
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Mąż pojechał na...
Mąż pojechał na długi urlop z rodzicami, zostawiając żonę w domu - jak to rozumieć?
Mój mąż lat 41 w tym roku pojechał na 12-dniowy urlop z rodzicami... Nie potrafił mi nawet wprost powiedzieć, że dostał taką propozycję od rodziców. Znał moje zdanie i wiedział, że nie pojadę. Na początku też mówił, że nie jedzie, ale ostatecznie podjął decyzję o wyjeździe. Ze mną jak jeździł to max. 7 dni. Nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo trudna i niezrozumiała sytuacja, nie wiem, co o tym myśleć... czy to w ogóle jest normalna sytuacja😭
Justyna Bejmert
Rozumiem, że ta sytuacja jest dla Pani bolesna i budzi wątpliwości. Fakt, że dorosły mężczyzna jedzie na wakacje z rodzicami, nie jest sam w sobie „nienormalny”, ale problemem jest to, że decyzja została podjęta wbrew Pani wiedzy i uczuciom, bez szczerej rozmowy.
To, co tu najbardziej rani, to prawdopodobnie brak partnerstwa w podjęciu decyzji i poczucie, że jego wybór stawia Panią na dalszym planie. W zdrowym związku ważne jest nie tylko co robimy, ale jak o tym rozmawiamy.
Proponuję, by szczerze porozmawiała Pani z mężem, a podczas tej rozmowy skupiła na tym, jakie uczucia wywołał w Pani jego wyjazd z rodzicami, np. poczucie odsunięcia, braku szczerości, pominięcia w planach.
Życzę wszystkiego dobrego,
Justyna Bejmert
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Adam Gruźlewski
Szanowna Pani,
rozumiem, że ta sytuacja jest dla Pani bardzo trudna i budzi wiele pytań. To zupełnie naturalne, że czuje się Pani zdezorientowana i zraniona, gdy mąż podjął taką decyzję, zwłaszcza że nie poinformował o tym wprost i wyjechał na dłużej niż zwykle. Wydaje się, że kluczowym elementem w tej sytuacji jest komunikacja. Fakt, że mąż nie powiedział wprost o propozycji wyjazdu i początkowo zaprzeczał, że jedzie, wskazuje na pewne problemy w tym obszarze. Być może świadczy to o obawach przed Pani reakcjami oraz chęci uniknięcia konfliktu. Mąż mógł też czuć się rozdarty między oczekiwaniami własnej małżonki a prośbą rodziców. Warto przyjrzeć się granicom w państwa związku małżeńskim i rodzinie pochodzenia męża, jakie jego potrzeby spełniają te wspólne wyjazdy męża z rodzicami. Jednocześnie z Pani wypowiedzi wynika, że mogła się Pani poczuć pominięta, niedoceniona lub nawet zlekceważona.
Z pewnością warto porozmawiać z mężem o własnych i jego potrzebach, o uczuciach i emocjach, jakich Pani doświadcza. Możecie spróbować wzajemnie zrozumieć te potrzeby i emocje. Jeśli takie rozmowy nie przyniosą oczekiwanych efektów, proszę rozważyć terapię par, podczas której terapeuta pomoże wam w konstruktywnej komunikacji, zrozumieniu dynamiki waszego związku i ustaleniu zdrowych wzorców.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Gruźlewski
psycholog, psychotraumatolog
Bartłomiej Borys
Dzień dobry! Rozumiem, że ta sytuacja jest dla Ciebie bolesna i wprowadza dużo niepokoju. Kiedy partner jedzie na długi urlop bez szczerej rozmowy i uwzględnienia naszych uczuć, możemy poczuć się pominięci i mało ważni. To naturalne, że masz sprzeczne emocje – z jednej strony wiesz, że każdy potrzebuje kontaktu z rodziną i chwili oddechu, a z drugiej czujesz, że Twoje potrzeby zostały zignorowane.
Kluczem do uzdrowienia takich sytuacji jest szczera komunikacja. Spróbuj porozmawiać z mężem o tym, jak się z tym czujesz. Możesz powiedzieć wprost: „Było mi przykro, gdy dowiedziałam się o wyjeździe od rodziców, a nie od Ciebie. Chciałabym, żebyśmy podejmowali takie decyzje razem”. Postaraj się także wysłuchać jego perspektywy – być może czuł się zmuszony do wyjazdu i nie wiedział, jak to zakomunikować.
