
- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Silny lęk społeczny...
Silny lęk społeczny w pracy w open space – czy psycholog pomoże mi normalnie rozmawiać z ludźmi?
Anonimowo
Jakub Butkiewicz
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, to klasyczny mechanizm lęku, w którym Pani umysł traktuje open space jak pole minowe, a wzrok współpracowników jak stały monitoring. W tym modelu Pani automatyczne myśli o byciu ocenianą napędzają paraliżujący lęk, co z kolei zmusza Panią do stosowania zachowań zabezpieczających, takich jak unikanie integracji. Choć wymyślona choroba psa przyniosła chwilową ulgę, w rzeczywistości podziałała jak paliwo dla Pani lęku, utwierdzając Panią w przekonaniu, że sytuacje społeczne są niebezpieczne i prowadząc do bolesnego poczucia izolacji.
Praca z terapeutą pozwoliłaby wspólnie namierzyć te zniekształcenia poznawcze, jak np. czytanie w myślach czy maksymalizację własnych potknięć, i powoli zastępować je bardziej realistycznym spojrzeniem. Zamiast walczyć z paraliżem w gardle siłą woli, uczymy się stopniowo wygaszać reakcję lękową poprzez bezpieczną ekspozycję i zmianę wewnętrznego dialogu. Taka zmiana jest możliwa, jednak wymaga Pani gotowości do podjęcia współpracy ze specjalistą, by nie musiała Pani przechodzić przez to osamotniona.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, co Pani opisuje, to klasyczny mechanizm lęku społecznego, w którym open space staje się miejscem ciągłego zagrożenia zamiast pracy. Psycholog jak najbardziej może Pani pomóc poprzez techniki poznawczo-behawioralne, które uczą, jak stopniowo wyciszać ten paraliż w gardle i zmieniać katastroficzne myśli na temat oceny innych. Proces ten polega na powolnym oswajaniu sytuacji społecznych w bezpiecznym tempie, co pozwala odzyskać swobodę i przestać czuć się jak osoba obserwowana na szafocie. Samotność, którą Pani czuje, jest wynikiem lęku, a nie Pani charakteru, dlatego praca ze specjalistą może realnie pomóc Pani wyjść zza tej bariery i zacząć budować relacje bez poczucia bycia ocenianą.
Pomyślności
Bożena Nagórska
Patrycja Wójcik
Dzień dobry,
Czytając Pani słowa odnoszę wrażenie, że poczucie bycia na „szafocie” w zwykłym biurze pokazuje, jak bardzo Pani układ nerwowy interpretuje obecność innych jako bezpośrednie zagrożenie. To, co Pani przeżywa, to bolesny konflikt: serce chce przynależeć i bawić się tak jak inni na zdjęciach, ale lęk – jak surowy strażnik – zamyka Panią w bezpiecznej, choć potwornie samotnej izolacji.
Na openspace Pani umysł tworzy scenariusz, w którym jest Pani pod nieustanną obserwacją. To tak, jakby każdy Pani ruch był analizowany i krytykowany przez niewidzialne jury. Ten mechanizm sprawia, że nawet wyjście do łazienki staje się aktem odwagi, a nie zwykłą czynnością fizjologiczną. To wyczerpujące, ponieważ nie ma Pani ani chwili na „oddech” i bycie sobą – cały czas gra Pani rolę osoby, która stara się nie popełnić błędu.
Wymyślenie choroby psa i pozostanie w domu przyniosło Pani chwilową ulgę (uniknięcie stresu integracji), ale chwilę później zapłaciła Pani za to ogromną cenę w postaci płaczu i poczucia wykluczenia. To jest tragizm lęku społecznego: on obiecuje nam bezpieczeństwo w zamian za izolację, ale ta izolacja boli bardziej niż lęk. Widok zdjęć na Instagramie uświadamia Pani, co Pani traci, co z kolei pogłębia smutek i poczucie bycia „inną” czy „gorszą”.
