
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Lękowy styl...
Lękowy styl przywiązania i rozstanie z chłopakiem - co mogę zrobić, by sobie pomóc?
Dzień dobry, mam pewność, że zmagam się z lękowym stylem przywiązania. Jestem po rozstaniu z chłopakiem i dopiero teraz zrozumiałam, jak źle się w stosunku do niego zachowywałam( awantury i mówienie mu, że jestem na chwilę) bardzo źle to na niego wpłynęło i wiem, że sam jest w rozsypce. Mam również brak poczucia własnej wartości, ciągle czuję się niewystarczająca pomimo tego, że zapewniał mnie, że tak nie jest. Zapisałam się do psychoterapeuty, ale termin jest odległy, co mogę przez ten czas zrobić jak sobie pomóc?
Natalia
Tomasz Pisula
Dzień dobry Pani Natalio,
Pani refleksja pokazuje dużo odwagi i gotowości do wzięcia odpowiedzialności za siebie, a to bardzo ważny moment, nawet jeśli teraz jest trudny.
Uświadomienie sobie lękowego stylu przywiązania często przychodzi dopiero po rozstaniu i bywa bardzo obciążające, ponieważ pojawia się poczucie winy, wstyd oraz myśl, że „zrozumiałam za późno”. Warto jednak pamiętać, że trudno jest spojrzeć obiektywnie na swoje zachowanie, jeśli jest się silnie zaangażowaną emocjonalnie, a Pani emocje pokazują, że tak było w tej relacji.
Pani zachowania w relacji, takie jak awantury czy odsuwanie się „na chwilę”, wynikały z silnego lęku przed odrzuceniem i utratą, a obecna utrata może dodatkowo wpływać na Pani poczucie własnej wartości.
Myślę, że przed wizytą u terapeuty pomocne może być pisanie, aby uporządkować myśli i procesować emocje - na przykład list do siebie po rozstaniu, list do byłego partnera czy do rodziców. Jest to rzetelna i często stosowana technika.
Może Pani również podejmować aktywności regulujące emocje, takie jak aktywność fizyczna, joga czy sauna - wpływają one na układ nerwowy, powodując obniżenie poziomu stresu i napięcia oraz łagodząc ból po rozstaniu.
Kolejną ważną kwestią jest praca z emocjami, mam tu na myśli łączenie się z emocjami wdzięczności i współczucia. Okazywanie wdzięczności drugiemu człowiekowi oraz rozwijanie współczucia wobec siebie i innych wspiera proces leczenia lękowego stylu przywiązania.
Przesyłam moja medytacje prowadzona - proszę spróbować:
https://www.youtube.com/watch?v=-Afj2UnPbnY
Jednak najważniejsze, to aby Pani nie zostawała sama - proszę podejmować kontakty z innymi ludźmi, wychodzić, spędzać czas - nawet jeśli to trudne.
Życzę powodzenia w dalszej pracy!:)
Tomasz Pisula
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Denis Sokołowski
Dzień dobry, Pani Natalio. Każde rozstanie wiąże się ze stratą (relacji, rutyny, wspólnych doświadczeń) obejmujący 5 etapów radzenia sobie: zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresję i akceptację. Fazy te nie muszą występować liniowo; mogą się nakładać, wracać lub pojawiać w innej kolejności, co jest naturalnym procesem emocjonalnym. Mniej więcej ten proces trwa od 10 do 13 miesięcy w zależności od człowieka.
W okresie przed terapią zaproponowałbym nie zamykać się w sobie, a znaleźć osobę, której Pani ufa i która mogłaby wysłuchać. Ważne jest nie skupiać się tylko na negatywnych rzeczach, które były w związku. Można również wypisać te rzeczy, zęby można było je przedyskutować ze specjalistą. Wierzę, że jak Pani, tak i partner czegoś nauczyliście się, coś wzięliście dla siebie z tego związku i to jest kluczowe.
