Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zbyt szybkie angażowanie się w relacje damsko-męskie

Dzień dobry, Zauważyłam, że mam problem zbyt szybkim zaangażowaniem w relacje damsko męskie. Ilekroć jakiś mężczyzna okaże mi większe zainteresowanie ja zaczynam cały czas o nim myśleć i zastanawiać się jakby to było jak byliśmy razem. Później i tak nic nie wynika z relacji, a ja odczuwam tylko smutek i żal, że znowu nic z tego nie wyszło.
Luiza Stańczyk

Luiza Stańczyk

Pani Mariolu, takie zachowanie może mieć bardzo wiele przyczyn. Aby poradzić sobie z problemem, niezbędne jest rozpoznanie co leży u jego źródła. Warto spróbować przeanalizować swoje przekonania na temat relacji damsko-męskich i zastanowić się z czego może wynikać zbyt szybkie zaangażowanie emocjonalne. Z pewnością pomocna może być także konsultacja psychologiczna.


Pozdrawiam

Luiza Stańczyk 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Luiza Stańczyk

Luiza Stańczyk

Pani Mariolu, takie zachowanie może mieć bardzo wiele przyczyn. Aby poradzić sobie z problemem, niezbędne jest rozpoznanie co leży u jego źródła. Warto spróbować przeanalizować swoje przekonania na temat relacji damsko-męskich i zastanowić się z czego może wynikać zbyt szybkie zaangażowanie emocjonalne. Z pewnością pomocna może być także konsultacja psychologiczna.


Pozdrawiam

Luiza Stańczyk 

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry,

z Pani opisu wynika, że czuje się rozżalona i sfrustrowana tą sytuacją. Wydaje mi się, że być może ma Pani dużą potrzebę bliskiej relacji z mężczyzną i stąd może wynikać ta duża otwartość i może zbyt pochopne angażowanie się emocjonalne. Na pewno ważne jest to, że zdaje sobie Pani z tego sprawę i widzi, że nie jest to dla Pani korzystne. Zachęcam do zastanowienia się nad przyczynami tej sytuacji i konsultacji z psychologiem.

Pozdrawiam

Alicja Sadowska

Alicja Sadowska

Dzień dobry,

Pani Mariolu, widzę że mierzy się Pani z trudnymi emocjami. Natomiast szybkie angażowanie się w relacje damsko-męskie może mieć różne przyczyny. Ciężko na podstawie tej wiadomości zdefiniować źródło tych trudności. Czasami szukać ich należy nawet w dzieciństwie, czasami zależy to od osobowości lub poczucia osamotnienia. 
Myślę, że warto byłoby aby skontaktowała się Pani z psychologiem, który pomógłby Pani w znalezieniu źródła tych problemów za pomocą pogłębionego wywiadu. Psycholog pomoże odnaleźć funkcje w Pani zachowaniach, przeanalizować je w inny niż dotychczas sposób. 

Powodzenia,
mgr Alicja Sadowska
Psycholog

Justyna Czerniawska (Karkus)

Justyna Czerniawska (Karkus)

Dzień dobry,

Pani obserwacje są bardzo ważne. Zbyt szybkie zaangażowanie emocjonalne w nowe relacje może prowadzić do rozczarowań i trudności w zachowaniu równowagi emocjonalnej. Myślę, że na początek warto zastanowić się nad tym, dlaczego tak szybko angażuje się Pani emocjonalnie w nowe relacje. Czy to może mieć związane z potrzebą miłości, akceptacji lub może zrozumienia? Proszę postarać się skoncentrować na własnych potrzebach. Zamiast skupiać się na tym, jak druga osoba Panią widzi, proszę zastanowić się na tym, jakie Pani ma własne potrzeby i oczekiwania w związku. Zrozumienie siebie i swoich potrzeb może pomóc dokładniej ocenić, czy dana relacja ma potencjał do rozwoju. Proszę pamiętać, że zależność od relacji z inną osobą może prowadzić do nadmiernego zaangażowania emocjonalnego. Trzeba pracować nad budowaniem niezależności emocjonalnej, aby móc cieszyć się swoim życiem, niezależnie od obecności partnera. Myślę, że warto skonsultować się z psychologiem bądź psychoterapeutą. 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Karkus 

