
- Strona główna
- Forum
- traumy, uzależnienia, zaburzenia nastroju, zaburzenia neurologiczne
- Sugeruje się mi...
Sugeruje się mi zaburzenia neurorozwojowe, ze względu na potencjalne uzależnienia, problemy z relacjami, mutyzmem. Przede wszystkim powróciła depresja i już nie daję rady.
Roberto
Joanna Przysłupska
Dzień dobry. Gdy czytam Pana pytanie, widzę, że jest tu sporo wątków, dużo poszukiwań. Czytam, że niejednokrotnie zgłaszał się Pan po pomoc, ale z tego co rozumiem, dotychczasowe działania, decyzje i informacje nie wspierają Pana wystarczająco. To co mi najpierw przychodzi do głowy, to ponowne przyjrzenie się najbardziej nurtującym Pana kwestiom i uporządkowanie wątków (być może to pomogłoby w sporządzeniu jakiegoś przejrzystego planu działań). Mam kilka pytań, które, być może, Pana w tym wesprą:
- Czy w poza samym uporaniem się z uzależnieniem odbył Pan psychoterapię (dzięki której odkrył Pan przyczyny, dla których stał się Pan osobą uzależnioną; oraz mechanizmy jakimi się Pan posługuje)? Jeśli, nie to, czy rozważa Pan podjęcie takiej terapii?
- Czy dobrze rozumiem, że leczy się Pan na depresję u psychiatry farmakologicznie? Czy oprócz tego są prowadzone jakieś dodatkowe działania terapeutyczne? Jeśli, nie to, czy rozważa Pan podjęcie takiej terapii?
- Piszę pan, ze wróciły myśli S. Czy zgłaszał Pan to psychiatrze?
- Wspomina Pan o diagnozie Aspergera - proszę sobie wyobrazić co by się stało, gdyby ją Pan otrzymał. Jeśli widzi Pan, że wsparłoby to Pana, to sugeruję poszukać osoby, która jest specjalistą w właśnie tej dziedzinie, rozwiać swoje wątpliwości i uzyskać w razie potrzeby adekwatną wobec Pana potrzeb pomoc. Dobrym pomysłem jest zmiana lekarza lub terapeuty, jeśli czujemy, że dana osoba nam nie służy.
Zastanawia się Pan, czy kontakt ze służbą zdrowia ma sens. Rozumiem, że po tylu próbach i wysiłku jaki Pan włożył w poszukiwanie pomocy oraz, że dzieje się to w dość mało transparentnym systemie pomocowym jaki mamy w kraju, można zwątpić w ten sens. Ze swojej strony mogę napisać, że uważam, że może to być kwestia po prostu trafienia do odpowiednich specjalistów. Dlatego zachęcałabym Pana do dalszych poszukiwań. Może potrzebuje Pan wsparcia w tej kwestii?
Jeśli jest Pan teraz w trudnym położeniu i potrzebuje Pan doraźnej pomocy, może rozważyłby Pan skorzystanie z Telefonu Zaufania (np. 116 123)?
Pozdrawiam,
Joanna Przysłupska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Alina Wiśniewska
Pisze Pan, że jest w bardzo trudnym położeniu. Tendencje S to sprawa, którą trzeba się zająć. Co miałby ewentualnie zostać w ten sposób zniszczone?
Rozumiem, że odczuwa Pan coś bardzo nieznośnego, niemożliwego do wytrzymania, coś z czym trzeba się cały czas zmagać. Jeżeli tylko może Pan sobie na to pozwolić, proszę poszukać psychoterapeuty dobrze wyszkolonego z certyfikatem np. w nurcie psychoanalitycznym, dorównującego Panu inteligencją. Jest wtedy szansa na dłuży kontakt i zrozumienie tego, co się z panem dzieje. Powodzenia.
Gabriela Hombek
Witam. Pana sytuacja jest trudna. Rozumiem, że ograniczenie dostępu do leczenia na NFZ - może być irytujące. Ciekawa jest kwestia Pana pobytu w ośrodku gdzie “dowiedział się Pan, że nie ma problemu z uzależnieniem". Z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś ma do czynienia od tak młodych lat z alkoholem i SPA , ma problem z uzależnieniem. Uczucie głodu to zagadnienie, które u każdego jest inne. Natomiast w dużej mierze występują mechanizmy uzależnienia, które maja za zadanie przekłamanie postrzegania rzeczywistości. Po Pana opisie można wnioskować, że silnie działa mechanizm iluzji i zaprzeczenia. Być może również m, regulowania uczuć, ale to należałoby sprawdzić podczas spotkania ze specjalistą terapii uzależnień. Jeśli chodzi o diagnozę Aspergera, to prawda, że trwa dość długo i może być kosztowna.
