
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Mam męża i syna,...
Mam męża i syna, których bardzo kocham, jednak ciągle myślę o swoim byłym partnerze. Boję się podjąć kroki.
Julia Kamińska
Dzień dobry,
może warto zastanowić się nad tym w jakich konkretnie momentach myśli Pani o swoim byłym? Czy coś się ostatnio zmieniło/ zadziało w Pani życiu, że temat byłego partnera do Pani powraca? Co to znaczy, że były partner nie jest najlepszym kandydatem? Wielu osobom pomaga odpowiedzenie na pytania na kartce, nie tylko w myślach, wtedy też łatwiej zobaczyć o co naprawdę nam "chodzi”.
Pozdrawiam
Julia Kamińska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Łucka
Dzień dobry,
rozumiem, że niepokoi Panią zainteresowanie i myśli o byłym partnerze zważywszy na obecną sytuację życiową - rodzinę założoną z obecnym mężem.
Być może myśli o byłym chłopaku pojawiają się na skutek deficytów w obecnej relacji - które nie występowały w poprzednim związku. Warto przy tej okazji zastanowić się, co jest dla Pani ważne w relacji, czego potrzebuje Pani od partnera, by czuć satysfakcję w związku, czuć się ważną i kochaną. Odpowiedzenia sobie na te pytania i szczera rozmowa z mężem o swoich potrzebach i oczekiwaniach może przynieść zmiany, które pozwolą Pani skuteczniej skupić się na obecnie prowadzonej relacji.
Jeśli Pani były chłopak “daje znaki” w sposób fizyczny - dzwoniąc, pisząc lub przychodząc, a jest to dla Pani źródłem dyskomfortu, warto rozważyć, jak tę sytuację rozwiązać. Zastanowienie się, czy chce Pani kontynuować tę relację na innych zasadach mimo jej zakończenia lub zupełnie ją zerwać, może przynieść Pani ulgę i przywrócić komfort funkcjonowania w obecnej relacji.
Życzę Pani wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka
Anna Martyniuk-Białecka
Witaj Nat,
To naturalne, że przeszłość może wpływać na naszą obecną sytuację, zwłaszcza jeśli istnieją niewyjaśnione sprawy lub emocje związane z byłym partnerem. Nie podajesz dokładnych informacji, jak wyglądają te myśli i czego dotyczą Twoje obawy. Zastanawiam się czy pojawiają się w nich jakieś fantazje, co do wspólnej przyszłości, idealizowanie, czy po prostu zastanawianie się, jak Twoje życie mogłoby wyglądać w innej wersji?
Bożena Nagórska
To, co Pani opisuje, to bardzo częsty mechanizm, w którym umysł ucieka w fantazję o kimś z przeszłości w momencie, gdy obecne życie staje się stabilne, ale też pełne obowiązków. Ten „były” partner pełni w Pani głowie rolę symbolu – może wolności, może silnych emocji, których teraz Pani brakuje. Proszę jednak zauważyć kluczową rzecz: sama Pani przyznaje, że „nie jest to najlepszy kandydat”. To oznacza, że Pani logiczna część wie, że ta relacja byłaby destrukcyjna, ale Pani część emocjonalna tęskni za intensywnością, którą ten człowiek kiedyś dawał.
Pani lęk jest tutaj bardzo dobrym doradcą – to mechanizm obronny, który przypomina Pani o tym, co ma Pani do stracenia: miłość do męża i spokój Pani synka. „Znaki”, które on wysyła, to nie dowód na wielkie uczucie, ale często forma gry, która karmi ego tej osoby. Proszę spróbować w terapii CBT przyjrzeć się temu, czego tak naprawdę Pani brakuje w obecnym życiu. Powrót do przeszłości rzadko naprawia teraźniejszość, a najczęściej niszczy to, co z takim trudem Pani zbudowała.
Wszystkiego dobrego
Psycholog Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Witam,
Mój problem polega na tym, iż jako 19-latka rozstałam się z chłopakiem (20-latek) na rok. Po roku do siebie wróciliśmy.
On miał dwie partnerki seksualne, ja żadnego innego partnera. Przeszkadzało mi to, ale chciałam z nim być. Dziś jako 36-latka mam z tym ogromny problem, który pojawił się, kiedy w łóżku przestało się układać. Zaczęłam zadawać pytania szczegółowe na temat tamtych dziewczyn. Dziś (rok od początku rozmów o jego przeszłości) prawie się rozstajemy. Bardzo chcę z nim być, mamy dzieci, ale nie umiem znieść myśli, że miał inne, inne pragnął, ja nikogo. Tak szybko mnie zastąpił....i wiem, że to było 18 lat temu, ale nie umiem sobie z tym poradzić i niszczę to małżeństwo. Czasem żałuję, że wtedy mając wiedzę, że miał inne, do niego wróciłam. Zdaje sobie sprawę, że był sam, układał jakoś życie....ale ja nie miałam nikogo....i to chyba boli najmocniej. Nie umiem z nim już normalnie funkcjonować, bo ciągle widzę go z nimi.
TW samookaleczanie
Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę.
Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną.
W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę.
Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?
Dzień dobry, mam pewność, że zmagam się z lękowym stylem przywiązania. Jestem po rozstaniu z chłopakiem i dopiero teraz zrozumiałam, jak źle się w stosunku do niego zachowywałam( awantury i mówienie mu, że jestem na chwilę) bardzo źle to na niego wpłynęło i wiem, że sam jest w rozsypce. Mam również brak poczucia własnej wartości, ciągle czuję się niewystarczająca pomimo tego, że zapewniał mnie, że tak nie jest. Zapisałam się do psychoterapeuty, ale termin jest odległy, co mogę przez ten czas zrobić jak sobie pomóc?