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

Rozumiem, że odczuwa Pani tęsknotę za bliskością emocjonalną. Napisała Pani, że ważne jest dla niej poczucie bycia zauważoną, atrakcyjną dla mężczyzny. Równocześnie tworzy sobie alternatywny świat fantazji dotyczącej relacji, natomiast rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. W wyniku tego przeżywa Pani smutek związny ze stratą po swoich niezrealizowanych marzeniach. Warto zastanowić się, co jest przyczyną takiego zatracania się w relacjach, przeanalizować sposób wchodzenia w znajomość i funkcjonowania w niej. Powodzenia

Katarzyna Waszak - psychoterapeuta

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Dlaczego czuję się zmęczona relacjami z rówieśnikami, mimo początkowego pragnienia znajomości?

Zwracam się z pytaniem odnośnie do mojego zachowania, które jest dla mnie niezrozumiałe.

Często doświadczam z tego powodu mętliku w głowie i natrętnych myśli. Chodzi o moje relacje z ludźmi. 

Mam 16 lat, chodzę do szkoły średniej. 

Całe życie miałam koleżanki, a w zasadzie jedną — jako introwertyk preferuję mniejsze grono. 

Wiele lat "przyjaźni" okazało się zgubne, bo odsunęłyśmy się od siebie, ona się zmieniła, ja też. Pójście do innych szkół zupełnie nas rozdzieliło. Obecnie jesteśmy tylko na cześć i krótkie pogawędki, ale sztywne i bez satysfakcji. 

Rozpad tej relacji mnie zabolał. Miesiącami się nad sobą użalałam. A potem mi przeszło. 

Tylko że zderzenie z rzeczywistością w liceum okazało się jeszcze gorsze. Liczyłam, że idąc do nowej szkoły, bez problemu znajdę koleżankę. Wyidealizowałam sobie, że będzie świetnie, a było na odwrót. 

Pierwszy rok był istną tragedią: omijałam lekcje, izolowałam się od grupy, bo nikt nie chciał ze mną rozmawiać. 

Zawsze oczekiwałam, że to inni do mnie zagadają, bo sama nie potrafiłam. Spędziłam cały rok, siedząc w ławce z osobą, z którą prawie nie rozmawiałam i nie mając nikogo, z kim można spędzić czas nawet na przerwie. 

Zmagałam się z samotnością, chciałam tylko mieć kogoś bliskiego, marzyłam o przyjacielu, wyobrażałam sobie nawet, jaki mógłby być. Znowu zgubne wyobrażenia, które potem bolą. W styczniu chodziłam do szkolnego psychologa, co pomogło mi poradzić sobie z tym stanem i zaakceptować swoje emocje. Jakoś stanęłam na nogi. Pod koniec roku nawiązałam znajomość z dziewczyną, nazwijmy ją M. 

M również była cicha, introwertyczna, pozytywna i dobrze mi się z nią rozmawiało. Miałyśmy wspólne tematy. 

Od nowego roku szkolnego zaczęłyśmy razem siedzieć. Początkowo było dobrze, uwielbiałam i uwielbiam z nią rozmawiać, ale od jakiegoś czasu coś się zmieniło. 

Przede wszystkim dostrzegłam, jak łatwo męczą mnie konwersacje z ludźmi. Parę zdań, czasem nawet nie, a ja czuję się wykończona jak nigdy. Przychodzę do szkoły i potrafię nie odzywać się do niej przez kilka lekcji, bo na samą myśl wzbiera się we mnie złość, czy jak to nazwać. Nawet nie mam pojęcia. Bywają dni, że śmiało z nią gadam, ale potem jestem zimna, zdystansowana i się izoluję. Nachodzą mnie myśli, że to był błąd chcieć mieć koleżankę i że lepiej mi było samej, nikt mnie nie męczył, nikt nie przeszkadzał. Czasami dotyczą także bliskości relacji: boję się, że ona może poczuć coś więcej, nie wiem, skąd w ogóle ten pomysł. Albo, że ja poczuję coś więcej. Poza tym miewam negatywne myśli na jej temat: drażni mnie jej ciągłe dobre poczucie humoru, uśmiechnięta twarz i ta pozytywność wobec wszystkiego. Jestem już zmęczona uśmiechaniem się, kiedy nie mam powodu, by to robić. 

