Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Silny lęk społeczny w pracy w open space – czy psycholog pomoże mi normalnie rozmawiać z ludźmi?

Moja historia z tym lękiem ciągnie się od studiów, ale teraz w pierwszej poważnej pracy to już jest dramat. Dostałam biurko w open space i to jest dla mnie jak szafot. Każdy ruch, każde wyjście do łazienki wydaje mi się oceniane przez wszystkich. Ostatnio mieliśmy integrację, na którą oczywiście nie poszłam, bo wymyśliłam chorobę psa, a potem ryczałam cały wieczór, bo widziałam ich zdjęcia na Instagramie, jak się bawią. Czuję się potwornie samotna, ale lęk przed odrzuceniem i oceną jest silniejszy niż chęć bycia z ludźmi. Czy psycholog może mi pomóc nauczyć się "normalnie" rozmawiać bez tego paraliżu w gardle?
User Forum

Anonimowo

2 miesiące temu
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Dzień dobry, 
To, co Pani opisuje, to klasyczny mechanizm lęku, w którym Pani umysł traktuje open space jak pole minowe, a wzrok współpracowników jak stały monitoring. W tym modelu Pani automatyczne myśli o byciu ocenianą napędzają paraliżujący lęk, co z kolei zmusza Panią do stosowania zachowań zabezpieczających, takich jak unikanie integracji. Choć wymyślona choroba psa przyniosła chwilową ulgę, w rzeczywistości podziałała jak paliwo dla Pani lęku, utwierdzając Panią w przekonaniu, że sytuacje społeczne są niebezpieczne i prowadząc do bolesnego poczucia izolacji.

Praca z terapeutą pozwoliłaby wspólnie namierzyć te zniekształcenia poznawcze, jak np. czytanie w myślach czy maksymalizację własnych potknięć, i powoli zastępować je bardziej realistycznym spojrzeniem. Zamiast walczyć z paraliżem w gardle siłą woli, uczymy się stopniowo wygaszać reakcję lękową poprzez bezpieczną ekspozycję i zmianę wewnętrznego dialogu. Taka zmiana jest możliwa, jednak wymaga Pani gotowości do podjęcia współpracy ze specjalistą, by nie musiała Pani przechodzić przez to osamotniona.

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pani opisuje, to klasyczny mechanizm lęku społecznego, w którym open space staje się miejscem ciągłego zagrożenia zamiast pracy. Psycholog jak najbardziej może Pani pomóc poprzez techniki poznawczo-behawioralne, które uczą, jak stopniowo wyciszać ten paraliż w gardle i zmieniać katastroficzne myśli na temat oceny innych. Proces ten polega na powolnym oswajaniu sytuacji społecznych w bezpiecznym tempie, co pozwala odzyskać swobodę i przestać czuć się jak osoba obserwowana na szafocie. Samotność, którą Pani czuje, jest wynikiem lęku, a nie Pani charakteru, dlatego praca ze specjalistą może realnie pomóc Pani wyjść zza tej bariery i zacząć budować relacje bez poczucia bycia ocenianą.

 

Pomyślności

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry,

 

Czytając Pani słowa odnoszę wrażenie, że poczucie bycia na „szafocie” w zwykłym biurze pokazuje, jak bardzo Pani układ nerwowy interpretuje obecność innych jako bezpośrednie zagrożenie. To, co Pani przeżywa, to bolesny konflikt: serce chce przynależeć i bawić się tak jak inni na zdjęciach, ale lęk – jak surowy strażnik – zamyka Panią w bezpiecznej, choć potwornie samotnej izolacji.

 

Na openspace Pani umysł tworzy scenariusz, w którym jest Pani pod nieustanną obserwacją. To tak, jakby każdy Pani ruch był analizowany i krytykowany przez niewidzialne jury. Ten mechanizm sprawia, że nawet wyjście do łazienki staje się aktem odwagi, a nie zwykłą czynnością fizjologiczną. To wyczerpujące, ponieważ nie ma Pani ani chwili na „oddech” i bycie sobą – cały czas gra Pani rolę osoby, która stara się nie popełnić błędu.

 

Wymyślenie choroby psa i pozostanie w domu przyniosło Pani chwilową ulgę (uniknięcie stresu integracji), ale chwilę później zapłaciła Pani za to ogromną cenę w postaci płaczu i poczucia wykluczenia. To jest tragizm lęku społecznego: on obiecuje nam bezpieczeństwo w zamian za izolację, ale ta izolacja boli bardziej niż lęk. Widok zdjęć na Instagramie uświadamia Pani, co Pani traci, co z kolei pogłębia smutek i poczucie bycia „inną” czy „gorszą”.

 

Ten ścisk w gardle, o którym Pani pisze, to nie jest tylko metafora. To realna reakcja Pani ciała na stres. Kiedy czujemy się zagrożeni, mięśnie krtani i gardła napinają się w ramach ewolucyjnej reakcji „walcz lub uciekaj”. Trudno o lekką, swobodną rozmowę, gdy ciało przygotowuje się do przetrwania ataku.

