
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, traumy, zaburzenia nastroju
- Mama choruje...
Mama choruje nieuleczalnie na raka i czuję, że cierpi na depresję. Nie wiem jak jej pomagać.
Alicja
Małgorzata Wilkosz
Dzień dobry!
Pani Alicjo, przede wszystkim chciałam powiedzieć, że Pani troska o samopoczucie mamy jest nieoceniona! Na wstępie zaznaczę, że ze wsparciem psychologicznym jest trochę jak z ratownictwem medycznym - pierwszy krok to zadbać o swoje bezpieczeństwo, proszę w tej trudnej sytuacji o sobie nie zapominać i zaopiekować się również sobą. W końcu jest Pani córką kobiety nieuleczalnie chorej na raka, to naprawdę nie jest łatwe doświadczenie.
Jeśli chodzi o sytuację Pani mamy, proszę rozeznać się czy w placówce, w której się leczy jest dostępny psychoonkolog. To psycholog, który specjalizuje się w pomocy psychologicznej pacjentów nowotworowych i ich rodzin.
Informacja o przebytej depresji jest również istotna - to może dawać Pani nadzieję na to, że samopoczucie mamy ponownie się poprawi, a jej dać motywację do spotkania z psychologiem bądź psychiatrą, który kiedyś już jej pomógł.
Nieuleczalna choroba prowadzi do refleksji nad swoim życiem. Być może Pani mama potrzebuje czasu i przestrzeni na zastanowienie się nad swoimi doświadczeniami. Jeśli mama stanowczo odmawia pomocy psychologicznej, może warto zastanowić się nad rozmową z duchownym, w przypadku bycia osobą wierzącą. Duchowny może wesprzeć mamę w jej ewentualnych wątpliwościach tego, co czeka ją po śmierci, ale też zmotywować do spotkania z psychologiem, tak aby zaopiekować jej zdrowie fizyczne, psychiczne oraz sferę duchowości.
Jeśli chodzi natomiast o to, jak Pani może pomóc mamie, to najlepszym wyjściem w takim przypadku jest obecność. Nawet milczące wsparcie, nadal jest wsparciem i dodaje otuchy w takich trudnych chwilach.
Życzę dużo siły:)
Małgorzata Wilkosz, psycholożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
Rozumiem, że to bardzo trudna sytuacja zarówno dla Pani, jak i mamy. Choroba nowotworowa i nieuleczalne przypadki raka mogą wywoływać na ogromny stres i emocjonalne obciążenie. W takiej sytuacji pomoc psychologiczna jest bardzo ważna. Myślę, że warto mimo wszystko próbować delikatnie zachęcić mamę do skorzystania z pomocy psychologicznej. Warto wyjaśnić jej, że psycholog może pomóc radzić sobie z emocjami i stresem związanym z chorobą. Warto również jej przypomnieć o korzystnych doświadczeniach z terapią, które miała wcześniej w związku z depresją lękową. Proszę przede wszystkim mamy słuchać i wyrażać empatię. Mama musi mieć przestrzeń do rozmowy o swoich uczuciach i obawach, nawet jeśli są trudne do wysłuchania. Czasami sama możliwość wyrażenia emocji może pomóc w złagodzeniu obciążenia emocjonalnego.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta
Marta Król
Dzień Dobry Pani Alicjo,
To niezwykle trudne, kiedy stajemy się świadkami narastającego przygnębienia bliskiej nam osoby. Zwłaszcza, że od dwóch lat obie przeszłyście bardzo dużo. Mama w swojej chorobie a Pani troszcząc się o mamę. W chorobach nieuleczalnych dochodzi do takiego etapu, kiedy człowiek może zamknąć się nieco w swoim świecie i staje się depresyjny. W Pani wypowiedzi jest jednak niezwykle ważna wskazówka co do potrzeb mamy. Mówiąc, że “niedługo umrze”, wysyła sygnał, że potrzebuje poczuć, że ktoś usłyszy o tym, czego ona się obawia albo jakie towarzyszą jej teraz myśli. Wypowiedzenie ich na głos, trochę ją od nich uwolni. To naturalne, że każdy z nas chciałby móc pocieszyć, dodać nadziei ale czasami bardziej zbliżające jest wspólne pobycie w tej bezradności, wysłuchanie i dopytanie czego tej bliskiej nam osobie potrzeba. Zaznaczenie: “słyszę Cię, jestem przy Tobie, jestem dla Ciebie, jesteśmy w tym razem". We wsparciu, proszę też pamiętać o sobie - Pani także jest teraz w bardzo trudnej dla siebie sytuacji. Dobra rozmowa pozwala sobie to wszystko lepiej poukładać. Dbając o siebie, zadba Pani też lepiej o mamę. Wszystkiego dobrego i dużo siły!