Ten ścisk w gardle, o którym Pani pisze, to nie jest tylko metafora. To realna reakcja Pani ciała na stres. Kiedy czujemy się zagrożeni, mięśnie krtani i gardła napinają się w ramach ewolucyjnej reakcji „walcz lub uciekaj”. Trudno o lekką, swobodną rozmowę, gdy ciało przygotowuje się do przetrwania ataku.
Czy psycholog może pomóc?
Odpowiadając na Pani pytanie: tak, to jest dokładnie ten obszar, w którym psychoterapia odnosi bardzo duże sukcesy. Psychoterapeuta nie „nauczy” Pani formułek na rozmowę, ale pomoże Pani oswoić te krytyczne głosy w głowie, które mówią, że inni Panią oceniają. Zastosuje techniki pracy z ciałem, aby poluzować ten fizyczny „uścisk” w gardle. Pomoże Pani powoli, małymi krokami wychodzić z izolacji bez poczucia przerażenia.
Pani cierpienie nie wynika z braku umiejętności towarzyskich, ale z obecności paraliżującego lęku, który te umiejętności blokuje. To tak, jakby była Pani świetną pianistką, której ktoś związał dłonie – terapia pomaga te dłonie powoli rozwiązać.
Kiedy patrzy Pani na te zdjęcia z integracji, na których inni się bawią, co czuje Pani mocniej: złość na swój lęk, który Panią zatrzymał w domu, czy raczej głębokie przekonanie, że gdyby Pani tam była, to i tak nie potrafiłaby Pani poczuć się częścią tej grupy?
Dużo dobrego!
Patrycja Wójcik
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Odpowiadam na Pani pytanie. Tak, jest to możliwe. Psycholog może pomóc w tej kwestii, stosując odpowiednie techniki z nurtu CBT czyli zmieniając Pani procesy poznawcze. Obawia się Pani oceny i odrzucenia, skupiając się na negatywach. Praca nad emocjami zmieni Pani zachowania i zastąpi pozytywnymi.
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Psycholog może w takiej sytuacji realnie pomóc nauczyć się funkcjonować swobodniej w kontaktach z ludźmi. Praca zwykle polega na stopniowym oswajaniu sytuacji społecznych, ćwiczeniu konkretnych zachowań (np. krótkich rozmów, wychodzenia do kuchni, zadawania pytań) oraz zmianie sposobu interpretowania reakcji innych osób. To proces, który daje bardzo wymierne efekty, zwłaszcza gdy jest prowadzony systematycznie.
Na początek pomocne może być zwrócenie uwagi na małe kroki zamiast dużych wyzwań - na przykład krótkie odezwanie się do jednej osoby w pracy, wyjście na chwilę do wspólnej przestrzeni lub pozostanie na integracji przez określony, krótki czas. Celem nie jest natychmiastowe „bycie towarzyską”, lecz stopniowe zmniejszanie paraliżu i odzyskiwanie poczucia wpływu.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Weronika Babiec
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje - lęk nasilający się w pracy, poczucie bycia obserwowaną przy każdym ruchu, unikanie integracji przy jednoczesnej samotności i płaczu nad tym, że nie jest się częścią grupy - to naprawdę bolesne doświadczenie.
Tak, psycholog zdecydowanie może pomóc. Terapeuta pomoże stopniowo redukować lęk i budować pewność siebie w kontaktach z innymi. Np. w Terapii Akceptacji i Zaangażowania uczymy się funkcjonować pomimo lęku i w ten sposób stopniowo zmniejszać jego intensywność.
Terapia nie zmieni Pani z dnia na dzień, ale może nauczyć konkretnych narzędzi do radzenia sobie z paraliżującym strachem i pomoże zbudować życie, w którym lęk nie będzie decydował o każdym wyborze.
Bardzo zachęcam do zgłoszenia się do psychologa specjalizującego się w zaburzeniach lękowych.
Życzę dużo siły,
Weronika Babiec,
Psycholożka, Terapeutka ACT

Zobacz podobne
Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu.
Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach.
Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę.
Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham.
Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję.
Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym?
Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu.
Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie.
Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy.
Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże.
Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