Czuję się okropnie, jakbym była kosmitą, który nie umie funkcjonować z ludźmi. Świetnie dogaduję się z rodziną, z rodzeństwem, mogę z nimi rozmawiać godzinami bez zmęczenia, ale kontakt z rówieśnikami... Wysysa mnie z energii. Po całym dniu spędzonym w hałasie i wśród bodźców marzę tylko o ciszy, książce i odpoczynku we własnym towarzystwie. Często boli mnie głowa, mam spięte ciało. Zastanawiam się, jak absurdalne jest to, że parę miesięcy temu płakałam nad samotnością, a teraz chcę jej z powrotem. Wiem, że samotność mogła wpłynąć na moje postrzeganie relacji, ale czy to normalne? I czy mogę coś z tym zrobić? 

Będę wdzięczna za słowo wsparcia.

Pierwsza miłość w wieku 18 lat – skąd wiedzieć, czy to prawdziwa miłość, a nie tylko zauroczenie?
Dzień dobry, Jak to jest z pierwsza miłością ? często zostaje ta ostatnią ? czy wieku 18 lat można czuć ze to ten jedyny jedyna ? kiedy jest miłość a kiedy zauroczenie ?
Jak radzić sobie z wpływem rodziny partnera i budować zaufanie w związku?
Mam 30 lat, mieszkam z o rok starszym partnerem i mam problem w relacji z nim, choć nie wiem po czyjej stronie tak do końca on leży. Jesteśmy razem od czterech lat, wspólnie mieszkamy od trzech. Partner wywodzi się z trudnej rodziny, przez dużą część życia wychowywała go babcia, która dość mocno próbowała go kontrolować i nadal to robi. Z rodzicami i reszta rodziny partner ma kontakt, ale raczej nie zażyły, można powiedzieć bardziej jak ze znajomymi niż rodziną. Wiem że przeszedł swoje w tej rodzinie, przez to nie jest bardzo uczuciowy i ciężko mu o uczuciach rozmawiać, bo jak sam mi kiedyś powiedział nauczył się że sam sobie radzi i nic od nikogo nie chce i tyle. Mimo tego wiem że mnie kocha, poniewaz mimo że nie jest jakiś wylewny to dba o mnie i okazuje to w inne sposoby. Kocham go i chce tworzyć udany związek, ale mój problem polega na tym że ciężko mi w 100% zaufać. Być może jest to problem z mojej strony ponieważ sama mam dość niską samoocenę, do tego dochodzi jego charakter (być może czasem potrzebowałabym werbalnego zapewnienia, że jest dobrze) plus jeszcze jeden problem, który chyba najbardziej podważa moje zaufanie do niego choć prawdopodobnie nie powinien. Mianowicie jego rodzina, a w szczególności babcia która po części go wychowała bardzo wtrąca się w nasze życie, wydzwania do niego, do mnie bardzo często i wypytuje bardzo szczegółowo. Przy tym mam wrażenie że ona zatrzymała się gdzieś w momencie kiedy on miał 18-19 lat (z tego co wiem miał wtedy swoje za uszami, mimo to nie mam teraz żadnych powodów żeby mu nie ufać w dorosłym życiu) i może jest tak że z obawy przed utrata kontroli to robi ale rozmawiając ze mną rzuca zdania typu: "musisz go pilnować, on nie może zostawać długo sam w domu bo jeszcze będzie jeździł do kogoś", "niech ci wysyła zdjęcia, że jest w pracy żebyś wiedziała na pewno gdzie jest", "musisz robić to i to bo inaczej on cię zostawi". Generalnie ciągłe pytanie gdzie, co, jak, kiedy, po co, z kim. Wiem, że nie powinnam bardzo przyjmować do siebie takiego gadania, ale z drugiej strony ma to na mnie wpływ, przy czym jeszcze choruje na depresję i nerwicę. Jak sobie z tym radzić? Jak spróbować lepiej się z nim dogadać? Jak odpowiadać jego rodzinie na takie sugestie?
Jak radzić sobie z emocjonalną huśtawką w małżeństwie i brakiem dbałości ze strony męża?