Pozdrawiam serdecznie,
Denis Sokołowski
Agnieszka Włoszycka
Witam p.Natalio,
Dziękuję za zaufanie i podzielenie się swoją historią. Już sama Pani refleksja nad własnymi reakcjami i gotowość do pracy ze sobą jest bardzo ważnym i wartościowym krokiem. Cziuję, że ma Pani dużą świadomość oraz odwagę w przyglądaniu się swoim doświadczeniom. W czasie oczekiwania na rozpoczęcie psychoterapii warto przede wszystkim skupić się na łagodnym budowaniu kontaktu ze sobą. Pomocne może być obserwowanie swoich emocji, zapisywanie ich oraz próba nazywania potrzeb, które za nimi stoją. Przy stylu lękowym często pojawia się silny lęk przed utratą bliskości, samo zauważanie tych momentów i zatrzymywanie się przy nich może już przynosić ulgę i większą świadomość swoich reakcji. Może być również wspierające stopniowe wzmacnianie poczucia własnej wartości poprzez zauważanie swoich zasobów, małych sukcesów oraz traktowanie siebie z większą życzliwością, zamiast surowej oceny. Warto pamiętać, że styl przywiązania nie jest czymś stałym, można nad nim pracować i wprowadzać realne, trwałe zmiany.
Jeśli czuje Pani potrzebę dodatkowego wsparcia w tym czasie, zapraszamy do kontaktu z nami tu na forum.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Natalia Składowska
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, dobrze wpisuje się w mechanizm lękowego stylu przywiązania. Silny lęk przed utratą relacji aktywuje tzw. zachowania protestacyjne – wybuchy emocji, wycofywanie się, próby sprawdzania dostępności partnera. Nie wynikają one ze złych intencji, lecz z potrzeby odzyskania poczucia bezpieczeństwa.
Do czasu rozpoczęcia terapii warto skupić się na regulowaniu napięcia. Pomocne może być uważne obserwowanie momentów, w których uruchamia się lęk, oraz oddzielanie myśli lękowych od faktów. Równolegle ważne jest wzmacnianie poczucia własnej wartości poza relacją – poprzez rutynę, dbanie o ciało i kontakt z osobami, które dają stabilne wsparcie.
Terapia będzie przestrzenią do pracy nad bezpieczniejszym regulowaniem emocji i budowaniem wewnętrznego poczucia oparcia, tak aby bliskość nie była jedynym źródłem bezpieczeństwa.
Bożena Nagórska
Pani Natalio, to bardzo cenna umiejętność, że potrafi Pani z taką szczerością spojrzeć na swoje zachowanie i nazwać mechanizmy, które doprowadziły do kryzysu w relacji. Lękowy styl przywiązania często sprawia, że w chwilach największej niepewności zaczynamy „testować” partnera lub odpychać go od siebie, by uprzedzić ewentualne porzucenie, co niestety niszczy niestety fundamenty zaufania. Czekając na termin u psychoterapeuty, warto skupić się przede wszystkim na nauce oddzielania faktów od Pani lękowych interpretacji. Proszę spróbować za każdym razem, gdy pojawia się myśl o byciu niewystarczającą, potraktować ją nie jako prawdę o sobie, ale jako sygnał Pani układu nerwowego, który czuje się zagrożony. Dobrym krokiem będzie też lektura literatury fachowej na temat stylów przywiązania, co pozwoli Pani zrozumieć, że Pani reakcje nie wynikają ze złej woli, ale z wyuczonych strategii przetrwania, które w procesie terapii można skutecznie zastąpić nowymi, zdrowszymi nawykami. Wyrozumiałość dla samej siebie w tym trudnym czasie jest Pani teraz bardzo potrzebna, by mogła Pani wejść w proces terapeutyczny z gotowością do pracy, a nie tylko z poczuciem winy.
Życzę Pani wszystkiego dobrego
Psycholog Bożena Nagórska
Zuzanna Szczepańska
Dzień dobry, to wspaniałe, że potrafi Pani tak szczerze spojrzeć na swoją sytuację. Już samo uświadomienie sobie mechanizmów, które mogły wpływać na relację, jest ważnym krokiem w stronę zmiany. Lękowy styl przywiązania często wiąże się z silnym strachem przed odrzuceniem, nadmierną potrzebą bliskości oraz trudnością w regulowaniu emocji w sytuacjach zagrożenia. To, co Pani opisuje – awantury, impulsywne reakcje, poczucie „bycia niewystarczającą” – bardzo często wynika nie ze „złej woli”, lecz z głębokiego lęku i braku poczucia bezpieczeństwa wewnętrznego. To naturalne, że po rozstaniu pojawia się poczucie winy, ale proszę pamiętać: poczucie winy może stać się konstruktywne tylko wtedy, gdy prowadzi do refleksji i zmiany, a nie do samokarania.