Rozmowa o granicach i oczekiwaniach pomoże Wam uniknąć podobnych nieporozumień w przyszłości. Jeśli trudno Wam znaleźć wspólny język, warto rozważyć spotkanie z terapeutą par – specjalista pomoże Wam nauczyć się lepiej słuchać siebie nawzajem i wyrażać swoje potrzeby. Pamiętaj, że Twoje uczucia są ważne i masz prawo o nich mówić, a konstruktywna rozmowa to pierwszy krok do znalezienia rozwiązania.
Krzysztof Chojnacki
Dzień dobry Pani. Rozumiem, że ta sytuacja, w której mąż podjął decyzję o tak długim wyjeździe z rodzicami, bez jasnej rozmowy z Panią, jest dla Pani bardzo trudna i niezrozumiała. Naturalne jest, że czuje się Pani zraniona i osamotniona. Takie zachowanie mogłoby być sygnałem, że istnieją trudności w Waszej komunikacji.
Przede wszystkim, w pierwszej kolejności, rekomendowałbym podjęcie poważnej i spokojnej rozmowy z mężem. Ważne jest, aby podczas tej rozmowy mogła Pani asertywnie, ale bez oskarżeń, wyrazić swoje emocje i oczekiwania. Kluczowe będzie, aby mąż mógł się wytłumaczyć i wyjaśnić motywy swojej decyzji. To pozwoliłoby Wam na nowo nawiązać kontakt i zrozumieć, co dzieje się w Waszym małżeństwie.
Jeżeli taka rozmowa nie przyniesie poprawy, albo jeżeli tego typu sytuacje będą się powtarzać, wówczas dobrym rozwiązaniem mogłaby być konsultacja z psychologiem. Terapia małżeńska mogłaby pomóc Wam w odzyskaniu zdolności do komunikacji i zrozumieniu wzajemnych potrzeb.
Pozdrawiam Krzysztof Chojnacki, psycholog
Katarzyna Kania-Bzdyl
Dzień dobry,
chodzi tylko o te wakacje czy jest w tym jakaś głębsza trudność, która ciągnie się od wielu lat? Na przykład: na linii Pani - teściowie, mąż - teściowie.
Co dokładnie ma Pani na myśli, pisząc: "wiedział, że nie pojadę"? Z jakiego powodu była podjęta taka decyzja? Dlaczego teściowie nie zaproponowali wspólnego wyjazdu?
Pozdrawiam,
Katarzyna Kania-Bzdyl
Olga Żuk
To naturalne, że ta sytuacja może budzić trudne emocje. Sam wyjazd nie musi oznaczać kryzysu, ale brak otwartej rozmowy jest sygnałem, że warto popracować nad komunikacją i jasno ustalić zasady podejmowania takich decyzji w przyszłości.
Pozdrawiam,
Olga Żuk

Zobacz podobne
Jestem mężczyzną, mam 35 lat. Już jako nastolatek, gdy poznałem swoją seksualność, miałem wysoki popęd. Lubiłem seks, ale najlepiej z inną osobą za każdym razem. Jestem teraz 10 lat po ślubie. Z żoną na początku było super – pewnie jak u każdego. Ale z czasem jakichkolwiek kontaktów jest mniej. Muszę za każdym razem prosić się o cokolwiek. Ale boli mnie co innego. Od zawsze „podoba” mi się każda napotkana kobieta. Gdyby jakakolwiek była chętna, nie odmówiłbym. Przechodząc przez ulicę, czuję popęd do większości kobiet, które mi się podobają. Tak samo z kobietami, które widzę gdziekolwiek, np. w internecie. Patrzę na tyłek każdej kobiety. W domu także patrzę na żonę – i cały czas z podtekstem seksualnym. Z racji tego, że seksu jest mało, oglądam pornografię i masturbuję się. Zacząłem wchodzić we filtry z kobietami, ale co chwilę z inną, bo jestem „ciekaw” innej. To nie jest normalne. Ktoś może doradzić, co to za zaburzenie? Mam zdiagnozowane ADHD. Dziękuję za każdą odpowiedź.
Witam. Spróbuję opowiedzieć w skrócie.
Jestem 4 miesiące po ślubie, z moim mężem poznaliśmy się przez internet, w sumie trzy lata temu, ale tylko jako kumple. Razem jesteśmy oficjalnie półtorej roku z tego tak jak wcześniej wspomniałam 4 miesiące małżeństwem. Ja jestem po rozwodzie, on był w długoletnim związku narzeczeńskim ,odwołał ślub niestety prawie przez rok będąc ze mną, mieszkał ze swoją byłą narzeczoną, przez to dochodziło do kłótni, ponieważ kilka razy zawiódł moje zaufanie wybierając ją, a nie mnie ... na przykład powiedział, że jeżeli ona poprosi go, żeby ją gdzieś zawiózł, to to zrobi, mimo że ja błagałam, żeby tego nie robił....
