Powtarzajacy sie schemat rozpadu zwiazkow i brak pozadania partnerek - seksuolog czy psycholog?
Witam, Poszukuje odpowiedzi, a mianowicie, chciałbym się dowiedzieć czy mój problem jest skierowany do seksuologa czy psychologa, postaram się po krótce opisać moją historię związkową. Mam 29 lat i właśnie (2 tygodnie temu) zakończyłem swój drugi 4 letni związek. Martwi mnie to, ponieważ schemat jednego i drugiego związku jak i jego zakończenia łudząco się przypominają, tak samo czas trwania, związki rozpadły się w podobnych ramach czasowych. Po krótce streszczę i jedną i drugą relację, aby przedstawić podobieństwo tych relacji. Pierwsza moja poważna relacja z partnerką opierała się na wzajemnym szacunku, przyjaźni, nie było między nami toksycznych zagrywek. Już nie pamiętam wszystkich szczegółów dobrze, te rzeczy działy się dobre kilka lat temu ale pamiętam, że świetnie się dogadywaliśmy aż do samego końca pomimo że widziałem wiele wad u partnerki których nie próbowałem zmieniać a akceptowałem. Nasze pożycie seksualne było zaskakująco dobre aż do czasu, jak stopniowo partnerka zaczęła się oddalać z pożądaniem a ja niekoniecznie wiedziałem co miałem zrobić – były wtedy z jej strony tłumaczenia, że to są hormony, że jednak jest aseksualna, niekoniecznie chciała mi powiedzieć prawdę której nie znam aż do dziś co we mnie było nie tak, że te pożądanie zniknęło. W końcowej fazie związku po 3 latach w ogólnie nie uprawialiśmy seksu aż wszystko runęło – partnerka zerwała ze mną tłumacząc, że „jestem za dobry” po czym po tygodniu weszła w nową relacje – więc naturalnie poczułem się zdradzony. Okres rozstania z poprzednią partnerką przeżyłem strasznie, to dziś pamiętam jakie emocje mi towarzyszyły, ile smutku, gniewu oraz żalu wylewało się ze mnie, ale nauczyłem się z tym żyć a emocje z czasem szybko opadły – po 3 miesiącach poznałem nową partnerkę – i jak wchodziłem w nową relacje to czułem się „gotowy” – mniej więcej 5-6 miesiecy po rozstaniu. Przebieg mojej drugiej relacji jest zaskakująco podobny. Z moją drugą partnerką byliśmy razem też 4 lata. Zdecydowała się zakończyć relacje dwa tygodnie temu, tłumacząc, że to z nią jest problem, że kocha mnie jako przyjaciela, że nie czuje do mnie pożądania – na moje pytanie co tak właściwie źle robiłem nie otrzymałem odpowiedzi. Druga relacja cechowała się jeszcze mocniejszą więzią emocjonalną, nasz „miesiąc miodowy” w związku cechował się dużą ilością seksu i pozytywnych emocji, potem jak naszła faza stabilizacji związku to liczba zbliżeń spadła, w między czasie razem zamieszkaliśmy, ale zawsze uważałem pożądanie za nic stałego – zmienia się to w okresie trwania relacji – więc tym się nie martwiłem. Pomimo braku seksu bardzo dobrze się dogadywaliśmy, śmialiśmy się, gadaliśmy, przytulaliśmy i całowaliśmy, nasza intymność nigdy nie zniknęła, jedynie seksu brakowało . Odkąd razem zamieszkaliśmy seks jeszcze bardziej stopniowo się zmiejszał aż w ostatnich 6 miesiącach relacji całkowicie zniknął, partnerka tłumaczyła to anemią, hormonami, przeróżnymi powodami ale nie mną, ja nigdy nie byłem niczemu winny. Próbowałem kilkukrotnie rozpocząć rozmowy jednak bezskutecznie i nie wiedziałem jak mogę odbudować pożądanie. Prawde mówiąc po drugim takim związku gdzieś moje poczucie męskości zanikło przez to, że wiele razy byłem odrzucany, a ja dalej się starałem i dawałem najlepszą wersje siebie. Nasz związek ostatecznie się rozpadł, wszystko odbywa się z szacunkiem i dużą liczbą emocji, jednak partnerka powiedziała, że ktoś jej się spodobał, że jestem zbyt mało „dominujący”, że nie chce już ze mną być a jednocześnie jestem najważniejszym człowiekiem w jej życiu, a przez ostatnie pół roku walczyła ze sobą pomimo tego, że mnie kocha. Próbowałem jeszcze ratować tą relacje ale z szacunkiem, jednak partnerka powiedziała, że nie chce ze mną być i to akceptuje, gdyż będzie to zdrowsze dla mnie, bo jednak związek to jest obustronna walka. Jedyny wniosek jaki wysunąłem po tej drugiej relacji to brak odpowiedniej komunikacji ale uważam, że to za mało. Reasumując – aktualnie jestem w fazie żałoby po ważnej dla mnie relacji, gdzieś tam mam swoje poczucie wartości i wiem, że kogoś jeszcze w swoim życiu spotkam – to pewne. Jednak bardzo bym nie chciał powtórzyć trzeci raz swoich błędów które nie mam pojęcia gdzie leżą i przepracować to w sobie. Jestem raczej typem faceta który stawia granice, ale też bardzo dba o te drugie osoby (nie pomylić tego z nadopiekuńczością albo ojcowaniem bo tak nie jest) raczej dużo od siebie daje, niekoniecznie tyle samo biore. Gdzie szukać schematów jakie u mnie w jednym i drugim związku się pojawiły? Jak je wyłapać tak żeby w kolejnych relacjach się nie powtórzyły? Gdzie szukać u siebie elementów do poprawy? Bardzo prosiłbym o odpowiedź do kogo się z tym zgłosić. Dziękuję