Skoro termin psychoterapii jest odległy, może Pani w tym czasie zrobić kilka rzeczy, które pomogą Pani lepiej zadbać o siebie - np. pracować nad regulacją emocji - kiedy pojawia się silny lęk lub napięcie, warto stosować proste techniki uspokajające: spokojny oddech (np. metoda 4-7-8), uziemianie (np. skupienie się na 5 rzeczach, które Pani widzi), prowadzenie dziennika emocji - zapisywanie swoich myśli i uczuć pomaga zauważyć schematy: co uruchamia lęk, jakie pojawiają się myśli (może to być przydatne również podczas pracy z terapeutą lub psychoedukacja – książki o stylach przywiązania (np. „Attached” Levine’a i Hellera) mogą pomóc zrozumieć, skąd biorą się reakcje lękowe.
Najważniejsze jest, że szuka Pani pomocy i już zaczyna rozumieć siebie głębiej. To dobry prognostyk – styl przywiązania nie jest wyrokiem, tylko pewnym wzorcem, nad którym można skutecznie pracować w terapii.
Proszę dać sobie trochę łagodności. To, co Pani przeżywa, jest trudne, ale jest też początkiem ważnej drogi do większego poczucia bezpieczeństwa w sobie i w relacjach.
Karolina Rzeszowska-Świgut
Pani Natalio, to że potrafi Pani nazwać swój styl przywiązania, zauważyć własne zachowania po rozstaniu i zobaczyć ich wpływ, mówi o dużej samoświadomości i gotowości do zmiany. Sam fakt, że zapisała się Pani na psychoterapię mimo lęku i poczucia winy, pokazuje odpowiedzialność i troskę o Siebie oraz o relacje. W tym, co Pani pisze widać zasób w postaci wrażliwości i empatii — skoro dostrzega Pani, że druga osoba jest w rozsypce i to Panią porusza. To, że teraz jest trudno, nie przekreśla tego, że można z czasem budować spokojniejszy sposób bycia w bliskości. Już sama nadzieja i to, że szuka Pani wsparcia, są czymś, na czym da się oprzeć dalszą zmianę.
Piotr Ziomber
Dzień dobry Pani Natalio
Rozpoznanie lękowego stylu przywiązania to ważny krok, a Pani decyzja o terapii pokazuje dużą samoświadomość i samo zrozumienie tego stanu już pomaga. Czekając na termin u psychoterapeuty, proszę skupić się na prostych, codziennych praktykach, które regulują emocje i budują poczucie wartości.
Jak? Proszę ćwiczyć uważność (mindfulness), przez 5-10 minut dziennie: obserwować swoje myśli o byciu "niewystarczającą" bez oceniania ich, traktując je jak chmury na niebie. Zalecam prowadzić dziennik lęków, w którym będzie Pani zapisywała sytuacje wyzwalające niepokój, potem sprawdzać, ile z nich to fakty, a ile interpretacje z przeszłości. Proszę używać technik oddechowych, np. 4-7-8 (wdech 4 sekundy, wstrzymaj 7 sekund, wydech 8 sekund . Proszę wybierać małe sukcesy poza relacją: codzienna rutyna (spacer, hobby), kontakt z życzliwymi ludźmi dającymi stabilne wsparcie. Należy podważać negatywne przekonania afirmacjami opartymi na faktach, np. "Zostałam zapewniona o wartości, bo nią jestem" i powtarzać, gdy lęk wraca. Zalecam unikania kontaktu z byłym partnerem, by nie wzmacniać pętli winy, a zamiast tego skupić się na sobie .
Zalecam także rozpoznawać wczesne sygnały lęku (np. chęć awantury) i opracowanie planu w stylu przerwa, spacer zamiast reakcji. Proszę ćwiczyć asertywność w drobnych sytuacjach, np. odmawiając czegoś bliskim, by budować granice. Życzę szybkiego powrotu do pełni sił.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Widzę, że osoby wcześniej już wyjaśniły istotę lękowego stylu przywiązania, więc pozwolę sobie pominąć ten element. Myślę, że czekając na terapię warto rozważyć ukierunkowanie nagromadzonych w ciele emocje na aktywność fizyczną, która pomaga w pewnym sensie "spalić" kortyzol. Można wybrać np. intensywny spacer, trening siłowy, kardio czy nawet krótką sesję jogi, pilatesu czy strechingu. Mogą to być świetne sposoby na to, by przestać analizować przeszłość i wrócić do sygnałów płynących z mięśni i oddechu. Może Pani również poeksperymentować z uważną obecnością w najprostszych chwilach, na przykład starając się poczuć ciężar stóp na podłożu podczas chodzenia lub chłód powietrza na policzkach - to pomaga zakotwiczyć się w tym, co jest teraz, zamiast uciekać w lękowe scenariusze. Dobrym pomysłem może też być przyjrzenie się swoim myślom ale z pewną dozą dystansu, traktując je jak niezobowiązujące sugestie umysłu, a nie ostateczne wyroki na temat Pani wartości. Takie łagodne sprawdzanie, co Pani służy, a co nie, pozwoli wyciszyć ten wewnętrzny krytycyzm jeszcze przed rozpoczęciem właściwej terapii.