Przed ślubem zapytałam go czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć, a co może się wydać po ślubie, powiedział, że nie ma takiej rzeczy .Niestety w dwa tygodnie po ślubie okazało się przez przypadek, że zataił przede mną bardzo ważną rzecz, która będzie ważyła na małżeństwie do końca życia... ponieważ zataił przede mną, że ona jest jego dalszą rodziną, gdzie ja dałam mu bardzo dużą sumę pieniędzy, żeby on mógł ją spłacić, ale postawiłam warunek, że ona zniknie z jego życia i nie będzie miał z nią nic wspólnego i on dał mi słowo, że tak będzie ...niestety okazało się, że ona jest jego dalszą rodziną, więc zawsze będzie miał z nią coś wspólnego ... problemem było też to, że ja pierwszy raz odwiedziłam go, gdy już byliśmy narzeczeństwem, ale on wtedy jeszcze mieszkał ze swoją byłą narzeczoną i ja przed wylotem do niego błagałam go, żeby schował wszystkie jej rzeczy osobiste, żebym nie musiała tego oglądać, on mi wtedy powiedział, że tak zrobi, że mogę się nie martwić ,ale gdy przyleciałam do niego do mieszkania, obok mojej kosmetyczki stała jej kosmetyczka ,w łazience wisiały jej szlafrok ,bielizna i kosmetyki .. .bardzo to przeżyłam ...rzeczy innej kobiety obok rzeczy mojego narzeczonego i obok moich..... i do tej pory sobie z tym nie radzę, bo gdyby on wtedy dotrzymał słowa nie byłoby większości problemów....
Również na początku znajomości, a w sumie gdy byliśmy już zaręczeni, na pierwszej imprezie, na którą zabrał mnie do swoich znajomych, gdzie ja nikogo nie znałam doszło do sytuacji bardzo nieprzyjemnej dla mnie ,ponieważ ja siedząc obok mojego narzeczonego zobaczyłam, że podchodzi do niego jakaś kobieta, przytula go od tyłu na szyję i tak po prostu na nim wisi i z nim rozmawia ...on nie zareagował w ogóle.... Przez te wszystkie sytuacje, do których on doprowadził bardzo mnie raniąc i ja teraz cały czas myślę, że skoro przy mnie się tak zachowywał to beze mnie się zachowuje też tak albo jeszcze gorzej.... a ponieważ mieszkamy jeszcze w dwóch różnych krajach, dopiero razem będziemy za kilka miesięcy, to ta moja zazdrość jest większa.. Aktualnie jestem w ciąży, bo staraliśmy się o dziecko i nie mogę się denerwować, natomiast on wmawia mi, że ja mam problem z chorą zazdrością, bo cały czas mu wypominam to, co on zrobił. Bez przerwy wmawia mi, że jestem nienormalna i że muszę iść do psychiatry. A ja mu tłumaczę, że nigdy we wcześniejszym małżeństwie nie zostałam tak potraktowana . Nigdy nie byłam chorobliwie zazdrosna o mojego byłego męża ani nawet bardzo zazdrosna .A moje zachowania teraz są konsekwencją tegom jak on mnie potraktował przed ślubem kilka razy i również po.
Mam 33 lata. Mąż 40. Razem jesteśmy od 15 lat, w małżeństwie 7. Mamy wspólnie jedno dziecko, mąż nie chce słyszeć o drugim, natomiast ja bardzo pragnę mieć dzieciątko.
Kiedyś rozmawialiśmy, że chciałby mieć jeszcze jedno.
Gdyby miał też pewność, że będzie córka tym bardziej. Dziś na ten temat nie chce słyszeć. Bardzo Go kocham, ale nie potrafię się z tym pogodzić. Nie wyobrażam sobie nie tulić w ramionach kolejny raz kruszynki. Do porozumienia nie dojdzie z pewnością. Ja też nie przekonam Go na siłę. Ja natomiast chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Czuję, że małżeństwo nie ma szansy przetrwać.
Ja nie chcę niczego na siłę. Nie zaakceptuję męża wyboru, ale też będę nieszczęśliwa. Czy to ma szansę przetrwać? Jest sens ciągnąć małżeństwo bez szczęścia drugiej osoby?

