Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zaburzenia nastroju, lęk, problemy ze snem. Biorę leki, ale nie wystarczają. Proszę o wsparcie

Leczę się na nerwicę od kilku lat.od 3 tygodni miałem bardzo duże natężenie stresu w pracy i jedynie propranolol wspomagał mnie, żebym sobie jakoś radził. Niestety organizm nie wytrzymał stresu i z wtorku na środę dostałem padaczki nerwicowej. Obecnie jestem na terapii diazepamem 9 dni. Mam również zaburzenia nastroju z jednej strony lgnę do ludzi a z drugiej wolę być sam. Mam również ostatnio problem ze spaniem, mimo że biorę wieczorem trittico cr 100 mg. Nie mam pomysłu, jak sobie pomóc. Od urodzenia mam mózgowe porażenie dziecięce.
User Forum

Wojciech

2 lata temu
Daria Dobrzyńska

Daria Dobrzyńska

Sytuacja, którą Pan opisuje zdaje się być bardzo trudna. Przykro mi czytać, że mierzy się Pan z takiego pokroju trudnościami. Moje pytanie brzmi: Czy uczęszcza Pan na terapię? A jeżeli nie, to czy rozważał Pan taką formę pomocy? Dzięki odpowiedniej terapii będzie Pan mógł nabyć odpowiednie narzędzia - metody radzenia sobie - aby radzić sobie z trudnościami, które Pan opisuje. Dodatkowo wiadomo jest, że farmakoterapia, ale w parze z psychoterapią, to najskuteczniejsza droga, aby pomóc sobie w walce z trudnościami takiego rodzaju. 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry,

z Panam wypowiedzi wynika, że obecnie ma Pan trudny okres. Próbuje Pan sobie radzić farmakologicznie, ale nie zawsze jest to skuteczne.  Proponuję skonsultować się z Pana psychiatrą i neurologiem, aby ustalić najlepszą dla Pana terapię na chwile obecną. Proszę też rozważyć konsultację z psychologiem/ psychoterapeutą przede wszystkim, aby efektywniej radzić sobie ze stresem i wspomóc leczenie farmakologiczne.

Pozdrawiam

mniej niż godzinę temu

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z żałobą po 20 latach od śmierci bliskiej osoby?
Kryzys w 20 rocznicę śmierci brata - nieprzepracowana żałoba czy kwestia rocznicy? Dobry wieczór. 20 lat temu (i prawie miesiąc temu) zginął mój starszy o 8 lat brat. Okoliczności wypadku były okropne, jechał jako pasażer z przyjacielem, przyjaciel nie odniósł poważnych obrażeń, natomiast mój brat poniósł śmierć na miejscu. Jako rodzina dowiedzieliśmy się o tym w środku nocy, nagły telefon, krzyk mamy, która odebrała połączenie, potem cała noc niedowierzania, płaczu, krzyków. Najgorsza noc w moim życiu. Miałam wtedy 13 lat, mój brat 21. Byliśmy ze sobą bardzo blisko związani, on się mną dużo opiekował, ja byłam w niego zapatrzona jak w obrazek, był dla mnie zawsze wzorem. Pierwsze miesiące były dla nas - rodziców i mnie (byliśmy najbliższą rodziną we czwórkę, czyli rodzice, brat i ja) koszmarne. Dużo płaczu, dużo żalu. Z czasem przywykliśmy do tego, co się stało. Do tej pory często o bracie wspominamy, pojawia się w wielu rozmowach. Uważam, że czas nie leczy ran, tylko powoduje właśnie, że zaczynamy żyć z uwzględnieniem tej nowej rzeczywistości. Co roku czas w okolicach wypadku był dla mnie ciężki. W tym roku od miesiąca nie mogę sobie natomiast z tym poradzić. Bardzo dużo myślę o samym wypadku i jego okolicznościach, o sprawcy. O bracie w mega fajnych wspomnieniach, ale też o tym ile go omija i mnie razem z nim. Mam trzyletnią córeczkę i dobija mnie, że nigdy nie pozna wujka. Mam też męża, z którym nie do końca mogę porozmawiać na ten temat, w dobie dzisiejszego świata, gdzie praca wiedzie pierwsze skrzypce ciężko o chwilę na taką rozmowę o uczuciach. No ale właśnie - jak już rozmawiamy, to mąż potrafi mi powiedzieć, że „przecież minęło już 20 lat, po co rozpamiętywać”, „przecież czas leczy rany” itd. Nie chcę być egoistką, boję się trochę, że w całej tej tragedii siebie stawiam na pierwszym planie. Ale czy mąż ma rację? Czy coś jest ze mną nie tak, że po 20 latach te uczucia i wspomnienia tak mocno wróciły? Z czego to może wynikać? Pomyślałam, że chciałabym się spotkać ze sprawcą, że może w jakiś sposób rozmowa z nim pozwoliłaby mi przejść dalej. Mąż nie podziela mojego postrzegania i uważa, że to zły pomysł. „Przecież minęło 20 lat, masz teraz swoją rodzinę i na nią powinnaś patrzeć”… Nie chcę robić z siebie ofiary, ale dla 13-letniej dziewczyny tak nagle odejście brata, na które nijak nie można się było przygotować, nastawiło chyba całe przyszłe życie. Co mam zrobić, żeby było lepiej? Czy faktycznie moje cierpienie w tym momencie rzutuje na rodzinę? Nie uchylam się od żadnych obowiązków, śmieje się z córką, żyję normalnie, poza momentami, kiedy dziecko pójdzie spać czy jestem sama i dopadają mnie wspomnienia.
Problemy w związku po narodzinach dziecka: odrzucenie, zdrada i poczucie winy

Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.

Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.

Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.

Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.

Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.

Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.

Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.

Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.

Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.

Czy ja jestem egoistką?

Toksyczna mama z siostrą. Nie żyją swoim życiem, wiecznie mi wytykają.

Nie umiem sobie poradzić z toksycznością w mojej rodzinie. 

Siostra pije, druga siostra ma tendencję do obgadywania moich życiowych decyzji z mamą, a mama nie rozumie, że mogę chcieć żyć inaczej niż ona. 

Nie mieć dzieci, nie mieć obowiązku gotowania codziennie obiadu. Korzystam z życia z moim mężem, nie jestem udręczoną matką tak, jak moja mama i siostra. Mama powiedziała mi, że gdyby mogła cofnąć czas to zdecydowałaby się na jedno dziecko, nie trójkę, bo ma z nami już dorosłymi tylko udrękę. 

Ciągle myślę o tym, że mama ma złe zdanie o sposobie, jakim żyje. Często też myślę o tym, że moja siostra woli żyć moim życiem, zamiast zająć się swoim. 

Jestem bardzo rozgoryczona, rozżalona. Kiedyś bardzo lubiłam całymi dniami siedzieć w domu, mówiły "wyszła byś do ludzi, a nie w domu siedzisz". Teraz jak zaczęłam korzystać z życia z mężem też jest mi to wytykane, bo jak to tak można z życia korzystać. Mówiłam im o tym, że mam prawo żyć po swojemu i im nic do tego jak żyje. Mówiłam o swoich uczuciach. Strasznie się tym przejmuje, czuję niesprawiedliwość, że nie pozwalają mi żyć na moich zasadach. Nie śpię po nocach, bo analizuje każde ich przykre słowa. Podjęłam pracę nad sobą, wspomagam się materiałami terapeutycznymi. Chce przerwać schemat jakim przesiąkły moja mama czy siostra. Chce być inna. Myśleć pozytywnie, przepracować wszystkie trudne emocje które mam w sobie, dla siebie i mojego męża.

Zawsze byłam ofiarą. W domu najmłodsza a właściwie w całej ogromnej rodzinie
Zawsze byłam ofiarą. W domu najmłodsza, a właściwie w całej ogromnej rodzinie. Ojciec i matka gnębili mnie, wyśmiewali, bywało bicie, zero możliwości zaufania, a najgorsze było wyśmiewanie przy rodzinie albo wyśmiewanie, że nie dotrzymali słowa. W domu walczyłam o siebie, a nie rozwijałam się, więc za mądra nie wyrosłam. Takie drwiny i kpiny doprowadziły, że wyszłam z domu dopiero niedawno i nie radziłam sobie w życiu. Za późno przerobiłam rzeczy z psychologiem i teraz jest OK, ale wraca mi jedna kwestia... Gdy szukałam pracy jako 20-latka, to byłam naiwna. Poszłam na rozmowę o pracę i okazało się, że w tym miejscu ma się odbyć rozmowa, a nie że się pracuje... Już teraz bym wiedziała, jak się zachować, ale brnęłam dalej. Chciałam jak najlepiej wypaść, więc uśmiechałam się i odpowiadałam na pytania. Okazało się być to sprzedażą e-papierosów i facet siedział przede mną z laptopem i pytał, jakbym się zachowała w danej sytuacji. I to, co zrobił, nie miało żadnego związku z pytaniem, bo coś powiedział i wielki buch dymu dmuchnął mi dosyć wolno w twarz. Zdezorientowana udawałam, że nic się nie stało. Mam kilka takich sytuacji, gdzie teraz wiem, że nawet nikt nie odważyłby się złe zachować, bo mam swoje granice, ale wspominam z żalem do siebie. Pamiętam ciągle to upokorzenie, jakby drwinę i nic nie robienie sobie z tego u tego faceta. Nawet nie pamiętam firmy do końca, ale to jest dramat dla mnie...
Niepokój w codziennym życiu - co może oznaczać?
Czuje w sobie niepokój co to oznacza
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.