Życzę wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to ważne, że widzi Pani swoje schematy i już zapisała się na terapię — to realny krok w stronę zmiany. Do czasu spotkania warto skupić się na stabilizowaniu emocji: ograniczyć rozpamiętywanie relacji, zadbać o rytm dnia, sen, ruch i kontakt z ludźmi, którzy dają poczucie bezpieczeństwa. Pomocne bywa też zapisywanie myśli i uczuć zamiast reagowania impulsem.
Jeśli napięcie będzie rosło, proszę rozważyć krótką konsultację kryzysową (Punk interwencji kryzysowej, MOPR) lub wcześniejsze wsparcie u innego specjalisty — nie trzeba czekać w samotności do terminu terapii. Już samo szukanie pomocy pokazuje, że chce Pani o siebie zadbać.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
TW: samookaleczanie
Jak poradzić sobie z obsesyjnym myśleniem na punkcie jednej osoby? Zawsze byłam samotniczką, stroniłam od ludzi, inni mnie nie obchodzili. Mam tendencję do izolacji. Nie czułam więzi. Moje relacje zawsze były nietrwałe, często ghostowałam innych. Ale teraz to się zmieniło. Po roku jak poznalam mojego jedynego przyjaciela, wyizolowałam się od niego, a potem znowu wróciłam. Było wszystko dobrze, ale obsesyjnie myślę, mam wrażenie, że się odsuwa. Czekam tylko na wiadomość od niego. Okaleczam się, trafiłam ostatnio przez to do szpitala. Mam myśli rezygnacyjne. Uważam; że każdy mnie nienawidzi, że jestem do niczego. Psuję sobie z nim relacje, bo ciągle na niego naskakuje, że mnie nie lubi... z natury jestem nieśmiałą osobą. Zawsze tak było. Mam stwierdzony lęk społeczny, leczę się na depresję, ale nigdy nie miałam pogłębionej diagnostyki. Czuję się jak nie ja. Moje hobby i praca nie pomagają w oderwaniu się od obsesji. Psychiatra zalecił mi branie perazinu 100 mg, obiecując, że wyciszy to moje obsesje, ale leki nic nie pomagają. Zmieniłam się, nie czuję się sobą, nigdy nie przejmowałam się nikim, nie czułam nic do ludzi, myślałam, że jestem typem osobowości schizotypowej, ale to nie to. Teraz obsesyjnie myślę o osobie, ona ma mnie dosyć, czuję to. Co może być powodem takiej nagłej zmiany? Męczy mnie to strasznie, nie jestem w stanie skupić się na niczym innym.
Mam 33 lata. Mąż 40. Razem jesteśmy od 15 lat, w małżeństwie 7. Mamy wspólnie jedno dziecko, mąż nie chce słyszeć o drugim, natomiast ja bardzo pragnę mieć dzieciątko.
Kiedyś rozmawialiśmy, że chciałby mieć jeszcze jedno.
Gdyby miał też pewność, że będzie córka tym bardziej. Dziś na ten temat nie chce słyszeć. Bardzo Go kocham, ale nie potrafię się z tym pogodzić. Nie wyobrażam sobie nie tulić w ramionach kolejny raz kruszynki. Do porozumienia nie dojdzie z pewnością. Ja też nie przekonam Go na siłę. Ja natomiast chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Czuję, że małżeństwo nie ma szansy przetrwać.
Ja nie chcę niczego na siłę. Nie zaakceptuję męża wyboru, ale też będę nieszczęśliwa. Czy to ma szansę przetrwać? Jest sens ciągnąć małżeństwo bez szczęścia drugiej osoby?