 

Czy psycholog może pomóc?

Odpowiadając na Pani pytanie: tak, to jest dokładnie ten obszar, w którym psychoterapia odnosi bardzo duże sukcesy. Psychoterapeuta nie „nauczy” Pani formułek na rozmowę, ale pomoże Pani oswoić te krytyczne głosy w głowie, które mówią, że inni Panią oceniają. Zastosuje techniki pracy z ciałem, aby poluzować ten fizyczny „uścisk” w gardle. Pomoże Pani powoli, małymi krokami wychodzić z izolacji bez poczucia przerażenia.

 

Pani cierpienie nie wynika z braku umiejętności towarzyskich, ale z obecności paraliżującego lęku, który te umiejętności blokuje. To tak, jakby była Pani świetną pianistką, której ktoś związał dłonie – terapia pomaga te dłonie powoli rozwiązać.

Kiedy patrzy Pani na te zdjęcia z integracji, na których inni się bawią, co czuje Pani mocniej: złość na swój lęk, który Panią zatrzymał w domu, czy raczej głębokie przekonanie, że gdyby Pani tam była, to i tak nie potrafiłaby Pani poczuć się częścią tej grupy?

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Odpowiadam na Pani pytanie. Tak, jest to możliwe. Psycholog może pomóc w tej kwestii, stosując odpowiednie techniki z nurtu CBT czyli zmieniając Pani procesy poznawcze. Obawia się Pani oceny i odrzucenia, skupiając się na negatywach. Praca nad emocjami zmieni Pani zachowania i zastąpi pozytywnymi. 

2 miesiące temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Psycholog może w takiej sytuacji realnie pomóc nauczyć się funkcjonować swobodniej w kontaktach z ludźmi. Praca zwykle polega na stopniowym oswajaniu sytuacji społecznych, ćwiczeniu konkretnych zachowań (np. krótkich rozmów, wychodzenia do kuchni, zadawania pytań) oraz zmianie sposobu interpretowania reakcji innych osób. To proces, który daje bardzo wymierne efekty, zwłaszcza gdy jest prowadzony systematycznie.

Na początek pomocne może być zwrócenie uwagi na małe kroki zamiast dużych wyzwań - na przykład krótkie odezwanie się do jednej osoby w pracy, wyjście na chwilę do wspólnej przestrzeni lub pozostanie na integracji przez określony, krótki czas. Celem nie jest natychmiastowe „bycie towarzyską”, lecz stopniowe zmniejszanie paraliżu i odzyskiwanie poczucia wpływu.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

2 miesiące temu
Weronika Babiec

Weronika Babiec

Dzień dobry,
 

To, co Pani opisuje - lęk nasilający się w pracy, poczucie bycia obserwowaną przy każdym ruchu, unikanie integracji przy jednoczesnej samotności i płaczu nad tym, że nie jest się częścią grupy - to naprawdę bolesne doświadczenie. 
 

Tak, psycholog zdecydowanie może pomóc. Terapeuta pomoże stopniowo redukować lęk i budować pewność siebie w kontaktach z innymi. Np. w Terapii Akceptacji i Zaangażowania uczymy się funkcjonować pomimo lęku i w ten sposób stopniowo zmniejszać jego intensywność.
 

Terapia nie zmieni Pani z dnia na dzień, ale może nauczyć konkretnych narzędzi do radzenia sobie z paraliżującym strachem i pomoże zbudować życie, w którym lęk nie będzie decydował o każdym wyborze.
 

Bardzo zachęcam do zgłoszenia się do psychologa specjalizującego się w zaburzeniach lękowych. 
 

Życzę dużo siły,

Weronika Babiec, 
Psycholożka, Terapeutka ACT

2 miesiące temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Nie jestem przekonany do tacierzyństwa, ponieważ sam zmagam się ze sobą, z trudnościami, ranami.

Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu. 

Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach. 

Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę. 

Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham. 

Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję. 

Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym? 

Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu. 

Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie. 

Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy. 

Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże. 

Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

Myśli o braku sensu egzystencji utrudniają mi codzienne życie
Dzień dobry, Jestem dość młodą osobą, nie dawno skończyłam 18 lat. Dobrze się uczę, mam wręcz idealne kontakty z bliskimi (rodziną i przyjaciółmi). Nikt z mojej rodziny nie zmarł ostatnio, ani nawet w przeciągu paru lat. Nigdy nie chorowałam na poważne choroby i nie byłam w szpitalu. Jeśli nawet - ja tego nie pamiętam. Od początku wakacji nie mam kontaktu ze znajomymi. Wyjechałam na wakacje na 3 tygodnie. Gdzieś przy końcu czerwca, początku lipca odczuwam brak sensu życia, egzystencji. Pochodzę z rodziny wierzącej ale z moją wiarą jest skomplikowanie. Tak więc: nie mam na nic ochoty, nie chcę sobie nic kupować, wiem, że nie będzie mi się chciało uczyć. Wakacje nie sprawiają mi radości. Nie widzę sensu: po co żyć, kupować sobie różne rzeczy, po co się uczyć skoro i tak opuszczę ten świat umierając? Nawet JEŚLI tam po śmierci coś jest, to wykształcenie czy inne materialne rzeczy nie będą mi potrzebne. Boję się też okropnie starości. Boję się, że nie będę samodzielna, że na mój pogrzeb nikomu nie będzie się chciało przyjść, bo będą myśleć, że "była i tak stara to umarła, trzeba myśleć o młodych". Nie chcę się starzeć! Ale największym problemem są częste myśli o tym, że zycie nie ma sensu, że i tak umrę, po co budowac relacje z innymi ludzmi skoro i tak ich opuszczę. Myśli o braku sensu egzystencji utrudniają mi codzienne życie. Nie odpuszczają nawet na 30 minut. Myślę o nich cały czas. Martwie się, bo z każdym dniem bliżej mi do śmierci. Planowałam w pszyszłości dostać się na studia i mieć dobrą pracę. Teraz nie widzę sensu... Chcę na nowo cieszyć się życiem...
Mam problem ze sobą w związku. Poprzednie 4 związki kończyły się zdradami ze strony partnerów. W obecnym związku nie umiem się odnaleźć
Dzień dobry, mam problem ze sobą w związku. Poprzednie 4 związki kończyły się zdradami ze strony partnerów. W obecnym związku nie umiem się odnaleźć, jestem ciągle zazdrosna, wszystko co mowi biore personalnie do siebie. Nie czuję w sobie wartości żadnej przez przeszłość moja samoocena nie istnieje. Możliwe że moj obecny partner nie zdradzi mnie ale napewno zostawi jeżeli cos nie zrobie ze sobą, ostatnio oglądaliśmy serial gdzie były sceny seksu czy kobiety z gołymi piersiami a ja już miałam dość wszystkiego, wzielam to do siebie ze specjalnie mi to pokazuje mimo ze wie, ze mam problem z takimi tresciami. Nie wiem co robić nie wiem co myśleć nie wiem jak sie zachowywać
Nie wiem, co się dzieje, myśli samobójcze, lęk, zaburzone jedzenie - co się ze mną dzieje? Proszę o pomoc!
Nwm czemu źle się czuję, po prostu od dłuższego czasu mam dość i chciała bym ze sobą skończyć źle się czuje i nie mogę określić czemu i w jakimś sensie to trochę wykańcza, bo to co przechodzę to znajoma mi powiedziała że to derealizacja i nie wiem co z tym zrobić plus coraz częściej mam ochotę zniknąć i mam jakieś dziwne stany oprócz tych typu depresion na które zażywam leki od psychiatry, i też sam nie wiem nic nie robię z tym życiem dosłownie dalej stoję w miejscu, a jest też opcja żebym poszedł na psychiatryk dzienne i nie wiem co robić już boje się chyba, plus od dwóch lat praktycznie codziennie mnie boli głowa i czy to może być coś z psychiką?, lekarz stwierdził stan zapalny zatok ale to wiadome nie 2 lata zatoki, i przepraszam za tak długa wiadomość…, a z jedzeniem też mam problem bo za dużo jem ostatnio i już mam dość tego strasznie, jem tak jak nie powinienem i już tym wymiotuje nie dosłownie w sensie mam tego dość a i tak aktualnie jest mi niedobrze i kolejną noc nie śpię…… zaimki on jego trans jestem czy coś ten przepraszam za wszystko
Trauma z dzieciństwa powoduje u mnie ciągłe obawy, poczucie zagrożenia, odrzucenia w związku. Psychoterapia pomogła mi jedynie na jakąś chwilę. Jak sobie pomóc?
Dzień dobry. Od dziecka byłam kontrolowana przez matkę, nie było żadnych uczuć w domu. Byłam porównywana, krytykowana, sprawdzana. Teraz jako dorosła kobieta mam problemy w związku. Nie ufam, wszędzie widzę zagrożenie, w każdym słowie, czynie partnera doszukuję się złych rzeczy. Ciągle boję się, że nie jestem wystarczająca, każdy człowiek w jego towarzystwie to dla mnie jakieś zagrożenie. Nie sprawdzam, nie kontroluję go. Ale trzymam to w sobie, myśli o złych rzeczach ciągle krążą mi w głowie. Przez tę sytuację mam załamania nerwowe i depresję. Byłam na terapii u psychoterapeuty, jednak pomogła mi na trochę. Cała ta sytuacja podczas załamań doprowadza do tego, że nie chcę żyć, mam myśli samobójcze, nie radzę sobie ze sobą, czuje się bezradna, bezwartościowa. Nie wiem czy da się wyjść z takich stanów lękowych, czy da się pozbyć tych złych myśli. Czy jedynym rozwiązaniem jest życie w samotności. Proszę o rady, gdzie szukać pomocy, w jaki sposób przepracować trudne dzieciństwo?
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.