Pozdrawiam,
Marta Król

Zobacz podobne
Dzień dobry, Mam na imię Marta i mam 34 lata.
Od 11 lat jestem w szczęśliwym małżeństwie, którego owocem jest nasz 9-letni syn. Męża znam, od kiedy miałam 16 lat.
Od kiedy pamiętam, był moim przyjacielem, towarzyszył mi i wspierał. Pomimo tego, że stworzyłam swoją rodzinę, nie potrafię odciąć się od mojego domu rodzinnego, dlatego postanowiłam napisać i proszę o poradę. Mój ojciec, od kiedy pamiętam nadużywał alkoholu. Na przestrzeni wielu lat bardzo się rozpił i choć wiele lat starałam się, to nigdy nie byłam w stanie mu pomóc wyjść z nałogu. Gdy byłam nastolatką, w domu rodzinnym działy się bardzo złe rzeczy. Ojciec szalał, pił i bił mamę, były ciągłe awantury. Mama również w pewnym czasie miała kochanka, więc wraz z młodszą siostra miałyśmy piekło na ziemi.
Ojciec szalał potwornie, wiecznie pijany rozbijał i niszczył wszystkie rzeczy w domu, biegał z nożem w ręku krzycząc, że się będzie ciął. Biegał z nożem i groził, że się zabije, a wychodząc z domu mówił, że się powiesi. Pamiętam, jak każdego popołudnia, były wieczne okropne krzyki, a w nocy byłyśmy z siostrą wybudzane podczas awantur. Próbowałyśmy interweniować wiele razy, ponieważ tato dusił mamę. Takich sytuacji było bardzo dużo i trwało to wiele lat, a spokoju doznałam wtedy, jak się wyprowadziłam, mając 22 lata. W końcu mogłam spać cale noce. Mój spokój długo nie trwał, ponieważ tak naprawdę od zawsze, pomimo, że tam nie mieszkałam, uczestniczyłam we wszystkich awanturach rodzinnych. Mama od zawsze informowała mnie, co się dzieje w domu, dzwoniła i opowiadała, co ojciec wyczynia, kiedy się napił i co zrobił. Po jej tonie głosu przez telefon jestem w stanie wyczuć co się z nią dzieje.
Mama jest oczywiście współuzależniona i wszystkie swoje emocje przenosiła na mnie i na siostrę. Przez wiele lat pomimo tego, co się działo, uczestniczyłam np. w świętach Bożego Narodzenia i przyjeżdżałam, chociaż każdy przyjazd do domu rodzinnego wiązał się z wielkim bólem, ponieważ podczas każdej wigilii ojciec jest pijany, a jak przyjeżdżałam w zwykły dzień, nawet nie ma z kim rozmawiać, ponieważ ojciec spał pijany.
Po każdych takich świętach w domu płakałam i musiałam się pozbierać psychicznie. Święta Bożego Narodzenia to dla mnie jedna z piękniejszych chwil w roku. W mojej rodzinie wraz z synem i mężem przygotowujemy się, mamy kalendarze adwentowe, dekoracje, roraty, choinka-to wszystko sprawia nam wielką radość, a potem…. Najpiękniejszy wieczór wigilijny zmienia się w mój koszmar. Ojcu nie zależy na żadnych kontaktach: nie odwiedza mojego syna oraz nas w ogóle.
