osobami w życiu. Sytuacji również nie ułatwia emigracja i poczucie braku korzeni w innym kraju. Te problemy o których Pani mówi nie mają niestety jednego łatwego rozwiązania i wymagają dokładniejszego omówienia i spokojnego rozpakowywania ich aby jakoś to ogarnąć. 

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Ważne jest, by na chwilę przestać traktować to wszystko jako jeden wielki problem do rozwiązania naraz. Może pomocne być rozdzielenie spraw na obszary i zajmowanie się nimi sekwencyjnie, a nie równolegle. Decyzja o kraju zamieszkania, relacji i pracy to trzy różne procesy, które teraz zlewają się w jedno, potęgując lęk. W stanie silnego napięcia nie da się podjąć „najlepszej decyzji życiowej”, można jedynie wybrać kolejny możliwy krok, który daje względną stabilność.

Dużo Pani myśli jest dziś opartych na ocenach siebie z perspektywy strachu i porównań, a nie faktów. To, że przez lata pracowała Pani w jednej firmie, utrzymała się za granicą, funkcjonuje w relacji i reflektuje nad swoim życiem, świadczy o zasobach, a nie o ich braku. Lęk bardzo zniekształca obraz własnych kompetencji i przyszłości, dlatego pojawiają się myśli katastroficzne, wstyd i poczucie, że inni „poszli dalej”. 

W kwestii pracy i rozwoju warto myśleć w kategoriach eksperymentu, a nie ostatecznego wyboru. Kurs czy studia podyplomowe nie muszą być decyzją „na zawsze”, tylko sposobem sprawdzenia siebie w bezpiecznych ramach. Podobnie wysyłanie CV nie jest egzaminem z wartości, lecz procesem uczenia się rynku i własnych reakcji. Lęk przed porażką często pojawia się właśnie wtedy, gdy ktoś długo funkcjonował w stabilnym, choć niesatysfakcjonującym środowisku.
Poczucie pustki, paniki i utraty sensu, które Pani opisuje, są sygnałem, że potrzebuje Pani wsparcia w regulacji lęku, a być może nie kolejnych analiz życiowych decyzji. Rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc uporządkować te procesy, wzmocnić poczucie wartości i nauczyć się podejmować decyzje bez paraliżującego strachu. :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


czytając Pani wiadomość widać, jak ogromny ciężar decyzji, lęku i presji Pani teraz niesie — nic dziwnego, że czuje się Pani zablokowana. To nie wygląda na „przegrane życie”, tylko na moment przeciążenia, w którym zbyt wiele ważnych spraw naraz domaga się rozstrzygnięcia.

 

Nie musi Pani tego rozwiązać wszystkiego od razu ani sama. W takiej sytuacji bardzo pomocna może być rozmowa z psychologiem, żeby spokojnie poukładać priorytety, oddzielić realne problemy od lękowych scenariuszy i odzyskać poczucie wpływu. To proces, który można robić krok po kroku — bez oceniania.

 

Zachęcam Panią do skorzystania ze wsparcia psychologicznego, terapeutycznego. Już sama decyzja, żeby o tym napisać, pokazuje, że chce Pani zawalczyć o siebie — a to dobry punkt wyjścia do dalszej pracy.

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca zawodowy

Cezary Szadkowski

Cezary Szadkowski

Dzień dobry

 

To co Pani opisuje to jest moment przeciążenia, w którym kilka dużych życiowych decyzji nałożyło się na siebie naraz: kraj, związek, praca, przyszłość, oczekiwania rodziny, poczucie własnej wartości. Żaden człowiek nie udźwignąłby tego spokojnie. Pani organizm reaguje lękiem, bo ma poczucie, że wszystko jest zagrożone jednocześnie.

 

Nie traktowałbym siebie w kategorii „jestem przegrana” a raczej „jestem przeciążona.”

 

Często gdy stoimy przed trudnymi wyborami to podchodzimy do tego na zasadzie, że musze wybrać idealnie bo inaczej dużo stracę. To powoduje lęk, niepokój i trudności z decyzją a także przytłoczenie. Już samo spojrzenie na decyzje przez pryzmat zysku zamiast koncentracji na stracie powoduje że trochę łatwiej nam ją podjąć. 