Pozdrawiam
Gabriela Hombek
specjalista terapii uzależnień

Zobacz podobne
Nie wiem już, co mam zrobić, żeby rodzina w końcu przestali traktować mnie jak leniwego, niewdzięcznego człowieka, który nic nie robi. Pracuję, dokładam się do domu, gotuję, sprzątam, piorę, robię zakupy i mimo tego mam wrażenie, że nikt kompletnie nie widzi niczego, co robię. Co z tego, że zrobię zakupy i nagotuję obiadu dla całej rodziny i jeszcze kilka razy upewnię się, że moje rodzeństwo jest najedzone? Co z tego, że zjedzą mi ostatnie wędliny z lodówki, które kupiłam za swoje pieniądze? Co z tego, że posprzątam po nich kibel, bo przecież po załatwieniu się samemu po sobie posprzątać już nie można? Co z tego, że piorę, sprzątam, robię zakupy i dokładam się do domu? Ważne przecież, że nie umyłam podłogi w garażu i to już znaczy, że jestem leniwa i jestem porażką. Wszystko, co robię, jest traktowane jak oczywistość, a wystarczy jedna rzecz, której nie zrobię, żeby cała reszta przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Moi rodzice widzą każdą moją wadę, każdy błąd i każdą rzecz, której nie zrobiłam, ale mają kompletnie zamknięte oczy na moje dobro, moje sukcesy, moją pracę i wszystko, co jednak robię. Nigdy nie paliłam, nigdy nie piłam, nie miałam patologicznego towarzystwa ani problemów z prawem. Nie byłam uczennicą na same piątki, ale też nigdy nie miałam problemów z nauką, skończyłam szkołę i bez większych problemów znalazłam pracę. Nie prowadziłam jakiegoś patologicznego życia, a mimo tego we własnym domu jestem traktowana, jakbym była największym problemem tej rodziny. Teraz mam wrażenie, że również moi młodsi bracia zostali przez rodziców tak nastawieni, że patrzą na mnie dokładnie tak samo. Coraz częściej czuję, że nie mam już rodziny. Czasami zastanawiam się, czy może kiedyś zrobiłam albo powiedziałam coś, czego nawet nie pamiętam, co sprawiło, że zobaczyli we mnie wroga i od tamtej pory wszystko, co robię, jest odbierane przeciwko mnie. Czuję, jakbym żyła z ludźmi emocjonalnie niedojrzałymi, którzy na mojej porażce próbują się dowartościować i którzy potrzebują, żebym była tą gorszą, żeby sami mogli poczuć się lepiej. Wracam styrana z pracy, a oni potrafią być zdziwieni, że jestem zmęczona, jakbym była jakąś maszyną, która ma po pracy dalej sprzątać, gotować i spełniać wszystkie oczekiwania. Nie mam pieniędzy, żeby się wyprowadzić, więc czuję się uwięziona we własnym domu. Doszło do tego, że serio myślę o spakowaniu rzeczy i zamieszkaniu w samochodzie, bo chyba wolałabym spać w aucie niż codziennie wracać do miejsca, w którym czuję się jak ktoś niewystarczający i bezwartościowy. I chcę zaznaczyć, że to, co tutaj napisałam, to jest może mały procent tego, co naprawdę dzieje się w domu, i tego, jak się przez to wszystko czuję. Nie jestem w stanie opisać całej skali tego, co dzieje się między nami. Najbardziej dobija mnie to, że naprawdę nie wiem, czego oni ode mnie jeszcze chcą. Ile można dawać z siebie, zanim człowiek po prostu się wypali? Mam już takie momenty, że przychodzą mi do głowy najczarniejsze myśli i zastanawiam się, czy gdybym po prostu zniknęła, to wtedy wreszcie dotarłoby do nich, ile mnie kosztowało życie w tym domu. Chcę, żeby ktoś w końcu zauważył, że też się staram, że też pracuję, że też mam swoje granice i że nie jestem tylko zbiorem wad i porażek. Jestem potwornie zmęczona tym, że moje dobro, moje sukcesy i moja praca są dla nich niewidzialne, a każda moja słabość jest natychmiast wykorzystywana przeciwko mnie. Czuję się samotna wśród własnej rodziny i naprawdę zaczynam nie wiedzieć, ile jeszcze jestem w stanie to znosić.
Witam. Nie wiem, jak zacząć, nie wiem, po co to pisze, ale muszę komuś obcemu się wyżalić. Jestem tak psychicznie zmęczenia tym życiem tą wegetacją, samotnością. Nie mam przyjaciół, chłopaka, nigdy nie będę mieć dzieci. Mieszkam w domu, w którym nie ma rodzinnej atmosfery. Czuję się taka samotna.
Nie wiem, ile dam rady nieść jeszcze ten krzyż. Czuję, że dzieje się ze mną coraz gorzej. Nie potrafię się podnieść z tej rozpaczy, coraz trudniej jest mi udawać przed bliskimi, że wszystko jest ok. Zdarzają się mi sytuacje, że sprawiam sobie ból fizyczny, żeby na chwilę zapomnieć. Chciałabym móc w końcu szczęśliwa, wyjść z tego doła, ale nie potrafię. Nie wierzę, że spotka mnie coś dobrego, że zmieni się moje życie. Coraz bardziej ogarnia mnie strach i rozpacz. Proszę, powiedzcie, że kiedyś będzie lepiej. Dziękuję.