Mogę powiedzieć, że nie mam z nim już żadnych relacji, nie potrafię z nim rozmawiać. Największym problemem jest dla mnie od jakiegoś czasu moja mama, która jako osoba współuzależniona kompletnie nie liczy się z moimi uczuciami. Dodam również, że miałam stany depresyjne w związku z powyższymi sytuacjami. Pomimo tego, że tworze z mężem i synem fajną rodzinę, oparta na szacunku i zwykłym życiu bez awantur załamałam się z powodu problemów w domu rodzinnym. Myślę, że moja depresja była kwestią czasu i jak ktoś wychodzi z takiego domu to prędzej czy później zachoruje na nerwice lub depresje. Po terapii, którą odbyłam kilka lat temu, zrozumiałam, że mama oraz ja jesteśmy współuzależnione i postanowiłam postawić granice, abym mogła żyć normalnie. Od wielu lat tłumacze mamie, że nie mogę już słuchać jej użalania się na jej straszne życie i już dawno poinformowałam ją, że to jest jej życie, ona jest dorosła i to jest jej wybór, że została z ojcem, ale ja już nie daje rady uczestniczyć w ich awanturach. Usłyszałam wtedy, że oni są moimi rodzicami i w sumie to mama nie wiedziała, że mnie to boli i że jestem aż tak słaba psychicznie. W związku z tym, że sytuacja w ogóle się nie zmieniła, od tego roku poinformowałam kilka miesięcy wcześniej mamę, że nie pojawię się na wigilii, ponieważ nie dam rady psychicznie już tego znieść. Ojciec poprzednie dwa lata w Wielkanoc był tak pijany, że przez dwa dni nie podniósł się z łóżka, więc nawet się tam nie pojawiliśmy. On nie wiedział, że są święta, ponieważ poza jego piciem jego nic nie interesuje.
Mama od października zaczęła wydzwaniać i z wielkimi wyrzutami pytać mnie jak spędzę wigilie oraz czy wiem, że jest jej przykro, ponieważ ona jest moją mamą i ja tak bardzo ją ranię.
Próbowałam wytłumaczyć jej, jakie są również moje uczucia i jak ja cierpię z powodu tak wyglądających świąt u nich, ale ją to kompletnie nie interesuje. Nie odbyło się oczywiście bez obrażania mnie i robienia ze mnie najgorszej. Mama opowiadała również swoim siostrom i babci, że to ja jestem najgorsza, bo ja nie mam ochoty podzielić się opłatkiem z rodzicami, więc nastawia rodzinę przeciwko mnie. Rodzina od wielu lat ma klapki na oczach i udaje, że nie widzi, jak ojciec pije, ponieważ każdy boi się zwrócić uwagę. Mama uważa, że przez cały rok będę słuchać o awanturach, a potem w wigilie będę udawać, że nic się nie stało i jesteśmy super rodziną, a tak po prostu nie jest.
To spotkanie świąteczne to jest kłamstwo, moje udawanie, a jak widzę pijanego ojca przy stole, to oczywiście nie mogę zwrócić mu uwagi, a jeszcze muszę podzielić się z nim opłatkiem i złożyć życzenia. Mój mąż oraz mój syn również muszą przytulić się z brzydko pachnącym i ledwo stojącym na nogach dziadkiem, ponieważ tak trzeba, ponieważ się święta.
W tym roku zaprosiłam mamę na święta do siebie - odmówiła, ponieważ jak napisała, bez taty nie przyjedzie.
Na chwilę obecną straszy mnie, że nie pojawi się na komunii syna, skoro to ja zrobiłam się taka niedostępna i nie chce mieć kontaktu. Manipuluje moimi uczuciami na każdym kroku, najpierw mnie obraża, a potem dzwoni i udaje, że się nim nie stało.
Ojciec mimo błagania nie podjął nigdy próby leczenia i wiem, że już z tego nie wyjdzie. Jestem już zmęczona moja współuzależnioną i toksyczną matką. Czuje, że nie chce mieć z nią powoli żadnego kontaktu. Moja mama i mój ojciec są od wielu lat moim problemem, w przeciwieństwo do rodziny, która sama stworzyłam. Rodzice zatruwają mi życie od 20-stu lat.
Mama oczywiście używa argumentu miłosierdzia i mówi, że mam ojcu wybaczać jego zachowanie, bo to jest w końcu mój OJCIEC i na święta muszę pojawiać się w domu rodzinnym.
Czy muszę uczestniczyć w wieczerzy wigilijnej wraz z moimi rodzicami? Nie wiem, czy w tym wypadku można zdrowo postawić granice. Czuje się bardzo zagubiona.
Nie mam ochoty na żadne święta z moimi rodzicami i najchętniej uciekłabym za granicę na ten czas. Najzdrowiej byłoby dla mnie odciąć się ostatecznie i czuje, że tak to się niestety skończy, ponieważ zamiast bardziej skupić się na mężu i dziecku ja kręcę się jak satelita wokół ojca i matki, którzy nic nie robią, aby naprawić tę sytuację, a wręcz przeciwnie.
Marta

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie
Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.