Dzisiaj się dowiedziałam czegoś. Dowiedziałam się, że moja mama i dwie siostry jadą w czwartek nad morze, wracają w poniedziałek. Ja wiem, mówiłam siostrze jednej ze nie pojechałabym z nimi, bo po prostu nie czuję się komfortowo przy mamie i przy nich. A także z uwagi na bliznę po operacji. No...tak...tak mówiłam. A dzisiaj jak te słowa okazały się prawdą, to mnie to zabolało. Bo jak teraz sobie pomyślałam...To przecież mogła się mnie ostatecznie zapytać, czy moja decyzja, że nie jadę, jest ostateczna...a one nic... Poczułam się wyobcowana. Poczułam się odrzucona po raz kolejny w życiu przez nich. Owszem z tą siostrą jedna mam w miarę poprawne relacje jednak... Dlaczego to tak zabolało?
Jestem od blisko 3 lat w związku, oboje jesteśmy świeżo po 40. Od przynajmniej pół roku moja partnerka ogranicza nasz wspólny czas. Nie mieszkamy razem. Ja dopiero niedawno dorosłem do poważnej relacji i zaangażowania się na 100%, założenia rodziny itp. Ale ona nie chce się spotykać na weekendzie, a jeżeli już do takiego spotkania dochodzi to rzadko i raczej krótko. Odpowiedzią na pytanie, dlaczego nie ma czasu, jest wymówka, że nie ma sił/źle się czuje, albo ma gości. Oczywiście w to nie wierzę. Gdyby taka sytuacja miała miejsce raz czy dwa jak najbardziej, jest to prawdopodobne, ale nie da się w to wierzyć, gdy słyszysz to regularnie od dłuższego czasu. Z jej strony jednak wychodzą inicjatywy wspólnych spotkań, wyjść, ale gdy dochodzi do terminu wyjścia, oznajmia, że nie może. Najczęściej nie czuje się dobrze, albo dopiero co wróciła do domu. Jak wyżej nie wierzę jej. Próbowałem, jak na razie łagodnie, z nią o tym rozmawiać. Powiedziałem, że czuję się odtrącony faktem, że planujemy wspólnie spędzać czas, ale jak co do czego to jej nie ma. Nie pamiętam czy użyłem słowa "ucieka", możliwe, ze się powstrzymałem. Zapytałem wprost, czy boi się czegoś, czy ma dosyć mojego towarzystwa lub, czy są inne powody (nie powiedziałem ktoś inny, bałem się przegiąć.). Zaprzeczyła i włożyła w to sporo uczucia. Obiecała, że postara się mnie mocniej zaangażować w swoje życie. Na razie czekam na egzekucję tych słów. Za mało czasu upłynęło, aby dało się to zweryfikować. Ale mieliśmy już zaplanowane kolejne wspólne wyjście. Znowu się w ostatniej chwili z niego wywinęła. Widujemy się regularnie na tygodniu wieczorami, gdy odbieram ją z pracy. Nie mieszkamy razem, mieszkamy niemal obok siebie. Mamy wtedy max. półgodzinny spacer. Raczej jest żywiołowa i chętna do rozmowy, ale w ostatnich dniach jest jakby bardziej przygaszona. Raczej tylko w takich okolicznościach jest mi dane z nią się widzieć. Jeszcze udaje się ją wyciągnąć na tygodniu ją na spacer, jeżeli powiem, że chcę pogadać. Ale nie robię tego zbyt często. Chodzimy za rękę, całujemy się, ale czuję w tym jakaś nieobecność. A może strach? Jestem gotów odejść, głównie dlatego, że zdrowie mi mówi, że nie warto cierpieć. Na razie jeszcze nie jestem na etapie pełnego pogodzenia się z tą decyzją. Pewnie potrzebuję jeszcze kilku dni, aby przetrawić sprawę, pogodzić się z własnym wyborem i rozstać w najmniej bolesny dla obojga, ale też stanowczy sposób, jaki jest możliwy. Nie dlatego, że wierzę, że będzie lepiej, bo nie wierzę, ale dlatego, że chcę załatwić sprawę z szacunkiem do niej, nawet jeżeli ona traktuje mnie jak śmiecia. Zadać sobie ten trud, a nie iść po najmniejszej linii oporu i napisać jej sms-a "Zrywam z Tobą". Ale zanim odejdę przedewszystkim chcę porozmawiać, co doprowadziło do takiego stanu. Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęło się psuć? Jak pogodzić oba problemy? Czy odpuścić i odejść z podkulonym ogonem, jeżeli nie będzie chciała poważnie porozmawiać?