 

Lęk jest sygnałem przeciążenia, ale można sobie z tym poradzić.

 

Warto skonsultować się ze specjalistą, bo być może dzięki spojrzeniu z zewnątrz łatwiej będzie Pani sobie pewne rzeczy poukładać i popracować nad poczuciem własnej wartości.

 

I proszę zapamiętać, że nie jest Pani przegrana a jedynie przeciążona.

 

Pozdrawiam serdecznie

Cezary Szadkowski

Zobacz podobne

Mój mąż ma bardzo krótką cierpliwość i podczas kłótni bardzo silną potrzebę wygrania jej
Witam. Jesteśmy małżeństwem z moim mężem już prawie 16 lat. Mój mąż jest ogólnie bardzo pozytywną, pomocną osobą. Ludzie go w otoczeniu bardzo lubią. Mamy dwójkę dzieci i zawsze chętnie pomaga w domu etc. Jest człowiekiem, który chętnie pomoże potrzebującym, gdy ktoś poprosi go o pomoc, to nigdy z niczym nie ma problemu. Zawsze z każdym zagada, ale i w domu potrafimy mieć naprawdę fajne rozmowy. Od początku naszego związku jeszcze przed małżeństwem wiedziałam o tym, iż jest on dość wybuchowym człowiekiem, ale jako 21 latka, gdy braliśmy ślub, myślałam, że to nic takiego. Mój mąż ma bardzo krótką cierpliwość i podczas kłótni bardzo silną potrzebę wygrania jej. I tu by nie było problemu, gdyby nie to jakich słów używa podczas takich sytuacji. Przeklinanie w moim kierunku, agresywna postawa ciała etc, brak możliwości przerwania kłótni pomimo moich starań. Kiedyś powiedział mi, że on tak zawsze miał problem z doborem słów i żebym nigdy do serca nie brała tego, co do mnie mówi… ale to nie jest łatwe… Przez 16 lat nigdy na mnie ręki tak naprawdę nie podniósł, ale na tyle lat razem wiele było sytuacji naprawdę kryzysowych. Wypowiadane są słowa typu: „Ty kurwo” „Wypierdalaj” „Jesteś popierdolona” I ja przez wiele lat naprawdę staram się z tym sobie radzić… wiem, że powinnam załagodzić sytuacje, nie odzywać się, ale nie zawsze mi to wychodzi… i niestety, kiedy stawiam się, na mojego męża to działa jak płachta na byka… Wtedy jego ulubionymi argumentami są to, że jestem gruba (tu raz schudłam, aby udowodnić, że nie to jest problemem) i że nie jestem tradycyjną gospodynią domową, czasami nie gotuje, tylko coś na szybko przygotuje. Mieszkaliśmy za granicą przez 16 lat i od dwóch lat ja z dziećmi wróciłam do Polski, a mąż został za granicą i przyjeżdża raz w miesiącu na kilka dni. Zapewne nasza rozłąka ma wpływ na jego zachowanie, ale sytuacje zdążały się, jak mieszkaliśmy razem i teraz tez jak mieszkamy osobno. W większości (choć nie zawsze) największe kłótnie czy sceny dzieją się po alkoholu, kiedy to już mój mąż traci kontrole nad słowami… niestety kilka razy już usłyszałam, że ma ochotę „mi przyjebać” i dwa razy niestety, że jakby mógł, to by mnie zabił… Ostatnio niestety zdarzyła się sytuacja gdzie na ognisku u mojego taty po kłótni na jakiś temat sytuacja wymknęła się z pod kontroli i mój tata na niego krzyknął w obronie mojej i jego żony…mój mąż po ostrej wymianie zdań uderzył pięścią mojego tatę w twarz… po tym powiedziałam do niego, że chce rozwodu, a on się zabrał i pojechał naszego domu. Na następny dzień wróciłam z dziećmi do domu i teraz nie wiem, co mam robić… za dwa dni mój mąż wraca za granice… po rozmowie powiedziałam mu, jak się czuje i on starał się tłumaczyć, że go mój tata sprowokował, ale czy to znaczy, że nikt z moim mężem nie może się kłócić z obawy o jego relacje… Jego argumenty to to że stresuje się finansami, że bardziej wspieramy moją rodzinę niż jego etc i ja to częściowo rozumiem, ale mam wrażenie, że nie dociera do niego to, że jego argumenty nie są na tym samym poziomie jak jego czyny czy słowa, jakie wypowiada. Powiedziałam mu, że ma iść na terapie i powiedział, że pójdzie, ale tak naprawdę zastanawiam się, czy to coś da… To jest ten sam człowiek, który obiera pomarańcze dla naszego dziecka… uśmiecha się i wita z ludźmi na ulicy i wstanie rano w niedziele, aby zrobić naleśniki a mi da dalej pospać…
Dzień dobry, mój mąż ma problem z alkoholem, narazie nie widzi w tym problemu, aczkolwiek boi się do tego przyznać.