Zacznę od tego, że być może ja mam ze sobą jakieś problemy a na pewno na tle psychicznym, ponieważ strasznie zostałam skrzywdzona rok temu przez męża, a w sumie przez samą siebie - dlaczego?
Mąż dosyć często stawiał, przez 20 lat bycia razem, na życie zawodowe - praca, praca i jeszcze raz praca. Rzadko miał czas dla mnie i dzieci, zazwyczaj bywałam z dziećmi samą w domu, ciągle pranie, sprzątanie, gotowanie, czekanie aż wróci do domu - niestety zmęczony, no i zero pożytku, wiadomo. 
Zaczęłam szukać towarzystwa ludzi, z którymi pogadam, wykorzystam czas jak mąż jest w pracy, nie tylko na szmatach i garach, ale by odzywać się do ludzi. I tak się stało, iż poznałam ludzi, nie do końca fajnych, bo takich, którzy spotykają się, aby plotkować o wszystkim i o niczym, którzy pili i ćpali. Wcięłam się w ten świat, zaczęło mi pasować, razem z nimi piłam, aż się rozpiłam. 
Zaczęłam wierzyć w to, iż moje małżeństwo się rozpada, mąż tylko praca, potem filmy i spać, a ja tak naprawdę nieważna, nie było czasu, aby porozmawiać czy super spędzić czas, nawet w sferze intymnej. Nie mieliśmy dla siebie czasu, oddalałam sie od męża i doszło do tego, że wyrzucił mnie z domu. Miał dosyć moich schadzek, alkoholu i awantur. 
Popsułam sie strasznie, ledwo uszłam z życiem, chore serce, a teraz głowa popsuta przez alkohol, trauma jak mąż mnie zranił, mimo prośby wiele razy, że jestem - bądź ze mną, nie praca i praca. Rozumiem, nie ma ludzi do pracy, pieniążki potrzebne, ale można, jeśli sie chce, podzielić życie zawodowe, a prywatne - do męża nigdy to nie docierało. 
Uwielbia swoją prace po prostu. Kiedy tłumaczę, że wiecznie jestem sama, że tęsknie, nie mam do kogo sie odezwać, to jakby grochem o ścianę. Kiedy mnie wyrzucił, zaczęło do mnie docierać, co tak naprawdę w życiu jest dla mnie ważne, moje zdrowie, szczęście, prawdziwa miłość pożądanie, seks. Postanowiłam wszytko zmienić, poszłam na terapię odwykową, minął ponad rok nie piję, nie chcę, walczę z tym, żal mam do męża ogromny, lecz juz mniejszy. Wróciłam - nasze życie zaczęło się układać, chociaż mimo wszystko jakieś są przeplatane dni z męża strony. Potrafi raz pragnąć mnie, innym razem być chamski, kłamać, robić nadzieję a ja wierzę po prostu we wszystko. Że kochankę ma czy wdał się w romans, plotki poszły u niego w pracy, czemu zaprzeczał, lecz dziwne zachowania nie dają mi często spokoju. Raz czuły, kochany magia, przebudzenia w nocy zaczęło mi sie to podobać, że pożądam męża. Niestety zdarzają się sytuacje jak czegoś nie ma, a ja pożądam, w frustracji staję sie jakąś wredną i podłą osobą, wyzywam męża, robię dramy, ponieważ mam potrzeby czułości, on daje, ile może, nie mam co narzekać. Jedynie, co mnie rani i boli i wprawia o strach to to, jak mąż potrafi mnie krytykować, że jestem kretynką, pustą, głupią, nikt by ze mną nie wytrzymał, że przy mnie człowiek dostanie zawału, boi się spać itp. Następnego dnia albo od tak przeprosi albo nawet nie mówiąc, że to emocje nad nim górują. Nie wiem, co myśleć, jak popadnie w szał potrafił złapać mnie za gardło. 
Rzadko rozmawia o danych problemach, ostatnio jedyny temat rozmowy z mojej strony to jest sex, ponieważ widzę jak było kiedyś, a jak jest teraz i daje jasne sygnały mężowi, on nie słucha lub słucha jak zgaszone radio. Kiedy mówię za każdym razem słyszę od męża, że ta rozmowa go usypia. Nie mam z kim otwarcie porozmawiać, wygadać się - mam koleżankę, która zna dobrze mnie, jak i męża, jej zawsze mogę sie zwierzać i tak sie stało. 
Mąż dowiedziawszy się, że rozmawiałam z nią na nasze tematy, stwierdził, że gadam źle o nim i nagle atak nerwów - nie pozwolił do siebie podejść, odpychał. Mąż potrafi mi powiedzieć, że taki się staje agresywny przeze mnie, że ja z niego takiego robię, tłumaczę nie raz, że nie mam zamiarów, on uważa inaczej, że ja nie liczę się z nim, z jego potrzebami, a tylko patrzę na siebie. NIE, ja patrze na nas, on tego nie rozumie lub nie chce rozumieć. Sama chodzę do psychologa, jak i do psychiatry, biorę leki uspokajające, mąż kiedyś chodził ze mną na terapię małżeńską, pomogło, ale nie na długo. Teraz, kiedy proszę męża, aby też sam poszedł ze sobą, to stwierdza, iż jemu niepotrzebne, że jest zdrowy, że to ja jestem 'chora psychicznie' i powinnam się leczyć, lecz pytanie, z czego ja mam sie leczyć? Chyba z uczuć co do męża? Nie wiem, co mam myśleć. 
Mąż uważa, że tylko ja, żadna inna, że mnie tylko kocha, pożąda, a ja czasami tego nie odczuwam. Potrafi lekceważyć przykre słowa i z niczego nic sobie nie robi. Tak, jakby chciał sam, aby atmosferę popsuć. Raz dobrze, raz źle, nie chce komunikować sie, po prostu można ująć: tak dużo mówi, obiecuje, a mało robi, żąda, abym to ja jego podczas snu tuliła i zaczepiała, kiedy tylko chce, a kiedy to zrobię to dostaję kosza. 
Jestem smutna, nie wiem czy coś gra czy próbuje mnie wykończyć psychicznie, choć zaprzecza. Co mam myśleć i co robić? Odpuścić męża? 

