
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Witam od roku mam...
Kasiaaka
Kamila Jakubowska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Szczypiorska
Witam, sytuacja jaką Pani opisuje, to sytuacja, która realnie mogła naruszyć poczucie bezpieczeństwa w relacji. Wspominanie koleżanki z pracy, uśmiechanie się do jej wiadomości czy sugerowanie ubioru podobnego do tego, który ona nosi, mogą budzić niepokój, choć nie muszą świadczyć o zakochaniu. Czasem partnerzy nie zdają sobie sprawy, że ich zachowania ranią drugą stronę, a zakłopotanie podczas rozmowy może wynikać bardziej z lęku przed konfliktem niż z ukrywania czegoś. Pojawiające się u Pani codzienne myśli to nie „przesada”, tylko sygnał, że relacja przestała być emocjonalnie bezpieczna, a lęk zaczął podsuwać najgorsze interpretacje. Warto oddzielić fakty od wyobrażeń, nazywać partnerowi swoje emocje a także poprosić go o konkretną formę wsparcia, która pomoże odbudować zaufanie. Jeśli natłok myśli jest stały i męczący, dobrze byłoby również pracować nad nim w terapii, bo często są to nie tylko reakcje na bieżącą sytuację, ale i echo wcześniejszych doświadczeń. Zaufanie można odbudować, ale wymaga to szczerej rozmowy, jasności i zaangażowania z obu stron.

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam problem ze swoimi emocjami. Od kilku lat mieszkam z rodziną za granicą. Emigracja była moim pomysłem, ponieważ chciałam coś zmienić w swoim życiu. Teraz mija piąty rok tutaj, a ja nadal nie mogę się odnaleźć. Czuję się tu bardzo samotna, a wszystko wokół wydaje się obce. Nie zbudowałam tutaj żadnych bliższych relacji, nie spotykam się z nikim po pracy, nie rozwijam się. Po prostu utknęłam. Każdego ranka toczę walkę sama ze sobą, żeby wstać z łóżka. Nienawidzę mojej pracy, a poza nią nie robię tu nic innego. Praca mojego męża zabiera mu cały czas. Kiedy już jest w domu, zasypia ze zmęczenia na kanapie. Moje dzieci odnalazły się tu lepiej, choć jeden z synów (przez początkowe trudności z akceptacją wśród nowych rówieśników) także stał się bardziej zamknięty w sobie. Jedynym plusem naszego wyjazdu jest to, że poprawiła nam się sytuacja materialna. To jest główny powód, dla którego mój mąż nie chce słyszeć o powrocie do Polski. Mówi, że tam będziemy zaczynać od zera. Fakt, będziemy musieli znaleźć nową pracę, ja będę musiała się przebranżowić, on prawdopodobnie też. Będziemy musieli mieszkać w gorszych warunkach, ponieważ w Polsce mamy malutkie mieszkanie. Jeśli chcielibyśmy kupić większe, to czeka nas kredyt. Mój mąż twierdzi, że żyję marzeniami, że na własne życzenie nie potrafię być szczęśliwa. A ja nie mam ochoty spędzić tutaj kolejnego roku życia. Czuję, że życie ucieka mi przez palce, że w Polsce mogłabym się wykształcić i rozwijać. Czuję się jak w klatce. Tutaj mamy dobre warunki i stabilną sytuację materialną, ale nic poza tym. Mam 37 lat i nie mam życia. W Polsce miałabym życie, ale nic poza tym nie jest pewne. Jestem potwornie zagubiona, nie wiem, co mam zrobić. Nie chcę zmarnować kolejnych lat życia na wegetacji w miejscu, którego nienawidzę.