Dzień dobry, mój mąż ma problem z alkoholem, narazie nie widzi w tym problemu, aczkolwiek boi się do tego przyznać.Od tygodnia nie ma mnie z dziećmi w domu, wyjechaliśmy , dałam mu czas na przemyślenia, został z toksyczną matką i raczej popija cały czas. Dałam mu czas na ogarnięcie się i chociaż zapisanie do terapeuty na indywidualne spotkania. Powiedziałam, że wrócę, jeżeli zacznie coś robić, powiedział że beze mnie nic nie załatwi, muszę ja być z nim i prosi żeby wrócić i zrobi wszystko, co powiem. Narazie nie chcę wracać, niech dzieci jeszcze mają wakacje. Zagroziłam, że jak nie zacznie robić porządku to wrócę po resztę rzeczy. Co mam robić, 13 lat małżeństwa było pod górkę, ale też z górki ?
Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie
Witam. Mam 24 lata i jestem facetem. Zacznę może od początku. Jestem wynikiem gwałtu, próbowano przeprowadzić aborcję, ale została przerwana, matka starała się mnie „wypłukać” alkoholem, ale jak widać bez skutku. Życie obdarzyło mnie wyjątkowo irytującą pamięcią, pamiętam leżenie w kołysce i darcie się aż do zmęczenia oraz minę i obojętność matki, gdy mnie karmiła. Do 10 roku wychowywałem się na zmianę raz u matki, raz u babci wraz z bratem, matka hobbystycznie zajmowała się usługami przyjemnościowymi w zamian za pieniądze. Dzieciństwo było pełne wrażeń, których nie będę tutaj opisywał z racji ich ilości. Borykam się z problemem - chorobą sierocą. Do 11 roku życia aż do informacji, że znalazła się dla mnie i brata rodzina zastępcza, moczyłem się w łóżko. Byłem z tego tytułu wyśmiewany, karany, karcony itp. Kołysałem się do snu, kręcąc głową z boku na bok, wyobrażałem sobie wtedy lepsze życie i tak usypiałem. Początkowo było to maksymalnie 15 minut przed snem. W wieku około 14 lat zacząłem robić to nieświadomie przez sen (obserwacja bliskich). Los chciał, że w wieku 16 lat zakochałem się po uszy w cudownej dziewczynie, ale przyciągała uwagę wielu osób. Byliśmy ze sobą 4 lata, ciągle jej nie ufałem i dawała ku temu powody, ale wybaczyłem. Weszła ze mną w związek dlatego, że przykuwałem uwagę swoją popularnością. W okresie gimnazjum każdy mnie znał i chciał ze mną rozmawiać- bardzo aktywnie zwracałem na siebie uwagę. Ale po przejściu do technikum zacząłem być trochę odludkiem - kołysałem się czasami już nie tylko do snu, ale z nudy. Wciąż wyobrażając sobie lepsze życie. W wieku 20 lat dziewczyna zerwała ze mną przez telefon, pokazując oziębłą i nie do poznania dla mnie postawę. Wybraliśmy się jeszcze na wspólne wakacje, ponieważ nie dało się odwołać. Na nich chcąc zaciągnąć mnie do łóżka powiedziała, że mnie kocha i chce to naprawić, na drugi dzień patrząc z obrzydzeniem powiedziała żebym nie robił sobie nadziei, bo potraktowała mnie jak rzecz. Od tamtego czasu kołyszę się w każdej wolnej chwili, kiedy tylko się da, zaniedbując dosłownie wszystko dookoła. W wieku 22 lat porzuciłem studia na 3 roku. W momencie zerwania dowiedzieliśmy się, że moja Ciocia zastępcza ma nowotwór. Napięcie w domu skupiało się na mnie, jako osoba wrażliwa zawsze starałem się wszystkim pomoc i rozweselić, a kiedy nie mogłem tego robić z własnych problemów to naturalnym było wyżywanie się na mnie. Aktualnie jestem samotny, oswoiłem się z tym, przestałem już cokolwiek czuć. Chodzenie do psychologów przerwałem, gdy usłyszałem kolejny raz „depresja” od niedorobionego psychologa czy psychiatry, którzy oczekiwali że wchodząc będę od razu w stanie powiedzieć im co mi dolega. Przez całe życie moja choroba miała obraz ambiwalentny, skąd do cholery miałem wiedzieć co mi jest, skoro nawet nie wiem kim jestem? Obecnie w wieku 24 lat nie mam już obok siebie nikogo, nikogo tez nie dopuszczam emocjonalnie, czuję się wycofany do własnej głowy, pełen obraz dysocjacji. Nie przeżywam niczego, a chciałbym. Jak normalny człowiek zrobić prawo jazdy, kupić wymarzone auto, znaleźć kochającą żonę itp. Ale nie potrafię, nie wiem gdzie szukać pomocy, zazwyczaj wizyty u psychologów kończyły się tylko tym ze lustrowałem im ich własną osobowość - dla kogoś żyjącego ciągle w myślach udawanie osoby siedzącej naprzeciw jest czymś niczym rozrywką. Co mam zrobić? Gdzie byli wszyscy skretyniali pedagodzy i psycholodzy wtedy? Nie zrobię sobie nic tylko dlatego że to byłoby tchórzostwo, ale nie mam motywacji żyć, bo jest to niczym katorga, każdy dzień zlewa sie w jedno a jedyne co robię to bujanie się z boku na bok, myśląc co by było gdyby. Próbowałem praktycznie wszystkiego, umiem grać na kilku instrumentach, rysować, modelować, rzeźbić, tańczyć (tańczyłem przez 11 lat w zespole). Z zawodu jestem elektrykiem, konserwatorem maszyn, mam uprawnienia na wózek widłowy oraz spawacza. A pomimo tego łapię roboty „poboczne” żeby dorabiać na studia które wznawiam z nowym miesiącem. Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie i fantazjach w trakcie kołysania się. Co mam robić?
Jak odbudować zaufanie po kryzysie w związku i incydencie czatowym?
Dzień dobry, chciał bym opisać swoją sytuację, bo już nie wiem jak mam postępować. Zacznę od początku. Dwa miesiące temu moja żona poszła do naszych wspólnych znajomych na imprezę, poinformowała mnie o tym jak już tam była, ale gdy dzwoniłem do niej to odbiera i tylko słyszałem śmiechy. Pokłóciliśmy się i już nie odpisywała. Dodam że przebywałem wtedy za granicą. Poczułem się bardzo źle, ze śmieją się ze mnie i robią ze mnie debila, że mnie olała i że wolała się napić niż rozmawiać zemną. Że wszyscy są ważniejsi ode mnie. Nie mogłem nic zrobić bo mnie nie było, kazałem jej pójść do domu ale mnie nie słuchała. Na kolejny dzień się nie odzywała, więc ja sobie też powiedziałem że pierwszy się nie odezwę, bo zawsze to ja się pierwszy odzywam po kłótniach. Byłem bardzo zły i smutny cały czas w myślach miałem ich śmianie się zemnie i chciałem jej zrobić na złość więc weszłam na czat aby porozmawiać z kimś. Rozmawiałem z jakąś kobietą, o mojej sytuacji że żona mnie wyśmiała, poszła pić i mnie olała i pytałem jej czy tak powinno być w związku. Ona mi na to, że tak nie powinno być i zaczęła pisać o swoich problemach. Że jej mąż nie wraca na noc i mu się nie chce współżyć, że ubiera dla niego bieliznę to jej odpisałem że mojej żonie też się nie chce i zapytałem jej czy to jest normalne. Że też kupuje żonie bieliznę ale jej nie ubiera bo mówi że wygląda w niej jak prostytutka. Nie pamiętam całej rozmowy, ale to były główne tematy. To była jednorazowa rozmowa, której zapomniałem usunąć. Wróciłem do domu z zagranicy, żona mi wzięła telefon i zobaczyła otwartą kartę tej rozmowy, przestraszyłem się i wydarłem jej telefon z rąk. Ona wpadła w jakiś szał nigdy jej takiej nie widziałem, płakała, krzyczała żebym jej oddał telefon, chciała przeczytać ale jej nie dałem i powiedziałem że mnie będzie łapać za słówka. Po ok godzinie jej proszenia i bronienia się żeby mi nie wzięła telefonu jak wyszła z pokoju rozmowę usunąłem. Potem w złości ją obwiniałem, że to ona sprowokowała, że sobie coś ubzdurała i że mnie olała. Czułem się niepotrzebny. Przepraszałem ją wielokrotnie, powiedziałem że to było niepotrzebne i że źle zrobiłem pisząc z kimś innym. Powiedziałem jej o czym pisałem i że byłem bardzo zły, że dla mnie to było głupie pisanie jednorazowe nic nie znaczące i nie wiem dlaczego wszedłem na czat, to była chwila. Minęło 2 miesiące, a moja żona dalej do tego wraca, raz jest normalna i zemną gada, a raz zła, płacze, jest obojętna, chce być sama i wszystko wspomina. A ja jej już wszystko powiedziałem z 10 razy o czym pisałem, obiecałem jej że już nigdy z nikim nie będę pisał, że jest dla mnie najważniejsza i że jej nie zdradziłem ani z nikim się nie chciałem umawiać. Chce pokazać że jest tylko ona, jestem czuły, przytulam ją i całuje a ona nie chce i mnie odtrąca, próbuje na siłę ją przytulać a ona mówi żebym jej dał spokój, nie potrafię jej nie przytulać i całować. Mówię żeby o tym nie myślała, żeby była normalna, że to było głupie jednorazowe pisanie. Staram się, ale już nie wiem co mam robić żeby było dobrze. Nie chce już do tego wracać, już wszystko wyjaśniłem. Co mam zrobić żeby było dobrze? Co robię nie tak? Wiem że źle zrobiłem pisząc z inną, ale czasu nie cofnę.
Kogo zawiadomić w sprawie przemocy wobec dziecka? Czy rodzice są zaburzeni?