Zmagam się z zaburzeniami odżywiania, toksycznym związkiem, wahaniami nastroju i stresem - boję się jednak, że przed psychologiem się nie otworzę.
Cześć, chciałabym zaznaczyć na początku, że nigdy nie byłam ze swoimi problemami u specjalisty, ponieważ nie umiem rozmawiać o swoich problemach i boję się, że gdy do niego pójdę to nie powiem o tym wszystkim, co dziś tu napiszę. Posiadam ich sporo. Przede wszystkim stres i nadmierne myślenie. Nie umiem nie myśleć o stresujących mnie sytuacjach, przez co jest to dla mnie bardzo męczące i wyczerpujące. Od najmłodszych lat zmagam się również z zaburzeniami odżywiania, które bardzo utrudniają mi funkcjonowanie, a także normalne postrzeganie swojego ciała. Pomimo komplementów, w mojej głowie ciągle siedzą głupie myśli na temat mojego wyglądu oraz wracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa, które są okropne. Posiadam również ogromne wahania nastroju, mogę być szczęśliwa, a za chwilę kompletnie stracić humor. Nie mam także ochoty na żadne czułości. Chłopak również jest dla mnie swego rodzaju przytłoczeniem, choć chciałabym, żeby tak nie było. Zabranianie wyjść, a bardziej szantażowanie „zerwaniem”, psucie każdego wyjazdu, ponieważ odbywa się bez niego, chorobliwa zazdrość czy ogromne wybuchy gniewu w trakcie kłótni to tylko pare rzeczy, które dzieją się w związku. Przez wszystkie kłótnie pojawiły się również u mnie bardzo złe myśli, mianowicie, że życie tak naprawdę jest bez sensu, czym ja sobie na nie zasłużyłam, co ja takiego zrobiłam źle, że życie mnie tak karze i że lepiej gdyby na nim mnie wcale nie było, bo po co się męczyć. Zaczęłam jeszcze bardziej izolować się również od bliskich, najchętniej po powrocie do domu siedziałabym w pokoju sama ze sobą. Czy ktoś ma jakiekolwiek rady na takie zachowania u mnie, bo nie powiem wszystko to na raz jest okropnie męczące..
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!