Mam problem z z sąsiadami, którzy mieszkają nade mną. Od wielu miesięcy z dobiegają z ich mieszkania bardzo duże hałasy. Początkowo starałem się nie zwracać na to uwagi, wiedząc, że mieszka tam rodzina z dwójką dzieci. Z czasem jednak sąsiedzi stawali się coraz bardziej agresywni, a hałasy zaczęły mieć miejsce każdego dnia, trwają przez wiele godzin i są bardzo niepokojące. Od kilku miesięcy sytuacja jeszcze się pogorszyła. Hałasy mają coraz bardziej agresywną formę i trwają niekiedy ponad pół nocy. 

Dłużej nie mogę tego tolerować. W mieszkaniu regularnie dochodzi do awantur, a także do przemocy domowej. Przemoc ma formę słowną, a prawdopodobnie także fizyczną. Ofiarą przemocy jest prawdopodobnie około 10-letni chłopiec, który jest synem tych państwa. Chłopiec co kilka dni krzyczy wniebogłosy, wydając z siebie tak rozdzierający krzyk, jakby był obdzierany ze skóry. Jest przy tym bardzo agresywny i wydaje z siebie niemal zwierzęce odgłosy. Towarzyszą temu krzyki dorosłych, wśród których daje się rozróżnić takie zwroty jak "Ku*wa", "Ja pie*dolę" i "Przestań się drzeć". 

Sąsiedzi nie reagują na żadne prośby o spokój. Poniżej zamieszczam link do nagrania, gdzie można posłuchać co się tam dzieje. Czy ci sąsiedzi są chorzy psychicznie i jaka to może być choroba? Kogo powinniśmy zawiadomić w tej sprawie? https://www.youtube.com/watch?v=_14HO7Gr6hk

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.